Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00587 013506 21028139 na godz. na dobę w sumie
Dobranocka - ebook/pdf
Dobranocka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 317
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-333-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Dobranocka' to opowieść o 'pięknych trzydziestoletnich' z klubowo-bankietowej, współczesnej Warszawy, pełna humoru bezpruderyjna historia związków współczesnych 'lejdis' z całą galerią męskich typów: nieodpowiedzialnych, samolubnych, niewiernych i bezmyślnych. Nikt wcześniej tak nie pisał o seksie: z kobiecego punktu widzenia, otwarcie i bardzo odważnie, ale bez wulgarności.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 2 Agnieszka Niezgoda 3 wydawnictwo nowy (cid:285)wiat WARSZAWA 2009 4 © Copyright by Agnieszka Meller, 2009 © Copyright by wydawnictwo nowy (cid:285)wiat, 2009 Projekt okładki i stron tytułowych: Agnieszka Herman (przy wykorzystaniu zdj(cid:266)ć istockphoto) Fotograia autorki na iV str. okładki: Paweł Hoffman Redakcja: Katarzyna Kowalska Korekta: Ewa Natorska ISBN 978-83-7386-333-0 Wydanie I Warszawa 2009 wydawnictwo nowy (cid:285)wiat ul. Kopernika 30, 00-336 warszawa tel. (22) 826 25 43, faks (22) 826 25 47 INTERNET: www.nowy-swiat.pl BLOG: blog.nowy-swiat.pl KLUB CZYTELNIKÓW: klub.nowy-swiat.pl E-MAIL: wydawnictwo@nowy-swiat.pl 5 Rozdział pierwszy, w którym Maj(cid:266) i Gucia ratuje z opresji nieustraszony Rumcajs – Uwierzysz, (cid:298)e swoj(cid:261) szpilk(cid:266) kupiłam za stów(cid:266) w Brazylii? ale to szpilka stołowa. wiesz, wkładasz i siadasz. Pi(cid:266)kna, z chodzeniem jest kłopot – Majka trajkotała z szybko(cid:286)ci(cid:261) karabinu maszynowego, ale bez wojskowej precyzji. Promil dziesi(cid:266)ć alkoholu we krwi m(cid:261)cił klarowno(cid:286)ć wywodu. na wpół le(cid:298)(cid:261)c na ławce, wpatrywała si(cid:266) w zamszowe czółenka koloru pudrowy ró(cid:298), które zadziornie oparła o zamek celi. czarne kaba- retki na nogach, rzucone na tło krat, kojarzyły jej si(cid:266) z trójwymiarow(cid:261) paj(cid:266)czyn(cid:261). tylko czy co(cid:286) takiego, jak trójwymiarowa paj(cid:266)czyna aby istnieje? nie zauwa(cid:298)yła, (cid:298)e ola, oparta o (cid:286)cian(cid:266) przymkn(cid:266)ła oczy i nie słuchała jej paplaniny. – wyciskany sok z pomara(cid:276)czy, omlet z mozzarel- l(cid:261) i rukol(cid:261), kanapka z past(cid:261) trulow(cid:261) i pol(cid:266)dwic(cid:261) woło- w(cid:261), zimny browar, zmro(cid:298)ona seta. (cid:285)niadanie mistrzów 6 – Gutek z łokciami rozpostartymi na kratach w klasycz- nym ilmowym uj(cid:266)ciu marzył o Placu trzech Krzy(cid:298)y, gdzie w cotygodniowym m(cid:266)skim gronie zwykł (cid:298)egnać pi(cid:261)tkow(cid:261) prywatk(cid:266) i witać sobotni(cid:261). Siedzieli w pi(cid:261)tk(cid:266). na Mokotowie. od godziny? dwóch mo(cid:298)e? – Pani Maja? – policjantka zgromiła ró(cid:298)owe szpil- ki beznami(cid:266)tnym wzrokiem, w zamku szcz(cid:266)kn(cid:261)ł klucz. – Pani ze mn(cid:261) pójdzie. o trzeciej w nocy korytarz komisariatu wydał si(cid:266) Majce bole(cid:286)nie brzydki. Bij(cid:261)ce po oczach jarzeniówki, obła(cid:298)(cid:261)ca ze (cid:286)cian majtkowa lila farba, powyginane od wilgoci linoleum. chryste! wystarczyłby niewielki re- mont. Szła ostro(cid:298)nie, chwiejnie, omiatana mglistym, lecz nagle rozbudzonym wzrokiem dresiarzy spod (cid:286)cian. w pi(cid:261)tkow(cid:261) noc w warszawskich aresztach pa- nował tłok. – wszystkie ostre, z drutami, ła(cid:276)cuszkami, paski, rzeczy osobiste – bezpłciowa twarz policjantki pasowa- ła do byle jakiego otoczenia. Stały w łazience. na il- mach rewizje osobiste odbywaj(cid:261) si(cid:266) zwykle w steryl- nych, minimalistycznych wn(cid:266)trzach. na Mokotowie, rewizja odbywała si(cid:266) w wyzi(cid:266)bionym i bardzo nieste- rylnym wucecie. – a stanik pani ma? – zagaiła naraz policjantka, pod- nosz(cid:261)c wzrok znad (cid:286)wistka, na którym pieczołowicie no- towała kolejno oddawane rzeczy. – to te(cid:298) poprosz(cid:266). 7 – wie pani, (cid:298)ebym si(cid:266) ja miała na staniku w celi wieszać, to si(cid:266) raczej nie spodziewam – Majka nie po- wstrzymała si(cid:266) od u(cid:286)miechu. Prosz(cid:266), jaka celna ripo- sta! – Kolczyki srebrne sztuk dwie, bransoletka sztuk jedna, spinki trzy, frotka, legitymacja prasowa plasti- kowa, stanik koronkowy czarny, pasek skórzany czar- ny – policjantka recytowała list(cid:266) na jednym wydechu. – depozycik. – nam zabrali nawet sznurówki. Pojebane chuje – dwie godziny pó(cid:296)niej Gutek w bezsznurówkowo roz- bebeszonych kamperach próbował nerwowo chodzić w t(cid:266) i z powrotem, ale cela miała wszystkiego trzy metry długo(cid:286)ci. – demonstracja siły. Posiedzimy jeszcze z go- dzin(cid:266) i na (cid:286)niadanko. Przecie(cid:298) ta nasza ekipa pojebów zaraz zejdzie z nocnej zmiany, a ci nast(cid:266)pni rano to nas b(cid:266)d(cid:261) mieli w dupie. – Siadaj, bo stresa wprowadzasz – Szary poci(cid:261)gn(cid:261)ł Gutka za r(cid:266)kaw koszuli na ławk(cid:266). – Siadaj, siadaj, bo my tu relaks i kontemplacj(cid:266), spa kurwa mamy – w ko(cid:276)cu adam pracował w reklamie i zarabiał pi(cid:266)ć (cid:286)rednich krajowych na swoim wyczule- niu na absurd. – czy my w ogóle wiemy, o co jeste(cid:286)my oskar(cid:298)eni? Podejrzani? – Majka powoli odzyskiwała logik(cid:266) my(cid:286)le- nia, niewskazan(cid:261) w tej sytuacji. – Bo ja nie mam po- j(cid:266)cia. 8 – teoretycznie ka(cid:298)dy, bez (cid:298)adnej podstawy mo(cid:298)e zostać zatrzymany na czterdzie(cid:286)ci osiem godzin – Sza- ry był wszak prawnikiem. – Pytacie, dlaczego siedzimy? – adam wzi(cid:261)ł milcz(cid:261)c(cid:261) ol(cid:266) za r(cid:266)k(cid:266). Za dwa miesi(cid:261)ce b(cid:266)d(cid:261) brali (cid:286)lub w amster- damie, aby unikn(cid:261)ć urz(cid:266)dowej sztampy. na ko(cid:286)cieln(cid:261) magi(cid:266) nie mieli ju(cid:298) szans, trzydziestoletni rozwodnicy. – Moi kochani, otó(cid:298) siedzimy, bo jeste(cid:286)my lud(cid:296)mi dia- logu oraz polemiki. Po lekcjach w prywatnych szkołach z retoryki. Bo zamiast: „Panowie, to nie my, prosz(cid:266) oto dokumencik, przepraszamy, miłej nocy, tam czekaj(cid:261) nasze taksówki”, to my nie, oj nie! nas b(cid:266)d(cid:261) spisywać?! nie nas b(cid:266)dzie poni(cid:298)ać pieprzona policja! Panowie, my z wami jedziemy na komisariat, aby zaj(cid:286)cie wyja(cid:286)nić! Szkoda tylko, (cid:298)e nikt nie miał poni(cid:298)ej promila. Maj- ka, fajnie, (cid:298)e(cid:286) w suce na głos układała pocz(cid:261)tek tekstu o chamstwie policji. Gucio, to kiedy kupujesz t(cid:266) ich bud(cid:266), ten kurwisariat? adama rozsadzały perły dowcipu, albo tylko w(cid:286)cie- kło(cid:286)ć. czas w celi rozłaził si(cid:266) nieludzko. Maja oparła gło- w(cid:266) o rami(cid:266) Gucia. Przez ostatnie pół roku niecz(cid:266)sto po- zwalała sobie na tak(cid:261) czuło(cid:286)ć. nawet teraz gest ten wy- dał jej si(cid:266) sztuczny. Poczuła si(cid:266) wym(cid:266)czona, (cid:286)pi(cid:261)ca. ile jeszcze ten absurd potrwa? dziwne doznanie. Być cał- kowicie pozbawionym informacji. o wszystkim. o po- godzie na zewn(cid:261)trz. o tym, która godzina. ile ich ju(cid:298) 9 min(cid:266)ło. i co si(cid:266) stanie w ci(cid:261)gu nast(cid:266)pnych. areszt to pró(cid:298)nia. Pomy(cid:286)lała o Bazylim. Został sam na noc, po raz pierwszy. Pewnie si(cid:266) boi, bidulek. ciekawe, czy wgra- molił si(cid:266) na łó(cid:298)ko. Łó(cid:298)ko. Pachn(cid:261)ce, mi(cid:266)kkie. – Pi(cid:261)ta czterdzie(cid:286)ci! – dziarski głos wybudził Maj- k(cid:266) z drzemki. Rumiany policjant pełen był radosnej werwy. – Złe wie(cid:286)ci. czterdzie(cid:286)ci osiem godzin. Ka(cid:298)dy z pa(cid:276)stwa w innym areszcie. Po czym gwizdn(cid:261)ł. i odszedł. Milczeli. Minut(cid:266)? Pi(cid:266)ć mo(cid:298)e? – to was kurwa dupn(cid:266)li – zagaił naraz kto(cid:286) zza krat. S(cid:261)siad! i drugi! Przysn(cid:266)li, wi(cid:266)c przegapili wej(cid:286)cie no- wych go(cid:286)ci. – Zgwałcili(cid:286)cie czy co dom starców? S(cid:261)siedzi mieli łyse głowy, dresy i góra lat dziewi(cid:266)t- na(cid:286)cie. – nie. Sami nie wiemy. a wy chłopaki za co? – adam nawi(cid:261)zał stosunki dobros(cid:261)siedzkie. – Podpalenie grata. My tu czasem co tydzie(cid:276). wy który raz? – Pierwszy. – to kurwa przejebane – s(cid:261)siedzi skonkludowali, zarechotali i usiedli na swojej ławce. tym razem to Szary wstał i zacz(cid:261)ł chodzić po celi. trzy kroki w przód, trzy w tył. Milczał. ola (cid:286)cierała łzy z policzków. adam po głowie j(cid:261) głaskał. Gutek obj(cid:261)ł Majk(cid:266). 10 – Bazyli. Kuba – Majka, ochrypłym głosem, odezwa- ła si(cid:266) jako pierwsza. Potwornie suszyło j(cid:261) w gardle. Bazyli był jeszcze dzieckiem. Miał rok, tłuste fałdy oraz najukocha(cid:276)sz(cid:261) mord(cid:266) na (cid:286)wiecie. Rasa: sharpei. – wyjdziemy wcze(cid:286)niej, zobaczysz. Zd(cid:261)(cid:298)ysz na sa- molot. a Bazyli po prostu zrobi kup(cid:266) w domu. nie pani- kuj – Gutek mówił bardziej do siebie, ni(cid:298) do Majki. – a jak ty kotku z tym samolotem liczysz? – Majka nabierała zaczepno(cid:286)ci. – Mamy wyj(cid:286)ć nad ranem w po- niedziałek, a ja jestem umówiona z dziewczynami na lotnisku o szóstej rano z soboty na niedziel(cid:266). Za dwa- dzie(cid:286)cia cztery godziny. Kotku, twoim zdaniem zd(cid:261)(cid:298)(cid:266)? – Kurwa, bym nie s(cid:261)dził stary – kraty zapewniały transparentno(cid:286)ć, s(cid:261)siad wł(cid:261)czył si(cid:266) do rozmowy płynnie. – a czy nam nie przysługuje jaki(cid:286) telefon? – Majka zaczynała my(cid:286)leć konstruktywnie. Masz jeden telefon, mówi(cid:261) zawsze w ilmach. – chcecie dzwonić? Psy nie zajebały nam jeszcze ko- mórek – s(cid:261)siad wyj(cid:261)ł z dresów noki(cid:266). tak po prostu. adam zerwał si(cid:266), jak poparzony. – Pierdol(cid:266). cud mokotowski. Kolejno podawali numery. S(cid:261)siad wybierał i przy- stawiał aparat do krat. oni przykładali głowy. adam z ol(cid:261) zadzwonili do swoich adwokatów. Gutek do przy- jaciela od serca. ten wchodził wła(cid:286)nie do klubu Luz- ztro, wi(cid:266)c powiedział tylko, (cid:298)e historia jest naprawd(cid:266) zajebista. 11 Kolej Majki. czyj numer pami(cid:266)ta? do kogo, kto po- mo(cid:298)e w tej sytuacji? Rumcajs! oczywi(cid:286)cie! co drugi weekend Rumcajs nagrywa swój show w telewizji (cid:297)ycze(cid:276) i Marze(cid:276), popu- larnym te(cid:298)emie i wstaje o szóstej. niech to tylko b(cid:266)dzie ten weekend! – Halo? – głos w słuchawce był tubalny, zaspany i otwarty na niespodziank(cid:266). – Rumcajs, to ja. Słuchaj uwa(cid:298)nie. to ci si(cid:266) nie (cid:286)ni. Jestem w areszcie – Majka z twarz(cid:261) wci(cid:286)ni(cid:266)t(cid:261) w kra- ty mówiła wolniej, ni(cid:298) zwykle. – chc(cid:261) mnie przetrzy- mać do poniedziałku, a ja jutro lec(cid:266) na wakacje. Bła- gam. Zrób wszystko. – Gdzie jeste(cid:286)?! Gdzie siedzisz?! – wykrzyczał głos pobudzony, rze(cid:286)ki i gotowy do akcji. Bo oto Rumcajs, człowiek dawnych barykad, był ju(cid:298) z powrotem w latach osiemdziesi(cid:261)tych i walczył. wsadzili naszych! trzeba ich odbić! – Jeste(cid:286)my uratowani – Gutek zało(cid:298)ył nog(cid:266) na nog(cid:266) i strzepn(cid:261)ł niewidoczny paproch ze swoich kalwinów- klajnów. tak cz(cid:266)sto mówili bohaterowie w Lostach, ulubionym serialu Gucia o rozbitkach na wyspie. Za- równo tam, jak i w celi sytuacja jawiła si(cid:266) Guciowi jako podbramkowa oraz dramatyczna. Majka odetchn(cid:266)ła z ulg(cid:261). Jednak Kuba, nie (cid:298)aden dołek. Rumcajs załatwi. tymczasem w wej(cid:286)ciu do celi stan(cid:266)ło trzech poli- cjantów. 12 – Pani Maja? Pani wyjdzie. Rumcajs? tak szybko? – Prosz(cid:266) wyci(cid:261)gn(cid:261)ć r(cid:266)ce. trzask. Kajdanki. – Te kajdanki to w jakiej sprawie? Prosz(cid:266), znów celnie oraz dowcipnie. – Podczas przesłuchania mówiła pani, (cid:298)e si(cid:266) (cid:296)le czuje, (cid:298)e pani słabo. no to jedziemy na badania. (cid:297)eby stwierdzić, czy nie ma przeciwwskaza(cid:276) zdrowotnych do zatrzymania. i pojechali. na wołosk(cid:261). Poranek był jesiennie chłod- ny, ale słoneczny. Po drodze mijali pierwszych sobotnich przechodniów. na bilboardach dobrotliwie u(cid:286)miechni(cid:266)- ty przyszły prezydent obiecywał prawo i sprawiedliwo(cid:286)ć. tymczasem jeszcze, radiowozem jechali niewinni. – Pani wyjdzie – zaproponował przed wej(cid:286)ciem do szpitala młody sier(cid:298)ant. – nie w kajdankach. – Edek, rozkuj pani(cid:261) – sier(cid:298)ant westchn(cid:261)ł wielko- pa(cid:276)sko. w szpitalnym holu – znów tłoczno. ten tłum miał jednak bardziej prorodzinn(cid:261) struktur(cid:266) społeczn(cid:261), ni(cid:298) nocne zgrupowanie w areszcie. Policja ma w szpitalu przywilej: swoich ludzi prowa- dzi do gabinetu bez kolejki. – czy co(cid:286) szczególnego pani dolega, jakie(cid:286) przewle- kłe choroby? – lekarka, łypi(cid:261)c zza grubych denek oku- 13 larów, wydała si(cid:266) Majce potwornie merytoryczna. nie- czuła na ludzk(cid:261) bole(cid:286)ć psychiczn(cid:261), urz(cid:266)das j(cid:266)dza, a nie prawdziwy medyk humanista! – wydaje mi si(cid:266), (cid:298)e jestem w ci(cid:261)(cid:298)y. Prosz(cid:266). oto spryt! oto przebiegło(cid:286)ć! – Który miesi(cid:261)c? – Sam pocz(cid:261)tek. niedawno odstawiłam pigułki. Ha! Jeden zero! Kuba! Pla(cid:298)a, surferzy oraz mojito! adieu, panowie policjanci! ci(cid:266)(cid:298)arnej na dołku nie za- trzymacie! – oto wypis z badania – Majka była ju(cid:298) z powrotem na korytarzu, lekarka oddawała arkusz policjantom. Pan sier(cid:298)ant stan(cid:261)ł w p(cid:261)sach. – chłopcy, to, tego, jedziemy na oddział ginekolo- giczno-poło(cid:298)niczy – wychrypiał niewyra(cid:296)nie. – Które to b(cid:266)dzie pi(cid:266)tro? czwarte? Bo my tu mamy skierowa- nie. o (cid:298)esz chryste. o (cid:298)esz kurwa. na czwartym pi(cid:266)trze, w kolejce niczym na grz(cid:266)dzie, siedziało kilkana(cid:286)cie przyszłych mam oraz kilkunastu przyszłych ojców. wyspanych, rumianych, w ciepłych dzianinach. Krzepi(cid:261)cy był to widok. Z wej(cid:286)ciem Majki odmalował si(cid:266) na ich twarzach niepokój dyskretny. a czy(cid:298) Maja nie wygl(cid:261)dała, jak nowoczesna przyszła mama? co z tego, (cid:298)e w ró(cid:298)owych szpilkach? co z tego, (cid:298)e w kabaretkach? a co tak ich dziwi mini spódniczka? a co tak si(cid:266) patrz(cid:261) na czarn(cid:261) skórzan(cid:261) kurtk(cid:266)? Rozmyte 14 oko? Fryzura w nieładzie? wszak w modzie panuje dzi- siaj eklektyzm, panuje zabawa konwencj(cid:261)! i co tak si(cid:266) zsiedli na widok trzech policjantów? Przyszłe komórki rodzinne uznały, (cid:298)e przegapiły w mediach wiadomo(cid:286)ć o nowej akcji prezydenta mia- sta: „Bezpiecznie w agencjach towarzyskich – tysi(cid:261)c ksi(cid:261)(cid:298)eczek zdrowia dla tysi(cid:261)ca dziewcz(cid:261)t”. – odmawiam. Ja si(cid:266) (cid:298)adnym badaniom nie pod- dam. Majk(cid:266) naszła my(cid:286)l prosta. (cid:297)e s(cid:261) pewne granice. na- wet w areszcie. oto sytuacja próby. oto szansa, by sta- wić opór. Przecie(cid:298) tego wła(cid:286)nie jej pokolenie zazdro(cid:286)ci- ło ludziom ju(cid:298) dziesi(cid:266)ć lat starszym. opór na oddziale ginekologicznym, ale zawsze. Policjanci nie byli radzi. odmowa była im nie w smak. Poprowadzili Majk(cid:266) do windy. w windzie – zadziwionych, a jak(cid:298)e, osób kilkana(cid:286)cie. – czy pani mo(cid:298)e nam w ko(cid:276)cu powiedzieć, czy jest pani w ci(cid:261)(cid:298)y, czy nie? – tym razem ton sier(cid:298)anta zdradzał mało wielkopa(cid:276)sk(cid:261) irytacj(cid:266). na tak postawion(cid:261) spraw(cid:266), winda cała si(cid:266) zsiadła. Prostytutka, ale ci(cid:266)(cid:298)arna! – wie pan, nie mog(cid:266) tego wykluczyć, ale nie b(cid:266)d(cid:266) si(cid:266) dowiadywała o tak radosnej nowinie w tak nieprzyjem- nych, a wr(cid:266)cz traumatycznych dla mnie, oraz dla dzie- cka, okoliczno(cid:286)ciach. Remis! Riposta mistrzostwo. w milczeniu upłyn(cid:266)ła droga powrotna na komisariat. Policjanci zaparkowali 15 przed tylnim wej(cid:286)ciem do aresztu, wysiedli, znów wy- ci(cid:261)gn(cid:266)li kajdanki. wtem, w promieniach polskiej złotej jesieni, z bu- dynku wypadł mały człowieczek Baltazar i wprost w stron(cid:266) Majki (cid:298)wawo si(cid:266) turlał. doskoczył zziajany, za r(cid:266)k(cid:266) j(cid:261) chwycił i w oczy popatrzył z trosk(cid:261). – Pani Maju – mi(cid:266)kko zacz(cid:261)ł. – Rozkuj! – do mło- dego sier(cid:298)anta szorstko rzucił. – Pani Maju! – Balta- zar spozierał okiem wyrozumiałego ojca. – i po co pani te wygłupy były? – pytał, prowadz(cid:261)c Maj(cid:266) pod rami(cid:266), jak gdyby (cid:286)miechom i (cid:298)artom nie było ostatnio ko(cid:276)ca. – Pójdziemy do mnie. wiola, masz drugie (cid:286)niadanie? – zwrócił si(cid:266) do sekretarki. – no, to kanapki dla pani Mai. a jaka herbata? Zielona, owocowa czy czarna? Jak to, nie mamy czystych kubków? Kto pani takich bzdur naopowiadał?! nie dostała pani nawet wody wcze(cid:286)- niej?! Zielona! wiola, szybciej! *** tej jesiennej soboty komendant Baltazar miał bo- wiem farta. Kto by pomy(cid:286)lał, taka niespodzianka! au- tograf dla (cid:298)ony! Fiu-iu! Baltazar był kontent. tym bardziej (cid:298)e w zaistniałej sytuacji pi(cid:266)knie wykazał si(cid:266) przecie(cid:298) obyciem i pomimo (tak, musi to przyznać) sporego zdumienia w kilku kwestiach, jednak stan(cid:261)ł na przysłowiowej wysoko(cid:286)ci, jednak zachował europejskie 16 standardy. (cid:297)yjemy w XXi wieku, my(cid:286)lał Baltazar tej so- boty po wielokroć. Kiedy bowiem dwie godziny wcze(cid:286)niej w drzwiach gabinetu Baltazara stan(cid:261)ł pan Rumcajs, Baltazar był wi(cid:266)cej ni(cid:298) pewien, (cid:298)e te(cid:298)em kr(cid:266)ci nowy program. i (cid:298)e Baltazar w nim wyst(cid:261)pi. Program o pracy warszawskiej policji? Reality show: Komisariat? Baltazar przyj(cid:261)ł wi(cid:266)c pana Rumcajsa wylewnie. – Witamy w naszych skromnych policyjnych pro- gach telewizyjn(cid:261) gwiazd(cid:266)! dzie(cid:276) dobry! co pana do nas sprowadza, panie Rumcajsie? – Ja po (cid:298)on(cid:266) – powiedział pan Rumcajs, a Baltazar niemal p(cid:266)kł w szwach ze (cid:286)miechu. – dowcipny, jak zawsze! a tak na powa(cid:298)nie? – Po (cid:298)on(cid:266), tak na powa(cid:298)nie – pan Rumcajs si(cid:266) nie (cid:286)miał. Zafrasował si(cid:266) wtenczas Baltazar, posadził go(cid:286)cia przy kawie i pomkn(cid:261)ł spraw(cid:266) wyja(cid:286)nić. istotnie. istot- nie! Jest takie nazwisko. wrócił, rumieni(cid:261)c si(cid:266) jak pen- sjonarka. – tak, tak, panie Rumcajsie. Jest u nas (cid:298)ona. obec- nie na badaniach – ledwo to przeszło Baltazarowi przez gardło. nieszcz(cid:266)sny pan Rumcajs! – w imieniu (cid:298)ony zadzwoni adwokat, który b(cid:266)dzie rozmawiał o sprawie. Ja nie znam szczegółów, ale to pewnie drobnostka. wszystkim b(cid:266)dzie na r(cid:266)k(cid:266), jak (cid:298)ona wyjdzie jak najszybciej. 17 – drobnostka, oczywi(cid:286)cie! ale, ale, panie Rumcaj- sie. Jest jeszcze pewna sprawa delikatna – w Baltazarze (tak, musi to przyznać) drzemała pewna ludzka cieka- wo(cid:286)ć. – Bo czy pan wie? (cid:297)ona jest osadzona z przyjacie- lem. czy pana adwokat wyst(cid:261)pi tylko w imieniu (cid:298)ony, czy równie(cid:298) w imieniu (cid:298)ony konkubenta? Gustawa? – rzucił przymilnie Baltazar, a w oku błysn(cid:266)ła mu pso- ta, błysn(cid:261)ł diabelski chochlik. – Je(cid:286)li konkubent (cid:298)ony si(cid:266) zgodzi, to adwokat oczy- wi(cid:286)cie jego tak(cid:298)e mo(cid:298)e reprezentować – rzekł na to spo- kojnie pan Rumcajs. a Baltazar st(cid:266)(cid:298)ał. Lecz naraz odtajał. Mrugn(cid:261)wszy okiem dla niepoznaki, a gest ten łobuzerski miał zna- czyć „Kobiety, kobiety!”, w skryto(cid:286)ci ducha Baltazar to- czył walk(cid:266). oto nasze czasy. oto Europa, my(cid:286)lał. i nie wiedział, czy jest za, czy przeciw. – Mog(cid:266) pój(cid:286)ć do znajomych do celi? – pytanie na- wodnionej trzema zielonymi herbatami Majki wytr(cid:261)ci- ło Baltazara z zadumy. – ale po co? – Baltazar był zły sam na siebie, (cid:298)e tak si(cid:266) rozmarzył i wybił z kontekstu. – Pani Maju, czy tu nie przyjemniej? nie wygodniej? dzwonił ju(cid:298) adwokat. Zaraz spiszemy zeznania, pani, jako (cid:286)wiad- ka zaj(cid:286)cia. i pani pojedzie do domu. Radz(cid:266) solidn(cid:261) kolacj(cid:266)! – Baltazar dobrotliwie pogroził tłu(cid:286)ciutkim palcem. 18 *** niebo było stalowe, a chłodny przenikliwy wiatr zwiastował ju(cid:298) rychł(cid:261) zim(cid:266), kiedy Majka wyszła przed komisariat. Usiadła na murku za bram(cid:261). wyj(cid:266)ła z ko- perty spinki, frotk(cid:266) i zwi(cid:261)zała kasztanowe włosy w ku- cyk. Zapaliła cienkiego mentolowego papierosa. – a reszta? – Gucio dopinał pasek w spodniach. – chwil(cid:266) temu pojechali. Jakie masz plany? – wspólne. Kolacja. Stek? Sushi? Makaron gryczany? – Makaron. Za dwie godziny w Jazz Bistro. *** Po kolacji z Gutkiem (skosztowali: carpaccio, zupy dyniowej, makaronu gryczanego, zielonego curry, sałaty z kaczk(cid:261) oraz sma(cid:298)onego banana), rada Maja le(cid:298)ała na obitej bordowym pluszem kanapie. okutana wełnia- nym kocem, słuchała chrypliwego głosu niny Simone i spogl(cid:261)dała na cie(cid:276) topoli za oknem. Lubiła jesie(cid:276). Lu- biła Mokotów. i lubiła swoje mieszkanie. Sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t metrów w przedwojennej kamienicy dzieliła tylko z Bazylem. na (cid:286)cianach, pomalowanych na przemian zgnił(cid:261) zieleni(cid:261) i brudnym ró(cid:298)em, wisiały ci(cid:266)(cid:298)kie drewniane maski, które przywiozła z Sudanu. obrazy rokuj(cid:261)cego młodego Holendra o abstrakcyjnej wymowie. Z plakatu spogl(cid:261)dała audrey Hepburn. na półkach pi(cid:266)trzyły si(cid:266) durnostójki, ksi(cid:261)(cid:298)ki i płyty. Zwi- 19 ni(cid:266)ta w kł(cid:266)bek, z głow(cid:261) wci(cid:286)ni(cid:266)t(cid:261) w pofałdowany kark Bazylego, Maja my(cid:286)lała. ale o niczym konkretnym. – Kochana, spakowana? – tola piszczała do komór- ki. – wakacje! wakacje! Majka spojrzała na zmi(cid:266)toszony, zakurzony plecak, le(cid:298)(cid:261)cy po(cid:286)rodku pokoju na wysłu(cid:298)onym d(cid:266)bowym par- kiecie. – Prawie. – Jestem po ciebie o pi(cid:261)tej trzydzie(cid:286)ci. Maju(cid:286), pytanie czekisty. tam b(cid:266)d(cid:261) kondomy czy lepiej wzi(cid:261)ć z Polski? – tolek!!! – Maja rykn(cid:266)ła i zaniosła si(cid:266) (cid:286)miechem. Bazyli otworzył oko. – to pa! i si(cid:266) pakuj skarbie, a ja dzwoni(cid:266) w sprawie kondomów do Go(cid:286)ki. to jest potem problem powa(cid:298)ny. tu(cid:298) po północy w drzwiach stan(cid:261)ł Gucio, na lek- kiej bani, po małym starterku, jak wytłumaczył, ale nie, (cid:298)eby od razu pijany. – Bazula, Bazula moja kula, moja bula... – Z marszu j(cid:261)ł (cid:286)ciskać psa, bo ten nie zd(cid:261)(cid:298)ył umkn(cid:261)ć pod łó(cid:298)ko zaspany. – tylko ty mnie rozumiesz. tylko. – wgramolił si(cid:266) do ba- zylowego kojca i zachrapał po chwili. na czas babskiego wyjazdu, Gucio przejmował opiek(cid:266) nad psem i domem. Punkt pi(cid:261)ta trzydzie(cid:286)ci zadzwonił domofon. – Kuba libre! – tola darła si(cid:266) do mikrofonu. na dole czekała wawa taxi. aleja (cid:297)wirki i wigury, jeszcze w po(cid:286)wiacie nocnej, neonami (cid:298)egnała szpaler taksówek. 20 *** nad atlantykiem tola wyj(cid:266)ła ze schowka butelk(cid:266). – Za nasze wakacje. chivas whisky. Z gwinta, dro- gie panie. Zacznijmy mówić po angielsku! – tola mia- ła humor iluterny. – d(cid:298)urnalist, lojer, dentist. Sex tu- rism: cel wycieczki. czirs, bejbis! Maju(cid:286), jor tern. Samolot wypełniał gwar, pozostałym letnikom rów- nie(cid:298) udzielał si(cid:266) ju(cid:298) nastrój wakacji. Pozyskane po przy- musowym wypiciu kawy kubeczki chyłkiem napełniali płynami, cz(cid:266)stowali rodzin(cid:266), s(cid:261)siadów oraz nieznajo- mych, z rosn(cid:261)cym entuzjazmem wznosili toasty za l(cid:261)- dowanie oraz za sło(cid:276)ce, a na twarzach ich malowała si(cid:266) rado(cid:286)ć, błogo(cid:286)ć kre(cid:286)liła im u(cid:286)miech. Rozpoczynali ur- lop. Maja oparła głow(cid:266) o okienko samolotu i spojrzała na chmury udrapowane w dole, niczym paczki waty. Po- my(cid:286)lała, (cid:298)e w centrum Sztuki współczesnej (cid:286)miało na- zwano by je jak(cid:261)(cid:286) instalacj(cid:261) albo projektem i u(cid:286)miech- n(cid:266)ła si(cid:266) do samej siebie. Zmordowana, poci(cid:261)gn(cid:266)ła łyk prosto z butelki. Gor(cid:261)co! whisky paliło w przełyku. Maja przymkn(cid:266)ła powieki. 21 w którym tytus, Romek i atomek ucz(cid:261) Majk(cid:266), tol(cid:266) i Gosi(cid:266) plastusiowej Rozdział drugi, zr(cid:266)czno(cid:286)ci – tytus kupił ciasto. Zapraszamy. – Super. to po kolacji. czyje to głosy? – Maja, wstawaj. Ju(cid:298) długo (cid:286)pisz – zza sennej mgły wyłaniała si(cid:266) tola, siedz(cid:261)ca na skraju łó(cid:298)ka. delikatnie potrz(cid:261)sała ramieniem Majki i sylabizowała: Ma ja, Ku ba, wa ka cje. co ona? Kaszpirowski? Majka zaczynała si(cid:266) rozbu- dzać i kojarzyć sytuacj(cid:266). Pokój był przestronny, jasny. Z trzema ogromny- mi łó(cid:298)kami, kolorow(cid:261) komod(cid:261), dwoma szafami, stoli- kiem pod telewizor, kwiatami na ka(cid:298)dej z szafek noc- nych. Skrzydłowe drzwi prowadziły do saloniku. w rozwartych na o(cid:286)cie(cid:298) drzwiach balkonowych wydymała si(cid:266) tiulowa kremowa iranka. taras wychodził na nied-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dobranocka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: