Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00060 008273 10493768 na godz. na dobę w sumie
sPokolenie, czyli Gniew - ebook/pdf
sPokolenie, czyli Gniew - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 216
Wydawca: Biblioteka Analiz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63879-10-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„sPokolenie” to oryginalna satyra na współczesność: na urzędy, urzędników, zachodnią kulturę w stylu hollywoodzkiej fabuły, cywilizacyjny skok w przyszłość Polski i Polaków, odwieczny konflikt „młodych wilków” ze starymi wygami oraz na modny trend na bycie sławnym i przez wszystkich kochanym. To wreszcie nawoływanie do społecznej rewolucji.
Schemat fabularny powieści oparty został na trzech historiach, które - wraz z rozwojem wydarzeń – łączą się w jedną, mało optymistyczną opowieść. Pierwszoplanowi bohaterowie to osoby wywodzące się z różnych środowisk, w różnym wieku, napiętnowani odmiennymi doświadczeniami, łączy ich poczucie niespełnienia, swoistej niesprawiedliwości oraz pragnienie działania na rzecz odmiany losu własnego i – w przypadku niektórych postaci – również innych. Autorowi udało się stworzyć powieść nie tylko wielowątkową, ale i wielowymiarową. Wielowymiarowość polega tu na ukazaniu różnych obliczy gniewu, od samych początków, przyczyn rodzącej się negacji, po ostateczne nagromadzenie się złości, prowadzące do eksplozji, ofiar…   

„sPokolenie, czyli Gniew” to pozycja pod wieloma względami silnie prowokująca i skłaniająca do przemyśleń, pełna czarnego humoru, sarkazmu, groteski i przejaskrawień, dających jednak interesujący efekt końcowy, uderzający z pełną mocą w dobrze nam znaną i raczej nielubianą codzienność.   „Bohaterowie sPokolenia są pokrzywdzeni przez chorą rzeczywistość. Nie da się z niej wyleczyć, można od niej uciekać. Andrzejowi Te udało się (…) zrobić z tego swego rodzaju prowokacyjne arcydzieło. Świetna jest wieloznaczność jego gniewu i dialogi” /Jarosława Czechowicz, blog „Krytycznym okiem”/
O autorze: Andrzej Te. Rocznik ’82. Autor powieści 'PRacownik' (opublikowany pod pseudonimem Hubert Hurbański, 2009), zbioru opowiadań „Dzieci TV”(2011), tomiku 'wystarczy zalać' (2011) oraz powieści Freelancer (2012).

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Andrzej Te Andrzej Te Jirafa Roja Warszawa 2013 © Copyright by Andrzej Te, 2013 © Copyright by Jirafa Roja, 2013 Redakcja: Korekta: Łamanie: Zdjęcie autora: Jarosław Czechowicz Jarosław Czechowicz Tatsu Wiktor Motylewski tatsu@tatsu.pl ISBN 978-83-63879-10-5 www.jirafaroja.pl Wydanie I Warszawa 2013 Spis treści Część I Władza, czyli zrzędy i urzędy 11 Robota robota 17 Piętnasta — punkt 25 A po robocie… kula w płocie 29 Król klozetów kultury 36 Idzie Rak niebo rak 40 Ha! Kałokultura… 43 Na Pamięć 47 Pomysł na 53 Parę minut po… 56 Psikusy 65 POParcie 71 Nie bądź durny, idź do urny… 74 pseudoStasiMON 77 Porażka 80 Cisza przed burzą 82 Część II Gniew 91 * 98 Niewielka improwizacja,czyli przemiana przez Gniew 102 * 105 Bo fantazja… czyli Biały Skurwiel 111 Nerwy, nerwy… 116 Interes i założenia 119 * 122 * 124 Młody biznes, albo Przełom 125 * 130 * 135 Temat zastępczy 137 Powołanie Huberta Ha 138 SPOTkanie 140 Problem 147 Media… głupcze! 149 Rozwiązanie 157 oGlędziny 159 * 161 Rozliczenia 164 Siekierezada albo wiosna Ludzi lasu 168 Młody i moda 173 …Huberta Ha 180 Gadu-gadu 182 31 12 20… 188 In to the Wild 191 23:59… mit założycielski w 60 sek 194 Część III (S)pokolenie 197 Straconemu Pokoleniu bezrobotnych absolwentów. Oburzonym. Przebiegłym spawaczom i Premierowi Państwa Pe. Ojcu… Dedykuję Osoby Dyrektor Któregoś Urzędu (później Ex-Dyrektor) — dyrek- tor Któregoś Urzędu miasta Esz; po przymusowym przej- ściu na emeryturę Ex-Dyrektor; prywatnie — Jurek Hubert Ha — twórca kałokultury i gównotek; kandydat w wyborach na Prezydenta Miasta Esz, zmasakrowany przez tłum po przegranej Później zwany również Panem Barbie Katem Dzieci; ostatecznie członek PiP-y Jakub (Kuba) — bezpłodny lekarz onkolog, mąż Moniki, twórca PiP-y Monika (Monia) — bezpłodna pielęgniarka, żona Jakuba, twórczyni PiP-y Małolat — nastolatek; diler, pracujący dla PiP-y; współpra- cownik Ex-Dyrektora Adam (A.) — diler marihuany Biały Skurwiel (BS) — psychopatyczna projekcja umysłu Huberta Ha; superantybohater lub anty-superbohater Pani… sekretarka — sekretarka Dyrektora Któregoś Urzędu „dwudziestka” — dwudziestoletnia prostytutka 9 Prezydent Pierwszego Urzędu — Prezydent Miasta Esz Nowy Prezydent Pierwszego Urzędu — Tadeusz, Ta- dzio, Tadzik Napierski — kierownik wydziału w Pierwszym Urzędzie Miasta Esz Specjalski — młody Zastępca Prezydenta Pierwszego Urzę- du Miasta Esz Nowy Dyrektor Któregoś Urzędu — następca Dyrektora Któregoś Urzędu Dziecko, dziewczynka — jedna z ofiar Pana Barbie Policjanci — rozmawiają podczas oględzin zwłok dziecka, ofiary Pana Barbie Policjant — funkcjonariusz przesłuchujący Ex-Dyrektora Jeden i drugi w ogrodniczkach — wiejscy mężczyźni znęcający się nad Hubertem Ha Wiki — Wikipedia Część I Władza, czyli zrzędy i urzędy Lubił się zakładać Często — Uwielbiam, jak mnie dotykasz — szepnęły ciemne usta zanurzone w ciepłym cieniu wnętrza… jego wnętrza Był w niej Skończył Było… mmm… trochę nudno Jak zwykle zresztą, od dnia, gdy poczuł, że seks, właściwie wszelkie współżycie, kontakty z innymi osobami obrzydły mu zupełnie No, prawie zupełnie! Przynajmniej na jakiś czas No, dobra, może do przyszłego tygodnia Ok! Do jutra? Ona oddychała ciężko, zmęczona swoim odgórnym wysił- kiem, rytmicznym ruchem masywnych, dwudziestoletnich bioder On, w dole, w pozycji horyzontalnej, przypomniał so- bie zakład, który kiedyś zrobił z licealną koleżanką Anną Ka Chodziło o inną jeszcze klasową koleżankę, również Annę, Anię Wu Mieli naście lat Byli na wycieczce szkolnej Były to jedne z pierwszych dni w ich życiu, w których próbowali nowości, eksperymentowali i tym podobne Tego wieczoru, pod świe- tlicą ośrodka, w paczce, w której zwykle trzymali się w klasie, wypili pół litra wódki na kilka osób i może jedno piwo, może 13 dwa, albo trzy Cała ta ilość alkoholu rozłożyła się na kilka dziewczyn i paru chłopaków Niby niewiele, ale jak na jeden z pierwszych razów — akurat Tak, by zaszumiało, a do głów powpadały inne, mniej grzeczne niż zwykle, pomysły Między Anną Ka a… wywiązała się dyskusja, potem spór, na końcu zakład Założyli się, że… nie uda mu się uwieść An- ny Wu, otyłej koleżanki z ogromnym biustem i ładną buzią Wewnętrznie czuł, że nieraz był ukradkiem obserwowany przez Wu; wtedy obracał się w jej stronę, a ona rumieniła się, czasem uśmiechała, czasem… Rzadko ze sobą rozmawiali, lecz on wiedział, że ona… To się po prostu czasem czuje, się wie Założył się więc o przekonanie Był pijany, podnieco- ny Lubił wygrywać Sądził, że zawsze będzie górą W tamtej chwili i w kolejnych, w przyszłości także Ania Wu siedziała w grupie swoich koleżanek Całkiem blisko ich stolika Podszedł i zagadał Poprosił, by z nim po- szła, przeszła się, czy ma ochotę zerknąć w gwiazdy? Tak, to banalne, ale niebo takie piękne, może piwo? Tak, chętnie, czemu nie, bo co mi tam, nigdy nie podchodziłeś, nie rozma- wiałeś ze mną, czemu teraz? A tak, wiesz, jestem nieśmiały Nie wyglądam, ale jestem, wierz mi, zawsze się… bałem Trzydzieści, czterdzieści minut później całował ją, jej ciemne, miękkie usta w cieniu… mokre śliną, oczy wilgotne strachem, prosiła, by przestał, że to za szybko, tak nie moż- na, że chce ją oszukać, napił się i chce wykorzystać, że ona nigdy On również nigdy — odparł Nigdy w życiu, jest pierw- sza Nie, że pierwsza w całowaniu, ale tak pierwsza pierwsza, w sensie, pierwszeństwa, w sensie absolutnym, seksualnym Przestraszyła się tego słowa, nawet bardzo Chwyciła go za rękę, wyrwała ją spod stanika, zaczęła zapinać bieliznę, nie mogła schować tłustej piersi pod pajęczyną materiału; wresz- 14 cie się udało, zapięła się z tyłu, na plecach Przeprosiła, że musi iść, zaczęła odchodzić, chciał ją powstrzymać, przycią- gnąć do siebie Miała łzy w oczach tej ładnej, krągłej twarzy, pulchne dłonie odepchnęły go delikatnie, usta pocałowały, powiedziały, że chce iść, jest śpiąca, ale jutro od rana może się spotkać, zobaczyć, ty też chcesz, co? — spytała No… — padła odpowiedź Zobaczymy Poszła w stronę swojego dom- ku, w którym spała z dwiema koleżankami, tymi najbliższy- mi w klasie …odczekał jedną, dwie, trzy minuty i ruszył w miejsce, w którym zostawił Annę Ka i resztę Podszedł, pochwalił się, nie chcieli uwierzyć W końcu ich przekonał, koniec końców zakład był o przekonanie Kilka minut później wiadomość dotarła do Ani Wu Załamała się, przepłakała całą noc Ni- gdy nie odezwała do… Nic poza tym, poza jej upokorzeniem, a jego wygraną Podając pieniądze dziewczynie, z którą spędził godzinę, w tym połowę w łóżku, myślami był przy Ani Wu Nawet po tylu latach nie było mu jej żal Tak samo jak tej, co wycho- dziła To były tylko maszyny Nieczułe automaty One uda- wały, że im zależy, że czują One nie czuły To były automaty rozumne, o dużej sile przebicia Inaczej nie byłyby w stanie znosić dnia codziennego I przetrwać — Mało! Jeszcze na taksę daj — dwudziestka syknęła przy drzwiach, chowając banknoty — Na piechotę nie możesz? — A ty sobie zwalić nie możesz? — Mogę — A ja nie mogę Dawaj, nie pierdziel Znam swoje prawa — Co ty nie powiesz… — podał pomiętą dychę — Mało! 15 — Spadaj Wypchnął ją Zamknął drzwi na klucz, zasuwkę, łańcuch Gdy skończył, odczekał aż ucichną dźwięki kopnięć i krzyków po drugiej stronie bezpiecznej granicy W końcu poszła Spojrzał na zegarek Skrzywił się Ustawił alarm na rano Poszedł Minął sypialnię Padł na kanapę i włączył telewizor Przykrył się kocem Chwycił szklankę z niedopitym drinkiem ze śladem szminki Przymknął oczy Nie chciał spać w łóżku, nie chciało mu się zmieniać pościeli po — Fuj — wypluł, odłożył szklankę, wyłączył telewizor i spróbował zasnąć Jak co noc Próbował… Robota robota Nie ukrywał (głównie przed sobą) Nie lubił przychodzić do biu- ra Pracował w Którymś Urzędzie Był dyrektorem od… nudy Biznes startował o 7 On ustawiał alarm w telefonie na po siódmej W końcu był szefem — miał prawo Miał nie- normowany czas pracy na umowie o pracę, który normował zgodnie z własną wolą i zapałem do pokonywania narzuco- nych obowiązków Zwykle około 9 zajeżdżał pod budynek Któregoś Urzędu Wspinał się po schodach Trzecie piętro Brak windy Wcho- dził do sekretariatu Witała go ona, pani… Jak jej było? Zasta- nawiał się przez chwilę, gdy pytała o to, czy podać kawę, czy jak zwykle czarną bez cukru, czy może inną tym razem? Nie — ta sama, co zawsze Ta sama, co każdego dnia przez ostat- nich pięć lat, droga pani… Jak ona miała?… Stara? Brzyd- ka?… Nie… blisko, ale to nie było tak Jakoś… — Słucham panią? — wyrwała go z zadumy — Pan Iks Igrek zostawił panu wycinki z gazet Prasów- ka I jeszcze… — Uhm I co tam piszą, pani…? 17 — Nie wiem, panie dyrektorze, jeszcze nie zdążyłam prze- czytać Wie pan jak to jest! — zaczęła poranną mantrę ma- rudzenia (właśnie! To za to za nią nie przepadał!) — Byłam już za dziesięć Patrzę, a tu znowu tyle pracy, że nie mogę te- go od razu ogarnąć, a jak bym miała zacząć jeszcze czytać to wszystko, co przynosi pan Iks i reszta, to — zatrzasnął drzwi swojego pokoju; głos pani… ucichł, nastał absolutny spokój Drzwi były bardzo solidne i szczelne Zostały wstawione za jego kadencji Na jego prośbę, na wniosek Drzwi pełne w wer- sji przylgowej, wyposażone w próg opadający, posiadały naj- wyższą izolację akustyczną Co więcej — ściany zabytkowego budynku miały grubość kilku metrów, wykonane z pruskiej cegły Tak przynajmniej lubił sobie wyobrażać To samo okna — plastiki najnowszej generacji Pomieszczenie było więc nie- mal w pełni dźwiękoszczelne Musiało być Gdyby było inaczej, zrezygnowałby z pracy No! — może bez przesady Ale! Miał sześćdziesiąt cztery lata I miał dość życia, które wiódł Trochę dość Nie aż tak bardzo, by je nie wiadomo jak zmieniać Ale jednak dość Nuda wykańczała go tak, jak żad- na kobieta czy nałóg Poza tym ery i jednego, i drugiego sko- czyły się już w jego życiu Nastał czas abstynencji miłosnej (w sensie miłości psychicznej, oczywiście, nie fizycznej) i ni- kotynowej, której musiał się trzymać, jeśli chciał żyć względ- nie normalnie, a nie jako kardiologiczny kaleka To irytowało tym bardziej, że na świecie szalał kult młodości, zdrowia, fi- zycznej przyjemności, hedonizmu, erotyzmu Skandalicznie irytujący gówniarze, dwudziesto i trzydziestolatkowie, peł- ni sił witalnych, entuzjazmu i pozytywnej motywacji pętali się nawet w jego najbliższym otoczeniu Mniejsza o panien- ki One były jeszcze do przyjęcia, były użyteczne, miło było czasem popatrzeć, częściej wykorzystać, skosztować, posłu- 18 chać ich komplementów, podlizywania się, pouczestniczyć w ich… rozwoju, takim czy innym Jednak ładne, młodocia- ne męskie gęby — co to, to nie To wzbudzało w nim gniew, trochę lęk, może Wklęsłe brzuchy, umięśnione uda i łydki, białe kły, gładka skóra, modne ciuchy, lśniące włosy — tych nie chciał widzieć, te wywoływały negatywne uczucie depre- sji, znudzenia, przejścia w stan spoczynku… — Szlag! — szepnął, gdy rozległo się pukanie do drzwi — Tak? Proszę! — wypluł głośnym, anielskim głosem — Kawka — Dziękuję pani…? — Proszę, panie dyrektorze — wydziumdziała do zrzyga- nia słodko podstarzała sekretarka, której czarne włosy walały się po prostu w każdym kącie! — Panie dyrektorze… — Tak? — Pan Specjalski przyszedł Czeka na spotkanie — Niech wejdzie… Jako Dyrektor Któregoś Urzędu zarządzał instytucją pod- ległą Pierwszemu Urzędowi Musiał słuchać Pierwszego we wszystkim i polecenia przekazywać niżej, do swoich kierow- ników Kierownicy przesyłali je podwładnym specjalistom, a specjaliści robili, co trzeba lub spuszczali jeszcze niżej, do młodszych specjalistów, inspektorów, pomocy biurowych i tak dalej Na końcu tego złożonego, wielosegmentowego procesu był znowu on — wyciągał długopis, składał podpis Czasami czytał, co nabazgrali na kartce Czasem nie musiał, bo Nu- uuda! I te maile… Tego to już nie mógł po prostu znieść! Łeb mu puchł od światła monitora, gdy gapił się w nie dłużej niż… W ogóle czuł, że dostaje raka mózgu od tej technologii, której skrajnie nienawidził za to, że jest tak szybka i się rozwija jak papier w kiblu, którego zapasów administratorka budynku 19 nie była w stanie na czas uzupełnić …starał się nie pić ka- wy Wypijał dwie, trzy dziennie, w pracy Jednak kierownicy, kierowniczki, specjaliści, specjalistki, inspektorzy i konser- watorzy!… Te gnoje — myślał — chleją to kawsko jak jacyś niskociśnieniowcy, którzy bez kofeiny padają na pysk w kra- inę snu i nie mogą się wypróżnić! Ile razy wychodził z poko- ju, szedł do wspólnej dla wszystkich toalety, otwierał drzwi, zapalał światło, mając nadzieję, że przy zgaszonym nikt tam nie siedzi, że zamknięte okno oznacza, iż jest pusto, że za- mknięta kabina to nie jest wcale zły znak, podły omen, i naci- skał klamkę do — i! Zawsze, ale to zawsze ktoś tam (kurna!) siedział i… Spokojnie, uspokój się — …powtarzał sobie w my- ślach Specjalski przyszedł Musisz zachować zimną krew, być cool jak ci małolaci o mocnych nerwach z białym proszkiem pod nosem, rękami w kieszeniach, obcisłych spodniach ty- pu rurki, dopasowanym gajerze znanej marki, wyszperanym w którymś z (teraz trendy) lumpeksów z ciuchami na wagę Wcześniej osranymi, oplutymi, oblanymi kawą i, lecz przez rączki pańci lub mamci takiego młodego wypranymi, odpra- sowanymi, wychuchanymi i — Cześć dyrektorze! — Witaj Witoldzie! — odparł automatycznie uśmiechnię- ty od ucha do ucha jak jakaś siksa na oralnej maturze — Cóż cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze? — Wczesnej? Nie śpię już od piątej — rzucił, rozgląda- jąc się po wnętrzu — Ranny ptaszek… — warknął w sposób kontrolowany i ugryzł się w język, by nie dodać czegoś, co cisnęło się na usta — To się chwali Kto rano wstaje… — Wiadomo! — Ta 20
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

sPokolenie, czyli Gniew
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: