Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00440 010041 20263208 na godz. na dobę w sumie
Geographia. Studia et Dissertationes. T. 30 - ebook/pdf
Geographia. Studia et Dissertationes. T. 30 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 120
Wydawca: Uniwersytet Śląski Język publikacji: polski
ISBN: 2391-4246 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> encyklopedie, słowniki >> słowniki wielojęzyczne
Porównaj ceny (książka, ebook (-17%), audiobook).
W kolejnym tomie niniejszej serii wydawniczej znalazły się artykuły poświęcone: cechom morfometrycznym jaskini Zołuszka (Zachodnia Ukraina), konfliktom człowiek – przyroda w polskich parkach narodowych, geomorfologii okolic Wilna i rzeki Wilnia, geochemii krajobrazów zlewni Bajkału, pierwszym powszechnym wyborom na obszarze Republiki Czeskiej (gerrymandering albo malapportionment), rozmieszczeniu i rozwojowi układów zaglomerowanych na obszarze Małopolski od XIII do XX w., poziomowi dochodów mieszkańców gmin powiatu cieszyńskiego w świetle mechanizmów fiskalnych.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

G³ównym celem pracy – z pewnoœci¹ nieno- watorskiej, jeœli chodzi o wybór tematu – jest przedstawienie odbiorcy, jak wielotorowo prowadzona by³a dot¹d refleksja nad este- tycznym wykuwaniem swojej to¿samoœci, jak ¿ywo w historii myœli toczy³ siê dialog na te- mat relacji ¿ycia, piêkna i sztuki – pomiêdzy filozofami staro¿ytnoœci a myœlicielami dziewiêtnastowiecznego „zwrotu jêzykowe- go”, pomiêdzy cyganeri¹ fin de siècle’u i jej prekursorami a filozoficznymi patronami ponowoczesnoœci, pomiêdzy ca³¹ t¹ mister- nie zaplecion¹ polifoni¹ g³osów Europy a brzmi¹cymi czasem jak ich echo, a czasami zupe³nie odmiennie g³osami amerykañskich pragmatystów (tak¿e tych proto- i neo-), gdzie dyskusja zdaje siê nieuchronnie zmierzaæ w stronê odniesienia estetyki do demokracji. Jej wynik jest zaœ tym, co dostarczyæ mo¿e odpowiedzi na najbardziej nurtuj¹ce pytanie pracy: czy estetyczna autokreacja zdolna jest unieœæ ciê¿ar pok³adanej w niej indywidualnej i spo³ecznej nadziei? Rozmowa ta i debata, mimo naszkicowanych konkluzji, ze zmiennymi losami toczy siê dalej, nieskoñczona i nie- rozstrzygalna; a ws³uchiwanie siê w ni¹ i roz- sup³ywanie jej w¹tków zdaje siê samo w sobie rodzajem æwiczenia duchowego, które sk³ania do (estetycznej) autointerpretacji. Ze Wstêpu Alina Mitek-Dziemba Literatura i filozofia w poszukiwaniu sztuki ¿ycia Nietzsche, Wilde, Shusterman jednak okreœliæ zarówno granice Problematyka sztuki ¿ycia czy, jak to siê czêsto okreœla, estetyki egzystencji zajmuje centralne miejsce we wspó³czesnej humanistyce. Trudno jest tej problematyki, jak i historyczne uwarunkowania jej pojawienia siê jako dominuj¹cej koncepcji w humanistyce i kulturze wspó³czesnej. Ksi¹¿- ka Aliny Mitek-Dziemby jest na pewno wa¿nym g³osem w refleksji nad sztuk¹ ¿ycia. Jej zna- czenie jest podwójne: z jednej strony autorka pokazuje w³aœnie uwarunkowania powstania koncepcji sztuki ¿ycia i, na tym tle, jej miejsce w dyskursie nauk humanistycznych, z dru- giej zaœ w swych analizach twórczoœci Osca- ra Wilde’a, Fryderyka Nietzschego i Richarda Shustermana okreœla ró¿norodne warianty tej koncepcji. Dziêki temu czytelnik otrzymuje zarówno interesuj¹c¹ koncepcjê przemian dyskursu etycznego w (po)nowoczesnoœci, jak i uzyskuje wiedzê na temat g³ównych nurtów myœlenia w naszej epoce. Z recenzji wydawniczej prof. dr. hab. Leszka Koczanowicza Cena 28 z³ (+ VAT) A l i n a M i t e k - D z e m b a i L i t e r a u r a t i f i l o z o f i a w p o s z u k w a n u s z t u k i ¿ y c a i i i . . . ISSN 0208-6336 ISBN 978-83-8012-609-1 Wydawnictwo Uniwersytetu Œl¹skiego Katowice 2011 Literatura i filozofia w poszukiwaniu sztuki życia Nietzsche, Wilde, Shusterman NR 2889 Alina Mitek-Dziemba Literatura i filozofia w poszukiwaniu sztuki życia Nietzsche, Wilde, Shusterman Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego Katowice 2011 Redaktor serii: Komparatystyka Literacka i Kulturowa Tadeusz Sławek Recenzent Leszek Koczanowicz Pamięci Jadwigi M., w podziękowaniu za Jej sztukę życia Wstęp W pracy, która miejscem spotkania filozofii i literatury — przy założeniu, że ma to być spotkanie gościnne i przyjacielskie, a nie wroga, wyniszczająca obie strony konfrontacja — ustanawia teren estetycznej egzystencji, życia ujętego w ramy szeroko pojętej sztuki, nie sposób uniknąć przejściowej choćby obecności dzieła, które gest ten w widoczny sposób antycypuje. Mowa o Kierke- gaardowskim Albo-albo, owej „książce filozoficznej”, która para- doksalnie elementem swojej treści czyni staranną literacką kom- pozycję, skomplikowaną grę narracyjno-lirycznych ekspozycji, dążąc zarazem do rozstrzygnięcia czy też ironicznego przemiesz- czenia naczelnej kwestii wyboru drogi życia. To, iż jedną z moż- liwych opcji jest tu egzystencja przykładowego estety, pozostanie na razie na marginesie naszych rozważań. W ich centrum znaj- dzie się natomiast problem literacko-filozoficznych uwikłań i za- leżności, które w istotny sposób rzutować mogą na wspomniany wątek życia-jako-sztuki, wątek stanowiący własność wspólną obu dyscyplin, ale teoretyzowany dotąd, jak się zdaje, tylko z jednej, wybranej perspektywy. […] ponieważ jestem mężem, a nie tęgim filozofem, więc zwra- cam się z całym szacunkiem do strażników tej nauki, by się dowiedzieć, co mam począć. Jednakże nie otrzymuję od nich odpowiedzi, ponieważ filozof zapośrednicza to, co minione, i w tym żyje, filozof z takim pośpiechem oddala się od tej prze-  Wstęp szłości, że można o nim powiedzieć to, co rzekł swego czasu poeta o antykwariuszu, iż we współczesności zostały tylko jeszcze poły jego surduta. […] Jestem mężem i mam dzieci. Cóż odpowiedziałaby mi filozofia, gdybym w ich imieniu za- pytał, jak człowiek ma w życiu postępować. Niewykluczone, że się zjadliwie uśmiechniesz, w każdym bądź razie filozoficzna młodzież na pewno z politowaniem pośmieje się z ojca rodzi- ny, atoli — jak sądzę — jest to naprawdę straszne oskarżenie filozofii, jeśli ta nie potrafi na to pytanie dać odpowiedzi. Tę wypowiedź, którą narrator dwutomowego dziełka identy- fikuje z głosem drugiego ze swoich bohaterów, owego „B”, ma- jącego następować po i dopełniać „A” (w myśl nieco naiwnego logicznego elementarza, iż gdzie A, tam i B)2, nietrudno umieścić we właściwym jej kontekście krytyki systemowej filozofii, która oddala się i separuje od żywiołu codziennego życia w imię roz- ważań abstrakcyjno-logicznych, antykwarycznie zmurszałych, wspinających się na niebotyczne szczyty idealistycznej historio-  S. K ierkegaard: Albo-albo. Przeł. K. Toeplit z. T. 2. Kraków 976, s. 228— 230. 2 Nie bez znaczenia jest fakt, że domniemanie istnienia takiej komplemen- tarności stanowi zaledwie sprytną sugestię narratora-wydawcy, który usłużnie podsuwa łatwowiernemu czytelnikowi gotową interpretację rozpadającej się na fragmenty „całości”: „Podczas kiedy się tak zajmowałem tymi papierami, olśniła mnie pewna myśl, że można znaleźć w nich zupełnie nowe znaczenie, jeśli się je będzie uważało za dzieło jednego człowieka. Wiem bardzo dobrze, ja- kie argumenty można znaleźć przeciwko temu twierdzeniu […], nie bacząc na to, że czytelnik skłonny jest ulec grze słów, że kto powiedział A, ten musi powie- dzieć B. Ale jednak nie mogłem przezwyciężyć tej myśli”. (S. K ierkegaard: Albo-albo. Przeł. K. Toeplit z. T. . Kraków 976, s. 6; podkr. — A.M.-Dz.). W lekturze Przedmowy nie sposób jednak przeoczyć, jak bardzo ruch ten jest arbitralny: począwszy od ustalenia „kolejności” pism i ich autorów po samą sugestię odbywającego się między nimi dialogu. Sofistyczna argumentacja narratora stwarza jedynie iluzję dostępnych na wyciągnięcie ręki rozwiązań, które sam tekst — w skomplikowanej grze literacko-dramatycznych prezentacji i masek — ironicznie zawiesza. Do takich pozornych rozwiązań należy także zupełnie podstawowa kwestia tożsamości bohatera A w pierwszej i w drugiej części książki. Zob. J. Garf f: „The Esthetic is Above All My Element”. In: The New Kierkegaard. Ed. E. Jegst r up. Bloomington—Indianapolis 2004, s. 6. Wstęp  zofii (Hegel). Nietrudno, bo kontekstu dostarcza nie tylko autor perory, ale i kanoniczna wykładnia myśli Kierkegaarda, ujmująca radykalną różnorodność tej ostatniej w zgrabną ramkę filozofii egzystencji (czy też „egzystencjalnego dramatu jednostki”), zasad- niczo wyczerpującej się w polemice z totalizującym heglizmem. Takie odczytanie, choć gwarantujące dobre samopoczucie niejed- nemu historykowi filozofii, pomija zbyt wiele cennych i istotnych elementów owego niejednoznacznego dzieła, jakim jest Albo-albo, by można było na nim poprzestać. W efekcie niszczy też kruchą konstrukcję Kierkegaardowskiej myśli, która właśnie przez dobór środków wypowiedzi chce pozostać wierna nieredukowalnej poje- dynczości zdarzenia, jako sednie egzystencjalnego buntu przeciw nieludzkiej abstrakcji3. I, co ważniejsze, owa „strata” jest ewiden- tna nawet wtedy, gdy rzecz dotyczy tak przejrzystych rzekomo w wymowie fragmentów książki jak przytoczony wyżej urywek listu-rozprawy O równowadze między tym, co estetyczne, i tym, co etyczne. By zilustrować rozmiary tej straty, konieczna jest rekonstrukcja całej sceny. Oto filozof, którego autorska obecność w utworze sku- tecznie przesłonięta zostaje postacią narratora-wydawcy, użycza 3 Warto jednak zauważyć, że część filozoficznych komentarzy (zwłaszcza w ostatnich latach) poszerza zasięg Kierkegaardowskiej polemiki z Heglem — dotąd ograniczanej do wyrażanych explicite poglądów — właśnie o płasz- czyznę dyskursu, upatrując w wyborze „wielogłosowej” strategii pisarskiej centralny element krytyki filozofii o ambicjach systemowych. Jest wszakże daleka od wyciągnięcia z tego faktu daleko idących wniosków, które postaramy się tu zaprezentować w aspekcie zasadniczej estetyzacji prawdy filozoficznego pisarstwa. Por. E. Kaspersk i: Kierkegaard. Antropologia i dyskurs o człowieku. Pułtusk 2003, gdzie czytamy: „Sprzeciw Kierkegaarda wobec Hegla obejmował również style pisarstwa. Kierkegaard nie tylko parodiował Hegla, lecz stworzył także literacką, polifoniczną alternatywę dla monologowego i systematyzują- cego dyskursu filozoficznego, ukształtowanego w niemieckiej, akademickiej praktyce wykładowej. […] Sama obecność polifonii była gestem prowokacji w stosunku do homofonicznego dyskursu Hegla. Idei jednej, powszechnie waż- nej prawdy filozoficznej Kierkegaard przeciwstawiał wielość i różnorodność egzystencjalnych wyborów. Podmiotowi transcendentalnemu — konkretny, jednostkowy podmiot egzystujący. Jednolitej mowie »powszechnego rozumu« — wielość poglądów i języków”. (Ibidem, s. 205—208). 10 Wstęp głosu kolejnemu mówcy, którym jest sędzia Wilhelm, prostolinij- ny urzędnik o misjonarskich ambicjach, niepretendujący (w ge- ście retorycznej skromności) do miana mędrca — i czyni to po to, by rozprawić się z filozofią w jej nowoczesnym, akademickim pojmowaniu. Jaki jest cel tej literackiej zabawy, zmuszającej do otwierania — jak we wstępie sam przyznaje narrator — kolejnych chińskich szkatułek4? Ucieczka przed bezpośrednią konfrontacją (poprzez „atak z ukrycia”) czy też próba powtórnego „życiowe- go” umocowania filozofii, przy jednoczesnym osłabieniu jej po- zycji, jakie jest konsekwencją korzystania z otwarcie literackich konwencji? Jeżeli czytać tę wypowiedź Kierkegaarda jako wyraz palącej potrzeby postawienia na nowo pytania o to, czym jest i czym powinna być filozofia — w warunkach, jakie stwarza dla jej funkcjonowania odczarowana nowoczesność — to odpowiedź jest już zawarta w linijkach tekstu, który w warstwie słownej za- chęca do odkrycia lub odtworzenia tego, co stanowić ma o filo- zoficznej „sztuce życia”, na poziomie literackiej konstrukcji zaś rzuca nowe światło na status filozoficznego pisarstwa, zdradzając jego niepewne usytuowanie na granicy metafizycznych dociekań i imaginatywnej fikcji. Tego rodzaju podwójny gest ma zasadnicze, „założycielskie” zna- czenie dla przedstawianej w tej dysertacji koncepcji estetycznego życia, w jej szczególnej, filozoficznej realizacji. Otwiera pole dla rozważań, które koncentrować się będą na kwestii estetycznej kre- acji „ja” filozofa poprzez medium pisma, kreacji stanowiącej w za- myśle ukrytą kontynuację antycznej tradycji filozofowania w jego dążeniu do zniesienia i wypełnienia w tak zwanym „dobrym życiu”. Wprowadza zarazem do złożonej problematyki strategii estetyzacyjnych, jakie stały się jawne i dostępne w dobie zmierz- chu wiary w możliwość dotarcia do istoty czy prawdy o tym, co jest przedmiotem opisu — podnosząc zarazem kwestię oceny ich wartości. Czy i jak to, co podlega estetyzacji — bądź posługuje się nią świadomie dla własnych celów — zachowuje moralną wia- rygodność i egzemplaryczność oddziaływania? Czy możliwe jest 4 S. K ierkegaard: Albo-albo. T. …, s. 0. Wstęp 11 wciąż — po fundamentalnej utracie przezroczystości wypowiedzi, po detronizacji uniwersalistycznej etyki na rzecz partykularnych estetyk istnienia — filozoficzne przewodnictwo i misja? Odpowiedzi na to pytanie, choć zadaniu temu służyć ma cała książka, można także wstępnie poszukiwać u Kierkegaarda. Wstęp- nie, gdyż ta spośród prac filozofa, która pozostaje najbardziej te- matycznie powiązana z estetycznością (a nawet więcej, kojarzona jest z ukonstytuowaniem homo aestheticus jako nowoczesnego ty- pu osobowego), problem ten co prawda dostrzega i formułuje, ale nie znajduje dla niego żadnych oczywistych rozwiązań. Albo-albo, postrzegane przez pryzmat logiki opozycji i dysjunkcji, jaką nie- wątpliwie może sugerować tytuł, zdaje się prowadzić prostą drogą od tego, co estetyczne, ku temu, co etyczne i religijne. Perspek- tywa linearnego rozwoju, którą rysuje fikcyjny wydawca (a za nim — tłum filozoficznych komentatorów), przyczynia się do wykreowania czarno-białego obrazu, gdzie przedrefleksyjna, roz- bawiona, zanurzona bez reszty w zmysłowym konkrecie estetycz- ność ustąpić musi miejsca brzaskowi etycznej samoświadomości i śmiertelnej powadze wyboru (pogłębionego jeszcze otwarciem na transcendencję). W gruncie rzeczy w retorykę Kierkegaardow- skiego tekstu wpisane jest wytworzenie w czytelniku przekonania o wiarygodności twierdzeń i osądów „B”, na zasadzie utożsa- mienia ich z autorytetem moralnym autora. To przekonanie każe patrzeć na „życiowego estetę” z pierwszej części książki jako na postać infantylnie narcystycznego i uciekającego od społeczno- -obyczajowych norm w stronę prywatnych idiosynkrazji smaku ar- tysty, którego tożsamość jest zbiorem niekoherentnych nastrojów i rozproszonych, przypadkowych przeżyć. Wszystkie te własności, w połączeniu z brakiem jednoznacznej (to jest „autentycznej” dzięki niezmienności w czasie) postawy, skłonnością do „maska- rady”, otwarcie deklarowaną elastycznością poglądów, ironicz- nym dystansem oraz nastawieniem na eksperymentatorstwo, co zarzuca osobie „A” (w swoistym akcie oskarżenia, nieuchronnie skażonym hiperboliczną retoryką prokuratora) sędzia Wilhelm, prowokują do pejoratywnych ocen i wyroków potępienia, które postrzegać można jako echo niegdysiejszej Heglowskiej krytyki 12 Wstęp romantycznych ironistów5. W słowach jednego z komentarzy: „[tak pojęta — A.M.-Dz.] estetyzacja życia sprzyja pojawianiu się lekkoduchów, którzy życiem sztuki usiłują zastąpić powagę samej egzystencji. Uciekają w wyimaginowany świat gry, bez zobowią- zań, głębokich związków, domagających się wierności bez wzglę- du na koszta, jakie wierność pociągnąć może. […] Życie estety dotyka tylko powierzchni, całkowicie do tego świata ograniczone i nim usatysfakcjonowane, jest łatwe, bez konsekwencji, pełne miłostek, perypetii, intryg, ale nie miłości, pełne zmienności, pogoni za nieustanną nowością, zmianą nastrojów, nowymi wra- żeniami”6. Można rzec — to syndrom uwięzienia w immanencji i znalezienia się w ślepym zaułku, skąd trzeba zawrócić, by zna- leźć właściwą drogę. Tę estetycznie zgrabną figurę kontrastu destabilizuje jednak nieco subwersywna natura samego tekstu. Daje się zauważyć, że do in- tencji autora należy utrudnienie, a nie ułatwienie wyboru („Przy- jąłem za swoje zadanie, by tworzyć wszędzie trudności” — pisze Johannes Climacus w Postscriptum do Okruchów filozoficznych7). Już w pobieżnej lekturze Albo-albo zdaje się być stylistycznie i ję- zykowo nierówne — bogactwo tropologiczne i genologiczne części pierwszej prezentuje się nieporównanie lepiej na tle monotonnego i przegadanego moralizatorstwa części drugiej. Esteta, unikający prostej ekspozycji i konfrontacji poglądów na rzecz fragmenta- rycznych, poetyckich wynurzeń i strategii „maskarady” — wcie- lania się w kolejnych literackich bohaterów, mówienia nie wprost, poprzez rozbudowane figuratywnie konstrukcje, wzbudzać musi estetyczny podziw i fascynację, wobec których autor rozprawy 5 Zob. G.W.F. Hegel: Wykłady o estetyce. Przeł. J. Grabowsk i, A. Land- man. T. . Warszawa 958, s. 0—5, gdzie mowa o absolutnym Ja jako zasadzie egzystencjalnej i artystycznej ironii, zawieszającej powagę roszczeń etyki i prawa, a przez to czyniącej wszystko (łącznie z podmiotowością i jej działaniami) „pustym, czczym i błahym”. 6 L. Łysień: Życie dobre (spełnione) jako przekroczenie sztuki. F. Nietzsche i S. Kierkegaard. „Świat i Słowo” 2004, nr 2(3), s. 73, 84. 7 S. K ierkegaard: Concluding Unscientific Postscript to the Philosophical Fragments. How Johannus Climacus became an Author. In: A Kierkegaard Antho- logy. Ed. R. Bretall. Princeton, New Jersey 973, s. 94. Wstęp 13 o estetycznej ważności małżeństwa czuje się często bezradny. Tę swoistą przewagę świadomej językowo estetyczności nad prostoli- nijną, nieuciekającą się do tekstowych sztuczek etycznością w fi- glarny sposób ilustruje narrator, zestawiając charaktery pisma „autorów” obu części. Obrazem-metonimią estetycznego „ja” jest kartka listu pokryta słowami kreślonymi w sposób „wymyślny, chwilami pretensjonalny, czasem niedbały”. W opozycji doń jawi się poukładany rękopis „B”, gdzie pismo jest „wyraźne, wysokie, monotonne i równe”8. Z powagą tego, co etyczne licować może jedynie linearność, przejrzystość, jasne ukierunkowanie, jedno- znaczny cel — któremu przeszkadza wszelka ornamentyka, wszel- ki materialny ślad pisma/języka, w zawijasach liter stanowiących moralnie podejrzane detour9. Owa estetycznie zwodnicza obec- ność medium jest tym, co „B”, odpowiedzialny niejako za kon- kluzję dzieła (Ultimatum), pragnie za wszelką cenę wymazać. Czy jednak ruch samego tekstu, figuratywność dyskursu nie unieważ- nia sedna etyczno-religijnej argumentacji, dokonując, na przekór Kierkegaardowi, jej estetycznego Aufhebung? Tej kwestii warto przyjrzeć się na płaszczyźnie deklaracji, które padają na kartach książki w odniesieniu do owego fundamentalne- go wyboru: enten-eller, propozycja estety albo moralne przebudze- nie, wiodące w kierunku otchłani wiary. Dwie drogi życia, które wydają się ze sobą niekompatybilne, zamykając się w odrębnych zbiorach wartości. A jednak w krytycznej lekturze tak sformuło- wana alternatywa musi jawić się jako fałszywa. O surowej koniecz- ności wyboru informuje nas tylko jeden z bohaterów i to właśnie ów najbardziej żywotnie zainteresowany takim przedstawieniem 8 Zob. S. K ierkegaard: Albo-albo. T. …, s. 8. 9 Figura objazdu/okrężnej drogi (fr. déviation), łączona z krętymi ścieżkami, po jakich porusza się — nie znając spoczynku — romantyczny esteta, w dziele Kierkegaarda nabiera niedwuznacznie negatywnego charakteru w zestawie- niu z prostotą i bezpośredniością w dążeniu do tego, co etycznie właściwe. Jest tu bowiem nie tylko synonimem podejrzanego włóczęgostwa, ale i stosowa- nia rozmaitych wybiegów, kluczenia, zwodzenia (Dziennik uwodziciela). Zob. D. Ellison: Ethics and Aesthetics in European Modernist Literature. From the Sublime to the Uncanny. Cambridge—New York 200, s. 45. 14 Wstęp sprawy. Estetę, wedle tej relacji, możliwości powzięcia tego rodzaju decyzji pozbawia brak refleksyjnej świadomości, pełna identyfika- cja z materią tego, co przeżywane, istnienie całkowicie zanurzone w „jestem” — rozproszone zatem w szeregu nieciągłych chwil0. Człowiek etyczny to zaś istota wyrastająca poza prostą bezpośred- niość doświadczenia, które w całym swoim fenomenologicznym bogactwie staje się cenne dopiero jako fragment pewnej historii; w historii tej podstawowy plan odniesień tworzą zobowiązania etyczne i ich wypełnianie. W takiej optyce celowe wybory este- tyczne jako strategia życia to, jak powiedziałby Nietzsche, contra- dictio in adiecto. Dla Kierkegaarda przemawiającego przez usta sędziego Wilhelma esencją estetyczności jest nie-poważne niezde- cydowanie, manifestujące się w postawie eksperymentatorskiej, przymierzaniu wszelkich możliwych masek, błazeńskim ironizo- waniu, które, jako nieposkromiona, diabelska wielość duszy, grozi jej rozpadem2. Odebranie głosu estecie w efekcie zamknięcia go w obrębie bezrozumnej immanencji daje więc asumpt do myślenia w kategoriach binarnych, gdzie nieskończona negatywność braku wyboru (estetyka) ustąpić musi pozytywnie budującej sile etyczno- ści jako temu, co zdolne jest do reanimowania wymiaru wewnętrz- 0 „To, co estetyczne, ma bądź to charakter zupełnie bezpośredni, a przez to nie jest wyborem, bądź zatraca się po prostu w olbrzymiej różnorodności”. S. K ierkegaard: Albo-albo. T. 2…, s. 222; zob. też ibidem, s. 263—270.  „Wieczna godność człowieka polega na tym, że życie jego może otrzymać historię, a rola pierwiastka boskiego w nim sprowadza się do tego, że jeśli czło- wiek zechce, może sam tej historii nadać ciągłość, więź wewnętrzną. Więź ta to nie tylko całość zdarzeń, które się danemu człowiekowi przytrafiły; ciągłość wewnętrzna powstaje na skutek takiej własnej aktywności jednostki, która zda- rzenia, jakie ją spotkały nawet z konieczności, przekształca i transponuje do sfery wolności”. Ibidem, s. 340. W wielu innych miejscach napotkać też można aluzje do scalającej czy „cementującej” roli etycznej świadomości. Ta ciągłość własnej historii podtrzymywana jest poprzez stale ponawiany wysiłek autoin- terpretacji, co istotne, także w formie literackiej (prowadzenie dziennika). Zob. ibidem, s. 265. 2 Kierkegaardowski bohater odwołuje się w swoim wywodzie do obrazu ewangelicznego opętanego, który podczas spotkania z Jezusem został uwol- niony od całego legionu złych duchów; duchy te zawładnęły następnie stadem świń, powodując ich utonięcie (Łk 8, 26—33). Zob. ibidem, s. 23. Wstęp 15 nej ludzkiej transcendencji. Taka staranna konstrukcja retoryczna ulega jednak zachwianiu, kiedy tylko czytający zda sobie jasno sprawę z konsekwencji, jakie niesie z sobą fakt zapośredniczenia i literackiego udramatyzowania tej wypowiedzi: To, iż żaden z esejów [wchodzących w skład Albo-albo — A.M.-Dz.] nie miał stanowić opcji w rozumieniu etyki filozo- ficznej jako takiej, winno być całkowicie oczywiste; zaś sposób ich odczytania narzucony przez tradycję jest w istocie rażącym uproszczeniem. Zwykle kwestię tę ujmuje się następująco: albo ktoś wybiera życie estetyczne, albo też wybiera życie etyczne. Jednakże sformułowanie to jest wyrazem niesłychanej ignoran- cji, i to z przyczyny samego tekstu. Cała struktura książki jest estetyczna i obie propozycje, które w niej padają, mają charak- ter estetyczny. Interpretacja „bezpośrednia” [blunt reading] nie chce uznać tego oczywistego faktu. Cała „powieść” od począt- ku do końca należy do domeny estetyki3. Jeśli więc pisarstwo filozoficzne świadomie lokuje się w obsza- rze estetyczności — a tak z pewnością rzecz ma się w tekstach Kierkegaarda i innego późnego romantyka Nietzschego — to de- cyzja taka oznacza wybór filozoficznej strategii, który musi bezpo- średnio rzutować na wypowiadane w „zestetyzowanych” dziełach opinie, nawet jeśli jedną z nich jest kategoryczny sąd o rozdziale tego, co estetyczne i tego, co etyczne. Opozycję tę destabilizują jednak, co warto podkreślić, nie tylko względy metatekstowe. Kierkegaard bawi się samą ideą odróżnienia jednego typu życia od drugiego, wprawiając w zakłopotanie nieroztropnymi uwaga- mi strażnika etycznej powagi, za jakiego pragnie uchodzić „B”. „Autor” II tomu Albo-albo prezentuje się, z jednej strony, jako wnikliwy obserwator i znawca fenomenu estetyzacji egzystencji4, 3 R. Poole: Reading Either-Or for the Very First Time. In: The New Kierke- gaard…, s. 47. Jeśli nie zaznaczono inaczej, przekłady cytatów obcojęzycznych są mojego autorstwa. 4 „Nie wątpię zresztą, że w wielu sprawach byłbym w stanie wyjaśnić Ci, co to znaczy żyć estetycznie. […] nie skierowałbym do ciebie nikogo, kto chciałby się dogłębnie dowiedzieć, na czym polega życie estetyczne; nie potrafiłbyś tego 16 Wstęp z drugiej jednak — dostrzegając porażkę swoich prób nawiązania komunikacji z „A” — skłonny jest przyznać, iż od obszaru este- tyczności „przeżywanej” (a nie jedynie postulowanej, jak w przy- padku kontemplacji sztuki5) dzieli go przepaść moralnej świado- mości, której nie sposób przekroczyć, nie sprzeniewierzając się istocie i powadze egzystencjalnego wyboru. Porządek estetyczny jest dlań w rzeczy samej niedostępny, a reprezentacyjny status obrazu estetycznego „ja” w drugiej części książki pozwala powąt- piewać w adekwatność odzwierciedlenia. Paradoksalnie jednak, odżegnując się od estetyki, sędzia Wilhelm zarazem dopuszcza jej kontrolowaną obecność w ramach tego, co etyczne, jako wtórnego wyznacznika wartości: Dzięki absolutnemu wyborowi dane zostaje to, co etyczne, nie wynika jednak z tego, że to, co estetyczne, zostaje całkowi- cie wykluczone. […] jeśli wybór już raz został dany, wówczas wszystko to, co estetyczne, wraca, i zobaczysz, że dzięki temu istnienie staje się piękne i że dopiero w ten sposób może się człowiekowi udać uratować swoją duszę i zdobyć cały świat — używając świata, ale nie nadużywając go6. Wybierając siebie w sposób absolutny, łatwo dostrzeżesz, że ta jaźń nie jest czczą abstrakcją […]. Ta jaźń zawiera w sobie bogate i konkretne treści, całą gamę cech i właściwości, krótko mówiąc, jest to cała estetyczna jaźń, która została wybrana etycznie7. wyjaśnić, ponieważ sam jesteś skrępowany i ograniczony tym trybem życia; mógłby to wyjaśnić tylko ktoś, kto stoi o szczebel wyżej, to znaczy ten, kto sam żyje według wymogów życia etycznego”. S. K ierkegaard: Albo-albo. T. 2…, s. 239. 5 Na różnicę tę kilkakrotnie zwraca uwagę „B” w eseju o Estetycznej waż- ności małżeństwa — np. tam, gdzie mowa o prymacie wcielonej estetyczności nad „sztuczną reprodukcją piękna” (ibidem, s. 77) w twórczości artystycznej: „Wszystko to, o czym tu mówię, da się z pewnością wyrazić estetycznie, ale nie w poetyckim odzwierciedleniu, lecz dzięki temu, że się to wszystko przeżywa w realnym życiu — dzięki temu urzeczywistnia się to, co estetyczne. Tym spo- sobem estetyka sama się znosi i dokonuje pojednania z życiem […]”. (ibidem, s. 83). 6 Ibidem, s. 237—238. 7 Ibidem, s. 300. Wstęp 17 Życie etyczne zachowuje więc swój estetyczny walor, w równym stopniu wiąże się bowiem z rodzajem estetycznej aktywności, która ma swój udział w każdorazowym akcie interpretacji egzy- stencjalnej całości. Dla „B”, podobnie jak dla Greków, ideał do- skonałości moralnej daje się przełożyć na terminy służące do opisu idealnego piękna, a oceny etyczne mieszać się mogą z ocenami estetycznymi — nie przynosząc sobie nawzajem ujmy. Aisthesis nie odnosi się już jedynie do poziomu prostego odczuwania i pod- dawania się impulsom czy nastrojom; teraz opisywać ma celowy porządek i harmonię życia, nawet jeśli te oparte są wyłącznie na subiektywnym wyborze. Zadaniem związanym z przekrocze- niem progu etyki jest bowiem ponowny, nieprzymuszony wybór własnych cech i uwarunkowań, a następnie ukształtowanie ich w estetycznie dopasowaną całość, za którą, w myśl zasady egzy- stowania świadomego aż po najdrobniejszy szczegół, ponosi się nieskończoną odpowiedzialność8. Dlatego Kierkegaard, ustami swego bohatera, mówi nie tyle o całkowitym porzuceniu pogoni za estetyczną wyjątkowością, ile o wzniesieniu tejże różnicy na poziom moralnie celowego postępowania9. Przyzwolenie na choćby śladową obecność estetyczności w ob- szarze życia uwznioślonego fundamentalnym, lecz wciąż — wobec utraty zewnętrznych gwarancji sensu — skażonym subiektywizmem wyborem, jest jednak manewrem niebezpiecznym. Rodzi bowiem py- tanie o to, jak dokonać rozróżnienia pomiędzy bytowaniem w pełni etycznym, w marginalny sposób posługującym się kryterium este- tycznego piękna, a tym, w którym wartościowanie estetyczne stało się autonomiczne i zdominowało poczucie moralnego obowiązku. Zwłaszcza, że sędzia Wilhelm sam przyznaje, jak nieostra to grani- ca, pisząc o niejednoznaczności estetycznych zachowań w służbie pozoru i prawdy: „To, co etyczne, spoczywa w najgłębszych zaka- markach duszy i jest niewidoczne, dlatego ludzie żyjący etycznie mogą pozornie postępować podobnie do tych, którzy żyją estetycz- nie, tak, że można się nawet w ich ocenie pomylić […]”20. 8 Ibidem, s. 34—344. 9 Ibidem, s. 349. 20 Ibidem. 18 Wstęp Chociaż porównanie typu człowieka etycznego z estetycznym stanowi znaczącą część treści rozprawy O równowadze…, i choć jej autor nie ustaje w próbach jasnego zdefiniowania i odróżnienia jednego od drugiego, to jego wysiłki zdają się powodować coraz większy zamęt. Etykę łączą z estetyką rozmaite rodzinne koligacje, a chęć zdyskredytowania jednej z opcji w celu nobilitacji drugiej trąci arbitralnością wyboru i zafałszowaniem całego obrazu. Jest tak dlatego, że — jak pisze Alasdair MacIntyre — nie można tak naprawdę zaprezentować żadnych niezależnych racji przemawia- jących za koniecznością wyboru określonego rodzaju życia, i to z przyczyn, które wykraczają poza horyzont subiektywnych dążeń jednostki2. Nie sposób powoływać się na perswazyjną siłę moral- nej normy, skoro ta nie dysponuje już — w następstwie bankru- ctwa oświeceniowego projektu uzasadnienia moralności — auto- rytetem zakotwiczonym w tym, co ponadczasowe i transcenden- tne. Decyzja o podążeniu drogą etycznie właściwą, podobnie jak drogą estetyczną czy religijną, jest wynikiem determinacji i roz- paczy: to wybór, który nie ma za sobą uzasadnienia, wybór, którego dokonując, paradoksalnie „nigdy nie mamy racji”22. In- nymi słowy, nasze postępowanie nie świeci już odbitym blaskiem Boskiego przeznaczenia, swoją teleologię — niczym Kantowskie piękno — musi odnaleźć w samym sobie, aby zyskać jakiekolwiek wrażenie ważności i sensu. W tym świetle wnikliwie i dobitnie brzmieć musi diagnoza, z jaką w Kierkegaardowskim eseju Od- blask antycznego tragizmu w tragizmie współczesnym występuje bezimienny esteta („A”?), pisząc o czasach sobie współczesnych: I czyż nasze czasy nie są podobne do tamtych czasów [rozkładu greckiego państwa — A.M.-Dz.], których nawet Arystofanes nie zdołał wyobrazić bardziej śmiesznymi, niż były w istocie? Czyż z punktu widzenia politycznego nie obluźniła się ta więź, która niewidzialnie i duchowo wiązała państwa, czyż to nie religia, 2 A. MacI nt y re: Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności. Przeł. A. Chmielewsk i. Warszawa 996, s. 89 i n. 22 Por. motyw przewodni kazania pastora z Jutlandii, które przytacza sędzia Wilhelm w Ultimatum: „Wobec Boga nigdy nie mamy racji”. S. K ierkegaard: Albo-albo. T. 2…, s. 456 i n. Wstęp 19 ta siła, która utrzymywała niewidzialne, okazała się znisz- czona i unicestwiona, czyż nie łączy działaczy politycznych i duchownych ta wspólna cecha, że jak augurowie nie mogą popatrzeć sobie w oczy bez uśmiechu? Jedna tylko cecha różni nasze czasy od tamtych greckich, mianowicie że nasze czasy są smutniejsze, a tym samym głębiej zrozpaczone. […] Nasze czasy zagubiły wszystkie istotne określenia rodziny, państwa, rodu; pozostawiają poszczególne jednostki całkowicie samym sobie, tak, iż w ściślejszym znaczeniu jednostka staje się własnym twórcą23. Utrata ponadjednostkowych odniesień jako substancjalnych ele- mentów tożsamości, poluzowanie wspólnotowych więzi i rozbicie sensus communis, schyłek wiary w system autorytetów i związany z nimi trwały horyzont sensu — wszystko to może rodzić poczu- cie dezorientacji, głębokiej niepewności i wreszcie bezsilny śmiech rozpaczy; może jednak prowadzić też do zgoła odmiennych emo- cji i wniosków. Powtórzmy za Kierkegaardowskim romantycznym estetą: jednostka pozostawiona sama sobie zmuszona jest stać się własnym twórcą — może więc potraktować tę okoliczność jako egzystencjalne zadanie, polegające na ciągłym wysiłku konstru- owania lokalnego ładu, subiektywnego porządku jaźni w świecie nieprzyjaznym, pełnym pomieszania i chaosu, pozbawionym ostoi stabilności i gwarancji bezpieczeństwa24. Autokreacja, choć nie- wątpliwie odbierana jako prosta konieczność, ma wówczas szansę stać się rodzajem życiowego wyzwania, grą polegającą na wyku- waniu niszy osłoniętej przed bezpośrednim ciśnieniem odgórnych sił oraz zewnętrznych presji, odpowiedzią „ja” na stan rozmycia otaczającego świata w ryzykownej próbie stworzenia i podtrzyma- nia przyczółka indywidualnej różnicy. Jest to z pewnością praca o charakterze estetycznym25 — nastawiona na kształtowanie siebie 23 Idem: Albo-albo. T. …, s. 58, 68; podkr. — A.M.-Dz. 24 Zob. A. Bielik-Robson: Inna nowoczesność. Pytania o współczesną for- mułę duchowości. Kraków 2000, s. 9 i n. 25 Myśl o estetycznym nacechowaniu egzystencji wybranej i uprawianej przez subiektywność, która ucieleśnia Kierkegaardowski ideał ironii (już nie romantycznej), daje się również odnaleźć wśród rozważań Johannesa Cli- 20 Wstęp w artystyczną całość, dzieło wyjątkowe i niepowtarzalne, tworzące swoje cele, a jednocześnie prawa ad hoc; a zarazem rozciągająca się na całą egzystencję aktywność, która idealnie nie abstrahowałaby od etycznej odpowiedzialności, mając w perspektywie samodosko- nalenie przy zachowaniu względów dla praw i dóbr innych. Tak powstała, estetyczna, bo pozbawiona zewnętrznej celowości, cnota — afirmująca wolność indywidualnej kreacji, ale nieznosząca jej uwarunkowań — jest tym, co w naszym przekonaniu może i po- winno być pojmowane jako formuła duchowości odpowiednia dla czasów rozpaczy i zwątpienia w cel wszelkich przedsięwzięć senso- twórczych, a także — jako pewna „miękka” wersja tradycyjnego dążenia filozoficznej refleksji i praktyki do zapewnienia jednostce i jej wspólnocie warunków do dobrego życia, jakkolwiek chwiejne i rozmyte byłoby jego współczesne wyobrażenie. Znamienne, iż propozycja ta, choć skierowana do człowieka jako nieredukowalnej i twórczej jednostki, zdecydowanie sięgać chce poza partykularną perspektywę, czyniąc grę prywatnych narcyzmów (Rorty) niemoż- liwą podstawą społecznej nadziei: dialektyczne napięcie pomiędzy indywidualną estetyką życia a etosem hoi polloi, ujawnione przez Kierkegaarda, zdaje się dziś motywować do ciekawych przeformu- łowań estetyczności, nakazując jej zrzucić wyświechtaną dekaden- cko-artystowską szatę. W poniższych rozważaniach spróbujemy skonfrontować tę wizję podmiotowej autokreatywności z rozma- itymi sposobami rozumienia estetyzacji życia, jakie pojawiły się do tej pory w historii zachodniej myśli, budząc, na podobieństwo wizerunku bezrefleksyjnego i hedonistycznego estety, poważne zastrzeżenia i kontrowersje, a następnie ocalić nowe, zainauguro- wane przez Nietzschego pojmowanie homo aestheticus na potrzeby ponowoczesnej, „nieufundowanej” moralności, której tak często brak (filozoficznych) argumentów i obrońców. macusa; jest to ciekawy kontrapunkt dla wcześniejszej krytyki estetyczności w Albo-albo: „Subiektywny myśliciel nie jest uczonym, jest artystą. Egzysto- wanie jest sztuką. Subiektywny myśliciel jest na tyle estetą, by jego życie miało treść estetyczną, jest na tyle etykiem, by je uładzić, jest na tyle dialektykiem, by je myślowo opanować”. S. K ierkegaard: Samlede Vœrker. T. 8, s. 266, cyt. za: E. Kaspersk i: Kierkegaard…, s. 544. Wstęp * * * 21 Zasada samokształtującej się estetycznie podmiotowości wy- daje się wynalazkiem typowo modernistycznym, a więc jak na obecne czasy mocno przebrzmiałym. Jest tak nie tylko dlatego, że to do cech strukturalnych dyskursu moderny należało wytwarza- nie biegunowych przeciwieństw, a estetyczność, konotująca sferę zmysłowo-afektywną i artystycznie twórczą, nie bez podtekstów dekadenckich, „anarchistycznych”, jako jeden z toposów oświe- cenia staje naprzeciwko zdyscyplinowanej, samoprzejrzystej ra- cjonalności, by korygować jej jednostronność26. Innym, nie mniej ważnym powodem, który po wybrzmieniu Nietzscheańskich fan- far oznajmiających śmierć Boga staje się oczywisty, jest uznanie „człowieka estetycznego”, wobec braku poważnych alternatyw, za nowoczesny wzór osobowy: egzystencjalne wezwanie, by usta- nawiać siebie na podobieństwo dzieła sztuki, bez odwołania do uniwersalnego, przedustanowionego ładu, w metafizycznej próżni wyzwalającej nie tylko trwogę, ale i (złudne) poczucie swobody i wszechmocy. Dlatego nie sposób pisać o estetyzacji jaźni i mo- ralności, nie odniósłszy się wcześniej do negatywnego tła, jakiego dostarczają mnożące się, plastyczne opisy zagrożeń, związanych w myśleniu ich autorów z uwolnieniem subiektywności z daw- nych, podejrzliwie kontrolujących wszystko systemów normatyw- nych. To, co na stałe przywarło do estetyki egzystencji, to etykie- ta odwrotnej strony rozumu, ślepej irracjonalności, która potrafi wieść jedynie, jak widać to u Kierkegaarda, ku bezrefleksyjnemu ślizganiu się po powierzchni — „narcystycznej osobowości na- szych czasów”, koncentrującej się na uatrakcyjnianiu sobie życia przez rozmaitość bodźców oraz wiecznie niesytej, a zarazem już na wstępie znużonej. Wyniesienie estetycznej zasady jako funda- mentu życia zdaje się w tej optyce niczym więcej jak pochwałą moralnej anarchii, rozswawolenia się ludzkiego ducha w obliczu dostępności narzędzi nieustannej zabawy, a tym samym przyzwo- leniem na słabość i rozproszenie (z którego myśliciele postmo- 26 W. Welsch: Nasza postmodernistyczna moderna. Przeł. R. Kubick i, A. Z eidler-Janiszewska. Warszawa 998, s. 22—23. 22 Wstęp dernistyczni mieliby czynić cnotę, głosząc konieczność rozpadu jaźni). Myślenie to ma z pewnością swoją logikę, która potęguje osadzone w potocznych sądach obawy przed łatwym zachłyś- nięciem się możliwościami pojawiającymi się w pozbawionym kompasu tradycji i religii horyzoncie. Jej przesłankę stanowi wizja jednostki zdezorientowanej, zagubionej wśród pokus świata, ła- twej do manipulowania, chaotycznej, niepewnej siebie, jednym słowem — słabej, a nieznajdującej już dla siebie żadnego oparcia. I temu właśnie przekonaniu, iż stabilnie oprzeć się może jaźń tylko na pochodzących z zewnątrz nośnikach sensu, przeciwstawia się idea autokreatywności przez medium estetyczne (jako zdolne do samodzielnej celowości). W refleksji nad pojęciem estetyki istnienia zbiegają się zatem wielorakie ścieżki, jakimi podążała dotąd myśl odczarowanej no- woczesności — od zachwytu nad liberalizacją przez krytykę nad- użyć „totalitarnego” rozumu po lęk przed popadnięciem w (dep- czącą mu po piętach) estetyczną irracjonalność. Na pierwszym planie jest tu opozycja autonomii i heteronomii, podtrzymywa- na przez łatwo konstruowalne (w odruchu nostalgii za starym, dobrym porządkiem) przeciwstawienie moderny i postmoderny. Sprawa komplikuje się jednak, gdy to rozróżnienie ubrać w szaty filozoficzne — wówczas okazuje się, że roszczenie do autonomii może być (jako pokaz iluzorycznej, ale ufnej w swoją siłę władzy Cogito) moralnie podejrzane, a rzekomo bezwolna ponowoczes- ność zdolna jest generować takie strategie samookreślenia, które zasługują na miano etycznie odpowiedzialnych. Pochwała kreo- wanej środkami estetycznymi subiektywności wykorzystuje ten chwilowy pojęciowy zamęt, by z przygany (braku normatywnych i metafizycznych ram) uczynić zaletę, podstawowy impuls, który trzeba tu nazwać, mimo nieco archaicznego znaczenia, ducho- wym — choć nie w sensie braku cielesnego wymiaru. Estetyzacja jest z pewnością dla współczesnych czasów rodzajem życiowego przymusu — można na nią jednak spojrzeć inaczej, jako na typ samodoskonalenia, który obecny był zawsze (choć wcześniej za- zwyczaj, jak pokazuje przykład Kierkegaarda, „w pakiecie” z ko- deksem). Jeśli więc teraz przyszło jej funkcjonować samodzielnie, Wstęp 23 nie musi to natychmiast oznaczać zmierzchu czy upadku tego, co moralne. Estetyka, poczucie piękna jako podstawa indywiduacji i pracy nad kształtem swojej jaźni, może być nie tylko przyjem- ną, sprzyjającą lekkoduchostwu opcją, ale i trudnym wyzwaniem — zwłaszcza gdy, wbrew mirażowi wszechwładzy, połączona jest z akceptacją koniecznych ograniczeń (jak w Nietzscheańskim amor fati). Z pewnością jest natomiast jednym ze sposobów, w jakie odradza się z popiołów — po „postmodernym”, trawiącym reszt- ki esencjalnego myślenia, pożarze — sama filozoficzna podmio- towość27. Dla „ja” filozofa, pozbawionego komfortu sięgania po anonimowy uniwersalizm, estetyzacja staje się drogą do kultywo- wania siebie, które ma wymiar indywidualny i uogólniony zara- zem: oznacza pewną sztukę życia, oferującą innym, choć w spo- sób daleki od natrętności, jako że zapośredniczony przez pismo, wzorzec autokreacji. Przełożenie osobistej estetyki istnienia na filo-zofię jako namysł mądrościowy jest tu tyleż ostrożne, co nie- uchronne. Niewiele więcej bowiem spokorniałym, ale oddychają- cym teraz nowym, zdrowszym powietrzem myślicielom pozosta- ło. Świadomość narzędzi, które niosą ze sobą własne przesłanie (patrz Nietzscheańska czy Wilde’owska ironia), oraz nadzieja i wo- la, by z wysiłku wykuwania filozoficznej tożsamości, z przypo- minających ćwiczenia duchowe prób autodeskrypcji skorzystać mógł ktoś trzeci. I to w sposób, który oznaczałby przyuczenie do rozwijanego na własną rękę kunsztu, nie zaś ślepe, nieudol- ne imitowanie — tak podsumować można motywacje projektów filozoficznych, którym w dzisiejszych czasach przyświeca wciąż antyczny ideał troski o siebie i o innych. Nieuchronnym punktem wyjścia dla rozpatrzenia problemu estetycznej kreacji jest jednak refleksja metodologiczna, wycho- dząca od opisu wielości dyskursów zajmujących się estetyzacją. Z mozaiki zainteresowanych nią koncepcji zdaje się nie wyła- niać żaden spójny obraz, który pozwoliłby udzielić odpowiedzi na pytanie o treść oraz zakres terminów użytych do ujęcia po- 27 Zob. J. Russ: Współczesna myśl etyczna. Przeł. A. Kur yś. Warszawa 2006, s. 30 i n. 24 Wstęp szczególnych zagadnień. Nasuwa się więc potrzeba uwyraźnienia tego, czym jest estetyczność zakodowana w słowie estetyzacja, a także tego, jaki charakter ma dzieło sztuki, na którym pragnie być modelowana. Czy estetyzujące metafory, kluczowe dla zrozu- mienia tak wielu humanistycznych opowieści, stanowią własność autonarracji moderny, jeśli patrzeć na nie pod kątem historycz- nie zaobserwowanych sposobów porządkowania egzystencji? Jaka jest, jeśli istnieje, ogólna zasada stymulująca różne sposoby estetycznego przeżywania? Co stanowi przyczynę zmiany kul- turowego paradygmatu, wskutek której dawne strategie dobrego życia wspólnoty zastąpione zostały przez jednostkowe projekty samorealizacji, podlegające już tylko wartościowaniu właściwemu estetyce? By odnieść się do tak sformułowanych pytań, potrzebne jest spojrzenie wieloaspektowe, uwzględniające krzyżowanie się — w obszarze estetycznego życia — pól badawczych różnych dy- scyplin. W pierwszej próbie przybliżenia skupiać się więc będziemy na analizie związków pomiędzy etyką a estetyką, tak z perspekty- wy pierwszego, jak i drugiego dyskursu. „Estetyka poza estetyką” jest wyrażeniem ukutym przez Wolfganga Welscha dla opisania szeroko zakrojonych poszukiwań, jakie znamionują sytuację dziedziny wyzwolonej od krępującego ją obowiązku patrono- wania formalistycznie zdefiniowanej sztuce. Otwarcie na „sąsia- dujące” typy refleksji wynika także z zatarcia oświeceniowych linii podziału, niesprzyjających dotąd wiązaniu sfery życiowego doświadczenia i estetycznych jakości. Zadawniona obcość i brak kontaktów etyki oraz estetyki przezwyciężona zostaje w nowych możliwościach badawczych, które rozciągają obszar ich zaintere- sowania na wspólne pole opisu moralnej tożsamości. Tym samym eksploracji podlegać zaczynają fenomeny „pograniczne” — jak zespolenie oceny etycznej z estetyczną czy przypadki trudnych do jednoznacznego zaklasyfikowania wzorców. Odkrywana w rezul- tacie absolutyzacja estetyczności kosztem kryteriów moralnych wydaje się mieć związek z atmosferą późnego modernizmu, cza- sów bezprecedensowej popularności tendencji estetyzacyjnych, rozumianych jako kontrreakcja na uniwersalistyczny model etyki, Wstęp 25 Nietzscheański wybór estetycznego usprawiedliwienia świata. W dalszych dociekaniach podążamy więc tym tropem, rozpatru- jąc rozmaite manifestacje zjawiska, któremu nigdy nie brakowało komentatorów. Większość z nich ujmuje estetyzację, dokonując dwojakiego rozróżnienia: pomiędzy procesami zachodzącymi na powierzchni oraz w głębi, a także tymi, które prowadzą do uni- formizacji lub do twórczego zróżnicowania. Ujęcia badawcze kon- trastują ponadto przyjętym przez siebie zakresem, od prób tra- dycyjnie skoncentrowanych na filozofii sztuki wysokiej (Moraw- ski) po koncepcje korzystające z rozszerzenia formuły estetyki w kierunku aisthesis i techne (Welsch). Rozważania na ich bazie prowadzą do wniosku, iż problem moralnego samodoskonalenia opartego na nieufundowanej, estetycznie motywowanej etyce wy- kracza poza nakreślone dychotomie, choć niewątpliwie dla swojej teoretyzacji wymaga stworzonego przez nie słownika. Zwłaszcza, iż obecne w literaturze wizje estetyki egzystencji zmierzają do realizacji różnych, historycznie określonych zespołów wartości (często w analogii do dzieł sztuki — klasycznych, romantycznych, awangardowych czy postmodernistycznych). Specyfika tematu wymaga jednakże wyjścia poza obszar dys- kursu sztuki i spojrzenia szerszego, właściwego dla całej filozofii praktycznej. W kolejnym rozdziale usiłujemy więc połączyć my- ślenie kategoriami estetycznymi z refleksją tradycyjnie stawiającą sobie zadanie wypracowania modelu dobrego i pięknego życia. Wychodząc od prostego faktu wspólnoty obrazowania, we współ- czesnej decyzji wznowienia namysłu nad egzystencjalnym dąże- niem do zapewnienia sobie duchowego (integralnego) sensu upa- trujemy głębszą potrzebę powrotu do filozoficznie umocowanej praktyki, wszakże bez jednoczesnego przywrócenia jej dawnych ram teleologicznych — czemu służyć ma estetyczna perspektywa. W tym świetle warte zachodu wydaje się podjęcie wątku etymo- logicznych znaczeń terminów sztuki, kreacji i estetyczności — nieróżnicującego sensu techne jako rzemieślniczej umiejętności, wymagającej znawstwa na równi z wyczuciem w doborze środków do celu; ogólnego opisu procesu wytwarzania, poiesis, w Arysto- telesowskim zestawieniu z działaniem, praxis; czy wreszcie kon- 26 Wstęp stytutywnego dla sztuki pojęcia recepcji zmysłowej, aisthesis, z jej cennym ukierunkowaniem na szczegół. Wszystkie te przybliże- nia wspomagać mają próbę ustanowienia nowego, choć w wielu momentach inspirowanego antykiem, języka dyskursu mądrościo- wego, którego celem jest przedstawienie atrakcyjnej dla rzeczywi- stości „wielkiego (metafizycznego) postu” propozycji doskonalącej pracy nad sobą, bardziej niż kiedykolwiek apelującej do estetycznej wrażliwości (poprzez idee smaku, stylu, wyobraźni, kunsztu). Owo przemieszczenie, parafraza, jak pisze Agata Bielik-Robson28, sensu samodoskonalenia nie stanowi sygnału jego bliskiej destrukcji, lecz jest aktem konstruktywnej krytyki dawnej wizji połączonej z pragnieniem odnalezienia nowych źródeł dla moralnego perfek- cjonizmu. To ostatnie wspiera pojawienie się w filozofii myślowego nurtu, który podejmuje jako naczelny wątek moralnego rozwoju „ja” jako dążącego do dobra i samospełnienia jednostki. Nurt ten, etyka cnót, pozwala naszym zdaniem na połączenie „estetycznej” koncepcji podmiotu, podkreślającej jego samorzutną kreatywność w wysiłku snucia jednoczącej autonarracji, oraz podejścia sytua- cyjnego, które uwypukla bogactwo konkretu. Przed nowoczesną tożsamością otwiera się tym samym możliwość powrotu — tylko jednak w sensie indywidualnego, niekończącego się ćwiczenia w osiąganiu wewnętrznej koherencji i samowiedzy. Ćwiczenia, które, jak pokazują dywagacje Charlesa Taylora, utrzymywać chce bliską styczność z artystycznymi praktykami nadawania sensu, ukształtowanymi w oświeceniu i romantyzmie. O ile dla człowieka pojętego jako „zwierzę opowiadające opo- wieści” czy „dokonujące autointerpretacji” podstawową czyn- nością egzystencjalną jest konstrukcja podmiotowości na planie wyrażania siebie, o tyle łatwym do przewidzenia skutkiem ta- kiego ujęcia jest szczególna uwaga, jaką kieruje się na problem językowych narzędzi. Dla filozofii uprawianej, w greckim sformu- łowaniu, jako sztuka życia, czymś nie do zbagatelizowania (tym bardziej w świetle wzmożonej skłonności do autorefleksji) jest kwestia medium, sposobu wypowiedzi. Kreacja autorskiego „ja” 28 A. Bielik-Robson: Inna nowoczesność…, s. 266—267. Wstęp 27 środkami estetyczno-literackimi staje się istotnym składnikiem filozoficznego przekazu, tak jak pragnie on ukonstytuować się wokół pewnego dystynktywnego exemplum. Stąd dla uchwycenia specyfiki kształtowania się dzieła i osobowości filozofa (te dwa elementy retorycznie stanowią jedno) warto sięgnąć po pomoc li- teraturoznawstwa. Śledzenie uwikłania filozofii w to, co literackie, za Marthą Nussbaum, wiele wnosi do pojęcia estetyczno-moral- nego oddziaływania, jakie przysługuje poszczególnym typom tekstu. Pozwala też na odwrócenie perspektywy: praktyka este- tycznej egzystencji za pośrednictwem pisma może też opisywać tradycyjnie literackie przedsięwzięcia. Dla tematyki filozoficznej autokreacji ciekawe jest zderzenie z twórczością spod znaku dzie- więtnastowiecznego estetyzmu, stanowiącego skomplikowany splot artystycznych i egzystencjalnych znaczeń. Jego ideologia odwołuje się właśnie do zbliżenia sztuki i życia przy zachowa- niu pełnej autonomii piękna, a realizacja tego programu jest przykładem przeniesienia konkretnej estetyki twórczej na obszar egzystencji. W rozdziale przedstawiamy natomiast te wątki, które łączą się z kwestią filozoficznego autoperfekcjonizmu. Jest to przede wszystkim Baudelaire’owska problematyzacja postaci dan- dysa, naświetlająca nie tylko praktykowane strategie artystycznej dystynkcji, ale też pęd do samodoskonalenia, charakteryzowany w kategoriach zakonnej ascezy; dalej znana koncepcja teraźniej- szego, nowoczesnego piękna, które rzutuje na sposób estetycznej samorealizacji jednostki, oraz podniesienie przez Baudelaire’a sztuki do rangi podstawowego wzorca ludzkich działań poprzez celebrację sztuczności. Ten ostatni element jest kluczowy dla wy- dobycia istoty modernistycznego kreowania siebie jako przewrot- nego poszukiwania własnej prawdy w mnogości przebrań i masek, unikania prostych odpowiedzi, ironicznej rezygnacji ze spójnego i zamkniętego dzieła/jaźni. W równej mierze odnosi się to do dru- giego z bohaterów tej części pracy — Oscara Wilde’a, powtarza- jącego gest francuskiego poety nie tylko w przecięciu mimetycz- nej więzi między sztuką a naturą i przemieszczeniu „oryginału” (apologia kłamstwa), ale też w uznaniu ironicznego, estetycznego kreacjonizmu za podstawowy sposób odniesienia „ja” do świata. 28 Wstęp Twórczość Wilde’a pozwala również wyeksponować wiele z fun- damentalnych trudności, jakich nastręcza praktykowanie estetyki istnienia, tak na planie ideologii, jak i tekstowej realizacji. Stawia pytania o relację pomiędzy samodoskonaleniem a hedonizmem, aspektem duchowym i aspektem zmysłowym, elitarnością i po- trzebą demokratyzacji, retoryczną fasadą a interpretacją moralne- go przesłania. Jako że cała część wstępna pracy służyć ma naszkicowaniu pod- budowy dla tematu estetycznego kształtowania jaźni w postaci związków i interakcji między szeregiem dyskursów, kolejne rozwa- żania służą już tylko egzemplifikacji. Zilustrowanie zarysowanych problemów odbywa się dwuetapowo: pierwszy krok stanowi ana- liza filozoficznej podmiotowości tak, jak tworzy się ona w warun- kach estetyzującego modernizmu (filozofia Fryderyka Nietzsche- go); w drugiej kolejności próbujemy ustalić, co z owym bogatym, lecz niejednoznacznym dziedzictwem czyni myśl ponowoczesna, odsunięta od poprzedników nie tylko w czasie, ale i przestrzeni (neopragmatyzm Richarda Shustermana). Przykład pierwszy sku- pia jak w soczewce większość kwestii ujętych we wprowadzeniu — od estetyczności jako cechy odmetafizycznionego uniwersum, przez sposób artykulacji własnego doświadczenia w kategoriach bliskich sztuce, po relację do filozoficznej tradycji i metodologię pisarstwa, które świadomie posługuje się w tworzeniu wizerunku myśliciela literackimi chwytami. Przykład drugi pokazuje próby współczesnej kontynuacji wszystkich tych wątków: estetyzmu, retoryki autokreacji, sztuki życia, przy jednoczesnym uwzględnie- niu nowych — bardziej demokratycznych, liberalnych, wielokul- turowych, przenicowanych estetyczną świadomością — realiów. Moralny perfekcjonizm jawi się tu jako zjawisko czerpiące z ca- łego bogactwa estetyzmów kontynentalnych na równi z tradycją rdzennie amerykańskiego myślenia, wywodzącego się z roman- tycznej rewolucji. W konkluzji zaś stawiamy pytanie o możliwość praktykowania owej synkretycznej sztuki życia w jej konkretnych, nastawionych na reformę filozofii i rzeczywistości wskazaniach. Głównym celem pracy — z pewnością nienowatorskiej, jeśli chodzi o wybór tematu — jest przedstawienie odbiorcy, jak wielo- Wstęp 29 torowo prowadzona była dotąd refleksja nad estetycznym wyku- waniem swojej tożsamości, jak żywo w historii myśli toczył się dialog na temat relacji życia, piękna i sztuki — pomiędzy filozofa- mi starożytności a myślicielami dziewiętnastowiecznego „zwrotu językowego”, pomiędzy cyganerią fin de siècle’u i jej prekursorami a filozoficznymi patronami ponowoczesności, pomiędzy całą tą misternie zaplecioną polifonią głosów Europy a brzmiącymi cza- sem jak ich echo, a czasami zupełnie odmiennie głosami amery- kańskich pragmatystów (także tych proto- i neo-), gdzie dyskusja zdaje się nieuchronnie zmierzać w stronę odniesienia estetyki do demokracji. Jej wynik jest zaś tym, co dostarczyć może odpowie- dzi na najbardziej nurtujące pytanie pracy: czy estetyczna auto- kreacja zdolna jest unieść ciężar pokładanej w niej indywidualnej i społecznej nadziei? Rozmowa ta i debata, mimo naszkicowa- nych konkluzji, ze zmiennymi losami toczy się dalej, nieskończona i nierozstrzygalna; a wsłuchiwanie się w nią i rozsupływanie jej wątków zdaje się samo w sobie rodzajem ćwiczenia duchowego, które skłania do (estetycznej) autointerpretacji. * * * W ćwiczeniu tym jako autorka książki otrzymałam znaczą- cą pomoc od wielu osób, zbyt licznych, by można je było tutaj wymienić. Przede wszystkim słowa wdzięczności chciałabym zatem skierować do Najbliższych, zwłaszcza do Krzysztofa, Ewy, Eugenii, Stanisława, Elżbiety i Henryka, których ofiarna pomoc pozwoliła mi uzyskać czas niezbędny do napisania pracy. Jednak jej przebieg i zwieńczenie byłyby nie do pomyślenia bez wsparcia życzliwych i kompetentnych osób w środowisku uniwersyteckim: w szczególności Pana Profesora Tadeusza Sławka, któremu pragnę podziękować za długoletnią opiekę i inspirację oraz bezgraniczną cierpliwość w oczekiwaniu na postępy rozprawy; Pani Profesor Krystyny Wilkoszewskiej, której zainteresowania i projekty na- ukowe, a także animacja polskich badań z zakresu estetyki skiero- wały moją uwagę na temat związków pomiędzy sztuką a życiem; Pani Profesor Ewy Borkowskiej, która patronowała moim wczes- nym próbom eksploracji wątków estetycznych jeszcze na studiach 30 Wstęp magisterskich i troskliwie czuwała nad przebiegiem przewodu doktorskiego; szanownych Recenzentów rozprawy i książki, któ- rych uwagi i poprawki były cenną wskazówką w jej ostatecznej redakcji, oraz wielu osób z otoczenia zawodowego i prywatnego, bez których uprawiana na kolejnych kartach retoryka autokreacji i sztuka życia musiałaby wyglądać zupełnie inaczej. Indeks osobowy A Adamski Jerzy 00 Adorno Theodor Wiesengrund 08, 343 Alcybiades 239—24 Aldington Richard 4, 35 Alexander Frederic Matthias 34 Altieri Charles 42 Anderson David R. 287, 299, 343 Annas Julia 73, 74 Antystenes 34 Arystofanes 8, 24 Arystoteles 25, 46, 52, 58, 63—67, 73—75, 79, 92, 5, 30, 59, 234, 24, 253, 288, 306, 343 Augustyn św. 76 Austin Jane 6 Austin John Langshaw 292 B Banasiak Bogdan 66, 22, 28, 345 Baran Bogdan 63, 4, 42, 46, 50, 5, 6, 64, 7, 20, 206, 343, 345, 347, 348 Barthes Roland 89, 330, 346 Baudelaire Charles 27, 33, 34, 00— 4, 23, 322—325, 343, 344 Baudrillard Jean 34 Bauman Zygmunt 50, 59, 343 Baumgarten Alexander Gottlieb 36 Beerbohm Max  Benjamin Walter 34, 39, 343, 349 Berent Wacław 4, 348 Berleant Arnold 40, 343 Berman Marshall 08 Bernstein Richard 275 Bielik-Robson Agata 9, 26, 55, 57, 6, 64, 70, 7, 80, 82, 83, 259, 275, 30, 344 Bieszczad Lilianna 37, 345, 35 Bishop Paul 344 Biskupski Krzysztof 36, 35 Blanchot Maurice 200 Bloom Harold 280 Bolecki Włodzimierz 37, 347 Borkowska Ewa 29 Borradori Giovanna 277, 344 Boydston Jo Ann 283, 29, 344 Boy-Żeleński Tadeusz 97, 344 Bretall Robert 2, 343 Brodsky (Brodski) Josif 36, 38, 40, 4 Brzechczyn Krzysztof 277, 344 Buczyńska-Garewicz Hanna 275, 344 Budziak Anna 344 Burchell Graham 345 354 Indeks osobowy Bürger Peter 37, 54, 55, 345, 346 Burt Ellen S. 3, 344 Burzyńska Anna 78 Drong Leszek 264, 344 Drzewiecki Konrad 4, 42, 347, 348 Dziamski Grzegorz 343, 345 C Cavell Stanley 273, 28—284, 286, 287, 289—30, 343, 344, 349 Chai Leon 36, 344 Chmielewski Adam 8, 39, 302, 346, 350 Chwedeńczuk Bogdan 274, 349 Cieplińska Halina 7, 295, 35 Cohen Ted 43, 44 Colapietro Vincent 273, 283, 298, 299, 344 Colli Giorgio 42, 348 Conway Daniel W. 350 Crary Alice 299 Creuzer Friedrich 54 Cumft-Pieńkowska Maria 42, 348 Czerniawska Ewa 90 D Danto Arthur C. 7, 72, 200, 268, 344 344 Derrida Jacques 95, 96, 84, 344, 35 Dewey John 272, 273, 275, 276, 279— 287, 289, 29—293, 296, 298— 302, 30, 335, 337, 338, 339, 34, 344, 349, 35 Dickens Charles 93 Diels Hermann 50, 52, 344 Diogenes Laertios 20, 238, 35, 36, Diogenes z Synopy 237, 35, 36 Dmochowska Jadwiga 348 Domański Juliusz 20 Domański Piotr 68, 70, 20, 222, 32, 34, 346 Drake Alfred J. 28, 348 Drew John M.J. 8, 23, 35 E Eagleton Terry 4, 24, 35 Eaton, Marcia Muelder 36, 40—43, 345 Ellison David 3, 345 Emerson Ralph Waldo 34, 236, 273, 279—293, 298, 299, 30, 343— 345, 349 Epikur 223 F Featherstone Mike 33 Feldmanowa Maria 4 Filipczuk Michał 285, 345 Fink Eugen 57 Fisch Max H. 273 Fish Stanley 277, 278 Foucault Michel 42, 52, 55, 66, 70, 72, 96, 2, 27—220, 240, 248, 32—325, 328—33, 34, 345— 347, 349, 350, 355, 356 Frascina Francis 343 Frąckiewicz Dorota 345 Freud Sigmunt 98, 253, 332 Frycz Stefan 42, 348 G Gadamer Hans-Georg 63—65, 5— 53, 55, 234, 345 Gałecki Jerzy 44, 346 Garff Joakim 8 Gautier Théophile 8 Geertz Clifford 32—33 Giddens Anthony 76, 345 Gillespie Michael Allen 56, 94, 345, 347 Indeks osobowy 355 Gniazdowski Andrzej 262, 346 Goethe Johann Wolfgang von 7 Gołaszewska Maria 32 Goodman Nelson 76 Grabowski Janusz 2, 346 Grabska Elżbieta , 347 Grajewski Wincenty 97, 346 Gromska Daniela 46 Gros Frédéric 345 Gruszczyński Marcin 60, 350 Guczalska Katarzyna 33, 6, 35 Gutman Huck 350 Guyer Paul 44, 345 Guze Joanna 03, 343 H Habermas Jürgen 58, 60, 73, 78, 79, 80, 84, 345 Hadot Pierre 67—72, 07, 29, 20, 22, 26, 27, 22, 222, 224, 227, 235, 236, 239, 24, 242, 3—34, 346 Hall David L. 330, 346 Harris Jonathan 343 Hassan Ihab 62 Hegel Georg Wilhelm Friedrich 9, 2, 346 Heidegger Martin 79, 84, 57, 84, 262, 265, 267, 268, 328, 346, 349, 35 Heraklit 28, 44—7, 268, 369, 339 Herbert Zbigniew 46 Herder Johann Gottfried 87 Homer 234 Horacy 232 Hutton Patrick H. 350 Huysmans Joris-Karl 04, 06, , 2, 25, 328, 346 J James Henry 93 James William 27—273, 275, 276, 302, 309, 344 Jamr
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Geographia. Studia et Dissertationes. T. 30
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: