Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00041 007100 14658477 na godz. na dobę w sumie
Rosyjski oligarcha - ebook/pdf
Rosyjski oligarcha - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8191-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Bogaty rosyjski milioner, Mikołaj Golicyn, od dawna interesował się piękną Ellie, która opiekowała się dzieckiem jego brata, Saszy. Miał ochotę poznać ją bliżej. Jednak gdy doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął Sasza, zrozpaczony Mikołaj obwinił ją o tę śmierć. Gdy udręczona oskarżeniami wyjechała z Londynu, nie potrafił o niej zapomnieć. W końcu postanawia ją odnaleźć i zaproponować, by zaopiekowali się wspólnie jego osieroconą bratanicą...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bogaty rosyjski milioner, Mikołaj Golicyn, od dawna interesował się piękną Ellie, która opiekowała się dzieckiem jego brata, Saszy. Miał ochotę poznać ją bli(cid:276)ej. Jednak gdy doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął Sasza, zrozpaczony Mikołaj obwinił ją o tę (cid:264)mierć. Gdy udręczona oskar(cid:276)eniami wyjechała z Londynu, nie potrafił o niej zapomnieć. W końcu postanawia ją odnale(cid:274)ć i zaproponować, by zaopiekowali się wspólnie jego osieroconą bratanicą... e i c u z c u e c ą j a c a r w o P W tym miesiącu polecamy: Gorący Romans p o (cid:276) ą d a n i e l e y b y ł a k o c h a n k ą g r e c k i e g o m a g n a t a h o t e l o w e g o N i m z d ą (cid:276) y ł a m u p o w i e d z i e ć , j ą o s k a r (cid:276) y ł w y g n a ł r ę c e p o r y w a c z y , i ą c e o k u p u , r z y m i e s j e j (cid:276) e n i e m ó g ł t k o w s z y s i i p c u . l i ę w t y m m i e s i ą c u p o l e c a m y : (cid:263) w i a t o w e ¯ y c i e E k s t r a w L o n d y n i e i a m s i o n e r P o w r a c a j ą c e u c z u c i e Powracające uczucie T A V 5 M Y T W Ł Z 9 9 , 8 A N E C 2 0 0 8 4 2 S K E D N I 1 1 / 6 0 2 1 R N 307 Maggie Cox Rosyjski oligarcha Maggie Cox Rosyjski oligarcha Tłumaczył Janusz Maćczak Tytuł oryginału: Bought: For His Convenience or Pleasure? Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda Korekta: Jolanta Spodar ã 2009 by Maggie Cox ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8191-9 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA –307 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Elizabeth, pamiętasz, co się stało? – zapytał głos brzmiący jak z wielkiej oddali czy ze snu. Ellie balansowała na granicy przytomności, nie- specjalnie starając się ją przekroczyć, jakby raczej wolała przyjazną bezpieczną ciemność, spowijają- cą jej umysł i chroniącą przed lodowatym stra- chem. Wydarzyło się coś okropnego. Dlaczego ten męz˙czyzna zmusza ją, by sobie to przypomniała? Przez krótki moment skupiła wzrok na jego twardo rzeźbionych rysach, lecz zaraz szybko zamknęła oczy, gdyz˙ na widok tej twarzy poczuła zakłopota- nie, jakby niedawno zrobiła coś naprawdę złego. Gdyby tylko potrafiła sobie przypomnieć, co to było! Jednak moz˙e lepiej tego nie pamiętać? Na szczęście, zaraz znów otulił ją miękki aksamitny mrok. W obawie przed lękiem i cierpieniem nie próbowała więcej niczego sobie przypominać. Wiedziała tyle, z˙e jest w szpitalu – i to musiało chwilowo wystarczyć. 6 MAGGIE COX Postać tego męz˙czyzny w czarnym, jakby z˙ało- bnym garniturze wydawała się złowroga i przera- z˙ająca. Ellie zastanawiała się w oszołomieniu, dlaczego widzi go za kaz˙dym razem, gdy otwiera oczy. Czyz˙by na coś czekał? Przeczuwała mgliście, iz˙ coś go z nią łączy, a towarzyszyła temu niejasna myśl, z˙e stała się co najmniej pośrednią przyczyną czegoś strasznego. Celowo starała się nie dopuścić tego do świadomo- ści, koncentrując się na widoku tego nijakiego, bezosobowego pokoju o ścianach nieokreślonego koloru owsianki i na przenikającej wszystko woko- ło szpitalnej woni. W nogach czuła dziwny cięz˙ki bezwład. Zerknęła w dół i stwierdziła, z˙e są w gip- sie. Zaniepokojona, jęknęła cicho, a potem przyło- z˙yła policzek do poduszki i znów przymknęła powieki. Kilka dni później Ellie, ocknąwszy się, ujrzała tym razem nad sobą znajomą twarz ojca. – Nie martw się, córeczko. – Pogłaskał jej dłoń, jakby była małą, bezradną dziewczynką. – Twój tata wszystkim się zajmie. Wyciągnę cię z tego najszybciej, jak się da. Tommy Barnes wie co nieco o tym, jak wtopić się w tłum i zniknąć. W ciągu minionych dwudziestu lat musiałem na- uczyć się paru sztuczek! ROSYJSKI OLIGARCHA 7 – Doktor Lyons, proszę pójść z Susie, dobrze? Ona zajmie się pani makijaz˙em. Ellie nie przepadała za udziałem w tych miał- kich programach telewizyjnych – ani za mianem, jakie jej nadały londyńskie media, odkąd pomogła synowi pewnego sławnego polityka, uzalez˙nione- mu od narkotyków i nocującemu na ulicy: ,,Psy- choloz˙ka z końskim ogonem’’. Czuła przez to, jakby cofnęła się znów do wieku niedoświadczo- nej nastolatki. A przeciez˙ od tamtego czasu prze- była długą drogę, pokonując wiele trudnych prze- szkód, by osiągnąć swoją obecną pozycję i dob- robyt. A najdziwniejsze, z˙e pomógł jej w tym ojciec, w swój zwykły chaotyczny i bałaganiarski sposób. Po jej wypadku pięć lat temu wykorzystał swoje znajomości, by zatuszować sprawę, a potem namó- wił ją na przeprowadzkę z Londynu do Szkocji, co okazało się jednym z najtrafniejszych kroków w jej z˙yciu. Zyskała niezbędny bodziec, by ukończyć studia psychologiczne i zdobyć kwalifikacje do zawodu, o jakim zawsze marzyła. Mniej więcej przed rokiem skorzystała z okazji powrotu do Londynu i podjęła pracę na East Endzie przy projekcie szczególnie bliskim jej ser- cu – pomocy bezdomnym młodym ludziom, znaj- dującym się w cięz˙kiej sytuacji. Poznała na własnej skórze, co znaczy być porzuconym i samotnym, 8 MAGGIE COX totez˙ gorąco pragnęła pomóc tym dzieciakom. Jednakz˙e przez ostatni tydzień mieszkała po połu- dniowej stronie rzeki, w połoz˙onym w dzielnicy Chelsea uroczym wytwornym hotelu nieopodal Kings Road. Jej pobyt finansowała stacja telewizji kablowej, która zaangaz˙owała ją do przygotowa- nia tygodniowego cyklu programów o nastoletnich latoroślach pomniejszych celebrytów, które wpad- ły w tarapaty. Zgodziła się niechętnie. Miała mnóstwo pracy w swojej poradni psychologicznej w Hackney oraz w ośrodku dla bezdomnych, którego była współ- załoz˙ycielką. Pragnęła wrócić tam, gdzie mogła być najbardziej uz˙yteczna i robić to, po co tak cięz˙ko studiowała. Jednak za zrealizowanie tego telewizyjnego cyklu zaproponowano jej zbyt duz˙e pieniądze, by mogła odmówić. Rozgłos, jaki przy tym mimowolnie zdobyła, pozwalał jej pozyski- wać przynajmniej skromne dotacje dla walczącego o przetrwanie schroniska dla bezdomnych. Po programie wróciła do hotelu. Gdy przez obrotowe drzwi weszła do holu, zatrzymała ją recepcjonistka w eleganckim uniformie. – Doktor Lyons, czeka na panią jakiś męz˙czyz- na. Zaprowadziłam go do sali konferencyjnej na końcu korytarza, gdzie będą państwo mogli spo- kojnie porozmawiać. Zaniepokojona Ellie zmarszczyła brwi. W swo- ROSYJSKI OLIGARCHA 9 im zawodzie od czasu do czasu stykała się z ludź- mi, którzy rozwścieczeni odszukiwali ją, by jej naubliz˙ać. Najczęściej byli to krewni osób, którym usiłowała pomóc. – Kto to jest? – zapytała. – Przedstawił się? Z wniebowziętej miny recepcjonistki zoriento- wała się, z˙e ten nieznajomy musi być nadzwyczaj przystojny. Jaką sprawę ktoś taki mógłby mieć do mnie? – zastanowiła się przelotnie. – Powiedział, z˙e nazywa się Mikołaj Golicyn – oznajmiła dziewczyna. Pod Ellie ugięły się nogi i na chwilę pociem- niało jej w oczach. Mikołaj Golicyn... Wspomnie- nie tego męz˙czyzny prześladowało ją w koszmar- nych snach. Wniósł w jej z˙ycie więcej zamętu niz˙ to kiedykolwiek udało się jej niesfornemu ojcu. Lękała się spotkania z nim, lecz pod tym strachem kryła się tęsknota, której nie osłabił upływ czasu. Wzięła się w garść, choć miała wraz˙enie, z˙e spada z krawędzi urwiska w bezdenną przepaść najez˙oną ostrymi skałami. Ze zdenerwowania przy- gryzła wargę. Jak on odnalazł ją po tylu latach? Przeciez˙ ojciec starannie zatarł ślady, a nawet doradził jej, by przybrała panieńskie nazwisko matki i skróciła swe imię Elizabeth do Ellie. Widocz- nie niepoz˙ądany rozgłos, jaki ostatnio zyskała, w końcu umoz˙liwił jej byłemu pracodawcy odkry- cie miejsca jej pobytu. 10 MAGGIE COX Drz˙ącą dłonią musnęła jasne włosy, starannie zaczesane do tyłu w koński ogon. Przez chwilę znów ogarnęły ją słabość i paniczny lęk. Wymam- rotała do recepcjonistki podziękowanie. Dziew- czyna odpowiedziała pogodnym uśmiechem oso- by, która wzrosła w serdecznej, kochającej rodzi- nie i nie dowiedziała się jeszcze, z˙e z˙ycie potrafi być okrutne. Elizabeth mimo woli poczuła ukłucie zazdrości. Jeszcze raz poprawiła włosy, wygładziła swe mod- ne czarne spodnium i jak skazaniec powlokła się korytarzem. – Dzień dobry – rzuciła odruchowo, wchodząc do sali zebrań. To zwykłe powitanie nawet w jej własnych uszach zabrzmiało absurdalnie. Męz˙czyzna siedział przy długim, wypolerowa- nym do połysku stole konferencyjnym, ze znie- cierpliwieniem bębniąc palcami po blacie. Na jej widok podniósł się powoli. Był wysoki i szczupły, lecz barczysty i muskularny. Emanował władczą energią i siłą, co jeszcze bardziej spotęgowało jej lęk. Stanowił dla Ellie emocjonalne zagroz˙enie, zdolne zrujnować jej spokój ducha i wszystko, co z takim trudem osiągnęła w z˙yciu. Widząc wyrazi- ste rysy i krótko, po wojskowemu ostrzyz˙one wło- sy, pomyślała w pierwszej chwili, z˙e upływ czasu obszedł się z Mikołajem Golicynem łaskawie. Jed- ROSYJSKI OLIGARCHA 11 nak gorzki grymas ust i zapadnięte policzki świad- czyły o czymś przeciwnym. – Witaj, Elizabeth – powiedział, przeszywając ją ostrym i przenikliwym niczym laser spojrze- niem lodowato niebieskich oczu, pod którym za- drz˙ała ze strachu. – Obecnie wolę, by nazywano mnie Ellie – oświadczyła, gardząc sobą za brzmiącą w jej głosie nutę lęku. – Nie wątpię – odrzekł, krzywiąc wargi w cynicz- nym uśmiechu. – Z pewnością wolałabyś pozostać dla mnie anonimowa przez resztę z˙ycia, ale powin- naś była wiedzieć, z˙e to ci się nie uda. Przyznaję, pomogło mi to, z˙e pokazałaś się publicznie w me- diach. Prawdę mówiąc, dziwię się, z˙e zdecydowa- łaś się na takie ryzyko, ale być moz˙e zgubiła cię zbytnia pewność siebie i przekonanie, z˙e juz˙ daw- no przestałem cię szukać. Jeśli tak, to sama jesteś sobie winna. Jego urodziwa twarz zastygła teraz jak wykuta z lodu. Ellie przebiegł dreszcz grozy, gdy po pięciu latach znów patrzyła na tego męz˙czyznę, przez którego musiała uciec z rodzinnego miasta, ponie- waz˙ oskarz˙ył ją o spowodowanie śmierci jego brata! Odpowiedziała z gardłem ściśniętym stra- chem: – Nie mam juz˙ z˙adnego powodu, by ukrywać się lub uciekać. Opuściłam Londyn tylko dlatego, 12 MAGGIE COX z˙e ojciec martwił się o mnie i pragnął zabrać mnie w miejsce, gdzie będę mogła dojść do siebie po obraz˙eniach, jakie odniosłam w tamtym wypadku samochodowym. – Nie wierzę, z˙e to była jedyna przyczyna. Wówczas nie zmieniłabyś nazwiska... doktor Lyons – wymówił je z pogardliwą ironią i podszedł do niej. Ellie zapragnęła nagle stać się niewidzialną. Jednak zniknięcie oznaczałoby tylko tymczasowe odroczenie egzekucji. Zawsze to wiedziała. Lepiej stawić czoło demonom przeszłości, choćby najbar- dziej przeraz˙ającym! Za wszelką cenę starała się nie okazać strachu, lecz nie było to łatwe. Nawet pięć lat temu Mikołaj Golicyn – młodszy wtedy i jeszcze przystojniejszy – budził w niej niepokój. Było w nim coś tajem- niczego i mrocznego, co sprawiało, z˙e w jego obecności zawsze czuła się nieswojo. Jego brat Sasza powiedział jej kiedyś, z˙e Mikołaj ma w sobie przeraz˙ający rys okrucieństwa i lepiej nie wcho- dzić mu w drogę. Ale Sasza zawsze zazdrościł sukcesów swemu tajemniczemu starszemu bratu. On sam dzięki wrodzonemu wdziękowi zyskał liczne grono przy- jaciół, lecz marzył o szacunku i podziwie, jakie budził Mikołaj swą rzetelnością i pracowitością. Ellie pojęła to od pierwszego dnia, gdy zgodziła się ROSYJSKI OLIGARCHA 13 opiekować maleńkim dzieckiem Saszy i swojej siostry Jackie i zamieszkała w imponującej rezy- dencji na Park Lane, po tym jak Jackie zmarła przy porodzie. Pamiętała, z˙e bracia często burzliwie się ze sobą kłócili. Lecz wbrew opinii Saszy, to Mikołaj za- wsze pierwszy wyciągał rękę do zgody. – Dlaczego mnie odszukałeś? – spytała teraz z gwałtownie bijącym sercem, na próz˙no usiłując opanować lęk. – Udajesz, z˙e nie wiesz, po tym wszystkim, co się stało? Oprócz rosyjskiego Mikołaj Golicyn mówił je- szcze w kilku językach, a jego angielszczyzna była niemal doskonała. Lecz teraz w jego słowach brzmiał obcy akcent – a takz˙e wielki gniew i uraza. – To, co spotkało Saszę... jest potworne – wyją- kała. – Chętnie porozmawiam z tobą o tym okrop- nym wydarzeniu, lecz obawiam się, z˙e nie mam nic nowego do powiedzenia. – Czyz˙by? – Wiem, z˙e śmierć brata była dla ciebie strasz- liwym ciosem, ale zawsze miałam nadzieję, z˙e kiedy się znowu spotkamy, zdołam cię przekonać, iz˙ nie ponoszę z˙adnej winy za ten wypadek. – Ach tak? Więc dlaczego nie porozmawiałaś ze mną po zakończeniu dochodzenia albo przynaj- mniej nie upewniłaś się, co się dzieje z twoją 14 MAGGIE COX siostrzenicą, tylko uciekłaś ze swym lekkomyśl- nym ojcem, by później wieść najwyraźniej przyje- mne i pełne sukcesów z˙ycie? Twierdzisz, z˙e jesteś niewinna? Więc dlaczego zgodziłaś się odwieźć Saszę moim samochodem, chociaz˙ dopiero co zro- biłaś prawo jazdy, a ja przykazałem mu, z˙eby zaczekał na mój powrót? Zapewniam cię, z˙e nie spocznę, póki nie usłyszę powodu! Mikołaj zadał jej ostrym tonem to samo pytanie przed budynkiem sądu po rozprawie. Wtedy ojciec objął ją opiekuńczo ramieniem i krzyknął: ,,Zo- staw ją w spokoju! I tak juz˙ wystarczająco wiele wycierpiała!’’ – Nadal nie umiem ci tego wyjaśnić. Przeciez˙ wiesz, z˙e w tej kraksie doznałam obraz˙eń głowy i straciłam pamięć wszystkiego, co zdarzyło się tamtego dnia. Niestety, wciąz˙ jej nie odzyskałam. To jak zgubiony element układanki, którego nie potrafię odnaleźć. Lekarze w szpitalu powiedzieli, z˙e pamięć moz˙e mi wrócić nagle albo nie wróci nigdy. – Jakiez˙ to dla ciebie wygodne! Te zjadliwie słowa Mikołaja naprawdę ją zabo- lały. Utrata pamięci o tym, co się wtedy stało, wcale nie była dla niej błogosławieństwem, lecz wręcz przeciwnie – powodem zwątpienia, lęku i poczucia winy, które od tamtego tragicznego dnia nieustannie ciąz˙yły jej na sercu. Dręczyło ją, z˙e nie ROSYJSKI OLIGARCHA 15 potrafi sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle wsia- dła do samochodu i zdecydowała się odwieźć Saszę, choć była jeszcze świez˙ym i zupełnie niedo- świadczonym kierowcą. Sasza był wprawdzie uroczy, ale tez˙ lekkomyśl- ny i nieobliczalny, a po śmierci Jackie te jego negatywne cechy jeszcze się nasiliły. Nie inte- resował się wcale swoją córeczką i gdyby nie interwencja Mikołaja, który zaproponował Ellie zaopiekowanie się nią, dziecko byłoby całkiem pozbawione miłości i czułości. Ale pamiętała, z˙e najbardziej niepokoiło ją niezrównowaz˙one za- chowanie Saszy, spowodowane jego uzalez˙nie- niem od uz˙ywek. – To wcale nie jest dla mnie wygodne! – za- protestowała porywczo. – Jak moz˙esz tak mówić? Czy nie pojmujesz, z˙e w tamtym wypadku ja równiez˙ ucierpiałam – i to bynajmniej nie tylko fizycznie. – Tak, niewątpliwie znasz się na psychicznych urazach, doktor Lyons. Zwłaszcza tych związa- nych z poczuciem winy! Odruchowo cofnęła się, przeraz˙ona jego ledwo hamowaną furią. Wytwornie umeblowana sala konferencyjna wydała się jej nagle ponurym gro- bowcem. Lecz zarazem doszły w niej do głosu od dawna tłumione gwałtowne emocje. – Nie zaprzeczam, z˙e czuję się winna – ale nie 16 MAGGIE COX wypadku, tylko tego, z˙e porzuciłam Arinę! – za- wołała. – Przeciez˙ nawet nie pamiętam, co się wtedy wydarzyło. – Mój brat miał zaledwie dwadzieścia osiem lat. Był zbyt młody, by tak bezsensownie zginąć. Niewiedza o przyczynie jego tragicznej śmierci dręczy mnie i nie daje mi spokoju. Co powiem jego córce, kiedy dorośnie? A co gorsza, ją tez˙ zabrałaś na tę przejaz˙dz˙kę z Saszą! Jak mogłaś być tak bezmyślna i nieodpowiedzialna? Ellie wiedziała, z˙e Arina, przywiązana bezpiecz- nie w dziecięcym foteliku, wyszła bez jednego zadraśnięcia z tej kraksy, w której jej ojciec zginął, a ciotka została cięz˙ko ranna. Zderzenie zmiaz˙- dz˙yło jedynie przód samochodu, jakimś cudem pozostawiając tył nietknięty. Gdyby dziewczynka ucierpiała, Ellie nigdy by jej nie opuściła. – Cóz˙ mogę odpowiedzieć? Troskliwie opieko- wałam się siostrzenicą i nigdy świadomie nie nara- ziłabym jej na niebezpieczeństwo. – Ale jednak to zrobiłaś, prawda? Mogła zgi- nąć, jak jej ojciec – rzekł Mikołaj, spoglądając na nią z pogardą. Ellie znów ogarnęło dojmujące poczucie winy. Zaraz uświadomiła sobie jednak, z˙e przecierpiała juz˙ dość. Wiedziała, z˙e nie ma sensu grzęznąć bez końca w tych destrukcyjnych uczuciach. Z˙ycie toczy się dalej – nawet jeśli Mikołaj tego nie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rosyjski oligarcha
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: