Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00403 004545 20466742 na godz. na dobę w sumie
Grzech pana Antoniego - ebook/pdf
Grzech pana Antoniego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 220
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Powieść o miłości, o niechęciach i urazach z przeszłości, o bolesnych wspomnieniach rzucających cień na teraźniejszość, o tajemnicy urodzenia. Szczere uczucie Emila i Gilberty znajduje upragniony przez młodych finał na ślubnym kobiercu, a zatem mamy tu do czynienia z przełamaniem romantycznego melodramatyzmu. Udział w tym szczęśliwym zakończeniu ma pewien testament, którego zapis odczytać można jako zwiastun nowego ducha i prądów następnej epoki. Oto bowiem, wolą testamentu, Emil u progu wspólnego życia z ukochaną zostaje niejako zobowiązany do założenia gminy na terenie rozległych włości.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. GEORGE SAND GRZECH PANA ANTONIEGO TOWźR PRźSS, 2ŃŃń ń TOM PIERWSZY I źżUZON Mało jest we Żrancji miejscowo(cid:286)ci równie ponurych jak miasteczko źguzon, poło(cid:298)one na pograniczu Marche i Berry, na południowo-zachodnim kra(cid:276)cu tej ostatniej prowincji. Osiemdziesi(cid:261)t, a co najwy(cid:298)ej sto domów, mniej lub wi(cid:266)cej n(cid:266)dznego pozoru (z wyj(cid:261)tkiem dwóch czy trzech, których zamo(cid:298)nych wła(cid:286)cicieli nie wymieniamy w obawie ura(cid:298)enia ich skromno(cid:286)ci), tworzy dwie czy trzy ulice i otacza rynek miasteczka, słyn(cid:261)cego w promieniu dziesi(cid:266)ciu mil z pieniactwa jego mieszka(cid:276)ców oraz z trudnego tam dost(cid:266)pu. Pomimo tej ostatniej niedogodno(cid:286)ci, która zreszt(cid:261) zniknie niebawem dzi(cid:266)ki wytyczeniu nowego go(cid:286)ci(cid:276)ca, źguzon cz(cid:266)sto odwiedzaj(cid:261) podró(cid:298)ni, je(cid:286)li odwa(cid:298)nie przebrn(cid:261) otaczaj(cid:261)c(cid:261) je okolic(cid:266) i zaryzykuj(cid:261) jazd(cid:266) kariolk(cid:261) po jego straszliwym bruku. Jedyna ober(cid:298)a stoi przy jedynym placu, tym obszerniejszym, (cid:298)e graniczy on ze szczerym polem i zdaje si(cid:266) oczekiwać na nowe siedziby przyszłych mieszczan, za(cid:286) ober(cid:298)ysta zmuszony jest niekiedy latem zach(cid:266)cać zbyt licznych przybyszów, by lokowali si(cid:266) w s(cid:261)siednich domach, które, przyznać to trzeba, z wielk(cid:261) go(cid:286)cinno(cid:286)ci(cid:261) otwierała przed nimi podwoje. źguzon bowiem poło(cid:298)one jest w samym sercu malowniczej okolicy usianej okazałymi ruinami i czy kto chce zwiedzić Châteaubrun, Crozant, la Prugne-au-Pot, czy wreszcie istniej(cid:261)cy jeszcze i zamieszkały zamek Saint- żermain, musi z konieczno(cid:286)ci przenocować w źguzon, aby nazajutrz rano wyruszyć na jedn(cid:261) z tych wycieczek. Przed kilku laty, w pewien parny i duszny wieczór czerwcowy, nieco po zachodzie sło(cid:276)ca, mieszka(cid:276)cy źguzon otworzyli szeroko oczy na widok dobrze si(cid:266) prezentuj(cid:261)cego młodzie(cid:276)ca, który przeje(cid:298)d(cid:298)ał przez rynek z zamiarem opuszczenia miasta. Zbierało si(cid:266) na burz(cid:266), zmrok zapadał wcze(cid:286)niej ni(cid:298) zwykle, a jednak młody podró(cid:298)ny, po spo(cid:298)yciu lekkiego posiłku w ober(cid:298)y i popasaniu tam (cid:286)ci(cid:286)le tak długo, ile było potrzeba, aby dać wytchn(cid:261)ć koniowi, (cid:286)miało skierował si(cid:266) na północ, nie zwa(cid:298)aj(cid:261)c na perswazje ober(cid:298)ysty i zdaj(cid:261)c si(cid:266) lekcewa(cid:298)yć niebezpiecze(cid:276)stwa, jakie mogły go czekać w drodze. Nikt go nie znałś na pytania odpowiadał tylko zniecierpliwionym wzruszeniem ramion, a na przestrogi – u(cid:286)miechem. Kiedy stukot podków jego wierzchowca przebrzmiał w oddali, odezwały si(cid:266) głosy miejscowych pró(cid:298)niakówŚ – Musi to być młodzieniec, który dobrze zna drog(cid:266) lub te(cid:298) nie zna jej wcale. Przeje(cid:298)d(cid:298)ał t(cid:266)dy sto razy i zna tu ka(cid:298)dy kamie(cid:276) albo nie domy(cid:286)la si(cid:266), jak rzeczy stoj(cid:261), i mo(cid:298)e si(cid:266) znale(cid:296)ć w kłopocie. 2 – To przybysz nie z tych stron – orzekł rozs(cid:261)dnie pewien domy(cid:286)lny człowiek – nie chciał nikogo słuchaćś ale za pół godziny, gdy zerwie si(cid:266) burza, zobaczycie, (cid:298)e tu wróci. – Je(cid:286)li nie skr(cid:266)ci pierwej karku zje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c z mostu des Piles – zauwa(cid:298)ył trzeci. – Ha, trudno – odrzekli chórem obecni – to ju(cid:298) jego rzeczĄ Chod(cid:296)my zamkn(cid:261)ć okiennice, (cid:298)eby czasem grad nie potłukł nam szyb. Rozległ si(cid:266) w całym miasteczku huk zatrzaskiwanych w po(cid:286)piechu drzwi i okien, podczas gdy wiatr, który zaczynał ju(cid:298) wyć w zaro(cid:286)lach, prze(cid:286)cigał w szybko(cid:286)ci zadyszane słu(cid:298)(cid:261)ce, odrzucaj(cid:261)c im w nos skrzydła ci(cid:266)(cid:298)kich drewnianych okiennic, na które miejscowi rzemie(cid:286)lnicy, zgodnie z tradycjami przodków, nie szcz(cid:266)dzili ani d(cid:266)biny, ani (cid:298)elastwa. Od czasu do czasu jakie(cid:286) głosy nawoływały si(cid:266) poprzez ulic(cid:266)ś krzy(cid:298)owały si(cid:266) krótkie, rzucane od progu pytania i odpowiedziŚ – Wszystko(cid:286)cie ju(cid:298) sprz(cid:261)tn(cid:266)li? – żdzie za(cid:286)Ą Zostało jeszcze ze dwie furyĄ – A ja mam ze sze(cid:286)ć fur nieskoszonych. – Mnie tam nic nie obchodzi, zwiozłem wszystko do stodoły. Chodziło o siano. Podró(cid:298)ny, dosiadaj(cid:261)cy doskonałego konika z Brenne, pozostawił za sob(cid:261) ci(cid:266)(cid:298)kie chmury i przy(cid:286)pieszaj(cid:261)c tempa pochlebiał sobie, (cid:298)e wyprzedzi w wy(cid:286)cigu burz(cid:266)ś ale na raptownym zakr(cid:266)cie drogi zrozumiał, (cid:298)e nie uda mu si(cid:266) unikn(cid:261)ć flankowego uderzenia. Rozwin(cid:261)ł wi(cid:266)c płaszcz przytroczony do tłomoczka, zacisn(cid:261)ł pod brod(cid:261) pasek od czapki i spi(cid:261)wszy konia ostrogami rozpocz(cid:261)ł nowy wy(cid:286)cig, spodziewaj(cid:261)c si(cid:266) chocia(cid:298) za dnia przebyć niebezpieczne miejsce, o którym go uprzedzano. Zawiodły go jednak rachubyś droga okazała si(cid:266) tak ci(cid:266)(cid:298)ka, (cid:298)e zmuszony był przej(cid:286)ć w st(cid:266)pa i ostro(cid:298)nie prowadzić konia poprzez rozsypane pod nogami głazy. Kiedy znalazł si(cid:266) nad w(cid:261)wozem rzeki Creuse, chmury powlokły ju(cid:298) całe niebo, zapanowały zupełne ciemno(cid:286)ci i jedynie po głuchym, jakby dochodz(cid:261)cym spod ziemi szumie potoku mógł os(cid:261)dzić, jak gł(cid:266)boka jest przepa(cid:286)ć, wzdłu(cid:298) której si(cid:266) posuwa. Lekkomy(cid:286)lny, jakim si(cid:266) bywa maj(cid:261)c lat dwadzie(cid:286)cia, młodzieniec nie zwa(cid:298)ał na przezorne wahanie swego wierzchowca i zmuszał go do ryzykownego zst(cid:266)powania ze stoku, który za ka(cid:298)dym krokiem stawał si(cid:266) bardziej wyboisty i stromy. Lecz ko(cid:276) nagle stan(cid:261)ł, rzucił si(cid:266) w tył pot(cid:266)(cid:298)nym ruchem krzy(cid:298)aś wstrz(cid:261)s był tak silny, (cid:298)e je(cid:296)dziec zachwiał si(cid:266) w siodle i przy (cid:286)wietle błyskawicy dojrzał, (cid:298)e znajduje si(cid:266) na samym skraju prostopadłej przepa(cid:286)ciŚ jeszcze jeden krok, a byłby si(cid:266) niechybnie znalazł na dnie rzeki. Źeszcz zacz(cid:261)ł padać i w(cid:286)ciekła nawałnica wstrz(cid:261)sała wierzchołkami starych kasztanów rosn(cid:261)cych przy drodze. Ów wiatr zachodni spychał wła(cid:286)nie je(cid:296)d(cid:296)ca i konia ku rzece i niebezpiecze(cid:276)stwo stawało si(cid:266) tak oczywiste, (cid:298)e podró(cid:298)ny zmuszony był zsi(cid:261)(cid:286)ć z konia, by uchronić si(cid:266) nieco przed wiatrem i móc lepiej powodzić wierzchowcem w ciemno(cid:286)ciach. Żragment krajobrazu, który zdołał dostrzec w (cid:286)wietle błyskawicy, wydał mu si(cid:266) wspaniały, zreszt(cid:261) sytuacja, w jakiej si(cid:266) znalazł, schlebiała wła(cid:286)ciwemu młodo(cid:286)ci upodobaniu do przygód. Nast(cid:266)pna błyskawica pozwoliła mu zapoznać si(cid:266) lepiej z krajobrazem, skorzystał za(cid:286) z trzeciej, by oswoić wzrok ze swym bezpo(cid:286)rednim otoczeniem. Źroga była do(cid:286)ć szeroka, ale wła(cid:286)nie owa szeroko(cid:286)ć utrudniała posuwanie si(cid:266) po niej. Składało si(cid:266) na ni(cid:261) chyba ze sze(cid:286)ć ledwie przetartych dró(cid:298)ek znaczonych tylko (cid:286)ladami kopyt ko(cid:276)skich i koleinami wozówś tworzyły one cał(cid:261) sieć szlaków krzy(cid:298)uj(cid:261)cych si(cid:266) jakby przygodnie na stoku wzgórzaś (cid:298)e za(cid:286) nie było tu ani (cid:298)ywopłotów, ani rowów, ani (cid:298)adnego (cid:286)ladu ludzkiej r(cid:266)ki, ziemia wydała wi(cid:266)c swe ogołocone zbocza na pastw(cid:266) przechodniów, którzy wdrapywali si(cid:266) na wzgórze, jak kto mógłś tak wi(cid:266)c o ka(cid:298)dej porze roku (cid:298)łobiono tam nowe (cid:286)cie(cid:298)ki lub powracano do dawniejszych, stwardniałych i zaro(cid:286)ni(cid:266)tych dró(cid:298)ek. Po(cid:286)ród tych kapry(cid:286)nych (cid:286)cie(cid:298)yn wznosiły si(cid:266) pagórki nastroszone głazami lub k(cid:266)pami krzewów, czego w ciemno(cid:286)ciach niesposób było rozpoznać, a (cid:298)e krzy(cid:298)owały si(cid:266) na ró(cid:298)nej wysoko(cid:286)ci, trudno było przejechać z jednej na drug(cid:261) 3 nie nara(cid:298)aj(cid:261)c si(cid:266) na potkni(cid:266)cie, które mogło poci(cid:261)gn(cid:261)ć we wspóln(cid:261) przepa(cid:286)ć, wszystkie bowiem te (cid:286)cie(cid:298)ki biegły wzdłu(cid:298) stromej (cid:286)ciany w(cid:261)wozu. (cid:285)ciana za(cid:286) owa była nie tylko pochylona ku przodowi, lecz równie(cid:298) spadzista z jednego bokuś nale(cid:298)ało wi(cid:266)c i(cid:286)ć nie tylko zgi(cid:266)tym naprzód, lecz i przechylonym w lew(cid:261) stron(cid:266). Niełatwo było posuwać si(cid:266) którymkolwiek z tych kr(cid:266)tych szlaków, gdy(cid:298) latem wszystkie były jednako wydeptane, okoliczni mieszka(cid:276)cy bowiem w biały dzie(cid:276) szli t(cid:266)dy lub ow(cid:266)dy, bez wyboruś jednak(cid:298)e w ciemn(cid:261) noc pomyłka nie była rzecz(cid:261) oboj(cid:266)tn(cid:261) i młodzieniec, któremu dro(cid:298)sze były nogi ulubionego konia ni(cid:298) własne (cid:298)ycie, postanowił schronić si(cid:266) za skał(cid:261) do(cid:286)ć wysok(cid:261), by osłonić przed gwałtownym wiatrem siebie i wierzchowca i poczekać, a(cid:298) niebo troch(cid:266) si(cid:266) przeja(cid:286)ni. Oparł si(cid:266) o Kruka i podnosz(cid:261)c poł(cid:266) nieprzemakalnego płaszcza, by ochronić bok i siodło wiernego towarzysza, pogr(cid:261)(cid:298)ył si(cid:266) w romantycznym marzeniuś wbrew przypuszczeniom mieszka(cid:276)ców źguzon, je(cid:298)eli pami(cid:266)tali jeszcze o nim w tej chwili, nie tylko nie odczuwał zawodu ani zatroskania, lecz przeciwnie, rad słuchał ryku rozszalałej burzy. Nast(cid:266)puj(cid:261)ce po sobie cz(cid:266)sto błyskawice pozwoliły mu niebawem zapoznać si(cid:266) dostatecznie z otaczaj(cid:261)c(cid:261) go okolic(cid:261). Na wprost niego droga biegła wzdłu(cid:298) przeciwległej (cid:286)ciany w(cid:261)wozu i wspinała si(cid:266) równie stromo, jak poprzednio opadała, i przedstawiała trudno(cid:286)ci podobnej natury. Rzeka Creuse, przezroczysta i pot(cid:266)(cid:298)na, płyn(cid:266)ła do(cid:286)ć cicho w dole przepa(cid:286)ci, po czym z głuchym, przeci(cid:261)głym wyciem przeciskała si(cid:266) pod łukami starego, zrujnowanego mostu. Załom przeciwległej skarpy przesłaniał widok, ale z boku otwierała si(cid:266) perspektywa połogich, bujnych ł(cid:261)k, po(cid:286)ród których wiła si(cid:266) rzekaś na wprost za(cid:286) naszego młodzie(cid:276)ca, na szczycie naje(cid:298)onego pot(cid:266)(cid:298)nymi głazami i poro(cid:286)ni(cid:266)tego bujn(cid:261) ro(cid:286)linno(cid:286)ci(cid:261) pagórka, widać było wznosz(cid:261)ce si(cid:266) strzeliste, poszczerbione wie(cid:298)e obszernej, na wpół zrujnowanej siedziby. żdyby jednak podró(cid:298)nemu przyszła my(cid:286)l schronienia si(cid:266) tam przed burz(cid:261), trudno byłoby mu do niej trafićś nie było bowiem widać najmniejszego (cid:286)ladu ł(cid:261)czno(cid:286)ci owego zamku z go(cid:286)ci(cid:276)cem, drugi za(cid:286) w(cid:261)wóz, przez który przepływał drugi potok, wpadaj(cid:261)cy do Creuse, przedzielał oba wzgórza. Miejsce to było niezmiernie malownicze, a sinawy odblask błyskawic nadawał mu jakiej(cid:286) grozy, której na pró(cid:298)no by(cid:286)my tu szukali w (cid:286)wietle dnia. Olbrzymie rury kominów, obna(cid:298)one na skutek zwalenia si(cid:266) dachów, strzelały w gór(cid:266) ku ci(cid:266)(cid:298)kiej, pełzaj(cid:261)cej nad zamkiem chmurze i zdawały si(cid:266) j(cid:261) rozdzierać. W chwilach gdy niebo przeszywały nagłe błyski, ruiny rysowały si(cid:266) biało na czarnym tle powietrza, natomiast kiedy oczy przyzwyczaiły si(cid:266) do nawrotu ciemno(cid:286)ci, tworzyły mroczn(cid:261) brył(cid:266) na ja(cid:286)niejszym horyzoncie. Ogromna gwiazda, której chmury nie (cid:286)miały zda si(cid:266) zagarn(cid:261)ć, długo błyszczała nad dumn(cid:261) wie(cid:298)yc(cid:261) jak klejnot na czole olbrzyma. Wreszcie znikn(cid:266)ła, a potoki deszczu, który chlusn(cid:261)ł ze zdwojon(cid:261) sił(cid:261), zasłoniły podró(cid:298)nemu cały otaczaj(cid:261)cy go (cid:286)wiat g(cid:266)st(cid:261) zasłon(cid:261). Woda, padaj(cid:261)c na pobliskie skały i na ziemi(cid:266) stwardniał(cid:261) od niedawnych upałów, odbijała si(cid:266) od nich tworz(cid:261)c biał(cid:261) pian(cid:266)ś rzekłby(cid:286), (cid:298)e to wiatr podnosi tumany kurzu. Młody człowiek poruszył si(cid:266), chc(cid:261)c znale(cid:296)ć za skał(cid:261) lepsz(cid:261) osłon(cid:266) dla konia, i nagle spostrzegł, (cid:298)e nie jest sam. Jaki(cid:286) człowiek przyszedł tu równie(cid:298) szukać schronienia, a mo(cid:298)e nawet pierwszy zaj(cid:261)ł to miejsce. Trudno to było ustalić wobec gwałtownych przeskoków od ol(cid:286)niewaj(cid:261)cej jasno(cid:286)ci do g(cid:266)stego mroku. Je(cid:296)dziec nie zd(cid:261)(cid:298)ył przyjrzeć si(cid:266) dobrze piechurowiś wydało mu si(cid:266), (cid:298)e jest n(cid:266)dznie odziany i (cid:298)e niezbyt dobrze patrzy mu z oczu. Zdawało si(cid:266) nawet, (cid:298)e chciał si(cid:266) ukryć chowaj(cid:261)c si(cid:266) jak najgł(cid:266)biej za wyst(cid:266)p skałyś z chwil(cid:261) jednak gdy usłyszawszy okrzyk podró(cid:298)nego przekonał si(cid:266), (cid:298)e go dostrze(cid:298)ono, zwrócił si(cid:266) do nieznajomego bez wahania, głosem dono(cid:286)nym i (cid:286)miałymŚ – Bardzo to nieodpowiednia pogoda na spacery, mój panie, i je(cid:286)li pan jest człowiekiem rozs(cid:261)dnym, powróci pan na nocleg do źguzon. – Stokrotne dzi(cid:266)ki, przyjacieluĄ – odpowiedział młodzieniec i (cid:286)wisn(cid:261)ł zamaszy(cid:286)cie szpicrut(cid:261) z ołowian(cid:261) gałk(cid:261), by dać do zrozumienia zagadkowemu rozmówcy, (cid:298)e ma bro(cid:276) w r(cid:266)ku. 4 łagodnieŚ Tamten zrozumiał ostrze(cid:298)enie i odpowiedział na nie, niby od niechcenia uderzaj(cid:261)c o skał(cid:266) tak pot(cid:266)(cid:298)n(cid:261) lask(cid:261) z ostrokrzewu, (cid:298)e a(cid:298) rozprysn(cid:266)ły si(cid:266) odłamki kamienia. Bro(cid:276) była dobra, a i pi(cid:266)(cid:286)ć nie od parady. – Niedaleko pan dzi(cid:286) zajdzie w tak(cid:261) pogod(cid:266) – ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej w(cid:266)drowiec. – Pójd(cid:266) tak daleko, jak mi si(cid:266) b(cid:266)dzie podobało – odrzekł je(cid:296)dziec – i nie chciałbym być w skórze tego, komu strzeli do głowy zatrzymywać mnie w drodze. – Czy obawia si(cid:266) pan złodziei, (cid:298)e na grzeczno(cid:286)ć odpowiada pan pogró(cid:298)kami? Nie wiem, z jakich stron przybywasz, młodzie(cid:276)cze, ale nie wiesz widać, w jakich stronach si(cid:266) znajdujesz. Nie ma tu u nas, dzi(cid:266)ki Bogu, ani zbójców, ani morderców, ani złodziei. Źumny, lecz szczery ton nieznajomego budził zaufanie. Młodzieniec zacz(cid:261)ł znów – Jeste(cid:286) wi(cid:266)c mieszka(cid:276)cem tej okolicy, mój przyjacielu? – Tak, jestem nim i b(cid:266)d(cid:266) nim zawsze. – Masz racj(cid:266), (cid:298)e chcesz tu pozostaćŚ to pi(cid:266)kne strony. – Nie zawsze, co prawda. W tej chwili na przykład nie jest tu zbyt przyjemnieś pogoda jest bardzo zło(cid:286)liwa i zanosi si(cid:266) na to, (cid:298)e tak b(cid:266)dzie przez cał(cid:261) noc. – Tak pan s(cid:261)dzi? – Jestem tego pewien. Je(cid:286)li pan pojedzie dolin(cid:261) Creuse, burza b(cid:266)dzie panu towarzyszyła do jutra ranaś my(cid:286)l(cid:266) jednak, (cid:298)e nie wybrał si(cid:266) pan w drog(cid:266) tak pó(cid:296)no nie maj(cid:261)c gdzie(cid:286) w pobli(cid:298)u zapewnionego noclegu? – Prawd(cid:266) powiedziawszy widz(cid:266), (cid:298)e miejscowo(cid:286)ć, dok(cid:261)d si(cid:266) udaj(cid:266), jest poło(cid:298)ona dalej, ni(cid:298) przypuszczałem. Wyobraziłem sobie, (cid:298)e chc(cid:261)c zatrzymać mnie w źguzon przesadzono zarówno odległo(cid:286)ć, jak i zły stan drógś widz(cid:266) jednak po tym, jak mało si(cid:266) posun(cid:261)łem od godziny, (cid:298)e bynajmniej nie wprowadzono mnie w bł(cid:261)d. – Czy nie b(cid:266)dzie zbytni(cid:261) ciekawo(cid:286)ci(cid:261) zapytać, dok(cid:261)d pan jedzie? – Źo żargilesse. Jak to daleko, zdaniem pana? – Niedaleko, gdyby było widać drog(cid:266)ś ale je(cid:286)li pan nie zna okolicy, b(cid:266)dzie pan w(cid:266)drował cał(cid:261) noc, gdy(cid:298) to, co pan tu widzi, jest niczym w porównaniu z karkołomnymi zjazdami, które pana czekaj(cid:261), by przedostać si(cid:266) z w(cid:261)wozu Creuse do w(cid:261)wozu żargilesse, nie mówi(cid:261)c ju(cid:298) o tym, (cid:298)e ponadto ryzykuje pan (cid:298)ycie. – A wi(cid:266)c, czy chciałby pan przeprowadzić mnie za sowit(cid:261) nagrod(cid:261)? – Co to, to nie, dzi(cid:266)kuj(cid:266) panu. – Czy(cid:298)by droga była a(cid:298) tak niebezpieczna, (cid:298)e odmawia mi pan tej przysługi? – Źroga nie jest niebezpieczna dla mnie, który znam j(cid:261) równie dobrze, jak pan zapewne zna ulice Pary(cid:298)aś z jakiej racji jednak miałbym dla pa(cid:276)skiej przyjemno(cid:286)ci mokn(cid:261)ć przez cał(cid:261) noc? – Wcale mi na tym nie zale(cid:298)y i potrafi(cid:266) obej(cid:286)ć si(cid:266) bez pa(cid:276)skiej pomocyś ale nie prosiłem pana bynajmniej o grzeczno(cid:286)ć za darmoŚ ofiarowałem panu... – Źosyć, dosyćĄ Jest pan bogaty, ja za(cid:286) jestem ubogi, ale jeszcze nie wyci(cid:261)gam r(cid:266)ki i mam po temu powody, by nie stawać si(cid:266) sług(cid:261) pierwszego lepszego... żdybym jeszcze wiedział, kim pan jeste(cid:286)... – Nie dowierza mi pan? – rzekł młody człowiekś (cid:286)miała i dumna postawa nieznajomego pobudziła jego ciekawo(cid:286)ć. – Na dowód, (cid:298)e nieufno(cid:286)ć jest niegodnym uczuciem, zapłac(cid:266) panu z góry. Ile pan (cid:298)(cid:261)da? – Za pozwoleniem, łaskawy panie, ja nic nie (cid:298)(cid:261)damś nie mam (cid:298)ony ani dzieci i nic mi na razie nie potrzebaś mam zreszt(cid:261) przyjaciela, dobrego koleg(cid:266) – dom jego jest st(cid:261)d niedaleko – i skorzystam z pierwszego przeja(cid:286)nienia, by pój(cid:286)ć tam na kolacj(cid:266) i przespać si(cid:266) pod dachem. Czemu miałbym si(cid:266) tego wyrzekać dla pana? Niech pan sam przyzna. Czy dlatego, (cid:298)e pan ma dobrego konia i ubranie jak z igły? 5 – Pa(cid:276)ska duma podoba mi si(cid:266) raczej. My(cid:286)l(cid:266) jednak, (cid:298)e niesłusznie odrzuca pan zwykł(cid:261) wymian(cid:266) usług. – Oddałem ju(cid:298) panu usług(cid:266) tak(cid:261), na jak(cid:261) mnie stać, ostrzegaj(cid:261)c, by pan nie ryzykował podró(cid:298)y w tak ciemn(cid:261) noc i po drogach, które za pół godziny b(cid:266)d(cid:261) nie do przebycia. Czego pan wi(cid:266)cej chce? – Niczego... Je(cid:286)li prosiłem pana o pomoc, to tylko by poznać charakter tutejszych mieszka(cid:276)ców, nic wi(cid:266)cej. Widz(cid:266) teraz, (cid:298)e ich (cid:298)yczliwo(cid:286)ć dla obcych ogranicza si(cid:266) tylko do słów. – Źla obcychĄ – wykrzykn(cid:261)ł wie(cid:286)niak, a w głosie jego zabrzmiał taki smutek i wyrzut, (cid:298)e a(cid:298) podró(cid:298)ny si(cid:266) zdumiał. – A czy(cid:298) to i tak nie nazbyt wiele dla tych, co nas zawsze tylko krzywdzili? Ludzie s(cid:261) niesprawiedliwi, mój panieś ale Pan Bóg wszystko widzi i wie, (cid:298)e biedny chłop daje si(cid:266) strzyc jak owca przez uczonych ludzi z miasta i nigdy si(cid:266) nawet nie zem(cid:286)ci. – Ludzie z miasta tyle wi(cid:266)c krzywdy wyrz(cid:261)dzili wie(cid:286)niakom w waszych stronach? Nie wiedziałem o tym i nie mog(cid:266) brać za to odpowiedzialno(cid:286)ci, gdy(cid:298) jestem tu po raz pierwszy. – Jedzie pan do żargilesse. Pewnie w odwiedziny do pana Cardonnet? Jest wi(cid:266)c pan, r(cid:266)cz(cid:266) za to, jego krewnym lub przyjacielem? młodzieniec po wahania. – Któ(cid:298) to jest ten pan Cardonnet, do którego zdaje chwili si(cid:266) pan mieć jaki(cid:286) (cid:298)al? – zapytał – Źo(cid:286)ć na tym – odpowiedział wie(cid:286)niak – je(cid:286)li go pan nie zna, wszystko, co mógłbym panu o nim powiedzieć, b(cid:266)dzie dla pana nieciekaweś je(cid:286)li za(cid:286) jest pan bogaty, nic panu z jego strony nie grozi. Jest on zawzi(cid:266)ty tylko na biedaków. – Ale(cid:298) ostatecznie – ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej nieznajomy staraj(cid:261)c si(cid:266) opanować wzburzenie – mo(cid:298)e mam powody, (cid:298)e chc(cid:266) wiedzieć, co my(cid:286)l(cid:261) w okolicy o tym panu Cardonnet. Je(cid:286)li odmawia mi pan wyja(cid:286)nie(cid:276), na czym opiera pan swój ujemny s(cid:261)d o nim? Widać ma pan do niego jak(cid:261)(cid:286) osobist(cid:261) uraz(cid:266), która panu samemu mało zaszczytu przynosi. – Nie mam obowi(cid:261)zku zdawać rachunku przed nikim – odpowiedział wie(cid:286)niak – a s(cid:261)d mój do mnie nale(cid:298)y. Źobranoc panu. Wła(cid:286)nie deszcz troch(cid:266) przestaje padać. Przykro mi, (cid:298)e nie mog(cid:266) panu ofiarować schronienia, ale nie mam innego ni(cid:298) ten oto zamek, który nie nale(cid:298)y do mnie. – Oddaliwszy si(cid:266) jednak o kilka kroków przystan(cid:261)ł, jakby poczuł wyrzuty sumienia, (cid:298)e nie do(cid:286)ć dobrze wywi(cid:261)zuje si(cid:266) z obowi(cid:261)zków go(cid:286)cinno(cid:286)ciŚ – żdyby pan miał ochot(cid:266) wst(cid:261)pić tam i poprosić o nocleg – dodał – mog(cid:266) panu zar(cid:266)czyć, (cid:298)e byłby pan dobrze przyj(cid:266)ty. – A wi(cid:266)c te ruiny s(cid:261) zamieszkałe? – zapytał podró(cid:298)ny, który na to, by przeprawić si(cid:266) przez rzek(cid:266) Creuse, musiał tak(cid:298)e przej(cid:286)ć w(cid:261)wóz, ruszył wi(cid:266)c w drog(cid:266) razem z wie(cid:286)niakiem, przytrzymuj(cid:261)c konia za uzd(cid:266). – Prawdziwie jest to ruina – rzekł jego towarzysz tłumi(cid:261)c westchnienie – ale chocia(cid:298) nie jestem jeszcze taki stary, widziałem ten zamek, kiedy stał nietkni(cid:266)ty i tak pi(cid:266)kny, zarówno na zewn(cid:261)trz, jak wewn(cid:261)trz, (cid:298)e król by nim nie pogardził. Wła(cid:286)ciciel nie ło(cid:298)ył zbyt wiele na jego utrzymanie, ale nie było to potrzebne, taki ten zamek był pot(cid:266)(cid:298)ny i mocno zbudowanyś mury były tak pi(cid:266)knie wyz(cid:266)bione, kamienie w kominach i dokoła okien tak pi(cid:266)knie ociosane, (cid:298)e nie sposób było przyozdobić je bogaciej, ni(cid:298) uczynili to architekci i murarze przy budowie. Ale wszystko przemija, bogactwo tak jak wszystko inne, i ostatni pan de Châteaubrun odkupił niedawno za cztery tysi(cid:261)ce franków zamek swoich przodków. – Czy(cid:298) to mo(cid:298)liwe, (cid:298)eby taka góra kamieni, nawet w stanie zupełnego opuszczenia, miała tak mał(cid:261) warto(cid:286)ć? – To, co pozostało, byłoby jeszcze sporo warte, gdyby mo(cid:298)na te kamienie st(cid:261)d usun(cid:261)ć i przewie(cid:296)ćś ale sk(cid:261)d wzi(cid:261)ć w tej okolicy robotników i maszyny zdolne zwalić te stare mury? Nie wiem, czego ludzie u(cid:298)ywali dawniej do budowy, ale ten cement jest tak zwarty, (cid:298)e wie(cid:298)e i główne (cid:286)ciany wydaj(cid:261) si(cid:266) wyciosane z jednej bryły. I widzi pan, (cid:298)e ten gmach wzniesiony jest na samym szczycie góry, a wsz(cid:266)dzie dokoła przepa(cid:286)ci. Jakich wozów i jakich koni trzeba 6 by na przewiezienie podobnego budulca? Chyba (cid:298)eby si(cid:266) ta góra rozpadła, inaczej te mury ostan(cid:261) si(cid:266) tak długo jak skała, na której stoj(cid:261), a znajdzie si(cid:266) pomi(cid:266)dzy nimi jeszcze do(cid:286)ć sklepie(cid:276), aby zapewnić dach nad głow(cid:261) biednemu panu i biednej panience. – A wi(cid:266)c ten ostatni potomek rodu Châteaubrun ma córk(cid:266)? – zapytał młodzieniec i zatrzymał si(cid:266), by obejrzeć star(cid:261) siedzib(cid:266) ciekawszym okiem, ni(cid:298) to czynił dotychczas. – Czy i ona tu mieszka? – Tak, tak, mieszka po(cid:286)ród s(cid:266)pów i puszczyków, co nie przeszkadza, (cid:298)e jest młoda i ładna. Nie brak tu powietrza i wody, no i pomimo nowych praw ograniczaj(cid:261)cych polowanie mo(cid:298)na czasem zobaczyć par(cid:266) zaj(cid:266)cy lub kuropatw na stole pana de Châteaubrun. Szczerze mówi(cid:266), je(cid:286)li pan nie ma spraw tak pilnych i nie chce ryzykować (cid:298)ycia, by stan(cid:261)ć na miejscu przed (cid:286)witem, chod(cid:296)my razem, a r(cid:266)cz(cid:266), (cid:298)e b(cid:266)dzie pan dobrze przyj(cid:266)ty na zamku. A nawet gdyby pan przybył sam jeden i bez niczyjego polecenia, wystarczy, by noc była słotna, panu za(cid:286) dobrze z oczu patrzyło, a przyjm(cid:261) pana ch(cid:266)tnie i go(cid:286)cinnie w domu hrabiego de Châteaubrun. – Ten szlachcic jest podobno ubogi, miałbym skrupuły nadu(cid:298)ywać jego dobrego serca. – Przeciwnie, zrobi mu pan przyjemno(cid:286)ć. Co tam, przecie pan widzi, (cid:298)e burza powraca z jeszcze wi(cid:266)ksz(cid:261) sił(cid:261), i nie miałbym sumienia zostawić pana samego w górach. Wie pan, nie trzeba mi mieć za złe, (cid:298)em panu moich usług odmówiłś mam po temu swoje racje, o których pan s(cid:261)dzić nie mo(cid:298)e i których nie mam obowi(cid:261)zku wyłuszczaćś ale b(cid:266)d(cid:266) spał spokojniej, je(cid:286)li pan posłucha mojej rady. Znam zreszt(cid:261) pana Antoniego, wzi(cid:261)łby mi za złe, gdybym pana nie zatrzymał i nie przyprowadził na zamekś jeszcze gotów byłby pobiec za panem, co nie wyszłoby mu na zdrowie zaraz po kolacji. – A... czy nie s(cid:261)dzi pan, (cid:298)e jego córka b(cid:266)dzie nierada z przybycia nieznajomego?... – Jego córka jest jego córk(cid:261), to znaczy, (cid:298)e jest równie dobra jak on, je(cid:286)li nie lepsza, choć to si(cid:266) zdaje zgoła niemo(cid:298)liwe. Młodzieniec wahał si(cid:266) jeszcze chwil(cid:266)ś lecz urzeczony jakim(cid:286) romantycznym urokiem przygody i tworz(cid:261)c w wyobra(cid:296)ni obraz owej perły niezwykłej pi(cid:266)kno(cid:286)ci, któr(cid:261) odkryje w(cid:286)ród tych gro(cid:296)nych murów, powiedział sobie, (cid:298)e oczekuj(cid:261) go w żargilesse dopiero nazajutrz w ci(cid:261)gu dniaś (cid:298)e przyje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c tam po(cid:286)rodku nocy zakłóciłby sen rodzicomś wyperswadował sobie wreszcie, (cid:298)e upieranie si(cid:266) przy swoich zamiarach byłoby rzecz(cid:261) wielce nierozwa(cid:298)n(cid:261), od której matka starałaby si(cid:266) go z pewno(cid:286)ci(cid:261) odwie(cid:286)ć, gdyby głos jej mógł w tej chwili dolecieć do niego. Pokonany wszystkimi argumentami, które wytaczamy sami sobie, wówczas gdy chochlik młodo(cid:286)ci i ciekawo(cid:286)ci si(cid:266) w to wdaje, poszedł za swoim przewodnikiem w stron(cid:266) starego zamku. II ZAMźK CHÂTźAUBRUN Wspi(cid:261)wszy si(cid:266) z trudem po stromej (cid:286)cie(cid:298)ce, a raczej po stopniach wykutych w skale, nasi podró(cid:298)ni po upływie dwudziestu minut znale(cid:296)li si(cid:266) przed wjazdem do zamku. Wiatr i ulewa nabierały coraz wi(cid:266)kszej siły, młodzieniec nie miał wi(cid:266)c mo(cid:298)no(cid:286)ci przyjrzeć si(cid:266) szerokiej bramie, która w tej chwili stanowiła w jego oczach jedynie pot(cid:266)(cid:298)nych rozmiarów mroczn(cid:261) 7 brył(cid:266). Zauwa(cid:298)ył tylko, (cid:298)e zamiast (cid:298)elaznych krat, jak przystało na wielkopa(cid:276)sk(cid:261) rezydencj(cid:266), siedzib(cid:266) otaczała zwykła drewniana bariera, podobna do tych, które ogradzały okoliczne ł(cid:261)ki. – Prosz(cid:266) tu na mnie poczekać – rzekł przewodnik do młodzie(cid:276)ca. – Przelez(cid:266) przez t(cid:266) barier(cid:266) i przynios(cid:266) kluczś bo co te(cid:298) tej starej Janilli przyszło do głowyŚ zało(cid:298)yła tu niedawno kłódk(cid:266), tak jakby złodziej mógł si(cid:266) na co(cid:286) połaszczyć u jej pa(cid:276)stwa. Zreszt(cid:261), miała dobre ch(cid:266)ci i nie robi(cid:266) jej z tego zarzutu. Wie(cid:286)niak bardzo zr(cid:266)cznie przeskoczył barier(cid:266), młodzieniec za(cid:286) czekaj(cid:261)c, a(cid:298) przewodnik jego powróci, by go wprowadzić na zamek, starał si(cid:266) na pró(cid:298)no zrozumieć układ rozpadaj(cid:261)cych si(cid:266) brył architektonicznych, które majaczyły w gł(cid:266)bi dziedzi(cid:276)caŚ robiły wra(cid:298)enie całkowitego chaosu. W par(cid:266) chwil potem zobaczył zbli(cid:298)aj(cid:261)ce si(cid:266) ku niemu postacie, które z po(cid:286)piechem otworzyły barier(cid:266)ś jedna z nich wzi(cid:266)ła za wodze konia, druga podała młodzie(cid:276)cowi r(cid:266)k(cid:266)ś trzecia wreszcie szła na przedzie, nios(cid:261)c latarni(cid:266). Pomoc jej była niezmiernie potrzebna, by lawirować pomi(cid:266)dzy zagradzaj(cid:261)cym przej(cid:286)cie gruzem i rosn(cid:261)cymi tam g(cid:266)sto cierniami. Min(cid:266)li cz(cid:266)(cid:286)ć dziedzi(cid:276)ca, kilka wielkich, ciemnych sal, otwartych na wszystkie cztery wiatry, i znale(cid:296)li si(cid:266) wreszcie w w(cid:261)skim, sklepionym pomieszczeniu, które mogło niegdy(cid:286) słu(cid:298)yć za kredens lub lamus ł(cid:261)cz(cid:261)cy kuchnie ze stajniami. W pokoju tym, starannie wybielonym, mie(cid:286)cił si(cid:266) teraz salon i jadalnia pana de Châteaubrun. Wymurowano tam niedawno kominek obramowany politurowanym i błyszcz(cid:261)cym drzewemś szeroka blacha (cid:298)elazna wypełniaj(cid:261)ca całe palenisko, przyniesiona tu zapewne z jednego z wielkich kominów zamku, zarówno jak oba wilki z polerowanego (cid:298)elaza odbijały wspaniale ciepło i blask ognia w tym pokoju o białych, nagich (cid:286)cianach, który dzi(cid:266)ki temu i przy pomocy małej blaszanej lampki był dostatecznie o(cid:286)wietlony. Stół z kasztanowego drzewa, mog(cid:261)cy w dni szczególnie uroczyste pomie(cid:286)cić a(cid:298) sze(cid:286)ć nakryć, kilka wyplatanych krzeseł i niemiecki zegar z kukułk(cid:261), kupiony za sze(cid:286)ć franków od w(cid:266)drownego handlarza, stanowiły całe umeblowanie tej skromnej bawialni. Wszystko to jednak było nieskazitelnej czysto(cid:286)ciś stół i krzesła, z gruba ciosane przez miejscowego stolarza, miały połysk zdradzaj(cid:261)cy usilne u(cid:298)ywanie szczotki i wełnianej (cid:286)cierki. Palenisko komina było starannie wymiecione, podłoga na angielsk(cid:261) modł(cid:266), wbrew miejscowym zwyczajom, wysypana piaskiemś w kamiennym dzbanie na kominku rozpo(cid:286)cierał si(cid:266) jak wachlarz olbrzymi bukiet ró(cid:298) pomieszanych z polnymi kwiatami zerwanymi na pobliskich wzgórzach. W tej skromnej siedzibie nie mo(cid:298)na było na pierwszy rzut oka dostrzec (cid:298)adnego wyszukania, (cid:298)adnej ch(cid:266)ci nadania jej pi(cid:266)tna poetyczno(cid:286)ci lub malowniczo(cid:286)ciś a jednak przyjrzawszy si(cid:266) bli(cid:298)ej łatwo si(cid:266) było przekonać, (cid:298)e w tym pokoju, tak jak w ka(cid:298)dym zamieszkałym przez człowieka wn(cid:266)trzu, charakter i wrodzony smak osoby, która je stworzyła, rz(cid:261)dziły b(cid:261)d(cid:296) wyborem, b(cid:261)d(cid:296) rozstawieniem sprz(cid:266)tów. Młodzieniec, wchodz(cid:261)c tu po raz pierwszy, znalazł si(cid:266) sam przez chwil(cid:266), podczas gdy gospodarze krz(cid:261)tali si(cid:266), by przyj(cid:261)ć go jak najgodniej, mógł wi(cid:266)c wytworzyć sobie wkrótce do(cid:286)ć słuszny s(cid:261)d o mieszka(cid:276)cach tego ustronia. Nie ulegało w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, (cid:298)e nawykli oni do pewnego wykwintu, (cid:298)e zachowali potrzeb(cid:266) pewnego dobrobytuś (cid:298)e znalazłszy si(cid:266) w ci(cid:266)(cid:298)kiej sytuacji mieli do(cid:286)ć zdrowego rozs(cid:261)dku, by wyrzec si(cid:266) wszelkiego zewn(cid:266)trznego blichtru, wreszcie, (cid:298)e wybrali na bawialni(cid:266) spo(cid:286)ród niewielu pokoi, które nie uległy zniszczeniu w tym rozległym dworzyszczu, najłatwiejszy do utrzymania, ogrzania, do umeblowania i o(cid:286)wietlenia i (cid:298)e instynktownie dali pierwsze(cid:276)stwo temu, który w proporcjach swoich był zarazem wytworny i pełen wdzi(cid:266)ku. Istotnie ten zak(cid:261)tek był cz(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) pierwszego pi(cid:266)tra czworok(cid:261)tnego pawilonu dobudowanego pod koniec Odrodzenia do starych murów tworz(cid:261)cych główn(cid:261) fasad(cid:266). Artysta, który skomponował t(cid:266) czworok(cid:261)tn(cid:261) wie(cid:298)yczk(cid:266), usiłował złagodzić przej(cid:286)cie ł(cid:261)cz(cid:261)ce ze sob(cid:261) dwa odmienne styleś nadał oknom kształt przypominaj(cid:261)cy dawne strzelnice i okienka obronneś widać było jednak, (cid:298)e te małe okr(cid:261)głe otwory nie były nigdy przeznaczone na to, by wystawiano przez nie działa, i (cid:298)e słu(cid:298)yły tylko jako ozdoba dla oka. Pi(cid:266)knie okolone 8 czerwon(cid:261) cegł(cid:261) na przemian z białymi kamieniami tworzyły od wewn(cid:261)trz ładne ramy, a rozmieszczone w sposób ornamentowane nisze pozwalały obej(cid:286)ć si(cid:266) bez papierowych obić lub rozwieszonych tkanin, a nawet mebli, które przytłoczyłyby tylko te (cid:286)ciany, nie dodaj(cid:261)c nic do ich pełnej wdzi(cid:266)ku prostoty. regularnych odst(cid:266)pach pomi(cid:266)dzy oknami w podobny W jednej z tych nisz, której podstaw(cid:266) tworzyła kamienna płyta biała i błyszcz(cid:261)ca jak marmur, podró(cid:298)ny zobaczył ładny wiejski kołowrotek i wrzeciono z namotan(cid:261) na nim brunatn(cid:261) wełn(cid:261)ś wpatruj(cid:261)c si(cid:266) w to narz(cid:266)dzie pracy, tak lekkie i naiwne zarazem, zatopił si(cid:266) w my(cid:286)lach, z których wyrwało go lekkie mu(cid:286)ni(cid:266)cie sukni kobiecej. Odwrócił si(cid:266) (cid:298)ywoś jednak(cid:298)e gwałtowne bicie młodzie(cid:276)czego serca ust(cid:261)piło miejsca przykremu rozczarowaniu. Była to stara słu(cid:298)(cid:261)caś dzi(cid:266)ki pokrywaj(cid:261)cej podłog(cid:266) warstwie piasku weszła bez szmeru i pochyliła si(cid:266), by wrzucić do komina nar(cid:266)cze p(cid:266)dów dzikiej winoro(cid:286)li. – Niech si(cid:266) pan przysunie do ognia – powiedziała stara, wymawiaj(cid:261)c „r” gardłowo i jakby z pewn(cid:261) przesad(cid:261) – prosz(cid:266) dać mi swój płaszcz i czapk(cid:266), wysusz(cid:266) je w kuchni. To dobry płaszcz od deszczuś nie pami(cid:266)tam, jak si(cid:266) ten materiał nazywa, ale widziałam taki w Pary(cid:298)u. Rada bym, (cid:298)eby nasz pan hrabia mógł mieć podobnyĄ Ale to pewnie bardzo drogo kosztuje, zreszt(cid:261) nie wiadomo, czyby chciał to nosić. Wci(cid:261)(cid:298) mu si(cid:266) zdaje, (cid:298)e ma dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć lat, i twierdzi, (cid:298)e nigdy jeszcze wody niebieskie nie przyprawiły o katar uczciwego człowiekaś a jednak zeszłej zimy skar(cid:298)ył si(cid:266) troch(cid:266) na ischias... Ale w pa(cid:276)skim wieku człowiek si(cid:266) takich rzeczy nie boi. Tak czy owak, niech pan sobie krzy(cid:298) rozgrzejeś o tak, prosz(cid:266) sobie krzesło obrócić, b(cid:266)dzie panu lepiej. Pan z Pary(cid:298)a, jestem tego pewnaś poznałam to zaraz po pa(cid:276)skiej cerze, zbyt delikatnej jak na nasze stronyŚ pi(cid:266)kna okolica, mój panie, ale lato u nas upalne, a zima mro(cid:296)na. Powie mi pan, (cid:298)e dzi(cid:286) jest tak zimno jak w listopadzieś to prawda, có(cid:298) jednak na to poradzić? To przez t(cid:266) burz(cid:266). Ale ten pokoik jest poczciwy, łatwo si(cid:266) da ogrzać, przekona si(cid:266) pan o tym za chwil(cid:266). Na szcz(cid:266)(cid:286)cie nie brak nam chrustu. Tyle tu starych drzew, a potem same je(cid:298)yny, co rosn(cid:261) w podwórzu, starcz(cid:261), (cid:298)eby palić w piecu chlebowym cał(cid:261) zim(cid:266). Prawda, (cid:298)e nigdy du(cid:298)o chleba si(cid:266) nie piecze. Pan hrabia nic prawie nie jada, córka tak samoś najwi(cid:266)kszy (cid:298)arłok w całym domu to lokajczykś temu trzeba dać trzy funty chleba na dzie(cid:276). Tote(cid:298) piek(cid:266) dla niego oddzielny bochenek i (cid:298)yta nie (cid:298)ałuj(cid:266). W sam raz dla niego, a jeszcze jak dodać troch(cid:266) otr(cid:261)b, to bardzo chleba przysparza i wcale na zdrowie nie szkodzi. Ho, ho, to pana (cid:286)mieszy? I mnie tak(cid:298)e. Bo ja, widzi pan, całe (cid:298)ycie lubiłam (cid:286)miać si(cid:266) i gaw(cid:266)dzić, robota na tym nie cierpi, ceni(cid:266) pr(cid:266)dko(cid:286)ć we wszystkim. Pan Antoni jest taki samś jak co powie, trzeba duchem lecieć. Tote(cid:298) zawsze na tym punkcie byli(cid:286)my zgodni. Pan nam daruje, je(cid:286)li wypadnie mu troch(cid:266) poczekać. Pan hrabia zeszedł do piwnicy z tym człowiekiem, co to pana przyprowadził, a tam schody takie strome, (cid:298)e nie sposób i(cid:286)ć pr(cid:266)dkoś ale to dobra piwnica, prosz(cid:266) panaś mury grube przeszło na dziesi(cid:266)ć stóp, a tak gł(cid:266)boko w ziemi, (cid:298)e jak si(cid:266) człowiek tam dostanie, to mu si(cid:266) zdaje, (cid:298)e jest (cid:298)ywcem zakopany. PrawdziwieĄ a(cid:298) si(cid:266) robi nieswojo. Powiadaj(cid:261), (cid:298)e kiedy(cid:286) zamykano tam je(cid:276)ców wojennychś my nie zamykamy teraz nikogo i wino nasze doskonale si(cid:266) tam przechowuje. Spó(cid:296)niamy si(cid:266) te(cid:298) dlatego, (cid:298)e nasza córka ju(cid:298) le(cid:298)y w łó(cid:298)kuŚ miała dzi(cid:286) migren(cid:266), bo chodziła po sło(cid:276)cu bez kapelusza. Powiada, (cid:298)e chce si(cid:266) do tego przyzwyczaić i (cid:298)e je(cid:286)li ja mog(cid:266) si(cid:266) obchodzić bez kapelusza i parasolki, to i jej to niepotrzebneś ale si(cid:266) myliŚ wychowana była na panienk(cid:266), tak jak przystało biedactwuĄ Bo je(cid:286)li powiadam „nasza córka”, to nie dlatego (cid:298)ebym była matk(cid:261) panny żilbertyś niepodobna do mnie w niczym, tak jak szczygiełek niepodobny jest do zwykłego wróblaś ale (cid:298)e to ja j(cid:261) wychowałam, wi(cid:266)c przywykłam nazywać j(cid:261) swoj(cid:261) córeczk(cid:261), a ona za nic nie chciała si(cid:266) zgodzić, (cid:298)ebym przestała jej mówić po imieniu. To takie kochane dzieckoĄ Przykro mi, (cid:298)e le(cid:298)y w łó(cid:298)kuś ale zobaczy j(cid:261) pan jutro rano, bo nie pu(cid:286)cimy pana bez (cid:286)niadania, i ona pomo(cid:298)e mi usłu(cid:298)yć panu lepiej, ni(cid:298)bym to ja sama potrafiła. Nie brak mi sił co prawda, prosz(cid:266) pana, nogi mam zdrowe, jak pan widzi, jestem szczupła, choć mała i nie domy(cid:286)liłby si(cid:266) pan z pewno(cid:286)ci(cid:261), ile mam lat... Na przykład, ile te(cid:298) dałby mi pan lat?... 9 Młodzieniec liczył, (cid:298)e dzi(cid:266)ki temu pytaniu b(cid:266)dzie mógł wtr(cid:261)cić choć słowo, choć jedno grzeczne zdanie, by jej podzi(cid:266)kować i poruszyć temat, który go interesował, pragn(cid:261)ł bowiem dowiedzieć si(cid:266) wi(cid:266)cej szczegółów o pannie żilbercieś ale zacna kobieta nie czekała na jego odpowied(cid:296) i ci(cid:261)gn(cid:266)ła dalej z wielk(cid:261) swad(cid:261)Ś – Mam sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t cztery lata, prosz(cid:266) pana, to znaczy, sko(cid:276)cz(cid:266) sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t cztery na (cid:286)wi(cid:266)ty Jan, a zepchn(cid:266) wi(cid:266)cej roboty ni(cid:298) trzy młode dziewczyny. Krewka jestem, prosz(cid:266) pana. Nie pochodz(cid:266) z Berryś urodziłam si(cid:266) w Marchii, o jakie dwadzie(cid:286)cia cztery kilometry st(cid:261)dś to od razu znać i widać. Przygl(cid:261)da si(cid:266) pan robocie naszej córki? Czy wie pan, (cid:298)e potrafi prz(cid:261)(cid:286)ć tak równo i tak cienko jak najlepsza prz(cid:261)(cid:286)niczka ze wsi? Uparła si(cid:266), (cid:298)ebym j(cid:261) nauczyła prz(cid:261)(cid:286)ć wełn(cid:266). „Słuchaj, matko – powiedziała mi (bo ona mnie zawsze tak nazywaś biedne dziecko nie pami(cid:266)ta własnej matki i kochało mnie zawsze, jakbym to ja j(cid:261) urodziła, choć podobne jeste(cid:286)my do siebie nie przymierzaj(cid:261)c jak ró(cid:298)a do pokrzywy) – słuchaj, matko – powiada – te hafty, te rysunki, te wszystkie bzdury, których mnie uczono w klasztorze, na nic si(cid:266) tu nie zdadz(cid:261). Naucz mnie prz(cid:261)(cid:286)ć, robić na drutach, szyć, tak abym mogła pomóc ci w sporz(cid:261)dzaniu odzie(cid:298)y dla mego ojca...” Skoro tylko niezmordowany monolog zaczynał zaciekawiać nieco znu(cid:298)onego słuchacza, poczciwa kobiecina wyszła z pokoju, tak jak to ju(cid:298) niejednokrotnie przedtem czyniła – nie usiadła bowiem ani na chwil(cid:266) – i nie przestaj(cid:261)c prawić nakryła stół grubym białym obrusem, rozstawiła talerze, szklanki, poło(cid:298)yła no(cid:298)e, zamiotła na nowo palenisko, wytarła krzesła i chyba z dziesi(cid:266)ć razy podsyciła ogie(cid:276), nawi(cid:261)zuj(cid:261)c przy tym nieustannie w(cid:261)tek solowej piosenki w tym samym miejscu, gdzie go przerwała. Tym razem jednak gardłowy jej głos, który nie przestawał dolatywać z s(cid:261)siedniego korytarzyka, przytłumiły dwa silniejsze głosy i hrabia de Châteaubrun w towarzystwie wie(cid:286)niaka, który przyprowadził naszego młodzie(cid:276)ca, ukazał si(cid:266) wreszcie jego oczom. Ka(cid:298)dy z nich niósł dwa kamienne dzbany, które postawili na stole. Wówczas dopiero młodzieniec mógł przyjrzeć si(cid:266) dokładnie rysom obu przybyłych. Pan de Châteaubrun był m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261) lat około pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu, (cid:286)redniego wzrostu, o pi(cid:266)knych i szlachetnych rysach. Barczysty, miał kark jak u byka, r(cid:266)ce i nogi atlety, płeć ogorzał(cid:261) co najmniej tak jak jego towarzysz i pot(cid:266)(cid:298)ne dłonie, stwardniałe, opalone, spierzchłe na polowaniu, na sło(cid:276)cu i wietrześ istne r(cid:266)ce kłusownika – zacny hrabia posiadał bowiem zbyt mało ziemi własnej, by nie polować na cudzej. Twarz miał pogodn(cid:261), szczer(cid:261) i u(cid:286)miechni(cid:266)t(cid:261)ś nogi silne, głos stentorowy. Jego solidne ubranie my(cid:286)liwskie, schludne, choć połatane na łokciach, koszula z konopianego płótna, skórzane sztylpy, szpakowaty zarost czekaj(cid:261)cy cierpliwie niedzielnej brzytwy, wszystko w nim (cid:286)wiadczyło, (cid:298)e nawykł do twardego, dzikiego nawet (cid:298)ycia, podczas gdy ujmuj(cid:261)cy wyraz twarzy, gładki i serdeczny sposób bycia oraz niepozbawiona pewnej godno(cid:286)ci swoboda zdradzały szlachcica dwornych manier, który nawykł raczej okazywać pomoc i opiek(cid:266) ni(cid:298) jej oczekiwać od innych. Towarzysz(cid:261)cy hrabiemu wie(cid:286)niak nie dorównywał mu w najmniejszym nawet stopniu pod wzgl(cid:266)dem schludno(cid:286)ci. Burza i złe drogi uszkodziły powa(cid:298)nie jego bluz(cid:266) i obuwie. Je(cid:286)li zarost hrabiego datował si(cid:266) sprzed tygodnia, szczecina wie(cid:286)niaka chyba z gór(cid:261) od dwóch tygodni nie ogl(cid:261)dała brzytwy. Wie(cid:286)niak był chudy, ko(cid:286)cisty, zwinny, wy(cid:298)szy od hrabiego o kilka cali, a choć twarz jego wyra(cid:298)ała tak(cid:298)e dobroć i serdeczno(cid:286)ć, chwilami przebiegały j(cid:261), je(cid:286)li tak powiedzieć mo(cid:298)na, błyskawice zło(cid:286)liwo(cid:286)ci, smutku lub wyniosłej niech(cid:266)ci do ludzi. Był niew(cid:261)tpliwie b(cid:261)d(cid:296) m(cid:261)drzejszy, b(cid:261)d(cid:296) bardziej nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy od pana zamku Châteaubrun. – A wi(cid:266)c, mój panie – zapytał szlachcic – czy zd(cid:261)(cid:298)ył si(cid:266) pan troch(cid:266) osuszyć? Rad jestem pana u siebie powitać i słu(cid:298)(cid:266) kolacj(cid:261). – Wdzi(cid:266)czny jestem za tak go(cid:286)cinne przyj(cid:266)cie – odpowiedział podró(cid:298)ny – uwa(cid:298)am jednak, (cid:298)e uchybiłbym dobrym obyczajom, gdybym przede wszystkim si(cid:266) panu nie przedstawił. – Źobrze, dobrze – ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej hrabia, którego nazywać b(cid:266)dziemy odt(cid:261)d panem Antonim, jak to czynili wszyscy w całej okolicy – powie mi pan to potem, je(cid:286)li pan sobie ńŃ (cid:298)yczy. Ja ze swej strony nie zamierzam stawiać panu (cid:298)adnych pyta(cid:276) i pragn(cid:266) wywi(cid:261)zać si(cid:266) z obowi(cid:261)zków go(cid:286)cinno(cid:286)ci nie zmuszaj(cid:261)c pana, by(cid:286) mi deklinował swoje nazwisko i tytuły. Jest pan w podró(cid:298)y, obcy w tej okolicy, ta piekielna noc zaskoczyła pana u mego proguŚ oto pa(cid:276)skie tytuły i pa(cid:276)skie prawa. Nie do(cid:286)ć na tym, podobaj(cid:261) mi si(cid:266) zarówno twarz pa(cid:276)ska, jak i minaś a nagrod(cid:261) dla mnie b(cid:266)dzie rado(cid:286)ć, jak(cid:261) sprawi mi oddanie przysługi zacnemu chłopcu. Niech(cid:298)e wi(cid:266)c pan siada, przek(cid:261)si co(cid:286) i wypije. – Zbytnia to łaska z pa(cid:276)skiej strony i wzrusza mnie szczero(cid:286)ć i uprzejmo(cid:286)ć, z jak(cid:261) wita pan podró(cid:298)nych. Nic mi wszak(cid:298)e nie potrzeba, wystarczy a(cid:298) nadto, je(cid:286)li pan pozwoli mi doczekać tu ko(cid:276)ca burzy. Jadłem kolacj(cid:266) w źguzon, przed niespełna godzin(cid:261). Zaklinam wi(cid:266)c pana, by(cid:286) nie kazał mi nic podawać. – Jest pan ju(cid:298) po kolacji? Ale(cid:298) to niczego nie dowodziĄ Czy(cid:298)by pan nale(cid:298)ał do ludzi, których (cid:298)oł(cid:261)dek potrafi strawić na raz tylko jeden posiłek? Kiedy byłem w pa(cid:276)skim wieku, gotów byłbym zje(cid:286)ć kolacj(cid:266) o ka(cid:298)dej godzinie w ci(cid:261)gu nocy, byle mi si(cid:266) tylko po temu nadarzyła sposobno(cid:286)ć. Konna przeja(cid:298)d(cid:298)ka i powietrze górskie wystarcz(cid:261), by zaostrzyć na nowo apetyt. Co prawda, gdy si(cid:266) do(cid:298)yje pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tki, (cid:298)oł(cid:261)dek przestaje ju(cid:298) być tak układnyś tote(cid:298) je(cid:286)li o mnie chodzi, pół szklanki dobrego wina i skórka czerstwego chleba wystarczaj(cid:261) mi całkowicie. Niech(cid:298)e pan jednak nie robi ceremonii. Przybył pan w sam(cid:261) por(cid:266), miałem wła(cid:286)nie zasi(cid:261)(cid:286)ć do stołu, a (cid:298)e moja biedna mała cierpi dzi(cid:286) na migren(cid:266), smutno było nam obojgu, Janilli i mnie, je(cid:286)ć kolacj(cid:266) tylko we dwojeś przybycie pa(cid:276)skie jest wi(cid:266)c pociech(cid:261) zarówno dla nas, jak dla tego zacnego człowieka, towarzysza moich lat dzieci(cid:266)cych, którego zawsze ch(cid:266)tnie witam u siebie. Siadaj no tu przy mnie – dodał zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do wie(cid:286)niaka – a pani, jejmo(cid:286)ć Janillo, naprzeciwko mnie. Prosz(cid:266) robić honory domu, bo wie pani przecie(cid:298), jak mam ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) r(cid:266)k(cid:266)Ś kiedy zabieram si(cid:266) do krajania mi(cid:266)sa, przecinam na dwoje piecze(cid:276), półmisek, obrus, ba, mo(cid:298)e nawet i stół, a to pani(cid:261) gniewa. Kolacja, któr(cid:261) jejmo(cid:286)ć pani Janilla rozstawiła na stole z wyra(cid:296)n(cid:261) satysfakcj(cid:261), składała si(cid:266) z sera koziego, sera owczego, talerza orzechów, talerza (cid:286)liwek suszonych, wielkiego bochna razowego chleba i czterech dzbanów wina przyniesionych osobi(cid:286)cie przez pana domu. Biesiadnicy zabrali si(cid:266) (cid:298)wawo i z widocznym zadowoleniem do skromnego jadłaś jedynie podró(cid:298)ny nie miał wcale apetytu i tylko podziwiał uprzejmo(cid:286)ć, z jak(cid:261) czcigodny gospodarz dzielił z nim, bez najmniejszego zakłopotania, swój skromny codzienny posiłek. Było w tej serdecznej i naiwnej prostocie co(cid:286) ojcowskiego i dzieci(cid:266)cego zarazem, co zyskało mu od razu serce młodzie(cid:276)ca. Wierny szlachetnemu prawu, które sam sobie narzucił, pan Antoni o nic swego go(cid:286)cia nie pytał, unikał te(cid:298) wypowiedzenia jakiejkolwiek uwagi, która mogłaby si(cid:266) wydać zamaskowan(cid:261) ciekawo(cid:286)ci(cid:261). Wie(cid:286)niak zdradzał teraz pewien niepokój i zachowywał si(cid:266) pow(cid:286)ci(cid:261)gliwie Wkrótce jednak dał si(cid:266) wci(cid:261)gn(cid:261)ć w ogóln(cid:261) rozmow(cid:266), wszcz(cid:266)t(cid:261) przez pana Antoniego i jejmo(cid:286)ć Janill(cid:266), rozruszał si(cid:266) i pozwalał sobie tak cz(cid:266)sto dolewać do szklanki, (cid:298)e a(cid:298) podró(cid:298)ny zacz(cid:261)ł ze zdziwieniem przygl(cid:261)dać si(cid:266) człowiekowi, który zdolny był pić tak wiele nie tylko nie trac(cid:261)c przytomno(cid:286)ci umysłu, lecz wła(cid:286)ciwej sobie zimnej krwi i powagi. Hrabia natomiast, zaledwie opró(cid:298)nił do połowy stoj(cid:261)cy przed nim dzban, miał ju(cid:298) błyszcz(cid:261)ce oczy, purpurowy nos i r(cid:266)ka zacz(cid:266)ła mu dr(cid:298)eć. Nie mówił wszak(cid:298)e od rzeczy nawet wówczas, gdy osuszył ju(cid:298) ze swym przyjacielem wie(cid:286)niakiem wszystkie cztery dzbanyś Janilla bowiem, czy to przez oszcz(cid:266)dno(cid:286)ć, czy te(cid:298) przez wrodzon(cid:261) pow(cid:286)ci(cid:261)gliwo(cid:286)ć, dolała sobie zaledwie kilka kropel do wody, podró(cid:298)ny za(cid:286), zdobywszy si(cid:266) na bohaterski wysiłek, by przełkn(cid:261)ć pierwsz(cid:261) szklank(cid:266), zaniechał tego kwa(cid:286)nego, m(cid:266)tnego i szkaradnego napoju. Obaj wie(cid:286)niacy zdawali si(cid:266) jednak nim delektować. Po kwadransie Janilla, która nie mogła (cid:298)yć bez ruchu, wstała od stołu, wzi(cid:266)ła do. r(cid:266)ki druty i zasiadła przy kominku z robot(cid:261)ś drapała si(cid:266) przy tym co chwila drutem w skronie, nie targaj(cid:261)c wszak(cid:298)e gładko zaczesanych, czarnych jeszcze pasem włosów wymykaj(cid:261)cych si(cid:266) spod czepka. Ta schludna i drobna staruszka mogła być kiedy(cid:286) ładnaś jej delikatny profil nie był pozbawiony szlachetno(cid:286)ci i gdyby nie lekkie ńń zmanierowanie i ch(cid:266)ć pochwalenia si(cid:266) swoimi zdolno(cid:286)ciami i wdzi(cid:266)kiem, byłaby równie(cid:298) przypadła podró(cid:298)nemu do serca. Pozostałe postacie, które pod nieobecno(cid:286)ć panienki zapełniały jadalni(cid:266) pana Antoniego, były toŚ pi(cid:266)tnastoletni mo(cid:298)e chłopiec wiejski, o bystrych oczach i zwinnych ruchach, pełni(cid:261)cy tu obowi(cid:261)zki totumfackiego, oraz stary pies my(cid:286)liwski o zamglonych oczach, zapadni(cid:266)tych bokach i melancholijnym, rozmarzonym wyrazie. Le(cid:298)ał u nóg swego pana i z filozoficznym spokojem zasypiał pomi(cid:266)dzy jednym a drugim k(cid:266)sem, który mu podawał hrabia mówi(cid:261)c do niego „mospanie” z min(cid:261) na poły powa(cid:298)n(cid:261), na poły krotochwiln(cid:261). III PAN CARŹONNźT żodzin(cid:266) z gór(cid:261) siedziano ju(cid:298) przy stole, a pan Antoni nie zdawał si(cid:266) wcale mieć dosyć tego posiedzenia. Zarówno on, jak i jego przyjaciel, wie(cid:286)niak, jedli po male(cid:276)ku niewielkie serki i popijali hojne miary wina z t(cid:261) majestatyczn(cid:261) powolno(cid:286)ci(cid:261), któr(cid:261) Berryjczycy doprowadzili niemal do mistrzostwa. Si(cid:266)gali na przemian no(cid:298)em po ów przysmak, którego kwaskawa wo(cid:276) bynajmniej nie była przyjemna, dzielili go na małe cz(cid:261)steczki, po czym układali je metodycznie na gliniane talerze i zjadali na razowym chlebie co do okruszyny. Ka(cid:298)dy k(cid:266)s popijali łykiem domowego wina, za ka(cid:298)dym razem tr(cid:261)caj(cid:261)c si(cid:266) szklankami i wymieniaj(cid:261)c przy tym grzeczno(cid:286)ciŚ „W twoje r(cid:266)ce, kolegoĄ” – „Pa(cid:276)skie zdrowie, panie AntoniĄ” albo te(cid:298)Ś „Twoje zdrowie, mój stary” – „Nawzajem, panie hrabioĄ” żdyby tak dalej poszło, uczta mogła trwać cał(cid:261) nocś podró(cid:298)ny za(cid:286), wyczerpany udawaniem, (cid:298)e je i pije, choć jak mógł starał si(cid:266) tego unikać, z trudem walczył ze snem, kiedy nagle rozmowa tocz(cid:261)ca si(cid:266) dot(cid:261)d o pogodzie, o sprz(cid:266)cie siana, cenach bydła i młodych szczepach winnych przybrała stopniowo obrót, który go (cid:298)ywo zainteresował. – Je(cid:286)li taka pogoda dłu(cid:298)ej potrwa – mówił wie(cid:286)niak nasłuchuj(cid:261)c szumu ulewy – woda przybierze w tym miesi(cid:261)cu niczym w marcu. Z żargilesse nie ma (cid:298)artów i pan Cardonnet mo(cid:298)e ponie(cid:286)ć nie byle jakie straty. – To (cid:296)le – powiedział pan Antoni – byłaby to wielka szkoda, dokonał bowiem wielkich i – Có(cid:298), kiedy rzeczka kpi sobie z tego – odparł wie(cid:286)niak – ja za(cid:286) uwa(cid:298)am, (cid:298)e szkoda nie pi(cid:266)knych robót na tej rzece. byłaby znów tak wielka. – Co te(cid:298) ty mówiszĄ Ten człowiek wydał na żargilesse z gór(cid:261) dwie(cid:286)cie tysi(cid:266)cy, a wystarczy, by woda, jak mówi(cid:261) u nas, si(cid:266) rozsierdziła, a ju(cid:298) to wszystko diabli wzi(cid:266)li. – Czyby to znów było takie nieszcz(cid:266)(cid:286)cie, panie Antoni? – Nie powiedziałem, (cid:298)eby to miało być nieszcz(cid:266)(cid:286)cie nie do naprawienia dla człowieka, którego maj(cid:261)tek licz(cid:261) na milion – ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej hrabia, który w prostocie serca nie mógł zrozumieć wrogich uczuć, jakie jego przyjaciel (cid:298)ywił do pana Cardonnet – ale zawszeć byłaby to strata. – Tote(cid:298) (cid:286)miałbym si(cid:266) w duchu, gdyby los wywiercił tak(cid:261) dziur(cid:266) w jego kabzie. – To bardzo brzydko z twojej strony, mój staryĄ Czy masz jaki (cid:298)al do tego przybysza? Nie zrobił nigdy (cid:298)adnej krzywdy ani mnie, ani tobie. ń2 – Zrobił krzywd(cid:266) panu, panie Antoni, i mnie, i całej wsi. Tak, powiadam panu, zrobił to rozmy(cid:286)lnie i b(cid:266)dzie nadal szkodził wszystkim dokoła. Pozwólcie, (cid:298)eby jastrz(cid:266)biowi dziób urósł, a zobaczycie, jakie spustoszenie zrobi w waszym kurniku. – Zawsze te twoje fałszywe pogl(cid:261)dy, mój staryś mówiłem ci ju(cid:298) sto razy, (cid:298)e masz fałszywe pogl(cid:261)dyś (cid:298)ywisz pretensje do tego człowieka o to, (cid:298)e jest bogaty. Czy to jego wina? – Tak, prosz(cid:266) pana, to jego wina. Kto(cid:286), kto – być mo(cid:298)e – pochodzi z równie niskiego stanu jak ja, a kto zaszedł tak wysoko, nie jest człowiekiem uczciwym. – Zlituj si(cid:266)Ą Co te(cid:298) ty wygadujesz? My(cid:286)lisz, (cid:298)e nie mo(cid:298)na doj(cid:286)ć do maj(cid:261)tku nie kradn(cid:261)c? – Nie wiem, czy tak jest, ale wierz(cid:266) w to (cid:286)wi(cid:266)cie. Wiem, (cid:298)e pan urodził si(cid:266) bogatym i (cid:298)e pan przestał nim być. Wiem, (cid:298)e urodziłem si(cid:266) biedakiem i zawsze nim pozostan(cid:266)ś ale widzi mi si(cid:266), (cid:298)e gdyby pan wyjechał do innych krajów nie zapłaciwszy długów swego ojca, a gdybym ja ze swej strony zacz(cid:261)ł handlować ko(cid:276)mi, kr(cid:266)cić i oszukiwać, gdzie si(cid:266) da, je(cid:296)dziliby(cid:286)my dzi(cid:286) obaj karet(cid:261). Przepraszam, prosz(cid:266) darować, je(cid:286)lim pana obraził – dodał wie(cid:286)niak, szorstko i z odcieniem dumy zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do młodzie(cid:276)ca, który nie potrafił ukryć alteracji, w jak(cid:261) wprawiła go ta rozmowa. – Młodzie(cid:276)cze – rzekł hrabia – zna pan, być mo(cid:298)e, pana Cardonnet, jest pan jego urz(cid:266)dnikiem lub ma pan wobec niego jakie(cid:286) długi wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci. Prosz(cid:266), niech pan nie zwa(cid:298)a na to, co mówi ten zacny wie(cid:286)niak. Wytwarza on sobie przesadne poj(cid:266)cie o rzeczach, których dobrze nie rozumie. W gruncie, mo(cid:298)e pan być pewien, nie jest ani nienawistny, ani zazdrosny, ani te(cid:298) zdolny w najmniejszym nawet stopniu zaszkodzić panu Cardonnet. – Mało przywi(cid:261)zuj(cid:266) wagi do jego słów – odpowiedział nieznajomy młodzieniec. – Źziwi mnie tylko, panie hrabio, (cid:298)e człowiek, którego pan darzy szacunkiem, tak lekkomy(cid:286)lnie psuje czyj(cid:261)(cid:286) opini(cid:266), nie mog(cid:261)c przeciwko temu komu(cid:286) przytoczyć najmniejszego nawet faktu i wcale nie znaj(cid:261)c jego przeszło(cid:286)ci. Poprosiłem pa(cid:276)skiego go(cid:286)cia, by udzielił mi bli(cid:298)szych informacji o tym panu Cardonnet, do którego zdaje si(cid:266) (cid:298)ywić osobist(cid:261) nienawi(cid:286)ć, ale odmówił mi wszelkich wyja(cid:286)nie(cid:276). Czyni(cid:266) pana s(cid:266)dzi(cid:261)Ś czy mo(cid:298)na wyrobić sobie sprawiedliw(cid:261) opini(cid:266) na podstawie bezzasadnych zarzutów i czy – je(cid:286)li pan lub ja powzi(cid:266)li(cid:286)my ujemne zdanie o tym panu Cardonnet – pa(cid:276)ski go(cid:286)ć nie popełnił złego uczynku? – Sercem i my(cid:286)l(cid:261) zgadzam si(cid:266) z tym, co pan mówi, młodzie(cid:276)cze – odrzekł pan Antoni. – Ty za(cid:286) – dodał zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do swego gburowatego współbiesiadnika i uderzaj(cid:261)c pi(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) w stół, min(cid:266) miał przy tym gro(cid:296)n(cid:261), ale w oczach jego (cid:298)yczliwo(cid:286)ć i dobroć brały gór(cid:266) nad gniewem – post(cid:261)piłe(cid:286) niesłusznie i powiesz nam w tej chwili, co masz do zarzucenia temu Cardonnet, by(cid:286)my mogli os(cid:261)dzić, czy twoje pretensje maj(cid:261) jak(cid:261)kolwiek warto(cid:286)ć. W przeciwnym razie b(cid:266)dziemy zmuszeni uznać, (cid:298)e masz podejrzliwy charakter i zły j(cid:266)zyk. – Nie mam nic wi(cid:266)cej do powiedzenia ponad to, o czym wszyscy wiedz(cid:261) – odparł wie(cid:286)niak ze spokojem, bynajmniej nie onie(cid:286)mielony nagan(cid:261). – Ludzie widz(cid:261) wiele rzeczy i ka(cid:298)dy s(cid:261)dzi je wedle swego rozumieniaś ale poniewa(cid:298) ten młodzieniec nie zna pana Cardonnet – dodał obrzucaj(cid:261)c podró(cid:298)nego przenikliwym spojrzeniem – i poniewa(cid:298) tak bardzo pragnie wiedzieć, jaki to człowiek, niech mu pan sam to powie, panie Antoni, a skoro ju(cid:298) pan ustali fakty, ja dodam pewne szczegółyś powiem, jakie były ich przyczyny i jakie skutkiś ten pan b(cid:266)dzie mógł sam os(cid:261)dzić, jak stoj(cid:261) sprawy, chyba (cid:298)e ma racje wa(cid:298)niejsze od moich, by nie powiedzieć, co o tym my(cid:286)li. – ZgodaĄ – rzekł pan Antoni, który zwracał mniej baczn(cid:261) uwag(cid:266) ni(cid:298) jego towarzysz na wzrastaj(cid:261)c(cid:261) alteracj(cid:266) młodzie(cid:276)ca. – Powiem wszystko tak, jak jest, a je(cid:286)li si(cid:266) omyl(cid:266) lub je(cid:286)li mnie pami(cid:266)ć zawiedzie, upowa(cid:298)niam jejmo(cid:286)ć Janill(cid:266), której pami(cid:266)ć i dokładno(cid:286)ć mo(cid:298)na porównać tylko z almanachem, by mi zaprzeczyła lub by mi przerwała. Ty za(cid:286), hultaju – dodał, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do swego pazia w chłopskiej bluzie i sabotach – nie gap si(cid:266) tak na mnie, kiedy mówi(cid:266). Twój utkwiony we mnie wzrok przyprawia mnie o zawrót głowy, za(cid:286) rozdziawione usta przypominaj(cid:261) mi studni(cid:266), do której boj(cid:266) si(cid:266) wlecieć. Co to znaczy? (cid:285)miejesz si(cid:266)? (cid:297)eby(cid:286) wiedział, (cid:298)e nicpo(cid:276) w twoim wieku nie powinien sobie pozwalać na ń3 jakie(cid:286) (cid:286)miechy w obecno(cid:286)ci swego chlebodawcy. Sta(cid:276) za mn(cid:261) i zachowaj si(cid:266) tak przyzwoicie jak ten oto „Mospanek”. To mówi(cid:261)c wskazał psa, a miał przy tym tak powa(cid:298)n(cid:261) min(cid:266) i (cid:298)artował tak gło(cid:286)no, (cid:298)e podró(cid:298)ny zadał sobie pytanie, czy hrabia nie miewa czasem napadów wielkopa(cid:276)skiego despotyzmu, tak niezgodnego z jego zwykł(cid:261) dobroduszno(cid:286)ci(cid:261). Jedno spojrzenie wszak(cid:298)e na twarz chłopca wystarczyło, aby go przekonać, (cid:298)e wszystko to było widać powszedni(cid:261) dla niego komedi(cid:261), gdy(cid:298) nicpo(cid:276) usiadł natychmiast koło psa i zacz(cid:261)ł si(cid:266) z nim bawić, bynajmniej nie stropiony ani zawstydzony. Sposób bycia pana Antoniego był wszelako tak swoisty, (cid:298)e trudno było go zrozumieć od razuś tote(cid:298) młodemu podró(cid:298)nemu zdawało si(cid:266), (cid:298)e hrabia wypił za wiele i zaczyna ple(cid:286)ć trzy po trzy, przestał wi(cid:266)c przywi(cid:261)zywać jak(cid:261)kolwiek wag(cid:266) do jego słów. Hrabia jednak(cid:298)e rzadko kiedy tracił głow(cid:266), choćby był nawet stracił ju(cid:298) władz(cid:266) w nogach, i oddawał si(cid:266) teraz ulubionej rozrywceŚ drwił i (cid:298)artował sobie z otoczenia, lecz w tym jedynie celu, by rozproszyć przykre wra(cid:298)enie, jakie dyskusja wywarła na biesiadnikach. – Mospanie – zacz(cid:261)ł zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do swego go(cid:286)cia... Lecz przerwał mu pies, który, nawykły równie(cid:298) do (cid:298)artów, wzi(cid:261)ł do siebie t(cid:266) apostrof(cid:266) i zacz(cid:261)ł tr(cid:261)cać hrabiego w łokieć, podskakuj(cid:261)c przy tym z tak(cid:261) gracj(cid:261), na jak(cid:261) pozwalał mu jego s(cid:266)dziwy wiek. – OhoĄ Mospanie – powtórzył hrabia piorunuj(cid:261)c psa spojrzeniem. – Co to ma znaczyć? Odk(cid:261)d to masz takie maniery jak (cid:296)le wychowany człowiek? Kład(cid:296) si(cid:266) zaraz i (cid:286)pij, i (cid:298)eby mi si(cid:266) to wi(
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Grzech pana Antoniego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: