Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00218 003107 21327434 na godz. na dobę w sumie
Glony też muszą czasem pić - ebook/pdf
Glony też muszą czasem pić - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 283
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-9385-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
Marysia i Kasia, stoją u progu dorosłego życia i kariery. Choć są one bliskimi przyjaciółkami ich losy, pierwotnie bardzo związane, szybko zaczynają się diametralnie różnić.

Marysia już na wstępie popełnia błąd, wychodząc za mąż z wielkiej, ale nieodwzajemnionej miłości. Kasia uczyni podobnie, z tą różnicą, że jej miłość początkowo jest odwzajemniona, lecz wygasa w chwili urodzenia dziecka z zespołem Downa. Mąż, niczym największy tchórz, bierze nogi za pas i szuka schronienia u matki.

Obie kobiety podejmują walkę o swoje małżeństwa. Marysia rzuca na szalę wszystkie siły i w desperacji  chwyta się każdej możliwości, żeby tylko ocalić swój związek. Ostatecznie dziewczyna stoczy wojnę, ale na sali sądowej o resztkę własnej godności. Z kolei Kasia przyjmuje wobec męża postawę pasywną, która zasadniczo kłóci się z jej wrodzoną charyzmą. Jednak z czasem ta cicha, wewnętrzna powściągliwość zacznie przynosić pożądaną korzyść.

Książka podzielona jest na trzy części. W każdej z nich odnaleźć można niewidzialną nić między przyjaciółkami, dzięki której mimo życiowych trudności, bohaterki potrafią odnaleźć właściwą drogę…

 

Można by rzec: temat stary jak świat. Miłość, małżeństwo, przyjaźń, jednym słowem wszystkie kolory życia. Co wyróżnia tę powieść. Przede wszystkim język. Barwny, nietuzinkowy i konkretny. Bohaterki nie są mdłe, mają wigor i energię, a Czytelnik wchodząc w dylematy dziewczyn  czuje autentyczność zdarzeń i przeżyć.

Monika Skrzypek
absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im Jana Pawła II w Lublinie. Urodzona w porze głębokiej zimy. Właścicielka gorącego serca, w którym zagościła miłość do ludzi i przyrody. Natura samotnego wilka ciągnie ją do lasu, a tymczasem pędzi stadne życie na trzecim piętrze szarego bloku na osiedlu w Pabianicach. Pisanie sprawia jej radość równie mocną jak nauka kolejnego kata czy zrozumienie trybu łączącego w języku hiszpańskim.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Monika Skrzypek Glony też muszą czasem pić © Copyright by Monika Skrzypek e-bookowo Projekt okładki: Monika Kanios-Stańczyk Korekta: Patrycja Żurek ISBN 978-83-7859-385-0 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2014 Część I „Daj mu szansę”. Marysia przypomniała sobie sło- wa przyjaciółki. Siedziały wtedy na ławce w parku, przy uniwerku na piętnastostopniowym mrozie i paliły pa- pierosy. Szkoda tylko, że zamiast mózgu nie odmro- ziłam sobie tyłka – uśmiechnęła się nieznacznie do wspomnień. Prawda, z odmrożonym tyłkiem miała- by ograniczone możliwości co do miejsca uprawiania seksu – Szpicbergen w takich okolicznościach odpa- da. Jednak skutki ówczesnego zlodowacenia komórek mózgowych, gdy postanowiła dać Adamowi szansę od- czuwa do dzisiaj. Absolutnie nie żywi do przyjaciółki pretensji – Kaśka chciała dobrze, a dodatkowo znaki na niebie (chmurka w kształcie serca) i ziemi (dwa gile otulone skrzydłem partnera), w ten styczniowy mroź- ny dzień przemawiały na jego korzyść. Dwa miesiące później Adam oświadczył się, ochoczo wsunęła na palec złoty pierścionek z małym oczkiem. To nic, że wybra- nek serca przeważnie milczał i wymownie kiwał głową, gdy Marysia podrzucała tematy do rozmowy. Przecież 4 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić umiejętność słuchania to wyjątkowa cecha charakteru, a skoro dziewczyna z natury zawsze miała coś do po- wiedzenia, więc los wyszedł naprzeciw oczekiwaniom i obdarzył ją wiernym słuchaczem. Dodatkowym atu- tem przyszłego męża stała się słynna kaczka w maśla- kach, którą Adam, absolwent technikum gastronomicz- nego, zaserwował pewnej niedzieli przyszłym teściom. Z biegiem lat rodzina Marysi, w tym także ona sama żyła tylko wspomnieniem wykwintnej potrawy. Po ślubie młodzi zamieszkali w wielorodzinnym domu, w dzielnicy tętniącej zielenią, z dala od ruchli- wych ulic. Dom stanowił swego rodzaju inwestycję fi- nansową państwa Wierzbickich – rodziców Adama, al- bowiem murowana krwawica od momentu postawienia przeznaczona była na wynajem dla studentów. Świeżo upieczonym małżonkom przydzielone gniazdko na pierwszym piętrze w zupełności wystarczało, a nocne wrzaski, tupot dzikich stóp i inne hałasy regularnie do- biegające z wyższych pięter, to taki mały bonus na nową drogę życia. Marysia posiadała szczątkowe informacje na temat rodziny męża. Wścibstwo nie było jej mocną stroną, a i Adam wymownym milczeniem nie ułatwiał sprawy. Ostrożne rozmowy z teściową, przybliżyły nie- co historię Wierzbickich. Pod koniec lat sześćdziesią- tych Lublin zalała fala ludności, która to zwabiona so- cjalistyczną wizją lepszego życia rzuciła się na grunty niczym szarańcza na plony. Wśród zainteresowanych mianem mieszczucha, no i oczywiście działką budow- 5 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić laną byli rodzice Adama. Ojciec – Ryszard dostał pracę w fabryce samochodów (a po godzinach handlował czę- ściami do wiertarek), matka zaś, Kazimiera, zaczepiła się w przedsiębiorstwie produkującym koszule męskie. Jako że oboje hołdowali powiedzeniu: „praca wzboga- ca”, a z mlekiem matki wyssali bakcyl uporu i skąpstwa, nie bez kozery z czasem postawili dwa domy wieloro- dzinne. Gdyby Marysia mogła jednym słowem określić ro- dzinę, której stała się częścią powiedziałaby: pragma- tyczna. Teściowa, chociaż od lat na emeryturze, przy- pominała klasycznego woła roboczego, zdawać by się mogło zadowolonego z egzystencji. Kobieta żyła sie- wem, wzrostem i plonem przydomowego ogródka. Od wiosennych przekopów zaprawionych gnojówką do jesiennych ziemniaczanych kikutów. Gdyby Kazia miała pewność, że z niej samej wyrośnie coś w rodza- ju kalafiora, bez wahania zakopałaby się po szyję. Zaś Ryszard dzięki kultowi oszczędności i kontrolowaniu wydatków wmówiłby żonie, że jest rośliną dwuletnią, dzięki czemu uniknąłby wzmożonego nawożenia, a co za tym idzie dodatkowych nakładów finansowych. Tak, Wierzbiccy byli bardzo gospodarni i życiową zaradność chcieli zaszczepić w synowej. Marysia owszem, czasem pomagała w działkowych zabiegach pielęgnacyjnych, bo sama też korzystała z dobrodziejstw ogródka. Jed- nak pewnego dnia została przez teściową przyłapana na kupnie bakłażana i (o zgrozo!) posądzona nie tyl- ko o kompletną ignorancję ekonomiczną, ale przede 6 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić wszystkim o brak szacunku dla jej (Kazimiery) pracy. Od tamtej pory dziewczyna przestała być wyrywna do pomocy, a mówiąc przydomowym marchewkom i bu- raczkom stanowcze nie, zaczęła swobodnie korzystać z oferty osiedlowego sklepu. Ostatecznie Kazia prze- łknęła grudę zniewagi. Z roku na rok w ogrodzie w za- stępstwie ziemniaków oraz kapusty zaczęło pojawiać się więcej kwiatów i trawy. Z pewnością kobieta doszła do słusznego wniosku, że te parę groszy za warzywa nie doprowadzi rodziny do bankructwa, oraz że z wiekiem ubywa sił na kopanie i uprawę zagonu. Wierzbiccy w dorobku posiadali drugiego syna. Pa- weł – szwagier Marysi, wieczny student, niechętny do nauki, gdyż alkohol i dziewczyny miały większą siłę przebicia, oddawał się przyjemnościom, czerpiąc wie- dzę z praktycznego podejścia do egzystencji. Takie nudne i wyczerpujące zajęcia, jak choćby przerzuca- nie gnojówki pod wiosenne zasiewy matki nie zaprzą- tały głowy przyszłego inteligenta. Chodził regularnie „w miasto” uczyć się życia. Ojciec próbował przemówić mu do rozumu, powtarzając, by wreszcie zmądrzał i za- jął się uczciwą pracą, ale po Pawełku wszystko spływało jak po kaczce. Gdy zawiodły metody wychowawcze Ry- szard dał sobie spokój ze sprawami syna i przelał za- interesowanie na części do wiertarek i inne żelastwa, które sprzedawał co niedziela na giełdzie. Zdarzały się, owszem, sytuacje gdzie można było zobaczyć syna jak pomaga ojcu, ale pod tym płaszczem rodzinnej miłości Pawełek hodował interesownego brata bliźniaka. A jak 7 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić nie wiadomo o co chodzi, to oczywiście chodzi o pie- niądze. Przecież alkohol, panienki i paliwo do beemki kosztowało. *** Marysia, wychodząc za Adama, stała się nie tylko szczęśliwą panią Wierzbicką, ale także mniej szczęśliwą bezrobotną absolwentką politologii. Kierunek nie da- wał zbyt wielkich możliwości na rynku pracy, a dodat- kowo brak odpowiednich znajomości odbierał nadzieję na lepsze jutro. Dla dziewczyny pochodzącej z głębo- kiej podkarpackiej prowincji, do której po ukończeniu studiów wracać nie zamierzała, wojewódzkie miasto Lublin mimo nikłych perspektyw co do zatrudnienia, przynajmniej pozostawiało jakieś złudzenia.któregoś dnia, Marysia dostała szansę w biurze rachunkowym „Kropka”. Właścicielka – pięćdziesięciopięcioletnia Wiesława Breintschneider, ciotka Adama, osoba wy- różniająca się pośród innych mnóstwem „twarzowych” brodawek, przypominających niewyrośnięte pączki – łaskawie postanowiła pomóc siostrzeńcowi. Przygar- niając pod skrzydła jego młodą żonę liczyła w gruncie rzeczy na tanią siłę roboczą. Marysi jednak nie bardzo podobał się ten pomysł. Zapamiętała kobietę ze ślubu, bowiem ta jako jedyna nie złożyła dziewczynie życzeń. Pannie młodej takie zachowanie wydało się dość dziw- ne, a dodatkowo stan zdziwienia pogłębił fakt, że ciocia Wiesia podarowała prezent ślubny (zegarek od znanego 8 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić producenta) tylko siostrzeńcowi, ją świadomie pomija- jąc. Adam oczywiście usprawiedliwiał kuzynkę matki mówiąc, iż „ekscentryczny” postępek to pewnie wina „efektu staropanieństwa”, niedopieszczenia, zepsutej spłuczki czy wręcz rzucenia palenia. Przekonywał żonę o możliwościach i czekającym rozwoju, gdy trochę po- pracuje u „kropeczki”. Tak, młoda Wierzbicka oczami wyobraźni widziała, jak z dnia na dzień rozwija w so- bie chęć dokonania mordu na cioteczce – czuła, że ta ostatnia za nią nie przepada i zrobi wszystko, by utrud- nić Marysi życie. Proroctwo nienawiści z dołączonym udręczeniem spełniło się. Dziewczyna po miesiącu pra- cy wracała do domu z pianą na ustach i przyklejony- mi epitetami: wredna małpa, stara raszpla, wiedźma wcielona, grzyb. Wyglądało na to, że chlebodawczy- ni pomyliła księgowość z innymi obowiązkami, jakie przydzieliła nowej pracownicy. Do zadań Marii przede wszystkim należało wyprowadzanie na spacer bulterie- ra, stanowiącego nieodłączny element biura. Pusia, bo tak się wabiła suczka szefowej był to ohydny, hałaśliwy potwór o postawie roszczeniowej (zupełnie, jak pani), którego jedynym celem było pałaszowanie karkówki – (dwadzieścia pięć złotych za kilogram) i wychodzenie na spacer cztery razy w ciągu przedpołudnia. Wszystkie operacje księgowe Marysia wykonywała w tak zwanym międzyczasie. Dziewczyna dzielnie znosiła rolę psiej opiekunki, ale po dwóch miesiącach pracy w końcu nie wytrzymała, gdy doszły do niej wieści, że ukochana Pu- sia wkrótce będzie miała młode. Przelała się czara go- 9 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić ryczy. Wierzbicka wykrzyczała „kropeczce” w twarz, że nie zamierza realizować się jako psia mamka, po czym zabrała kubek oraz kwitnącego na czerwono kaktusa – ozdobę biurka i wyszła. Nazajutrz rodzinę Adama obie- gła wieść, że wziął za żonę niewdzięcznicę, lenia i kom- pletnego nieroba. Marysia, niezrażona pierwszą porażką w kwestii kariery zawodowej, wzięła sprawę w swoje ręce. CV rozesłała do potencjalnych pracodawców, a sama po- stanowiła zwiększyć szanse na pracę, zapisując się na podyplomowe studia pedagogiczne. Dla niej samej wi- zja niesienia kaganka oświaty była równie odrealniona, jak zdobycie uprawnienia na wózek widłowy, ale jednak możliwa. Historię zawsze lubiła, więc dlaczego miała nie spróbować nauczać? Kaśka Siemiątkowska lub po prostu Siemka, przyjaciółka ze studiów, po otrzymaniu dyplomu wróciła na stare śmieci a konkretnie na Pod- lasie. Tam z pomocą wuja Eugeniusza, miłośnika przy- rody i entuzjasty polowań, wystarała się o staż w lokal- nej gazecie „Kto i co”. Jako redaktor – detektyw tro- piła śmierdzące sprawy, na przykład związane z psimi odchodami rozsianymi po parku miejskim, czy choćby aferę „majtkowa”, która dotyczyła kradzieży bielizny osobistej kobiet zamieszkałych na parterze. Złodziej pod osłoną nocy bezczelnie zrywał ze sznurka wietrzące się na balkonie figi i nawet policja pozostawała bezrad- na wobec zuchwałości. Kaśka na własną rękę próbo- wała rozwikłać zagadkę, koczując w ciemnościach pod jednym z bloków na osiedlu, na którym doszło do kilku 10 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić kradzieży, ale podczas kolejnej akcji fetyszysty po pro- stu zasnęła na ławce. Suma summarum złodziej wpadł w ręce wymiaru sprawiedliwości po tym, jak wyskaku- jąc z balkonu niefortunnie upadł, łamiąc przy tym nogę. Pani redaktor wysmarowała świetny artykuł „Żeby kóz- ka nie skakała…” i w dowód uznania naczelny wysłał ją do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Tam podobno, od pewnego czasu w tajemniczych okolicznościach na terenach bagiennych tonęły łosie. Jednak po dotarciu Kaśki na miejsce zbrodni okazało się, że nie łosie, tyl- ko dwa norniki północne (niewielkie gryzonie zamiesz- kujące turzycowe kępy) i nie utonęły tylko potruły się, a szarobrunatne futra leżały na ścieżce przyrodniczej przechodzącej przez torfowiska. Po zbadaniu sprawy tropiący nos pani redaktor doprowadził ją do grupy uczniów ze Szkoły Podstawowej w Uliszowie, będącej wówczas na wycieczce szkolnej. Po wstępnym przesłu- chaniu dwóch chłopców przyznało się do karmienia zwierząt groszkami śmietankowymi, które doprowa- dziły do zgonu gryzoni. W ramach zadośćuczynienia strat poniesionych przez park narodowy uczniowie i rodzice zobowiązali się do skojarzenia pary norników w celu wyrównania brakującej liczby osobników. Kaśka zadowolona z finału sprawy na skrzydłach wróciła do miasta, dzierżąc w dłoni kolejny reportaż. Marysia zazdrościła przyjaciółce dreszczyku emocji. Długie, telefoniczne rozmowy jakie odbywały dziew- czyny regularnie raz w tygodniu dotyczyły głównie ekscytującej pracy w redakcji. Głos Kasi w słuchawce 11 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić rozbrzmiewał symfonią dźwięków od euforii po niedo- wierzanie, kończąc na atakach furii. Opowiadane hi- storie przenosiły Marysię w inną rzeczywistość, pełną intryg i afer, tak odmienną od tej, w której przyszło jej żyć. Jako żona wiodła nudną, bezbarwną egzystencję u boku Adama. Brak pracy, owszem, stanowił gorzką pigułkę, którą codziennie połykała, ale zajęcia na uczel- ni, a przede wszystkim każdy zaliczany egzamin przy- bliżał ją do wyleczenia się z bezrobocia. Adam z kolei był zdania, że nauka Marysi to fanaberie, bądź co bądź nieszkodliwe, na które przymykał oko. Skoro jednak żonę przepełniało poczucie misji, to dzięki temu miał święty spokój. O, tak święty spokój dla faceta był ni- czym muszla dla ślimaka – azylem, pozwalającym bezkarnie pławić się w morzu próżności. I Wierzbicki zanurzony po czubek głowy we własnym „ja”, uważał się za idealnego męża, łaskawcę, umożliwiającego żo- nie samorealizację. Pracował jako dostawca w piekarni, której właścicielami było małżeństwo: Anna i Witold Dąbkowie. Witolda znał jeszcze z czasów szkolnych, razem kończyli technikum gastronomiczne. Potem ich drogi rozeszły się; Adam poszedł „w kamasze”, a przy- jaciel nieskory do służby wojskowej, zaczął studiować technologię żywienia. Stary Dąbek, który od niepamięt- nych czasów prowadził „chlebowy” interes marzył, by kiedyś syn przejął po nim schedę. I tak pewnego dnia spełniło się pragnienie piekarza. Gdy Witek zakuwał do sesji zimowej, ojciec podczas mieszania zakwasu umarł na atak serca. Chcąc, nie chcąc młody Dąbek rzucił stu- 12 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić dia i stał się właścicielem nieźle prosperującego bizne- su. W niedługim czasie wszedł w posiadanie żony Anny, bo wiadomo, co cztery ręce to nie dwie. Zresztą dziew- czyna zaradna była, ładna to i klientów do prowadzo- nego sklepu przy piekarni przyciągała. Stanowiła żywą reklamę firmy, zwłaszcza duże piersi jawiły się jako synonim dwóch wyrośniętych, okrągłych bochenków. Długie blond włosy przywodziły na myśl dojrzałe łany zbóż, a okrągła buzia – smacznego pączuszka z nadzie- niem różanym. Adam na parę lat stracił kontakt z kumplem, ale jak to mówią – świat jest mały, w odpowiednim miejscu i mo- mencie skurczył się, by przyjaciele mogli reanimować starą znajomość. Od słowa do słowa Wierzbicki przyjął propozycję pracy. Wychodził o piątej rano, jechał po to- war, po czym rozwoził pieczywo po sklepach drobnych sklepikarzy. Wracał do domu o ósmej ze świeżymi bu- łeczkami, kładł się na dwie, trzy godziny i wracał do pie- karni, by powtórzyć dostawę. Popołudniami natomiast zajmował się serwisowaniem maszyn do gier hazardo- wych, rozstawionych w różnych częściach miasta, a cza- sami poza nim. Przyjeżdżał późnym wieczorem bez sił i ochoty na rozpatrywanie życia rodzinnego. Nic więc dziwnego, że Marysia z utęsknieniem czekała weeken- du, kiedy Adam zwolni obroty po całotygodniowej go- nitwie. Co prawda, zajęcia na uczelni kolidowały nieco z sobotnio–niedzielnymi planami spędzania wspólnie małżeńskich chwil, ale nie uskarżała się, nie narzekała. Po skończonych lekcjach biegła co tchu do męża, które- 13 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić go obecność z czasem ocierała się o wygraną na loterii – raz był, innym razem nie. Brak trafień w przeciągu paru tygodni może zniechęcić nawet najbardziej cierpliwego gracza, toteż Maria przestała uganiać się za widmem ukochanego. Po zajęciach siadała w parku, na tej samej ławce, na której ponad rok wcześniej usłyszała od Kaśki znamienne słowa: „Daj mu szansę” i w myślach analizo- wała związek z Adamem. Czy to, że niby kochali się raz, dwa razy w tygodniu, niby rozmawiali i niby chodzili na co niedzielne obiady do teściów było dowodem miłości? Jesteśmy jak ten glon – morszczyn pęcherzykowa- ty, który ma nibykorzenie, nibyliście i nibyłodygę – pomyślała – wszystko niby ma, a nic nie ma. też niby mam Adasia, a tak naprawdę mam wpisane w papie- ry „mężatka”. I co? I nic. Morszczyn należy do króle- stwa roślin, a ja należę do królestwa mężatek. Boże, jestem plechą! Cholera, ale bym zapaliła – Marysia szybko zapo- mniała o morszczynie i zapragnęła czegoś mniej obśli- zgłego. Niespokojnie wiercąc się na ławce czekała z na- dzieją, że może dobry Bóg poczęstuje fajką, a przy okazji utną sobie miłą pogawędkę. Ale nikt nie przyszedł, nie dał „dymka” i nie pogadał. Tydzień później scenariusz z ławeczką się powielił, z tą jednak różnicą, że dziew- czyna nie licząc na cud, kupiła paczkę L M. Do szczę- ścia brakowało tylko rozmowy z Siemką, która przepa- dła jak kamień w wodę, a telefon wciąż pozostawał poza zasięgiem. Jednak pani redaktor potrafiła wspiąć się na szczyt przytomności umysłu i po dwóch tygodniach 14 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić kompletnej ciszy w eterze, wysłała przyjaciółce krótką, ale jakże wymowną wiadomość na @ skrzynkę: Cześć Kochana! Jestem w Bieszczadach. Piszę re- portaż o Januszu Pustelniku i jego ascetycznym życiu. Mówię Ci, kompletne odludzie! Szczęście, że Internet działa i dowożą pizzę. Odezwę się, jak wrócę. Buźka :) Po przeczytaniu liściku Marysię ogarnęła przemożna chęć wyjazdu w góry. Był początek czerwca, lato zbliża- ło się wielkimi krokami. Soczysty kolor zieleni wlewał się do miasta, a w Bieszczadach? Oczami wyobraźni chłonęła mały domek Janusza, ukryty wśród ramion połonin. Wokół żywa zieleń zapraszała na swobodne wyhasanie i wyrzucenie z siebie wszystkich świństw cywilizacji. Nic nie stało na przeszkodzie do wyjazdu. Adam oddany pracy, nawet nie zauważyłby braku żony, ale od świadectwa ukończenia podyplomówki dzieliły Marysię dwa ostatnie egzaminy, więc zamiast kąpać się w porannej górskiej rosie, czekało ją nurzanie w notat- kach. Kaśka zadzwoniła z końcem czerwca. – Przepraszam kochana, że odzywam się tak późno, ale dopiero teraz zeszłam z gór. No mów, co tam na wy- żynie? – Jak okiem sięgnąć nudy, ale z pewnością wróci- łaś z wrażeniami. Założę się, że wysmarowałaś artykuł pierwsza klasa! Poproszę szczegóły – Marysia aż piała z podniecenia. – E, tam nie ma o czym gadać – Kaśka ostudziła nie- co zapał przyjaciółki. 15 wydawnictwo e-bookowoMonika Skrzypek Glony też muszą czasem pić Monika Skrzypek, absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im Jana Pawła II w Lublinie. Urodzona w porze głębokiej zimy. Właścicielka gorącego serca, w którym zagościła miłość do ludzi i przyrody. Natura samotnego wilka ciągnie ją do lasu, a tymczasem pędzi stadne życie na trzecim piętrze szarego bloku na osiedlu w Pabiani- cach. Pisanie sprawia jej radość równie mocną jak nauka kolejnego kata czy zrozumienie trybu łączącego w języku hiszpańskim. wydawnictwo e-bookowo
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Glony też muszą czasem pić
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: