Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00381 005338 14691641 na godz. na dobę w sumie
Miłosne perypetie detektywów z Houston - ebook/pdf
Miłosne perypetie detektywów z Houston - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 440
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8249-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

A mogłem cię stracić…

Szef agencji detektywistycznej, Dane Lassiter, to mężczyzna, którego myśli krążą tylko wokół pracy. Skoncentrowany na realizacji zleceń, ignoruje uczucia zakochanej w nim sekretarki, Tess Merriwether. Wszystko zmienia się jednak, gdy Tess pada ofiarą napadu i zostaje ranna. Przerażony Dane roztacza nad nią czułą opiekę, próbując przekonać ją, że bezpieczeństwo znajdzie tylko w jego ramionach…Samotnik z wyboru Nick Reed, ceniony detektyw współpracujący z Dane’em Lassiterem, potrzebuje urlopu. Jedzie do Waszyngtonu i spotyka tam Tabby – dawną sąsiadkę, której miłość odtrącił kilka lat temu. Już wtedy wybrał samotne życie bez zobowiązań. Jednak kiedy oskarżona o kradzież sumeryjskiej wazy Tabby prosi o pomoc, Nick zgadza się wszcząć śledztwo. Ma też na uwadze własny cel – postanawia naprawić błędy z przeszłości i odzyskać serce Tabby. Cofnąć czas Kit Morris od lat skrycie podkochuje się w swoim szefie Loganie. Gdy Logan zaręcza się z kobietą o kompromitującej przeszłości, Kit ostrzega go przed nią. Jednak on, zaślepiony uczuciem, reaguje złością. Rozżalona Kit składa wymówienie. Ignoruje zabiegi byłego szefa, który robi wszystko, by odzyskać idealną sekretarkę. Lecz Kit ani myśli o powrocie - zatrudniona w agencji detektywistycznej Lassitera, dostaje swoje pierwsze zlecenie… od Logana. Czy rodzące się między nimi uczucie pomoże rozwiązać sprawę?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tytuł oryginału: The Case of the Mesmerizing Boss The Case of the Confirmed Bachelor The Case of the Missing Secretary Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 1992 Opracowanie graficzne okładki: Kuba Magierowski Redaktor prowadzący: Graz˙yna Ordęga Korekta: Joanna Rodziewicz-Cygan ã 1992 by Diana Palmer ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 1998, 2011 Opowiadanie A mogłem cię stracić... ukazało sie poprzednio pod tytułem Mój cudowny szef. Opowiadanie Cofnąć czas ukazało sie poprzednio pod tytułem I tylko mi ciebie brak. Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8249-7 Diana Palmer A mogłem cię stracić... PROLOG Richard Dane Lassiter spoglądał na panoramę Hous- ton z okna swego gabinetu w eleganckim biurowcu. Patrzył niewidzącym wzrokiem na drobne krople desz- czu spływające po szybie. W zapadającym zmroku lśniły neony i latarnie. Dane podświadomie usiłował odwlec nieuchronną konfrontację. Lada chwila powinien przejść z gabinetu do poczekal- ni agencji detektywistycznej. Musiał zbesztać sekretar- kę, którą uwaz˙ał niemal za swoją krewną. Tess Meriweth- er była córką męz˙czyzny zaręczonego z jego matką. Nita Lassiter i Wyatt Meriwether zginęli tragicznie na krót- ko przed ślubem. Ich dzieci nie stały się wprawdzie powinowatymi, lecz mimo to Dane od paru lat czuł się za Tess odpowiedzialny. Dlatego, gdy dziewczyna straciła ojca, zatrudnił ją u siebie i czuwał nad nią z daleka. Bolesne wspomnienia zawsze będą ich dzielić, ale uczu- cie pozostało. Moz˙na by je nazwać miłością, gdyby nie to, z˙e Dane za wszelką cenę chciał zachować dystans i świa- domie zraz˙ał do siebie Tess. Miał za sobą nieudane małz˙eństwo. Został równiez˙ cięz˙ko ranny, gdy jako 7 teksaski straz˙nik tropił przestępców. Postrzał, który omal nie okazał się śmiertelny, spowodował w z˙yciu Lassitera wielkie zmiany. Dane odszedł z policji i zało- z˙ył własną agencję detektywistyczną. Skaptował do współpracy najlepszych miejscowych funkcjonariuszy. Jego firma od początku cieszyła się dobrą opinią i zaufaniem klientów. Znacznie gorzej układało się z˙ycie prywatne detektywa. Szczerze mó- wiąc, w ogóle go nie miał. Została mu jedynie Tess, która unikała go jak ognia. Lassiter odszedł od okna. Był wysoki i szczupły. Poruszał się zwinnie i lekko; głowę nosił wysoko i pat- rzył na ludzi z góry. Wygląd i postawa detektywa pozwalały się domyślać, z˙e w jego z˙yłach płynie hisz- pańska krew. Odziedziczył po przodkach czarne oczy i włosy oraz ciemną karnację. Był przystojnym męz˙- czyzną, ale nie zdawał sobie z tego sprawy. Od lat unikał kobiet; nie obchodziło go, czy moz˙e się podobać. Matka znienawidziła go, bo zbytnio przypominał ojca, który porzucił rodzinę, kiedy Dane był małym chłopcem. Pragnął okazać matce, jak bardzo ją kocha, ale Nita po prostu nie miała dla niego czasu. Obojętność matki pozostawiła głęboką skazę w jego osobowości. Oz˙enił się, gdy pracował w policji Houston, jeszcze nim postanowił zostać teksaskim straz˙nikiem. Jane poślubiła jednak nie człowieka, tylko twarzowy uniform; to ją w narzeczonym najbardziej pociągało. Wspólne z˙ycie nie układało się dobrze. Dane nie mógł dać z˙onie tego, czego najbardziej pragnęła. Szybko doszła do wniosku, z˙e popełniła niewy- baczalny błąd. Odsunęła się od męz˙a, nie chciała z nim sypiać, a w końcu uznała, z˙e ma go dość. Gdy Dane został ranny, odeszła, zanim opuścił szpital. Gdyby nie Tess, musiałby samotnie zmagać się z tamtym koszmarem. 8 Na ironię losu zakrawało, z˙e Tess była w nim zako- chana. Dane myślał o tym z goryczą. Poznał ją jako nastolatkę; właśnie skończyła szkołę. Wyatt Meriwether zaniedbywał córkę, podobnie jak Nita Lassiter swego syna. Oddał ją babci na wychowanie, by mieć czas na liczne romanse. Niewinna i łagodna Tess pociągała Dane’a bardziej niz˙ jakakolwiek inna kobieta. Po dziś dzień wstyd mu było, z˙e tak źle ją potraktował w czasie swojej rekonwalescencji. Siła uczuć, jakie dla siebie z˙ywili, z niczym nie dała się porównać. Dane usiłował zdusić je w zarodku. Nie lubił kobiet i nie miał do nich zaufania. A jednak Tess znalazła drogę do jego serca. Nikt go dotąd tak nie kochał. Stracił ten dar losu, ulegając nagłemu wybucho- wi namiętności; tak bardzo przestraszył Tess, z˙e od tej pory trzymała się od niego z daleka. Dane niecierpliwym gestem odgarnął ciemne włosy. Dość tych wspomnień. Nic dobrego z nich nie wynika. Z˙ycie przynosiło nowe problemy. Tess umyśliła sobie, z˙e zostanie prywatnym detektywem w jego agencji. Ta praca bywała niebezpieczna. Dane niechętnie przydzie- lał ryzykowne zadania Nickowi oraz jego siostrze, He- len. Jednym z nich była zasadzka na groźnego przestęp- cę, której Tess przez głupotę i nieuwagę omal nie udaremniła. Trzeba jej za to porządnie natrzeć uszu. Niewiele brakowało, by zdekonspirowała jego agentów. Nie moz˙na ryzykować kolejnej takiej wpadki. Poza tym Tess musi się poz˙egnać z marzeniami o posadzie detek- tywa. Ryzyko było zbyt wielkie. Helen uległa prośbom dziewczyny, nauczyła ją chwytów skutecznych w samo- obronie i pokazała, jak obchodzić się z bronią, chociaz˙ Dane nie z˙yczył sobie, by jego agencja przekształciła się w szkółkę dla początkujących detektywów. Tess była tak 9 uparta, z˙e w końcu zrobił dla niej wyjątek. Drz˙ał na samą myśl, z˙e mogłaby wykonywać ryzykowną pracę detek- tywa. W biurze była całkiem bezpieczna. Gdyby zmieni- ła posadę... Na szczęście nic nie wskazywało na to, by do tego doszło. Nalez˙ało jak najszybciej załatwić sprawę niefortun- nego zachowania się Tess podczas zasadzki na po- dejrzanego. Dane przypomniał sobie, jak po raz pierw- szy ujrzał Tess w restauracji, gdzie Nita i Wyatt po zaręczynach umówili się na spotkanie z dwójką do- rosłych dzieci. Dane udawał, z˙e poczuł niechęć do jasnowłosej nastolatki, która od pierwszej chwili po- ciągała go jednak z wielką siłą. Dla dorosłego, z˙onatego męz˙czyzny był to powód do niepokoju. Jane przyszła z nim na spotkanie, ale była tak uszczypliwa i arogancka, z˙e odesłał ją taksówką do domu. Tess stanowiła jej przeciwieństwo. Była nieśmiała, milcząca i wyraźnie nim zainteresowana. Na samą myśl o tym Dane machinalnie napiął mięś- nie. Od pierwszej chwili pragnął Tess i mijające lata tego nie zmieniły. Z˙ył samotnie. Miał waz˙ny powód, dla którego nie pragnął trwałego związku, a tym bardziej małz˙eństwa. Męska duma nie pozwalała mu rozpamię- tywać tej sprawy. Skrzywił się i podszedł do drzwi oddzielających gabinet od sekretariatu i poczekalni. Nie moz˙na w nie- skończoność odwlekać tej rozmowy. To byłby objaw tchórzostwa, a tego nikt mu nie śmiał zarzucić. Obawiał się jednak, z˙e nie będzie w stanie patrzeć na smutną twarz bezlitośnie karconej dziewczyny. Nie chciał, by znów przez niego cierpiała. Bóg jeden wie, ilu zmart- wień przysporzył jej przez te wszystkie lata. Z drugiej strony jednak Tess powinna sobie uświado- 10 mić, z˙e w ich pracy obowiązują z˙elazne zasady, których trzeba przestrzegać. Jeśli raz przymknie oczy na jej głupi postępek, kolejny błąd moz˙e kosztować ją z˙ycie. Nie wolno ryzykować. Z ponurą miną połoz˙ył dłoń na klamce i otworzył drzwi. ROZDZIAŁ PIERWSZY Tess Meriwether westchnęła cięz˙ko. W napięciu zerkała na drzwi, czekając, az˙ otrzyma zasłuz˙oną karę. Dzisiejszy dzień trudno było zaliczyć do udanych. Po tym, jak omal nie zdekonspirowała pary detektywów, szef traktował ją jak powietrze. Miała nadzieję, z˙e zdoła się wymknąć ukrad- kiem, nim Dane wyjdzie z gabinetu, by zmyć jej głowę. Uporządkowała biurko, zerknęła na zegar ścienny i z ulgą sięgnęła po płaszcz. Był to szykowny trencz – idealny strój dla detektywa. Była uradowana i dumna, kiedy go kupiła. Spełniło się marzenie wielkiej miłoś- niczki kryminałów. Praca w agencji Dane’a była inte- resująca, mimo z˙e Dane uparcie odmawiał, ilekroć chciała pomóc w wykonaniu zlecenia. Przysięgła sobie w duchu, z˙e pewnego dnia zostanie detektywem mimo protestów nadopiekuńczego szefa. – Dokąd się wybierasz? – usłyszała nagle znajomy głos. Dane niespodziewanie stanął w drzwiach. W trzy- częściowym garniturze wyglądał jak główny bohater kryminału. Niechętnie odwróciła wzrok. Wprawdzie przed trzema laty potraktował ją okropnie, ale wciąz˙ lubiła na niego patrzeć. 12 – Idę do domu – odparła. – Masz coś przeciwko temu? – Owszem. – W milczeniu dał jej znak ręką, by poszła za nim do gabinetu. Zamknął drzwi i stanął obok niej. Mimo woli spostrzegł, z˙e napięła mięśnie, jakby szykowała się do ucieczki. Ta reakcja była łatwa do przewidzenia. Zasłuz˙ył sobie na niechęć Tess, ale wy- rzuty sumienia nie łagodziły bólu. – Zapowiedziałem ci, z˙e podczas akcji masz się trzymać z daleka od naszych ludzi – rzucił Dane tonem znacznie ostrzejszym, niz˙ zamierzał. – Nie zrobiłam tego umyślnie – odparła Tess, nawija- jąc na palec kosmyk jasnych włosów. – Zobaczyłam Helen i pomachałam jej ręką. Wiedziałam o planowanej zasadzce, ale byłam przekonana, z˙e zaczaicie się na podejrzanych wczesnym rankiem w jakimś ustronnym miejscu. Nie przyszło mi do głowy, z˙e para detektywów zaszyła się na całe popołudnie w sklepie z zabawkami. Byłam pewna, z˙e Helen kupuje prezent bratankowi swego chłopaka. – Tess zerknęła na Dane’a. Miała duz˙e szare oczy. – Nie zdradziłeś mi z˙adnych szczegółów tej akcji. Powiedziałeś tylko, z˙e nie wolno mi się do tego mieszać. Miałam się trzymać z daleka. Z daleka od czego? – perorowała z irytacją. – Houston to duz˙e miasto. Zwykli ludzie, w przeciwieństwie do teksaskich straz˙ników, nie zastanawiają się nad tym, z˙e moz˙e coś im grozić. Trzeba jasno i wyraźnie określić, gdzie nie powinni chodzić! Dane wysłuchał tyrady swojej sekretarki z kamienną twarzą. Nie odrywał od niej ciemnych oczu. Nagle uśmiechnął się prowokująco. Stali nieruchomo. Rozległo się ciche pukanie. Przez uchylone drzwi do 13 gabinetu zajrzała brunetka w eleganckim kostiumie. Była to Helen Reed. Zerkała z obawą na szefa. – Czy mogę iść do domu? – zapytała cicho. Zapad- ło milczenie. Dziewczyna dodała nieśmiało: – Minęła piąta. – Weź magnetofon i pomóz˙ bratu. Moz˙e coś na- gracie. Nick sam nie znajdzie dowodów przeciwko niewiernemu męz˙owi. – Wykluczone! – odparła Helen. – Nie zamierzam tkwić z moim braciszkiem pod drzwiami pokoju wynaję- tego na godziny, skąd będą do nas dochodzić jęki i okrzyki wywołujące rumieniec na policzkach. Taka robota z Nickiem? Stanowczo odmawiam! Kochany bra- ciszek zbytnio działa mi na nerwy! Poza tym mam randkę z Haroldem! – Miałaś uświadomić tej młodej damie – mruknął Dane, ruchem głowy wskazując sekretarkę – gdzie zasta- wiacie pułapkę na podejrzanego, z˙eby się tam nie plątała. – Moja wina! Przepraszam – jęknęła rozpaczliwie Helen. – Przeprosiny to za mało. Pomóz˙ Nickowi. To będzie pokuta. W przeciwnym razie stracisz posadę. – Jeśli mnie zwolnisz – stwierdziła nonszalancko Helen – zatrudnię się w wydziale komunikacji, a wów- czas lepiej nie składaj wniosku o rejestrację auta, bo i tak niczego nie załatwisz. Po moim trupie! – Czyz˙byś zapomniała, z˙e dwa lata przepracowałem w miejscowej policji i mam tam wielu znajomych? Helen z z˙ałosnym westchnieniem podeszła bliz˙ej, ostentacyjnie padła na kolana i pochyliła się, zamiatając podłogę długimi ciemnymi włosami. Zrobiła to z wdzię- kiem baletnicy. Nie na darmo brała lekcje klasycznego tańca. 14 – Na miłość boską! Przestań się wygłupiać. Idź do domu – rzucił zniecierpliwiony Dane i dodał mściwie: – Mam nadzieję, z˙e Harold zafunduje ci pizzę z tuń- czykiem. – Dzięki, szefie. Tak się składa, z˙e uwielbiam tuń- czyka! – Helen z uśmiechem pomachała Lassiterowi na poz˙egnanie. Zniknęła za drzwiami, nie dając mu czasu na zmianę decyzji. – Cóz˙ za arogancja! Wkrótce usłyszę, z˙e nalez˙y jej się urlop na Bahamach. – Dane niecierpliwym gestem odgarnął włosy. Niesforny kosmyk opadł mu na czoło. Tess pokręciła głową. – Helen woli Jamajkę. Wiem, bo pytałam. Dane chodził niespokojnie po gabinecie. Tess obser- wowała go ukradkiem. Miał sylwetkę kowboja – zwy- cięzcy rodeo: szerokie ramiona, wąskie biodra, długie mocne nogi. Gdy był zmęczony, dawały o sobie znać rany odniesione podczas strzelaniny sprzed trzech lat i wówczas lekko utykał. Teraz wydawał się znuz˙ony. Po trzech latach znajomości Tess nadal trochę się go obawiała, ale potrafiła ukryć lęk. Wiedziała, jak stawić czoło ukochanemu męz˙czyźnie. Raz jeden zapomniał się przy niej i to wystarczyło, by straciła ochotę na upojne sam na sam. Poczuła na sobie uporczywe spojrzenie. Miała wraz˙e- nie, z˙e Dane czyta w jej myślach. Na policzki wystąpiły jej rumieńce. – Zawstydzona? – rzucił ironicznie. Jego taksują- cy wzrok wprawiał w zakłopotanie nawet starych poli- cjantów. – Zastanawiałam się, co bym czuła, gdyby przyszło mi złapać na gorącym uczynku niewiernego męz˙a – skła- mała i mocniej ścisnęła torebkę. – Muszę juz˙ iść. 15 – Randka? Nie moz˙esz się doczekać, kiedy padniesz mu w ramiona? – rzucił obojętnie. Tess unikała męz˙czyzn, ale nie chciała, z˙eby Dane o tym wiedział. Z uśmiechem wzruszyła ramionami i wyszła. Zapadł zmrok; było chłodno. Blask ulicznych latarni w niewielkim stopniu rozpraszał mrok. Zimowy wieczór był mglisty, ponury i smutny. Tess zapięła płaszcz i powlokła się w stronę stojącego na parkingu auta. Jeździła małym importowanym samochodem. Dzisiej- szy wieczór będzie taki sam jak inne. Miała go spędzić samotnie w mieszkanku zwanym szumnie własnym domem. Urządziła je najlepiej, jak mogła: mała kuchen- ka, łazienka, pokój z rozkładaną kanapą, stanowiący zarazem salon i sypialnię. Wieczorami oglądała stare filmy, az˙ poczuła zmęczenie; wtedy szła do łóz˙ka. Kolejny wieczór będzie taki sam jak poprzedni. Zmieni się jedynie tytuł filmu. Do niedawna mogła oglądać ulubione starocie w to- warzystwie Kit Morris, przyjaciółki i sąsiadki w jednej osobie, która pracowała w pobliz˙u agencji. Tak się jednak złoz˙yło, z˙e szef Kit wyjechał na dwa miesiące w interesach, a sekretarka, ciesząca się całkowitym zaufaniem, musiała towarzyszyć szefowi; była dyspozy- cyjna, co miało znaczny wpływ na wysokość jej pensji. Tess bardzo tęskniła za nieco starszą od niej przyjaciół- ką. Często się spotykały – takz˙e w pracy, bo agencja detektywistyczna Lassitera dostawała od szefa Kit wiele zleceń, odkąd za jej pośrednictwem znaleziono matkę milionera – szaloną kobietę, skłonną do ryzykownych eskapad. Po wyjeździe sąsiadki Tess była osamotniona. Nie miała się komu zwierzyć. Lubiła Helen i uwaz˙ała ją za 16 przyjaciółkę, ale nie mogła wyznać kolez˙ance z pracy, z˙e Dane Lassiter złamał jej serce. Zarzuciła torbę na ramię i wsunęła ręce do kieszeni płaszcza. Pomyślała, z˙e jej z˙ycie przypomina tę okropną noc: chłód, pustka, samotność. Gdy zamknęły się za nią drzwi wejściowe biurowca, spostrzegła dwóch elegancko ubranych męz˙czyzn roz- mawiających w blasku ulicznej latarni. Obserwowała ich z ciekawością, gdy dokonywali wymiany: otwarty nese- ser wypełniony plastikowymi torebkami z białą zawar- tością za gruby pakiet banknotów. Minęła nieznajo- mych, uśmiechnęła się z roztargnieniem, skinęła im głową i poszła dalej. Nie zdawała sobie sprawę, z˙e wprawiła obu panów w osłupienie. Zmierzała w stronę parkingu. – Widziała? – zapytał jeden z męz˙czyzn. – O rany! Pewnie, z˙e tak! Za nią! Tess nie słyszała tej rozmowy, ale zaniepokoił ją dobiegający z tyłu odgłos kroków. Odwróciła się powoli i ujrzała biegnących męz˙czyzn. Miała wraz˙enie, z˙e chcą jej zrobić krzywdę. Krzyczeli coś. Osłupiała ze strachu. Nie była w stanie zrobić kroku. Nagle blask latarni zalśnił na metalowym przedmiocie trzymanym przez jednego z biegnących. Nim się zorientowała, z˙e to świetlny refleks wypolerowanej lufy pistoletu, rozległ się głośny trzask i coś uderzyło ją w ramię. Krzyknęła, zachwiała się i upadła na asfalt. – Zabiłeś ją! – krzyknął jeden z męz˙czyzn. – Ty idioto! Wsadzą nas za za morderstwo, a nie za handel kokainą! – Zamknij się! Daj pomyśleć! Moz˙e nie zginęła na miejscu... – Wiejmy stąd! Na pewno ktoś usłyszał strzały! 17
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Miłosne perypetie detektywów z Houston
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: