Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00326 007642 13276644 na godz. na dobę w sumie
eleWator 15 (1/2016) - Bieda - ebook/pdf
eleWator 15 (1/2016) - Bieda - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 208
Wydawca: Forma pracownia projektowa i wydawnictwo Anna Nowakowska Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'eleWator' jest pismem, w którym oprócz najnowszej prozy i poezji uznanych i debiutujących autorów, mieszkających w Polsce oraz za granicą, znaleźć można teksty literackie przetłumaczone na język polski, szkice o literaturze i jej najwybitniejszych twórcach, a także eseje, felietony i recenzje. Kwartalnik jest miejscem dyskusji, polemik i platformą ożywczej wymiany poglądów. Dzięki stałym współpracownikom z Berlina, Dublina, Kijowa, Kopenhagi, Londynu, Paryża i Nowego Jorku, 'eleWator' ma charakter globalny, a także interdyscyplinarny. Wiele uwagi poświęca bowiem najnowszym światowym działaniom artystycznym omawianym w działach filmu, muzyki, sztuk plastycznych i architektury oraz teatru. Kwartalnik, którego wydawcą jest Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy jest pismem szczególnym, bowiem punktem odniesienia do wszystkich decyzji formalnych, redakcyjnych i konceptualnych, jest dziedzictwo Autora „Prozaicznych początków”.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 kwartalnik literacko-kulturalny nr 15 (1/2o16) – styczeń/marzec 2016 ISSN 2299-5692 copyright © eleWator, Szczecin 2016 redagują: Marcin Bałczewski (komiks), Andrzej Fogtt (sztuki plastyczne), Krzysztof Lichtblau (sekretarz redakcji), Paweł Nowakowski (proza), Paweł Orzeł (redaktor naczelny), Damian Romaniak (film), Karol Samsel (eseje i szkice), Kamil Sipowicz (muzyka), Maja Staśko (poezja polska), Leszek Szaruga (krytyka literacka, zastępca redaktora naczelnego), Adam Zdrodowski (poezja zagraniczna) stali współpracownicy: Edward Balcerzan (Poznań), Łeś Bełej (Kijów), Izabela Fietkiewicz-Paszek (Kalisz), Anna Frajlich (Nowy Jork), Artur Daniel Liskowacki (Szczecin), Beata Patrycja Klary (Gorzów Wielkopolski), Monika Petryczko (Szczecin), Małgorzata Południak (Dublin), Andrzej Turczyński (Koszalin), Andrzej Wasilewski (Paryż), Tadeusz Zubiński (Ryga, Benicarló) redakcja techniczna: Iwona Kępisty korekta: Agata Borowicka i Anna Nowakowska grafiki na okładce: Anna Monika Koźbiel, Krzysztof Schodowski grafiki i obrazy w numerze: Joanna Koziej zdjęcie na 208 stronie: Andrzej Łazowski (www.lazowski.eu) redakcja i wydawca: Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy adres do korespondencji: 71-141 Szczecin, skrytka pocztowa nr 39 siedziba: 71-467 Szczecin, ul. Mariana Rapackiego 2 www.elewator.org / klichtblau@elewator.org www.fundacja-berezy.org / biuro@fundacja-berezy.org Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca i nie przechowuje. Redakcja zastrzega sobie prawo do zmiany tytułów, skracania oraz redagowania tekstów, o ile nie wypacza to sensu oryginału. druk: KAdruk, Szczecin publikacja współfinansowana ze środków Miasta Szczecin oraz Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Pomerania dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 2 intro bieda poezja proza Yeats mówi poezja epistoły proza dziennik z Ciężkowic z Krakowa z Paryża z Częstochowy sztuki plastyczne i architektura ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 5 6 18 19 22 25 29 32 37 38 46 52 55 56 63 66 68 71 88 94 96 97 101 104 109 126 128 133 138 144 spis treści Szczepan Kopyt, wiersz Andrzej Turczyński, Pani Bieda. Tondo alegoryczne Marian Lech Bednarek, 3,50 zł Krzysztof Tomanek, Granica przedpołudnia Jacek Durski, Ale bieda! (fragmenty z różnych tekstów) Agnieszka Szelega, (U)ścisk konformizmu. Przypadek Yoani Sánchez i Cuba Libre. Notatki z Hawany Grzegorz Strumyk, Mam czas Agnieszka Milewska, Sztajer na śmietniku Kazimierz Kyrcz Jr, Luksusy pana Kiełbasy Piotr Smoliński, „I – nie powstał z klęczek”. Mieczysław Czychowski jako kontrowersja życia artystycznego na Wybrzeżu Krzysztof Wołodźko, Rewolucja, strajk i bieda. Szkic łódzki Michał Paluszkiewicz, Ciało Marian Lech Bednarek, Fill in this form, please Damian Romaniak, Bieda jako temat filmowy na przykładzie Midnight Cowboy i The Full Monty Marcus Slease, W pociągu do Exeter tyłem do kierunku jazdy, W pociągu z Darlington przodem do kierunku jazdy, W pociągu do Liverpoolu tyłem do kierunku jazdy, W pociągu z Norwich przodem do kierunku jazdy, W pociągu z Oksfordu tyłem do kierunku jazdy, Wielkie jajo Ilona Witkowska, piekło na ziemi, widziałeś, jakie mamy ładne zdjęcie bez ciebie?, plac nieuświadomionej konieczności dziejowej, bezprizorni Marcin Bałczewski, Prosta historia Elżbieta Stankiewicz-Daleszyńska, Vitriol William Butler Yeats, Najszczęśliwszy z poetów Rafał Krause, Ranking, Ogon, Z użytkownikiem Adam Wiedemann, Nagrobek Henrykowi, Śledź repertuar, Rudy Henryk Bereza, Listy do poetów: do Adama Wiedemanna (3) Łukasz Suskiewicz, Założenia Miłosz Waligórski, Ostatni dzień Zinaida Gippius, Szary notes (Ołówkiem [pisany]) Waldemar Bawołek, Święty Ignacy z Loyoli, obdarz mnie pokorą Tomasz Bohajedyn, Honor nad życie. Rzecz o pojedynkach Andrzej Wasilewski, Generacja Kciuka według Michela Serresa Arkadiusz Frania, Noriega, oblężenie Jerycha i heavy metal Andrzej Fogtt, Banale, bannale. Biennale, bienale 15 (1/2016) krytyka literacka komiks muzyka stałe felietony 3 Rafał Gawin, Kiedy język idzie na wojnę (Bartłomiej Majzel, Terror) Justyna Kasperek, Sztukateria odniesień (Natalia Malek, Szaber) Mateusz Hachlica, Nieustanne nieprzystosowanie (Paweł Tański, Spod siódmego żebra) Mateusz Dworek, Zakatowanego nie interesuje Świat (Ewa Sonnenberg, Hologramy) Przemysław Kuliński, Pejzaż/cień egzystencji (Krystyna Wiatrowska, Newralgion) Mateusz Wabik, Wiersze z dwóch krajów i dwóch epok (Krzysztof Rytka, Zapiski w brulionie) Arkadiusz Frania, Osaczeni, ale jeszcze nie osądzeni (Elżbieta Cichla- -Czarniawska, bliżej milczenia) Paweł Orzeł, Legenda (prawie) jak inne (Osamu Dazai, Zatracenie) Paulina Barańska, Bzik tropikalny podszyty melancholią (Joanna Bator, Wyspa Łza) Maja Staśko, Herstoria Polski (Emilia Walczak, Hey, Jude!) Paweł Jasnowski, W stronę nowej wspólnoty (Grzegorz Jankowicz, Gombrowicz – loading. Esej o formie życia) Leszek Szaruga, Pro / za i przeciw. 9 (Rudolf Chmel, Kompleks słowacki; Klemen Pisk, Za krzakiem majaczącego ślimaka; Martin Pollack, Skażone krajobrazy; Mety Kušar, Lublana) Patrycja Chajęcka, Pałac z baśni powstaje (Beata Chomątowska, Pałac. Biografia intymna; Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury) nadesłano Jarosław Kozłowski, Z bibliotecznej teki. 2 Marcin Bałczewski, Baśń o przeznaczeniu (Cyril Pedrosa, Trzy cienie) Jestem pełen swoich własnych skarbów. O krytyce, zespołach Miłość, Chango, wydawnictwie Kilogram Records i muzyce do filmów. Z Mikołajem Trzaską rozmawia Beata Zuzanna Borawska Adam Mańkowski, Drużyna marzeń w fantastycznej narracji (John Zorn The Dreamers, Pellucidar: A Dreamers Fantabula) Monika Petryczko, Nemezis vs Mykietyn (Nemezis vs Mykietyn) „poniewczasie” – Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Zelenay Tadeusz, Hołuj Tadeusz „dlaczego nie jestem malarzem” – Małgorzata Południak, Skłonności „esoesy” – ADL, Czwarte „poza mainstreamem” – Izabela Fietkiewicz-Paszek, „Próbuję zrozumieć czasy, w których żyły moje babcie”, czyli Poemat kresowy Krystyny Mazur „bez przesady” – Edward Balcerzan, Iskra optymizmu (humanisty) VIII Ogólnopolski Konkurs Poetycki „Refleksy”, Komunikat jury Konkurs Literacki imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie”, Edycja 4, 2016 – regulamin 146 148 149 152 153 155 157 160 162 164 166 170 173 177 178 179 181 188 189 192 194 198 200 202 204 205 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 4 Joanna Koziej, „Sen III (starcie)”, 29,7 x 21,0 cm, tusz na papierze, 2015 r. Joanna Koziej (ur. w 1986 r. w Warszawie) – malarka, graficzka, rysowniczka i projektantka. Absolwentka wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i stypendystka École nationale supérieure des Arts Décoratifs w Paryżu. Jej plakaty o tematyce społeczno-kulturalnej były nagradzane i wyróżniane w Polsce i za granicą. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 15 (1/2016) intro wiersz 5 Szczepan Kopyt wyobraź sobie wiersz pojawiający się znikąd w tłumnym centrum sączący się z głośników wprost do ust pracownic i pracowników rzucających swoje tace rękawice zniszczone fragmenty infrastruktury wiersz który sprawia że idą w jedną stronę poemat którego emocje finalnie splatają losy osobiste z momentem wybuchu lirykę która niszczy bankomaty wersy na ustach kibiców przechodzących do gry tak wiersz który nie napuszcza nas na siebie wiersz nie urywający się ani na moment dopasowany jak tampon wiersz z którego nieuważni czerpią uwagę a uważni siłę wyobraź sobie tekst generujący ciągi zdarzeń wiersz jak kroplę i bombę z cyfrowym detonatorem strofy nie lokujące produktów metafory obrysowane na ogólnych teoriach rynku i fizjologii wiersz o estetyce lustra radia gazety telewizji i outdoorów wiersz odbierany inaczej przez psy koty i ludzi inaczej przez kobiety inaczej przez mężczyzn inaczej przez inne role wiersz inaczej rozumiany przez bliźniaczki jednojajowe inaczej przez klon człowieka i jego biopatern wiersz w którym wszystko można jeszcze zepsuć i ulepszyć Szczepan Kopyt (ur. w 1983 r.) – poeta i muzyk. Mieszka w Poznaniu. Nagrodzony w konkursie im. Jacka Bierezina (2004), nominowany m.in. do Nagrody Literackiej Gdynia (2010, 2014) i „Paszportu „Polityki (2011). Tłumaczony na angielski, czeski, francuski, ukraiński, niderlandzki, niemiecki, serbski i słowacki. Wydał tomy poetyckie: yass (2005), możesz czuć się bezpiecznie (2006), sale sale sale (2009), Buch (2011), Kir (2013) oraz płyty: W pustyni i w puszczy (2008), Mazut Mazut (2010) – z zespołem Yazzbot Mazut oraz buch (2011), kir (2013) – w duecie Kopyt/Kowalski. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 6 Andrzej Turczyński bieda Pani Bieda. Tondo alegoryczne Adrienne von Speyr zapisała takie oto trzy spostrzeżenia: „Przyzwyczajać się do rzeczy, znaczy pozbawiać je duchowej treści. Coś w tym rodzaju: odświętna suknia najpierw była ozdobą, noszona potem jako strój roboczy już nie zdobi – tylko słu- ży” (III 87); „Duchowe ogołocenie nie jest jednorazowym procesem, poddaję mu się dobrowolnie, ale właśnie z tej dobrowolności czerpię prawo, by raz po raz coś uszczknąć, występując w roli właściciela coś uratować dla siebie; i właśnie po to, co udało mi się przeszmuglować, Pan bezlitośnie wyciąga rękę” (III 88); „Umieć cierpieć i umieć kochać to jedno i to samo” (V 94)1. Zdania powyższe obiegają trzema kręgami rant wyimaginowanego niewielkiego obrazu w formie tonda przedstawiającego en grisaille (w szarościach) Panią Biedę Samotrzecią z jej starszą siostrą, ledwie widoczną Dolą i młodszą – Nędzą. Ów krą- gły obraz, dzieło Bezimiennego twórcy zwanego „Mistrzem Biedy” od zawsze toczy się przez dzieje stworzonego świata, doskonale więc znany jest ludzkości, ludom wszystkich czasów i ziem. Owe trzy siostry skwapliwie używają imion zastępczych, takich jak Krzywda, Bezwstyd, Nieczułość, Chciwość, Zawiść, albo Złość – dodać jednak wypada, że pod tymi maskami najczęściej ukrywa swe oblicze Dola niekie- dy nosząca męskie imię Los albo Przeznaczenie, która w łacinie znów nosi żeńską formę imienia: Fatum – nieubłaganej konieczności, podobnie jej odpowiedniczka śród bóstw greckich – pierwotnie nosząca imię Aĩsa, dziś omal zapomniane, bo je- go miejsce zawłaszczyła bezwzględna Nemezis, w istocie będąca „gniewnym, choć sprawiedliwym losem”, a nawet egzekutorką sprawiedliwości. W odróżnieniu od alegorycznych postaci, takich jak Szczęście, Miłość lub Ra- dość wciąż obecnych w ludzkim życiu, a jednak zawodnych lub chwilowych, pojawia- jących się mimowolnie lub nawet mimochodem, choć zawsze manifestujących się jako nadzieja czy choćby tylko jej cień, „cień nadziei” – Dola, Los, nigdy nie opusz- czają człowieka, pozostając jako ścieżka życia stale obecna w jego myślach i sercu, wiernie towarzysząc mu aż po grób. Pani Bieda na podobieństwo Aĩsy, nie zmieniając swej natury, przybiera także rozmaitość masek (gr. proposon, czyli persona) i chociaż jej władza nad człowie- kiem (jeśli nie nad całym stworzeniem w ogóle) jest mało suwerenna, bowiem mimo wszystko podlega i ulega dyktatowi Doli, w której gestii pozostają przecież wszelkie formy życia, wydaje się być stale towarzyszącym jego życiu cieniem. Co charaktery- styczne: Pani Bieda ma cichego, ale podstępnego i usłużnego wspólnika – Strach, który w bardziej skrytym, lecz tym bardziej bezwzględnym i bezlitosnym wcieleniu uobecnia się jako Lęk – na przykład przed czymś nieznanym, przed chorobą, przed bólem uruchamiającym wyobrażenia spodziewanych cierpień fizycznych bądź du- chowych. Bywa, że Strach przywołuje wspomnienie niegdysiejszego niedostatku, braku czegoś, co wciąż wywołuje niepokój, zatroskanie, obawę przed powtórką. Po- śród tych strachów chyba najgłębszy, najbardziej dotkliwy i obezwładniający jest rozmaicie się manifestujący lęk przed głodem. Jest tak silny, tak nieludzki w swej istocie, a zarazem na tyle powszechny, że w Modlitwie Pańskiej uprasza się o dar 1 A. von Speyr, Lumina, w tegoż: Trzy kobiety i Pan. Lumina, przeł. J. Koźbiał, Poznań 1989; liczby rzymskie oznaczają tutaj numer rozdziału Luminy, arabskie numer strony. 15 (1/2016) ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 7 chleba powszedniego, zaś jednym z najważniejszych aktów miłosierdzia jest „głod- nego nakarmić”. Dlatego właśnie bieda w swej skrajnej formie przeistoczona w nędzę przede wszystkim implikuje obrazy głodu, głodu wyniszczającego ciało, degradującego psychikę i ducha, odbierającego człowiekowi poczucie człowieczeństwa, w sytuacji ekstremalnej nawet skutkującego szaleństwem lub śmiercią. Głośna pod koniec ubiegłego wieku rozprawa Jean Delumeau, profesora w pa- ryskim Collège de France (tym samym, w którym wykładał Adam Mickiewicz), przy- pomina świadectwo pozostawione przez Josepha Grandeta, dyrektora seminarium w Angers, do którego przybyli mieszkańcy Craonnais, „by żebrać o chleb, »z obli- czami bladymi i wynędzniałymi, które budziły na równi strach i współczucie«”. Ów Grande wraz ze swoimi współpracownikami i parafianami spieszy im z pomocą, a napotyka: „(…) tysiące biedaków wzdłuż płotów, z twarzami czarnymi, sinymi, wychudli jak szkielety, więk- szość wsparta na kijach i powłócząca nogami według swych sił, by prosić o kawałek chleba”. W 1694 r. kolejne bardzo poważne niedostatki. Kanonik z Angers może napisać: „Głód jest tak wielki, że wielu umiera z głodu, nawet w tym mieście Angers”2. A przecież miasto Angers nad rzeką La Main położone, od której nurtu dzieli zaledwie żabi skok nad Loarę, to nie pierwsza lepsza francuska mieścina, lecz sta- rożytna stolica Andegawenii, z rodu której władców pochodziła nasza królowa Jadwiga Andegaweńska, małżonka Jagiełły – święta Kościoła katolickiego i pa- tronka Polski. Godzi się jednak w strachu przed Panią Biedą dostrzec także objaw pozytywny, zapłon wyzwalający energię do zapobieżenia grożącemu widmu głodu, aktywność obligującą, jeżeli nie zmuszającą człowieka do czynu, do chronienia i obrony dob- rego status quo – dobra tyleż własnego i swoich bliskich, co innych, obcych ludzi, wszak strach rodzi i pozytywne uczucia, choćby empatii i budzącej szacunek spo- legliwości. Zatem bieda, Pani Bieda – jak nazywał ją święty Franciszek z Asyżu, mając ją za swoją najserdeczniejszą najbliższą przyjaciółkę – niejedno ma imię. Najpowszechniejszym stanem biedy bywają różne formy niedostatku, objawia- jącego brak jakiegoś elementu, który czyniłby życie w stopniu bardziej niż dosta- tecznym odpornym na rozmaite niedogody i zagrożenia, zapewniając człowiekowi minimum spokoju i życiowej równowagi, tym samym umacniając jego Ja. Przyznajmy, że nie jest do końca jasne, czy uobecniająca się w naszym życiu w takiej bądź innej postaci bieda stanowi tylko problem biologiczny i społeczny, czy także moralny, a nawet – w związku z niezależną od człowieka, acz niecałkowicie, rzecz jasna, jego Dolą lub Losem – czy nie należy rozpatrywać jej jako kwestii meta- fizycznej, pamiętając chociażby o duchowych zaślubinach Pani Biedy, nazywanej też Panią Ubóstwo, zaślubinach z Biedaczyną z Asyżu3. W trzynastowiecznym poemacie 2 J. Delumeau, Lęk przed śmiercią z głodu, w: Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII w., przeł. Adam Szymanowski, Warszawa 1986, s. 155. 3 Zapisek o umiłowaniu przez św. Franciszka biedy, jako stanu ludzkiej egzystencji, zamieszcza w żywocie świętego Jakub de Voragine: „Św. Franciszek kochał ubóstwo u siebie i u innych tak dalece, że zawsze nazywał biedę swoją panią. Ilekroć widział kogoś biedniejszego od siebie, zazdrościł mu i obawiał się, że tamten go przewyższył. Gdy pewnego dnia spotkał na drodze pewnego biedaka, rzekł do swego towa- rzysza: Nędza tego człowieka wstyd nam przynosi i bardzo przygania naszej biedzie. Przecież w zamian za moje bogactwa wybrałem sobie biedę za panią, lecz w tym człowieku jaśnieje ona bardziej niż we mnie. (...) Pewnego razu św. Franciszek spotkał na drodze trzy niewiasty [wyróżnik mój – A.T.]. Całkiem podobne do siebie z twarzy i ze stroju. Pozdrowiły go one tymi słowy: Niech będzie pozdrowiona pani Bieda. To rzekłszy natychmiast znikły i nikt już ich więcej nie widział”, w: J. de Voragine, Legenda na dzień św. Franciszka, w: Złota legenda, przeł. J. Pleziowa, Wrocław 1994, s. 215; 216; por. także: O.S. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 8 bieda błogosławionego Giovanniego da Parma, Jana z Parmy: Sacrum Commercium be- ati Francisci cum domina Paupertate (Mistyczne zaślubiny błogosławionego Franciszka z Panią Biedą) ujęte zostały jako absolutnie niedościgniony wzorzec re- ligijnego przeżycia, jako misterium kontemplacji, mistycznego zbliżenia się z Bogo- Człowiekiem w jego całkowitym ogołoceniu, a zarazem Chwale, zatem są trakto- wane jak doświadczenie już w świecie tym glorii Nowej Jeruzalem, Niebieskiego Królestwa. Rujnujące dziś coraz wyraźniej mir społeczny napięcie między biedą a bogac- twem, między sferami ubóstwa a opływającymi w dobra stosunkowo niewielkimi grupami ludzi, niekoniecznie dającymi się zaliczyć się do jakichkolwiek elit, jak też budzący niepokój i gniew konflikt w łonie Kościoła, podziały wynikające ze stylu życia jego hierarchów, a w większości zwykłych „sług i posłańców Bożych”, nie są ja- kimś szczególnym znakiem naszych czasów, wszak to właśnie owa opozycja stała się zarzewiem „Franciszkowego buntu” i pozostaje wołaniem o ogołocenie Kościoła rzymskiego, o wzięcie przezeń na siebie brzemienia Krzyża. Franciszkański postulat „biednego, współczującego, litościwego Kościoła”, w różnych czasach przewijał się złoto-srebrną nicią omal przez całą tkań jego historii, w skrajnej postaci przybie- rając nawet formę buntów niższego kleru wspomaganego przez zdesperowanych i rewolucyjnie nastawionych między innymi wobec „panów biskupów” parafian. Koniec osiemnastego wieku, wieku Oświecenia i jego promieniowania stymu- lującego kształtowanie się nowej, oświeconej kondycji umysłowej europejskich społeczności, oczywiście w ich górnych warstwach, nie mógł, co zrozumiałe, omijać i tej, jakże drażliwej, kwestii. Ksiądz biskup Ignacy Krasicki pisze poemat heroiko- miczny, zjadliwą satyrę na upadłe w treści i formie życie zakonne – pospolite, wul- garne i dalekie od gotowości do podjęcia „brzemienia Krzyża”; w Słodkiej Francji obok libertyńskich szaleństw „boskiego Markiza” – zresztą genialnego interpretato- ra społeczeństwa w stanie postępującej degradacji, owego moralisty bez moralności, propagatora wolności bez ograniczeń, wolności ponad prawem, obyczajowością i naturalnie religią – powstają także z ducha wolności zrodzone i dobierające się do fundamentów status quo kościoła przesławne dziełka Diderota – Kubuś Fa- talista i jego Pan oraz Zakonnica; ponadto ów rzecznik ateizmu wykłada jego zasady w sławetnym Liście o ślepcach; nie sposób pominąć w tym towarzystwie Woltera – przynajmniej jako autora dwóch sławnych powiedzonek: „Gdyby Boga nie było, należałoby Go wymyślić”, a także „z Panem Bogiem się znamy, ale się sobie nie kłaniamy”, Woltera – twórcy tak wiele ważących w myśli europejskiej dzieł: Traktatu o tolerancji, Listów filozoficznych i Prostaczka – szczególnej urody powiastki filozoficznej, której osią uczynił konflikt między jezuitami i jansenistami (jak pamiętamy, swego czasu po stronie jansenistów opowiedział się Blaise Pascal w swoich Prowincjałkach, poddając miażdżącej krytyce kazuistykę jako metodę nauczania etyki w Kościele katolickim, w czym szczególnie specjalizowali się właśnie jezuici); w tym kontekście szczególnie jest dla nas interesujący Paul Tiry d’Holbach (a. Paul Henry Thiry, baron d’Holbach, właśc. Paul Heinrich Dietrich (1723-1789), Niemiec rodem z Palatynatu Reńskiego). Głosił on wolność i tolerancję, a w swojej krytyce religii ujmował się za biednym, niższym, szczególnie wiejskim klepiącym biedę klerem, nastawionym „na ogół Janicki OFM, Okres Wielkiego Postu i Wielkanocy, w: Medytacje franciszkańskie na wszystkie dni roku liturgicznego, Pustelnia MB Anielskiej Zakonu Braci Mniejszych, Prowincji Wniebowzięcia NMP w Polsce, Jaworzynka, Bytom 2004, t. II, s. 22 – właśnie obecność tych Trzech Niewiast w hagiografii świętego Franciszka być może zainspirowała (o czym milczy historia sztuki) tzw. Mistrza Biedy temat i styl jego hipotetycznego rzecz jasna dzieła. 15 (1/2016) ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 9 niechętnie, lub zgoła wrogo, do kościelnej hierarchii i do fe udalnych porządków”. Już w Le Christianisme dévoilé (Chrześcijaństwo obnażone, 1761) – o czym przy- pomina Marian Skrzypek, tłumacz i autor wstępu do Teokracji – Holbach pisał był: „dzisiaj biskupi, którzy są bezużyteczni, korzystają z olbrzymich dochodów, a wielka liczba proboszczów, którzy pracują, umiera z głodu”: Właśnie tych pasterzy – postulował d’Holbach – pogrążonych często w ubóstwie, rząd winien faworyzować przez poświęcanie im uwagi, zachęcanie ich nagrodami, zapewnienie im życia nie tylko wolnego od upodlenia, ale pozwalającego im wspomagać nędzę, której są świadkami. Ci właśnie ludzie, pogardzani albo tyra nizowani przez swoich zwierzchników, zasługują często na zaufanie ludu; to nimi rząd powinien się posłużyć, aby uczynić z nich apostołów moralności i heroldów cnoty4. Pojęcie społecznej sprawiedliwości baron d’Holbach uwyraźni i rozwinie w środ- kowym rozdziale Teokracji – swego głównego dzieła, którego myśl przewodnią uj- muje podtytuł: Rząd oparty na moralności. Teokracja postulowana przez Holbacha byłaby ustrojem państwa prawa pod zarządem etyki, więc fundamentem państwa i jego społeczeństwa – tożsama moralność obowiązująca zarówno bogatych, jak i biednych. I chociaż sceptycyzm Holbacha względem ludzkiej natury przypominać może w pewnym sensie sceptycyzm autora Księcia, to moralizm pierwszego prze- zwycięża amoralizm polityczny i społeczny Niccolò Machiavellego, którego dzieła znalazły się ostatecznie od roku 1559 w kościelnym indeksie ksiąg zakazanych. Holbach przypomina za Arystotelesem, że: „Człowiekiem hojnym jest ten, kto robi dobry uczynek ze swych bogactw”, czyli że „Dobroczynność winna być sprawiedli- wością albo cnotą bogatego; właśnie do wypełniania tego obowiązku ustawodawca winien go pobudzać. Kiedy bogaty przelewa swoją obfitość na współobywateli, to spłaca jedynie dług”5. Kontynuując i nadal uznając słuszność myśli Stagiryty, pisał: „Biedny kocha bogatego dla korzyści; bogaty winien kochać biednego za usługi, które od niego uzyskuje” (Etyka nikomachejska, ks. V), po czym wyjaśnia, że owe usługi świad- czone przez biednych „zamiast pogardy i zniewagi dają [im] słuszne prawo do mi- łości i wdzięczności”. Pomyślność czyni jednak ludzi niewdzięcznymi – wywodzi w innym miejscu Holbach – bogactwo jest próżne i pogardliwe, zapomina ono, co zawdzięcza pracom ubóstwa; możny, bogaty, szlachcic trak- tuje zazwyczaj niesprawiedliwie biednego, albowiem zbyt często czyni to bezkarnie. Właśnie do praw należy karanie niesprawiedliwości tylu niewdzięczników, którą złe prawa zdają się akceptować (s. 88). (…) Niezmierna dysproporcja, jaką bogactwa wprowadzają między ludźmi, jest źródłem największych nieszczęść w społeczeństwie. (…) Aby uczynić państwo szczęśliwym, rząd winien nie tylko położyć tamę tym fortunom nagłym, niesprawiedliwym i skandalicznym, które powstają zazwyczaj kosztem władcy i poddanych, ale ustawodawstwo winno troskliwie zabiegać, aby bogactwa i własność narodu, nie gro- madziły się w małej ilości rąk. (…) Dla człowieka, który nic nie posiada, albo który cieszy się jedynie niepewną egzystencją, ojczyzna nie istnieje; ojczyzna jest obojętna tym, wobec których okazuje się tylko macochą, których nie chroni, którym nie pozwala żyć (s. 89). Dręczony podatkami, obdzierany przez bogaczy, poniewierany przez możnych, odpychany przez zatwar działe serca, pozbawiony zazwyczaj zasad moralności biedny złości się na społeczeństwo, wypowiada mu wojnę, mści się zbrodnią za niesprawiedli- wość i ryzykuje często życiem, aby nie umrzeć z głodu, albo ulega występkom biorąc przykład z bogatych. Ubóstwo, będące tylekroć igraszką dla namiętności i kaprysów siły, albo ucisza serce człowieka, albo czyni go szalonym (s. 90). (…) Bogowie – powiada Hezjod, a przypomina Holbach – dali pracę, aby strzegła cnoty; praca zachowuje i umacnia obyczaje ludu, zapobiega nieporządkom i zbrodni. Właśnie bezrobociu tylu nieszczę śliwców narody zawdzięczają żebractwo, stanowiące plagę, której rządy nie mo- gą znieść nawet przy największych wysiłkach. W państwie dobrze rządzonym każdy człowiek posiada- jący ręce winien mieć możność utrzymania się przez pracę; prawo winno zmuszać do niej każdego, kto nie chce być w niczym przydatny (s. 108). (…) Chcąc w paru słowach streścić zasady wyłożone w tym rozdziale, powiemy, że zamierzaliśmy udowodnić, iż rząd sprawiedliwy winien popierać tylko uczciwe fortuny; iż nie może, nie stając się współwinnym, pozwolić niektó rym uprzywilejowanym ludziom, 4 P. Tiry d’Holbach, Teokracja, przeł. i wstęp M. Skrzypek, Warszawa 1979, s. 85. 5 Tamże, Rozdział VIII Prawa moralne dla bogatych i biednych, s. 86 – dalej w tekście po cytacie podaję w nawiasie numer strony tegoż rozdziału. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 10 bieda by bogacili się kosztem publicznym; iż prawa zbyt sprzyjające bogatym są nie sprawiedliwe; że winny one również popierać biednego i nie pozwalać, aby był uciskany. Wykazaliśmy, że usta wodawca winien zatrudniać biednego i skłaniać bogatego, aby ułatwiał mu prace. Sądzimy też, że wykazaliśmy niebezpie- czeństwa zbytku i nieocenione korzyści wypływa jące z mądrej gospodarki. (…) Wreszcie dowiedliśmy, że szczęście narodowe może być jedynie wynikiem sprawie dliwości władcy, dobroczynności bogatych!, pracy biednych (s. 113). Wczytując się dzisiaj w tekst francuskiego encyklopedysty, trudno się dziwić, że widzieli w nim swego protoplastę marksiści wszelkich orientacji, a za nimi komu- niści tak chętnie posiłkujący się Paulem Henry Thiry (bo i tak też się pisał), baronem d’Holbach (jednym z najbogatszych ludzi anciene régime’u i w odróżnieniu od demokraty Diderota, zaprzysięgłego monarchisty). Holbach był dla nich ważniej- szy od utopistów w rodzaju Roberta Owena, Henri de Saint-Simona czy Charles a Fouriera. Wszyscy ci utopijni socjaliści upatrywali możliwość zmiany kondycji świata przez zniesienie własności prywatnej i zastąpienie jej wspólnotą majątkową, mającą w ich wizji gwarantować równość jej uczestników, zaś na kolejnym etapie urzeczywistniania i utrwalania owej społecznej fantazji władną zrównać ze sobą wszystkich obywateli. Wszyscy oni zapewne byliby do szaleństwa wstrząśnięci, uj- rzawszy zwyrodniałe owoce swych idei. Owoce zrodzone przez komunistyczne dok- tryny bolszewizmu i sowietyzmu, chińskiej „rewolucji kulturalnej” po śmierci Mao Zedonga – jej twórcy i głównego ideologa – kontynuowanej przez tzw. bandę czwor- ga, jak też, dodajmy, aby ten najkrótszy z możliwych rejestr spadkobierców ideologii socjalnej utopii zamknąć, owoce działań przywódcy kambodżańskich Czerwonych Khmerów Pol Pota – zdaniem wielu „twórcy najskrajniejszej formy totalitaryzmu w całej historii ludzkości”. W przypadku wcielania w życie doktryn komunizmu Dola objawiła się w swej najstraszliwszej, całkowicie zdegenerowanej postaci, jako istne wcielenie Czterech Jeźdźców Apokalipsy – Wojny, Moru, Głodu i Śmierci. To samo Zło w najgroźniej- szej, bezwzględnej tetragonalnej postaci, tym bardziej przerażającej i straszliwej, że sprawując rząd nie tylko nad ciałami, lecz i duchem, niewolącej go, doprowadza do skarlenia człowieka w człowieku, łamie go, pozbawia osobowości, umocowania w swoim wolnym Ja. To wcielenie Doli tym bardziej apokaliptyczne, że działa pod auspicjami najwznioślejszych idei – idei wolności, sprawiedliwości, dobra i miłości. Oto realnie „świat na opak obrócony” i w najgłębszej swej istocie stanowiący nega- cję owych śnionych przecież na jawie „snów o potędze” socjalnych utopii, a prze- cież nie tylko śnionych, bowiem już na początku wieku dziewiętnastego przekształ- canych już to w falanstery – wspólnotę wolnych, równych sobie ludzi, kobiet i męż- czyzn, już to na tej samej zasadzie zamieszkujących familister (familistère) w pi- kardyjskim Guise, ów gigantyczny budynek projektu Jean-Baptiste Godina, już to w czasach nam bliższych – realizowanych jako izraelski kibuc. Ostatecznie w dos- tępnym ludziom świecie nie znalazło się miejsce na stworzenie państwa pod władzą etyki w rozumieniu d’Holbacha. Tocząca swe koło Fortuna, tutaj tondo z wizerunkiem Pani Biedy Samotrze- ciej, zapewne ma uprzytamniać ludziom, że nic nie zostało im dane raz na zawsze, że względnie sprzyjający im los, każdej chwili może odmienić, obrócić w stan nie- życzliwy, że może „strzaskać się – jak w pożegnalnym wierszu Majakowskiego – łód- ka miłosna o byt”, o to coś, co zawsze tkwi w doczesności, pod powłoką codziennego, pozornie zwykłego życia i co jest stałym zagrożeniem, ale też nieusuwalną, aktualną przestrogą. Owe kręgi na swój sposób znoszą czas i przestrzeń, pozostawiając w polu widzenia ogołoconego, wylękłego człowieka. Co dotychczas stanowiło wypełniającą jego życie treść: zapobiegliwość o osobiste pożytki, o tak podejrzane dobra jak wła- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 15 (1/2016) 11 dza czy splendory, nagle staje się dotkliwą niedogodnością, sprawą wstydliwą, nie- kiedy spycha nawet w cierpienie na podobieństwo Hiobowego. Stan upadku pogłębiają wspomnienia sprzed upadku. Nie są one jeszcze ukie- runkowane na duchową troskę, ale mogą już być jej zaczątkiem, zapowiedzią prze- miany: przyzwoleniem na odczuwanie biedy jako stanu oczyszczającego duszę, więc i minione życie, będącego w jakimś sensie heroicznym katharsis. W człowieczym Ja dokonywa się przełom, ale przełom frustrujący człowieka zewnętrznego – odpo- wiedzialnego za całą swoją historię, swoje bycie-w-świecie, „bycie tu oto”. Katharsis to najbardziej bolesny duchowy kryzys człowieka, bo zdzierający zeń starą brudną skórę, ale odnawiający w nim nadzieję dobrej przyszłości. Z tego miejsca daje się już dostrzec nikły poblask franciszkańskiej idei Pani Bie- dy – czyli obecności w ludzkim życiu właściwie rozumianego „ubóstwa w rzeczach materialnych” i pojmowania, czym jest „ubóstwo wewnętrzne, czyli duchowe”. W Rozmyślaniach franciszkańskich o. Syriusza Janickiego OFM czyta się, iż: Ewangeliczne ubóstwo ma zawsze dwa podstawowe wymiary: wewnętrzny i zewnętrzny. Oba te wymiary są jakby dwoma odbiciami tej samej rzeczywistości. Pomiędzy nimi istnieje taka zależność, że jedno bez drugiego nie może istnieć. Ubóstwo zewnętrzne nadaje wiarygodność ubóstwu wewnętrz- nemu, i na odwrót. (…) Ubóstwo w rzeczach materialnych jest czymś, co można uchwycić stosunkowo szybko. [Jednakże] Ubóstwo materialne [które ‘strzeże nas przed przywiązywaniem się do rzeczy’], za- kłada jeszcze jedną postawę: dbanie i szanowanie tego, co nam zostało dane do użytku. Owszem, nie należy o rzeczach materialnych ciągle rozmyślać, ale trzeba się o nie troszczyć. Wykracza się przeciw ubóstwu, jeśli przez niedbalstwo rzeczy ulegają zniszczeniu. Jest rzeczą paradoksalną, ale ubóstwo materialne nie jest zwrócone przeciw rzeczom, ale stoi na ich straży. Żaden ubogi człowiek nie pozwoli sobie na marnotrawstwo6. Święta prawda, ale dodajmy, że niejako wskutek tego właśnie autentyczna Bieda nie obnosi się ze swoją biedą, raczej milczy o niej niż ją rozgłasza, raczej nie wystaje na rogach ulic, lecz zaszywa się w kątku sama ze swoją troską, ale nie wstydzi się jej ani ma ją za cnotę, to tylko bolesna przypadłość, z którą uginający się pod jej brzemieniem ludzie muszą się uporać, co bywa wyzwaniem dla ich godności, dla umocnienia ich Ja, o ile nie uległo biedzie, nie pozwoliło się zawłaszczyć przez ko- rodujące życie „ubóstwo wewnętrzne”. Inny aspekt ubóstwa poznajemy, idąc ścieżką świętego Biedaczyny, chociażby z fragmentu cytowanej już Medytacji: Mówiąc o ubóstwie, musimy pamiętać, że w równym stopniu co do świata materialnego, odnosi się ono także do duchowego, a więc obejmuje całego człowieka. (…) Ubóstwo wewnętrzne jest duchową postawą człowieka, który wie, że wszystko, co ma, jest darem (…) Boga. Nie przypisuje sobie niczego ani nie czuje się właścicielem. Wszelkie dary duchowe, takie jak wiara, dobroć, intelekt itd. nie są owocem jego wysiłków, ale są darmową łaską. (…) Ma także świadomość, że dary te są związane z zadaniem, że nie wolno ich marnować czy nadużywać. (…) Prawdziwe ubóstwo duchowe polega na tym, że to, co mamy, a więc [czego] jesteśmy właścicielami, oddajemy Bogu. Jest to szczyt ubóstwa, jeśli nie zatrzymu- jemy dla siebie nic. Ubóstwo wewnętrzne, polegające na oddaniu swej woli, jest aktem, który wymaga ciągłego powtarzania. Nikt nie staje się ubogim za jednym aktem zrzeczenia się. Ubóstwo wymaga ciągłego wyboru, daru rezygnacji7. Tego rodzaju uduchowienia z pewnością nie dostrzegamy na fałszywym obliczu Biedy, choć także przez nią ukrywane, wyraża zawiść wobec ludzi, których status życiowy jest, lub się wydaje, lepszy. Owa zawiść – uczucie małostkowe, zżerające Ja – prowadzi człowieka na skraj duchowej przepaści, odbiera mu „zdrowy rozsądek”, właściwe postrzeganie rzeczywistości, powoduje zagubienie się, zatracenie we własnych fobiach. Próbując uwrażliwić ludzi na właściwe miary i w tej przestrzeni, Immanuel Kant zwracał uwagę na to, że „nie jest się bogatym tym, co się posiada, ale tym, bez czego z godnością można się obejść”. 6 Rozmyślania franciszkańskie, dz. cyt., t. II, s. 37. 7 Tamże, s. 39. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 12 bieda Ten skutkujący zawiścią rodzaj biedy wyraża się przede wszystkim postawą rosz- czeniową wobec innych, niechby nawet równych w ubóstwie, postrzeganiem nie- dostatku jako efektu osobliwej zmowy innych, czyjegoś celowego działania i nie spo- sób takie subiektywne przekonania zobiektywizować. Ta Pani Bieda zeszła z fran- ciszkańskiej ścieżki jako zdeterminowana swoimi nieustannie wykluczającymi się roszczeniami. Jej zbłąkana i ostatecznie ulegająca degeneracji dusza żywiąca się własnym nieszczęściem jako jedyne rozwiązanie swego problemu widzi w pomście – oko za oko, ząb za ząb, tym samym absolutyzując, w pewnym sensie zapewne słuszne, pretensje zmienione w żądania. Ludzkie Ja bez reszty opanowały samość i swojość jako najbardziej wyraźne, czytelne emblematy alienacji człowieka, jako jedyny słuszny obraz należnej mu sa- modzielnej rzeczywistości. W tym momencie człowiek staje się ślepy, nie dostrzega żadnej dla siebie możliwości wyjścia z impasu, traci z oczu innych ludzi, a drogi do nich toną w głębokich ciemnościach. To chwila, w której usłużna a fałszywa Pani Bieda jako przepustkę do lepszego życia, ba, do całościowej radykalnej przemiany i zmiany dotychczasowej struktury istniejącego świata, podsuwa człowiekowi ideę rewolucji. Ale to idea dobra dla tych, którzy instynktownie mocno trzymają się ży- cia; dla desperatów, tych z psychiką, duszą, z całym swoim do cna już zrujnowa- nym Ja, na podorędziu ma Pani Bieda rozwiązanie puste, nierzutujące w przy- szłość, a unicestwiające wszystko, co złe i dobre – samobójstwo. To manifestacja ostatecznego odrzucenia samego siebie, a przede wszystkim złego świata, świata ponad ludzką miarę nieznośnego, również tego świata w sobie. I jego wszelkich mitologicznych uzasadnień. To rozwiązanie jest puste, ale tylko, gdy rozumieć je jako nieproduktywny finalny gest bezradności, czego na przykład nie da się powiedzieć o afirmatywnym względem życia w prawdzie samobójstwie Sokratesa, wszak w owym przypadku – ewidentnej zbrodni sądowej – filozof zaakceptował swoją biedę (wyrok ateńskiego sądu) w imię nieprzejednanej pewności przeświadczenia o istnieniu ścisłej relacji między cnotą a wiedzą, relacji implikującej więc, że to co dobre z zasady musi być słuszne i sprawiedliwe, niesprawiedliwe zaś i niesłuszne musi być z zasady złe; w tym przypadku osobista bieda myśliciela zderzyła się z pewnym rodzajem, czy też może tylko sposobem, objawienia się biedy niesprawiedliwości pod maską sprawiedli- wości – Bieda i Dola podały sobie nad skazańcem ręce, jakby dla przypomnienia i potwierdzenia tej oto racji Heraklita: „Bez wypadków niesprawiedliwości pojęcie sprawiedliwości byłoby nieznane”. W coraz bardziej lekceważonym w myśli powszechnej ujmowaniu porządku on- tycznego i transcendentnego jako jednolitej i nierozdzielnej formy zmitologizowanej rzeczywistości, rzeczywistości w perspektywie mitycznej zawsze sakralnej, praw- dopodobieństwo włączenie biedy w zmitologizowaną, a przy tym silnie uświęconą przestrzeń, wydaje się omal niemożliwe w świecie ufundowanym na coraz bardziej elementarnych zasadach egzystencjalnych. Można nawet, podejmując pewne ry- zyko, wyrazić mało stosowny pogląd, iż Marksowski postulat „bytu określającego świadomość” pospołu z Sartrowską koncepcją „egzystencji wyprzedzającej esencję” (najpierw się jest, aby móc dokonywać tkwiących w indywidualnej jestności po- tencjalnych wyborów sposobów istnienia; „istnienie wyprzedza istotę – powiada Jean-Paul Sartre – i sprawuje nad nią władzę”, a to jest to, co najlepsze w ludzkiej egzystencji: mieć swój los we własnych rękach) – święcą dziś triumf. Ale dlatego właśnie i w związku z tym wypada przypomnieć, co na temat bytu w ujęciu Doktora Anielskiego napisał autor Imienia Róży: „Sekret bytu, skomentuje genialnie [święty] Tomasz, tkwi w konkretnym akcie istnienia. Istnieć, zdarzać ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 15 (1/2016) 13 się to nie przypadki przytrafiające się ideom, którym lepiej byłoby pozostawać w ciepłym łonie odległego bóstwa; najpierw, chwała Bogu, rzeczy istnieją konkret- nie, a potem je rozumiemy”8. Tyle tylko, że te i podobne egzystencjalne poglądy, a nawet zawarte w nich szcze- gółowe racje w żaden sposób nie osłabiają, ani tym bardziej nie usuwają z nieświa- domości jednostkowej czy też nieświadomości zbiorowej a. powszechnej tkwiących w niej archetypów – owych najsilniejszych pierwowzorów tworzących ów esencjo- nalny kod, z którego istnienie wybiera swoje sposoby i formy bycia w świecie. W tym esencjonalnym kodzie jedno z najważniejszych miejsc zajmuje arche- typ biedy, a w zmitologizowanej przez świętego Franciszka z Asyżu archetypicznej osobie Pani Biedy lub Pani Ubóstwo, wciąż przecież uobecnia się w życiu świata – ludzi, ale i zwierząt – po prostu bieda, ubóstwo, niedostatek, wreszcie nędza nie tylko w ich fizycznym, materialnym rozumieniu, lecz także duchowym, moralnym, umysłowym. Nie popełniając omyłki, można rzec, iż nie było i nie ma nikogo, kto nie zaznałby w życiu jakiejś formy biedy, nie doświadczył jej jako pochodnej losu, złej doli. To uwaga banalna, ale też w pewnym sensie uprzywilejowana przez swoją powszechność i nieusuwalność z życia, przez swoją archetypikę zdolną przysto- sowywać się do każdej epoki, cywilizacji, kultury i zmian w nich zachodzących. Jej trwałość w nietrwałym, przemijalnym świecie ani zadziwia, ani szczególnie nie- pokoi. Pani Bieda – archetyp zdeklasowanej wędrownej Niedoli, dziadówki proszalnej, beznadziei, osoby przeklętej i wyklętej, bez miejsca przy stole, ale za to stale obecnej na wędrownym szlaku pod powałą nieba na ziemskim klepisku, ale też niestety „kobiety powłócznej”, gamratki, i archetyp w ogóle „ludzi luźnych” – to ktoś, kogo się lękamy, ale jakże często sakralizujemy, wyobrażając ją sobie w stanie duchowej czystości, przyobleczoną w szatę uświęcającej doczesność pokory. Z nędzy upadku9 podniesioną miłosierdziem miłości Miłości chętnie widzimy tę Panią Biedę jako ocaloną na wzór wielkiej grzesznicy Marii Egipcjanki (cs. Priepodobnaja Marija Jegipietskaja), świętej wszystkich Kościołów chrześcijańskich. Zatem Bieda już wzbogacona cnotą, umocniona duchowo ujawnia się jako ko- nieczna towarzyszka ludzkiego życia szczególnie wtedy, kiedy to życie z własne- go a nieprzymuszonego wyboru bierze na siebie brzemię ubóstwa, aby uczynić je podwaliną służby dla innych, dla potrzebujących wsparcia i pomocy fizycznej, ma- terialnej i duchowej, dla zagubionych w życiowej materii, także tych błąkających się po zawiłych manowcach swoich urojeń. Nie znaczy to, że sama bieda może służyć za drogowskaz, gdyż mimo wszystko, mimo wszystkie jej bezdyskusyjne pozytywy, sama jest extra ordinem, poza porządkiem rzeczy, zdaniem wielu skandalem! Ale niewykluczone, że właśnie ze względu na tę cechę skandaliczności jej towarzyszącą święty Franciszek przyjął Panią Biedę do swojej mniszej konfraterni. 8 U. Eco, Pochwała św. Tomasza, w: De consolatione philosophiae, w: Semiologia życia codziennego, przeł. J. Ugniewska, Warszawa 1996, s. 328. 9 Na marginesie naszych rozważań odnotujmy w tej kwestii inspirujące pytania postawione przez Pawła Fłorenskiego: „Consensus omnium zaświadcza jednak, że są dwie drogi, jak więc rozumieć chociażby już samą możliwość owej dwoistości? – pisał był o. Paweł Fłorenski w Liście VII Grzech, w rozprawie Filar i podpora Prawdy|Столп и утверждение Истины, s. 166. – A jednak istnieją dwie drogi! Pierwsza z nich to droga ku Prawdzie. I druga – zupełnie do niej niepodobna?... Ale jakimż to sposobem może być jakaś inna droga skoro Prawda jest źródłem wszelkiego bytu, i poza Prawdą nie ma nic. Jeśli więc Praw- da jest wszystkim (gdyż nie będąc wszystkim, jak mogłaby być prawdziwą?), to jak można zakładać istnie- nie jakiejś Nie-Prawdy, jakieś Kłamstwo. Bóg jest Życiem i Sprawcą życia, tj. dzieła stworzenia. Oznacza to, że Kłamstwo jest Śmiercią i źródłem śmierci, tzn. zniszczenia. Bóg jest Ładem i Harmonią, a Kłam- stwo – nieładem i Anarchią. Bóg jest Świętością, Kłamstwo zaś Grzesznością. Lecz znów wyłania się py- tanie: jakże jest ona możliwa?” – przekład własny – A.T. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 bieda Grecki rzeczownik tó skándalon tłumaczy się jako „pułapka a. zapadnia (na wroga)”, częściej jednak jako „zgorszenie; obraza”, co wywodzi się jednak od cza- sownika skadzo, czyli „kuleć”, z jakiejś przyczyny „niedomagać” również w zna- czeniu przenośnym – źle zarządzać swoim życiem, sprawami itd. W życiu młodego Giovanniego Bernardone, zwanego po włosku il Poverello d’Assisi, u nas Biedaczyną z Asyżu lub po prostu świętym Franciszkiem, skandalem, wyrazem publicznego zgorszenia było odrzucenie ojcowskiego majątku, odrzeczenie się ojca i swego w nim synostwa i wobec biskupa rozebranie się do naga – co uczynił, oddając odzienie i pieniądze ojcu. Tak więc Francesco pracowite, ubogie i pokutnicze życie rozpo- czynał skandalem. Wydaje się, że w istocie biedy tkwią dwa wzajemnie się wyklu- czające pierwiastki – z jednej strony jest ona uciążliwą niewolą człowieka, z drugiej wyzwoleniem z niewoli, prawdziwą wolnością – na ile może ona istnieć w świecie ograniczonym czasem i przestrzenią. Możliwe nawet, że jest piękna w swej pośled- niości, bowiem urody może przydawać Pani Biedzie już wspomniana, wygładzająca zmarszczki, pokora, oczyszczająca wiara w możliwość przejścia od udręk ciemnej nocy do nadziei słonecznego dnia, szczególnie, jeśli swoim strapieniem nie obciąża innych, ale też nie czyni zeń cnoty. Piękna jawi się przez wolę przetrwania złych chwil i podniesienie się z tego, co uważa za wypadek i wolny wybór sposobu życia, jak to było u Franciszka czy świętej Klary. Cała sprawa sprowadza się ostatecznie do tego, że nie sposób umknąć takiej lub innej formie biedy, nie ma przed nią żadnej obrony ni ochrony – wiecznie obecna u boku niewidzialnej Doli, tak pełna sprzeczności i tajemnic, że choć realna, ludziom wydaje się na ogół bytem zgoła przypadkowym, a przez to abstrakcyjnym. Ale też nietriumfującym ani nie nieprzezwyciężalnym. Jednakowoż nawet dla nieszczególnie bystrego obserwatora zjawisko biedy w coraz bardziej degradującym się moralnie świecie uwyraźnia się coraz bardziej na tle rozpierającego się aż po rozpasanie wolnego rynku, w coraz bezwzględniej liberalizującej się i ostatecznie destrukcyjnej świadomości określającej byt10 wskutek chociażby nieprzebierającej w środkach reklamy budującej żądzę posia- dania wszystkiego, więc czegokolwiek, byle czego. Coraz bardziej uwidoczniające się rozluźnianie aż po definitywny rozpad społecznych i istotnych międzyludzkich więzi, a jednocześnie zacieśnianie się tych wiążących niewielkie grupy ludzi nićmi wzajemnej zależności interesów przy kumulacji kapitału siłą rzeczy tworzy całe en- klawy niedostatku. To ogniska zapalne, a ich choćby tylko najniklejszy swąd niesie się także na tych, którzy mają się względnie dobrze, i także oni zaczynają odczu- wać niepokój i stawiać mury przed zagrażającą im, niczym zaraza, biedą. W opu- blikowanej w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Indiach książce, dr M.L. Handa, odnosząc się do kwestii ubóstwa, stawiał sprawę bez ogródek: „Ubóstwo jest najgorszą formą przemocy, bowiem pozbawia człowieka podstaw egzystencji, a zwracając uwagę, że ciało będąc materialnym fundamentem życia, jeśli nie otrzy- ma środków na jego podtrzymanie, wtedy je traci i upada, winę zaś za ten stan rzeczy ponosi najgorsza z form przemocy – przemoc z ubóstwa, przemoc strukturalna, 10 Alain Minc (ur. w 1949), między innymi również absolwent paryskiego l’Institut d’études politiques, wybitny socjolog, ekonomista i eseista francuski, w swojej głośnej po rozpadzie „bloku wschodniego” książce La vengeance des nations zwracał uwagę na wtedy jeszcze niejasne konsekwencje owej zmiany w przyszłościowym politycznym, ekonomicznym, a przede wszystkim społecznym obrazie Europy, pisząc: „C’était une vision d’ailleurs étrangement marxiste d’imaginer que le marché était «l’infrastructure» do- minante et que le reste, habitudes culturelles, manifestations d’identité, adhérences stratégiques, ne constituait que de vagues «superstructures». De ce point de vue la mythologie internationaliste, engen- drée par le libre-échange, était devenue aussi inadéquate à sa manière que le fantôme de l’internatio- nalisme prolétarien” – Alain Minc, La vengeance des nations, Paris 1990, s. 14. 15 (1/2016) ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 15 więc będąca wynikiem takiego układu sił społecznych, które tworzą, utrzymują i tolerują powszechność ubóstwa. (…) Ubóstwa żadnego kraju nie można zrozumieć, nie rozumiejąc świata jako całości, jako jednolitego systemu (…)”11. Może dlatego też współczesna literatura znów pełna jest rozmaitych lęków, obrazów ksenofobii i ludzkiej biedy, a dając im świadectwo, upodabnia się tym samym do literatury dziewiętnastowiecznej dającej realistyczny, jeśli nie naturali- styczny, ich opis; rzecz oczywista dzisiejsza wyraża się innym językiem i stylem niż te używane przez Dickensa, Flauberta, Zolę, Dostojewskiego, Hamsuna, a nawet Kafkę, nie mówiąc już o polskiej literaturze owego czasu podszytej, zresztą nie tak dziwnym w naszej ówczesnej sytuacji, bogoojczyźnianym sentymentalizmem; dziś daje świadectwo, używając mowy bardziej bezpośredniej, jednoznacznej, niestro- niącej od wulgaryzmów i brutalności, usiłując stać się wierną kopią, odbitką wła- ściwej współczesnemu światu rzeczywistości. Rzeczywistości, w której i dla której zresztą literatura, tzw. piękna lub jak gidia wysoka, nie ma już prawie żadnego znaczenia. Żal, bo jak głęboko mądrze wyraził to Elias Canetti w Prowincji człowieka (co prawda niekoniecznie mając na myśli jedynie bohatera literackiego): „W jednym jedynym człowieku można ująć niedolę całego świata. I dopóki nie rezygnuje się z niego, nic nie jest jeszcze stracone. Póki on oddycha, oddycha cały świat”12. Jednak wciąż pojawiają się ludzie nietraktujący ubóstwa ani biedy w kategoriach osobistej klęski ani tym bardziej w kategoriach spiskowych – jako agresji wrogich ludzi, ciemnych sił lub w ogóle jakiegoś dziwacznego, niepojętego pomieszania z po- plątaniem, ale przeciwnie – jako wysublimowany, uszlachetniający i uwzniośla- jący całego człowieka dar. Jego najsłodszym owocem, specyficzną formą łaski jest możliwość indywidualnego przeżywania, naśladowania, kontemplacji i apoteozy Chrystusa. Jakkolwiek nader łatwo policzyć to na karb religijnej fiksacji, wziąć za demonstrację indywidualizmu lub ostentacyjnego zerwania z konsumpcjonizmem – modelem życia pustego, wyrwanego z tradycji więzi być-i-mieć, więc życia branego za wyzute z wartości, acz chyba nie bezwartościowego, gdyż życie jako takie, samo w sobie jest najwyższą wartością, to z dzisiejszej perspektywy Franciszkowy wybór Pani Biedy na swoją panią, umiłowaną towarzyszkę życiowej drogi, opiekunkę i po- mocnicę, na dodatek przekonanie do takie wyboru kilku mężczyzn i kobiet z moż- nych i zamożnych rodów i domów – nie jest do zrozumienia proste. Ale z pewnością ten wybór nie może znaczyć sam przez się triumfu biedy, jeśli nawet pod jej maską dostrzega się wyraźne oblicze Śmierci – tej samej, którą staro- żytni Grecy zwali Atropos, Rzymianie zaś Morta. Związek między śmiercią a biedą i nędzą, ze stanem wyniszczania biologicznego, fizycznego jest nazbyt oczywisty, aby o nim nie wiedzieć i nie brać go pod uwagę. Właśnie owa oczywistość ujawnia inny jeszcze, uobecniający się w tym szczególnym związku, aspekt życia ludzkie- go: Śmierć tkwi w nim nie tylko symbolicznie i abstrakcyjnie, ale realnie na mocy Boskiego stwórczego aktu; życie całego stworzenia, całej natury i w jej wszystkich przejawach i sposobach bycia, niejako determinuje ów szczególny fakt, że bieda jako śmierć to konieczny, niejako węzłowy element rytuału przejścia duszy ludz- 11 „Poverty is the worst form of violence, for poverty pulls from human feet the very basis of existence. The body is our basis of life and if the body cannot be sustained with basic nutrition, necessary shelter, health care, etc. then we hardly have a foundation for life, in the world today the worst form of violence is the violence of poverty, the structural violence, that is, the violence as a result of social structures which create, maintain, and tolerate mass poverty. (…) And poverty in any one country cannot be un- derstood without understanding the world system as a whole (…)” – M.L. Handa, Manifesto for a Pea- ceful Word Order: A Gandhian Perspective, Delhi 1983; VIII s. 78 i n. 12 E. Canetti, Prowincja człowieka. Zapiski 1942-1972, przeł. H. Orłowski, w: Głosy Marakeszu, War- szawa 1977, s. 111. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 16 bieda kiej z ciemności w światłość Empireum, ze świata materialnego (będącego dla niej czymś w rodzaju przedpiekla) do niewyobrażalnego w istocie świata duchowego, a przejście to, co paradoksalne, możliwe jest dlatego, iż wedle różnych, nie tylko chrześcijańskich, wierzeń „Bóg jest Bogiem żywych, nie umarłych” (Łk 20, 38). Niewykluczone, że z powyższego paradoksu wynika inny paradoks ludzkiego życia, mianowicie, że człowiek może własnowolnie opowiedzieć się po stronie biedy, wybrać ją za swój sposób bycia w świecie, aby ulżyć biedzie innego człowieka i jak- kolwiek może to tworzyć pozór niedorzeczności, ma zakorzenienie w praktyce mo- nastycznej różnych religii, szczególnie w prawosławnej kulturze rosyjskiej. Można zaleźć tu niejedno odniesienie do cieszących się szczególnym autorytetem starców, mistrzów życia duchowego, ascetów, często pustelników – „ludzi ukrytego serca”, acz wobec ludzi szukających u nich pomocy kierujących się zdrowym rozsądkiem dostosowanym do konkretnej osoby i sytuacji; znane jest „starczestwo (instytucja starców)”, a wśród nich znani najbardziej: św. Serafin z Sarowa czy schimnik13 św. Ambroży z Pustelni Optyńskiej w Kozielsku14, do którego podróżowali m.in. Mikołaj Gogol, Lew Tołstoj i Włodzimierz Sołowjow, Sergiusz Bułgakow i Paweł Fłorenski, samą zaś Pustelnię Optyńską opisał Fiodor Dostojewski w powieści Bracia Kara- mazow. „Aby osiągnąć niebo – nauczał św. Maksym Wyznawca – człowiek posiada dwa skrzydła – wolność i łaskę Bożą”. Służąc Pani Biedzie, człowiek posługuje innemu człowiekowi w jego biedzie, po- mniejsza ją aktem swojej bezinteresownej względem tamtego spolegliwości, działa- jąc wszak nie sam, ale przy jego pomocy i pełnej szacunku współpracy. Bieda osła- biona, wzmocnione ciało i duch, przywrócona człowiekowi nadzieja polepszenia swego losu, to swoisty sukces i triumf Pani Biedy jako realnej siły użytkowej, tym- czasowa pułapka na zły los, na śmierć. Człowiek wątpiący, ktoś, kto nawet się do- myślał mocy tkwiącej w nim biedy, ale mocy nie destruktywnej, lecz dźwigającej go z upadku i beznadziei, teraz dowiaduje się, że „nie jest samotną wyspą” ani że bieda, ubóstwo, nędza nie są czymś danym mu raz na zawsze, bo jeżeli nie wła- snymi siłami, to przy pomocy innych ukrócenie jej powinno się udać. Owa pomoc przychodząca z zewnątrz, cokolwiek by rzec, ma w naszej kulturze charakter posłania ewangelicznego, co oznacza charyzmat miłości obejmujący wszystkich ludzi niezależnie od płci, wieku i pochodzenia i, co szczególnie istotne, również od wyznawanej religii; to miłość ogarniającą całe istnienie, a jej być może najpiękniejszym znakiem jest przypisywana świętemu Franciszkowi Pieśń słonecz- na, albo pochwała stworzeń będąca z jednej strony wyznaniem wiary w stwór- cze Słowo, z drugiej apoteozą natury i pozostającego z nią w najściślejszym związku człowieka: Pochwalony bądź, mój Panie, ze wszystkimi Twymi stworzeniami, nade wszystko z panem bratem Słońcem, bo jest on lampą dnia i nim rozświetlasz naszą drogę. Jakże on piękny, promieniejący i pełen blasku. O Tobie, o Najwyższy, daje nam wyobrażenie. Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę Księżyc i gwiazdy: stworzyłeś je na niebie, jasne, cenne i piękne. Pochwalony bądź, mój Panie, przez brata Wiatr i przez powietrze, słotę, spiekotę i każdą pogodę, którymi wspierasz wszystkie Twe stworzenia. 13 Cs., ros.: Схимникъ, schimnik – w monastyrze mnich najwyższego stopnia stanu zakonnego. 14 Pełna nazwa tego męskiego klasztoru to: Ставропигиальный мужской монастырь Русской пра- вославной церкви (Stauropigialny [tj. bezpośrednio podległy Synodowi, więc niezależny od władz die- cezjalnych] Optyński Monastyr Wprowadzenia Matki Bożej do świątyni w Kozielsku). 15 (1/2016) ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 17 Andrzej Turczyński (ur. w 1938 r.) – poeta, prozaik, eseista i tłumacz. Mieszka w Koszalinie. Laureat licznych nagród, m.in. Nagrody Fundacji Kultury za Rzeki popiołu (1994), Nagrody im. Księcia Konstantego Ostrogskiego (1997), Nagrody im. Świętego Brata Alberta (1999), Nagrody Specjalnej Ministra Kultury (2005, 2010). Nominowany do Nagrody Literackiej NIKE za Znużenie (2001), do Paszportu Polityki (2001) oraz do Nagrody Literackiej GDYNIA za Koncert muzyki dawnej (2012). Wydał m.in. Znużenie (2000), Mgnienia (2000), Ząb mądrości (2001), Święto ikony (2002), Dietdomszczyzna (2005), Latopis. Powieść doroczna (2007), Bezmiar. Eseje paradoksalne (2007), Ten szalony pan Puszkin. Słowo o udręce (2008), Moskwa ‘na Krwi’ (2009), Uzurpacje. Eseje paraboliczne (2009), Szron. Poezje (2010), Koncert muzyki dawnej (2011), Zgorszenie (2011), Mały ikonostas Bogarodzicy (2012), Miniatura z gazelą (2012), Żywioły (2012), Homo Pictor, Homo Viator (2013), Bruliony Starej Ziemi (2013) i Brzemię (2015). Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę Wodę, która jest bardzo użyteczna, i pokorna, i czysta. Pochwalony bądź, mój Panie, przez brata Ogień, który rozświetla mroki nocy: piękny on, radosny, nieprzejednany i silny. Pochwalony bądź, mój Panie, przez matkę naszą Ziemię, która nas żywi i utrzymuje, wydając wszelki owoc, barwne kwiaty i zioła15. Czym innym jednak są choćby najpiękniejsze słowa wysławiające Czyn Stwór- czy, a co za tym idzie apoteoza urody stworzenia wolna od antropomorfizacji, aczkol- wiek autor poczuwa się do braterstwa ze Słońcem, Wiatrem i Wodą, co innego zaś poczucie więzi z trędowatymi – ludźmi najnieszczęśliwszymi z nieszczęśliwych, na- znaczonymi nieodwracalną biedą i cierpieniem, odtrąconymi przez społeczeństwo i wyrzuconymi poza jego nawias – a z tym poczuciem spieszył do nich Franciszek, aby otaczać ich opieką i pomocą. Posłudze owej, realnej konfrontacji z obecnym w świecie złem, bólem i cierpieniem w rozumieniu asyskiego Biedaczyny musiało towarzyszyć nieustanne nawoływanie do pokuty i naprawy życia, co było równie oczywiste jak „odrzucenie wszelkiej osobistej codziennej troski o jutro, absolutne wyrzeczenie się wszelkich dóbr i uprawnień” (prof. Jerzy Kłoczkowski) – czyli władzy i wynikających z niej przywilejów. Zasadą i przeznaczeniem braci francisz- kańskiej było „wędrowne kaznodziejstwo”, pielgrzymowanie zaś, choć z założenia jest swoistą formą wolności, to przecież ogranicza ją z jednej strony powszechne prawo moralne, z drugiej wolność innego i innych ludzi. To nieuniknione granice wolności nie tylko ludzi religijnej i duchowej posługi. Nasze imaginacyjne tondo przedstawia Biedę Samotrzecią z towarzyszącymi jej Dolą i Nędzą, lecz choć motyw to bardzo uproszczony i przez mitologizację i me- tafizyczność do pewnego stopnia osłabiający osobiste i zbiorowe, społeczne poczucie odpowiedzialności za ludzką i świata biedę realną – a nie tylko będącą przedmiotem moralitetów, bardziej lub mniej podniosłych hymnów i religijnych apoftegmatów oraz najsilniej może oddziałujących na wyobraźnię naturalistycznych przedstawień plastycznych będących spuścizną Średniowiecza – nadal może pełnić funkcję intensyfikującą wrażliwość na biedę człowieka współczesnego, uświadamiać mu, że jest ona realnym i stałym elementem ludzkiego życia, nie zaś jednostkowym i rzadkim zdarzeniem, fenomenem lub życiowym epizodem dotyczącym kogoś in- nego i pojawiającym się gdzie indziej – za siedmioma górami, za siedmioma rze- kami, w przestrzeni zgoła baśniowej. Tymczasem Pani Bieda lub zwyczajna, pospolita bieda, zgrzebne ubóstwo i bez- domna nędza warują zawsze i wszędzie, czając się za każdym rogiem i progiem, by- najmniej nie irrealne ani patetyczne i choć niespodziewane, to jednak stale możliwe, wyłaniające się nagle spoza nieodzownych ludzkich wyborów i konieczności. Osłoną przed nimi może być prosta roztropność, zdrowy rozsądek, współczucie i współ- odczuwanie z innymi ulotności, a zarazem trwałego piękna życia, jakaś ostrożność i uwaga bycia w świecie, także brak pośpiechu, chwila na refleksję i wyrównanie od- dechu, chwila na miłosną pociechę, więc i chwila zapomnienia o własnym Ja i rosz- czeniowym Się… jesień 2014 15 Fragmenty Pieśni słonecznej wg C. Paolazzi, Pisma św. Franciszka z Asyżu. Teksty łacińskie i staro- włoskie w polskim przekładzie, Kraków 2009, s. 230-233. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18 Marian Lech Bednarek 3,50 zł bieda Do knajpy wszedł czarny gołąb. Nic nie zamówił, a najadł się i wyszedł. Potem przyszedł z kolegą i obaj spenetrowali wszystkie stoliki, bez lęku, jakby tu nikogo nie było. Albowiem Pan na Górze powiedział: Bądźcie jak te ptaki podniebne, które nie sieją, nie żną, nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec niebieski je żywi. Piłem więc moją kawę prawie że podniebną, bo za 3,50 zł i oglądałem widoki za 3,50, jak wchodzili różni i wychodzili z tej dworcowej knajpy, by zniknąć gdzieś w jakimś pociągu, nie zawsze w dosłownym tego słowa znaczeniu. A za szybami czarni policjanci z czarnymi pałami i menele, którzy nie mieli pojęcia, że ogląda się ich za 3,50, a nie mają z tego ani grosza, bo ci z pałami mają więcej. Wkrótce podstawił mi taki czarną czapkę pod nos i mówi „dla byłego górnika”. Niech pan nie przeszkadza, powiedziałem i zacząłem bardziej dziobać moją kartkę, na której zapisywałem właśnie ów tekst, by znaleźć jakieś pożywne ziarno, albo może by za- głuszyć sumienie? Czarny jak kruk ze złamanym skrzydłem menel obleciał wszystkie stoliki i wsiąkł w wielkie „Nie” jak w bagno. W widoku za 3,50 znalazłem też czarną dziurę w chod- niku, która mówiła „Jestem dziurą, och, ja jestem dziurą, a ty?”. W widoku dziury nie widziałem ceny. Ale to wcale nie znaczy, że poczułem jej bezcenność. Dziura po- wiedziała, że zamknięte, że dziś nieczynne, że światło jest głębszą dziurą. I ten widok za 3,50, te gołębie na poręczy, w szeregu siedzące i gapiące się w dół, na ulicę. Po- zostało mi jednak w głowie wiercące pytanie dziury ...że niby ona jest dziurą a ja kim jestem? Ja? Ja chyba też jestem jakąś dziurą? Przede mną migały tramwaje za 3,50, czerwone, niebieskie, wypchane marze- niami za 3,50, co wcale nie musi oznaczać mało, bo żeby gdzieś dojechać, to każda cena jest wielka. Ale żeby się nie rozdrabniać, nie filozofować na kształt rozpusz- czalnika formy, widok za 3,50 jest widokiem za 3,50 i ni więcej, ni mniej. Tyle tu za niego zapłaciłem. Potem zacząłem nasłuchiwać za 3,50. Cóż to za słowa i dźwięki za 3,50 można usłyszeć? Odliczanie przy kasie, brzdękanie i pocieranie pieniąchami o tackę. Bigos, proszę; herbatę, proszę; jajecznicę, proszę; mielony z ziemniakami i z surówką, proszę. Stukot obcasów kelnerki, które jak mewy na molo nagle wpadają i oznaj- miają: przyleciałyśmy, przyleciałyśmy, co tu?, co tu?, komu się nie podoba!? Da- wać wypite filiżanki i zamawiać nowe. A jak nie, to wynocha! Tup, tup, tup, tup, stuk, stuk, stuk. I dzwonią naczynia w kuchni jak tamburyny potrząsane w jakimś tajemniczym rytuale. Szeptu, szeptu, liczu, liczu, mechu, mechu. Wszyscy do ko- mórek szemrają, grypsują, szczekają, wrzucają słowa jak kamienie, jak świeże bu- łeczki, albo jak pożegnalne róże. W oddali megafon dworcowy dudni jak społeczny ślepiec bij
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

eleWator 15 (1/2016) - Bieda
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: