Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00230 004409 14989919 na godz. na dobę w sumie
Detektyw i dziewczyna  - ebook/pdf
Detektyw i dziewczyna - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 217
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8340-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tego grudniowego dnia Elizabeth marzyła tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w ciepłym mieszkaniu i zasnąć na miękkiej kanapie…
Tego samego dnia Kevin marzył tylko o tym, by wreszcie odpocząć po dopiero co zakończonej przeprowadzce…
Plany ich obojga legły w gruzach…
Kiedy Elizabeth zostaje brutalnie napadnięta tuż przed wejściem do domu, szuka pomocy u nowego sąsiada. Kevin  odwozi ją do szpitala i obiecuje zająć się sprawą. Jest doświadczonym policjantem, dlatego bada starannie wszystkie ślady. Szybko ustala, że trop prowadzi do firmy farmaceutycznej, w której pracuje Elizabeth…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Julie Miller Detektyw i dziewczyna Tłumaczyła Melania Gruszczyńska Tytuł oryginału: Beauty and the Badge Pierwsze wydanie: Harlequin Books, 2009 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Joanna Rowińska Korekta: Małgorzata Narewska, Joanna Rowińska ã 2009 by Julie Miller ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Sensacja są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8340-1 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Tak, mamo, postaram się przyjechać do domu na święta. Oho, zbyt duz˙a prędkość. Niespodzianka. Elizabeth Rogers przytrzymała komórkę między uchem a barkiem i obiema rękami mocno chwyci- ła kierownicę, z˙eby skręcić w zasypaną śniegiem uliczkę, która wiodła do jej domu. Średniej wiel- kości dz˙ip wziął ostry zakręt i wpadł w poślizg na oblodzonej jezdni, lecz po chwili opony odzyskały przyczepność i auto skoczyło naprzód. Całe szczęście, z˙e nie doszło do wypadku. Beth odetchnęła z ulgą i zwolniła, powracając na swój pas ruchu. Patrząc przez panoramiczną szybę na zaśniez˙one ulice, postanowiła sprawić sobie zestaw głośnomówiący, z˙eby móc się bezpiecznie poruszać po Kansas City w zimowej szacie. W ciągu ostatnich czterech miesięcy co wieczór pokonywała tę samą drogę do domu. Odkąd skoń- czyła piętnaście lat, jeździła autem po wiejskich szosach środkowego Missouri. Powinna była pa- miętać, z˙e w warunkach zimowych nie nalez˙y się śpieszyć. 6 JULIE MILLER Przyczyną jej nieuwagi był koszmarny dzień, jaki przez˙yła w pracy. Przez całe to zamieszanie marzy- ła tylko, z˙eby wreszcie zdjąć buty i połoz˙yć się na swojej miękkiej sofie. Jej przełoz˙ony Charles Landon, zastępca szefa działu badań i rozwoju w GlennCo Pharmaceuticals, wysłał ją na lunch, po czym bez słowa wyjaśnienia znikł na resztę dnia, nie zostawiając nawet numeru telefonu, przez co musiała odbyć za niego jedno spotkanie, drugie zaś przełoz˙yć na inny termin. Elizabeth nie miała nic przeciw większej samodzielności, chętnie awan- sowałaby ze stanowiska asystentki szefa, ale mając dwadzieścia pięć lat, wiedziała, z˙e musi się jeszcze sporo nauczyć o świecie wielkiego biznesu, bra- kowało jej przydatnych kontaktów, rozeznania i do- świadczenia. Szef wrócił o 17.30, gdy ona właśnie zbierała się do wyjścia, i włączywszy swój ojcowski urok, ubła- gał ją, by została i popracowała do późna. W związ- ku z tym tkwiła w biurze do 21.00, wpisując naj- nowsze dane potrzebne do prezentacji, zmieniając terminarz Charlesa – a co za tym idzie, swój własny – i wykonując kilka telefonów za granicę w celu zweryfikowania rocznych raportów finansowych. Szef przeprosił ją za swe nagłe zniknięcie i zapew- nił, z˙e miał do załatwienia osobistą sprawę, czym ona nie musi się przejmować, jednak i tak wyczuła jego zdenerwowanie. Wydawał się rozkojarzony, nieobecny duchem. Kiedy nie odpowiedział na jej wołanie, z˙e właśnie DETEKTYW I DZIEWCZYNA 7 wychodzi, weszła do jego gabinetu i znalazła go pod biurkiem, gdzie szukał upuszczonego długopisu. Ofuknął ją, gdy zaproponowała mu pomoc, po czym przygładził siwe włosy i uprzejmie przeprosił, wy- ciągnąwszy przedtem długopis z kieszonki granato- wego garnituru w prąz˙ki. – Dziwne – mruknęła pod nosem Beth. – Na- prawdę dziwaczny wieczór. – Wyłuskała komórkę spod zwojów wełnianego szala i przytknęła z po- wrotem do ucha. – Mamo, jesteś tam? – Czemu nie poczekałaś z dzwonieniem, az˙ doje- dziesz bezpiecznie do domu? – spytała Ellen Rogers, która znała swoją dwudziestopięcioletnią córkę jak zły szeląg. – Wiesz, jak pilnie ojciec śledzi prog- nozy pogody. W Kansas City przeszła taka sama zamieć, jak u nas przed dwoma tygodniami, a to jeszcze nie koniec intensywnych opadów śniegu. Nie powinnaś dzwonić podczas jazdy samochodem. – Wcześniej nie miałam czasu – usprawiedliwiła się Beth. – Jesteś juz˙ pewnie w piz˙amie, prawda? Nie chciałam cię budzić telefonem w środku nocy, bo mogłabyś się przerazić, z˙e coś mi się stało. Dz˙ip podskakiwał w koleinach śniegu, który spadł, stopniał i spadł znowu w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Tym razem Beth skręciła ostroz˙niej. Była singielką z własnym domem, co miało wiele zalet – mogła urządzić wnętrza po swojemu, wy- chodzić i wracać, kiedy jej się z˙ywnie podobało. Wiązały się z tym jednak pewne niedogodności, na przykład konieczność odśniez˙ania podjazdu 8 JULIE MILLER i chodnika nawet o północy. Ze względu na porę i zmęczenie postanowiła tym razem posypać je solą, z˙eby ułatwić z˙ycie listonoszowi. Nie chciała się skarz˙yć w obawie, z˙e rodzice znów zakwestionują jej decyzję przeprowadzki do duz˙ego miasta po tym, jak rozstała się ze swoim chłopakiem. – Mój szef wymaga ode mnie pracy w nadgodzi- nach – powiedziała, usprawiedliwiając się. – Nie chciałam wysyłać mejla, by was zawiadomić, z˙e będę mogła przyjechać dosłownie na kilka dni. Wiem, z˙e Jesse przyjechał z college’u, a Frank z z˙o- ną i dziećmi przyjadą niebawem. Matka potwierdziła, z˙e obaj bracia zamierzają spędzić zimowy urlop na farmie. – Nie musisz przepraszać, wiem, jak trudno ci wziąć urlop. Chyba firma będzie kilka dni zamknię- ta? W końcu kto sprzedaje leki w święta Boz˙ego Narodzenia? – Mamo – odparła ze śmiechem Beth – właśnie po to kończyłam college, z˙eby nie pracować w han- dlu, ale w zarządzaniu. Ludzie chorują 365 dni w ro- ku, więc GlennCo produkuje leki bez przerwy, w ró- z˙nych krajach. Firma zatrudnia wielu ludzi, to wy- maga koordynacji. Od doktora Landona i ode mnie zalez˙y, czy wszystko potoczy się gładko, a kaz˙dy pacjent szpitala czy klient apteki otrzyma lek, dzięki któremu wyzdrowieje... – ...nawet w święta – dokończyła za nią mama. – Wiesz, z˙e ojciec i ja jesteśmy z ciebie dumni. Będzie nam miło, jeśli spędzisz z nami chociaz˙ DETEKTYW I DZIEWCZYNA 9 kilka dni. Moz˙e wiosną uda ci się przyjechać na tydzień, o ile firma udzieli ci urlopu. – Niezły plan – odrzekła z uśmiechem Beth. – Trzymaj się ciepło. Kochamy cię. – Dzięki, mamo. Uściskaj ode mnie tatę. – Dobrze, kochanie. Gdy matka się rozłączyła, Beth odłoz˙yła komór- kę na siedzenie pasaz˙era i skręciła w swoją uliczkę. Poniewaz˙ zbliz˙ała się północ, domy w cichej pod- miejskiej dzielnicy były juz˙ zamknięte na głucho. Przy krawęz˙niku parkowały przysypane śniegiem samochody, w oknach było ciemno. Jedynym wyjątkiem był dom jej nowego sąsiada, który wprowadził się wczoraj. Przez szpary po bo- kach podartego koca, który zasłaniał przeszklone drzwi od strony frontowego ganku, przeświecał blask lampy. Sąsiad kończył zapewne rozpakowy- wanie kartonów z rzeczami. Chociaz˙ wczoraj rano Beth widziała kilku silnych, przystojnych męz˙czyzn rozładowujących półcięz˙arówkę z niewielką ilością mebli, nie miała jeszcze okazji się przedstawić. W istocie nie miała nawet pojęcia, który przystoj- niak został jej sąsiadem. Uśmiechnęła się pod nosem, przejez˙dz˙ając obok niebiesko-białego bungalowu. Przypuszczała, z˙e nowy sąsiad jest samotnym męz˙czyzną, kawalerem lub rozwodnikiem, o czym świadczyło skromne umeblowanie i podarty koc w roli zasłony. Wjechała na swój podjazd i uśmiechnęła się sze- rzej. Ktoś go za nią odśniez˙ył. 10 JULIE MILLER – Dzięki, Hank – wyszeptała. Zerknęła w tylne lusterko na stary dom po prze- ciwnej stronie uliczki. Jej najnowszy przyjaciel, Hank Whitaker, był przemiłym starym wdowcem, który znajdował przyjemność w pomaganiu jej na róz˙ne sposoby. W sobotę rano przechwalał się przed nią, z˙e zamierza zakupić odśniez˙arkę z napędem elektrycznym w miejsce starego modelu benzyno- wego. Beth nie wątpiła, z˙e Hank przez cały wieczór pracowicie odśniez˙ał chodniki na całej uliczce, z˙eby przetestować swój nowy nabytek. Będzie musiała upiec dla niego ciasteczka i osobiście mu podzię- kować. Drzwi do garaz˙u otwierały się automatycznie. Beth powoli wjechała do środka. Zamierzała po- chować zakupy do lodówki i szafek, wziąć gorącą kąpiel i chwilę poczytać przed połoz˙eniem się na spoczynek. Zgasiła silnik i zamknęła drzwi do garaz˙u, po czym przewiesiła przez ramię torebkę i skórzaną aktówkę na dokumenty. Otworzyła bagaz˙nik dz˙ipa i az˙ jęknęła na widok puszek z zupą, pomarańczy i kubków jogurtu, które wysypały się z płóciennych toreb, pewnie wtedy, gdy samochód wpadł w po- ślizg. Pozbierała produkty i owinęła sobie uszy to- reb wokół lewego nadgarstka. Ruszyła ku schodom wiodącym do kuchni, gdy wtem na siedzeniu pasa- z˙era dostrzegła komórkę. Potrzebna mi jeszcze jedna ręka, pomyślała, po- trząsając głową. DETEKTYW I DZIEWCZYNA 11 Działając w tym tempie, będzie musiała zrezyg- nować z kąpieli. Jednak komórka wymagała nałado- wania... Z trudem otworzyła drzwiczki i sięgnęła po tele- fon. Gdy je zamykała, przycięła skórzany pasek aktówki. Usiłowała go wydostać, walcząc jednocze- śnie z cięz˙kimi torbami zakupów, przez które nie- mal straciła równowagę. Mamrocząc pod nosem przekleństwa, które z pewnością nie spodobałyby się jej matce, wetknęła komórkę w usta, poprawiła torebkę i aktówkę na ramieniu, chwyciła torby z za- kupami i ruchem biodra zamknęła samochód. Ob- juczona, przecisnęła się pod ścianą garaz˙u do ku- chennych drzwi. Na szczęście nigdy ich nie zamykała. Samo naci- śnięcie klamki było wystarczającym wyzwaniem. Szukanie klucza po kieszeniach... a cóz˙ to znowu za hałas? Drzwi otworzyły się gwałtownie, uderzając Beth w ramię i spychając ją ze schodów. – Co jest, do...? Ciemna zamaskowana postać runęła prosto na nią, błyskając białymi zębami. Wielkie łapska chwyciły ją za ramię i uniosły, odpychając na bok niczym podczas meczu futbolu amerykańskiego. Zakupy rozsypały się dokoła. Przed oczami prze- leciała jej maska chłodnicy. Zduszony krzyk protes- tu urwał się nagle, gdy upadła na betonową podłogę. Ciemna postać chwiała się nad nią niczym cień. Jakiś przedmiot uderzył ją mocno w bok głowy. 12 JULIE MILLER Ostry ból przeszył jej czaszkę, a potem zapanowała nieprzenikniona ciemność. Gdy Elizabeth znów otworzyła oczy, nie wie- działa, czy upłynęło kilka sekund, czy tez˙ wiele minut. Zamrugała niepewnie i natychmiast uświa- domiła sobie trzy sprawy. W garaz˙u była sama. Guziki płaszcza, z˙akietu i bluzki zostały rozpięte. A głowa bolała ją jak wszyscy diabli. Na szczęście nie na tyle, by pozbawić ją zdolnoś- ci myślenia. Zadzwoń na 911, wrzeszczał jej mózg. – Zadzwoń na 911 – nakazała sobie drz˙ącymi wargami. Drgnęła silnie na dźwięk zatrzaskiwanych drzwi; ostry ból przeszył jej biodro i ramię. W środku? Na zewnątrz? Zamaskowany męz˙czyzna mógł wrócić do jej domu. Być moz˙e nie był jedynym intruzem. Musi natychmiast zadzwonić. Przetoczyła się na plecy i od razu zakręciło jej się w głowie. Zacisnęła powieki i czekała, az˙ minie atak mdłości, a równocześnie gmerała w kieszeniach w poszukiwaniu komórki. Kieszenie zostały opróz˙- nione. Dostała gęsiej skórki na myśl, z˙e nieznajomy jej dotykał. Przezwycięz˙ając niemiłe wraz˙enie, ob- macała dłońmi całe ciało i posadzkę wokół siebie. Oprócz rany na głowie nie odniosła chyba innych obraz˙eń. Znalazła rękawiczkę i pudełko miętusów, lecz telefonu nie było. Zacisnęła zęby i ignorując ukłucia bólu, podciąg- DETEKTYW I DZIEWCZYNA 13 nęła się do pozycji siedzącej. Dostrzegła rozrzucone przedmioty, które wypadły jej z torebki, i zmusiła się do dalszych poszukiwań komórki. O nie... Prze- ciez˙ trzymała ją w zębach, kiedy tajemniczy napast- nik zaatakował. Zmruz˙yła oczy, usiłując dostrzec, czy aparat nie lez˙y czasem pod samochodem lub za rowerem czy tez˙ szuflą do odśniez˙ania, które prze- wróciła, upadając. Jednak w garaz˙u było zbyt ciem- no na poszukiwania. Lodowate zimno betonowej posadzki przesączy- ło się przez wełniany materiał jej szarych spodni, otrzeźwiając ją na tyle, by sobie uświadomiła, z˙e pełznie w kierunku otwartych drzwi do kuchni. Drzwi wychodzące na dziedziniec od tyłu były rów- niez˙ otwarte. A jeśli straciła przytomność jedynie na kilka se- kund? W garaz˙u mogła panować śmiertelna cisza, lecz kto wie, co czai się wewnątrz domu? Jeszcze jeden włamywacz? A moz˙e coś gorszego? – Zabieraj się stąd – wymamrotała do siebie, opierając się na zderzaku i z wysiłkiem stając na nogi. Naprzód. Potykając się o rozsypane zakupy i drobiazgi z torebki, Beth chwiejnie podeszła do ściany i wstukała kod otwierający bramę do garaz˙u. Zgrzyt unoszącej się bramy boleśnie zranił jej uszy i przyśpieszył niepewny krok. Jeśli napastnik – lub napastnicy – nadal tu byli, dosłyszą, z˙e im ucieka. 14 JULIE MILLER Szybciej! Gdy tylko wydostała się na zewnątrz, powiew wilgotnego zimowego powietrza omiótł jej policz- ki i tułów, przywracając zdolność klarownego ro- zumowania. Musiała się znaleźć w bezpiecznym miejscu. Natychmiast! Obróciła się ku jedynemu oświetlonemu oknu na ulicy, które wołało do niej niczym latarnia morska. Zebrawszy pod szyją rozpiętą bluzkę i z˙akiet, wesz- ła w śnieg po kolana i ruszyła na przełaj do domu sąsiada. Raz się potknęła. Jednak lodowata wilgoć, która ściekała jej w dekolt az˙ do pasa, odpędziła resztki mdłości, zostawiając miejsce dla obezwład- niającego strachu. Nie była bezpieczna. Musiała natychmiast znaleźć schronienie. Ostatnie metry przebiegła chwiejnym truchtem i wspięła się na trzeszczące deski ganku. – Halo? – Zastukała głośno w drewniane drzwi. – Ha... Odpowiedziało jej basowe szczekanie, a potem łoskot, jakby koń walił kopytami po drugiej stronie drzwi. Beth przycisnęła dłoń do rozszalałego serca. – O Boz˙e. Warkot i groźne szczekanie zamkniętego w domu psa kazały jej się nieco odsunąć. Drzwi się zatrzęs- ły, jakby bestia rzuciła się na nie całym ciałem. Beth cofała się, póki nie dotknęła ramieniem jednej z drew- DETEKTYW I DZIEWCZYNA 15 nianych kolumn. Wydobywające się z jej ust obłoczki pary utrudniały jej widzenie. Co robić? Dokąd pójść? Zerknęła na otwarty garaz˙ i szybko rozwaz˙yła moz˙liwe opcje. Co napawa ją większym strachem? Napastnik, który wtargnął do jej domu, być moz˙e nie sam, i czeka, by jeszcze bardziej ją skrzywdzić? Czy moz˙e bestia z piekła rodem, warcząca i rzucają- ca się po drugiej stronie drzwi? Jakim cudem nie zauwaz˙yła psa, i to stróz˙ującego, prawdziwego olb- rzyma, który wprowadził się do tego domu? Przytulona do kolumny Elizabeth spojrzała za siebie. Mogłaby obudzić Hanka, lecz bez aparatu słuchowego starzec usłyszy dzwonek po godzinie, co z pewnością zaalarmuje napastnika, a wówczas... Wzdrygnęła się na samą myśl. – Beth, do cholery, weź się w garść – nakazała sobie, niezgrabnie zapinając guziki bluzki zdrętwia- łymi od chłodu palcami. Trzask drzwiczek auta przykuł jej uwagę. Serce zatrzepotało jej w piersi, gdy usłyszała warkot sil- nika. Przywarła do kolumny, usiłując przebić wzro- kiem ciemności. Nocne powietrze rozdarł pisk opon ślizgających się na oblodzonej nawierzchni. Była pewna jedynie tego, z˙e to samochód, czarny i nie- moz˙liwy do zidentyfikowania jak zamaskowany męz˙czyzna, który ją napadł. Pojazd skręcił gwał- townie i znikł za rogiem. Nie było w tym nic podejrzanego. Albo wprost przeciwnie... Powinna teraz wrócić do domu...
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Detektyw i dziewczyna
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: