Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00405 007561 13584189 na godz. na dobę w sumie
eleWator 14 (4/2015) - Yukio Mishima - ebook/pdf
eleWator 14 (4/2015) - Yukio Mishima - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 224
Wydawca: Forma pracownia projektowa i wydawnictwo Anna Nowakowska Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'eleWator' jest pismem, w którym oprócz najnowszej prozy i poezji uznanych i debiutujących autorów, mieszkających w Polsce oraz za granicą, znaleźć można teksty literackie przetłumaczone na język polski, szkice o literaturze i jej najwybitniejszych twórcach, a także eseje, felietony i recenzje. Kwartalnik jest miejscem dyskusji, polemik i platformą ożywczej wymiany poglądów. Dzięki stałym współpracownikom z Berlina, Dublina, Kijowa, Kopenhagi, Londynu, Paryża i Nowego Jorku, 'eleWator' ma charakter globalny, a także interdyscyplinarny. Wiele uwagi poświęca bowiem najnowszym światowym działaniom artystycznym omawianym w działach filmu, muzyki, sztuk plastycznych i architektury oraz teatru. Kwartalnik, którego wydawcą jest Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy jest pismem szczególnym, bowiem punktem odniesienia do wszystkich decyzji formalnych, redakcyjnych i konceptualnych, jest dziedzictwo Autora „Prozaicznych początków”.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 kwartalnik literacko-kulturalny nr 14 (4/2o15) – październik/grudzień 2015 ISSN 2299-5692 copyright © eleWator, Szczecin 2015 redagują: Marcin Bałczewski (komiks), Andrzej Fogtt (sztuki plastyczne), Krzysztof Lichtblau (sekretarz redakcji), Paweł Nowakowski (proza), Paweł Orzeł (redaktor naczelny), Damian Romaniak (film), Karol Samsel (eseje i szkice), Kamil Sipowicz (muzyka), Maja Staśko (poezja polska), Leszek Szaruga (krytyka literacka, zastępca redaktora naczelnego), Adam Zdrodowski (poezja zagraniczna) stali współpracownicy: Edward Balcerzan (Poznań), Łeś Bełej (Kijów), Izabela Fietkiewicz-Paszek (Kalisz), Anna Frajlich (Nowy Jork), Artur Daniel Liskowacki (Szczecin), Beata Patrycja Klary (Gorzów Wielkopolski), Wiktoria Klera (Dębno), Monika Petryczko (Szczecin), Małgorzata Południak (Dublin), Andrzej Turczyński (Koszalin), Andrzej Wasilewski (Paryż), Tadeusz Zubiński (Ryga, Benicarló) redakcja techniczna: Iwona Kępisty; korekta: Agata Borowicka i Anna Nowakowska grafiki na okładce: Anna Monika Koźbiel grafiki w numerze: Keiji Matsumoto zdjęcie na 224 stronie: Andrzej Łazowski (www.lazowski.eu) redakcja i wydawca: Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy adres do korespondencji: 71-141 Szczecin, skrytka pocztowa nr 39 siedziba: 71-467 Szczecin, ul. Mariana Rapackiego 2 www.elewator.org / klichtblau@elewator.org www.fundacja-berezy.org / biuro@fundacja-berezy.org Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca i nie przechowuje. Redakcja zastrzega sobie prawo do zmiany tytułów, skracania oraz redagowania tekstów, o ile nie wypacza to sensu oryginału. druk: KAdruk, Szczecin publikacja współfinansowana ze środków Miasta Szczecin oraz Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Pomerania dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 2 spis treści intro 5 Marta Zelwan, mosty do przechodzenia nocą Yukio Mishima 6 12 24 40 44 55 71 76 89 112 Takashi Inoue, Yukio Mishima w roku 2015 O dziecku chorym na śmierć. Z Beatą Kubiak Ho-Chi rozmawia Paweł Orzeł Maciej Komorowski, Jedność przeciwieństw – samobójstwo jako potwierdzenie istnienia Karolina Bajor, Piękno, które wyzwala żądzę krwi Karol Samsel, Mishima i Conrad Joanna Wolska-Lenarczyk, Narracja, która transmigruje – koncepcja transmigracji dusz w tetralogii Hōjō no umi Michał Płaczek, Dwa spojrzenia na Yukio Mishimę Paweł Orzeł, Dom Mishimy (i mój) Beata Kubiak Ho-Chi, Gdy słowa przestają wystarczać. O filmie Yūkoku Yukio Mishimy Yukio Mishima, Wyznanie maski poezja 130 133 Arvind Krishna Mehrotra, Kąśliwa puenta, Letnie wakacje, Spis incipitów Monika Brągiel, Tryb zgodności, Droga wewnętrzna, Plan wycieczki, Jeszcze o przejściach proza 135 Michał Szablewski, Ziewam, kiedy nie patrzysz poezja 139 Zbigniew Machej, Bez głowy, Upadłemu na głowę (uwaga druga) epistoły 141 Henryk Bereza, Listy do poetów: do Zbigniewa Macheja z Santa Luce 142 Indi Orlando, Ariadna w Ogrodzie ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) krytyka literacka 146 147 149 151 153 155 157 159 164 167 171 173 176 179 komiks 180 182 183 185 186 193 muzyka stałe felietony 196 198 200 202 204 206 208 210 223 3 Justyna Kasperek, Na tropie obecności (Grzegorz Wróblewski, Kosmonauci) Mateusz Hachlica, Przewodnik po życiu (Maria Bigoszewska, Jeden pokój) Wiktoria Klera, Dwudzielność (Wojciech Brzoska, W każdym momencie, na przyjście i odejście) Przemysław Kuliński, Stroszenie się i opadanie (Ewa Olejarz, pfu) Marta Rebzda, Ufność (Adriana Szymańska, Złoty dzięcioł) Zenon Fajfer, Co nowego w branży hotelarskiej (James Joyce, Hotel Finna) Leszek Engelking, Dziecko, poeta, edytor (Martin Reiner, Lucynka, Macoszka i ja) Maja Staśko, Takiego pięknego syna urodziłam (Łukasz Suskiewicz, Zależności) Marta Madej, Chimera (Jerzy Limon, Młot na poetów) Leszek Szaruga, Pro / za i przeciw. 8 (Kristina Sabaliauskaitė, Silva rerum; Leonidas Donskis, Władza, wyobraźnia i pamięć: szkice o polityce i literaturze; Kornelijus Platelis, Oda na pękniętą wazę i inne wiersze) Andrzej Skrendo, Witkacy po południu (Stanisław Ignacy Witkiewicz, Nauki ścisłe a filozofia i inne pisma filozoficzne (1933-1939)) Patrycja Chajęcka, „Żywe zjawiska” (Urszula Glensk, Historia słabych. Reportaż i życie w dwudziestoleciu (1918-1939)) Konrad Liskowacki, Maklaka portret zamazany (Marta Maklakiewicz, Maklak. Oczami córki) Oliwia Betcher, Nie taki obóz straszny, jak go pamiętają (Witold Wirpsza, Listy z oflagu) Marcin Bałczewski, Prosta historia prawdziwej miłości (Raymond Briggs, Ethel i Ernest. Prawdziwa historia) Jarosław Kozłowski, Z bibliotecznej teki. 1 Marcin Bałczewski, Pamiętnik polskiego hipisa (Paweł Płóciennik, Pinki) nadesłano Rafał Wawrzyńczyk, Pierzasta skała, powiedzmy. Relacja z Warszaw- skiej Jesieni, 18-26 września 2015 Adam Mańkowski, Smutek wyartykułowany (Normal Echo, Accidental Forever) „poniewczsie” – Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Anonim, Bocian Marianna „esoesy” – ADL, Trzecie „poza mainstreamem” – Izabela Fietkiewicz-Paszek, A wokół mnie wasze głosy, czyli Poemat o czasie przeżytym Piotra Tenczyka „w swoim tempie” – Krzysztof Hoffmann, Skalpel życia (Derrida, 2002) „dlaczego nie jestem malarzem” – Małgorzata Południak, Tkanka „bez przesady” – Edward Balcerzan, Julian Przyboś i czterdziestu miłośników Konkurs Literacki imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie”, Edycja 3, 2015 – rozstrzygnięcie Klaudyna Błaszczyk, Dróżniczka obchodowa Konkurs Literacki imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie”, Edycja 4, 2016 – regulamin ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 4 Keiji Matsumoto, „Forma 7”, 190 x 100 cm, druk cyfrowy, 2015 r. Keiji Matsumoto (ur. w 1988 r. w Tokio) – grafik, rysownik. W latach 2009-2014 studiował na wydziale grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w 2014 r. uzyskał dyplom z grafiki warsztatowej u prof. Piotra Smolnickiego, z ilustracji u dr hab. Grażyny Lange i aneks z rysunku u dr hab. Jacka Staszewskiego. Obecnie doktorant na wydziale grafiki ASP. Bierze czynny udział w wielu wystawach. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) intro 5 Marta Zelwan mosty do przechodzenia nocą zgasiliśmy lampę i było widać odwijającą się z nieba smugę drogę, kontur i most, którędy zstępowanie jednych przy drugich, małych i dużych w kombinezonach i kimonach w szpalerach i mundurach miało nas przekonać o nieuchronnej konieczności – szczeble mostu były odciętymi gałązkami światła ułożonymi na krzyż, jak w paści na zwierzęta schodzili tędy wszyscy, bosy karzeł i dama z amnezją pomocnik malarski w uniformie z plam i kobieta z sąsiedztwa którą poznałam niedawno przy rozwieszaniu prania – most zniżał się jak lecący ptak, prawie spadał z brzegu nieba na brzeg ziemi czasem biorąc lekki zakręt, abyśmy nie byli tak bardzo pewni, co się stanie – przeszliśmy między burtami zamaskowanych ciężarówek wiozących pomoc humanitarną między skrzyniami z drewna między barierkami z żelaza a tramwaje zjeżdżały po cichu, bez prądu, włączając awaryjne kasowniki – przeskoczenie przez zachodzące na siebie blachy było nieuchronną na dole, gdzie w poprzednim życiu świata szumiała wielka autostrada, teraz i siedziała tam wiedźminka, aby mieszać w generatorze nowych losów – była to chwila granicząca z nieuchronną koniecznością bo jednak znów to przyszło, nadeszło rozwidniło powietrze zanim jeszcze odezwały się kosy, drozdy, rudziki i pojawiło z których każda powiedziała do każdej w przelocie tszer-akakak, potem koniecznością, bo był to most zwodzony i niejednego zwiódł – ledwie wyczuwało się stopą asfalt inkarnowały się wrony się stado srok Marta Zelwan (dawniej Krystyna Sakowicz) – pisarka. Mieszka w Warszawie. Laureatka Nagrody Wydawnictwa „Iskry” (1984), Funduszu Literatury (1986), Nagrody im. Stanisława Piętaka (1988), Nagrody im. Edwarda Stachury oraz Nagrody Fundacji Kultury za Księgę ocalonych snów (2008). W roku 2001 była nominowana do Nagrody Literackiej NIKE za Śnienie, a w 2009 za Księgę ocalonych snów. Jako Krystyna Sakowicz wydała książki: Zbrodnie kobiet (1984), Sceny miłosne, sceny miłosne (1986), Jaśmiornica (1987), Po bólu (1995), Śnienie (2000), Księga ocalonych snów (2008) i Praobrazy (2012). ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 6 Takashi Inoue Yukio Mishima Yukio Mishima w roku 2015 Rok 2015 ma dla Mishimy szczególne znaczenie, przypada w nim bowiem 90 rocznica urodzin i 45 śmierci pisarza. Życie odebrał sobie 25 listopada i, jak co ro- ku, na ten dzień zaplanowano wiele uroczystości. Pięć lat temu, w 40 rocznicę śmierci pisarza, o różnicy w podejściu do Mishimy w Japonii, jaka pojawiła się między wcześniejszymi rocznicami jego śmierci a tam- tą, czterdziestą, pisałem tak: W roku obecnym, w którym przypada 40 rocznica śmierci Mishimy, choć nie ma go już na tym świecie, pisarz powoduje wzmożony ruch w świecie wydawniczym i teatralnym. Boom na Mishimę to- warzyszył również 20 i 30 rocznicy śmierci pisarza, ale tym razem coś się zmieniło. W każdym razie mnie się tak wydaje. Symptomatyczne jest to, co powiedział w epilogu książki Fukuda Tsuneari to Mi- shima Yukio (Fukuda Tsuneari i Mishima Yukio) Endō Kōichi. A powiedział tak: „Dlaczego czytam Fukudę i Mishimę? Nie po to, żeby rozpamiętywać przeszłość, po to, żeby myśleć o teraźniejszości”. A to oznacza, że Mishima nie jest dla nas postacią z dawnych lat, jest raczej człowiekiem naszych czasów, jed- nym z nas, czyż nie? Chyba tak właśnie napisałem. Przy okazji wcześniejszych rocznic okazywało się, że choć jego literaturze nie od- mawia się pełni uroku, wielu patrzy na Mishimę chłodnym okiem, jego pogląd na świat uważa za głupi, oderwany od rzeczywistości romantyzm, a sposób, w jaki umarł, za urągający zdrowemu rozsądkowi. Tymczasem, w okolicach 40 rocznicy odnio- słem wrażenie, że pojawiła się tendencja, by odbierać Mishimę jak pisarza, który żyje w naszych czasach, odbiera świat tak jak my. I ta myśl dziś, kiedy świętujemy 45 rocznicę śmieci pisarza, zasadniczo się nie zmieniła (jedna rzecz mnie tylko niepokoi, ale o tym powiem na zakończenie). Aby rozważyć zmiany w poglądzie na Mishimę, jakie pojawiły się w okolicy 40 rocznicy jego śmierci, uporządkowałem swoje spostrzeżenia, ujmując je w trzy za- gadnienia: 1. Na czym skupiano się w ocenie twórczości Mishimy od czasów jego działal- ności pisarskiej jako przedstawiciela japońskiej literatury powojennej do 30 lat po jego śmierci? 2. Jak zmienił się pogląd na literaturę Mishimy od 40 rocznicy śmierci pisarza? 3. Jakie będą losy literatury Mishimy po roku 2015, w którym obchodzimy pod- wójną rocznicę? To są pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Chciałbym jednak odnieść się do głównych aspektów sprawy, na przykładzie pięciu utworów Mishimy, a mia- nowicie Pani Aoi (Aoi no Ue), Złota pagoda (Kinkakuji), Hōjō no umi (Płodne morze), Raiō no terasu (Taras króla trędowatych) i Rokumeikan (Pawilon Ryczą- cego Jelenia). 1. Istota wcześniejszych ocen – Pani Aoi Jedną z cech charakterystycznych japońskiej literatury powojennej było od- rzucenie tradycyjnego wartościowania, jakim była „japońskość” dzieła na rzecz wes- ternizacji literatury. To odrzucenie nie ograniczało się do literatury, dotyczyło wszy- stkich aspektów życia społecznego, a w przypadku literatury dotyczyło specyficznie ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 7 japońskiej formy powieściowej shishōsetsu (powieść-ja, powieść o sobie) czy tra- dycyjnego środka wyrazu, jakim operuje haiku. Podczas drugiego otwarcia na świat (pierwsze nastąpiło w erze Meiji), jak czasem nazywany jest okres po klęsce wojen- nej, Japonia poznawała nową literaturę, teatr, ideologie europejskie i amerykańskie. Zainteresowanie kulturą zachodnią osiągnęło taki poziom, że nazywany bogiem po- wieści Shiga Naoya stwierdził, że można by zrezygnować z języka japońskiego i pi- sać po francusku. Jednakże krótka, choć intensywna, nauka francuskiego nie pozwalała na swo- bodne czytanie i pisanie w tym języku, a przede wszystkim Japończyk nie mógł zre- zygnować z bycia Japończykiem. Z tego względu nie mogła powstawać w Japonii li- teratura oderwana od japońskiej głęboko zakorzenionej tradycji. W takiej sytuacji Mishima, któremu od najmłodszych lat bliska była rodzima klasyka, który poznał wiele dzieł literatury zachodniej w przekładzie, próbował stwo- rzyć nowy świat literacki, czerpiąc z rodzimej tradycji i wykorzystując zachodnie for- my literackie; eksperymentował, dokonując twórczych przeróbek, tworzył wariacje na tematy klasyczne. W ramach tych poszukiwań powstały utwory nawiązujące do tragedii greckich; do ich napisania inspiracją była uwspółcześniona przez Jeana Ano- uilh Antygona. Największym osiągnięciem tego nurtu twórczości pisarza jest Kin- dai nōgakushū (Zbiór współczesnych sztuk nō), współczesne adaptacje sztuk nō. Należąca do tego zbioru sztuka Pani Aoi zdobyła dużą popularność za granicą. W 1958 roku została wystawiona w RFN, w 1960 – w Nowym Jorku, a w Polsce w 1994 roku – w Krakowie przez Andrzeja Wajdę. Podstawą tego utworu jest sztuka średniowiecznego teatru nō pod tym samym tytułem, ale ona również ma swój pierwowzór. Jest nim powszechnie znany motyw z Genji monogatari (Opowieść o księciu Genjim) mówiący o tym, jak Aoi, prawo- wita żona księcia imieniem Hikari Genji, zostaje pozbawiona życia na skutek prze- kleństwa jego dawnej kochanki, damy Rokujō. Sztuka nō przetworzyła ten wątek na dramat zazdrości Rokujō. Następnie Mishima przystosował go do realiów współ- czesnych. Pięknego arystokratę z okresu Heian1 uczynił współczesnym biznesme- nem, a damę Rokujō – bogatą mężatką, natomiast buddyjską naukę, pomagającą opanować wzburzenie ducha żywej istoty, zastąpił wywodzącą się z Ameryki psy- choanalizą zajmującą się leczeniem histerii seksualnej. Zmieniając w ten sposób okoliczności sztuki, Mishima zmienił też umiejętnie jej główny problem. Sztuka nō, Pani Aoi dziś również jest dramatem o uczuciach, o zazdrości. Rokujō nienawidzi Aoi i zabija ją, rzucając urok. A jak jest w przypadku sztuki Mishimy? Hikaru, odwiedzający w szpitalu śmier- telnie chorą żonę – Aoi, zostaje zwiedziony czarami Rokujō w świat fantazji; siedząc niezmiennie u boku żony, widmowym jachtem płynie ku widmowej willi. Oto jak wygląda ta scena: HIKARU: Widać już coraz wyraźniej twój dom. O, widzę ramy okienne i drewniane balustrady na balkonie. Nikogo tam nie ma, prawda? ROKUJŌ: Nie, nikogo. Gdybym tam mogła z tobą żyć aż do śmierci… HIKARU: „Aż do śmierci” – nie mówi się o rzeczach tak niepewnych. Cóż można wiedzieć, może jakimś zrządzeniem losu umrzemy jutro? Na przykład jacht się wywróci… ROKUJŌ: Jacht się wywróci. Ach, dlaczego nie kupiłam dla ciebie jachtu, który wywróciłby się natychmiast. Nie pomyślałam o tym. HIKARU (potrząsając masztem): Patrz, wywraca się! Yasuko wpada w ramiona Hikaru. Obejmują się2. 1 Okres w Japonii (794-1185) charakteryzujący się rozkwitem kultury dworskiej (przyp. tłum). 2 Przekład H. Lipszyc, w: Moi bitelsi, Wybór dramatów japońskich, Warszawa 1998. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 8 Yukio Mishima W tym przypadku uczucie zazdrości mężatki jest już bez znaczenia. Sednem tej sceny jest raczej erotyczna przyjemność, jakiej doznaje w objęciach mężczyzny na jachcie. Mishima dokonał więc przesunięcia punktu ciężkości tematu z zazdrości na erotykę. W ten sposób pisarz, biorąc na warsztat najbardziej reprezentatywne dzieło japońskiej klasyki, Genji monogatari, nie powtórzył po prostu jego treści, ale do- konał twórczej adaptacji, wprowadzając świeże spojrzenie na poruszany tam temat, uwspółcześniając realia, dzięki czemu przyciągnął uwagę świata. Jego talent sprawił, że stwarzając wrażenie, że odrzuca tradycję, nie odrzucił jej do końca, a starając się nadać swoim działom formę zachodnią, przemówił do serc licznych Japończyków, zapatrzonych w tę odległą im kulturę. To jeden z głównych powodów, dla których Mishima był czytany i podziwiany. Można powiedzieć, że był dla Japończyków, któ- rzy próbowali otrząsnąć się po szoku spowodowanym klęską wojenną i żyć nor- malnie, wzorem człowieka, z którego należy brać przykład. 2. Rok 2010. W 40 rocznicę śmierci pisarza – Złota pagoda Jednak w roku 1970, kiedy Japonia dzięki szybkiemu wzrostowi gospodarczemu stała się drugim po Ameryce mocarstwem ekonomicznym na świecie, osiągając, choć może nie do końca zadowalający, sukces na polu westernizacji i modernizacji, Mishima postanawia zakończyć życie. U podstaw tej decyzji leżał rozłam między pisarzem a zwykłymi Japończykami. Gdyby uznać czyn Mishimy, który poświęcił życie w imię odnowy specyficznie japońskiej kultury, z cesarzem w jej centrum, za odrzucenie wartości nowoczesnych czy zachodnich, to logiczne wydaje się, że od- rzucił on tym samym powojenną drogę Japonii, która dzięki szybkiemu wzrostowi gospodarczemu stała się reprezentatywnym członkiem państw Zachodu. Jednakże, dla zwykłych Japończyków było to nie do przyjęcia. Dla wielu wcześniejszych wiel- bicieli pisarstwa Mishimy, stał się on niemodnym, głupim romantykiem. Samobójstwo Mishimy było wielkim szokiem, powstał, to fakt, wielki boom na twórczość pisarza, wydawano jego książki, wystawiano sztuki, organizowano róż- norakie wydarzenia, jednakże aż do 30 rocznicy jego śmierci stosunek do pisarza zawierał pewien rodzaj rezerwy, niechęci. I to przeszkadzało, by uznać nieżyjącego już Mishimę za człowieka naszych czasów, jednego z nas. Około roku 2000 sytuacja w Japonii uległa zmianie. Prawdę mówiąc, już w la- tach 90. ubiegłego stulecia, kiedy pękła japońska bańka ekonomiczna, kiedy sekta Aum dokonała zamachów, jasne było, że zmiany są nieuniknione, jednak wielu Ja- pończyków, którzy wierzyli święcie w mit sukcesu powojennej Japonii, nie chciało przyjąć tego do wiadomości. Naga prawda pojawiła się im przed oczami po raz pierw- szy 11 marca 2011 roku, kiedy to miało miejsce wielkie trzęsienie ziemi we wscho- dniej Japonii, a po nim katastrofa w elektrowni jądrowej Fukushima. Co sympto- matyczne, elektrownia ta została zbudowana w okresie szybkiego wzrostu gospo- darczego i uruchomiona w marcu 1971 roku, następnego roku po samobójstwie Mishimy. Katastrofa jądrowa zmusiła nas do głębokiej refleksji, czy szybki wzrost gospodarczy, prosperity powojennej Japonii, nie były li tylko iluzją, fatamorganą, czy przypadkiem to, co nazywaliśmy rzeczywistością, nie było pustynią. A czy Mishima nie mówił tego od samego początku? Erotyzm, który przejawia się w obrazie obejmujących się na jachcie Hikarie- go i Rokujō w Pani Aoi, to czysta iluzja. Po opuszczeniu kurtyny Hikari zostaje wprowadzony przez żyjącego ducha Rokujō w stan przejściowy, który nie jest ani życiem, ani śmiercią. Przypomina to Latającego Holendra, któremu odmówiono ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 9 łaski. W ten sposób istota człowieczeństwa ukazana jest jako samotność i rozpacz. Czy nie to właśnie chciał nam Mishima przekazać w Pani Aoi? Przyczyny samobójstwa Mishimy upatruje się w jego przywiązaniu do anachro- nicznego systemu, którego centrum stanowi cesarz, nie wolno jednak zapominać o tym, co przyniósł nam wydany pośmiertnie utwór Hōjō no umi. Jest to opowieść o młodzieńcu, który w pierwszej dekadzie XX wieku przeszedł metempsychozę, na końcu okazuje się jednak, że owa metempsychoza była zwidą starego człowie- ka, stojącego u progu śmierci; przedstawiona tam archetypiczna wizja pustki całko- wicie obala znane nam dotychczas obrazy świata fikcji literackiej. Ten stary człowiek na koniec zdał sobie sprawę, że „dotarł do miejsca, gdzie nie ma nic, nawet pa- mięci”. Nie erotyzm więc i uwielbienie dla cesarza były głównymi motywami pisarstwa Mishimy, były nimi samotność, rozpacz i pustka. Natomiast Japończycy, zachłyśnię- ci mitem powojennego sukcesu kraju, tego nie dostrzegali. Dopiero klęska żywio- łowa w marcu 2011 zmusiła ludzi, by stanęli twarzą w twarz z okrutną rzeczywisto- ścią, którą opisywał Mishima. Jak na ironię losu, poprzez to nieszczęście Mishima objawił się nam jako człowiek naszych czasów, jeden z nas. Rzecz jasna, byli też Japończycy, którzy mieli bystrość obserwacji i odwagę, by stawić czoła prawdzie od samego początku. Przedstawiony przeze mnie na początku artykułu Endō Kōichi był jednym z nich. Niestety w zeszłym roku nagle odszedł z tego świata. Jest jeszcze jedna ważna postać. Pod koniec stycznia 2011 roku, za- ledwie półtora miesiąca przed wielkim trzęsieniem ziemi i katastrofą jądrową wys- tawiona zastała sztuka, która stała się jakby zapowiedzią tego, co ujrzeliśmy po kataklizmie. Była to inscenizacja najbardziej znanej powieści Mishimy Złota pa- goda, w adaptacji scenicznej i reżyserii Miyamoto Amona. W Złotej pagodzie wykorzystane jest wydarzenie, które miało miejsce pięć lat po zakończeniu wojny, w roku 1950, kiedy to młody mnich buddyjski z trudnej do zrozumienia potrzeby popełnienia podwójnego samobójstwa zakochanych wraz z piękną świątynią w roli wybranki serca, podłożył ogień pod świątynię Kinkakuji – Złotą Pagodę. Złota pagoda była czytana przez wiele osób i szeroko dyskutowa- na jako utwór, w którym pisarz, stosując jedyną w swoim rodzaju Mishimowską estetykę, zbeletryzował wydarzenie rzeczywiste, które odbiło się głośnym echem w prasie. W Pani Aoi wysoko został oceniony kunszt tworzenia wariacji na tematy kla- syczne, natomiast w przypadku Złotej pagody doceniono talent umiejętnego prze- tworzenia wydarzenia rzeczywistego, świeżego spojrzenia na nie. Rozsądek podpowiada, że nie jest to temat nadający się do adaptacji na scenę. A to dlatego, że podpalacz ma psychikę szaleńca, i jego emocje, pozostające poza kontrolą zdrowego rozsądku, trudno jest śledzić równocześnie licznie zgromadzo- nym w jednym czasie i miejscu widzom. Miyamoto jednak myślał inaczej. Że podpalacz nie jest nikim wyjątkowym. Że to młodzieniec odczuwający wewnętrzną pustkę, wyalienowany ze środowiska, który stracił resztki nadziei na porozumienie z drugim człowiekiem. A czyż nie jest to jak żywy obraz współczesnego Japończyka, stojącego w obliczu samotności i rozpaczy. Tak właśnie myślał Miyamoto. Naturalnie, zdecydowana większość ludzi nie przyzna się, że tak jest, nawet, jeśli ma tego świadomość. Bo gdy się staje bez przygotowania, porzuciwszy iluzje, oko w oko z rzeczywistością, jest się narażonym na załamanie psychiczne. Ze strachu człowiek zakłada pancerz emocjonalny. I ten staje się więzieniem dla jego psyche. Z tego względu Miyamoto zastosował niekonwencjonalną technikę, która pozwoliła ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 10 Yukio Mishima ukazać siłę duchową świątyni Kinkakuji. Wykorzystał specyficzną metodę emisji głosu, nazywaną chöömei, pod wpływem której ziemia drży i pęka. Wskutek szoku pancerze emocjonalne widzów zostają starte na proch. A wtedy każdy z nich może zobaczyć, jak żywą, swoją duszę, która zamiast niego na scenie traci nadzieję, drży i przelewa krew. Miyamoto poprowadził przedstawienie inteligentnie i surowo, dopilnowując, by zagrało wszystko po najdrobniejszy szczegół. Podporą był mu znany scenograf z Polski, Boris Kudlička, który zaprojektował odważne, ale subtelne dekoracje. Dzięki wybitnej inscenizacji i scenografii widzowie mogli przeżyć katharsis, wczu- wając się bez lęku w sytuację scenicznego podpalacza szaleńca. Co więcej, po opadnięciu kurtyny widzowie mają klucz do przezwyciężenia sa- motności, beznadziei i pustki. Tak to od początku zaplanował Mishima. Bohater po- wieści, która stała się podstawą sztuki, mnich po podpaleniu świątyni porzuca chęć samobójstwa z miłości wraz ze świątynią. „Chcę żyć” – myśli. Była to deklaracja woli pisarza, by przetrwać jako artysta w powojennym społeczeństwie japońskim, nawet jeśli trzeba doświadczać samotności i rozpaczy. Jednak w inscenizacji Miyamo- to młodzieniec, którzy szepcze: „Chcę żyć”, na koniec sztuki schodzi ze sceny i siada na widowni; wtedy gasną światła. W ten sposób reżyser daje nam do zrozumienia, że słowa „chcę żyć” nie są wyrazem woli pisarza Mishimy, ale płyną z serc wszyst- kich współczesnych Japończyków. Miyamoto, wystawiając taką sztukę tuż przed trzęsieniem ziemi i katastrofą nu- klearną, wlał promień światła w serca Japończyków, pogrążone w mroku samot- ności i beznadziei. 3. Widoki na przyszłość – Hōjō no umi, Raiō no terasu, Rokumeikan W roku 2015 znów obchodzimy rocznicę śmierci Mishimy, jest jednak coś, co mnie niepokoi. Sugerowałem to już na początku tego artykułu, chodzi mianowicie o to, że my, by chronić naszą psychikę, jakże chętnie owijamy się iluzją, odwracamy wzrok, by nie widzieć samotności, rozpaczy i pustki. Czyż nie? A wtedy Mishima przestaje być człowiekiem naszych czasów, jednym z nas, staje się istotą, z którą spotkania chcemy uniknąć, bo narzuca nam niewygodną prawdę. Taka tendencja pojawia się obecnie. A przecież żeby przezwyciężyć samotność, rozpacz i pustkę, trzeba najpierw stanąć z nią twarzą w twarz. Jedną z okazji będzie organizowane przez nas w listopadzie tego roku sympozjum poświęcone Mishimie. W roku 2010 organizowane było takie sympozjum w Ber- linie, ale tegoroczne będzie pierwszym międzynarodowym w Japonii. Z Europy przy- jadą i wygłoszą referaty: organizatorka wydarzenia berlińskiego – dr Irmela Hijiya- -Kirschnereit, dr Éric Laurent, najważniejsza postać w Ecole de la Cause Freudienne we Francji, a także znakomity pisarz Damian Flanagan. Zaprosiliśmy też dr Beatę Kubiak Ho-Chi, ale nie może przyjechać, ponieważ w tym samym czasie organizuje wielką międzynarodową konferencję ANIMALS IN JAPANESE CULTURE AND RELIGION. Zamierzamy poprosić ją o przesłanie do uczestników sympozjum. Prawdę mówiąc, sukces scenografii do Złotej pagody, autorstwa Kudlički, pokazuje, że problemy, które poruszał Mishima, nie ograniczają się do Japonii, dotyczą całej ludzkości, dążącej do modernizacji. W tym sensie organizacja sympozjum poświę- conego Mishimie jako wydarzenia międzynarodowego wydaje się mieć ogromne znaczenie. Bo przecież to niemożliwe, żeby tylko Japończycy uciekali w świat ułudy. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 11 Odczytanie na nowo w tym kontekście wydanej pośmiertnie powieści Hōjō no umi to ważne zadanie na dziś. Jak już wspominałem, rzecz zaczyna się jako opowieść o młodym Japończyku, który na początku XX wieku przechodzi metempsychozę, kurtyna opada jednak w pustkę, co oznacza, że wszystko było iluzją. Jest to próba całościowego ujęcia czasów, opisania społeczeństwa i historii z wykorzystaniem metody wykraczającej poza prosty realizm. W tym sensie ma wiele wspólnego z ut- worami Prousta, Joyce’a, Vargasa Llosy czy Carlosa Fuentesa. W przypadku Prou- sta, Mishima, używając na zakończenie wyrażenia: „Ogród był pusty. Honda zdał sobie sprawę, że dotarł do miejsca, gdzie nie ma nic, nawet pamięci”, w pełni świa- domie odwraca kompozycję W poszukiwaniu straconego czasu, które kończy się tym, że pamięć mimowolna doprowadza do doświadczenia ponadczasowego szczę- ścia. Oznacza to, że Mishima żył w czasach, które bardziej niż czasy Prousta skłaniały do nihilizmu. Pod względem środków wyrazu oraz eksperymentowania z retoryką, Hōjō no umi jest dziełem konserwatywnym, wydaje się inne niż utwory wymie- nionych tu autorów, ale są to różnice powierzchowne i nie powinny przesłaniać is- toty sprawy. W lutym 2016 planowane jest międzynarodowe sympozjum na temat Mishimy w Meksyku. Zamierzam dalej badać ten temat. Dlaczego jednak pogrążony w głębokiej pustce Mishima wybrał taką śmierć? Na ten temat Marguerite Yourcenar wypowiada się w następujący sposób: „Zadzi- wiające, że pisarz, który tak znakomicie opisał w Hōjō no umi Japonię, która nie- wątpliwie doszła do punktu, skąd nie ma już odwrotu, mógł wierzyć, że jego bru- talny gest może cokolwiek zmienić”. Ja jednak myślę, że Mishima po prostu nie mógł w to wierzyć. I właśnie dlatego samobójstwem poprzez seppuku popełnił w stosunku do Ja- ponii, ogarniętej beznadzieją i nihilizmem, akt okrucieństwa i głupoty, który można uznać za staromodny. A ponieważ był to akt głupoty i okrucieństwa, miał szansę ożywić kulturę. To wzorzec, który powtarza się w japońskiej kulturze od legendar- nych czasów Susano no Mikoto i Yamatotakeru. Mishima go powielił. Czy to ożywi kulturę? Czy pozostanie tylko, jak wskazują na to słowa, aktem głupoty i okrucień- stwa? To zależy od kreatywności przyszłych pokoleń. W ten sposób próbuję zwrócić uwagę na przygotowywaną właśnie przez Miya- moto Amona inscenizację sztuki Raiō no terasu. Jest to sztuka filozoficzna stawia- jąca pytanie o istotę świata i bytu, wykorzystująca legendę o młodym królu kambo- dżańskim, który, choć cierpiał na trąd, zbudował wspaniałą świątynię. Słyszałem, że Miyamoto przetworzył ją w spektaklurane widowisko przekraczające czas i gra- nicę państw. Chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej sztuce typowej dla Mishimy, Rokume- ikan, którą w formie opery wystawił Ikebe Shin’ichirō (premiera 2010). Opowiada ona o trójkącie miłosnym ważnego polityka, jego oponenta i kobiety, która stanęła między nimi. Poprzez tę historię to wybitne dzieło ukazuje iluzoryczność polityki okresu otwarcia się cywilizacyjnego ery Meiji w konfrontacji z prawdziwością po- tajemnej miłości. Zwycięża polityk. Pozostaje mroczna pustka, którą ratuje piękny język, jakim Mishima napisał tę sztukę. A Ikebe poprzez adaptację sztuki dla teatru operowego spowodował jej rozkwit. Możliwości, jakie daje twórczość Mishimy, jeszcze się nie wyczerpały. Dopóki będą podejmowane śmiałe wyzwania artystyczne korzystające z twórczości tego pisarza, możemy chyba powtarzać wciąż: „Chcę żyć”. przełożyła Barbara Słomka Takashi Inoue – profesor nowoczesnej literatury japońskiej na Shirayuri College oraz pracownik Muzeum Literatury Mishimy. Współredaktor Dzieł zebranych Yukio Mishimy. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 12 Yukio Mishima O dziecku chorym na śmierć Z Beatą Kubiak Ho-Chi rozmawia Paweł Orzeł Paweł Orzeł: Kiedy zainteresowałaś się Japonią? Beata Kubiak Ho-Chi: To jest najgorsze pytanie, jakie może być, ale też i najbar- dziej powszechne. Nawet ma swój odpowiednik – „Naze nihongakka?”. Czyli: dla- czego japonistyka? Taką formułę wymyślili nasi studenci japonistyczni na obozach naukowych. Zrobili to, żeby się sami pośmiać z tego, jakie rzeczy wymyślają. Każdy o to jest pytany, nieważne czy jest studentem, czy dopiero zaczyna japonistykę, czy kończy. Wszyscy pytają, dlaczego japonistyka. Powinnam mieć już coś wymyślonego i uzgodnionego, ale tak naprawdę zawsze uciekałam przed tym pytaniem. PO: Jakoś jednak musiało się zacząć. BKHC: U mnie z prozaicznych powodów, w ogóle niezwiązanych z Japonią. Zaw- sze byłam w miarę dobra językowo. Ale zainteresowania krajem czy Orientem nie wchodziły w grę. I to mój ojciec zasugerował, że może warto studiować coś bardziej oryginalnego niż anglistykę lub romanistykę. To mogła być iranistyka, to mogła być arabistyka. Od tamtej pory, a było to w trzeciej klasie liceum, zaczęłam czytać wszy- stko o Japonii i jej literaturę. Uwielbiałam literaturę francuską, angielską, amerykań- ską… Nie mogę powiedzieć, żeby literatura japońska niesamowicie mi się spodobała, ona mnie po prostu zainteresowała. Słyszałam też dużo dobrych rzeczy o japonistyce, jako o Zakładzie Japonistyki – tutaj słowa pochwalne dla mojego macierzystego zakładu, miejsca, gdzie uczyłam się japońskiego i gdzie sama teraz pracuję. Te słowa się sprawdziły. Fantastyczne miejsce. Kiedy wróciłam jako ucząca już, zatoczyłam taki okrąg i pomyślałam, że to fantastyczne, że wracam do miejsca, gdzie studentom i wykładowcom jest dobrze. Ale nie ma pewności, że jak się idzie na japonistykę, to się ją polubi. Nie wszyscy też odnajdują się w języku. Tak więc… ot tak. Powód nieciekawy, trzeba by pomyśleć nad innym, lepszym. PO: A kiedy pojawił się Mishima Yukio? BKHC: Mishima pojawił się późno, w sposób nieoczekiwany, kiedy pojechałam do Japonii na stypendium pomagisterskie, na Uniwersytet Tokijski. Pojechałam tam jako badaczka historii Japonii. Jak się jedzie na stypendium do Japonii, trzeba napisać projekt badań, który obowiązkowo musi być związany z tym, co się robiło na magisterium. Nie miałam wyboru. Nie mogłam zająć się literaturą, choć bardzo chciałam. A historia szczególnie mnie nie pociągała. Jednak profesor Jolanta Tu- bielewicz była porywającą osobowością i chciałam uczestniczyć w jej seminarium. Dzięki niej udało mi się zająć rzeczą z pogranicza tego, co historyczne i literaturo- znawcze. Jakiś tam projekt historyczny napisałam i oficjalnie studiowałam historię na Tōdaiu. Natomiast oprócz tego czytałam, co się dało z literatury. I pierwszą rze- czą, która wpadła mi w ręce, też przypadkiem, było właśnie Wyznanie maski. Tak to wyglądało. I była to pierwsza książka, powieść, którą naprawdę czytałam po japoń- sku. W czasie studiów czyta się wyłącznie fragmenty, nie ma czasu na całość. A Wyz- nanie maski mnie zafascynowało. Ta właśnie nieduża książeczka… To sprawiło, że po- tem wróciłam do Mishimy na studiach literaturoznawczych we Francji. PO: Jak przebiegła dalej ta fascynacja? ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 13 BKHC: Badałam Mishimę we Francji, będąc w INALCO, czyli w Państwowym Instytucie Języków i Kultury Orientalnej. Tam napisałam DEA. I tam zgłębiałam początki twórczości Mishimy, z którą zetknęłam się znów, studiując literaturę fran- cuską. Jedna z moich ukochanych profesorek, Annie Cecchi, której pamięci później dedykowałam książkę Mishima Yukio. Estetyka klasyczna w prozie i dramacie, porównywała literaturę klasyczną właśnie z taką klasyką u Mishimy. Sama chciała napisać pracę dyplomową na ten temat, nigdy jednak tego nie zrobiła. I to ona skie- rowała mnie do profesora Jean-Jacquesa Origasa… Okazuje się, że dzięki Mishimie poznałam wspaniałych ludzi. Jest taki fantastyczny zwyczaj we Francji, że profe- sorowie piszą listy do znajomych profesorów, polecając opiece swoich studentów. To bardzo piękna rzecz. Profesor Origas miał ze mną straszną zagwozdkę. On ok- ropnie nie lubił Mishimy jako człowieka, jego charakteru ani literatury. Uważał, że jego niezwykła ambicja, chęć awansu społecznego przejawiała się również w pra- cy pisarskiej. Wiedziałam, jakim jest profesorem, jaką ma ogromną wiedzę i niespo- tykany stosunek do studentów. Powiedziałam mu więc, że nie ma wyboru i że tyl- ko u niego chcę pisać swoją pracę. Zgodził się, bo miał nadzieję, że zrobię to szybko, w ciągu roku. Ale zajęło to dwa lata. Współpromotorem została profesor Annie Cecchi. Pisałam tę pracę u nich obojga. Niestety profesor Cecchi nieoczekiwanie zmarła i całość musiał przejąć profesor Origas. Straszliwie męczył się moimi fran- cuskimi wypocinami na temat, który go specjalnie nie pociągał. Pisałam o wcze- snych tekstach Mishimy, były one wtedy zupełnie nieopracowane. I nie należały do szczególnie pociągających, niektóre z nich sam Mishima nazywał wypocinami. Zda- rzały się jednak i te fantastyczne. Na przykład Las w pełni kwiecia, który napisał jako nastolatek. Ale podczas czytania, wydaje się, że napisała to osoba siedemdzie- sięcioletnia, nawet osiemdziesięcioletnia. Taka dosyć napuszona forma pisarska. Piętnastoletni wtedy Mishima specjalnie wertował encyklopedie i słowniki, by dob- rać najpiękniejsze słowa. Jest jednak wielu profesorów japońskich, którzy podzi- wiają ten utwór jako wspaniale napisany. Pracę kończyłam już w Polsce. Zostało to doprowadzone do finału i jakiś czas później pojechałam do Francji na obronę. Obrona DEA przypomina obronę doktorską u nas, paskudne przeżycie. Jest otwarta, każdy może przyjść, zadawać pytania. Jakoś tam się wybroniłam i skończył się mój francuski etap Mishimy. Ale to właśnie tam otworzyło się moje spojrzenie badawcze na literaturę jako ciekawą powieść. PO: Wielu wielbicieli Mishimy trafiło na niego nie poprzez literaturę, ale jego życie lub przede wszystkim śmierć… BKHC: Ja nigdy nie podchodziłam do Mishimy jako do tematu, który do mnie do- tarł przez jakieś wydarzenie z jego życia, a dokładnie przez śmierć samobójczą w 1970 roku. Zawsze trafiał do mnie niesamowicie przez to, co napisał. Faktycznie trzeba powiedzieć, że świat jego wielbicieli dzieli się na tych, którzy go poznają poprzez śmierć oraz tych, którzy zachwycają się przede wszystkim literaturą. To pierwsze to fascynacja Zachodu śmiercią, jej sposobem, hałasem wokół niej. Są wśród nich też pasjonaci etyki samurajskiej, bushidō. Nie bez wpływu pozostaje tu nacjonalizm. Wielu odbiera Mishimę właśnie jako nacjonalistę, jako człowieka procesarskiego. Wiele osób też utożsamia się z nim jako człowiekiem, nawet nie znając jego twór- czości, tylko w oparciu na faktach sensacyjnych. Odnajdują oni w postępowaniu Mishimy i jego późnych pracach, w których krytykuje społeczeństwo japońskie drugiej połowy XX wieku, idee sobie bliskie, czyli płacz, lament, ale i działanie, ponieważ świat nas otaczający upada. Nie jest taki, jaki był dawniej. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 Yukio Mishima PO: Po tych wszystkich książkach, artykułach, przy całej tej wiedzy, na jakim etapie jest teraz twoja fascynacja Mishimą? BKHC: Już pokonałam etap zmęczenia. Jest to takie zmęczenie, które dotyka wszy- stkich zajmujących się literaturą Mishimy. Obserwuję to również u moich studen- tów. Sama byłam strasznie zmęczona po doktoracie. Nie da się tego nie przeżywać. Jest to proza tak gęsta, tak mocna, tak bliska temu co przynajmniej dla mnie niesie tragedia… Jak idziemy na tragedię grecką do teatru, na ogół wracamy w jakiś sposób złamani. Dla mnie nigdy to nie było katharsis, które było czymś uwalniającym od własnych trosk. Literatura Mishimy była dla mnie wielkim przeżyciem i wielkim zmęczeniem. Nawet nie wyobrażałam sobie, że jeszcze kiedykolwiek będę miała do czynienia z Mishimą. Dopiero jakieś dziesięć lat po napisaniu doktoratu zrobiłam w japonistyce konwersatorium na ten temat. Ale teraz widzę, że tak naprawdę nig- dy nie uwolniłam się od Mishimy w tym dobrym i w tym złym znaczeniu. Zabrzmi to może trochę patetycznie, ale on też jest taki, zawdzięczam mu całą moją później- szą drogę badawczą. Zajmowałam się z jego powodu estetyką i tragedią przy ha- bilitacji. Tak naprawdę nigdy nie rozeszłam się z Mishimą. Gdy pracowałam nad estetyką, japońską sztuką, innymi pisarzami, zawsze znajdował się ktoś, kto prosił mnie o napisanie jakiegoś artykułu o Mishimie lub posłowia do książki. I nie by- łam w stanie odmówić. Czułam, że to mnie nadal interesuje. Mishima był wielkim erudytą, jego twórczość prowokuje, zmusza i daje wskazówki, by mówić o nim na różne sposoby, przez różne pryzmaty. Wydawało mi się, że przestałam pisać o Mi- shimie, ale ciągle to robię. Nie chciałabym jednak pisać o jego życiu czy śmierci, ewentualnie o jakichś utworach. Nigdy więc nie było ani chyba nigdy nie będzie tego zamknięcia drzwi na Mishimę. PO: Czy jest dużo mishimologów w Polsce? Można w ogóle użyć takiego określenia? BKHC: Tak, ja też mówię o mishimologach. Tak naprawdę myślę, że jest dwóch. Może to nieskromnie zabrzmi, ale to będę ja i Joanna Wolska, chronologicznie. I to nie tylko dlatego, że obie napisałyśmy prace doktorskie na ten temat. Ale dlatego, że badałyśmy… Jest za to wiele osób, które tłumaczą i które znają twórczość Mi- shimy oraz mogą rozumieć ducha tego pisarza. To będzie na pewno Henryk Lip- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 15 szyc. I drugą osobą jest Anna Zielińska-Elliott, która jest przede wszystkim tłu- maczką Murakamiego Harukiego i robi to najlepiej. Przetłumaczyła również bardzo ważną powieść Mishimy, Złota pagoda. Ale chyba nigdy nie wchodziła w samego pisarza, nie badała go. Były też inne pojedyncze tłumaczenia… Nie nazwałabym mi- shimologiem kogoś, kto tylko interesuje się Mishimą. A z kolei dla tłumacza za- interesowanie twórczością pisarza nie musi wychodzić poza dany utwór. Ja nato- miast bardzo mało przetłumaczyłam, tylko fragmenty, żadnej całości. I tak się też złożyło, że żadne wydawnictwo nie poprosiło mnie o to. Gdyby jednak to zrobiło, powiedziałabym, żeby zwrócili się do Henryka Lipszyca, bo on to robi najlepiej. Na- tomiast z pewnością walczyłabym bardzo o tłumaczenie Wyznania maski. To jest utwór, który straszliwie mi leży. Wydaje mi się, że fragmenty, które do tej pory prze- łożyłam, dobrze się czyta. Jakaś wzniosłość tam obecna całkiem dobrze mi wy- chodzi. PO: Jak kształtowało się kiedyś, w czasach PRL, i teraz zainteresowanie literaturą japońską? BKHC: Głównym tłumaczem w tamtych czasach był przede wszystkim profesor Mikołaj Melanowicz. Trochę też tłumaczył nasz wielki japonista, profesor Wiesław Kotański. Wtedy to były olbrzymie wydania. Często też tłumaczono z angielskiego, jak Balladę o miłości Mishimy. Były to wydania na setki tysięcy. I wszystko, co wy- chodziło, było kupowane. Natomiast teraz, można powiedzieć, jest bardzo zdrowo. O ile może być zdrowo w świecie książkowym… W sytuacji, w której ważny jest czy- telnik i zarobek wydawnictwa, w tej perspektywie. Na pewno przede wszystkim tłumaczony jest Murakami Haruki. Na początku lat dwutysięcznych wyszło też wiele fantastycznych rzeczy, książki Kawakami Hiromi, Ogawy Yōko, Kirino Natsuo, Ta- wady Yōko. Czyli przede wszystkim pisarki japońskie. Ten nurt kobiet, których pi- sarstwo zostało wyraźnie zauważone i w Japonii, i na świecie, rozpoczął się w latach 80. Dzieje się tak, że redaktorzy naszych wydawnictw jeżdżą przede wszystkim na targi książki do Frankfurtu. Tam patrzą, co jest ważne, co kupują też inni. W końcu wykupują prawa autorskie i tłumaczą. Można powiedzieć, że literatura japońska stała się literaturą światową. Tak się też o tym mówi, w Japonii i poza nią, i tak się nad nią pracuje. Zapoczątkował to boom na Murakamiego Harukiego. Jest to litera- tura, którą czyta się na całym świecie jako coś uniwersalnego, coś, co pokazuje pro- blemy nie tylko japońskie… Ogawa Yōko prawie w całości jest przetłumaczona we Francji, podobnie jak Tsushima Yūko, córka Dazaia Osamu. PO: A jak to wygląda w przypadku relacji z Amerykanami, które przecież politycznie nie były łatwe? BKHC: Amerykanie tłumaczą strasznie dużo. Jako ci, którzy po okupacji zostali w Japonii. Wielu z nich rozkochało się w tej kulturze, na przykład Donald Keene. Je- go kilkutomowa historia literatury japońskiej nawet została przetłumaczona z an- gielskiego na japoński. Niedawno Keene otrzymał obywatelstwo japońskie (co jest niezwykle trudną rzeczą) i na stałe osiadł w Japonii. Bardzo dobrze znał Mishimę. Mówi się, że byli bliskimi przyjaciółmi, a niektórzy twierdzą, że nawet czymś więcej. Teraz ma przeszło dziewięćdziesiąt lat. Amerykanie są wspaniałymi badaczami. Japonia była od dawna dla nich celem badawczym i potrafili badać ją obiektywnie. A Europa tak naprawdę do lat 80. XX wieku postrzegała Japonię wyłącznie jako nie- zwykły, tajemniczy kraj, kultywowała XIX-wieczny obraz Japonii jako krainy gejsz i samurajów. Ja też jestem z tego pokolenia, które tkwi w uwielbieniu, które nigdy nie napisze niczego złego o Japonii. Ukierunkowani jesteśmy na to, co jest dob- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 16 Yukio Mishima re i piękne, czym można się zachwycać, a zupełnie nie dostrzegamy lub pomijamy te ciemne strony. Amerykanie zawsze je dostrzegali i byli obiektywni. W Europie więc tak naprawdę dopiero od niedawna prowadzi się prawdziwe badania Japonii, takie obiektywne. PO: Kim właściwie jest Mishima dla Polski, a kim dla Europy? BKHC: Myślę, że Polska widzi Mishimę podobnie jak cała Europa. Trudno mi po- wiedzieć, moje podejście jest bardziej akademickie. Na pewno duża część Polaków zna Mishimę poprzez Internet, głównie poprzez fakty związane z szokującą śmier- cią i jego nacjonalizmem. Ale Mishima jest też przy tym szalenie uniwersalny… Nie zastanawiałam się nigdy, czy jest kimś specjalnym dla Polski. Na pewno jest pi- sarzem, którego i dramaty, i opowiadania, i powieści są tłumaczone na polski. Niezwykłe jest to, że chyba jako jedyny z japońskich dramaturgów był kilkakrotnie wystawiany na polskich scenach, w tym przez Andrzeja Wajdę (chodzi mi o współ- czesne sztuki nō Mishimy). Czy jest znany? Średnio. Murakami Haruki bardziej. Ale dla smakoszy na pewno. Ja i inni japoniści zawsze staraliśmy się, by Mishima był postrzegany poprzez wielkość swojej literatury, która jest niezwykła. Świadczy ona o jego wielkości jako pisarza, ale nie wiem, czy można powiedzieć, że jako człowie- ka… Często chcielibyśmy, żeby ci, których podziwiamy, byli wspaniałymi ludźmi. Tak byłoby najwygodniej. Ale Mishima był kimś niezwykle skomplikowanym. Moż- na go było podziwiać za pracowitość, za wielki talent… Pracowitość Mishimy była czymś dodatkowym, częścią dodaną do talentu pisarskiego. Myślę, że my jako Po- lacy, przynajmniej ja taka jestem, zawsze będziemy podziwiali wielki talent i potem dopiero tę wielką pracowitość. Co na przykład absolutnie nie sprawdza się w przy- padku Murakamiego Harukiego. Pewnie to, co mówię, będzie niepopularne, ale dla Murakamiego punktem wyjścia do pracy była chęć zostania pisarzem. Niezwykle pracował nad stylem, również – tłumacząc. Jest oczywiście bardzo zasłużonym tłu- maczem pisarzy amerykańskich, szczególnie postmodernistycznych, ale robił to także, by wypracować własny styl. Między innymi naśladował ich styl i nie krył się z tym. A Mishima należy do samodzielnych geniuszy pióra. Dla tych, którzy lubią literaturę światową, jest on mistrzem słowa. Doskonale godzi to, czego nam brakuje w literaturze współczesnej, to jest jakieś ideały modernistyczne. Z tym że te ideały wartościowego pisania u niego są jak gdyby pod powierzchnią formy, piękna, tego, co estetyczne. Ten „płaszczyk estetyczny” może trochę przykrywać wartości etycz- ne. Ale czytelnik musi umieć wejść z powierzchni literatury do jej wnętrza. A jak się wejdzie, to po prostu dech zapiera… To jest ta magia słowa. Taką literaturę wy- magający czytelnik będzie zawsze doceniał. PO: Co odróżnia Mishimę od innych pisarzy japońskich? BKHC: My wymagamy od książek, od pisarstwa, żeby słowo było piękne, żeby było poetyckie, żeby myśl była logiczna i racjonalna, żeby był wątek, fabuła, psychologia, w miarę skomplikowana treść oraz żeby wszystko się ze sobą dobrze łączyło. Co w ogóle w literaturze japońskiej nie jest rzeczą oczywistą. Literatura japońska tra- dycyjnie jest czymś zupełnie innym. Mówimy tu o literaturze od XIX wieku, bo wcześniej była jeszcze czymś innym. Od XIX wieku, czyli od kiedy pisarstwo japoń- skie zetknęło się z literaturą zachodnią. I kiedy Japończycy poznali taką formę, jaką jest powieść i docenili jej wartość. Wcześniej nie istniało nic takiego jak powieść japońska. Istniała opowieść, opowiadania, dzienniki, eseje i rzeczy tego typu. A przy tym nawet nie istniał język, który godziłby język literatury z językiem mówionym. Japończycy musieli się tego nauczyć, wypracować to sobie, ale i tak rezultat był ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 17 zupełnie inny niż w przypadku literatury zachodniej, bo jest to całkowicie odmien- ny anturaż, inne nazwy, miejsca, jedzenie, architektura, same mieszkania, sklepy, zna- ki (mam na myśli pismo ideograficzne)… Każdy, kto zobaczył kraje azjatyckie, wie, że jest to zupełnie coś innego niż tutaj. I to widać w tej literaturze. Na przykład u Ka- wabaty Yasunariego, który celnie i fantastycznie pokazywał piękno prawdziwie japońskie. U Mishimy też to jest, ale w inny sposób. Z Kawabatą nikt z Zachodu nie będzie się identyfikować, natomiast Mishima jest jak gdyby pomiędzy światami. Chciał pokazać Japonię uniwersalną, pokazując jej piękno, ale tak jakby mówili o niej cudzoziemcy. Był nawet taki czas w jego twórczości, kiedy bardzo wierzył, że do- stanie Nagrodę Nobla. Pragnął być czytany na Zachodzie i chciał być tłumaczony przede wszystkim na angielski, bo wierzył, że przez ten język jest się znanym. Wręcz sobie zażyczył, by na inne języki był tłumaczony przez angielski. Chciał to kontrolo- wać i miał zaufanie do swoich angielskich tłumaczy. A nie jest łatwy do tłumaczenia. Budował wielopoziomowe zdania, ale są to zawsze zdania straszliwie logiczne. Tłu- macz wie, że jeśli czegoś nie rozumie, to dlatego, że sam nie zrozumiał, a nie dlatego, że pisarz się pomylił, bo nie pamiętał, o kim lub o czym pisze, bo nie potrafi jasno się wyrazić. Bo jest tyle postaci albo są tak niedopracowane… U Mishimy wszystko jest perfekcyjnie dopracowane. Jeśli tworzył fabułę w konkretnym miejscu, jechał tam, badał to miejsce, siedział tam, spotykał się z ludźmi, robił notatki… Można mu zaufać. A nie jest to wcale takie oczywiste w przypadku innych pisarzy. Porównując bardzo lubianego przez Japończyków Dazaia Osamu, który był niedawno przez Henryka Lipszyca tłumaczony, jego jest jeszcze trudniej tłumaczyć. Ale z innego powodu. Jest on bardziej japoński. Istnieje takie japońskie słowo aimai na, czyli wieloznaczny, wielowarstwowy, niejasny i właśnie, niedopowiedziany… Większość pisarzy japońskich jest jak Japonia i jej kultura niedopowiedziana. A Mishima prze- ciwnie, ale w tym dobrym znaczeniu. To nie tak, że wszystko mówi. Fakt, mówi dużo, mówi jasno, ale to, co jest niedopowiedziane, to poetyckość jego powieści, jego pro- zy. To jest dla mnie piękne i to go wyróżnia. PO: Co wiemy o tym, jak się prezentował? Był bardzo wyczulony na punkcie swojego wyglądu, nawet wszystkie zdjęcia wydają się szczegó- łowo przygotowane, jakby nie było w ogóle przypadkowych. BKHC: O Mishimie wiemy dużo z jego biografii, którą napisał John Nathan. Pisał też Henry Scott-Stokes. Również sami Japończycy, ale później niż Amerykanie. Na pewno był słabowitym dzieckiem wychowanym przez babcię. Naprawdę był słabego zdrowia, wręcz chucherkiem i wątki te odnajdujemy w Wyznaniu maski, powie- ści, którą można uznać za autobiograficzną. Wzrastał więc w atmosferze choroby i lekarstw, a kiedy poszedł do szkoły podstawowej, zauważył, że są inni chłopcy, wielcy, rośli. I to mu imponowało. Zdrowe ciało było dla niego czymś wspaniałym. Takim właśnie chciał być. W końcu mógł stać się taki po osiągnięciu dojrzałości, po napisaniu Wyznania maski, dzięki któremu rozliczył się z sobą, z dzieciństwem i młodością, czyli czasami, które były dla niego straszne. Był wtedy czas powojenny, kiedy Japończycy nie mogli wyjeżdżać za granicę , bardzo ciężko było dostać pasz- port. A jemu udało się jakoś wydostać z Japonii. Przeżył podróż inicjacyjną, na po- czątku lat 50., w wieku dwudziestu sześciu lat. Pojechał do Europy, Stanów Zjedno- czonych, Francji, Anglii, Brazylii i do Grecji, przede wszystkim do Grecji, w której odnalazł światło, słońce. Czyli jak gdyby uciekł śmierci, uciekł nocy i uciekł słabo- witemu, nadwrażliwemu sobie. Odnalazł światło, apollińską formę i starał się też ujarzmić to, co dionizyjskie. Tam też odnalazł piękne ciała posągów greckich, które później usiłował odtworzyć w swoim ciele. Po powrocie z podróży, która była wła- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18 Yukio Mishima ściwie podróżą dookoła świata, zapisał się na kurs greki, ale też od razu zaczęły się sporty, boks, judo, bodybuilding, kendō. I został przy sporcie i wysiłku fizycznym już do końca życia. Było dla niego ważne, żeby zbudować swoje ciało. Bo kiedy bę- dzie piękna forma, będzie piękne, jasne wnętrze. Przy mocnym i wysportowanym ciele, z tężyzną fizyczną, będzie również tężyzna psychiczna. PO: Jest to bardzo greckie, ale czy jest coś podobnego w kulturze ja- pońskiej? BKHC: To jest greckie i wyłącznie greckie. Jeśli chodzi o Japonię, kojarzy nam się z holistycznym podejściem i praktycznie z nierozróżnianiem tego, co umysłowe, racjonalne, intelektualne z tym, co cielesne. Tradycyjnie, japońskie ciało i duch to to samo. Natomiast Mishima bardzo odczuwał swoją słabość jako coś zniewieścia- łego, niemęskiego. Odczuwał także niezwykle mocno przewagę pierwiastka inte- lektualnego. Bardzo walczył o to, by ciało dorównało umysłowi, a wręcz by go zdo- minowało. Pisał o tym, że słowa go wyprzedziły. Najpierw w jego życiu pojawiła się świadomość słowa, a nie świadomość ciała. Poszukiwał więc świadomości ciała, która miała dać mu świadomość życia. Trzeba pamiętać, że Mishima był niesamo- wicie inteligentny, był erudytą, straszliwie dużo czytał, straszliwie dużo wiedział, straszliwie dużo pisał. Ale przy tym był to człowiek niezwykle skupiony na sobie, swoich potrzebach, kompleksach i bolączkach. Stąd poszukiwanie siebie, poszuki- wanie odpowiedzi jako człowiek, jako pisarz… Tutaj wchodzimy w sprawy psycho- logiczne. Dodam jeszcze, że Marguerite Yourcenar napisała w swoim długim eseju Mishima ou la vision du vide, że Mishima jest dla niej dzieckiem, które chorowało na śmierć. I to jest bardzo ładne. Takie spojrzenie pisarki, która bardzo dużo ro- zumie poprzez śmierć Mishimy i jego pisarstwo. Nawet jeśli nie znała japońskiego i poznała Mishimę poprzez angielski czy francuski. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 19 PO: Pozostając jeszcze chwilę przy ciele, czy Mishima był przystojny? BKHC: Myślę, że ma „przystojną” twarz. Regularną, z wyrazem. Fizycznie na pew- no nie był uznawany za nieprzystojnego. Nie był wysoki, ale w Japonii niski wzrost nie jest przeszkodą. Nie ma czegoś takiego jak niski mężczyzna, bo tak naprawdę wszyscy są niscy. Ale Mishima był szczególnie niski i to było ważne przy szukaniu żony. Rodzina szukała mu żony, Kawabata Yasunari szukał mu żony, wszyscy szukali mu żony i ważne było, by była z dobrego domu i by była niższa. Mogłaby być córką cesarza, ale gdyby była wyższa, też by się nie nadawała. Dla niego to było ważne. Sami Japończycy nigdy nie podkreślali, że był niski lub nieprzystojny. Wszyscy z ko- lei dostrzegali śmiech Mishimy, trochę nerwowy, trochę szyderczy i niezwykle głoś- ny jak na takiego niepozornego człowieka, drobnego i niewielkiego. Trudno mi tu- taj coś więcej powiedzieć. PO: Skąd u niego ten tajemniczy zwrot prawicowy? BKHC: Od tego też zawsze uciekałam. I wygodną drogą ucieczki jest myślenie o tym w kontekście śmierci, która Mishimę zawsze fascynowała i pociągała. Ostatecznie ideałem stała się dla niego śmierć poprzez seppuku, poprzez rytualne samobójstwo, takie, które było dozwolone tylko samurajom w czasach feudalnych. Od czegoś ta- kiego współczesna Japonia odżegnywała się. W drugiej połowie XX wieku było to coś całkowicie anachronicznego. Ale jego matka, gdy dowiedziała się o śmierci syna, powiedziała, że Kimitake, bo tak naprawdę miał na imię, wreszcie jest szczęśliwy, że zrobił to, co zawsze chciał zrobić. To, że matka o tym mówi, jest niezwykłe. Mishi- ma całe życie starał się zapanować nad swoim impulsem śmierci. Ale to, jaki był po roku 1960, jest nieodgadnione i niestabilne. Nawet najbliżsi przyjaciele uważali, że coś się z nim stało, bo racjonalny Mishima nigdy tak by się nie zachował. Dla mnie jego zwrot prawicowy był zwrotem ku śmierci. A śmierć frapowała go całe życie, po- ciągała i przerażała jednocześnie, więc uciekał przed nią. Ale ucieczka, to trzeba po- wiedzieć, była też pogonią za śmiercią. Początek jest końcem, a koniec początkiem. Sądzę, że ten zwrot był też rodzajem alibi. Cesarz – to było alibi. To była forma, cała próba poderwania Japońskich Oddziałów Samoobrony, Jieitai, dokonania rewolty wojskowej w obronie cesarza przeciwko rządowi. Niezwykle o cesarzu i honorowej śmierci przez seppuku pisał w Patriotyzmie, a dziesięć lat później umarł w bazie sił zbrojnych w Ichigaya, gdzie wraz ze swoimi wiernymi uczniami i studentami z armii, bo tak ich trzeba nazwać, ze Stowarzyszenia Tarcz (Tatenokai), które sam stworzył, sterroryzował kilka osób. Próbował dokonać przewrotu wojskowego, związał swojego znajomego generała, wystąpił z przemówieniem, chciał zachęcić członków Oddziałów Samoobrony do zrywu. Wszyscy wtedy go znali, ćwiczył razem z nimi pod górą Fuji. Będąc człowiekiem niezwykle światłym, postanowił to zrobić, ale musiał wiedzieć, że to nie dojdzie do skutku. Jestem przekonana, że miał taką świadomość. Można powiedzieć, że kiedy miał już zbudowane ciało, takie ciało, o ja- kim zawsze marzył, jakie było dla niego piękne, jakie mogło być pożądane, był go- towy na śmierć. Ta śmierć miała posmak erotyczny, a jednocześnie była dla niego ostatecznym świadectwem życia. Było w tym coś, czego bardzo poszukiwał. Był to też rodzaj narcystycznego skupienia na sobie. Chęć popełnienia samobójstwa po to, by w chwili uświadomienia sobie, że życie odchodzi, poczuć, że się żyje. Ta ca- łożyciowa ucieczka przed śmiercią, której straszliwie się bał, była też impulsem do życia. Strasznie to wszystko skomplikowane, dlatego pewnie każdy odczytuje Mi- shimę inaczej. Dla mnie najbliższe jest to matczyne spojrzenie na dziecko, które jest chore na śmierć. Które przy tym wszystkim jest niezwykle ambitnym i warto- ściowym człowiekiem. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 20 Yukio Mishima PO: Jak obecnie oceniana jest próba przewrotu? I czy ma wpływ na od- biór jego twórczości? BKHC: Jest to w jakiś sposób widoczne. Mishima pisał o wszystkim, w różnych pis- mach i wydawnictwach, a to, co pisał, było zawsze mądre. To nie ulega wątpliwości, ale ten jego nacjonalizm jest jakąś plamą, trudno powiedzieć, że plamą na honorze, ale na pewno wielu osobom przeszkadza. Jeśli chodzi o badania akademickie, żadne liczące się uniwersytety w Japonii nie pozwalają na pracę nad twórczością pisarza, od którego śmierci minęło mniej niż pięćdziesiąt lat. Ten czas jest bardzo ważny, bo pozwala na bardziej obiektywne spojrzenie. Choć ostatnio mówi się już o trzydziestu latach… Kiedy pojechałam do Japonii w latach 90., nie było nikogo, poza Takashim Inoue w Tokio i dwoma czy trzema badaczami w innych częściach kraju, którzy zajmowaliby się Mishimą w ogóle jako tematem badawczym. Dla wie- lu Mishima nadal jest kojarzony ze środowiskiem prawicowym. A to środowisko bardzo głośno mówi i naświetla wszystko, co związane z Mishimą od strony pra- wicowej, i przypisuje go sobie. Stał się czymś w rodzaju twarzy tego środowiska. Również dla rządu, władz, rodziny cesarskiej Mishima jest kimś wielkim, niezwyk- le ważnym. Jest kimś, kim kręgi prawicowe, procesarskie, szczycą się. To wszystko więc, co jest lewicą, raczej nie chce mieć z nim do czynienia. Nie mówię, że do- tyka to badaczy, tu raczej wchodzą w grę sprawy ciekawości naukowej albo sprawy bliskości, utożsamiania się osobowościowego. Mishima powszechnie jest doceniany jako wielki pisarz, wszyscy Japończycy wiedzą o tym, że jest pisarzem tłumaczo- nym, zwłaszcza na angielski, to dla nich bardzo ważne. Są też tacy, którzy kupują Dzieła zebrane Mishimy, wszystkie czterdzieści kilka tomów, by te stały na półce. Bo to jest ktoś wielki. Nawet jeśli nie czytają, to kupują. I bardzo wielu się na nie- go powołuje… Jest też ważny, bo był kandydatem do Nagrody Nobla. Bardzo na nią czekał, ale ostatecznie jego przyjaciel, Kawabata Yasunari, zabrał mu ją w 1964 roku. Gdy Mishima się o tym dowiedział, od razu pojechał mu pogratulować. Kawa- bata był jego mentorem i w młodości wprowadzał go w życie literackie… Z drugiej strony wielu pamięta Mishimę przede wszystkim jeszcze z wiadomości w gazetach japońskich. Pamiętają zdjęcie jego odciętej głowy. Widzą w nim tylko człowieka, który zrobił coś kompletnie nie z tego świata. Mam wrażenie, że dla Zachodu było to bardziej zrozumiałe niż dla Japończyków. Japonia w 1970 roku była krajem, gdzie zaczynała się prosperita, była ogromnie nowoczesna. Ale dla Europy Japonia to nadal był samuraj i gejsza… Dla nas więc to było bardziej normalne, że ktoś w Ja- ponii, nawet znany pisarz, popełnił samobójstwo, samobójstwo poprzez rozcięcie brzucha. A Japończycy wręcz wstydzili się tego, bo to odsyłało do Japonii czasów feudalnych, do tego, o czym chcieli zapomnieć. PO: Tych samobójstw pisarzy mieli w XX wieku niemało… BKHC: Tak, to prawda, było ich wiele. Życie odebrali sobie między innymi tacy wielcy pisarze, jak Akutagawa Ryūnosuke, Dazai Osamu, a już po śmierci Mishimy, w 1972 roku sam Kawabata Yasunari. Ale nie były to śmierci przez seppuku. Wszyscy oni rozstali się z życiem w sposób bardziej lub mniej konwencjonalny niż śmierć przez seppuku. Europa nie do końca zdawała sobie sprawę, na czym to polega: na rozcięciu w pełni świadomości brzucha i wypłynięciu wnętrzności. Oprócz strasz- liwego bólu, wizualnie, to jest okropne. I jeszcze należy przyjąć taką pozycję ciała, żeby spaść najlepiej do przodu, by ukryć to, co „nieładne”. A poza tym jeszcze ktoś musiał ściąć głowę i tę głowę ładnie ustawić, żeby dobrze wyglądała. Trzeba mieć ostry miecz i ten, który ścina, kaishaku, musi mieć dobrą rękę. A wiemy, że u Mi- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 (4/2015) 21 shimy było aż pięć prób… Jego wybrany, Morita Masakatsu, który najprawdopo- dobniej był też jego ukochanym, nie stanął na wysokości zadania. Tak przeraziła go śmierć Mishimy. Kilka razy ciął. I dopiero miecz przejął od niego inny członek Stowarzyszenia Tarcz, Koga Hiroyasu, który ściął głowę. Morita był osobą tak bliską Mishimie, że miał pozwolenie, by samemu rozciąć sobie brzuch. Coś spróbował i Ko- ga jak najprędzej odciął mu głowę. To są straszne rzeczy. Japończycy mieli tego świa- domość. I dla nich wtedy było to strasznym barbarzyństwem, a dla nas było właśnie „takie samurajskie”. My nie mieliśmy tych informacji w dziennikach. A tam sam Mishima zadbał, żeby dziennikarze byli na miejscu… Badając Mishimę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

eleWator 14 (4/2015) - Yukio Mishima
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: