Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00254 008327 15712487 na godz. na dobę w sumie
Apetyt na Melpomenę - ebook/pdf
Apetyt na Melpomenę - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 304
Wydawca: Biblioteka Analiz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63879-40-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kultura, sztuka, media
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Książka jest zbiorem recenzji ze spektakli w teatrach warszawskich z okresu ostatnich 10 lat. Autor z premedytacją nawiązuje do szkoły recenzenckiej wypracowanej przez przedwojennych mistrzów takich jak Tadeusz Boy-Żeleński, Antoni Słonimski, Karol Irzykowski czy Jan Parandowski. W swoich rozlicznych artykułach pokazali oni czym jest rozumienie i odbiór spektaklu w sposób bliski czytelnikowi. Recenzje te, dalekie od teatrologicznych recept i rozwiązań, omawiały sceniczne produkcje w kontekście pierwowzoru literackiego, posługując się konwencją gawędy, oddawania wrażeń z przedstawienia, szarpiąc się, a niekiedy ostro polemizując z podmiotami swych ocen.

Książka ta ma służyć delikatnej zachęcie do obcowania z muzą teatru - Melpomeną, która potrafi – w zależności od tego jaki „kapłan” ją reprezentuje – irytować, nudzić, złościć i zniechęcać, ale również zaciekawiać, zastanawiać, skłaniać do refleksji, prowokować emocje, zachęcać do przyjrzenia się bliźnim oraz samemu sobie.'

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

PIOTR KITRASIEWICZ (ur. 1962 r.) poeta, dramaturg, publicysta, krytyk literacki i teatralny. Studiował filologię polską na Uniwersy- tecie Warszawskim oraz kulturoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim. Wydał dwa tomiki wierszy: ,,Cień inkwizytora” i  ,,Ko- chankowie”; zbiór krótkich form drama- turgicznych pt.  ,,Morderstwo w  Senacie” (zrealizowanych wcześniej na radiowej an- tenie), dwa tomy szkiców literackich: ,,Se- krety pisarzy” i „Pisarze zapomniani” oraz książkę popularnonaukową „Rok 2012. Apokalipsa nadchodzi?”. W  młodości, na tzw. dobry początek, zdobył dwie nagrody w  poważnych konkursach: miesięcznika ,,Scena” na krótki utwór sceniczny (1979) i  radiowej ,,Trójki” na mikrosłuchowisko rozrywkowe (1980). Z  radiem współpra- cował na początku lat dziewięćdziesiątych pisząc kilka słuchowisk dla „Trójki” (cykl „Teatrzyk Zielone Oko”) oraz Radia Bis (cykl „Sobotni Dreszczowiec”). Książka jest zbiorem recenzji ze spektakli w teatrach warszawskich z okresu ostat- nich 10 lat. Autor z premedytacją nawiązuje do szkoły recenzenckiej wypracowanej przez przedwojennych mistrzów, takich jak Tadeusz Boy-Żeleński, Antoni Słonimski, Karol Irzykowski czy Jan Parandowski. W dzisiejszych czasach, kiedy przenoszone na papier spotkania z Melpomeną nie posiadają indywidualnego odniesienia, służą schlebianiu koteriom, snobistycznym gustom oraz osobistym porachunkom, a  w  dodatku często są artykułowane za pomocą sięgającego bruku języka, warto zwrócić spojrzenie w  kierunku okresu, w którym recenzent mówił po prostu to co czuł, oglądając spektakl, a po jego za- kończeniu sformułował swoje odczucia w słowie pisanym. Książka ta ma służyć delikatnej zachęcie do obcowania z muzą teatru Melpomeną, która potrafi – w zależności od tego jaki „kapłan” ją reprezentuje – irytować, nudzić, złościć i zniechęcać, ale również zaciekawiać, zastanawiać, wciągać, współprzeży- wać, pochłaniać, skłaniać do refleksji, prowokować emocje, zachęcać do przyjrzenia się bliźnim oraz samemu sobie. Książkę polecają: Partner: ISBN 978-83-63879-40-2 9 788363 879402 www.biblioteka-analiz.pl P i o t r K i t r a s i e w i c z • A P E T Y T N A M E L P O M E N Ę Piotr Kitrasiewicz APETYT NA MELPOMENĘ Podczas przedstawienia „Wujaszek Wa- nia” w Teatrze Polskim zaszedł na widowni pewien incydent. W czasie sceny między Astrowem a Sonią, kiedy ta ostatnia chłonęła każde słowo człowieka, w którym się zakochała, z jed- nego z  rzędów rozległ się głos: „Dykcja, Astrow, dykcja, Borkowski!”. Słowa te pa- dły w  pobliżu miejsca, w  którym siedział razem z  widzami prezes Związku Arty- stów Scen Polskich, Olgierd Łukaszewicz, i  pomyślałem w  pierwszej chwili, że to on łaje młodszego kolegę-aktora, który momentami szybko i  nie do końca wy- raźnie wypowiadał niektóre kwestie, co było uzasadnione nerwowością i  upoje- niem alkoholowym odtwarzanej postaci. „Ale przecież Łukaszewicz ma inny głos” – pomyślałem. „A ponadto na pewno nie zachowałby się w  taki sposób”. Spektakl trwał dalej jakby nic się nie stało, kiedy po kilkunastu minutach znowu padły głośne słowa: „Dykcja, dykcja, Astrow, człowieku, nic nie słychać!”. Tym razem zauważyłem, że wypowiedział je jakiś facet w okularach ze srebrzystym zarostem, siedzący kilka krzeseł na prawo od Łukaszewicza. Na widowni zrobił się mały zamęt. „Czy może pan przestać?!” – ktoś zwrócił ostrym to- nem uwagę niesfornemu widzowi, a  na scenie na moment zamarła akcja. Tomasz Borkowski porzucił na chwilę rolę Astrowa i zapytał znudzonym tonem: „Może się za- mienimy?”. (FRAGMENT) APETYT NA MELPOMENĘ Piotr Kitrasiewicz APETYT NA MELPOMENĘ Biblioteka Analiz Warszawa 2015 Copyright by Piotr Kitrasiewicz, 2015 Copyright by Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 2015 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie lub reprodukcja jakiegokolwiek fragmentu tej książki wymaga pisemnej zgody wydawcy Projekt okładki i wnętrza, skład: TYPO 2 Zdjęcie na okładce: Bartek Warzecha Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie Redakcja: Ewa Tenderenda-Ożóg ISBN: 978-83-63879-40-2 Firma jest członkiem Polskiej Izby Książki Wydanie I Warszawa 2015 Biblioteka Analiz Sp. z o.o. ul. Mazowiecka 6/8 00-048 Warszawa tel. (22) 828 36 31 e-mail: marketing@rynek-ksiazki.pl www.rynek-ksiazki.pl „Być może to skondensowanie traumatycznych, bijących ze sceny uczuć, a może klaustrofobiczna atmosfera widowni spra- wiły, że podczas przedstawienia wydarzył się nieczęsty podczas premier incydent. Jedna z  pań na widowni postanowiła wyjść i z trudem przepychając się wzdłuż zapełnionego rzędu weszła w zaciemnione drzwi prowadzące na korytarz. Już same jej wy- siłki, żeby wydostać się z sali zakłóciły nieco odbiór spektaklu, ale po chwili – kiedy wychodziła – przerwały go. Oto bowiem wychodząca pani nie zauważyła w ciemności jednego schodka i  runęła na ziemię. Zdążyła krzyknąć: „Ludzie, pomóżcie!” i zemdlała. Zrobiło się zamieszanie, zapalono światła na widow- ni, a  aktorzy zastygli na scenie w  swoich pozach. Trzeba było wynieść zemdloną i wezwać pogotowie. Dopiero po kilkunastu minutach wznowiono przedstawienie, a  Ewa Wiśniewska wy- znała na popremierowym bankiecie, że przejęta sytuacją miała problem, żeby ponownie wejść w skórę kreowanej postaci”. (FRAGMENT) Spis treści SŁOWO OD AUTORA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . LUDOBÓJSTWO W TROI („Odyseja” Homera w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . TWARZĄ W TWARZ („Dotyk” Modzelewskiego w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Teatr pomaga człowiekowi (Rozmowa z Edytą Olszówką) . . . . . PLUSKWY („Mały bies” Sołoguba w Teatrze Powszechnym) . . . . . . EGZOTYCZNY IBSEN („Kobieta z morza” Ibsena w Teatrze Dramatycznym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . TRÓJKĄT CZASÓW TIERESZKOWEJ („Dzień Walentego” Wyrypajewa w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . W RODZINNEJ ATMOSFERZE („Pan Andersen na Pradze” wg Andersena w Teatrze Wytwórnia) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . PEER GYNT W TRAMPKACH („Peer Gynt” Ibsena w Teatrze Montownia) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . GRY KOBIET („Pokojówki” Geneta w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . NEURASTENICZNY LEAR („Król Lear” Szekspira w Teatrze Na Woli) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROSYJSKI TARTUFFE („Wasza Ekscelencja” Dostojewskiego w Teatrze Współczesnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . WYWROTOWA KOMEDIA („Cyrulik sewilski” Beaumarchais’ego w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . PSYCHODRAMA NA DWA GŁOSY („Grace i Gloria” Zieglera 13 19 21 24 28 30 33 35 37 40 42 44 47 w Teatrze Na Woli) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49 PO PROSTU OSZUST („Tartuffe” Moliera w Teatrze Narodowym) 51 UPADEK („John Gabriel Borkman” Ibsena w Teatrze Powszechnym) 55 8 ZBUNTOWANA LALKA („Nora” Ibsena w Teatrze Narodowym) . . . MIASTO KOBIET („Gwałtu, co się dzieje” Fredry w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . NOSTALGIA I HUMOR („Błękitny człowiek” wg Okudżawy w Teatrze Syrena) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . PUSTKA I NADZIEJA („Czekając na Godota” Becketta w Teatrze Narodowym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . CHICHOT DIABŁA („Poduszyciel” McDonagha w Teatrze Małym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . FILOLOG W GARSONIERZE („Pecunia non olet?” Harasimowicza w Teatrze Syrena) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . SZALONY RASKOLNIKOW („Zbrodnia i kara” Dostojewskiego w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . UPIORNY ŚWIAT GRABARZA („Czaszka z Connemary” McDonagha w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . SZEKSPIR NA RINGU („Jak wam się podoba” Szekspira w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . HAMLET I SADO-MASO („Udając ofiarę” Braci Presniakow w Teatrze Współczesnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . NIEWYPAŁ Z DULSKIMI („Won!” Grońskiego w Teatrze Syrena) . . . TAJNA INSPEKCJA („Miarka za miarkę” Szekspira w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . LIRYCZNE TRIO („Chlip Hop czyli nasza mglista lap top lista” Umer i Poniedzielskiego w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . POCIĄGIEM PRZEZ PRL („Wagon” Nowakowskiego w Teatrze Współczesnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ZABRAKŁO POKORY („Dulscy z o.o.” wg Zapolskiej w Teatrze 57 60 62 64 67 70 72 75 78 81 84 87 91 94 96 99 Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Z IRAKIEM W TLE („Stara kobieta wysiaduje” Różewicza w Teatrze FREDRO W ROLI PLAYBOYA („Fredro dla dorosłych mężów i żon” Małym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . wg „Męża i żony” Fredry w Teatrze Komedia) . . . . . . . . . . . . . . . Krzyżyk im na drogę (Rozmowa z Michałem Żebrowskim) . . . . 102 105 Apetyt na Melpomenę Spis treści 9 ŚMIECH I ZADUMA („Śluby panieńskie” Fredry w Teatrze Narodowym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 108 DWAJ ARTYŚCI I HITLER („Kolaboracja” Harwooda w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 112 ICH TROJE I WYSPIAŃSKI („Wyzwolenie – Próby” wg Wyspiańskiego w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 115 WYSOCKI O CIENKIM GŁOSIE („Ósmy grzech – Wołodia Wysocki” wg Wysockiego w Teatrze Syrena) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118 PO PRZEKROCZENIU PROGU („Sonata jesienna” Bergmana w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . OPĘTANIE W SALEM („Czarownice z Salem” Millera w Teatrze 125 Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . JAZZ W TRUMNIE („Terminal 7” Norena w Teatrze Narodowym) . . 128 WŚRÓD WILKÓW („Powrót do domu” Pintera w Teatrze Ateneum) 131 TRZY KOBIETY („Czy lubi pani Schubertha?” Mendizabala 121 134 w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . FAJERWERKI I KROKODYL („Zemsta” Fredry w Teatrze Polskim) . . 137 W NIEWOLI UCZUĆ („Bliżej” Marbera w Teatrze Ateneum) . . . . . 140 OSACZONY („Proces” Kafki w Teatrze Współczesnym) . . . . . . . . . . 143 DIABEŁ PRZENUDZIŁ („Stacyjka Zdrój” wg Przybory i Wasowskiego w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 146 DYSPUTA W PROSEKTORIUM („Noc” Stasiuka w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149 ZBRODNIA Z PRZYMRUŻENIEM OKA („Pajęcza sieć” Christie w Teatrze Syrena) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 152 UPIORNY ŚWIAT („Pornografia” Gombrowicza w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . WDZIĘK RAMOTY („Grube ryby” Bałuckiego w Teatrze Polonia) . . Z WERWĄ I HUMOREM („Słoneczni chłopcy” Simona w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 155 158 161 DEMONY MŁODOŚCI („Przebudzenie wiosny” Wedekinda w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . KANCLERZ NA WYLOCIE („Odejścia” Havla w Teatrze Ateneum) . . 164 168 10 DOM Z POGRZEBANĄ PAMIĘCIĄ („Trash Story albo sztuka [nie] pamięci” Fertacz w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . W PUŁAPCE POŻĄDANIA („Kochankowie z sąsiedztwa” wg „Your 171 Friends and Neighbours” LaButa w Teatrze Konsekwentnym) . 174 SZEKSPIR NA PÓŁ GWIZDKA (,,Wiele hałasu o nic” Szekspira w Teatrze Narodowym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 177 ANIOŁ WŚRÓD SZAKALI („Szarańcza” Srbljanovic w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . STRACONE ZŁUDZENIA („Wujaszek Wania” Czechowa w Teatrze 180 Polskim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183 KOSZMARY STAREJ KAMIENICY („Kieszonkowy atlas kobiet” Chutnik w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 189 TRZY KOBIETY I PISARZ („Namiętności” Singera w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 193 ZBLAZOWANY ANIOŁ („Ludzie i anioły” Szenderowicza w Teatrze Współczesnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197 KUMPEL MIMO WOLI („Co ja panu zrobiłem, Pignon?” Vebera w Teatrze Kwadrat) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ŚMIECH Z TRUMNY („Łup” Ortona w Teatrze Syrena) . . . . . . . . . . DRUGA TWARZ MIRECZKI („Moja córeczka” Różewicza w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . PROKURATOR NA ŁAŃCUCHU („Szewcy” Witkiewicza w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 200 204 207 210 BEZ PIORUNA („Balladyna” Słowackiego w Teatrze Narodowym) . 213 ROGACZ Z UROJENIA („Opowieść zimowa” Szekspira w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 217 ROZGRYWKA Z ATUTEM („Skiz” Zapolskiej w Teatrze Ateneum) . 220 PODSKÓRNY LĘK („Dozorca” Pintera w Teatrze Narodowym) . . . . 223 BESTIA LUDZKA („Judaszek” Sałtykowa-Szczedrina w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 227 POŻEGNANIE KILIANA („Pinokio” Collodiego w Teatrze Polskim) 230 DIABEŁ NA KRZYŻU („Kreacja” Iredyńskiego w Teatrze Narodowym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 233 Apetyt na Melpomenę Spis treści 11 ZBRUKANE UCZUCIA („Kazimierz i Karolina” von Horvatha w Teatrze Narodowym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 236 KRZYK NA KRAWĘDZI („Kamień i popioły” Danisa w Teatrze Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . SPRAGNIENI SUKCESU („Skarpetki, opus 124” Colasa w Teatrze Współczesnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239 242 SEWERYN GRA BECKETTA („Szczęśliwe dni” i „Końcówka” Becketta w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 244 MAMUŚKA I SINOBRODY („Przez park na bosaka” Simona w Teatrze Kwadrat) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Scena uczy pokory (Rozmowa z Ewą Wencel) . . . . . . . . . . . . . . . MAŁY, WIELKI SHOW („Rewia Forever” w Teatrze Sabat) . . . . . . . . KAPITAN WIDMO („Żeglarz” Szaniawskiego w Teatrze Polskim) . . CZEKAJĄC NA KONIEC ŚWIATA („Merylin Mongoł” Kolady w Teatrze Ateneum) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . JUBILEUSZOWY „IRYDION” („Irydion” Krasińskiego w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ŁABĘDZI ŚPIEW („Ja, Feuerbach” Dorsta w Teatrze Ateneum) . . . OGIEŃ NA SODOMĘ („Quo vadis słowami Sienkiewicza, Eliota, Audena i innych” w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . UCIECZKA W MIŁOŚĆ („Romeo i Julia” Szekspira w Teatrze 247 250 253 256 259 263 268 272 Powszechnym) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 277 WATAŻKA BOLESŁAW („Bolesław Śmiały” Wyspiańskiego w Teatrze Polskim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 281 RECENZJA Z ARCHIWUM. KUPIĆ, SPRZEDAĆ I POZIEWAĆ („Jesteś mój” Bardijewskiego w Teatrze Polskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . INDEKS NAZW, NAZWISK, TYTUŁÓW . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 285 288 Słowo od Autora (zestresowanego) 13 Słowo od Autora (zestresowanego) Jestem zestresowany, bo pragnę zachęcić Czytelnika do lektu- ry tej książki. Nie byłoby w tym nic zdrożnego lub niesto- sownego, jak również nic co przynosiłoby szkodę moralną lub psychiczną, ale… muszę z poczuciem winy wyznać, że pozycja ta nie jest – o zgrozo! – kryminałem à la Chmielewska, nie jest również z  gatunku fantasy à la Sapkowski, nie przypomina w niczym romansowych fabuł rodem z prozy Grocholi ani nie nawiązuje do rozrachunków z  wojenną przeszłością w  stylu… hola, hola, wystarczy. Ulżyło mi teraz, kiedy już wyjaśniłem, czym ta książka nie jest, bo w sumie to nic strasznego, że są lu- dzie czytający dzieła powyżej wymienionych autorów oraz tych po trzech kropkach. Zdarzają się przecież dużo gorsze rzeczy, na przykład takie, że trzy kropki mogłyby z powodzeniem zastąpić niejedno nazwisko, a nie zastępują. I trzeba z tym żyć. Spróbuję zatem powiedzieć całkiem wprost i  bez fałszywej skromności czym ta książka jest. Otóż jest ona zbiorem recenzji ze spektakli w  teatrach warszawskich w  latach 2005-2014, za- mieszczanych na różnych łamach, głównie „Expressu Wieczor- nego” – już nie codziennej popołudniówki, lecz bezpłatnego dwutygodnika. Kilka ukazało się w tygodniku „Wprost”, a tekst „Ogień na Sodomę” w  „Wiadomościach Literackich”. Kończę zbiór krótkim skokiem do roku 1998, kiedy moje wieloletnie marzenie o tym, żeby zasiąść w „aksamitnym fotelu krytyki te- atralnej” (jak napisał wielki Boy-Żeleński) zdawało się spełniać 14 za sprawą mojej pierwszej opublikowanej recenzji teatralnej, co nastąpiło na łamach „Nowego Państwa”, a relacjonowanym spektaklem była komedia (hm, niespecjalnie chciało mi się na niej śmiać) Bardijewskiego „Jesteś mój”. Jaskółka ta wiosny jed- nak nie przyniosła i nastąpiła kilkuletnia przerwa (z „Nowym Państwem” doszliśmy do zgodnego wniosku, że jest nam nie po drodze, również na niwie teatralnej). Wprawdzie na początku Stulecia/Tysiąclecia przez 13 miesięcy (tak!) przygotowywałem serwis kulturalny dla nieistniejącego już pewnego portalu, w  którym pisałem dużo o  literaturze, filmie, muzyce, wysta- wach, a także o teatrze, to jednak napisane wówczas recenzje ze spektakli – w sumie, sporo, bo coś koło trzech tygodniowo – po- szły w komin, i tyle je widziałem. Może i dobrze, bo wówczas książka ta przegrałaby na przedbiegach przez swoją objętość, a tak ma jeszcze jakąś szansę. Zresztą tempo w jakim pisałem te portalowe recenzyjki nie sprzyjało zagłębianiu się w  temat, przez co były one tą formą pseudokrytyki teatralnej, od której później odciąłem się zdecydowanie i z którą rozpocząłem walkę. Ba, ale dlaczego właściwie warto sięgnąć po tę książkę? Z pre- medytacją nawiązuję w  niej do szkoły recenzenckiej wypraco- wanej przez przedwojennych mistrzów, takich jak: Tadeusz Boy-Żeleński, Antoni Słonimski, Karol Irzykowski czy Jan Parandowski (zapewne mało kto zna jego zbiór „Kiedy byłem recenzentem”). W swoich rozlicznych artykułach pokazali oni czym jest rozumienie i odbiór spektaklu w sposób bliski czytel- nikowi. Recenzje te, dalekie od teatrologicznych recept i rozwią- zań, omawiały sceniczne produkcje w kontekście pierwowzoru literackiego, posługując się konwencją gawędy, oddawania wrażeń z przedstawienia, szarpiąc się, a niekiedy ostro polemi- zując z podmiotami swych ocen. W dzisiejszych czasach, kiedy przenoszone na papier spotkania z  Melpomeną nie posiadają indywidualnego odniesienia, służą schlebianiu koteriom, sno- bistycznym gustom oraz osobistym porachunkom, a w dodatku Apetyt na Melpomenę Słowo od Autora (zestresowanego) 15 często są artykułowane za pomocą sięgającego bruku języka, warto zwrócić spojrzenie w kierunku okresu, w którym recen- zent mówił po prostu to co czuł oglądając spektakl, a  po jego zakończeniu sformułował swoje odczucia w  słowie pisanym. Refleksje, odniesienia kulturowe, społeczne i historyczne, spo- strzeżenia i porównania idące w parze z szeroką wiedzą i eru- dycją stanowiły podstawę narzędzi intelektualnych, za pomocą których zachęcał lub zniechęcał potencjalnego widza, popadając jednocześnie w dysputę z tymi, którzy spektakl zdążyli obejrzeć i wypracować swoje własne spostrzeżenia. Ich recenzje, wraże- nia, felietony czy gawędy były zaprzeczeniem dominującej dzi- siaj powierzchowności i niechlujstwa wynikającego z pisania na jednej nodze, zwykle z pozycji „szkiełka i oka” internetowego filozofa. Czasy Boya i  pozostałych opierały się na słowie, kie- rowanym do tych, którzy rzeczywiście czytali. Mogli pozwolić sobie na obszerne wywody, uzasadnienia, nieskrępowaną argu- mentację. Dzisiaj, kiedy telewizja, dvd, internet i  prezentacje multimedialne spychają słowo drukowane na margines, nie ma oczywiście mowy o nowych tomach „Flirtu z Melpomeną” czy „Krótkich spięć”, bo nikt – poza bardzo wąską grupą konese- rów niemal nie z tego świata – nie przebrnąłby przez obszerne teksty omawiające spektakl po spektaklu. Co prawda Słonimski potrafił przetrzeć szlak do współczesności puentując niektóre przedstawienia (zwłaszcza te, które go szczególnie zirytowały lub kiedy cenzura blokowała swobodę wypowiedzi) kilkoma celnymi zdaniami, co stanowiło jego całą wypowiedź o insceni- zacji. Jednak zarówno on, jak i pozostali, pokazywali w swoich recenzjach, co znaczy kochać i rozumieć Melpomenę w sposób autentyczny, pozbawiony hipokryzji i dwulicowości. Wydawać dzisiaj tom recenzji teatralnych to akt odwagi. Kto po to sięgnie? Komu potrzebne są artykułowane przez recen- zenta „wrażenia”? Przecież wystarczy wejść na stronę stosowne- go portalu i przeczytać to, co napisano o nowym „Kordianie”, 16 „Hamlecie”, „Królu Edypie” czy fredrowskiej „Zemście”. Kilka zdań i  dziękuję. Podobnie jest ze szkolnymi lekturami: uczeń ma do dyspozycji tyle streszczeń, omówień i  porad jak rozumieć i  „odczuwać” dany utwór, że przeczytanie go staje się po prostu zbędnym wysiłkiem. A teatr jest po prostu żywą materią, rodzajem świątyni, gdzie liczy się przede wszystkim głębia odczuwania, a  nie szybkie i  tanie rytuały. Te ostatnie właśnie zdominowały dzisiejszą sprawozdawczość teatralną, nadały jej cechy relacji z  takiej czy innej „imprezy”. Nie ma w tym miejsca na własne zdanie, elementarną uczciwość (prze- cież koteria patrzy!), a  zwłaszcza na chęć pogłębienia tematu, wejścia w zagadnienie czy problem, próbę dotarcia do jądra. Nie potrzeba do tego wielu zdań. Prezentowane w tym tomie teksty nie są obszerne. Wyrażając swoje refleksje o spektaklu musiałem mieścić się w  przewidzianej dla „Warszawskiej Melpomeny” (pod takim szyldem ukazywały się one w „Expressie”) gazetowej przestrzeni. Ale przy takim ograniczeniu również można spró- bować powiedzieć coś od siebie, o ile naprawdę ma się coś do powiedzenia, i szczerze chce się to zrobić. Zawartość tego tomu nie ma ambicji dokumentarnych. Nie ma w  nim wszystkich premier z  omawianego okresu, ani nawet wszystkich scen działających wówczas w  Warszawie. Są wizyty w Narodowym, Polskim, Powszechnym, Współczesnym, Ateneum, Syrenie; jedna w Dramatycznym, Montowni (na ba- senie!), Polonii, Wytwórni, Komedii, Konsekwentnym, Saba- cie; parę w Małym, Kwadracie i Na Woli. Jest kilka głośnych przedstawień jak „Dotyk” w Powszechnym, „Udając ofiarę” we Współczesnym, „Król Lear” w reżyserii Konczałowskiego w Na Woli, „Kobieta z morza” w Dramatycznym, „Wujaszek Wania” i „Quo vadis” w Polskim, „Czaszka z Connemary” i „Kolabora- cja” w Ateneum. Nie mają one służyć faktografii, lecz delikatnej zachęcie do obcowania z muzą teatru Melpomeną, która potrafi – w zależności do tego jaki „kapłan” ją reprezentuje – irytować, Apetyt na Melpomenę Słowo od Autora (zestresowanego) 17 nudzić, złościć i zniechęcać, ale również zaciekawiać, zastana- wiać, wciągać, współprzeżywać, pochłaniać, skłaniać do reflek- sji, prowokować emocje, zachęcać do przyjrzenia się bliźnim oraz samemu sobie. Piotr Kitrasiewicz Ludobójstwo w Troi 19 Ludobójstwo w Troi TEATR POLSKI. HOMER: „ODYSEJA”. PRZEKŁAD: JAN PARANDOWSKI. REŻYSERIA: JAROSŁAW KILIAN. SCENOGRAFIA: ADAM I JAROSŁAW KILIAN. PREMIERA: 1 PAŹDZIERNIKA 2005 ROKU. Przeniesienie na scenę jednego z  najstarszych i  największych dzieł literatury światowej – epopei Homera „Odyseja” – jest zawsze zadaniem ryzykownym i  karkołomnym. Zawierający często zmieniające się sceny akcji, napisany heksametrem utwór wzbudzał zapewne silny opór w większości inscenizatorów, bo na teatralne deski trafiał rzadko. Częściej sięgał po arcydzieło Homera film, oczywiście eliminując heksametr i  uwspółcze- śniając dialogi. Tym tropem poszedł reżyser Jarosław Kilian przygotowując w  Teatrze Polskim inscenizację z  użyciem filmowych środków wyrazu. Tłem sceny był ekran, na który projektowano – przykładowo – morskie fale. Z ekranu straszyło też potężne oko cyklopa Polifema, które Odys i jego towarzysze przebijali włócznią. Zmiany scenerii rozwiązano za pomocą scenografii autorstwa ojca i syna Kilianów – Adama i Jarosława. Scenografii bardzo różnorodnej i  pracochłonnej, spełniającej wiele funkcji (np. rozkołysanego okrętu Odysa, wyspy Kirke, sali w pałacu na Itace), tworzącej tło dla określonych momentów akcji, jak i  uczestniczącej w  niej dynamicznie (świetna scena wycięcia w pień krów Heliosa czy zalotników, rozegrana w for- mie cieni na parawanie). W ogóle scenografia była najmocniej- szym elementem spektaklu, obok towarzyszącej akcji wyrazistej muzyki Abla Korzeniowskiego oraz partii choreograficznych 20 przygotowanych przez Emila Wesołowskiego. A problem heksa- metru rozwiązano w sposób bardzo prosty, sięgając mianowicie po przekład prozą z  lat dwudziestych Jana Parandowskiego, którego znany pisarz dokonał z  myślą o  młodzieży. Podobnie dawno temu postąpił angielski translator Edward McKenzie przyswajając angielskim czytelnikom naszego „Pana Tadeusza”: machnął epopeję Mickiewicza prozą jako romans przygodowo- -historyczny w stylu Waltera Scotta. Kilian wykroił z  „Odysei” spore partie tekstu, zachowując ciągłość chronologiczną, i  dał w  swoim przedstawieniu ogląd najważniejszych scen poematu. Potrafił utrzymać klimat utworu oraz niezbędne napięcie. Pokazał jak bardzo aktualne mogą być dzisiaj słowa z napisanego prawie trzy tysiące lat temu eposu. Na przykład, pierwsza scena zawiera mocne opisy zbrodni dokona- nych na Trojanach, będących – w dzisiejszym rozumieniu – być może pierwszymi ofiarami ludobójstwa na dużą skalę w dziejach świata. Na ziemi króla Priama wymordowano przecież z preme- dytacją cały naród, albo prawie cały, po przecież Eneaszowi i paru innym udało się ujść z życiem. Sam Odys przypominał najem- nika, który po zakończonym zadaniu (rzezi) wraca z łupami do domu. A raczej usiłuje wrócić, bo po drodze on i jego ekipa na- potykają co rusz na rozmaite przeszkody i pułapki, nękające ich niczym spragnione zemsty dusze pozabijanych Trojan. W „Odysei” wystąpił cały zespół Teatru Polskiego. Aktorzy grali poprawnie, chociaż bez zbytniego polotu. W postać Ody- sa wcielił się posągowy Waldemar Kownacki. Penelopa (Anna Grycewicz) wyglądała jak siostra, a nie matka Telemacha (Mar- cin Hycnar). Uroczą kreację aktorską zaprezentowała Monika Pikuła w  epizodycznej rólce Pasterza, który po dekonspiracji okazuje się patronującą Odyseuszowi boginią Ateną. Apetyt na Melpomenę Twarzą w twarz 21 Twarzą w twarz TEATR POWSZECHNY – GARAŻ POFFSZECHNY. MAREK MODZELEWSKI: „DOTYK”. REŻYSERIA: MAŁGORZATA BOGAJEWSKA. SCENOGRAFIA: IZA TORONIEWICZ. PREMIERA: 22 PAŹDZIERNIKA 2005 ROKU. Ta sztuka powinna była powstać już dawno. Wprawdzie o ho- moseksualistach już pisano, kręcono filmy i  wystawiano sztuki, ale nikt nie wpadł na pomysł ukazania tego, co czuje i jak się zachowa druga strona – żona dowiadująca się o odmienności męża albo ojciec syna? Dorota i Robert są małżeństwem. Nie wiemy dokładnie, jak im się układa, a  raczej układało, ale chyba nieźle, skoro żona mówi do męża – „kochałam cię”. Używa czasu przeszłego, po tym jak świat zawalił jej się na głowę. Dlaczego? Z  powodu zdrady. Ale nie takiej zwykłej, jakich wiele w  małżeństwach. Robert nie zdradził Doroty z  kobietą. Zrobił to z  mężczyzną. Teraz zszokowana Dorota musi stawić czoła tej informacji. Musi zweryfikować swoje dotychczasowe życie z partnerem, który jak się okazuje przez cały czas był biseksualistą. Dorota reaguje bar- dzo emocjonalnie. Krzyczy, rzuca się na męża z rękami, wywala z  siebie potoki słów ostrych niczym ostrza. On jej tłumaczy, wyjaśnia, mówi że też ją kochał, a nawet ciągle kocha, ale to co zrobił było od niego silniejsze. Czy Dorota mu wybaczy? Czy zdoła zaakceptować nowy obraz swojego męża, którego dotych- czas nie znała? Z kolei Andrzej i Kamil to ojciec i syn. Zawsze się rozumie- li i  nieźle dogadywali, przynajmniej pozornie. Pewnego dnia 22 Kamil robi ojcu ciężkie wyznanie: jest homoseksualistą i  ma partnera. W pierwszej chwili ojciec zdaje się nie rozumieć. „Nie chcesz chyba powiedzieć, że jesteś pedziem?” – pyta. I teraz on, podobnie jak Dorota, musi stawić czoła nowemu wizerunkowi swojego syna. Syna–odmieńca, syna-geja, syna-„pedzia”. Boha- terowie stają ze sobą twarzą w twarz i… Oba wątki poprowadzone zostały równolegle. Na małej przestrzeni nowej sceny Powszechnego, w  Garażu Poffszech- nym, pomiędzy dwoma rzędami widzów działają na przemian dwie osoby. Ona i  ona, on i  on. Aktorzy nie biorący udziału w aktualnej akcji nie schodzą ze sceny, pozostają na niej przy- cupnięci, skuleni, jak embriony oczekujący na narodziny. Bo bohaterowie muszą się ponownie narodzić. A  raczej odrodzić. Na nowo zmierzyć się z  życiem, a  przede wszystkim ze sobą: swoimi uprzedzeniami, poczuciem zdrady i oszukania, rozżale- niem. A  także poczuciem winy, bo może ja także mam udział w odmienności tego drugiego? Pytania takie stawiają sobie żona i ojciec, gdyż na dobrą sprawę to przede wszystkim o nich jest ten utwór. Przedmiotem sztuki jest ich reakcja na szokującą wiadomość, ich opór, bunt, gwałtowny protest. A potem – być może – pogodzenie i akceptacja. Piszę „być może”, ponieważ au- tor dramatu – Marek Modzelewski – nie tylko nie daje łatwych rad i moralizatorskich pouczeń, ale nawet nie stara się wpłynąć na rozwiązanie problemu. Stawia ludzi na wprost zaskakującego dramatu, jaki pojawił się w ich życiu i po kilku mocnych, pod względem realizmu psychologicznego oraz emocjonalnej dawki, scenach pozostawia akcję w  zawieszeniu. Spektakl kończy się, teraz jego bohaterowie muszą sami powiedzieć sobie – co dalej? Czy dalej będę żoną albo ojcem? A jeśli tak, to w jaki sposób? Taki jak poprzednio? Modzelewski nie odpowiada na te pytania. Zachęca jednak do refleksji i zachęta ta jest bardzo przekonują- ca, bo „Dotyk” nie jest utworem, o którym łatwo zapomina się po wyjściu z teatru. Jest utworem na czasie i bardzo aktualnym Apetyt na Melpomenę Twarzą w twarz 23 w  naszej rzeczywistości, kiedy osoby o  odmiennej orientacji seksualnej nie muszą wprawdzie już ukrywać się ze swoimi pre- ferencjami, a nawet mogą – jak niektórzy z nich – manifestować swoją odmienność, jak również zbijać na niej kapitał polityczny. Mogą więc znacznie więcej niż kiedyś w Polsce, a także więcej niż w niektórych krajach leżących pod inną szerokością geogra- ficzną. Tym niemniej tzw. opinia społeczna i  uwarunkowania obyczajowe nie są dla tego rodzaju odmieńców jednoznacznie pobłażliwe. Punkt widzenia pewnych środowisk jest ciągle nieubłaganie potępiający, nietolerancyjny, pozbawiony cienia zrozumienia. Kameralny spektakl został bardzo starannie zainscenizowany przez Małgorzatę Bogajewską. Powściągliwa, dokonana z dużą wrażliwością reżyseria wydobywa z postaci scenicznych ich sta- ny emocjonalne. Początkowy szok i niedowierzanie, gwałtowne obwinianie i  totalnie niezrozumienie, stopniowo ustępują, da- jąc miejsce pogodzeniu z  faktami. Z  faktami, ale czy również z osobami? Tego reżyser, zgodnie z intencją autora, nie zdradza i nawet nie sugeruje. Tak jak Modzelewski, Bogajewska pozosta- wia widza z koniecznością uzupełnienia utworu – uzupełnienia go za pomocą własnej inteligencji, wiedzy, a przede wszystkim wrażliwości. Wśród aktorów dominuje Edyta Olszówka. Jej Dorota jest gwałtowna, żywiołowa, silnie emocjonalna. Emocje sterują jej ruchami, głosem, kiedy rzuca się na niewiernego męża i  nie- mal go bije, kiedy pełnym zranionego egoizmu tonem wyznaje z pretensją „kochałam cię”. Czas przeszły, teraz już nie kocha? Zgodnie z  intencją autora ona sama tego nie wie. A  dlaczego „egoizmu”? W  swoim początkowym podejściu do problemu męża Dorota zdaje się nie rozumieć prostej prawdy, że kochać kogoś to akceptować go takim jaki jest. Może ona tak naprawdę kochała tylko siebie? A może jednak i jego? Może po tym, co usłyszała, jednak zdoła „znowu” go pokochać? Psychologiczna 24 złożoność „Dotyku” i  obraz komplikacji w  relacjach między osobami to dawka jaka starczyłaby na trzyaktowy dramat, ale Modzelewski zawarł go w  jednoaktówce, sztuce kameralnej, prostej, stosunkowo krótkiej. Przy takiej kondensacji napięcia i emocjonalności nic dziwnego, że utwór aż eksploduje od uczuć, zwłaszcza w postaci kreowanej przez Olszówkę. Ale nie tylko. Trzech mężczyzn, pozostałych bohaterów sztuki, wyraża po swojemu osobowości bohaterów. Nie tak dynamicznie jak Doro- ta, ale nie mniej przejmująco. Grają bardziej swoimi wnętrzami, są bardziej wyciszeni, nie tak krzykliwi i hałaśliwi. Bo problemy postaci Modzelewskiego można wyrażać na różne sposoby. Męża Doroty, Roberta, zagrał Szymon Bobrowski. W  ojca i syna wcielili się Sylwester Maciejewski i Krzysztof Szczerbiń- ski. Oszczędną, wręcz ascetyczną scenografię, znakomicie ko- respondującą z nastrojem utworu i polem działania bohaterów, zaprojektowała Iza Toroniewicz. TEATR POMAGA CZŁOWIEKOWI Rozmowa z Edytą Olszówką – Oglądamy panią w jednej z głównych ról w polskiej sztuce „Dotyk” w Teatrze Powszechnym. Czy może pani przybliżyć naszym Czytelnikom, którzy nie widzieli jeszcze „Dotyku”, ten utwór oraz swoją rolę? – Jest to sztuka o miłości, tolerancji, wolności, braku komu- nikacji między ludźmi, o  kłamstwie i  szukaniu prawdy. Moja bohaterka – Dorota – to mama siedmioletniego syna i  bardzo szczęśliwa żona, współtworząca nieźle prosperującą machinę pod tytułem małżeństwo. Pewnego dnia okazuje się, że mąż Apetyt na Melpomenę Twarzą w twarz 25 od dwóch lat prowadzi podwójne życie. Jest homoseksualistą. W sztuce są dwa wątki. Jeden to relacja rozgrywająca się pomię- dzy mężem i żoną, a drugi pomiędzy ojcem i synem. Sztuka jest świetnie napisana, a jej autorem jest Marek Modzelewski, który już zadebiutował „Koronacją” wystawianą w  Laboratorium Teatru Narodowego. – Czy postać z „Dotyku” nawiązuje do pani wcześniejszych ról teatralnych? – Dorota to postać dojrzała, kobieta mająca już za sobą pewne doświadczenie jako matka i jako żona. A jeśli chodzi o złożo- ność psychologiczną tej roli to przecież każde życie jest pewną złożonością psychologiczną, tak jak każdy człowiek. Wszystko zależy od naszej wrażliwości i  naszych własnych doświadczeń życiowych, od tego na ile w coś głębiej wejdziemy i co z tego wygrzebiemy. Każdą rolę można potraktować jednowymiarowo i powierzchownie, z każdej można wydobyć jakąś ukrytą, głęb- szą prawdę. – Sztuka weszła na małą scenę Teatru Powszechnego – Garaż Poffszechny. Czy nie jest to w jakimś sensie wyzwanie zarówno dla pani, jak i dla reszty zespołu? – Owszem. Jest to wielkie, przedziwne i ryzykowne wyzwa- nie, dlatego że ta scena ma mniej więcej dwa metry na trzy, a widz siedzi ode mnie o niecały metr, jest na wyciągnięcie ręki. W pewien sposób bierze aktywny udział w eksperymencie roz- grywającym się na jego oczach. Naszym pragnieniem jest, żeby „Dotyk” dotknął widza. – Rodzaj psychodramy? – W jakimś stopniu tak. Bohaterom rozwala się świat, rozwala się życie. Pojawia się pytanie – czy na tych zgliszczach narodzi się coś na nowo, czy może trzeba będzie iść w przeciwnych kie- runkach i szukać swojej drogi. – Jest to utwór współczesnego autora polskiego, co nie zda- rza się zbyt często w  naszych teatrach, nie licząc klasyków 26 oraz dramaturgów o  uznanych nazwiskach jak Mrożek czy Głowacki. Nie miała pani obaw przed zagraniem w  sztuce mało znanego autora? – Nie. To wielkie i wspaniałe, że Marek Modzelewski, lekarz radiolog, pracujący czynnie w  tym zawodzie, potrafi pisać tak fantastyczne sztuki sceniczne. – Była pani kilkakrotnie nominowana do nagrody War- szawskiego Feliksa. Czy nie spodziewa się pani, że otrzyma tę nagrodę właśnie za rolę w „Dotyku”? – Nigdy nie myślę o nagrodach, bo o tym nie należy myśleć. Nie na tym opiera się sens naszej pracy. Aktor powinien po- magać człowiekowi poznawać jego wnętrze – powinien służyć dobru i pięknu. Jeżeli choć jeden człowiek na widowni poczuje się lepiej, coś zrozumie, wzruszy się – to o to chodzi. To ma dla mnie sens. Brawa, nagrody są mile, ale nie najważniejsze. – Ale to jest sens związany z  teatrem, a  pani gra także w filmie i serialach telewizyjnych. Czym różni się praca w tak różnych formach artystycznego przekazu? – W teatrze jest czas żeby dojrzewać, żeby wrastać w rolę. Po- pularność telewizyjna a uprawianie tego zawodu w teatrze to są dwie zupełnie różne historie. Bywa, że nie trzeba być wspania- łym aktorem, mało tego – w ogóle nie trzeba być aktorem, żeby zdobyć popularność telewizyjną. – Jak w „Big Brotherze”? – A w teatrze bez tego ani rusz. – Co daje pani rola w serialu „Samo życie”, kreowana już od kilku lat? – Skończyłam łódzką szkołę filmową i nie ukrywam, że ko- cham pracę z kamerą. Kiedy nie mam takiej możliwości bardzo tęsknię. Serial daje bardzo przyjemną popularność i środki do życia. Jeżeli podchodzi się do pracy uczciwie, to daje ona sporo satysfakcji. Niedawno przyszła do teatru pani, która była już po pięćdziesiątce. Przyszła na „Kształt rzeczy” tylko po to, żeby Apetyt na Melpomenę Twarzą w twarz 27 mnie zobaczyć, bo ogląda mnie w  „Samym życiu”. Mieszka w Warszawie, ale zjawiła się w teatrze po raz pierwszy w życiu. I to jest sukces. Serial otwiera na teatr, a na teatr nigdy nie jest za późno. – Jaką rolę, pani zdaniem, spełnia teatr, oprócz swego czy- sto estetycznego przekazu? – Teatr jest sztuką czasu teraźniejszego. Pozwala dotknąć tego, co jest niedotykalne. Jest miejscem magicznym. Dla mnie to świątynia sztuki, w  której człowiek dochodzi do pewnych refleksji, rachunku sumienia, wzruszenia, oczyszczenia i radości życia. – Dziękuję bardzo za rozmowę. 28 Apetyt na Melpomenę Pluskwy TEATR POWSZECHNY – DUŻA SCENA. FIODOR SOŁOGUB: „MAŁY BIES”. PRZEKŁAD: RENE ŚLIWOWSKI. REŻYSERIA: REMIGIUSZ BRZYK. ADAPTACJA: MICHAŁ WALCZAK. SCENOGRAFIA: MIKOŁAJ MALESZA. MUZYKA: JACEK GRUDZIEŃ. PREMIERA: 23 PAŹDZIERNIKA 2005 ROKU. Powieść Fiodora Sołoguba „Mały bies” powstała w 1907 roku, a jej autor był wówczas znanym rosyjskim poetą, nowelistą i powieściopisarzem. Wydana w Polsce w 1972 roku, dwadzieścia lat temu doczekała się inscenizacji na krakowskiej scenie Teatru im. Słowackiego, a nieco później także wersji telewizyjnej. Akcja utworu rozgrywa się w  prowincjonalnym mieście jednej z  zapyziałych guberni imperium carskiego, a  głównym bohaterem jest Ardalion Pieriedonow, nauczyciel mieszkający razem z siostrą w wynajmowanym mieszkaniu. Jest szarym, nie- ciekawym człowieczkiem, tytułowym „Małym biesem”, którego ponura, pozbawiona perspektyw wegetacja i nieciekawe otoczenie przyprawiają o postępującą paranoję. Pieriedonow marzy o posa- dzie wizytatora, roi sobie, że nadaje się znakomicie do pełnienia tej funkcji i ma ku temu realne szanse, ale w ziszczeniu marzeń przeszkadzają mu knowania podłych współobywateli, nędznych „pluskiew”. Staje się podejrzliwy i  przesadnie czujny. Robi się coraz bardziej agresywny. Wszędzie dopatruje się wrogów, knuje intrygi przeciwko Bogu ducha winnym ludziom, znęca się nad uczniami, oczernia kolegów i przełożonych. Węszy szpiegów i boi się otrucia. Paranoja zbiera w końcu okrutne żniwo: nauczyciel zabija „pluskwę”, czyli swojego jedynego przyjaciela.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Apetyt na Melpomenę
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: