Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00414 008699 21042531 na godz. na dobę w sumie
Dogrywka - ebook/pdf
Dogrywka - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 128
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-363-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Powraca para zwariowanych przyjaciółek, znana z bestsellerowego komediowego kryminału „Zabójczy spadek uczuć” duetu Gacek & Szczepańska. W „Dogrywce” po raz kolejny przyjdzie im zmierzyć się ze śledztwem na własną rękę. Wiele się zmieniło. Beata z nieporadnej ofiary losu przeistoczyła się w energiczną bizneswoman, którą spotykamy w chwili, gdy otrzymuje fatalny w skutkach anonim. Tymczasem Monika, jej przyjaciółka dotychczas twardo stąpająca po ziemi, na jakiś czas zupełnie straci głowę. Na szczęście obie nie tracą rezonu. Jedno jest pewne: gdy wymaga tego sytuacja kumpelki bez wahania same poprowadzą dochodzenie, bo czego się nie robi, gdy w grę wchodzi rodzinne szczęście, miłość, a nawet czyjeś życie! Gacek & Szczepańska nie zawiodą swoich czytelników. „Dogrywka” ma w sobie wszystkie zalety, które zjednały autorkom szerokie grono fanów: pełnokrwiste postacie (zabawne charakterystyki na wstępie), ironiczny dystans (także do swoich bohaterek), humor (ujawniający się już nawet w tytułach rozdziałów), potoczysty styl i zabawną intrygę. Porcja porządnej rozrywki gwarantowana! O AUTORKACH KATARZYNA GACEK - z wykształcenia psycholog. Wiedzę zdobytą na studiach usiłuje zastosować w praktyce hodując stadko dzieci, pisząc książki i scenariusze filmowe. Jest bardzo towarzyska, uwielbia gości. Kiedy przed dwoma laty zaprosiła przyjaciółkę na kawę, ta tak się zasiedziała, że napisały razem trzy powieści. Z populacji wyróżnia się wzrostem, krótkowzrocznością i punktualnością wręcz obsesyjną. Nie wyobraża sobie mieszkania w mieście. AGNIESZKA SZCZEPAŃSKA – z wykształcenia prawnik, z powołania artystka. Była urzędnikiem państwowym, księgową, asystentką scenografa, managerem, dekoratorem wnętrz, ostatnio prowadziła własną firmę zajmującą się organizacją imprez, a obecnie usiłuje zarabiać pisaniem... Nie wyobraża sobie mieszkania poza miastem.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Katarzyna Stachowicz-Gacek Agnieszka Szczepa(cid:276)ska GŁÓWNI BOHATEROWIE: Beata – sympatyczna blondynka lat trzydzie(cid:286)ci trzy. Prywatnie czuła (cid:298)ona i matka. Słu(cid:298)bowo, mimo braku predyspozycji, podwójna pani prezes. Resztki dawnego romantyzmu spaliła na stosie domowego ogniska. W efekcie dramatycznych przej(cid:286)ć z pierwszym m(cid:266)(cid:298)em – podejrzliwa a(cid:298) do bólu, co nie ratuje jej niestety przed kolejnymi kłopotami. Panicznie boi si(cid:266) zdrady. Monika – energiczna i wysportowana brunetka, najlepsza przyjaciółka Beaty. Zarówno w (cid:298)yciu codziennym, jak uczuciowym potrzebuje silnych bod(cid:296)ców. Za spraw(cid:261) nowego m(cid:266)(cid:298)czyzny przechodzi gwałtown(cid:261) metamorfoz(cid:266). Jej szafa równie(cid:298). Boi si(cid:266) tylko jednego: zmarszczek. Andrzej – m(cid:261)(cid:298) Beaty, przystojny weterynarz. M(cid:266)(cid:298)czyzna (cid:298)yczliwy wszystkim, co przez niektórych bywa omylnie interpretowane. Nie boi si(cid:266) robienia nietypowych prezentów własnej (cid:298)onie. Zbyszek – ze zwykłego architekta awansował niespodziewanie na prezesa firmy deweloperskiej. Gdyby wiedział, jakie jeszcze stan(cid:261) przed nim wyzwania, uzbroiłby si(cid:266) nie tylko w cierpliwo(cid:286)ć. Ma wnuka, co ostatecznie komplikuje jego zwi(cid:261)zek z Monik(cid:261). Boi si(cid:266) nieproszonych go(cid:286)ci. Borys – młodzieniec równie przystojny co pewny siebie. Uzale(cid:298)niony od adrenaliny. Za odpowiedni(cid:261) kwot(cid:266) podejmie si(cid:266) ka(cid:298)dego, nawet najbardziej nietypowego zadania. Boi si(cid:266) jedynie o swój motocykl. J(cid:266)drek – aktywny dwulatek, syn Beaty. Ma blond loki, zniewalaj(cid:261)ce spojrzenie i ogromn(cid:261) wiar(cid:266) we własne mo(cid:298)liwo(cid:286)ci. Nie boi si(cid:266) obcych. Marysia – dziewcz(cid:266) bujne nie tylko młodo(cid:286)ci(cid:261). Jako nia(cid:276)ka charakteryzuje si(cid:266) w(cid:261)tpliw(cid:261) przydatno(cid:286)ci(cid:261). Boi si(cid:266), (cid:298)e wyleci z pracy. I słusznie. Justyna – nia(cid:276)ka zbyt idealna, (cid:298)eby mogła być prawdziwa. Boi si(cid:266), (cid:298)e co(cid:286) pójdzie nie tak. Kurt – dyrektor prosto z Berlina. Ma trzymać r(cid:266)k(cid:266) na pulsie firmy, tylko jakby za mocno zaciska palce. Boi si(cid:266) szefa. Tajemniczy szatyn z rolexem – tajemniczy szatyn z rolexem. O jego l(cid:266)kach i obawach nie wiemy nic. Maciek – miły, acz nieco gapowaty sekretarz Beaty. Poniewa(cid:298) jego praca polega przede wszystkim na otwieraniu i zamykaniu drzwi do jej gabinetu, boi si(cid:266) przeci(cid:261)gów. Sprite – karier(cid:266) dozorcy na budowie podj(cid:261)ł z powodu kontuzji nogi, a nie podeszłego wieku. Lubi ogl(cid:261)dać telewizj(cid:266) i wtykać nos w nie swoje sprawy. Boi si(cid:266) konsekwencji słu(cid:298)bowych. Nowicki – kierownik budowy, pieniacz. W ci(cid:261)głym konflikcie ze wszystkimi, równie(cid:298) z własnym sumieniem. Boi si(cid:266), (cid:298)e mu nie starczy do pierwszego. D(cid:266)bicki – prywatny detektyw. Profesjonalista dyskretny a(cid:298) do bólu. Boi si(cid:266) braku klientów. Aldona Zawistowska – równie(cid:298) prywatny detektyw. Kobieta inteligentna i spostrzegawcza, potrafi umiej(cid:266)tnie wtopić si(cid:266) w tło. Nie boi si(cid:266) ryzyka. Babcia – która nie wie, (cid:298)e jest babci(cid:261). Boi si(cid:266), (cid:298)e nie doczeka si(cid:266) wnuków. Komisarz Anna P(cid:266)dzicka – policjantka, sprawna i skuteczna. W razie potrzeby nie boi si(cid:266) u(cid:298)yć broni. ROZDZIAŁ 1, po którym ka(cid:298)dy, z wyj(cid:261)tkiem Beatki ju(cid:298) wie, (cid:298)e co(cid:286) si(cid:266) musi wydarzyć Bezkresna, szmaragdowa powierzchnia oceanu, naznaczona białymi smugami piany w miejscach, gdzie z szumem załamywały si(cid:266) wysokie fale, zlewała si(cid:266) gdzie(cid:286) daleko z ja(cid:286)niejszym o kilka tonów, ale równie intensywnym w kolorze niebem. Powietrze nad poło(cid:298)on(cid:261) w niewielkiej zatoczce pla(cid:298)(cid:261) dr(cid:298)ało z gor(cid:261)ca. Nagrzany ostrymi promieniami sło(cid:276)ca drobny, porcelanowobiały piasek a(cid:298) parzył w stopy. Bajkow(cid:261) sceneri(cid:266) uzupełniało kilka rosn(cid:261)cych niedaleko, nastroszonych kokosowych palm. Beata zatrzymała si(cid:266) w cieniu płóciennego parasola, jednego z wielu rozstawionych tu(cid:298) nad wod(cid:261) i z przyjemno(cid:286)ci(cid:261) (cid:286)ledziła wzrokiem wysok(cid:261), barczyst(cid:261) sylwetk(cid:266) nadchodz(cid:261)cego od strony nadmorskiego barku m(cid:266)(cid:298)czyzny. Ubrany w kolorowe szorty i słomkowy kapelusz z szerokim rondem, szedł wzdłu(cid:298) brzegu, pozwalaj(cid:261)c leniwym falom obmywać bose stopy. W dłoniach trzymał dwa kolorowe drinki z parasolk(cid:261), a po jego twarzy bł(cid:261)kał si(cid:266) u(cid:286)miech zadowolenia. To był Andrzej, m(cid:261)(cid:298) Beaty. W oczach Beaty pojawiło si(cid:266) rozczulenie. Jak to dobrze, pomy(cid:286)lała, (cid:298)e nie udało mi si(cid:266) usn(cid:261)ć. Zmarnowałabym takie pi(cid:266)kne popołudnie… Trzy kwadranse wcze(cid:286)niej, po obfitym lunchu zło(cid:298)onym z egzotycznych ryb i dziwnych owoców o nieznanych nazwach, m(cid:261)(cid:298) namówił j(cid:261) na sjest(cid:266). Jednak kiedy po kwadransie sen uparcie nie przychodził, Beata porzuciła klimatyzowane wn(cid:266)trze i poszła szukać Andrzeja, z zamiarem zrobienia mu niespodzianki. Zaraz, zaraz. Dwa drinki? Andrzej skr(cid:266)cił na piasek, mi(cid:266)dzy le(cid:298)anki z rattanu przykryte poduszkami w granatowo-białe pasy. Na jednej z nich spoczywała malowniczo upozowana blondynka w sk(cid:261)pym, czarnym bikini, z trudem utrzymuj(cid:261)cym w ryzach obfity biust. Beata zmru(cid:298)yła oczy. Dziewczyna kogo(cid:286) jej przypominała… Andrzej podszedł do blondynki, która na jego widok uniosła si(cid:266) wdzi(cid:266)cznie na łokciu i wyci(cid:261)gn(cid:266)ła dło(cid:276) po drinka, jednocze(cid:286)nie odwracaj(cid:261)c si(cid:266) troch(cid:266) bardziej w stron(cid:266) zaczajonej pod parasolem Beaty. Marysia?! Ich opiekunka do dziecka?! Tutaj?! Beata patrzyła w osłupieniu, jak Andrzej podaje tamtej kieliszek, a potem nami(cid:266)tnie całuje j(cid:261) w usta. – Nie! – zd(cid:261)(cid:298)yła jeszcze krzykn(cid:261)ć, zanim dono(cid:286)ny terkot budzika nie wyrwał jej ze snu. Jeszcze nie całkiem przytomna, usiadła gwałtownie na łó(cid:298)ku i rozejrzała dookoła. Andrzeja nie było nigdzie w zasi(cid:266)gu wzroku. Nie było równie(cid:298) morza, egzotycznej pla(cid:298)y – a przede wszystkim nie było Marysi w bikini. Na kołdrze obok Beaty le(cid:298)ała tylko granatowa m(cid:266)ska pi(cid:298)ama, porzucona w po(cid:286)piechu. Pewnie jak zwykle w (cid:286)rodku nocy wezwano m(cid:266)(cid:298)a do jakiego(cid:286) czworono(cid:298)nego pacjenta… Beata zamy(cid:286)liła si(cid:266). Kiedy(cid:286) Andrzej, wychodz(cid:261)c wcze(cid:286)niej, zawsze zostawiał jej na poduszce (cid:298)artobliwe li(cid:286)ciki, w których na wszystkie mo(cid:298)liwe sposoby odmieniał czasownik „kocham”. Jednak ostatnio takie karteczki pojawiały si(cid:266) coraz rzadziej. Mał(cid:298)e(cid:276)ska rutyna, czy… Beatka poczuła nagłe ukłucie niepokoju. Westchn(cid:266)ła ci(cid:266)(cid:298)ko: (cid:298)e te(cid:298) tamta sytuacja sprzed trzech lat ci(cid:261)gle j(cid:261) prze(cid:286)laduje – co z tego, (cid:298)e w innych dekoracjach i z innymi bohaterami, skoro motyw zdrady musi być w niej obecny obowi(cid:261)zkowo? Na moment zamkn(cid:266)ła oczy. Pod powiekami zobaczyła obraz Pawła, swojego pierwszego m(cid:266)(cid:298)a, obejmuj(cid:261)cego przed kawiarni(cid:261) na Rozdro(cid:298)u prze(cid:286)liczn(cid:261) brunetk(cid:266)… Brrr, wzdrygn(cid:266)ła si(cid:266). Jaka ja byłam wtedy głupia, jaka głupia! W efekcie fatalnego zauroczenia o mały włos nie straciła ukochanej ziemi oraz… (cid:298)ycia. I choć wszystko, dzi(cid:266)ki uporowi i po(cid:286)wi(cid:266)ceniu jej najlepszej przyjaciółki Moniki sko(cid:276)czyło si(cid:266) dobrze, fobia na tle podejrze(cid:276) o nieszczero(cid:286)ć pozostała. Na szcz(cid:266)(cid:286)cie jej drugi m(cid:261)(cid:298), Andrzej, człowiek spokojny i łagodny, o niespotykanych pokładach cierpliwo(cid:286)ci i dystansu do drobiazgów tego (cid:286)wiata był ostatnim człowiekiem, który mógłby dać jej jakikolwiek powód do zazdro(cid:286)ci. Sk(cid:261)d w takim razie w jej (cid:286)nie wzi(cid:266)ła si(cid:266) Marysia? (cid:297)eby nie roztrz(cid:261)sać tematu i nie dawać po(cid:298)ywki wyobra(cid:296)ni, Beata podniosła si(cid:266) energicznie, podeszła do okna i rozsun(cid:266)ła zasłony. Do pokoju radosn(cid:261) fal(cid:261) wdarło si(cid:266) sło(cid:276)ce, ziele(cid:276) rosn(cid:261)cych w ogrodzie drzew i dwie zaspane ćmy. Wsz(cid:266)dzie dobrze, ale w domu najlepiej, pomy(cid:286)lała Beata, wci(cid:261)gaj(cid:261)c gł(cid:266)boko w płuca chłodne, ranne powietrze. Poprzedniego dnia wrócili z wakacji z Portugalii i teraz trzeba si(cid:266) było na nowo odnale(cid:296)ć w codziennej rzeczywisto(cid:286)ci. Beata owin(cid:266)ła si(cid:266) cienkim szlafrokiem i ruszyła na dół, (cid:298)eby przejrzeć nagromadzon(cid:261) przez ostatnie dwa tygodnie poczt(cid:266). Na niewielkiej komodzie, po lustrem, le(cid:298)ał poka(cid:296)ny, kolorowy stos. Rachunki za telefon, wyci(cid:261)gi bankowe, reklamówki… i jedna du(cid:298)a, szara koperta bez nadawcy, z adresem wydrukowanym na drukarce komputerowej i przyklejonym troch(cid:266) krzywo na szarym papierze: BEATA STOKOWSKA. DO R(cid:260)K WŁASNYCH. Ciekawe co to, przebiegło Beacie przez głow(cid:266) i ju(cid:298) miała zacz(cid:261)ć otwierać przesyłk(cid:266), kiedy z góry dobiegł j(cid:261) bardzo gło(cid:286)ny, radosny okrzyk: – Mamiiiii! Beata u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266). – Ju(cid:298) id(cid:266), syneczku! Szybkim ruchem zebrała cał(cid:261) korespondencj(cid:266) i wrzuciła do stoj(cid:261)cej obok torebki, (cid:298)eby przejrzeć pó(cid:296)niej w biurze. I tak szara koperta z naderwanym rogiem trafiła na samo dno, a spokój Beaty nie został naruszony. Gdyby bowiem zd(cid:261)(cid:298)yła j(cid:261) otworzyć, zobaczyłaby w (cid:286)rodku zło(cid:298)on(cid:261) na pół, biał(cid:261) kartk(cid:266) papieru i odcinaj(cid:261)cy si(cid:266) od niej złowieszcz(cid:261) czerni(cid:261) napis: TWÓJ M(cid:260)(cid:297) ZDRADZA CI(cid:265) Z NIA(cid:275)K(cid:260)! * * * Kiedy Beatka, wci(cid:261)(cid:298) u(cid:286)miechni(cid:266)ta, weszła do dziecinnego pokoju, wyraz jej twarzy uległ gwałtownej zmianie. Słodki dwulatek o buzi barokowego amorka i blond loczkach, uosobienie niewinno(cid:286)ci, musiał ju(cid:298) nie spać przynajmniej od kilku minut. A konkretnie od tylu, ile zaj(cid:266)ło mu rozsmarowanie po sobie i kołderce podkładu w płynie Diora i posypanie tego(cid:298) wygrzebanym sprytnie z pudełeczka szarym cieniem do powiek. Sk(cid:261)d on to wzi(cid:261)ł? – przebiegło Beatce przez głow(cid:266), ale zaraz zauwa(cid:298)yła le(cid:298)(cid:261)c(cid:261) na podłodze obok łó(cid:298)eczka jej własn(cid:261) kosmetyczk(cid:266), któr(cid:261) mały musiał cichcem przynie(cid:286)ć sobie z łazienki. Pokr(cid:266)ciła z niedowierzaniem głow(cid:261), podniosła synka i przytuliła ostro(cid:298)nie, (cid:298)eby nie pobrudzić sobie szlafroka. – J(cid:266)drek! Rzeczy mamy nie wolno ruszać! Umawiali(cid:286)my si(cid:266), pami(cid:266)tasz? – pouczyła, ale w jej głosie zabrakło stanowczo(cid:286)ci. Mały wykorzystał to natychmiast, obejmuj(cid:261)c szyj(cid:266) matki ramionkami, wtulaj(cid:261)c buzi(cid:266) w jej włosy i ucinaj(cid:261)c w ten sposób w zarodku temat dopuszczalno(cid:286)ci pewnych zachowa(cid:276). Chwil(cid:266) pó(cid:296)niej Beata rozpocz(cid:266)ła ubieranie synka, co nie było czynno(cid:286)ci(cid:261) prost(cid:261). Dwulatek miał bowiem (cid:286)ci(cid:286)le wyrobione zdanie na temat tego, co zamierza na siebie wło(cid:298)yć, a jego koncepcja w (cid:298)adnym punkcie nie pokrywała si(cid:266) niestety z koncepcj(cid:261) matki. Kiedy w ko(cid:276)cu Beata zeszła z Małym na dół, jego strój był wynikiem daleko id(cid:261)cego kompromisu. Chłopczyk miał na sobie ulubione czerwone bojówki, które poprzedniego dnia oblał sokiem, oraz za mał(cid:261) bluz(cid:266) z Batmanem. Ze swojej strony Beacie udało si(cid:266) przeforsować jedynie majtki i skarpetki. Wchodz(cid:261)c do kuchni rzuciła okiem na zegar. Ósma dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć. Opiekunka powinna ju(cid:298) dawno być, ale Beata wiedziała z do(cid:286)wiadczenia, (cid:298)e nie ma co liczyć na jej punktualno(cid:286)ć. Marysia spó(cid:296)niała si(cid:266) notorycznie, usprawiedliwiaj(cid:261)c na zmian(cid:266) kłopotami komunikacyjnymi lub zdrowotnymi. I, niestety, nie była to jej jedyna wada. Dziewczyna, obdarzona przez natur(cid:266) figur(cid:261) Marylin Monroe, eksponowała j(cid:261) bez skr(cid:266)powania, co nie mogło jej raczej zaskarbić sympatii pracodawczyni. Gdyby nie to, (cid:298)e Mały j(cid:261) po prostu uwielbiał, Beata ju(cid:298) dawno wymieniłaby t(cid:266) dziewczyn(cid:266) na inny model. Sprawnym ruchem umie(cid:286)ciła synka w wysokim krzesełku, postawiła przed nim plastikowy kubeczek z sokiem pomara(cid:276)czowym, rzuciła mu na stół kilka samochodzików i, w zasadzie gotowa do wyj(cid:286)cia, wypiła jeszcze dietetyczny jogurt z lodówki. Musiał jej starczyć zamiast (cid:286)niadania. No, gdzie ta dziewczyna...?! Pół do dziewi(cid:261)tej przy drzwiach wej(cid:286)ciowych odskoczyła zasuwa i do kuchni wpadła bujna blondynka w króciutkich d(cid:298)insowych szortach i czarnej bluzeczce na cienkich rami(cid:261)czkach. Była zaczerwieniona i zdyszana. Ciekawe, co tym razem… – Kurcz(cid:266), strasznie przepraszam! Autobus si(cid:266) spó(cid:296)nił! Nawet specjalnie dzisiaj wcze(cid:286)niej wyszłam na przystanek, (cid:298)eby na pewno zd(cid:261)(cid:298)yć, a tu prosz(cid:266), jak na zło(cid:286)ć! – Rzuciła na podłog(cid:266) czarny płócienny plecak Nike i podeszła do J(cid:266)drka. – Pi(cid:261)teczka, Mały, chcesz (cid:286)niadanko? – Chcem! – J(cid:266)drek, ucieszony widokiem opiekunki, entuzjastycznie wyraził ch(cid:266)ć współpracy. – Marysiu! – Beata postanowiła po raz kolejny przemówić do odpowiedzialno(cid:286)ci dziewczyny. – Przecie(cid:298) prosiłam, (cid:298)eby(cid:286) przychodziła PUNKTUALNIE! Dobrze wiesz, (cid:298)e im pó(cid:296)niej si(cid:266) od nas wyjedzie, tym wi(cid:266)ksze korki przed Warszaw(cid:261). Czy naprawd(cid:266) nie mo(cid:298)esz si(cid:266) troch(cid:266) postarać? Marysia otworzyła szeroko wielkie bł(cid:266)kitne oczy i spojrzała na swoj(cid:261) pracodawczyni(cid:266) ze szczerym zdziwieniem. – Ale(cid:298) pani Beato, przecie(cid:298) ja si(cid:266) staram! ROZDZIAŁ 2, po którym ulubiony t-shirt Moniki wyl(cid:261)duje w (cid:286)mieciach Monika biegła przed siebie, ile sił w nogach. Nie zwracała uwagi na gał(cid:266)zie, które uderzały j(cid:261) w twarz, ani na g(cid:266)ste poszycie, które hamowało kroki. Je(cid:298)eli zwolni, dopadn(cid:261) j(cid:261). Miała nad nimi przewag(cid:266) kilku minut, ale oni znali ten teren jak własn(cid:261) kiesze(cid:276). Nie b(cid:266)dzie łatwo im uciec. Dobiegła do pot(cid:266)(cid:298)nego d(cid:266)bu, oparła si(cid:266) plecami o szeroki pie(cid:276) i próbowała uspokoić oddech. Gdyby nie to, (cid:298)e miała niezł(cid:261) kondycj(cid:266), byłoby z ni(cid:261) naprawd(cid:266) krucho. Gdzie(cid:286) w lesie trzasn(cid:266)ła gał(cid:261)zka. Monika spi(cid:266)ła si(cid:266) w sobie i zacisn(cid:266)ła palce na kolbie broni, ale na szcz(cid:266)(cid:286)cie odgłos si(cid:266) nie powtórzył. Po kilku minutach odwa(cid:298)yła si(cid:266) wyjrzeć ostro(cid:298)nie zza drzewa. Przed ni(cid:261) rozpo(cid:286)cierała si(cid:266) niewielka polana. Sło(cid:276)ce prze(cid:286)wiecało przez gał(cid:266)zie, tworz(cid:261)c na trawie misterny wzór (cid:286)wiateł i cieni. (cid:285)piewały ptaki, las intensywnie pachniał (cid:298)ywic(cid:261), było sennie i spokojnie, ale Monika (cid:286)wietnie zdawała sobie spraw(cid:266), (cid:298)e to tylko pozory. I wiedziała, (cid:298)e musi zachować wyj(cid:261)tkow(cid:261) czujno(cid:286)ć. Rozejrzała si(cid:266) jeszcze raz i na oko oceniła odległo(cid:286)ć dziel(cid:261)c(cid:261) j(cid:261) od przeciwległej (cid:286)ciany drzew. Dosłownie kilkadziesi(cid:261)t metrów… Je(cid:298)eli tylko uda jej si(cid:266) przedostać na drug(cid:261) stron(cid:266), b(cid:266)dzie bezpieczna. Odczekała jeszcze chwil(cid:266), wzi(cid:266)ła gł(cid:266)boki oddech i ruszyła sprintem przed siebie. Biegła zakosami, (cid:298)eby utrudnić trafienie. Jeszcze tylko dziesi(cid:266)ć metrów, pi(cid:266)ć, trzy… Bang! – rozległ si(cid:266) stłumiony huk wystrzału i jednocze(cid:286)nie Monika poczuła bolesne uderzenie w pier(cid:286). Zamarła w pół kroku i zaskoczona patrzyła, jak na jej koszulce wykwita wielka, ciemnoró(cid:298)owa plama. – Prosto w serce – usłyszała gł(cid:266)boki, troch(cid:266) zaczepny m(cid:266)ski głos. Gał(cid:266)zie naprzeciwko niej rozchyliły si(cid:266) i na polanie pojawił si(cid:266) wysoki, barczysty m(cid:266)(cid:298)czyzna w czarnym kombinezonie, z karabinkiem w r(cid:266)ku. Twarz miał zasłoni(cid:266)t(cid:261) ochronn(cid:261) mask(cid:261), jak(cid:261) dostawali wszyscy uczestnicy gry paintballowej. – Powinna(cid:286) bardziej uwa(cid:298)ać – rzucił wesoło, przebiegaj(cid:261)c obok. Zaskoczona przygl(cid:261)dała si(cid:266), jak m(cid:266)(cid:298)czyzna przecina sprintem polank(cid:266) i znika w krzakach po drugiej stronie. Bardziej uwa(cid:298)ać? – powtórzyła w my(cid:286)lach czuj(cid:261)c, jak całe podniecenie gr(cid:261) gdzie(cid:286) z niej wyparowuje. Wyj(cid:266)ła z kieszeni chusteczk(cid:266) higieniczn(cid:261) i zacz(cid:266)ła (cid:286)cierać farb(cid:266) z zielonkawego trykotu koszulki. Bez powodzenia. Tarła uparcie, coraz mocniej, a jednocze(cid:286)nie do oczu napływały jej łzy. Przypomniała sobie bowiem okoliczno(cid:286)ci, w jakich poprzednio miała na sobie t(cid:266) bluzk(cid:266). To było równo miesi(cid:261)c temu, podczas ostatniego wyjazdu ze Zbyszkiem… Pac, pac, pac – na jej plecy posypał si(cid:266) nagle grad trafie(cid:276), a kiedy odwróciła głow(cid:266), pod drzewami po prawej stronie dostrzegła przemieszczaj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) mał(cid:261) grup(cid:266) zawodników. No tak, nic dziwnego, (cid:298)e wykorzystali sytuacj(cid:266), skoro tkwiła na otwartym terenie jak jaka(cid:286) kretynka. Pomasowała sobie okolice prawej łopatki i ruszyła przed siebie. Grunt, to si(cid:266) nie rozklejać, pomy(cid:286)lała, składaj(cid:261)c si(cid:266) do strzału, i od razu poczuła si(cid:266) lepiej. * * * Po sko(cid:276)czonej grze Monika oddała mask(cid:266) i karabinek, na który mówiono tutaj marker, przy stanowisku organizatorów, i zacz(cid:266)ła rozgl(cid:261)dać si(cid:266) za Agat(cid:261). Agata, jej kole(cid:298)anka jeszcze z liceum, miała na punkcie paintballa kompletnego (cid:286)wira. Była jedynym w Polsce kobiet(cid:261)-s(cid:266)dzi(cid:261) klasy mi(cid:266)dzynarodowej i sp(cid:266)dzała w lesie ka(cid:298)d(cid:261) woln(cid:261) chwil(cid:266). Od dawna bezskutecznie namawiała Monik(cid:266), (cid:298)eby te(cid:298) spróbowała. Przed dwoma dniami zadzwoniła znowu. – Kochana, w sobot(cid:266) gramy. Tym razem musisz przyj(cid:286)ć. Odreagujesz po tym wszystkim… – Ale ja naprawd(cid:266)… – Przecie(cid:298) masz wakacje. B(cid:266)d(cid:266) po ciebie o ósmej. Faktycznie, po kilku godzinach biegania, kluczenia, ukrywania si(cid:266) i czołgania Monika musiała przyznać, (cid:298)e Agata miała racj(cid:266) – udało jej si(cid:266) odreagować, to pewne. Zacz(cid:266)ła si(cid:266) rozgl(cid:261)dać za przyjaciółk(cid:261), ale jako(cid:286) nie mogła jej znale(cid:296)ć. Na kawałku ł(cid:261)ki i na w(cid:261)skiej gruntowej drodze panowało totalne zamieszanie. Samochody wykr(cid:266)cały, rycz(cid:261)c silnikami, tr(cid:261)biły i wzniecały tumany kurzu. Monika stan(cid:266)ła na poboczu, próbuj(cid:261)c si(cid:266) zorientować, w którym miejscu po przyje(cid:296)dzie zaparkowały z Agat(cid:261), kiedy tu(cid:298) obok niej zahamował gwałtownie jaki(cid:286) m(cid:266)(cid:298)czyzna na czerwonym motocyklu. – Czekasz na kogo(cid:286)? – spytał, przekrzykuj(cid:261)c silnik. – My si(cid:266) znamy? – zdziwiła si(cid:266) Monika. – W pewnym sensie – roze(cid:286)miał si(cid:266), wskazuj(cid:261)c ró(cid:298)ow(cid:261) plam(cid:266) na jej t-shircie. Nareszcie mogła mu si(cid:266) dobrze przyjrzeć. Miał wyj(cid:261)tkowo przystojn(cid:261) twarz o regularnych rysach, a w szeroko rozstawionych zielonych oczach migotały młodzie(cid:276)cze, zawadiackie błyski. Ale szczeniak, u(cid:286)wiadomiła sobie Monika. Najwy(cid:298)ej dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć… Chłopak przeczesał niecierpliwie palcami zmierzwione, ciemne włosy: – Wskakuj, podrzuc(cid:266) ci(cid:266) do miasta… * * * Monika przeci(cid:261)gn(cid:266)ła si(cid:266) i otworzyła oczy, a na jej ustach pojawił si(cid:266) rozmarzony u(cid:286)miech. To wszystko było jak sen. Ci(cid:261)gle nie mogła uwierzyć, (cid:298)e to si(cid:266) STAŁO zaledwie trzy dni temu. A konkretnie – trzy dni, siedem godzin i dwadzie(cid:286)cia minut… A ju(cid:298) na pewno nie mogła uwierzyć, (cid:298)e to si(cid:266) cały czas DZIEJE. Z zaplecza salonu fryzjerskiego wyszła szczupła blondynka i podeszła do fotela, na którym od pół godziny siedziała Monika z je(cid:298)em foliowych igieł na głowie. – Pobudka – za(cid:298)artowała i zacz(cid:266)ła uwa(cid:298)nie ogl(cid:261)dać jeden z pomalowanych farb(cid:261) kosmyków. – Bardzo b(cid:266)d(cid:261) jasne te refleksy. Tak, jak pani chciała... Poprosz(cid:266) do mycia. ROZDZIAŁ 3, w którym nie wiadomo po co pojawia si(cid:266) tajemniczy szatyn Pochylił si(cid:266) nad umywalk(cid:261) w m(cid:266)skiej toalecie warszawskiego lotniska im. Chopina. Przez chwil(cid:266) przemywał twarz zimn(cid:261) wod(cid:261), w ko(cid:276)cu po raz ostatni zanurzył dłonie w orze(cid:296)wiaj(cid:261)cym strumieniu, ochlapał policzki i podniósł wzrok na swoje odbicie. Gł(cid:266)bokie cienie pod oczami, blade policzki... wygl(cid:261)dał na zm(cid:266)czonego. Był zm(cid:266)czony. Cholernie zm(cid:266)czony. Oczywi(cid:286)cie nie z powodu podró(cid:298)y. Lot z Berlina trwał przecie(cid:298) niecał(cid:261) godzin(cid:266). Przybli(cid:298)ył twarz do lustra i przesun(cid:261)ł palcami po cienkiej bli(cid:296)nie, ukrytej pod starannie przystrzy(cid:298)onym, ciemnym zarostem. Jego usta wykrzywił ironiczny u(cid:286)miech. Był pewien, (cid:298)e nie spieprzy tej sprawy. Nie tym razem. Kilka kropel wody spłyn(cid:266)ło mu po szyi, zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266) na ciemnym materiale eleganckiej koszuli. Si(cid:266)gn(cid:261)ł szybko do podajnika, wzi(cid:261)ł dwa szorstkie, papierowe r(cid:266)czniki i osuszył twarz, a potem przez chwil(cid:266) energicznie pocierał nimi skronie, (cid:298)eby pobudzić kr(cid:261)(cid:298)enie. Rzucił ostatnie spojrzenie w lustro, przeczesał palcami krótkie, ciemne włosy, złapał za r(cid:261)czk(cid:266) eleganckiej walizki i ruszył energicznym krokiem w stron(cid:266) wyj(cid:286)cia. W hali przylotów rozejrzał si(cid:266) uwa(cid:298)nie, po czym podszedł do kiosku. Chwil(cid:266) przegl(cid:261)dał wyło(cid:298)one gazety, wreszcie kupił t(cid:266), w której zauwa(cid:298)ył najwi(cid:266)cej ogłosze(cid:276), schował j(cid:261) starannie do bocznej kieszeni w walizce i ju(cid:298) szedł szybkim krokiem prosto w kierunku stanowiska firmy wynajmuj(cid:261)cej samochody. Siedz(cid:261)ca za kontuarem szczupła, ładna blondynka obrzuciła go zaciekawionym spojrzeniem. – Hello, may I help You? – spytała, u(cid:286)miechaj(cid:261)c si(cid:266) zach(cid:266)caj(cid:261)co. – Dzie(cid:276) dobry – odpowiedział, ku jej zaskoczeniu, poprawn(cid:261) polszczyzn(cid:261). – Chciałbym wypo(cid:298)yczyć samochód. ROZDZIAŁ 4, czyli rozmy(cid:286)lania blondynki Korek zacz(cid:261)ł si(cid:266) ju(cid:298) w Jankach. W stron(cid:266) Warszawy, jak okiem si(cid:266)gn(cid:261)ć, ci(cid:261)gn(cid:261)ł si(cid:266) kolorowy sznur aut, pełen w(cid:286)ciekłych, spó(cid:296)niaj(cid:261)cych si(cid:266) wła(cid:286)nie do pracy kierowców. Beata zrezygnowanym wzrokiem wpatrywała si(cid:266) w (cid:286)wiatła stopu posuwaj(cid:261)cej si(cid:266) przed ni(cid:261) w (cid:298)ółwim tempie hondy accord. Zapalały si(cid:266) co chwila, sygnalizuj(cid:261)c Beacie, (cid:298)e równie(cid:298) powinna nacisn(cid:261)ć hamulec. – Jak ja nie lubi(cid:266) poniedziałku! – westchn(cid:266)ła i podkr(cid:266)ciła klimatyzacj(cid:266), bo wn(cid:266)trze auta zaczynało si(cid:266) ju(cid:298) nagrzewać. Najbardziej denerwuj(cid:261)ce było to, (cid:298)e po przeciwnych pasach, szos(cid:261) w kierunku Katowic, samochody (cid:286)migały jeden za drugim, skr(cid:266)powane tylko znakami ograniczaj(cid:261)cymi pr(cid:266)dko(cid:286)ć. Korciło j(cid:261), (cid:298)eby machn(cid:261)ć na wszystko r(cid:266)k(cid:261) i na najbli(cid:298)szym skrzy(cid:298)owaniu zawrócić do domu, do synka, ale oczywi(cid:286)cie było to zupełnie nierealne. Miała dzi(cid:286) o dziesi(cid:261)tej spotkanie z zarz(cid:261)dem Pawbudu, firmy deweloperskiej, której była wła(cid:286)cicielk(cid:261) do spółki z pewnym Niemcem, Johannesem Wiesbaumem. Wiesbaum szcz(cid:266)(cid:286)liwie trzymał si(cid:266) od spraw firmowych z daleka, ograniczaj(cid:261)c swoj(cid:261) aktywno(cid:286)ć do pobierania z konta nale(cid:298)nych mu kwot. Natomiast Beatka, jako jednoosobowa rada nadzorcza musiała trzymać r(cid:266)k(cid:266) na pulsie, choć naprawd(cid:266) nie miała do tego predyspozycji. Miała za to Zbyszka, kompetentnego pracownika, a przede wszystkim – przyjaciela. Dlatego kiedy odziedziczyła firm(cid:266) po pierwszym m(cid:266)(cid:298)u, natychmiast mianowała Zbyszka prezesem, i okazało si(cid:266), (cid:298)e był to najlepszy ruch, jaki mogła wykonać. Zbyszek zdj(cid:261)ł z jej ramion ci(cid:266)(cid:298)ar odpowiedzialno(cid:286)ci, którego na dłu(cid:298)sz(cid:261) met(cid:266) nie potrafiłaby d(cid:296)wigać, a obowi(cid:261)zki Beaty zostały ograniczone wył(cid:261)cznie do oficjalnych i reprezentacyjnych, do których (cid:298)adna specjalna wiedza nie była potrzebna. Dlatego czas i energi(cid:266), zaoszcz(cid:266)dzone w ten sposób, postanowiła przeznaczyć na co(cid:286) innego – za pieni(cid:261)dze odziedziczone po zmarłym m(cid:266)(cid:298)u zało(cid:298)yła fundacj(cid:266) pomocy dla wykorzystywanych kobiet. I choć gabinet, w którym urz(cid:266)dowała, znajdował si(cid:266) w nowoczesnym biurowcu na Pi(cid:266)knej, gdzie mie(cid:286)ciły si(cid:266) biura Pawbudu, to przede wszystkim zajmowała si(cid:266) tam sprawami swojej fundacji. Z zamy(cid:286)lenia wyrwało j(cid:261) natarczywe tr(cid:261)bienie. Machn(cid:266)ła uspokajaj(cid:261)co r(cid:266)k(cid:261) do kierowcy z tyłu i ruszyła, doganiaj(cid:261)c hond(cid:266), która odbiła kilka metrów w przód. Jednocze(cid:286)nie we wstecznym lusterku mign(cid:266)ło jej własne odbicie – twarz bez makija(cid:298)u, włosy (cid:286)ci(cid:261)gni(cid:266)te w ko(cid:276)ski ogon... No có(cid:298), pani prezes jak si(cid:266) patrzy. Si(cid:266)gn(cid:266)ła do ogromnej, be(cid:298)owej torby, wyj(cid:266)ła z niej kosmetyczk(cid:266) Burberry i, zapatrzona w samochodowe lusterko, zacz(cid:266)ła pokrywać blad(cid:261) twarz pudrem w kremie. Nie było to łatwe, bo widoczno(cid:286)ć miała fataln(cid:261), ale jako(cid:286) sobie poradziła. Nast(cid:266)pnie wzi(cid:266)ła si(cid:266) za robienie oka i kiedy wreszcie zacz(cid:266)ła z grubsza przypominać człowieka, w(cid:286)ciekły klakson auta stoj(cid:261)cego za ni(cid:261) w korku spowodował, (cid:298)e mazn(cid:266)ła si(cid:266) tuszem po policzku. Cholerny poniedziałek! ROZDZIAŁ 5 o tym, jak pani prezes radzi sobie z emocjami …Beata Stokowska, Beata Stokowska, Beata Stokowska. Ostatni zamaszysty podpis, i Beata z westchnieniem ulgi odło(cid:298)yła długopis na jasny blat biurka. Podpisywanie dziesi(cid:261)tków dokumentów, których tre(cid:286)ci w wi(cid:266)kszo(cid:286)ci nie rozumiała, było czynno(cid:286)ci(cid:261) monotonn(cid:261) i bardzo nu(cid:298)(cid:261)c(cid:261), dlatego Beatka szczerze jej nie znosiła. Teraz, pocieraj(cid:261)c palcami skronie, rozparła si(cid:266) wreszcie wygodnie w szerokim, jasnym, skórzanym fotelu i wyci(cid:261)gn(cid:266)ła przed siebie bose stopy – praktyczny przywilej posiadania własnego gabinetu. Eleganckie, ale potwornie niewygodne sandałki na obcasie zdj(cid:266)ła ju(cid:298) dawno, co zdecydowanie podniosło wydajno(cid:286)ć jej pracy. Nareszcie udało si(cid:266) jej uporać z pierwszym, wyj(cid:261)tkowo poka(cid:296)nym stosem papierów, które przygotował dla niej Maciek. Po dwutygodniowej nieobecno(cid:286)ci było tego naprawd(cid:266) du(cid:298)o. Dokumenty podsuni(cid:266)te przez zarz(cid:261)d Pawbudu, dokumenty dotycz(cid:261)ce jej fundacji... Bolały j(cid:261) oczy, kark, prawy nadgarstek, odniosła nawet przedziwne wra(cid:298)enie, (cid:298)e boli j(cid:261) długopis. Do tego czuła, (cid:298)e (cid:298)oł(cid:261)dek ma po prostu zaci(cid:286)ni(cid:266)ty w pi(cid:266)(cid:286)ć z głodu. W tym momencie kto(cid:286) cicho zapukał do drzwi. Zanim zd(cid:261)(cid:298)yła jako(cid:286) zareagować, drzwi otworzyły si(cid:266) powoli i ukazała si(cid:266) w nich szpakowata głowa Zbyszka Wierzbickiego. – Mo(cid:298)na...? – spytał bez u(cid:286)miechu. – To ty?! Chod(cid:296)... Zbyszek bez słowa wszedł do (cid:286)rodka. Nie wygl(cid:261)dał za dobrze. Garbił si(cid:266), wyra(cid:296)nie schudł, a wzrok miał przygaszony i smutny. Powoli podszedł do biurka i zapadł w fotel dla interesantów. Beata przyjrzała mu si(cid:266) z trosk(cid:261). Od razu zwróciła uwag(cid:266) na jego wymi(cid:266)te spodnie i plam(cid:266) z przodu koszuli. A wi(cid:266)c nadal nie doszedł do siebie po sprawie z Monik(cid:261)... Kiedy widzieli si(cid:266) poprzednio, Zbyszek był (cid:286)wie(cid:298)o po zerwaniu. Zrozpaczony, przygn(cid:266)biony, rozkojarzony. Mimo to, a mo(cid:298)e wła(cid:286)nie dlatego zgodził si(cid:266) jechać do Berlina w poszukiwaniu dodatkowych funduszy na budow(cid:266) luksusowego osiedla w Jankach, z którego finansowaniem mieli ostatnio powa(cid:298)ne kłopoty. No có(cid:298), kryzys… – Tak si(cid:266) ciesz(cid:266), (cid:298)e ci(cid:266) widz(cid:266)! – zacz(cid:266)ła sztucznie o(cid:298)ywionym głosem. – Kiedy wróciłe(cid:286)? – Dzi(cid:286) rano – odparł ponuro Zbyszek i wlepił puste spojrzenie w (cid:286)cian(cid:266), gdzie(cid:286) nad ramieniem Beatki. O Bo(cid:298)e, nic mu si(cid:266) nie polepszyło – ze smutkiem u(cid:286)wiadomiła sobie Beata. – Zm(cid:266)czony? – spytała mi(cid:266)kko. – Troch(cid:266). – Jak rozmowy z Wiesbaumem? – Tak sobie. Wysłałem ci sprawozdanie mailem. – Jeszcze dzisiaj zerkn(cid:266). Napijesz si(cid:266) czego(cid:286)? Zbyszek pokr(cid:266)cił przecz(cid:261)co głow(cid:261) i zapadło mi(cid:266)dzy nimi ci(cid:266)(cid:298)kie milczenie. Beata, nie wiedz(cid:261)c jak je przerwać, wstała i nalała sobie wody do szklanki. Kiedy wróciła na swoje miejsce, Zbyszek odetchn(cid:261)ł gł(cid:266)boko i spytał pozornie oboj(cid:266)tnym tonem: – Co u Moniki? – U Moniki? – Beata nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć. Nie widziała jeszcze przyjaciółki po powrocie z wakacji. Poza tym miała wra(cid:298)enie, (cid:298)e wszystko, co powie, w jaki(cid:286) sposób Zbyszka zrani. – U niej... Nie wiem dokładnie... chyba wszystko dobrze. – Aha – przyj(cid:261)ł do wiadomo(cid:286)ci. – A… nie wiesz, czy kogo(cid:286) ma? – dr(cid:261)(cid:298)ył dalej z uporem masochisty. – Nie! Nie, no co(cid:286) ty! – Jest wolna. Mo(cid:298)e być z kim chce – zadeklarował grobowym głosem i dla odmiany wbił wzrok w podłog(cid:266). Beata pokr(cid:266)ciła głow(cid:261). – Zbyszek... daj spokój. Mo(cid:298)e wszystko si(cid:266) jeszcze jako(cid:286) uło(cid:298)y? Co ja mówi(cid:266), na pewno si(cid:266) uło(cid:298)y! Ona te(cid:298) to wszystko prze(cid:298)ywa, te(cid:298) jej nie jest łatwo. Musisz jej dać troch(cid:266) czasu. Zbyszek ukrył twarz w dłoniach, a kiedy po chwili spojrzał na Beatk(cid:266), wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e w jego oczach dostrzega łzy. – Beata, ja j(cid:261) wci(cid:261)(cid:298) kocham – wyszeptał. – I tak strasznie za ni(cid:261) t(cid:266)skni(cid:266)… – Znowu ci(cid:266)(cid:298)ko westchn(cid:261)ł i z wysiłkiem podniósł si(cid:266) z fotela. – Aha, jeszcze jedno… Mam pro(cid:286)b(cid:266)… – Jasne, mów. – Beata równie(cid:298) si(cid:266) podniosła i podeszła do niego. My(cid:286)lała, (cid:298)e pro(cid:286)ba Zbyszka b(cid:266)dzie dotyczyć Moniki, ale pomyliła si(cid:266). – Nie bardzo mam teraz gdzie mieszkać. Chwilowo nocuj(cid:266) na budowie, to znaczy, rozumiesz, w biurze... Mógłbym si(cid:266) tam zatrzymać, dopóki czego(cid:286) nie wynajm(cid:266)? – Oczywi(cid:286)cie! – Beata pogłaskała go serdecznie po ramieniu – A mo(cid:298)e wołałby(cid:286) u nas? Mamy przecie(cid:298) tyle miejsca... – Nie. Nie... – odpowiedział cicho. – Biuro mi wystarczy. Id(cid:266)! Na razie... – Trzymaj si(cid:266) – u(cid:286)cisn(cid:266)ła go na po(cid:298)egnanie. I dodała dobitnie: – Wszystko b(cid:266)dzie dobrze, zobaczysz! – Jasne – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) słabo Zbyszek. Kiedy tylko zamkn(cid:266)ły si(cid:266) za nim drzwi, Beata jeszcze chwil(cid:266) patrzyła zamy(cid:286)lona przed siebie, a potem zdecydowanym krokiem podeszła do biurka i si(cid:266)gn(cid:266)ła po słuchawk(cid:266) telefonu stacjonarnego. – Monisia? Tak, ju(cid:298) wrócili(cid:286)my... Jak ty si(cid:266) trzymasz, kochana? Słuchaj, tak sobie pomy(cid:286)lałam, czy by(cid:286) czasem nie wyskoczyła do centrum na kaw(cid:266)? Coffee Heaven przy (cid:285)wi(cid:266)tokrzyskiej? Za pół godzinki? Beata odło(cid:298)yła słuchawk(cid:266), chwyciła komórk(cid:266) i kluczyki do auta, i otworzyła torebk(cid:266), (cid:298)eby je wrzucić do (cid:286)rodka. Wi(cid:266)kszo(cid:286)ć przestrzeni w torebce wypełniały koperty i rachunki, które rano zgarn(cid:266)ła z domu, i o których od tamtej pory na (cid:286)mierć zd(cid:261)(cid:298)yła zapomnieć. Bez sensu si(cid:266) z tym nosić, stwierdziła, wyjmuj(cid:261)c gruby plik korespondencji i kład(cid:261)c na biurku. Na samej górze sporego stosu znalazła si(cid:266) du(cid:298)a, szara koperta z adnotacj(cid:261) „do r(cid:261)k własnych”. A wła(cid:286)nie, miałam sprawdzić, co to – przypomniała sobie Beata i zdecydowanym ruchem rozerwała kopert(cid:266). Na białej kartce papieru znajdowało si(cid:266) tylko jedno zdanie. Beatka przeczytała je raz. Potem drugi, a kiedy jego tre(cid:286)ć wreszcie do niej dotarła, osun(cid:266)ła si(cid:266) zemdlona na podłog(cid:266). ROZDZIAŁ 6, na którym zarabia agencja nieruchomo(cid:286)ci – ... To jest bardzo dobra dzielnica, a mieszkanie, sam pan widzi... cacko! I jaki znakomity widok! Jeden z najlepszych w Warszawie – agentka nieruchomo(cid:286)ci otworzyła z rozmachem podwójne drzwi balkonowe i, dla potwierdzenia swych słów, zatoczyła r(cid:266)k(cid:261) szeroki kr(cid:261)g. Wyszedł na balkon i rozejrzał si(cid:266) ciekawie. Na tle bł(cid:266)kitnego nieba rysowały si(cid:266) ostrym konturem charakterystyczne sylwetki warszawskiego City. – Pi(cid:266)kny balkon, mo(cid:298)na tu urz(cid:261)dzać wspaniałe przyj(cid:266)cia – zach(cid:266)cała agentka. Ta energiczna kobieta musiała być dobrze po pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tce, choć na pierwszy rzut oka nie było tego wcale widać. Młodzie(cid:298)owo ubrana, modnie ostrzy(cid:298)ona atrakcyjna blondynka, emanowała rzadko spotykan(cid:261) pogod(cid:261) ducha i pozytywn(cid:261) energi(cid:261). Przeszła wła(cid:286)nie tanecznym krokiem w stron(cid:266) poł(cid:261)czonej z salonem kuchni. – Mieszkanie jest w pełni wyposa(cid:298)one: zmywarka, mikrofala, a nawet, uwaga, specjalna lodówka na wina. – A pralka, suszarka? – Tak, oczywi(cid:286)cie. W pomieszczeniu gospodarczym. O, prosz(cid:266) – agentka otworzyła w(cid:261)skie drzwi w bocznej (cid:286)cianie kuchni. – A co z gara(cid:298)em? – Jest, oczywi(cid:286)cie. Przepi(cid:266)kny gara(cid:298) podziemny, bardzo szerokie miejsce, łatwo zaparkować. – Czy winda jedzie z gara(cid:298)u? – Tak, jak najbardziej. Naprawd(cid:266), to mieszkanie to (cid:286)wietna okazja. Szczególnie za t(cid:266) cen(cid:266). Wi(cid:266)c jak b(cid:266)dzie? Decyduje si(cid:266) pan? – Pani... – tu zerkn(cid:261)ł na eleganck(cid:261) wizytówk(cid:266), któr(cid:261) trzymał w r(cid:266)ku – ...Anno, sprawa wygl(cid:261)da tak, (cid:298)e potrzebuj(cid:266) mieszkania maksimum na trzy miesi(cid:261)ce. – Ale jest pan zainteresowany? – Tak. – Prosz(cid:266) chwil(cid:266) zaczekać – pani Anna u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266), przeszła do salonu i po chwili prowadziła przez telefon o(cid:298)ywion(cid:261) dyskusj(cid:266). Kiedy wróciła, jej u(cid:286)miech był jeszcze szerszy. – Załatwione. Wynajem na kwartał, płatne z góry. Zapraszam jutro do nas do agencji, doko(cid:276)czymy formalno(cid:286)ci. – (cid:285)wietnie – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266), zadowolony. Apartament był faktycznie znakomity, szczególnie do jego celów. I to poło(cid:298)enie, w samym centrum! Najciemniej jest zawsze pod latarni(cid:261), pomy(cid:286)lał, wychodz(cid:261)c za agentk(cid:261) na eleganck(cid:261) klatk(cid:266) schodow(cid:261). ROZDZIAŁ 7, czyli o tym, jak Monika niechc(cid:261)cy dobija Beatk(cid:266) Beata, wchodz(cid:261)c do Coffee Heaven przy (cid:285)wi(cid:266)tokrzyskiej, czuła si(cid:266) fatalnie. Na tyle doszła do siebie po omdleniu, (cid:298)e była w stanie prowadzić samochód, jednak czuła, (cid:298)e jest na granicy histerii. Oddychała z trudem i z całej siły zaciskała wargi, (cid:298)eby nie wybuchn(cid:261)ć płaczem. Mi(cid:266)dzy innymi dlatego obiecała sobie, (cid:298)e na razie nie przyzna si(cid:266) Monice do niczego. Nie tak na (cid:286)wie(cid:298)o. Nie przy ludziach. Nie, na razie – nie! Ale natr(cid:266)tne pytania powracały, nieproszone. Jak on mógł jej to zrobić?! Jak?! I dlaczego akurat z nia(cid:276)k(cid:261)?! Zmusiła si(cid:266), (cid:298)eby kilka razy gł(cid:266)biej odetchn(cid:261)ć i zacz(cid:266)ła si(cid:266) rozgl(cid:261)dać w poszukiwaniu przyjaciółki. Pod(cid:286)wiadomie szukała wzrokiem kobiety smutnej i nieszcz(cid:266)(cid:286)liwej, bo przecie(cid:298) Monika po rozstaniu ze Zbyszkiem nie miała prawa wygl(cid:261)dać inaczej. – No hej, tutaj jestem! – usłyszała nagle radosny okrzyk i zobaczyła machaj(cid:261)c(cid:261) do niej wesoło przyjaciółk(cid:266). Monika stała przy stoliku na drugim ko(cid:276)cu sali. Ostrzy(cid:298)ona krótko i ekstrawagancko, ubrana w kus(cid:261), jaskrawoszmaragdow(cid:261) kieck(cid:266) w kształcie trapezu, która odsłaniała (cid:286)miało ramiona, a jeszcze (cid:286)mielej nogi, z pewno(cid:286)ci(cid:261) nie wygl(cid:261)dała na osob(cid:266) pogr(cid:261)(cid:298)on(cid:261) w depresji. Beata ruszyła do niej przez sal(cid:266) nie bardzo wiedz(cid:261)c, czy powinna si(cid:266) z tego cieszyć, czy raczej martwić. Cmokn(cid:266)ły si(cid:266) na powitanie w policzek. Wyj(cid:261)tkowo intensywny zapach „Envy” Gucciego, unosz(cid:261)cy si(cid:266) wokół Moniki, równie(cid:298) nie bardzo pasował do jej codziennego, sportowego wizerunku nauczycielki wf. – No, co tam u ciebie? – zacz(cid:266)ła podekscytowanym tonem Monika, nachylaj(cid:261)c si(cid:266) nad stolikiem. W jej gł(cid:266)boko wyci(cid:266)tym dekolcie błysn(cid:261)ł czerni(cid:261) biustonosz push up. A jeszcze miesi(cid:261)c temu nabijała si(cid:266) z kobiet, które w ten sposób eksponuj(cid:261) biust! Jednocze(cid:286)nie widać było wyra(cid:296)nie, (cid:298)e du(cid:298)o bardziej ni(cid:298) nowiny interesuje Monik(cid:266) jej własna komórka. Cały czas obracała j(cid:261) w palcach, zerkaj(cid:261)c co chwila niecierpliwie na wy(cid:286)wietlacz. Beata nie wiedziała, co odpowiedzieć. W głowie cały czas pulsowało jej jedno zdanie: TWÓJ M(cid:260)(cid:297) ZDRADZA CI(cid:265) Z NIA(cid:275)K(cid:260), ale nie była w stanie wypowiedzieć go na głos. Zamiast tego nabrała powietrza i wypaliła: – Widziałam si(cid:266) ze Zbyszkiem! – Aha – w głosie Moniki, nie było ani deka zaciekawienia. Za to wyra(cid:296)nie si(cid:266) o(cid:298)ywiła, kiedy ciche pikni(cid:266)cie zasygnalizowało nadej(cid:286)cie sms-a. Beata przygl(cid:261)dała jej si(cid:266), zszokowana. – Monika, no co(cid:286) ty?! Byli(cid:286)cie ze sob(cid:261) prawie trzy lata i nawet nie spytasz, co u niego? – OK. Co u niego? – Wygl(cid:261)da jak z krzy(cid:298)a zdj(cid:266)ty. Strasznie prze(cid:298)ywa to wasze rozstanie. Strasznie... Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Monika wła(cid:286)nie wystukiwała pracowicie odpowied(cid:296) na klawiaturze komórki. – Hm... tak... o Zbyszku mówisz, (cid:298)e prze(cid:298)ywa... – nacisn(cid:266)ła wy(cid:286)lij i dopiero wtedy spojrzała na przyjaciółk(cid:266) – No, przecie(cid:298) wiem. B(cid:266)d(cid:266) go miała na sumieniu. Ale trudno, nic nie poradz(cid:266). I please, Becia, nie patrz tak na mnie, jakbym ci ciotk(cid:266) zamordowała – zasun(cid:266)ła klapk(cid:266) komórki, ziewn(cid:266)ła leniwie i si(cid:266)gn(cid:266)ła po torebk(cid:266). – Id(cid:266) po kaw(cid:266). Jak si(cid:266) nie napij(cid:266), to padn(cid:266). Ostatnio… mało sypiam nocami. Ty jak(cid:261) chcesz? – Wszystko jedno... – Beata oszołomiona patrzyła, jak przyjaciółka wstaje od stolika, przeci(cid:261)ga si(cid:266) jak kot powoduj(cid:261)c, (cid:298)e sukienka podje(cid:298)d(cid:298)a jej prawie do p(cid:266)pka, a potem rusza przez sal(cid:266), kołysz(cid:261)c szczupłymi biodrami. Kołysz(cid:261)c biodrami? Monika?! Ona, która nigdy, nawet kiedy była po uszy zakochana w Zbyszku, nie podkre(cid:286)lała swojej kobieco(cid:286)ci i twierdziła, (cid:298)e m(cid:266)(cid:298)czyzna powinien kochać kobiet(cid:266) za jej wn(cid:266)trze, bo wn(cid:266)trza nie da si(cid:266) umalować? Dziwny sposób odreagowywania po rozstaniu z facetem. Zanim Beata zd(cid:261)(cid:298)yła pogr(cid:261)(cid:298)yć si(cid:266) na nowo w czarnej rozpaczy spowodowanej anonimem, Monika postawiła na stoliku dwie wysokie szklanki z be(cid:298)owym, aromatycznym płynem i zadowolona opadła na fotel. – Musz(cid:266) ci co(cid:286) powiedzieć... – zacz(cid:266)ła tajemniczym głosem. – Tak? – Mam nowego faceta! – Co?! – Beata zakrztusiła si(cid:266) kaw(cid:261).– Jak to, masz faceta? – No, normalnie. Poznali(cid:286)my si(cid:266) na paintballu. On jest... po prostu rewelacyjny... – na twarzy Moniki pojawiło si(cid:266) rozmarzenie. Beata przez chwil(cid:266) nie mogła z siebie wydusić słowa. – Przecie(cid:298) dopiero zerwała(cid:286) ze Zbyszkiem – j(cid:266)kn(cid:266)ła w ko(cid:276)cu oszołomiona. – I to znaczy, (cid:298)e do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia mam tkwić w celibacie? Daj spokój! – Monika wzruszyła ramionami – Zreszt(cid:261)... samo tak jako(cid:286) wyszło... Nic nie poradz(cid:266). I wiesz, co? Znowu jestem szcz(cid:266)(cid:286)liwa. Klin klinem. Borys jest zupełnie inny ni(cid:298) Zbyszek. Taki… energetyczny. Uprawia ró(cid:298)ne sporty, sztuki walki, je(cid:296)dzi motocyklem, naprawd(cid:266) mamy ze sob(cid:261) du(cid:298)o wspólnego. Beata spiorunowała j(cid:261) wzrokiem: – Jak mo(cid:298)esz?! Przecie(cid:298) to zdrada! Monika wyd(cid:266)ła wargi. – O czym ty mówisz, Becia? Jestem wolna i mog(cid:266) robić, co chc(cid:266). A chc(cid:266) być z Borysem. Z nim si(cid:266) nie mo(cid:298)na nudzić, nie to, co ze Zbyszkiem. Zbyszek po pracy to tylko kanapa i gazeta. Nawet na kino trudno go było namówić. A jak ju(cid:298) si(cid:266) gdzie(cid:286) ruszał, to na działk(cid:266) do córki, bawić wnuka. Wnuka, rozumiesz?! Czy ja, do cholery, wygl(cid:261)dam na babci(cid:266)? Becia, ja mam dopiero trzydzie(cid:286)ci lat… – Trzydzie(cid:286)ci trzy konktretnie! – …i nie zamierzam dać si(cid:266) (cid:298)ywcem pogrzebać! – Jakie pogrzebać! – zirytowała si(cid:266) Beata. – Chyba zwariowała(cid:286), dziewczyno! Zbyszek to cudowny człowiek i kochał ci(cid:266) do szale(cid:276)stwa. Co ja mówi(cid:266), ci(cid:261)gle kocha! A to, (cid:298)e taki spokojny, to pami(cid:266)tam, kiedy(cid:286) ci bardzo odpowiadało. – Za spokojny. I sko(cid:276)czmy ten temat. Dla mnie Zbyszek to ju(cid:298) zamkni(cid:266)ty rozdział. Przyjaciółki, obie zdenerwowane, choć ka(cid:298)da z innego powodu, mierzyły si(cid:266) coraz mniej przychylnymi spojrzeniami. Po chwili nieprzyjemnego milczenia pierwsza odezwała si(cid:266) Beata. – Nie rozumiem, jak mo(cid:298)esz... przecie(cid:298) Zbyszek cierpi... nie widzisz tego?! Odpowiedziała jej cisza. Monika pochylona nad komórk(cid:261), znowu co(cid:286) na niej wystukiwała. Beata poczuła, jak powoli budzi si(cid:266) w niej w(cid:286)ciekło(cid:286)ć. – Jak, mówiła(cid:286), ten twój nowy ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) z bajki ma na imi(cid:266)? Bogdan? Bohun? – Borys! Jest taki… przystojny, inteligentny, szalony… – A czym on si(cid:266) zajmuje, ten ideał? – Studiuje kulturoznawstwo. – Co, przepraszam, robi?! – Studiuje. Kulturoznawstwo. Na uniwerku. – Jak to? To ile on ma lat?! – Dwadzie(cid:286)cia trzy! – odpowiedziała Monika zaczepnym tonem. – A bo co? Beata poczuła nagle, (cid:298)e ma ju(cid:298) dosyć tej rozmowy i dziwnego zachowania przyjaciółki. Zacz(cid:266)ła zbierać swoje rzeczy ze stolika. Zapragn(cid:266)ła nagle, (cid:298)eby znale(cid:296)ć si(cid:266) w swoim łó(cid:298)ku, wtulić w poduszk(cid:266) i płakać, płakać, płakać…. – Chyba ci kompletnie odbiło. Przecie(cid:298) on mógłby być twoim… – No, synem raczej nie – zakpiła Monika. – Ale uczniem owszem! Czy ty kompletnie zwariowała(cid:286)? – Beata wstała gwałtownie. Chwyciła torebk(cid:266) i ruszyła w kierunku wyj(cid:286)cia. – Poczekaj! – Monika dogoniła j(cid:261) przy drzwiach. Beata, mimo wszystko skłonna si(cid:266) pogodzić, przystan(cid:266)ła na progu. – Mówisz tak... – usłyszała – bo jeste(cid:286) zazdrosna. – Coo?! – Beat(cid:266) zamurowało. – Ja? Zazdrosna? Przecie(cid:298) ja tego Borysa nawet nie znam! Monika u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) z wy(cid:298)szo(cid:286)ci(cid:261). – Oczywi(cid:286)cie, (cid:298)e jeste(cid:286) zazdrosna. O to, (cid:298)e moje (cid:298)ycie uczuciowe kwitnie, a twoje ju(cid:298) nie! Cze(cid:286)ć! – i wybiegła na zalan(cid:261) sło(cid:276)cem ulic(cid:266). ROZDZIAŁ 8, czyli bilans szkód Beata, połykaj(cid:261)c łzy, zmierzała szybkim krokiem w kierunku parkingu pod Filharmoni(cid:261), gdzie zostawiła swoje volvo kombi. Monika niechc(cid:261)cy trafiła j(cid:261) w najczulszy punkt. Jeszcze do wczoraj Beata była absolutnie przekonana, (cid:298)e jej (cid:298)ycie uczuciowe kwitnie jak ogród botaniczny wiosn(cid:261). Owszem, zmieniły si(cid:266) proporcje, codzienno(cid:286)ć troch(cid:266) przytłoczyła dawny romantyzm, a w łó(cid:298)ku nie było ju(cid:298) tak ekscytuj(cid:261)co jak na pocz(cid:261)tku, ale có(cid:298), nie mo(cid:298)na przecie(cid:298) mieć wszystkiego. Nie tylko seks si(cid:266) liczy. W ka(cid:298)dym zwi(cid:261)zku na dłu(cid:298)sz(cid:261) met(cid:266) przestaje być wa(cid:298)na adrenalina, a zaczyna si(cid:266) liczyć przyja(cid:296)(cid:276), wsparcie, wzajemne zaufanie… Beata nagle poczuła si(cid:266) tak, jakby zaraz miało jej z hukiem p(cid:266)kn(cid:261)ć serce. Zaufanie! Po tym, co zrobił jej pierwszy m(cid:261)(cid:298), obdarzenie zaufaniem Andrzeja nie było proste. A kiedy si(cid:266) w ko(cid:276)cu udało, kiedy pokochała go całym sercem wierz(cid:261)c bez zastrze(cid:298)e(cid:276) w jego miło(cid:286)ć i dobre intencje, okazało si(cid:266), (cid:298)e to wszystko jest nic niewarte. Po prostu nic. Beata dotarła wreszcie do samochodu. Po dłu(cid:298)szej chwili poszukiwa(cid:276) wyj(cid:266)ła kluczyki z torebki, nacisn(cid:266)ła guzik na pilocie i wsiadła do nagrzanego, dusznego wn(cid:266)trza. Nie zwracaj(cid:261)c uwagi na ciekn(cid:261)ce jej po twarzy łzy, wrzuciła wsteczny, nacisn(cid:266)ła gaz i z impetem wpakowała si(cid:266) w przeje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)ce z tyłu bł(cid:266)kitne renault laguna z logo TVP info na drzwiczkach. * * * Szkody okazały si(cid:266) niewielkie. To znaczy volvo nie ucierpiało wcale, a renówce tylko lekko wgniotły si(cid:266) boczne drzwi. Mimo to Beata zareagowała klasycznie, czyli najpierw wybuchła niepohamowanym płaczem, a potem si(cid:266)gn(cid:266)ła po komórk(cid:266) i w pierwszym odruchu zadzwoniła do Andrzeja. Niestety, po o(cid:286)miu sygnałach wł(cid:261)czył si(cid:266) sygnał poczty głosowej. Spróbowała jeszcze raz, znów to samo. A przecie(cid:298) do tej pory zawsze odbierał! Zawsze! Nawet je(cid:286)li wył(cid:261)czał telefon na czas zabiegów, od razu zgłaszała si(cid:266) poczta głosowa. Na pewno jest teraz z t(cid:261)… t(cid:261)… A kiedy wyobraziła sobie m(cid:266)(cid:298)a w niedwuznacznej sytuacji z Marysi(cid:261), oparła czoło o kierownic(cid:266) i rozpłakała si(cid:266) jeszcze bardziej. – M(cid:261)(cid:298)… nie… o…o…odbiera – wyszlochała, zachłystuj(cid:261)c si(cid:266) łzami. Przystojny trzydziestolatek, kierowca potr(cid:261)conej renówki, pochylił si(cid:266) nad Beatk(cid:261) z trosk(cid:261). – Czyli (cid:298)e auto nale(cid:298)y do m(cid:266)(cid:298)a? – zapytał niepewnie, nie bardzo wiedz(cid:261)c, jak w tej sytuacji zareagować. Pomimo tego, (cid:298)e wina Beaty była ewidentna, w jego tonie pobrzmiewała raczej (cid:298)yczliwo(cid:286)ć ni(cid:298) pretensja. – Nieee, do mnie – poci(cid:261)gn(cid:266)ła nosem Beata. – Naprawd(cid:266), nie ma o co tak płakać – m(cid:266)(cid:298)czyzna wygl(cid:261)dał na zdziwionego. – Nic pan nie rozumie…! Udało jej si(cid:266) wygrzebać z czelu(cid:286)ci torebki paczk(cid:266) chusteczek i próbowała si(cid:266) jako(cid:286) doprowadzić do stanu u(cid:298)ywalno(cid:286)ci. – To co teraz b(cid:266)dzie? Czy… czy pan wezwie policj(cid:266)? – spojrzała na m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266) błagalnie, zaczerwienionymi od płaczu oczami. M(cid:266)(cid:298)czyzna spojrzał na swój samochód, potem na zegarek, i znów na samochód. – Wie pani co? Odpu(cid:286)cimy sobie t(cid:266) policj(cid:266). I m(cid:266)(cid:298)owi te(cid:298) niech pani głowy nie zawraca. Mnie si(cid:266) spieszy jak cholera, za pół godziny musz(cid:266) być w studio, a szkoda tak naprawd(cid:266) minimalna. O(cid:286)wiadczenie wystarczy. Zwłaszcza, (cid:298)e to słu(cid:298)bowe auto – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) do Beatki porozumiewawczo. – No, niech si(cid:266) pani nie denerwuje – dodał. – Nie zabior(cid:261) pani za to prawa jazdy. Wyj(cid:261)ł ze swojego auta du(cid:298)(cid:261), skórzan(cid:261) teczk(cid:266) i wyłowił ze (cid:286)rodka czysty arkusik papieru. – Prosz(cid:266) mi tylko podać pani imi(cid:266) i nazwisko. ROZDZIAŁ 9, w którym Beatka robi to, co umie najlepiej – pogr(cid:261)(cid:298)a si(cid:266) w rozpaczy Beata zawsze wracała z pracy jak na skrzydłach, nie mog(cid:261)c si(cid:266) doczekać, kiedy zobaczy m(cid:266)(cid:298)a i synka. Dzisiaj wlokła si(cid:266) sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)tk(cid:261), cał(cid:261) drog(cid:266) zastanawiaj(cid:261)c si(cid:266), jak ma wygl(cid:261)dać jej spotkanie z Andrzejem. Raz wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e powinna natychmiast z nim porozmawiać, pokazać mu list, poprosić o wyja(cid:286)nienia, chwil(cid:266) pó(cid:296)niej pomysł wydawał jej si(cid:266) niedorzeczny i głupi. Andrzej nie mógłby zrobić czego(cid:286) takiego, my(cid:286)lała, jestem pewna! Przy czym ta pewno(cid:286)ć trwała minut(cid:266), wypierana przez powracaj(cid:261)cy nie wiadomo sk(cid:261)d refren piosenki „Facet to (cid:286)winia”… Jednocze(cid:286)nie samopoczucie zmieniało si(cid:266) jej jak w kalejdoskopie, troch(cid:266) pochlipywała, troch(cid:266) u(cid:286)miechała pocieszaj(cid:261)co do swojego odbicia w lusterku – bardzo m(cid:266)cz(cid:261)ca hu(cid:286)tawka. A na dodatek dzisiejsza sprzeczka z Monik(cid:261) sprawiła, (cid:298)e Beata nie mogła zrobić jedynej rzeczy, która pomogłaby jej ze stuprocentow(cid:261) skuteczno(cid:286)ci(cid:261) – nie mogła wy(cid:298)alić si(cid:266) przyjaciółce. I wła(cid:286)nie kiedy o tym my(cid:286)lała, zadzwoniła komórka. Nie patrz(cid:261)c nawet, kto dzwoni, Beata otworzyła aparat. – Słucham? – Masz podł(cid:261)czony zestaw czy tak gadasz? – Monika podarowała Beacie na gwiazdk(cid:266) zestaw słuchawkowy i lubiła sprawdzać, czy go u(cid:298)ywa. – Nie wiem, gdzie(cid:286) mi si(cid:266) zapodział – przyznała si(cid:266) od razu Beatka. – Jak dobrze, (cid:298)e dzwonisz… Monika od razu rozpoznała specyficzny ton w głosie przyjaciółki. – Ryczała(cid:286). Co(cid:286) si(cid:266) stało? Beata min(cid:266)ła wła(cid:286)nie biał(cid:261) tablic(cid:266) z napisem „Czerwi(cid:276)sk”. Je(cid:298)eli teraz zacznie si(cid:266) zwierzać przyjaciółce, nic nie zdoła powstrzymać potoku łez i do domu wróci napuchni(cid:266)ta jak Michelin. – Nic... To znaczy... stało si(cid:266)... ale to nie na telefon. Po stronie Moniki na chwil(cid:266) zapadła cisza. – Chodzi ci o mnie i Borysa? – Nie, nie! – zaprzeczyła gwałtownie Beata. – I przepraszam, (cid:298)e... tak dzi(cid:286) na ciebie wsiadłam… – Daj spokój... – stwierdziła Monika. – Ju(cid:298) wybaczone. Kurcz(cid:266), Becia, czyli musimy si(cid:266) znowu koniecznie spotkać. Jutro koło dziesi(cid:261)tej, OK? – OK – zgodziła si(cid:266) sm(cid:266)tnie Beatka, choć tak naprawd(cid:266) wsparcia potrzebowała natychmiast. – Podjechać do ciebie do biura? – Nie, nie! – Beata nie miała zamiaru ryczeć na oczach personelu. – Lepiej gdzie(cid:286) na mie(cid:286)cie... Mo(cid:298)e Łazienki? – Dobra. Nad tym stawem naprzeciwko Belwederu... – To do jutra. Monika... – Słucham? – Dzi(cid:266)ki… * * * Dokładnie w momencie, kiedy Beata zaparkowała przed domem, drzwi wej(cid:286)ciowe otworzyły si(cid:266) gwałtownie i stan(cid:261)ł w nich Andrzej ze swoj(cid:261) lekarsk(cid:261) walizeczk(cid:261) w r(cid:266)ku. Nieprzyjemny u(cid:286)cisk w (cid:298)oł(cid:261)dku Beaty przybrał na sile. Oj, nie miała ochoty na to spotkanie… Powoli, bardzo powoli zacz(cid:266)ła zbierać z siedzenia rzeczy: torebk(cid:266), dwie teczki z dokumentami, napocz(cid:266)t(cid:261) butelk(cid:266) Nał(cid:266)czowianki. Przez ten czas Andrzej podszedł do swojego jeepa i wrzucił walizk(cid:266) do baga(cid:298)nika. Beata, czuj(cid:261)c si(cid:266) idiotycznie, poło(cid:298)yła r(cid:266)k(cid:266) na klamce, wzi(cid:266)ła gł(cid:266)boki oddech i skoczyła na gł(cid:266)bok(cid:261) wod(cid:266). – Hej! – pomachała m(cid:266)(cid:298)owi, wysiadaj(cid:261)c z volvo i zastanawiaj(cid:261)c si(cid:266), czy do niej podejdzie. Nie podszedł. – Spiesz(cid:266) si(cid:266)! – krzykn(cid:261)ł tylko, wskakuj(cid:261)c do auta i przekr(cid:266)caj(cid:261)c kluczyk. – Dzwonili ze stadniny. Marysi ju(cid:298) nie ma, J(cid:266)drkowi wł(cid:261)czyłem teletubisie. Psy zamkni(cid:266)te. Nie czekaj na mnie z kolacj(cid:261) – ostatnie słowa zagłuszył warkot silnika. Po chwili jego samochód znikn(cid:261)ł za bram(cid:261), zostawiaj(cid:261)c za sob(cid:261) bł(cid:266)kitny obłok spalin. Beata odetchn(cid:266)ła z ulg(cid:261). Moment konfrontacji z m(cid:266)(cid:298)em odło(cid:298)ony. A jeste(cid:286) pewna, (cid:298)e pojechał do stadniny? – podpowiedział natychmiast usłu(cid:298)nie jaki(cid:286) wewn(cid:266)trzny głos. Je(cid:298)eli nie wyja(cid:286)ni(cid:266) tej sprawy z anonimem, zwariuj(cid:266) – dotarło do niej w tym samym momencie. J(cid:266)drka znalazła na kanapie przed telewizorem, zahipnotyzowanego przez cztery kolorowe stworzonka. Synek pozwolił si(cid:266) przytulić i pocałować, ale na wi(cid:266)ksze zaanga(cid:298)owanie z jego strony na razie nie było co liczyć, wi(cid:266)c Beata, zacz(cid:266)ła si(cid:266) energicznie krz(cid:261)tać po domu. Niestety, du(cid:298)o łatwiej zaj(cid:261)ć czym(cid:286) r(cid:266)ce ni(cid:298) my(cid:286)li, i w pewnym momencie Beacie zacz(cid:266)ło si(cid:266) regularnie zbierać na płacz. Szybko, (cid:298)eby Mały nie widział, pobiegła do łazienki i dopiero tam wybuchła niepohamowanym szlochem. Przyciskaj(cid:261)c do twarzy r(cid:266)cznik łkała spazmatycznie, nie mog(cid:261)c poradzić sobie z emocjami, które od kilku godzin zbierały si(cid:266) w niej, szukaj(cid:261)c uj(cid:286)cia. Dopiero kiedy łzy wypłukały spod jej powiek obraz Andrzeja całuj(cid:261)cego Marysi(cid:266), obraz, który uwierał jak gigantyczne ziarenko piasku, uspokoiła si(cid:266) na tyle, (cid:298)eby odło(cid:298)yć r(cid:266)cznik i obmyć twarz zimn(cid:261) wod(cid:261). – Mami! Piciu! – dobiegło w tym momencie z salonu u(cid:286)wiadamiaj(cid:261)c Beacie, (cid:298)e na szcz(cid:266)(cid:286)cie ma jeszcze w tym domu kogo(cid:286), komu naprawd(cid:266) jest potrzebna. – Ju(cid:298) id(cid:266), synku – odkrzykn(cid:266)ła i zacz(cid:266)ła w po(cid:286)piechu poprawiać makija(cid:298). Mały nie powinien si(cid:266) zorientować, (cid:298)e co(cid:286) jest nie tak. Dwie godziny pó(cid:296)niej J(cid:266)drek zasn(cid:261)ł, wtulony w swojego ukochanego, (cid:298)ółtego misia. Beata pocałowała go w czoło na dobranoc, wyszła z pokoju i znowu poczuła si(cid:266) nieswojo. Dom, nie do ko(cid:276)ca jeszcze urz(cid:261)dzony po przebudowie, odstraszał swoj(cid:261) pustk(cid:261) i wychylaj(cid:261)cym si(cid:266) z k(cid:261)tów mrokiem. Atmosfery nie ocieplały nawet porozrzucane wsz(cid:266)dzie zabawki i kolorowe bazgroły J(cid:266)drka na drzwiach od łazienki. Beata podeszła do w(cid:261)skiego okna w przedpokoju, przez które widać było o(cid:286)wietlony zewn(cid:266)trzn(cid:261) lamp(cid:261) fragment podjazdu, po(cid:286)rodku którego stało samotnie jej auto. – A je(cid:298)eli on mnie naprawd(cid:266) zdradza? Złe my(cid:286)li powróciły ze zdwojon(cid:261) sił(cid:261) i popchn(cid:266)ły Beat(cid:266) do działa(cid:276), o które nigdy wcze(cid:286)niej by siebie nie podejrzewała. Zaprowadziły j(cid:261) mianowicie do gabinetu Andrzeja, przed jego wielkie, stare biurko, zarzucone najró(cid:298)niejszymi szpargałami. „Przeszukaj, no, dalej!”, podpowiadały, kiedy tak stała niezdecydowana, patrz(cid:261)c z l(cid:266)kiem na mebel, jakby ten miał j(cid:261) zaatakować. „Ka(cid:298)da (cid:298)ona na twoim miejscu by to zrobiła!” Wi(cid:266)c chwyciła za mosi(cid:266)(cid:298)ny uchwyt i z trudem wyci(cid:261)gn(cid:266)ła ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261), przepastn(cid:261) szuflad(cid:266), pełn(cid:261) najprzeró(cid:298)niejszych szpargałów. Przez chwil(cid:266) pomy(cid:286)lała, (cid:298)e szukanie w tym bałaganie dowodów niewierno(cid:286)ci m(cid:266)(cid:298)a zako(cid:276)czy si(cid:266) grubym rozczarowaniem, jej wzrok przyci(cid:261)gn(cid:266)ło jednak co(cid:286) migocz(cid:261)cego mi(cid:266)dzy papierami. Wyci(cid:261)gn(cid:266)ła r(cid:266)k(cid:266) i po chwili mi(cid:266)dzy palcami przelewał jej si(cid:266) złoty, cienki ła(cid:276)cuszek, na którym kołysał si(cid:266) male(cid:276)ki, równie(cid:298) złoty symbol zodiakalnego lwa. Zaskoczona, w pierwszym momencie poczuła rado(cid:286)ć. Jak to miło, u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) odruchowo, (cid:298)e ma ju(cid:298) dla mnie prezent na urodziny! Ale zaraz zapaliło jej si(cid:266) w głowie ostrzegawcze (cid:286)wiatełko. Złapała stoj(cid:261)cy na biurku kalendarz i zacz(cid:266)ła przerzucać kartki do tyłu. Kiedy to było, kiedy to było, gor(cid:261)czkowo próbowała sobie przypomnieć… Marzec! Marysia przyszła do pracy w pierwszym tygodniu marca! A Beata na wszelki wypadek zapisała sobie wtedy jej wszystkie dane… Marysia Szewczyk, córka Tadeusza i Joanny, urodzona 25 lipca 1988 r. w Pruszkowie… – Dwudziesty pi(cid:261)ty lipca… O, Bo(cid:298)e, o Bo(cid:298)e...! – przyło(cid:298)yła dłonie do twarzy i na chwil(cid:266) zamkn(cid:266)ła oczy. – A wi(cid:266)c jednak… Przez chwil(cid:266) walczyła z pokus(cid:261), (cid:298)eby wyrzucić wisiorek za okno, w ko(cid:276)cu odło(cid:298)yła go z powrotem do szuflady i na mi(cid:266)kkich nogach powlokła si(cid:266) do kuchni, zrobić sobie herbat(cid:266). Stała, bezmy(cid:286)lnie wpatruj(cid:261)c si(cid:266) w czajnik elektryczny i nie staraj(cid:261)c powstrzymać płyn(cid:261)cych po policzkach łez. W głowie miała kompletny m(cid:266
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: