Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00244 008777 15550761 na godz. na dobę w sumie
Armia cesarza II - ebook/epub
Armia cesarza II - ebook/epub
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Złote Myśli Język publikacji: polski
ISBN: 9788377018309 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Co mają wspólnego wódz armii oraz bitwy z finansami i rozwojem osobistym? Niby nic, ale jednak okazuje się, że bardzo wiele. Dalsza część przygód młodego dowódcy, którego losy z zapartym tchem śledzili Czytelnicy, przed Tobą.

'Lepszej książki o finansach i rynku walutowym nie czytałem w życiu! Rewelacja, rewelacja i jeszcze raz rewelacja, świetny pomysł, świetna fabuła, świetne nawiązanie i świetne skojarzenia czytającego w trakcie lektury! [...]' - jedna z opinii o publikacji 'Armia cesarza'.

Dzięki publikacji 'Armia cesarza. Wielka podróż' dowiesz się m.in., jak negocjować, co jest ważne w ataku i jak zachować w najtrudniejszych sytuacjach, nie tylko na polu bitwy.

O autorze:

Daniel Wilczek - autor czterech książek: Finansowy geniusz, Armia cesarza I, Armia cesarza II oraz Finansowa twierdza.

Jak mawia:

'Książki są zwierciadłem duszy i najlepiej to widać na przykładzie Armii Cesarza, bo od poziomu rozwoju mentalnego i dojrzałości czytelnika zależy to, jaką wiedzę wyciągnie i czy odkryje wszystkie zawarte w niej wskazówki'.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:



Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej... © Copyright by Złote Myśli Daniel Wilczek, rok 2013 Autor: Daniel Wilczek Tytuł: Armia Cesarza. Wielka podróż Wydanie I ISBN: 978–83–7701–830–9 Projekt okładki: Janusz Skierkowski Redakcja: Magdalena Kosek, Sylwia Fortuna Skład: Magda Wasilewska Wydawnictwo Złote Myśli sp. z o.o. 44–117 Gliwice ul. Toszecka 102 www.ZloteMysli.pl e-mail: kontakt@zlotemysli.pl Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Niniejsza publikacja, ani żadna jej część, nie może być kopiowana, ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana, powielana, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Spis tresci Opinie...............................................................................................7 Podziękowania ..............................................................................12 Od autora .......................................................................................14 Wstęp .............................................................................................17 Część pierwsza Zwój dowodzenia • Finansowa sprawiedliwość ......................23 Zwój dowodzenia • Mistrz negocjacji .......................................35 Zwój dowodzenia • Siła przywództwa ......................................43 Zwój dowodzenia • Przeznaczenie? ..........................................51 Zwój dowodzenia • Istota zarządzania .....................................61 Zwój dowodzenia • Zachowanie zimnej krwi ..........................69 Zwój dowodzenia • Podejmowanie skalkulowanego ryzyka .........................................................81 Część druga Zwój dowodzenia • Gotowość na nieprzewidziane okoliczności ...............................................87 Zwój dowodzenia • Podejmowanie trudnych decyzji .............97 Zwój dowodzenia • Podjęcie wyzwania rzucanego przez „los” ...............................................101 Zwój dowodzenia • Elastyczność w planowaniu...................109 Część trzecia Zwój dowodzenia • Niezłomna postawa dowódcy...............125 Zwój dowodzenia • Odpowiedni dobór wspólników...........131 Zwój dowodzenia • Dalekowzroczność i opanowanie chciwości ..................................................135 Zwój dowodzenia • Wsparcie ...................................................153 I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII XIII XIV XV XVI XVII Zwój dowodzenia • Odpowiedzialność spoczywa Zwój dowodzenia • Znajomość ludzkiej psychiki .................161 na dowódcy .............................................167 XVIII Zwój dowodzenia • Przezwyciężanie chwil zwątpienia ........173 XIX Zwój dowodzenia • Nagrodzona wytrwałość ........................179 Część czwarta XX XXI Zwój dowodzenia • Upór aż do końca ...................................185 Zwój dowodzenia • Budowanie systemów i inwestycja w swoich ludzi .........................................191 XXII Zwój dowodzenia • Zwiad sytuacji przeciwnika ...................201 XXIII Zwój dowodzenia • Radzenie sobie z problemami ...............207 XXIV Zwój dowodzenia • Sztuka pozyskiwania partnerów ...........221 XXV Zwój dowodzenia • Modyfikacja planów na bieżąco ............245 XXVI Zwój dowodzenia • Efektywne wykorzystanie własnych zasobów ..................................259 Część piąta XXVII Zwój dowodzenia • Wielki początek .......................................271 XXVIII Zwój dowodzenia • Działanie zgodnie z planem ..................275 XXIX Zwój dowodzenia • Umiejętne budowanie wizerunku .........279 XXX Zwój dowodzenia • Wykorzystanie okazji na swoją korzyść .....................................283 XXXI Zwój dowodzenia • Uważaj na pułapki ..................................295 XXXII Zwój dowodzenia • Taktyczne wycofanie ..............................303 XXXIII Zwój dowodzenia • Nigdy się nie poddawaj! .........................309 XXXIV Zwój dowodzenia • Samoopanowanie i zachowanie zdrowego rozsądku ................................313 XXXV Zwój dowodzenia • Wielka bitwa ............................................317 Epilog ...........................................................................................329 Zakończenie ................................................................................333 Kto co powiedział ......................................................................334 |5 Skuteczne zarządzanie wymaga wkalkulowania również „przyszłości, która już się wydarzyła”. V Zwój dowodzenia Istota zarzadzania stoczni. Wraz z Mistrzem skierowaliście swe kroki w kierunku — Dobrze, mój przyjacielu, a teraz zapraszam cię do naszej stoczni. Prace idą pełną parą, już niebawem będziemy w pełni gotowi do wyprawy — razem z Nistrethem skierowaliście się w dół uliczki, gdzie znajdowało się wejście do portowej stoczni. Wszedłeś do wielkiego budynku zaraz za swoim mento- rem. Twoim oczom ukazała się wielka hala. Wszystko było do- skonale zorganizowane. To tutaj powstawały wasze przyszłe galeony. Gdy sprawdziłeś, że wszystko idzie zgodnie z planem, powiedziałeś Nistrethowi, że masz zamiar odwiedzić jeszcze Edgera. Okazało się, że Mistrz chętnie wybierze się razem z tobą. Skierowaliście się więc do wielkiego magazynu, który znajdował się blisko portu. Gdy doszliście na miejsce, zoba- czyłeś okazały budynek, wysoki na jakieś dziesięć, a szeroki na co najmniej trzydzieści metrów. Już sam wygląd zewnętrzny 61 Daniel Wilczek tego budynku wskazywał, iż jego zarządca jest niezwykle skru- pulatny i zwraca uwagę na wszelkie szczegóły, które normalnie umykają naszej uwadze. Wybrukowana ścieżka, która prowa- dziła od drogi głównej do magazynu, była szeroka tylko na tyle, aby jednocześnie mogły mijać się dwie osoby. Nie węższa, żeby nie tworzyć tłoku, i nie szersza, by nie marnować kamieni. Weszliście do środka. Ludzie pracowali niczym mrówki. Każdy wiedział, czym ma się zająć, nikt nikomu nie przeszkadzał, nikt niepotrzebnie nie marnował czasu, każdy skupiał się na swojej pracy. Ścieżki, którymi poruszali się pracownicy, były wąskie, tak aby można było po prostu przedostać się do danej części magazynu, a jednocześnie nie było ciasno, co powodowałoby z kolei utratę cennego czasu, który byłby marnowany na cze- kanie. Pracownicy poruszali się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Rozpoczynali od wejścia lewym skrzydłem wielkich wrót, następnie kierowali się ścieżką wzdłuż rzędów skrzyń, których kategorie były rozdzielone liną. I tak szli wraz ze swo- ją skrzynią, aż docierali do odpowiedniej kategorii. Odkłada- li swoją skrzynię równiutko na poprzednią lub obok, jeśli nie było już miejsca wzwyż, i uwaga — nie zawracali tak po prostu do wyjścia, tylko kierowali się dalej ścieżką, aż ta w końcu do- prowadzała ich do prawego skrzydła wrót. W środku panował niezwykły porządek. Skrzynie ułożone były równo obok siebie tak, aby nie marnować ani skrawka powierzchni magazynowej. Każda miała w prawym górnym rogu przyklejoną kartę z czy- telną nazwą towaru, który zawierała, aby bez problemu i przede wszystkim szybko można było ją zidentyfikować. To się nazy- wa organizacja pracy! Gdy tak przechadzaliście się wzdłuż jed- nej z wyznaczonych ścieżek, nawet nie zauważyłeś, że jednym 62 Armia Cesarza. Wielka podróz z ludzi, którzy ustawiali skrzynie, był poszukiwany przez was Edger. Gdy go minęliście, wasz przyjaciel wstał, szybko was dogonił, położył wam ręce na ramionach i zawołał wesoło, próbując przekrzyczeć harmider panujący wewnątrz: — Witajcie! Jak to miło was znowu widzieć! Obróciliście się zaskoczeni przeoczeniem po drodze swego przyjaciela. — Edgerze, spodziewałem się zastać cię przy pracy gdzieś przy jakimś stoliku we własnym pokoju, a nie tutaj w samym centrum — odpowiedziałeś pogodnie. — Muszę przyznać, przyjacielu, że zawsze podobała mi się twoja pracowitość, twoi podwładni muszą być zachwyceni, mając takiego zarządcę! — dodał z podziwem Nistreth. — Och, dziękuję wam, moi drodzy. Po prostu lubię dobrze wywiązywać się z pracy dla naszego Cesarza. A dzięki temu, że tu jestem, mogę nadzorować wszelkie prace, pilnować po- rządku i służyć radą lub wszelką inną pomocą moim pracowni- kom. Uwielbiam, gdy wszystko działa jak w zegarku — Edger z podekscytowaniem zaczął zacierać ręce — ale moi drodzy, nie będziemy się tutaj nawzajem przekrzykiwać, bo niedługo ogłuchniemy do reszty. Proszę, pozwólcie za mną — zaopa- trzeniowiec zaczął was prowadzić do swojego pokoju. W dro- dze myślałeś o tym, jak to dobrze, że są tacy ludzie jak Edger, którym można powierzyć całą pracę i nie martwić się o jej nadzorowanie, ponieważ potrafią tak sprawnie zająć się orga- nizacją zleconego zadania, które z twojego punktu widzenia wydaje się niezbyt interesujące. Gdy już zajęliście miejsca przy stoliku, Edger spytał rado- śnie: 63 Daniel Wilczek — To panowie, zgodnie z naszym zwyczajem, po kufelku trunku mojej własnej roboty? — Przyjacielu, tobie nigdy nie odmówimy! — odparłeś i cała wasza trójka zaczęła się wesoło śmiać. W końcu, gdy wszyscy siedzieliście wygodnie na kuferkach z pełnymi kufel- kami w rękach, Nistreth przeszedł do meritum sprawy, która was tutaj sprowadziła: — Edgerze przyjemnie było pokazać naszemu władcy Irylii twoją niezwykle sprawną organizację pracy w magazynie, co już nieraz miałem okazję podziwiać, ale jak wiemy, czeka nas nie- długo wojna i twoje zadanie zgromadzenia zapasów jest dla nas ogromnie ważne. Wiem także, że z powodu suszy mogłeś mieć kłopoty z dostawą pewnych surowców. Czy udało ci się w więk- szości zgromadzić to, co jest nam tak niezmiernie potrzebne? — spytał Mistrz z nieskrywanym niepokojem w głosie. — Mistrzu, masz rację, susza to nasze przekleństwo, zwłasz- cza teraz, ale nie mogłem w takim wypadku załamywać rąk. Z tych naszych tegorocznych zbiorów nie byłbym w stanie za- opatrzyć nawet połowy naszej armii, nie wspominając o tym, że i my, którzy tutaj pozostaniemy, musielibyśmy również coś jeść. Z tego powodu przeliczyłem, jak dużą ilością towarów nieko- niecznie nam niezbędnych dysponujemy i okazało się, że jest tego kilkaset ton. Wysłałem więc moich posłańców, aby odwie- dzili okoliczne prowincje i sprawdzili, czego im potrzeba oraz czy w drodze barteru byliby gotowi wymienić się z nami na to, co nam jest bardzo potrzebne. Na szczęście prowincje daleko na północ od naszego cesarstwa nie ucierpiały przez susze tak, jak nasze ziemie. Do tego chętnie chcieli kupić to, co mieliśmy do zbycia. Wymiana doszła do skutku. Następnie kraje na dalekim 64 Armia Cesarza. Wielka podróz wschodzie. W tych krainach susza dała o sobie znać, jednak nie było to problemem dla tamtejszej ludności, ponieważ mieli za- chowane spore nadwyżki z poprzednich zbiorów i handlu przed okresem suszy. Można powiedzieć, że przypadkiem przygoto- wali się na nią. A gdy nasz posłaniec oznajmił, że szykujemy się na wojnę z Perkelami, ich władca, który miał osobisty za- targ z tym ludem, wydał rozkaz, aby sprzedać tyle potrzebnych nam towarów, ile tylko mogą bez uszczerbku dla jego ludu. Moi posłańcy odwiedzili także prowincje na zachodnim wybrzeżu. Tam mieli dużo towarów przez nas pożądanych, jednak nie po- trzebowali tych, które my moglibyśmy oddać w zamian za np. potrzebne nam zboże. Jednak po dłuższej rozmowie okazało się, że mogą nam jakoś pomóc, bo mają dobrą flotę handlową i sprzedają swoje towary krajom, do których nam jest za dale- ko, żeby handel z nimi był opłacalny. Tak więc rozpoczęliśmy współpracę. Zgodzili się wydać nam potrzebne towary, jeszcze zanim spieniężą te otrzymane od nas. I w ten oto sposób wyeli- minowałem problem suszy — Edger z dumą założył ręce. Razem z Nistrethem nie mogliście wyjść z podziwu dla ge- niuszu tego pozornie prostego, niewielkiego człowieczka. — Edgerze, spisałeś się na medal! Czyli, jak dobrze rozu- miem, dostawy w pełni wystarczą na wyżywienie naszej armii oraz dla ludności? — chciałeś się upewnić. — W zupełności! Czekamy jeszcze na dwa tabory z mię- sem i rybami. Ale całą resztę możemy już dziś zacząć znosić do ładowni statków — odpowiedział dumnie Edger. Nistreth spojrzał za okno i po wysokości słońca nad ho- ryzontem uznał, że jest już południe, a wiedział, że obowiązki w porcie go wzywają, dlatego też stwierdził: 65 Daniel Wilczek — Edgerze, na nas już pora. Bardzo, ale to bardzo dzięku- jemy ci za to wszystko, co robisz dla naszego cesarstwa. — Mistrzu, bardzo dziękuję, ale muszę dodać, że nie było- by to możliwe, gdybym nie miał tak dobrych, bystrych i zaufa- nych ludzi. Organizacja i nadzorowanie ich pracy to dla mnie prawdziwa przyjemność — odpowiedział zaopatrzeniowiec. Nistreth obrócił się w twoją stronę i głośno powiedział do ciebie, choć było to skierowane do całej waszej trójki: — Geniusz! Mówiłem ci, że to jest prawdziwy geniusz i do tego jaki skromny! Śmiejąc się, zaczęliście pomału kierować się w stronę wyj- ścia. Gdy byliście już na zewnątrz, Edger pomachał wam jesz- cze i zaraz zniknął w magazynie. |6 Samokontrola emocjonalna jest kręgosłupem twojej osobowości. Bez niej każdy twój projekt upadnie pod naporem pierwszych nieprzewidzianych okoliczności. VI Zwój dowodzenia Zachowanie zimnej krwi Korzystając z pięknego i słonecznego dnia postanowiłeś towarzyszyć swojemu mentorowi w drodze na spotka- nie z urzędnikiem cesarskim. Przechadzaliście się kamieni- stym nadbrzeżem, wdychając orzeźwiającą bryzę i wpatrując w ciemnoniebieskie morze, od którego odbijał się blask słoń- ca. W pierwszym momencie myślałeś, że to złudzenie, jednak gdy przetarłeś oczy, zdałeś sobie sprawę, że się nie myliłeś. Dodatkowo twoje obawy potwierdzili biegnący z krzykiem okoliczni ludzie. — Co to? Jak to? Mój piękny statek cały w płomieniach? Czyż to sabotaż tych upiornych Perkeli? — Mistrz stał jak oniemiały, wpatrując się w buchający ogień w oddali. Ty jednak w ogóle nie słuchałeś Mistrza, tylko intuicyjnie zacząłeś biec w stronę płonącego statku. Gdy znalazłeś się dwa metry od niego, twój umysł zarejestrował jedynie obecność kilku płaczą- cych i wołających o pomoc kobiet oraz głos dziecka: 69 Daniel Wilczek — Mamo… mamusiu… to nasza… nasza wina… — Ale gdzie jest Georgius?! — krzyczała jedna z kobiet. — On… tam… on jest… on został… płomienie… Działałeś jak gdyby poza swoją świadomością. Po tym, co usłyszałeś, twoja intuicja poprowadziła cię prosto do wnę- trza statku, wprost do rozpętanego tam piekła… Do tej pory wszystko działo się jak gdyby poza tobą, ale pierwsze pło- mienie, które zdołały dosięgnąć twojej koszuli, wyrwały cię z amoku i zdałeś sobie sprawę, że jesteś w strasznych tarapa- tach. Stałeś przed wielką ścianą ognia, za którą znajdowało się dziecko, którego życie zależało teraz tylko i wyłącznie od ciebie. Słyszałeś jego głośny płacz pomieszany z krzykiem, nie wiedziałeś, czy jest on spowodowany bólem czy tylko strachem. Oby to drugie — pomyślałeś. Ogień znalazł bardzo po- datny materiał pod to, aby bez problemu móc się rozprze- strzeniać i z każdą chwilą temperatura szalenie wzrastała. Miałeś niewiele czasu. Strach? Z pewnością. Lecz w końcu przeszedłeś kiedyś przez podobny labirynt, więc miałeś na- dzieję, że i teraz sobie poradzisz. Mimo że wszystko działo się tak szybko, zachowałeś zimną krew. Nie rzuciłeś się od razu w stronę ognia, lecz wycofałeś ze statku na nadbrze- że. Poszukałeś wzrokiem pożądanej rzeczy. Jest! Chwyciłeś szybko wiaderko z wodą i polałeś nią całego siebie, aby był z ciebie jakiś pożytek. Następnie wróciłeś na statek. Wydałeś z siebie donośny okrzyk bojowy, aby dodać sobie animuszu i rzuciłeś się w jego głąb. Nistreth w tym czasie biegł jak tylko potrafił najszybciej w kierunku miejsca katastrofy, ale zważając na jego niemło- 70 Armia Cesarza. Wielka podróz dy już wiek, nie miał szans cię tak szybko dogonić. Mimo iż dzieliła was pewna odległość, usłyszał twój okrzyk. Gdy tylko znalazł się dziesięć metrów od pożaru, zdążył jedynie dostrzec skrawek twojej koszuli, która zaraz zniknęła we wnętrzu statku. — Na Boga, mój synu, obyś wyszedł z tego cało — wy- szeptał do siebie cicho, strasznie dysząc. W środku płomienie znajdowały dla siebie coraz to nowe obszary i z każdą chwilą miałeś coraz mniej pola do manew- ru. Czułeś niepokój w związku ze swoim położeniem. Ściany ognia otaczały cię z każdej strony. Dobrze — pomyślałeś — nie mogę jak wariat biec na oślep, tak niczego nie wskóram. Muszę szukać miejsc, którymi mógł- bym przedostać się dalej. W porządku, gdzie teraz? — stanąłeś przed rozwidleniem. Mogłeś wybrać jedną z trzech wnęk i po- dążyć dalej. Znałeś w miarę dobrze rozlokowanie pomieszczeń w statkach, miałeś nadzieję, że układ sal i w tym nie odbiega od standardu. Błyskawicznie przypomniałeś sobie wnętrze znanego ci statku i podjąłeś szybką decyzję, wierząc, iż właz po lewej stro- nie doprowadzi cię pod pokład. Płomienie buchnęły ci prosto w twarz. Gdy ogarnąłeś się nieco, dostrzegłeś wąski korytarz wolny od ognia. Od razu rzuciłeś się w jego stronę, gdy wtem z góry niespodziewanie spadła na ciebie paląca się belka. Od- skoczyłeś natychmiast. Tylko przez ułamek sekundy zdawałeś sobie sprawę, jak bardzo od tego uderzenia zabolała cię głowa, ale nie było teraz na to czasu. Ruszyłeś dalej, stopniowo wcho- dziłeś coraz głębiej i głębiej. Z obawy spoglądałeś co jakiś czas w górę, aby wypatrzyć ewentualne zagrożenie. Trzaskające 71 Daniel Wilczek płomienie wprawiały cię w nerwowość, pomału brakowało ci powietrza, czułeś bolesną suchość w gardle, a do tego dym niemiłosiernie drażnił twoje nozdrza. Zdawałeś sobie sprawę z tego, że masz tak mało czasu, nie wiedziałeś jednak którędy dostać się dalej, gdyż każda droga, którą obrałeś, sekundę po tym stawała się niedostępna. Ogień złośliwie zagradzał ci każ- de przejście, a czas uciekał… Jak tak dalej pójdzie, to nawet jeśli ten dzieciak zdołał uchronić się przed ogniem, to zanim do niego dotrę, udusi się przez ten dym — pomyślałeś, wpadając w furię. Nie wiedziałeś dokładnie, w którym momencie przestałeś słyszeć krzyk dziecka, ale w tej chwili zupełnie świadomie zda- łeś sobie sprawę, że oprócz trzasku ognia panuje tu zupełna cisza. Ogarnęło cię dzikie przerażenie. Czegoś takiego dawno nie czułeś. Zawiodłem? — pomyślałeś z trwogą w sercu. Ja — ry- cerz, Sartorianin, jedyny ratunek tej bezbronnej istoty, spóź- niłem się? Poczułeś się onieśmielony boskim żywiołem. Mogłeś wal- czyć z ludźmi, wyżynać wroga za wrogiem, nie bałeś się nawet sytuacji, gdy stawałeś przed przeciwnikiem mającym ogromną przewagę, zawsze przecież mogłeś zdać się na swoje umiejęt- ności. A tutaj? Nie było rycerza, z którym mógłbyś się zmie- rzyć. Tylko nieokreślony żywioł, który miał nad tobą wielką przewagę. Mogłeś być najlepiej wyszkolonym wojownikiem, posiadać najlepsze uzbrojenie, odwagę i siłę, lecz to wszystko w takiej sytuacji nie miało większego znaczenia. Poczułeś się… taki mały… W twoje serce wkradła się bo- jaźń przed tym, że czasem zdarzają się takie sytuacje, w których 72 Armia Cesarza. Wielka podróz możesz nie mieć wpływu na los… Mimo wszystko przedzie- rałeś się dalej przez tumany dymu i ściany buchającego ognia. Wciąż nie było słychać malca. Liczyłeś się z tym, że być może zaraz się okaże, iż jest już za późno i całe twoje cierpienie pój- dzie na marne, ale postanowiłeś, że póki definitywnie się o tym nie przekonasz, nie odpuścisz! Szedłeś więc dalej. Nagle poczułeś piekący ból w prawym barku. Rozdarłeś swoją koszulę o wystającą deskę, a ogień sparzył twoje ciało, zdążyłeś tylko szybko zobaczyć paskudną czerwoną ranę, jednak postanowiłeś nie zważać na to i posu- wałeś się coraz bardziej w głąb. Jakieś półtora metra przed sobą zobaczyłeś właz, to znaczy coś, co kiedyś pełniło taką rolę, a przed nimi palące się malutkie, dziecięce, metalowo- drewniane statki. To musi być tutaj. Wystarczy, że dotrę do tej kajuty — pomyślałeś prędko z nadzieją. Poczułeś ogromny przypływ siły i mimo wielkich płomieni, które znajdowały się po twojej prawej stronie, rzuciłeś się jak szalony w stronę wej- ścia. W środku próbowałeś przeniknąć wzrokiem gęsty dym. Zaniepokojony wodziłeś wzrokiem po całym pomieszczeniu. Nigdzie ani śladu dziecka. Byłeś oszołomiony. Skoro nie ma go tutaj, to gdzie do licha ono może być?! — pytałeś wstrząśnięty sam siebie. A więc to wszystko na nic. Nie ma go. Za późno — pomy- ślałeś zrezygnowany. A jeśli jest w innej kajucie? Może jeszcze żyje? Może nie krzyczy już, bo tak jak i mnie piecze go całe gardło? — zasta- nowiłeś się jednak. Ale przecież wszystko wokół płonie, nie słychać już nawet jego płaczu. Zapewne nie ma już szans na jego ratunek, a ja 73 Daniel Wilczek jeszcze mogę się stąd wydostać żywy, choć nie zostało mi już zbyt wiele czasu — targały tobą wątpliwości. Co ze mnie za rycerz?! Czy ja śmiem nazywać się Sartoria- ninem?! Chcę zrezygnować, mimo że jest szansa? Toż to hań- ba! — poczułeś się zażenowany własną postawą. Nie wyjdę stąd, dopóki nie odnajdę malucha — powiedzia- łeś sam do siebie — … lub nie zobaczę jego ciała… — doda- łeś, bojąc się nawet myśleć, że ta druga ewentualność mogłaby się ziścić. Wydostałeś się z pierwszej kajuty i ruszyłeś w stronę ko- lejnej. Płomienie zaczęły palić twoje włosy, jednak szybko zdołałeś sobie z tym poradzić. Zajrzałeś do wnętrza drugiej kajuty. Wszystkie rzeczy, które się w niej znajdowały, płonę- ły. Ani śladu dziecka. Cofnąłeś się, przetarłeś rękawem twarz, od oparów bowiem przestałeś cokolwiek widzieć. Jednak ta chwilowa utrata kontaktu wzrokowego z otoczeniem okazała się tragicznym błędem. W momencie gdy odsłaniałeś swoją twarz, zdążyłeś tylko zarejestrować, jak boczne bele drewna, które tworzyły kiedyś ścianę, przewracają się na ciebie. Potem zapadła ciemność. Nistreth czekał na zewnątrz i z każdą chwilą stawał się coraz bardziej niecierpliwy. Zdawał sobie dobrze sprawę, że od momentu twojego wejścia do środka nie minęło nawet pięć minut, ale teraz każda kolejna sekunda wydawała mu się wiecznością. Próbował jakoś wytrzymać te chwile niepokoju i podjął się rozmowy z płaczącymi kobietami oraz chłop- cem, który wybiegł ze statku i jak się okazało, był towarzy- szem zabaw drugiego malca, którego los był teraz w twoich rękach. 74 Armia Cesarza. Wielka podróz Chłopiec był tak bardzo przerażony, że nie potrafił złożyć porządnie ani jednego zdania, jednak Mistrz wydobył z tego bełkotu taką oto informację: dwójka maluchów założyła się o to, któremu z nich jako pierwszemu uda się rozpalić ogień wyłącznie za pomocą siana oraz patyczków. Nieroztropnie bawili się na pokładzie i co prawda zabezpieczyli wiaderkiem wody, aby w razie czego szybko ugasić ogień, jednak pierwszy z chłopców był tak podekscytowany, gdy po wielu godzinach prób udało się mu wzniecić ogień, że przewrócił stojące nie- opodal wiaderko i cała woda została zmarnowana. Chłopcy postanowili więc zejść ze statku i napełnić je ponownie. Gdy znaleźli się znów na górze, zobaczyli, że ogień zajął już spo- rą powierzchnię pokładu. Postanowili więc uciekać, jednak w tym momencie przewróciła się płonąca belka drewna i za- grodziła im drogę ucieczki. Pobiegli więc po schodach w dół, pod pokład i szukali innego wyjścia. Bezskutecznie. W końcu ogień zaczął przedostawać się także do ich kryjówki. Panicz- nie szukali drogi ucieczki. Ostatecznie zgubili siebie nawzajem i jednemu udało się znaleźć wyjście, a los drugiego z malców pozostał nieznany. I tak z dziecięcej głupoty zrodziło się to straszne wido- wisko, na które Mistrz patrzył teraz ze strachem. Żywił jed- nak nadzieję, że zaraz będzie miał szczęście zobaczyć i ciebie, i chłopca żywych. Leżałeś nieprzytomny. Ogień zaczął bardzo niebezpiecznie zbliżać się do twojego ciała. Co chwilę coś małego i twardego spadało na ciebie, aż w końcu dostawszy tym czymś w głowę, ocknąłeś się. Mimo skrajnego wyczerpania, jakimś cudem wy- dostałeś się spod drewna, które cię przygniotło. Szybko przy- 75 Daniel Wilczek pomniałeś sobie, co się stało, potrząsnąłeś głową w obie stro- ny, aby przywrócić swoje zmysły i… nagle usłyszałeś dziecięcy krzyk: — Proszę pana! Tutaj! Jestem tutaj, tutaj, za tymi kuframi! Proszę, proszę, niech mi pan pomoże, chcę do mamy! — krzy- czał ostatkiem sił, próbując powstrzymać płacz. Szybko obejrzałeś się za siebie i zobaczyłeś, że wielkie ku- fry są w kajucie na wprost ciebie, ruszyłeś w tamtym kierun- ku, zasłoniłeś usta i nos rękawem, gdyż czułeś, że jeśli jeszcze przez chwilę będziesz wdychał to świństwo, to zaraz ponownie zemdlejesz. Przeskoczyłeś nad płonącym drewnem i dopadłeś stalowych kufrów. Za nimi zobaczyłeś ledwo żywego chłop- czyka. Wyciągnął swoje malutkie rączki w twoją stronę i spoj- rzał na ciebie przerażony. Ty podniosłeś go i kazałeś mocno przytulić do siebie tak, aby schował twarz. Podążyliście w kie- runku wyjścia. Drugiego wyjścia, bo to, którym tutaj wszedłeś, teraz było nie do przejścia, zwłaszcza z malcem na rękach. Nie wiesz nawet, jak to się stało, ale w końcu zobaczyłeś niebo, brukowaną ulicę, później kobietę biegnącą w twoim kierunku i odbierającą chłopca. Zdążyłeś tylko pomyśleć: „Udało się!”. I świat zawirował przed twoimi oczami. Na szczęście twój Mistrz był obok i razem z rybakiem zdą- żyli cię złapać i ułożyć na ziemi. — Wody! Szybko wody! — krzyczał Nistreth. Ludzie wo- kół zatroszczyli się o ciebie. Nie wiesz, ile minęło czasu, zanim się ocknąłeś. Gdy otworzyłeś oczy, pierwszym, kogo zobaczy- łeś, był twój Mistrz. Jego twarz w sekundę rozpromienił wielki uśmiech. Zauważyłeś także, że znajdujesz się w wielkim na- miocie, zdawało ci się, że to lazaret. 76 Armia Cesarza. Wielka podróz — Wiedziałem, że nas nie opuścisz! Spokojnie, teraz tylko oddychaj — Nistreth położył ci rękę na ramieniu. — Czy chłopiec… — chciałeś spytać. — Tak, mój przyjacielu, dzięki twojej odwadze żyje. Jest w namiocie obok. Tak jak i tobą zajął się nim już jeden z me- dyków — uspokoił cię Mistrz. — Przepraszam, czy można? — u progu namiotu zoba- czyłeś niewysoką, szczupłą kobietę o kasztanowych włosach i białej jak płatki lilii cerze. — Ależ proszę — twój mentor dał ręką znak, aby nie- wiasta podeszła. — Oto matka chłopca, któremu uratowałeś życie. — Dziękuję — odparła i zwróciła się do ciebie z troską w głosie. — Jak pan się czuje? — Dziękuję, chyba wracam do żywych. Tylko cały czas czuję niemiłosierny ból głowy — odpowiedziałeś, starając się zabrzmieć w miarę pogodnie. — Ach, to zapewne przez tę ścianę — dodała szybko ko- bieta. ne wydarzenia. — Ścianę? — spytałeś, próbując przypomnieć sobie minio- — Tak, mój synek opowiedział mi, że gdy pana zobaczył w oddali, nagle zawaliła się na pana ściana, która spowodowa- ła, iż stracił pan przytomność. — Straciłeś przytomność w tym piekle i żyjesz, mój przyja- cielu?! — odparł zdumiony Mistrz. — Tak… zdaje się, że pamiętam… wycierałem twarz… i nagle to straszne uderzenie… później ciemność… i dopiero te małe ukłucia… coś we mnie… 77 Daniel Wilczek — Monety — wyjaśniła — monety. Mój syn chciał jakoś pana obudzić, a bał się przejść przez ogień, więc wyciągnął to, co miał pod ręką w kufrach i zaczął rzucać. Pan wybaczy mu te guzy na pańskiej głowie… — dodała speszona. — Bogu dzięki! Gdyby nie te guzy, mogłoby go już tu z nami nie być! — dodał Nistreth i wszyscy zaczęliście się śmiać. W końcu kobieta postanowiła was pożegnać: — Muszę wracać do mojego synka. Chciałam panu bardzo podziękować. Jest pan najprawdziwszym bohaterem! Moja ro- dzina będzie panu dozgonnie wdzięczna, a w razie potrzeby chcielibyśmy panu służyć pomocą — ukłoniła się nisko i po- wolutku opuściła namiot. Wraz z Mistrzem milczeliście przez chwilę. W końcu odezwałeś się jako pierwszy: — Wiesz, Mistrzu, żywioł jest dużo trudniejszym rywalem niż nawet najsilniejszy na świecie rycerz — zwierzyłeś się. — Tak, mój przyjacielu, masz całkowitą rację — odparł ze zrozumieniem staruszek — czasem zdaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko nam, że jesteśmy tacy mali, że nie możemy nic na to poradzić. Jednak, jak widzisz, czasem, gdy myślimy, że los jest poza naszą władzą, to jednak zdarza się, że i my — nieboskie istoty — mamy jakiś wpływ na bieg spraw, nawet w najgorszych sytuacjach. Prawdziwą odwagą jest pod- jęcie się tej odpowiedzialności. |7 Każdy plan działania pociąga za sobą ryzyko i ma swoją cenę. Są one jednak o wiele mniejsze niż długotrwałe ryzyko i cena, jaką trzeba zapłacić za „wygodne” życie. VII Zwój dowodzenia Podejmowanie skalkulowanego ryzyka Po dwóch dniach pobytu w lazarecie czułeś się już na tyle dobrze, że postanowiłeś podziękować za troskliwą opiekę i zająć się przygotowaniami do wyprawy. Po pierwsze, miałeś spotkać się wreszcie z Elrysem, który zgodnie z planem miał już wraz z armią dotrzeć nad wybrzeże. Postanowiłeś udać się prosto w stronę portu i poczekać tam na swojego przyjaciela. Gdy tylko wyszedłeś z namiotu, zobaczyłeś wielkie porusze- nie wśród ludzi. Wszyscy krzątali się wokół. Spojrzałeś tylko w stronę bramy i już wiedziałeś! Zobaczyłeś Elrysa wraz ze swoimi pomocnikami, a za nimi podążała wasza wielka armia. Ludzie ustawili się równo w dwóch szpalerach i zgodnie z pra- dawnym zwyczajem pięknie powitali cesarską armię. Kobiety sypały płatki kwiatów pod nogi dzielnych wojowników, ludzie radośnie wiwatowali, niektórzy kiwali głowami na znak uzna- nia, z podziwem patrząc na tak ogromne i świetnie wyposażo- ne wojsko. Pobiegłeś prędko w stronę swego przyjaciela. 81 Daniel Wilczek — Elrysie! Nareszcie jesteście! — zakrzyknąłeś radośnie. — Tak, bohaterze! Słyszałem już o twoim wyczynie. Cieszę się, że jednak będziesz razem ze mną masakrował te perkelskie psy! — wódz poklepał cię z uznaniem po ramieniu. — Do- brze, a teraz zbierzmy całą armię na głównym placu. Zanim wyruszymy, mam zamiar porządnie do nich przemówić — El- rys uśmiechnął się szczerze. — Tak jest, wodzu! — odpowiedziałeś, żartobliwie salu- tując. Cała wasza armia, pięćset tysięcy rycerzy w cesarskich zbrojach, ustawionych równo w szeregach, robiła naprawdę imponujące wrażenie. Wszyscy wraz z tobą czekali na przemo- wę wodza Elrysa. Przed wami na tle spokojnego morza rozpo- ścierał się widok największego okrętu flagowego waszej floty. Był to okręt dowódców — twój i Elrysa. Zaplanowany zgod- nie z waszymi wytycznymi, teraz budził podziw i dumę. Jego kilkunastometrowe, równo ociosane maszty, miały do siebie przywiązane wielkie, białe, płócienne żagle, na których wid- niał herb cesarstwa Estarionu. Rufę okrętu zdobiła znana ci już z innych statków cesarskich głowa wilka, który w domyśle rzuca się na ofiarę. Dodatkowo na bokach statku misternie wy- rzeźbiono w drewnie artystyczne wzory oraz pomalowano je na czarno-żółte barwy. W odległości dwóch metrów od siebie znajdowały się okienka, za którymi czekały w gotowości arma- ty. Ten okręt był niewątpliwie najlepszym ze wszystkich, które zbudowano na tę wyprawę. Robił wrażenie niezniszczalnego. Nie bez powodu nazwano go też Incorruptibilis. Byłeś przeko- nany, że podobnie pomyślą wasi wrogowie, gdy tylko go zoba- czą. Wasz okręt dowódców stanowił niedościgniony wzór dla 82 Armia Cesarza. Wielka podróz pozostałych statków. Jego pełny majestatu wygląd z pewnością podnosił morale waszej armii. To on miał przewodzić reszcie floty, to on miał waszą armię poprowadzić do zwycięstwa. Jeśli padłby on, padłaby cała wasza wyprawa. Elrys wszedł właśnie na podest i rozpoczął ostatnią prze- mowę przed rozpoczęciem waszej dalekiej i ciężkiej wyprawy: — Spadł na nas obowiązek obrony naszego cesarstwa. To nie my rozpoczęliśmy tę wojnę, to nie my zleciliśmy podłe za- bójstwo jednego z najważniejszych dowódców! — Po tych sło- wach słychać było pomruk zdziwienia wśród waszych rycerzy, jak i obywateli, którzy również przysłuchiwali się tej przemo- wie. — Jednak my — Wielki Estarion — nie pozwolimy, aby wróg pluł nam w twarz, nie pozwolimy, aby bezczelnie nisz- czył od wewnątrz naszą potęgę! Wyprawa ta może być długa i ciężka, wielu z was może nie powrócić do swoich domów, jednak czymże jest bycie rycerzem i jednoczesny strach przed oddaniem życia w imię swego ojczystego kraju? Liczę na was, moi dzielni bracia i wiem, że nie zawiodę się. Przygotowaliśmy się jak najlepiej tylko potrafiliśmy, by bronić honoru oraz bez- pieczeństwa naszych ludzi. My — moi dzielni kompani — je- steśmy jedyną nadzieją naszego ludu. Spoczywa na nas ogrom- na odpowiedzialność. To od nas bowiem zależy ich pokój bądź zagłada. I nie zawiedziemy naszych rodaków, prawda? — zadał retoryczne pytanie, a następnie wykrzyknął najgłośniej jak po- trafił: — Za Estarion! Po czym usłyszał w odpowiedzi dumny okrzyk wszystkich 500 tysięcy rycerzy. Rodziny żegnały swoich ukochanych ojców, mężów, braci, synów. Każdy z rycerzy miał nadzieję, iż słowa pożegnania: „do zobaczenia” okażą się prorocze. Gdy pół miliona wojowników 83 Daniel Wilczek zajęło okręty, na lądzie pozostałeś jeszcze tylko ty i Elrys. Ni- streth podszedł do was. Polecił wam uklęknąć i zgodnie z tradycją pobłogosławił was i waszą wyprawę. Zaczął głośno przemawiać tak, aby każdy ze zgromadzonych obywateli mógł go usłyszeć: — Moi drodzy przyjaciele, nie będę ciałem, ale zawsze będę przy was duchem. Pokażcie siłę naszego zacnego cesarstwa na- szym wrogom. Wierzę, że owocnie zakończycie tę nieprzyjemną sprawę, a nasze cesarstwo znów będzie mogło spać spokojnie. Wierzymy w was, jesteście naszą nadzieją i dumą. A teraz ruszaj- cie z Bogiem! — Nistreth podszedł do was i dodał jeszcze po cichu: — Nie sprawcie waszemu starcowi zawodu i wróćcie cali, chłopcy — po czym uśmiechnął się do was pogodnie, a z jego oczu przebijała wielka nadzieja. Wy ukłoniliście się nisko, po czym skierowaliście swe kroki w stronę statku. Gdy byliście już na pokładzie, Elrys dał ręką znak człowiekowi na lądzie, który miał odwiązać od kołka linę ze statku. Gdy to uczynił, Elrys odwrócił się w drugą stronę i kolejnemu mężczyźnie, który znaj- dował się na pokładzie, ruchem ręki polecił podnieść kotwicę. Ludzie pod pokładem na znak trąby chwycili za wiosła. Wasz okręt miał płynąć na czele, dlatego też ruszył jako pierwszy. Po- woli odbijaliście od brzegu. Słyszałeś okrzyki ludzi, którzy pozo- stali na lądzie, widziałeś płaczące kobiety i dzieci, wszyscy wraz z Mistrzem machali do was. Zaraz za wami wypłynęły liczne galeony, a za nimi okręty pomocnicze. Galeonów było 400, każdy liczył około 1000 załogi złożo- nej z dzielnych wojowników. Z kolei okrętów pomocniczych w waszej wielkiej flocie znajdowało się przeszło 700, wraz z łączną liczbą służb pomocniczych w liczbie około 100 ty- sięcy. Złote Myśli polecają Armia Cesarza Daniel Wilczek Armia Cesarza to 19 zwojów dawnej wiedzy ludzi, którzy potrafili radzić sobie z emocjami, gdy stawka była bar- dzo wysoka. To metaforyczna opowieść o szkoleniu młodego dowódcy, któremu powierzono życie kilkuset żołnierzy. Czy wiesz, co ten człowiek musiał przejść, by poradzić sobie z dowodzeniem na polu walki, gdzie sytuacja zmienia się w ułamku sekundy, a skutkiem każdej decyzji może być śmierć? Jak taka fabularna opowieść może Ci pomóc w udanych inwestycjach na GPW i ryn- ku FOREX oraz w realizacji Twoich planów — bez względu na okoliczności? Napisał ją człowiek, który jest aktywnym inwestorem na GPW i rynku FOREX. Co ciekawe, gdy pisał poszczególne rozdziały, otwierał nowe pozycje, by przeżyć te wszystkie emocje i „na żywo” pokazać Ci, jak sobie z nimi radzić. Widzisz więc, że to nie teoria... Książkę zamówisz na stronie Złotych Myśli: http://pomnazanie-pieniedzy.zlotemysli.pl Finansowa twierdza Daniel Wilczek Finansowa twierdza to kolejna już książka Daniela Wilcz- ka, która przeniesie się Cię w świat królów i zamków. To, co o finansach wiedzieli dawni mędrcy, ma zastosowanie dzisiaj. Dzięki publikacji m.in. dowiesz się: ) ) ) o czterech życiowych drogach i zdecydujesz, którą chcesz podążać; całej prawdy o pieniądzach; jak inwestować w wartość. Książkę zamówisz na stronie Złotych Myśli: http://finansowa-twierdza.zlotemysli.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Armia cesarza II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: