Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00153 002473 20852963 na godz. na dobę w sumie
Literatura świadomości. Samuel Beckett-podmiot-negatywność - ebook/pdf
Literatura świadomości. Samuel Beckett-podmiot-negatywność - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 541
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1445-7 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Samuel Beckett jest w tej książce postacią centralną, ale nie jedyną. Jego dramaty, utwory prozą i poezja pozwalają zrozumieć, że pytania, które w języku własnej twórczości, trudnym do przełożenia na inny „zewnętrzny” język, stawia pisarz, są centralnymi kwestiami podejmowanymi przez najwybitniejszych myślicieli nowoczesności. Tak właśnie powstał pomysł, ażeby potraktować autora Molloya jako jednego z najważniejszych uczestników modernistycznej debaty o możliwościach istnienia, statusie i kształcie podmiotu, jednostkowej świadomości, która próbuje odnaleźć własne miejsce w świecie radykalnej alienacji – w rzeczywistości, w której sztuka stała się ostatnim sposobem na odzyskanie utraconego czasu i doświadczenia. Bardziej więc niż ściśle literaturoznawcze analizy autora zajmowało śledzenie przemian form podmiotowości i praca analityczna polegająca na ich konceptualizacji; bardziej niż uniwersalizm problemów wielorakie napięcia, jakie rodzą się w wyniku starcia świadomości i świata, które składałyby się na historię zmagania się nowoczesnego podmiotu z tym, co negatywne: śmiercią, nicością, nieobecnością sensu i pozorem życia. Utwory Becketta, układające się w nadzwyczaj spójny projekt literatury jako formy myślenia, im bardziej pozostają – by sparafrazować słynną maksymę Paula Klee – „nieuchwytne we własnej immanencji”, tym bardziej domagają się lektury, która – jak się wydaje – nie może mieć końca. Książka ta jest próbą sprostania wyzwaniu, jakim jest egzystencjalny, artystyczny i filozoficzny projekt autora Nienazywalnego.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

J A K U B M O M R O LITERATURA ŒWIADOMOŒCI SAMUEL BECKETT – PODMIOT – NEGATYWNOŒÆ UNIVERSITAS LITERATURA ŒWIADOMOŒCI 7777 Komitet redakcyjny: Micha³ Pawe³ Markowski, Ryszard Nycz (przewodnicz¹cy), Micha³ Pawe³ Markowski, Ryszard Nycz , Ma³gorzata Sugiera Ma³gorzata Sugiera Seria TAiWPN Universitas Horyzonty nowoczesnoœci: teoria – literatura – kultura poœwiêcona jest prezentacji studiów nad tymi nurtami w literatu- rze, teorii, filozofii i historii kultury, których specyfikê okreœlaj¹ horyzonty nowoczesnoœci. W monografiach oraz zbiorach prac polskich i t³uma- czonych, sk³adaj¹cych siê na kolejne tomy tej serii, problematyka nowoczesnoœci stanowi punkt dojœcia, obszar centralny b¹dŸ przedmiot krytycznych odniesieñ i przewartoœciowañ – pozostaj¹c niezmiennie w krêgu zasadniczych badawczych zainteresowañ. W przygotowaniu: Tom 72: Bruno Latour, Splataj¹c na nowo to, co spo³eczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci Tom 84: Miasto w sztuce – sztuka miasta red. Ewa Rewers J A K U B M O M R O LITERATURA ŒWIADOMOŒCI SAMUEL BECKETT – PODMIOT – NEGATYWNOŒÆ KRAKÓW © Copyright by Jakub Momro and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2010 ISBN 97883-242-1445-7 TAiWPN UNIVERSITAS Redaktor naukowy Małgorzata Sugiera Opracowanie redakcyjne Jolanta Stal Projekt okładki i stron tytułowych Katarzyna Nalepa Na okładce zdjęcie własne www.universitas.com.pl Dla Igi Podziękowania Książka ta nie powstałaby, gdyby nie wsparcie wielu osób. Za opiekę naukową, wyrozumiałość i cierpliwość dziękuję Panu Profesorowi Jerzemu Jarzębskiemu; za wnikliwą lekturę i nie- zwykle cenne krytyczne uwagi – Pani Profesor Agacie Bielik- -Robson, Panu Profesorowi Ryszardowi Nyczowi oraz Pani Pro- fesor Małgorzacie Sugierze; za wieloletnie inspiracje – Panu Profesorowi Michałowi Pawłowi Markowskiemu; za pomysł na to, żebym zajął się twórczością Samuela Becketta – Panu Pro- fesorowi Włodzimierzowi Szturcowi. Nade wszystko chciałbym wyrazić wdzięczność moim Najbliższym, Rodzicom i Siostrze, których nieocenionej obecności i pomocy nieustannie doświad- czam. Przedmowa (...) to be an artist is to fail, as no other dare fail, that failure is his world and the shrink from it desertion, art and craft, good houseskeeping, living. Samuel Beckett Sztuka nie ma żadnych ogólnych praw, ale jednak w każdej z jej faz obowiązują obiektywne zakazy. Promieniują one z dzieł ka- nonicznych. Ich istnienie zarazem wskazuje, co od tej chwili nie jest możliwe. Theodor W. Adorno Znamię zagadkowości dzieł pozostaje w ścisłym związku z hi- storią. Ona sprawiła, że stały się kiedyś zagadkami i wciąż na nowo nimi się stają, i odwrotnie, jedynie historia, która nadała  S. Beckett, Three Dialogues, w: CE, vol. 4, s. 563. (Rozwinięcie za- stosowanych w przypisach skrótów znajduje się w Bibliografii.) W polskim przekładzie ten fragment brzmi następująco: „być artystą znaczy przegry- wać, i to przegrywać jak nikt inny, bo inni po prostu się na to nie ważą; że to właśnie przegrana to jego świat, wymykanie się jej to dezercja – sztu- ka i rzemiosło, dobre gospodarowanie, życie”. S. Beckett, Trzy dialogi z Georges’em Duthuit, przeł. z angielskiego i przypisami opatrzył A. Libe- ra, w: tegoż, Wierność przegranej, wybór i oprac. A. Libera, przeł. A. Libera i M. Nowoszewski, Kraków 1999, s. 122.  T. W. Adorno, Teoria estetyczna, przeł. K. Krzemieniowa, Warszawa 1994, s. 559. 0 Przedmowa im autorytet, oddala od nich kłopotliwe pytanie o ich raison d’être. Theodor W. Adorno Niedobra jest w dziełach refleksja, która kieruje nimi z ze- wnątrz, zadaje im gwałt, ale iść za tym, czego one chcą same z siebie, subiektywnie wcale nie można inaczej niż tylko po- przez refleksję, siła zaś do tego jest spontaniczna. Theodor W. Adorno4 Zapewne wszyscy czytelnicy tekstów i widzowie sztuk Be- cketta skazują się dobrowolnie na tę samą fascynację twarzą pi- sarza. Na fotografiach autor Końcówki prezentuje się niemal jak jedna z figur, które zaludniają wiele jego tekstów: ostre, prze- nikliwe spojrzenie, twarz wyżłobiona zmarszczkami – jak pisał Andrzej Stasiuk – z upływem lat stająca się coraz bliższa nie- ludzkiemu kształtowi minerału. A zatem znak obecności, któ- ry zapowiada inną jej formę: przekształconą, poddaną upływowi nieuchronnego i degradującego czasu. Twarz Becketta wyda- je mi się emblematem całego jego pisarskiego projektu, który skutecznie doprowadził do końca literacką nowoczesność – jed- nocześnie krystalicznie czysta w konstrukcyjnej precyzji oraz świadomie oddająca pole temu, co chaotyczne, ciemne, niewy- powiedziane i przygodne, pozbawiająca złudzeń człowieka, któ- ry chciałby traktować siebie jako samoświadomy podmiot, ale utrzymująca wciąż w mocy jego sceptyczną siłę, to znaczy pra- gnienie ocalenia rozumu i wolę przetrwania jednostkowości, wreszcie: poddająca język zasadniczej destrukcji, choć dzięki niej właśnie ożywiająca poetycką moc słowa. Wolfgang Iser przenikliwie zauważył i precyzyjnie odnoto- wał wszystkie te kłopoty, fascynacje i sprzeczności, zbiegające się w jednym punkcie, w którym pragniemy rozpocząć lekturę:  Tamże, s. 521. 4 Tamże, s. 317–318.  Zob. A. Stasiuk, Twarz Samuela Becketta, „Kwartalnik Artystyczny” 1996, nr 4, s. 157. Przedmowa  wyznaczyć sens interpretowanego tekstu, zrozumieć zdepono- wany w nim świat. Przytoczmy tu dłuższy passus z wypowiedzi niemieckiego badacza, który pozwoli zrozumieć, o jaką stawkę grają czytelnicy Becketta: Każde znaczenie ma bowiem charakter cząstkowy i wszystko, co wiemy, właśnie dlatego, że to wiemy, narażone jest na ewentualność korektury. Toteż jeśli ze współczesnych tekstów usunięto by wszelkie reprezentatyw- ne znaczenia, to za sprawą procesu ich recepcji gwarantowałyby one szan- sę, że sprowokowany do refleksji czytelnik zostanie skonfrontowany ze swoimi własnymi wyobrażeniami. Na niektórych tekstach literatury współczesnej można ten stan rzeczy przestudiować niemalże w warunkach eksperymentu. Odnosi się to przede wszystkim do tekstów Becketta, które na pierwszy rzut oka sprawiają wra- żenie, jak gdyby chciały wykluczyć czytelnika z gry. A przecież właśnie quantum nieokreśloności tekstu gwarantuje możliwość aktywizacji czytel- nika. Jeśli w przypadku Becketta wydaje się ona ograniczona, to widocz- nie dlatego, że stopień niedookreślenia przekroczył tu granicę tolerancji, którą trzeba zachować, jeśli chce się zagwarantować zwykły stopień orien- tacji w tekście. Dyskusja wokół Becketta wykazuje jednak, że jego czy- telnicy nie godzą się z tym wyłączeniem poza nawias. Odpowiedzią na wysoki stopień niedookreślenia jest wzmożona projekcja znaczeń, których wartość podkreślana jest jeszcze przez to, że nadawane tekstowi znaczenia przybierają charakter alegoryczny. (...) Być może teksty Becketta wyma- gają zawsze pełnej aktywności swych czytelników. Mobilizują one total- nie nasz świat wyobraźni, nie po to jednakże, by w odkrytym znaczeniu znaleźć uspokojenie, lecz raczej by wywołać wrażenie, że ich swoisty cha- rakter rozwija się dopiero wówczas, gdy naruszone zostają granice nasze- go świata wyobraźni. Nic dziwnego zatem, że takie teksty osadza się zaraz ponownie (za sprawą wzmożonej projekcji znaczenia) w ramach konwen- cjonalnego horyzontu. Przy tym okazuje się wprawdzie, że te naruszone tekstom znaczenia są tym bardziej trywialne, im bardziej są jednoznaczne. Teksty Becketta wy- magają pełnego wpisania w lekturę wyobrażeń czytelnika, gdyż w obliczu struktury tego typu utworów tylko owe wyobrażenia mogą zapewnić ko- nieczne quantum redundancji, konieczne, by móc doświadczyć innowacji. Takie teksty będą tylko wtedy nośnikami komunikacji, kiedy zmienią na- sze wyobrażenia i „uprzywilejowane postaci”. Mogą one oddziaływać do- piero w kryzysie naszych schematów rozumienia i postrzegania i przez to  Przedmowa będą w stanie wykazać, że dopóki sami się zamykamy w naszym prywat- nym świecie wyobrażeń, dopóty nie czynimy użytku z naszej wolności. Pojawiają się w tej wypowiedzi wszystkie zasadnicze kwe- stie dotyczące wyjątkowego statusu artystycznego projektu autora Czekając na Godota: wyobraźnia, kryzys poznania i rozumienia, inwencja i innowacja, jakie towarzyszą aktowi lektury. Iser zauwa- żył zasadniczą trudność, jaka rodzi się podczas lektury tekstów Becketta. Polegałaby ona na jednoczesności dwóch sprzecznych tendencji i pragnień: pozostawienia idiomu pisarza w jego niezmą- conej autonomii oraz konieczności ustanowienia, wraz z każdym nowym aktem lektury, innego kontekstu, w jakim możliwe byłoby zrozumienie dzieła. Logika, która je ustanawia, jest zatem niezwy- kle wymagająca – tekst jest zaproszeniem do doświadczania in- nego świata, ale jednocześnie obwieszcza niemożliwość dostępu do niego; równocześnie uwodzi czytelnika i wyklucza interpreta- cję. Te dwie sprzeczne wartości spotykają się w pojmowaniu twór- czości Becketta jako zarazem eksperymentu, jak i doświadczenia. To prawda, jest ona swoistym eksperymentem, dotyczącym testo- wania zakresu świadomości i możliwości języka, dzięki któremu  W. Iser, Apelacyjna struktura tekstów. Niedookreślenie jako warunek oddziaływania prozy literackiej, przeł. W. Bialik, w: Teorie literatury XX wieku. Antologia, pod red. A. Burzyńskiej i M. P. Markowskiego, Kraków 2007, s. 91–92. Zob. także: tegoż, Der implizite Leser. Kommunikationsfor- men des Romans von Bunyan bis Beckett, München 1972.  Już na samym początku wprowadzam odniesienie do wieloznacznej kategorii doświadczenia, która często będzie pojawiała się w tej książce. W zależności od kontekstu interesować mnie będzie „doświadczenie” za- równo w znaczeniu „eksperymentu” literackiego, językowego, myślowego, jak i w sensie „przeżycia” (Erlebnis) oraz procesu i kumulacji (Erfahrung), a także w relacji do „zdarzenia”, które niekiedy jest tożsame z doświadcze- niem (w znaczeniu Erlebnis), niekiedy rozbija jego strukturę (w znaczeniu Erfahrung). Na ten temat zob. historię tego pojęcia w nowoczesnym dyskur- sie filozoficznym: M. Jay, Pieśni doświadczenia. Nowoczesne amerykańskie i europejskie wariacje na uniwersalny temat, przeł. A. Rejniak-Majewska, Kraków 2008. Zob. także: Nowoczesność jako doświadczenie, dz. cyt. (tu szczególnie: R. Nycz, O nowoczesności jako doświadczeniu oraz A. Zeid- ler-Janiszewska, Progi i granice doświadczenia (w) nowoczesności). Przedmowa  możliwe byłoby wypowiedzenie najbardziej podstawowych, ale zarazem najtrudniejszych do wyrażania, intuicji odnoszących się do ludzkiej kondycji. To prawda także, że dzieło Becketta pozwa- la doświadczyć, to znaczy przeżyć te wszystkie sprzeczności jako istotny element egzystencjalny, a nie wyłącznie tekstowy, filozo- ficzny czy antropologiczny. Iser podpowiada jeszcze jedną, bodaj najbardziej intrygującą, właściwość dzieła Becketta. Strukturalnie domknięte, czy wręcz hermetyczne, teksty autora Końcówki stanowią rodzaj krytycz- nego punktu, w którym znaki oryginalności pisarskiej przeobra- żają się w wyzwanie rzucone czytelnikowi; czytelnikowi, który śladom autorskiej inwencji, rozproszonej po powierzchni tekstu, stara się nadać sens. W ten sposób efekt kryzysu (referencji, on- tologii dzieła literackiego, kategorii podmiotu), jaki – całkiem świadomie zresztą – wywołuje pisarz, staje się szansą dla czytel- nika, szansą na komunikację ze światem poprzez tekst, okazją do postawienia pytań o charakter tych relacji. Od tego właśnie miej- sca kryzysu i zarazem punktu przesilenia powinno – jak sądzę – rozpoczynać się spotkanie z dziełem Becketta. Pora więc, żebym i ja wytłumaczył się z własnych interpre- tacyjnych przygód. Beckett jest w tej książce postacią centralną, ale nie jedyną. Jego dramaty, utwory prozą i poezja pozwoliły mi zrozumieć, że pytania, które w języku własnej twórczości, trud- nym do przełożenia na inny „zewnętrzny” język, stawia pisarz, są centralnymi kwestiami podejmowanymi przez najwybitniej- szych myślicieli nowoczesności. Tak właśnie powstał pomysł, ażeby potraktować autora Molloya jako jednego z najważniej- szych uczestników modernistycznej debaty o możliwościach ist- nienia, statusie i kształcie podmiotu, jednostkowej świadomo- ści, która próbuje odnaleźć własne miejsce w świecie radykalnej alienacji – w rzeczywistości, w której sztuka stała się ostatnim sposobem na odzyskanie utraconego czasu i doświadczenia. Stąd oba te złożone, wieloznaczne pojęcia bezustannie będą pojawiać się w tej książce w rozmaitych formach (zdarzenia, eksperymen- tu, przeżycia etc.). Bardziej więc niż ściśle literaturoznawcze analizy zajmowało mnie śledzenie przemian form podmiotowo- ści i próba ich konceptualizacji; bardziej niż uniwersalizm pro- 14 Przedmowa blemów8, wielorakie napięcia, jakie rodzą się w wyniku starcia świadomości i świata, które składałyby się na historię zmagania się nowoczesnego podmiotu z tym, co negatywne: śmiercią, ni- cością, nieobecnością sensu i pozorem życia. Tym problemom poświęcona jest rozbudowana część druga, w której staram się przyjrzeć różnorodnym strategiom konstru- owania podmiotu, późniejszym jego transformacjom i zależno- ściom, rozpatrywanym przez figury m.in. czasu, głosu, obłędu i śmierci. W części trzeciej, która w całości poświęcona zosta- ła lekturze dramatu Nie ja, zastanawiam się na kwestią złożonej relacji między zdarzeniem, warunkami możliwości podmiotu / świadomości i zakresem jego wyrażania oraz cierpieniem jako dowodem potwierdzającym realność egzystencji. W Marzeniach o stabilności próbuję dostrzec w twórczości Becketta obszerny, sięgający od początków jego drogi literackiej aż do – analizowa- nych przeze mnie w tej części – tekstów z późnego okresu, za- mysł konstruowania zasady podmiotowości. Wreszcie, w części pierwszej przyglądam się utworowi z późnego etapu, ale z per- spektywy dominanty kartezjańskiej, ustanowionej już u począt- ków twórczości pisarza, oraz wczesnemu esejowi o Prouście, którego dzieło – podążając śladem i glosując Becketta – zesta- wiam z myślą Schopenhauera. A zatem „Beckett–filozof”? Trudno byłoby mi udzielić w tym miejscu jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi, bowiem – jak słusznie zauważał cytowany wyżej obszernie Iser – dzieło auto- ra Murphy’ego stawia sprawę metajęzyka na ostrzu noża: o jego tekstach jednocześnie należy mówić, wynajdując coraz to nowe sposoby opisu, wpisując je w coraz to nowe konteksty, ale za- razem ta konieczność jest podważana przez niemożliwość wyj- ścia poza horyzont kryzysu „postrzegania i rozumienia”. Jest 8 Jakie ujawniają się głównie w trybie lektury symbolicznej, tzn. poj- mowania Becketta jako piewcy tragizmu ludzkiego losu. Ten uniwersalizm, który każe traktować jego dzieło jako zwieńczenie najwspanialszej tradycji (od antycznych tragików po Szekspira), jest oczywiście w jakiejś mierze za- sadny, ale – przyjęty z dobrą wiarą jako interpretacyjny aksjomat – staje się w konsekwencji niewiele mówiącym sloganem. Przedmowa  więc Beckett filozofem, oczywiście nie w sensie systematyczne- go przedstawiania problemów, lecz w znaczeniu pewnego świa- dectwa traktowania literatury jako instytucji myślenia; jest nim o tyle, o ile starałem się tak właśnie czytać jego teksty, mając na względzie fakt, że ich swoistości nie sposób spieniężyć w żadnej ekonomicznej wymianie teoretycznych dyskursów, pojęć i kon- ceptualizacji. Utwory Becketta, układające się w nadzwyczaj spójny projekt literatury jako formy myślenia, im bardziej po- zostają – by sparafrazować słynną maksymę Paula Klee – „nie- uchwytne we własnej immanencji”, tym bardziej domagają się lektury, która – jak się wydaje – nie może mieć końca. Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna Co kiełkuje na popiołach Samuela Becketta? jest tam gdzieś w przestrzeni jego słabnący oddech potem nieruchome zdanie na początku było słowo na końcu ciało (...) Tadeusz Różewicz The expression that there is nothing to express, nothing with which to express, nothing which to express, no power to express, no desire to express, together with no obligation to express. Pisarstwo Samuela Becketta to bezsprzecznie jeden z mitów literatury nowoczesnej, a pewnie i więcej: to jeden z najważ- Samuel Beckett  T. Różewicz, Miłość do popiołów, w: tegoż, Poezja, t. 2, Kraków 1988, s. 429.  S. Beckett, Three Dialogues, w: CE, vol. 4, s. 556. W tłumaczeniu: „Wyrażenie tego, że nie ma nic do wyrażenia, że nie ma jak i czym wyra- zić, że nie ma ani mocy ekspresji, ani potrzeby ekspresji, ani obowiązku ekspresji”. S. Beckett, Trzy dialogi z Georges’em Duthuit, przeł. z angiel- skiego i przypisami opatrzył A. Libera, w: tegoż, Wierność przegranej, wy- bór i oprac. A. Libera, przeł. A. Libera, M. Nowoszewski, Kraków 1999, s. 115. 18 Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna niejszych punktów dojścia nowoczesności jako formacji kul- turowej. Dzieło autora Końcówki jest skończone, domknię- te i pełne, z trudem poddaje się interpretacyjnym zabiegom4 i funkcjonuje na prawach jednego z najistotniejszych odnie- sień dla modernistycznych poszukiwań. Z jednej strony, po- zostaje stabilne w swojej strukturze, z drugiej – ujawnia się jako opowieść o tych samych, wciąż przez autora podejmowa- nych – od lirycznych początków aż po minimalizm dojrzałego i późnego okresu – tematach: nieobecności, milczenia, świa- domości i niewyrażalności. Dlatego krystalizujący się, oczysz- czający z niepotrzebnych słów, minimalizowany z biegiem lat język Becketta jednych odpycha, innych zaś wciąga w rzeczy- wistość, jaką stwarza ta bezprzykładna twórczość. Tym drugim może umożliwić podążanie za intensywnym procesem kształto- wania się idiomu, wgląd nie tylko w zamknięte dzieło, ale rów- nież w szczególnego rodzaju praktykę pisania, w której nie- podobna rozdzielić emocji, myślenia i języka. Z jednej strony – Beckett jako figura spełnionej nowoczesności, czyli jedno- rodny mit pisania jako niekończącej się pracy świadomości, z drugiej – dzieło naznaczone umiejętnie skrywaną, niepospo- litą, ale zarazem kapryśną, erudycją. Dzieło, w którym ścierają się różnorodne siły oraz pragnienia: zanotowanie całości indy- widualnego doświadczenia w tekście, usiłowanie wypowie-  Pojęcia modernizm używam wymiennie z pojęciem nowoczesności w rozumieniu Ryszarda Nycza. Zob. R. Nycz, Język modernizmu. Prolego- mena historycznoliterackie, Wrocław 1997. 4 Zob. znakomitą monografię pisaną z tego punktu widzenia: A. Cronin, Samuel Beckett. The Last Modernist, London 1996.  Warto wspomnieć w tym miejscu, że tak o Becketcie pisał m.in. pra- wodawca postmodernizmu jako „literatury odnowy”, John Barth, traktu- jąc osobę pisarza jako figurę „wyczerpania” możliwości pewnego typu li- teratury nowoczesnej. Przy okazji zastrzegam od razu, że terminów mo- dernizm i nowoczesność używam jako synonimów określających formację kulturowo-artystyczną. Zob. J. Barth, Literatura wyczerpania, przeł. J. Wi- śniewski, w: Nowa proza amerykańska. Szkice krytyczne, wybór, oprac. i wstęp Z. Lewicki, Warszawa 1983; tegoż, Postmodernizm: literatura od- nowy, przeł. J. Wiśniewski, „Literatura na Świecie” 1982, nr 5–6. Zob. także R. Began, Samuel Beckett and the end of modernity, Standford 1996. Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna 19 dzenia poprzez język tego, czego nie sposób wyrazić, wresz- cie: marzenie o ostatecznym zaprzepaszczeniu własnego głosu i o stworzeniu miejsca w języku absolutnemu milczeniu. Tak pojmowana praktyka pisania staje się próbą realizacji niemoż- liwego projektu, który ujawnia pęknięcie już u własnych pod- staw, ale także znacząco utrudnia możliwość interpretacji sa- mych tekstów. Jak trafnie powiedział niegdyś Martin Esslin: Beckett był bowiem, koniec końców, bardzo prostym autorem – w pewnym sensie, bo z drugiej strony był autorem niesłychanie skomplikowanym, kimś, kto swym poziomem intelektualnym wyraźnie góruje nad większo- ścią tak zwanych badaczy. To, co jest proste, to fakt, że całe jego œuvre jest absolutnie jednolite, ponieważ nie jest niczym innym niż ustawicznym i nieustającym monologiem wewnętrznym. Był kimś, kto podjął się zada- nia (moim zdaniem wynikało to także z jego przekonań etycznych) przed- stawienia własnej egzystencji z przekonaniem, że wszystko, co człowiek może w ogóle jako istota myśląca i czująca – w tym względzie był kar- tezjański – to mówić jedynie o tym, co się w nim samym dzieje, we wnę- trzu. W podobnym duchu wypowiadał się również Jacques Der- rida: Pewien rodzaj nihilizmu jest tyleż wewnątrz metafizyki (ostatecznego speł- nienia metafizyki, jakby powiedział Heidegger), co – już – poza nią. Zwłasz- cza w wypadku Becketta te dwie możliwości maksymalnie się do siebie zbliżają i ze sobą walczą. Jest on nihilistą i nim nie jest. Ponad wszystko jednak pytania tego nie należy stawiać jako problemu filozoficznego poza lub ponad tekstami. Gdy czytam ze studentami niektóre teksty Becketta, mógłbym wybrać trzy linijki, spędzić nad nimi dwie godziny i ostatecz- nie się poddać, albowiem wybór „znaczących” linijek z tekstu Becketta nie byłby ani możliwy, ani uczciwy. Kompozycja, retoryka, konstrukcja i rytm jego dzieł, nawet tych, które wydają się najbardziej „zdekompono- wane”: oto co ostatecznie „pozostaje” najbardziej „interesujące”, dzieło,  Pisałem o tym szerzej w tekście Praktyka pisania, „Teatr” 2007, nr 3, s. 18–22.  Głosy i glosy, przeł. M. Kędzierski, „Kwartalnik Artystyczny” 1996, nr 4, s. 152 (jest to fragment wypowiedzi uczonego). 0 Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna sygnatura, ta resztka, która pozostaje, gdy tematyka zostanie już wyczerpa- na (a także wyczerpana przez innych, na długo, na różne sposoby)8. Uwagi poczynione przez Derridę nie wiążą się jedynie z czy- taniem tekstów Becketta z punktu widzenia praktyki dekonstruk- cyjnej, lecz wydają się trafiać w samo sedno problemu z legity- mizacją i z ogólniejszą możliwością ich interpretacji. Francuski filozof trafnie bowiem pokazał dążenie do nieuchwytności sen- su, traktowanej jako cel i zasada pisania oraz granicy jako regu- ły ontologii tekstu. Lektura utworów Becketta stanowi więc ciąg usprawiedliwień faktu, że utwory te próbuje się poddać anali- zie. Teksty te jednocześnie odmawiają jakiegokolwiek komenta- rza oraz bezustannie się go domagają. Tej antynomii nie sposób jednak osłabić zewnętrznym wobec dzieła dyskursem, o czym każdy, kto o dziele autora Watta usiłował cokolwiek napisać, wie doskonale. Interpretator skazany jest na poszukiwanie jakiejś formy teoretycznego ekwiwalentu dla migotliwego, granicznego statusu tekstów Becketta oraz sposobu, ażeby przełamać mono- pol skrajnej immanencji tworzącego te teksty języka. Musi pró- bować wynaleźć sposób na mówienie o dziełach, nie popada- jąc przy tym w całkowite zaufanie do konkretnego, technicznego metajęzyka, ale również powinien unikać wiary w możliwość dostępu do ostatecznego sensu tekstu, który można by w kry- tycznej analizie wyjawić i objaśnić. I tak też wyglądają dwie fundamentalne tradycje interpreta- cyjne. Z jednej strony, dzieło Becketta posiada wielce zasłużonych egzegetów, zarówno tych z pierwszego „heroicznego okresu” ba- dania jego twórczości, jak i wiernych tłumaczy oraz opiekunów jego spuścizny. Problem polega jednak na tym, że tego rodzaju krytyka, niezwykle potrzebna, a nawet niezbędna pod względem tekstologicznym i filologicznym9, przeobraża się szybko w stróżo- 8 J. Derrida, Ta dziwna instytucja zwana literaturą, Z Jacques’em Der- ridą rozmawia Derek Attridge, przeł. M. P. Markowski, w: Dekonstrukcja w badaniach literackich, pod red. R. Nycza, Gdańsk 2000, s. 55. 9 Trzeba od razu zaznaczyć, że problemy, o których tutaj mowa, odno- szą się w ograniczonym zakresie do polskiej sytuacji. Antoni Libera i Ma- Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna  wanie przy ortodoksyjnej wykładni i pilnowanie prawowierności wobec, niepozbawionych przecież ukrytych założeń, metod egze- getycznych. Interpretacja staje się w rezultacie niekończącą się pa- rafrazą słów samego pisarza, bądź drobiazgową, ściśle filologicz- ną, pracą. Z drugiej strony – w dziele Becketta, odkąd stało się ono przedmiotem intensywnej uwagi krytyków (szczególnie w świecie anglosaskim i francuskojęzycznym), przegląda się niemal cała hi- storia dwudziestowiecznej filozofii i teorii. Mamy więc Becketta fenomenologicznego, hermeneutycznego, psychoanalitycznego0, tematologicznego czy dekonstrukcyjnego... Można, rzecz jasna, powiedzieć, że powyższe uwagi nie są zasadniczymi nowościa- mi, a raczej ilustrują typowe problemy hermeneutyczne wszyst- kich tych, którzy chcą poważnie zmierzyć się z wielkimi teksta- mi literatury nowoczesnej. Jak sądzę, dzieło Becketta jest jednak o wiele bardziej radykalne niż inne modernistyczne projekty. Stąd problemy – o których mówili, z tak różnych przecież punktów wi- dzenia Esslin i Derrida – wydają się zmierzać nie w kierunku pyta- nia o to, jak czytać, lecz czy w ogóle czytać i czy lektura utworów Becketta jest możliwa, a jeśli tak – jak mogłaby w praktyce wy- glądać. W analitycznym impasie, o którym mówił autor Psyché, tkwi jednak paradoksalnie potencjalna szansa na wyjście poza opozycję dwóch tradycji interpretowania tekstów autora Czeka- jąc na Godota. Chodziłoby więc o próbę wypracowania sposobu interpretacji niejako „pomiędzy” tymi dwiema możliwościami rek Kędzierski, postaci niezwykle ważne dla recepcji Becketta w Polsce, są – by posłużyć się Baumanowskim rozróżnieniem – zarówno „prawodawca- mi”, jak i „tłumaczami”. Poza ich translatorskimi, edytorskimi i interpreta- cyjnymi dokonaniami istnieje jeszcze kilka innych prac (do których w dal- szej części książki się odwołuję). Sytuacja jest więc paradoksalna, bowiem dzieło autora Końcówki na świecie komentowane jest niezwykle szeroko, można powiedzieć: w stopniu niepokojąco rozbudowanym (składającym się na obraz swoistego „przemysłu beckettologicznego”), natomiast w na- szym kraju – szczątkowo. Ostatecznie świadczy to jednak – przede wszyst- kim – o hermeneutycznej słabości polskiej humanistyki. 0 I tu z pewnością można by wyodrębnić poszczególne szkoły, prze- glądające się w lustrze dzieła Becketta – od zwolenników Junga, po stron- ników Lacana.  Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna i tradycjami, o lekturę, która – starając się podążać za wyobraź- nią i sensami podsuwanymi przez pisarza – byłaby nastawiona na ruch inwencji, który istniejące w tekstach obrazy oraz figury pozwoliłby ustawić w odmiennym kontekście i – dzięki temu – dojrzeć w nich interesującą „inność” wobec autonomii utworu. Niniejsza książka jest poświęcona figurom podmiotowości w dziele Samuela Becketta. Trzeba jednak od razu zastrzec, że nie pretenduje ona do opisu czy katalogu wszystkich postaci, w jakich podmiot się ujawnia. Nie oznacza to jednak, że moje- mu namysłowi nie towarzyszy ogólniejszy pomysł interpretacyj- ny. Przeciwnie: poddając filozoficznej lekturze konkretne teksty, staram się jednocześnie zachować różnorodność możliwych ak- tualizacji podmiotu oraz zaproponować moją bardziej zasadni- czą jego wizję. Teksty Becketta staram się czytać różnymi języ- kami, wszakże nieustannie mając na uwadze fakt, że to właśnie – mówiąc za Derridą – siła „resztki” w ostatecznym rachunku góruje nad – nawet najbardziej rozbudowaną – wielojęzyczno- ścią komentarza. Główne pole odniesienia stanowiły języki fi- lozoficzne i teoretyczne, choć trudno sobie wyobrazić, ażebym mógł taką analizę przeprowadzić bez ustaleń, jakich dostarcza ogromna literatura „beckettologiczna”. Sporo więc w tej pracy odniesień do rozmaitych słowników, dzięki którym starałem się dotrzeć do interesujących mnie kwestii. Pojawia się więc De- leuze i Derrida, Foucault i Nancy, Hegel i de Man, Heidegger i Lévinas. Jednak najważniejszymi przewodnikami, w poszuki- waniu reguł rządzących podmiotem w tekstach Becketta, byli dla mnie Theodor W. Adorno oraz Maurice Blanchot, którzy napi-  Zob. J. Derrida, Jednojęzyczność innego, czyli proteza oryginalna, przeł. A. Siemek, „Literatura na Świecie” 1998, nr 11–12, s. 24–111, gdzie filozof łączy praktykę pisania z kategoriami granicy, gościnności oraz In- nego. W związku z tymi problemami wypada w tym miejscu jedynie zazna- czyć niezwykle złożony problem „dwujęzyczności” Becketta, który zasłu- giwałby z pewnością na odrębne studium (włączywszy w nie badania au- tografów konkretnych tekstów). Zob. także: G. Steiner, Extraterritorialité. Essai sur la littérature et la révolution du langage, trad. P.-E. Dauzat, Paris 2002; Emocjonalność myślenia. Z Markiem Kędzierskim rozmawia Jakub Momro, „Didaskalia” 2006, nr 73–74, s. 54–57. Podmiot jako rozdarcie  sali prawdopodobnie najważniejsze teksty filozoficzne o twór- czości autora Molloya. Pierwszy z myślicieli pozwolił zobaczyć jego utwory w intrygującej perspektywie dialektycznego proce- su wydobywania przeciwieństw, jaki zachodzi w relacji między świadomością i literaturą jako dziełem sztuki oraz przez prymat epistemologicznie zorientowanej zasady krytycznej, drugi – od- naleźć w nich mało ortodoksyjną ontologię. U obu autorów poja- wiał się ten sam podstawowy wątek negatywności, który zbliżył ich do autora Jak jest. Te dwie perspektywy, którymi pragnąłem się posłużyć jako modalnymi ramami mojego wywodu, stały się okazją do tego, ażeby spróbować prześledzić, w jaki sposób „pra- cują” w tekstach Becketta podstawowe dla mnie kategorie świa- domości i tego, co negatywne. Przede wszystkim jednak pozwo- liły – żywię taką nadzieję – podtrzymać szansę na to, że możliwa jest taka forma filozoficznej interpretacji, która na koniec po- zwoli lepiej usłyszeć głos samego tekstu i lepiej zrozumieć pi- sarski projekt Becketta, w którym kategorie świadomości i nega- tywności odgrywają kluczowe role. PODMIOT JAKO ROZDARCIE Il faut continuer, zakończenie Nienazywalnego, sprowadza an- tynomię do formuły, że sztuka z zewnątrz wydaje się niemoż- liwa i musi być kontynuowana immanentnie. Nową jest ta jakościowa cecha, że sztuka wciela w siebie swój upadek: jako krytyka ducha władczego jest duchem, który może się zwrócić przeciw sobie samemu. Theodor W. Adorno Co łączy dwóch tak różnych autorów, jak Adorno i Blanchot? Nie ma oczywiście miejsca, by rozwijać ten – frapujący skądinąd  T. W. Adorno, Teoria estetyczna, przeł. K. Krzemieniowa, Warszawa 1994, s. 283. 24 Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna – wątek, ale rzec można, że obaj autorzy, choć przecież wywo- dzący się z zupełnie różnych tradycji, starali się uchwycić spe- cyfikę pisania Becketta poprzez sproblematyzowaną przez niego kategorię podmiotu. Zacznijmy od Adorna. Nie będą mnie w tym miejscu intere- sowały jego teksty poświęcone wyłącznie Beckettowi14, lecz bar- dziej generalna wizja podmiotowości nowoczesnej, jaką Adorno wypracował i jaka odnosi się w sposób zasadniczy do dzieła autora Końcówki. W Teorii estetycznej, dziele pośmiertnie zło- żonym przez uczniów filozofa, a w zamierzeniu dedykowanym właśnie Beckettowi, niemiecki autor przedstawia wielostronną krytykę kategorii podmiotu nowoczesnego, uwikłanego z jednej strony w kantowsko-fichteański idealizm, z drugiej – w projekt totalnej emancypacji jednostki, realizujący się w Heglowskiej dialektyce Ducha. Obie możliwości zamykały przemyślenie kwestii podmiotu w ramach systemu, który bądź podporządko- wywał sobie różnice (jak u Kanta), bądź je niwelował w ruchu znoszącego przezwyciężenia (jak u Hegla). Zarówno jeden, jak  Ażeby nie być gołosłownym, podaję przykład interpretacji porównu- jącej oba projekty: E. Ravel, Maurice Blanchot et l’art au XXème siècle: une esthétique du désœuvrement, Amsterdam–New York 2007 (szczególnie rozdział: T. W. Adorno et M. Blanchot, avant-gardisme, post-modernisme, et question éthique de la création). 14 Nie oznacza to jednak, że w dalszej części pracy się na nie powołuję.  Świadomie rezygnuję w tym miejscu z – niezwykle istotnego – kon- tekstu socjologicznego przywoływanego nieustannie w filozofii Adorna. Pamiętając o tym usytuowaniu refleksji autora Teorii estetycznej, nie chciał- bym równocześnie zbytnio wikłać własnego wywodu. Dlatego też skupiam się na pewnej wizji podmiotu wobec doświadczenia estetycznego. Nie sku- piam się więc na aspekcie społecznym tej refleksji, choć cały czas mam świadomość jego wagi. W rezultacie – jak nietrudno spostrzec – nie zajmu- je mnie szczegółowa analiza relacji podmiotu doświadczenia estetycznego wobec istotnego problemu awangardy, o którym piszą krytycy inspirowani refleksją Szkoły Frankfurckiej: zob. np. P. Bürger, Teoria awangardy, przeł. J. Kita-Huber, red. naukowa K. Wilkoszewska, Kraków 2006. Zob. rów- nież: tegoż, Das Verschwinden des Subjekts, Berlin 1998 oraz E. L. Krakau- er, The Disposition of the Subject. Reading Adorno’s Dialectic of Technolo- gy, Evanston Ilinois 1998. Podmiot jako rozdarcie  i drugi zakładał niemożliwość usytuowania podmiotu poza ści- śle wyznaczonym terytorium dyscypliny (u Kanta: poszczególne władze) lub też metody (u Hegla: dialektyczna spekulacja). Ad- orno, czerpiąc z obu tych modeli podmiotowości nowoczesnej, pokazuje fałsz ich podstawowego założenia mówiącego, że pod- miot może stać się czysto heurystyczną fikcją, która uzasadnia pracę świadomości poprzez prymat panowania nad rzeczywisto- ścią, posiadania nad nią władzy bądź urzeczywistniania tego, co pojedyncze, w tym, co powszechne. Każdy z tych sposobów uj- mowania podmiotowości (na sposób transcendentalny oraz / lub pozytywnie i teleologicznie dialektyczny), prowadząc do całko- witej racjonalizacji rzeczywistości, jednocześnie uniemożliwia zaistnienie jednostki, która niknie bez śladu w radykalnie afir- mowanym procesie odczarowania świata. Zdaniem autora Dia- lektyki negatywnej to właśnie dyktat tego, co ogólne i systemowo puste, jest dla egzystencji głównym zagrożeniem, zaś jedynym ratunkiem dla zachowania odrębności pojedynczego istnienia pozostaje doświadczenie estetyczne18. Ono zaś z kolei jest śla-  Pisał o tym wnikliwie Stefan Morawski w artykule Czytanie Ador- na, w: tegoż, Na zakręcie: od sztuki do po-sztuki, Kraków 1985. Zob. także: M. Jay, Adorno, Cambridge MA 1984 (szczególnie rozdz. Atonal Philoso- phy); B. Sierocka, Prolegomena do filozofii krytycznej. Wokół dialektyki ne- gatywnej T. W. Adorno, Wrocław 1991.  Najwyraźniej widać to u Hegla, który we wstępie do Fenomenologii ducha powiada, że podmiot realizuje się w duchowej substancji, co ozna- cza, że wyzwalanie się podmiotu polega na ruchu „duchowego ożywienia tego, co ogólne”. W ten sposób doświadczenie świadomości jest – wedle dialektyki – możliwością uczynienia ze świadomości przedmiotu doświad- czenia. Dzięki temu zniesieniu podmiot uzyskuje stopień ogólnej racjonal- ności. Zob. G. W. F. Hegel, Fenomenologia ducha, przeł. Ś. F. Nowicki, Warszawa 2002, s. 32–34. 18 Nieco inaczej sądzi Agata Bielik-Robson, która w analizach Ador- na i Horkheimera widzi ostatni istotny znak romantycznej podmiotowości, która usiłuje ominąć skrajne bieguny mitu i oświecenia. Zdaniem uczonej „dialektyki oświecenia”, której Adorno był współautorem, nie sposób po- myśleć bez odwołania do żydowskiego podglebia naczelnej pozycji Pra- wa, determinującego wizję podmiotu nowoczesnego w ramach ideału asce- tycznego. Przy czym ćwiczenie nowoczesnego podmiotu, rozpiętego mię-  Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna dem oporu przeciwko zasadzie tożsamości i realności projektu, który zakładałby – nawet najodleglejszą – syntezę sensu: Rzeczywistość i nierzeczywistość dzieła sztuki nie nakładają się na sie- bie warstwami, ale w równej mierze przenikają w nich wszystko. Tylko o tyle dzieło sztuki jest rzeczywiście dziełem sztuki, o ile czyni sobie sa- memu zadość, o ile jest nierzeczywiste, różne od empirii, której cząstką przecież nadal pozostaje. Jego nierzeczywistość wszakże – jego zdetermi- nowanie przez ducha – sięga tylko tak daleko, jak jest ono rzeczywiste; nic się w dziele nie liczy, jeżeli nie pojawia się w swojej zindywidualizowa- nej postaci19. Dzieło sztuki jest więc uzależnione zarówno od rzeczywisto- ści zmysłowej, jak i od czysto racjonalnego świata pełnej, choć odgórnie zadekretowanej, obecności. Rządzi się jednak własny- mi prawami, z których najistotniejszym pozostaje nie tyle wątek statusu ontologicznego dzieła sztuki, ile sfera zapośredniczenia, która wszakże nie stanowi już (jak u Hegla) zapowiedzi moż- liwego pojednania przeciwieństw, nie jest również zniesieniem (Aufhebung), lecz podtrzymaniem niemożliwości przepracowa- dzy Mitem i Wyjściem, byłoby uzależnione od możliwości rozpoznania nieciągłości, lecz już nie od możliwości jej doświadczenia. Owa „niecią- głość” jest dla Bielik-Robson „ożywczym niepojednaniem”, niepozwala- jącym zapomnieć jednostce nowoczesnej o nieredukowalnej formie du- chowości, o której nie sposób do końca zapomnieć pomimo procesu racjo- nalizacji, czyli „odczarowania świata”. Innymi słowy, tam, gdzie autorka Innej nowoczesności upatruje pierwiastek religijny (a więc w nieciągłości, zapośredniczeniu, nieprzezroczystości), ja widzę znamię estetyczne. Zob. A. Bielik-Robson, Ożywcze niepojednanie: nowoczesność jako doświad- czenie religijne, w: Nowoczesność jako doświadczenie, pod red. R. Nycza, A. Zeidler-Janiszewskiej, Kraków 2006. Jeszcze inaczej traktuje „roman- tyzm” Adorna Marek J. Siemek, odnajdując głębokie powinowactwo z je- najską tradycją symfilozofii: „Adorno bowiem, nie inaczej niż Schlegel, za- wsze chciał uprawiać filozofię, która sama byłaby sztuką, a zarazem sztukę, która niczym nie różniłaby się od filozofii”. M. J. Siemek, Wczesny roman- tyk późnej nowoczesności, posłowie do: T. W. Adorno, Minima moralia. Re- fleksje z poharatanego życia, przekł. i przypisy M. Łukasiewicz, Kraków 1999, s. 336. 19 T. W. Adorno, Teoria estetyczna, dz. cyt., s. 506–507. Podmiot jako rozdarcie  nia antynomii. Adorno pozostaje przy opozycji między tym, co rzeczywiste, i tym, co nierzeczywiste, ponieważ stara się odna- leźć w doświadczeniu estetycznym język dla innego rodzaju re- alności, do której dostęp mógłby uzyskać zarówno twórca, jak i odbiorca. Zapośredniczenie0 nie jest więc rodzajem mediacji między fundamentalnymi opozycjami (transcendentalne – empi- ryczne, podmiot – przedmiot), lecz samą dyspozycją dzieła, jego potencjalną i – jak zapewne chciałby Adorno – niedającą się zu- żyć w procesie interpretacji sensotwórczą energią. Mówiąc więc o literaturze, sprawę można ująć następująco: tekst jest zarówno nierzeczywisty, ponieważ z punktu widzenia możliwości uobec- nienia sensu jest próbą zaprzeczenia wszelkiej możliwej repre- zentacji, z drugiej jednak strony – to właśnie w tym radykalnym sprzeciwie wobec każdego przedstawienia, które separuje dzieło sztuki od sfery empiryczności, mieściłaby się jego realność. Za- uważmy, że Adorno nie zmierza do petryfikacji modelu autono- mii dzieła sztuki, nie buduje swojej refleksji w oparciu o prze- 0 Kategorii zapośredniczenia w dyskursie Adorna nie można więc poj- mować jako prostej kontynuacji niemieckiej tradycji estetycznej od Kanta przez Hegla do Gadamera, w którym stanowi ono rodzaj medium [Vermit- tlung], umożliwiającym uobecnianie, raczej: jako wyraźny sprzeciw wobec wszelkiej formy pozytywności, za którą sytuuje się – mniej lub bardziej – widoczna sankcja ideologiczna. Zapośredniczenie nie może być więc me- diacją w klasycznym znaczeniu, bowiem jest ono przestrzenią oporu dzieła wobec siły reprezentacji i zasady mimesis.  Tak widział refleksję estetyczną Adorna Peter Bürger, traktując ją jako prawodawczą wersję jednorodnie autonomicznego modelu dzieła sztu- ki w „dobie reprodukcji technicznej”. Zdaniem badacza rys utopijny w es- tetyce Adorna przeważył nad dialektycznym, co przyniosło rezultat w po- staci apologii substancjalnie definiowanego dzieła sztuki jako elementu oporu wobec „kulturowego fetyszyzmu”, całkowicie odbierającego istot- ność doświadczeniu estetycznemu. Tymczasem, argumentuje Bürger, sztu- ka nowoczesna jest bogatsza, bardziej różnorodna i skomplikowana, niż- by to wynikało z nadkrytycznej refleksji autora Żargonu autentyczności. Moje stanowisko jest nieco odmienne. Traktuję estetykę Adornowską w ści- słym związku z jego ogólną wizją filozofii, zawartą w Dialektyce negatyw- nej, w której pojęcie zapośredniczenia uzyskuje ściśle krytyczną (rozumo- wą) sankcję, nie staram się natomiast jej odczytywać – jak czyni to Bürger 28 Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna konanie o jego absolutnej immanencji. Wykładnia niemieckiego filozofa wydaje się o wiele subtelniejsza. Zakłada on bowiem, że język nowoczesnego dzieła sztuki krąży między skrajnymi biegunami transcendentalizmu i empiryzmu, nie dając się przy- porządkować żadnej ze stron. W ten sposób Adorno ustanawia relacyjny charakter tego języka, ale również pokazuje jego niere- dukowalnie dialektyczny moment negatywny, w którym ujawnia się z całą mocą jednostkowość dzieła, niemożliwa do przezwy- ciężenia, a następnie przepracowania w jakąkolwiek formę obec- ności i w trwały sens. Autor Dialektyki negatywnej pokazuje więc oryginalną ścież- kę nowoczesnego podmiotu. Błędem byłoby jednak sądzić, że chodzi mu wyłącznie o stabilizację prymatu doświadczenia es- tetycznego. Równie mocno jak poczucie odrębności (a nie pro- sto rozumianej całkowitej autonomii) dzieła sztuki zajmuje go kwestia świadomości, która pozwala wprowadzić do myślenia estetycznego sankcję krytyczną. Sens literatury sytuuje się więc poza zasadą ogólności, a więc poza zakresem abstrakcji pojęcia (zarazem go przekraczając, jak i mu nie podlegając) i musi po- zostać zapośredniczony w pracy rozpoznawania tego, co nega- tywne (czego nie sposób domknąć w jednorodnym i całkowi- tym sensie). Jak powiada Adorno w jednym z kluczowych miejsc swojej pracy: Barbarzyństwem jest to, co dosłowne. Zredukowane całkowicie do rze- czowości dzieło sztuki mocą samej swej prawidłowości staje się czystym faktem i tym samym przestaje być sztuką. Alternatywa, którą otwiera się w kryzysie, jest następująca: albo wypaść z ram sztuki, albo zmienić jej własne pojęcie. Istotnych jest kilka kwestii, jakie Adorno poruszył w tym fragmencie. Po pierwsze, „barbarzyńską dosłowność” należy tu- taj odnieść do procesu urzeczowienia, za którym uparcie stoi me- – z perspektywy ponowoczesności. Zob. P. Bürger, The Decline of Moder- nism, trans. N. Walker, Cambridge 1992, s. 32–47.  T. W. Adorno, Teoria estetyczna, dz. cyt., s. 113–114. Podmiot jako rozdarcie 29 tafizyczny rozdział przedmiotu od podmiotu. Świadomość, sta- rając się opanować świat poprzez odczarowanie, zarazem jednak czyni z niego rzecz, do której nie ma już dostępu, a może nad nią jedynie roztaczać władzę. Po drugie, alternatywa, o jakiej mówi filozof, wydaje się nie tyle ostateczna, ile permanentna i stanowi w zasadzie zakamuflowaną definicję sztuki. Dzieło sztuki będzie nim o tyle, o ile podlegać będzie prawu bezustannego przepraco- wywania własnego języka, nad którym to językiem czuwa świa- domość (tak twórcy, jak i odbiorcy). Nie chodzi jednak jedynie o podtrzymywanie w mocy kategorii intencji (wizja Adorna sy- tuuje się bowiem jak najdalej od esencjalizmu), lecz o doświad- czenie estetyczne, które możliwe będzie wszelako za cenę uru- chomienia świadomości w fazie krytycznej, to znaczy tuż przed własnym zanikiem, ale również w stanie pełnego napięcia. Kry- tyczność podmiotowości jest więc również jej kryzysem, ale i na odwrót: kryzys okazuje się szansą na powrót do skupionej pra- cy świadomości. Negatywność dialektyki dzieła sztuki polega na tym, że w tym podwójnym ruchu zyskiem, a zarazem jedynym możliwym poręczeniem, okazuje się ów moment przejścia od kryzysu do krytyki, czy mówiąc nieco inaczej: „racją dostatecz- ną” doświadczenia estetycznego stać się może dopiero racjonal- na legitymizacja kryzysu, jaki wpisany jest w historię i kruchość każdej jednostkowości. Adorno przemyślnie odwraca estetycz- ne równanie Hegla, mówiące o tym, że „sztuka jest zmysłowym przejawianiem się Idei”, i koncentruje się jedynie na momen- cie, w którym wyczerpuje się język zdolny do uobecnienia Idei. W ten sposób podmiot staje się funkcją własnego przemieszcze- nia, bez końca sytuowany wobec konieczności wynajdywania coraz to nowych określeń, adekwatnych wobec zmiennego cha- rakteru dzieła sztuki. Ale również: krytyka staje się formą to- talnej podejrzliwości wobec każdej formy tożsamości (wobec abstrakcyjnego pojęcia, Idei czy definicji), zawierającej w sobie potencjalnie ładunek władzy i przemocy. W odniesieniu do lite-  G. W. F. Hegel, Wykłady o estetyce, przeł. J. Grabowski i A. Landman, t. 1, Warszawa 1964, s. 186. 0 Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna ratury można by zatem zapytać: jak mówić o doświadczeniu lite- rackim, nie popadając w irracjonalizm, jaki wyzwala i do jakiego prowadzi afirmacja autonomicznego „żywiołu mowy” oraz zara- zem nie oddać się bez reszty przeświadczeniu o umykającej ję- zykowi sankcji krytyczności24? Adorno podpowiada dwa wyjścia z tego impasu. Pierwsze zatrzymuje uwagę na relacji świadomości i zapośredniczenia w przestrzeni dzieła sztuki, drugie – otwiera możliwość ujęcia podmiotu nowoczesnego jako podmiotu doświadczenia estetycz- nego. 24 Zadając to pytanie, idę w znacznej mierze tropem analizy Dialektyki Oświecenia autorstwa Jürgena Habermasa, który pytał o „rację dostatecz- ną” pojęcia krytyki: „Horkheimer i Adorno uważają, że podstawy krytyki ideologii zostały zachwiane – a chcieliby jednak trzymać się figury oświe- cenia. Tak więc stosują to, co oświecenie przeprowadziło na micie, raz jesz- cze do procesu oświecenia w całości. Krytyka, gdy zwraca się przeciwko rozumowi jako własnej podstawie, staje się totalna. Jak należy rozumieć tę totalizację i usamodzielnienie się krytyki?” Odpowiedź filozofa wydaje się jednak mocno uzależniona od jego własnej koncepcji „rozumu komuni- kacyjnego”, który miałby się sprzeciwiać „rozumowi instrumentalnemu”, ale nie ulegałby już dogmatowi, estetycznie warunkowanego, sceptycyzmu. Tymczasem, to właśnie moment, w którym podmiot styka się z zapośredni- czeniem, jest dla zrozumienia koncepcji estetycznej Adorna fundamentalny. Z tej perspektywy autonomizacja zasady krytyki, o której mówił Habermas, wydaje się ekstrapolacją jego własnych przekonań. Krytyka bowiem nie ma niczego z ideału, rozumianego jako reguła motywowana transcenden- talnie, lecz pozostaje uzależniona od chwili doświadczenia estetycznego. Autor Faktyczności i obowiązywania udziela takiej oto odpowiedzi, wpi- sując dzieło Adorna w tradycję nietzscheańską: „Można więc domniemy- wać, że Horkheimer i Adorno postrzegają nowoczesną kulturę w podob- nym horyzoncie doświadczenia, z tą samą spotęgowaną wrażliwością, z tą samą zawężoną optyką, znieczulającą na ślady i istniejące formy racjonal- ności komunikacyjnej. Przemawia za tym także architektonika późnej filo- zofii Adorna, gdzie Dialektyka negatywna i Teoria estetyczna wzajemnie się wspierają: ta pierwsza, w której rozwinięto paradoksalne pojęcie nietoż- samości, odsyła do drugiej, która w awangardowych dziełach sztuki rozszy- frowuje ukrytą zawartość mimetyczną”. J. Habermas, Filozoficzny dyskurs nowoczesności, przeł. M. Łukasiewicz, Kraków 2000, s. 141, 153. Podmiot jako rozdarcie  Dla spojrzenia na dzieła sztuki z najbliższej odległości – twierdzi Ador- no – najbardziej zobiektywizowane utwory zmieniają się w mrowie, teksty w słowa, z których się składają. Kiedy wyobrażamy sobie, że gołymi ręka- mi schwycimy detale dzieł sztuki, rozpływają się nam one w coś nieokre- ślonego i niemożliwego do odróżnienia: tak bardzo są zapośredniczone. W ten sposób manifestuje się żywioł dzieła, ulatnia się, pod mikrologicz- nym spojrzeniem wyparowuje jego konkretność. Adorno czyni tutaj zasadnicze ustalenia, które zostają utrzy- mane w całej jego koncepcji dzieła sztuki, ale również – o czym bez trudu może przekonać się każdy czytelnik jego eseju o Koń- cówce – odnosi się wprost do tekstów Becketta. Przedstawianej przez niemieckiego filozofa pary obiektywność i subiektywność nie należy rozumieć jako ustabilizowanych binarnych opozycji, lecz jako dialektyczne pojęcia, które aktualizują się w akcie do- świadczenia estetycznego. Świadomość nigdy więc nie może uzy- skać pełni obecności w dziele, którego obraz jednocześnie wła- snymi środkami mogłaby wypracować i uzasadnić, lecz ujawnia się w postaci chwili doświadczenia, która kwestionuje autono- mię dzieła. Nie chodzi jednak wyłącznie o to, że utwór pozostaje uzależniony od wielorakich relacji z zewnętrzną rzeczywistością (społeczną, ideologiczną, ekonomiczną etc.), lecz także o zależ- ność najbardziej podstawową, czyli odniesienie do sfery empi- rycznej, której wszakże świadomość – póki istnieje, poznaje rze- czywistość i orzeka o świecie – nie jest w stanie zredukować do chaosu, czyli niezróżnicowanej materialności. Dlatego zapo- średniczenie okazuje się ostatecznie elementem ambiwalentnym. Może stać się szansą dla świadomości, która chcąc ocalić własną jednostkowość, pragnie w istocie utrzymać w działaniu zarówno władzę poznawczą, jak i siłę odróżniania się od własnego zewnę- trza, czyli pragnie utrzymać sankcję imienia własnego. Ale to tylko jedna strona dialektycznej relacji, jaka towarzy- szy doświadczeniu estetycznemu, taka, w której negatywność jest heroicznym i – w gruncie rzeczy – opartym na schemacie  T. W. Adorno, Teoria estetyczna, dz. cyt., s. 186.  Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna wzniosłości, modelem podmiotu. W takim ujęciu podmiot tkwi w klinczu całkowicie autonomicznego, progresywnego i dys- tynktywnego rozumu oraz lęku przed abstrakcją pojęcia, które z obietnicy poznania staje się znakiem potencjalnej anihilacji eg- zystencji. Tymczasem Adorno komplikuje ten obraz, powiadając, że doświadczenie estetyczne jako takie jest ryzykowne zarówno dla świadomości, jak i zagraża autonomii dzieła sztuki. Z jednej strony, żadne dzieło sztuki nie jest całkowicie zamknięte we wła- snej immanencji, bowiem każdorazowa ingerencja indywidual- nej świadomości w jej porządek ilustruje zarazem jej podstawo- we zakotwiczenie w pozorze, który z kolei nie stanowi jedynie mimetycznej iluzji, lecz jest rodzajem koniecznego punktu oporu wobec epistemologicznych roszczeń jednostki. Jednak z drugiej strony, samo dzieło, można powiedzieć: jego język zwraca się przeciwko świadomości, rozpoznającej własne nieczyste, prze- mieszczone podstawy. Gdzie więc miejsce na ocalenie imienia własnego, skoro do- świadczenie estetyczne jest dla podmiotu wyłącznie elementem zagrożenia, bądź momentem wzniosłości, jakiej doznaje w obli- czu tego, co – przebijając się przez „pajęczynę języka” – jawi się jako absolutnie negatywne i zupełnie nieobecne28? Szansą na ocalenie podmiotowości okazuje się namysł nad samym zapo- średniczeniem; nad poznawczymi i retorycznymi efektami, ja- kie wywołuje, nad momentem zachwiania metafizycznej relacji między subiektywnością i obiektywnością, wreszcie: nad dy- stansem, jaki wytwarza między świadomością i językiem dzieła sztuki. W Dialektyce Oświecenia, pisanej – jak wiadomo – wraz  Interesująco i syntetycznie pisze o tym wątku Adam Lipszyc w książ- ce: Międzyludzie. Koncepcja podmiotowości w pismach Harolda Blooma, Kraków 2004, s. 164–177.  Metafory tej używał Adorno w odniesieniu do struktury tekstu, któ- ry – wedle jego projektu – winien stanowić rodzaj konstelacji zapośred- niczeń, zapisów relacji zachodzących między podmiotem i przedmiotem. Zob. T. W. Adorno, Minima moralia, dz. cyt., s. 97. 28 Zob. K. Sauerland, Kilka pojęć z estetyki Theodora W. Adorno, w: te- goż, Od Diltheya do Adorna. Szkice z estetyki niemieckiej, Warszawa 1986. Podmiot jako rozdarcie  z przyjacielem Maxem Horkheimerem, Adorno zawarł myśl, któ- rej pozostał wierny aż do końca własnej drogi filozoficznej29. To pełna napięcia relacja między mitem i emancypacją determinuje rozpad jako zasadniczą cechę podmiotu nowoczesnego. Jednost- ka uwięziona między skrajnymi biegunami – magii, bezpośred- niego oddziaływania sztuki oraz oświeceniowej pracy rozumu, w której świadomość działa nie tyle na rzecz własnej, egzysten- cjalnie rozumianej pełni, ile na rzecz technicznego opanowania rzeczywistości – staje się zakładnikiem procesu odczarowania świata. W rezultacie dążenie do pełnej racjonalności (podmiotu, świata) niweluje możliwość emancypacji, bowiem – mówiąc za prawodawcą oświecenia – „wychodzenie z niedojrzałości” sta- je się przestrzenią zafiksowanej przez restrykcyjny rozum iluzji całkowitej autonomizacji i samoprzejrzystości świadomej jed- nostki. Autorzy pokazują, że na nowoczesność należy spojrzeć od nieco innej strony niż ta, która opiera się wyłącznie na moc- nej alternatywie: mit albo oświecenie. Drogą wyjścia z tego im- pasu jest wierność zasadzie krytycznej, która nie może uzyskać nigdy formy „idei regulatywnej”, lecz okazuje się sposobem na ocalenie myślenia jako podstawowej egzystencjalnej dyspozycji jednostki. Myślenie nie stanowi jednak – jak np. w filozofii Hei- deggera0 – ekstrapolowanego stanu pierwotnej bezpośredniości i możliwości dostępu do źródła Bycia, lecz pozostaje uwikłane w podstawową neurozę podmiotu nowoczesnego, jaką jest „dia- lektyka wymowności”. Figurą tego wielokrotnego uwikłania jest Odyseusz, wędrujący i snujący opowieści o tych wędrówkach. Jego narracja stanowi dla autorów Dialektyki Oświecenia matry- cę relacji świadomości i języka w nowoczesności: 29 Co najwyraźniej można dostrzec w Minimach moraliach i pośmiert- nie wydanej Teorii estetycznej. 0 Korzystam w tym miejscu z okazji, by zaznaczyć istotny wątek relacji między filozofią Adorna i Heideggera, który kilkakrotnie da się zauważyć w tej książce. Spór jest zasadniczy i doskonale zbadany. W tym miejscu po- wiem jedynie, że czytając Heideggera, zawsze pamiętam o krytycznych po- uczeniach Adorna. Na temat tego sporu zob. studium B. Ouattara, Adorno et Heidegger: une controverse philosophique, Paris–Montréal 1999. 34 Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna Mowa, która tryumfuje nad siłą fizyczną, nie może się zatrzymać. Jej stru- mień towarzyszy strumieniowi świadomości, samemu myśleniu jako pa- rodia: niewzruszona autonomia myślenia przybiera charakter błazeństwa, manii, gdy wkracza w rzeczywistość za pośrednictwem mowy – tak jak gdyby myślenie i rzeczywistość sprowadzały się do tego samego, gdy prze- cież myślenie tylko poprzez dystans zyskuje władzę nad rzeczywistością. Ale ten dystans oznacza zarazem cierpienie. Z powyższego fragmentu można wyprowadzić, kluczową dla zrozumienia wizji podmiotu według Adorna, negatywną dialek- tykę jednostkowości i ogólności. Po stronie tego, co ogólne, sy- tuuje się nie tylko autonomizowane pojęcie, które – jak w syste- mie Hegla – na drodze rozwoju uzyskało substancjalność i stało się w końcu najwyższą formą podmiotowości, lecz również ję- zyk tout court. Mowa staje się czynnikiem sprawczym proce- su odczarowania, pozwala bowiem dowiedzieć się czegoś o rze- czywistości, rozpoznać ją i w ten sposób nad nią zapanować, ale zarazem podważa jej ugruntowany ontologiczny status. Świa- domość zostaje wóczas odgrodzona od świata przesłoną języ- ka, który kreuje całkiem nową rzeczywistość pozoru i autono- mizowanego fantazmatu. Co więcej, to właśnie system języka, owa zarazem kreacyjna i inercyjna siła mowy, powoduje, iż pod- miot nie jest w stanie powstrzymać procesu racjonalizowania, a więc wysławiania niemego świata. Nie istnieje bowiem żadna forma przeciwdziałania władzy dyskursu, umożliwiająca dialek- tyczne zbalansowanie, czyli przepracowanie inercyjnego poten- cjału, jaki tkwi w języku. Jak więc jednostka jako podmiot może siebie ocalić? Jak, zachowując epistemologiczny prymat świa- domości, może nie ulec pokusie totalnego podporządkowania się bezwzględnemu rygorowi progresywnego odczarowania? Adorno (razem z Horkheimerem, ale również w pisanych już jedynie przez siebie książkach) podpowiada rozwiązanie rady-  M. Horkheimer, T. W. Adorno, Dialektyka oświecenia, przeł. M. Łu- kasiewicz, przekład przejrzał i posłowiem opatrzył M. J. Siemek, Warsza- wa 1994, s. 83.  Zob. M. J. Siemek, Heglowskie pojęcie podmiotowości, w: tegoż, He- gel i filozofia, Warszawa 1998. Podmiot jako rozdarcie  kalne, które wiąże się z przewagą zapośredniczenia nad media- cją. Tę zmianę w rozumieniu podmiotu można skrótowo, ale – jak sądzę – bez nadmiernej obawy o uproszczenie, przedstawić następująco: mowa jest z jednej strony narzędziem emancypacji, środkiem do całkowitej samowiedzy, czyli do pełnego urzeczy- wistnienia świadomości, z drugiej – wymazuje możliwość nieza- leżnego istnienia subiektywności – kruchej, niepewnej własnej pozycji w świecie, nieustannie wystawianej na działanie wro- giego, obcego, zewnętrznego świata. Rozwiązaniem jest próba przywrócenia – drogą krytyki – odrębności temu, co pojedyn- cze. Drogą krytyki jest zaś rozpoznawanie w każdej formie toż- samości tego, co nietożsame. Oznacza to, że dzięki językowi i poprzez niego (a więc tymi samymi środkami, które umożli- wiły ruch wyjścia z mitu, autonomizację rozumu i emancypację świadomości) można poddać weryfikacji status każdego poję- cia pretendującego do opisu świata. Jednakże autorzy Dialekty- ki Oświecenia powiadają, że idzie także o coś więcej niż tylko o proceduralne dostrzeganie „ślepych plamek” w symbolicznych systemach, jakimi opisujemy świat, i dzięki którym pragniemy go rozpoznać, a tym samym nad nim zapanować34. Oddzielenie myślenia od języka nie jest także rodzajem „epistemologicznego cięcia”, które dokonuje się niejako poza podmiotem, w prze- strzeni autonomii poznawczego dyskursu. Ten dystans jest jed-  Ta formuła niezwykle często pojawia się na stronach zarówno Dia- lektyki Oświecenia, jak i innych dzieł Adorna. Można powiedzieć, że ideał „rozbrajania” każdej tożsamości jest skrótowym, ale trafnym opisem ideału krytycznego w takim wydaniu. 34 Jak wiadomo, równanie władzy i poznania wedle autorów Dialekty- ki Oświecenia stanowią synonimy. Jest to jednak, rzecz jasna, inne rozu- mienie niż proponowane przez takiego krytyka nowoczesności, jak Michel Foucault. Dla niemieckich filozofów władza wiązała się z poznaniem jedy- nie z perspektywy tożsamościowej przemocy „rozumu instrumentalnego”, podczas gdy dla autora Nadzorować i karać rozum przestał pełnić funkcję krytyczną, zastąpił go bowiem „porządek dyskursu”. Zob. M. Foucault, Po- rządek dyskursu. Wykład inauguracyjny wygłoszony w Collège de France 2 grudnia 1970 roku, przeł. M. Kozłowski, Gdańsk 2002.  Odwołuję się w tym miejscu do analiz Michela Foucaulta z jego stu-  Wprowadzenie. Beckett – literatura krytyczna nocześnie realną, choć niedostępną językowi chwilą, w której świadomość zatrzymuje się nie na poziomie samowiedzy, lecz w obliczu – rozumianego jak najbardziej egzystencjalnie – do- świadczenia cierpienia, którego nie można przepracować ani po- przez „chytrość” mowy, a więc poprzez spójną narrację podmio- tu o sobie samym, ani poprzez ostateczną sankcję świadomości, która sama może się uobecniać. Możliwość myślenia, czy też więcej: myślenie jako akt eg- zystencjalny, wiąże się – w tak zarysowanej perspektywie pod- miotu – z kondycją krytyczną (w podwójnym sensie tego słowa, o którym była mowa na początku tego wprowadzenia). Dopiero taka wizja podmiotu, która opierałaby się na podstawowym ru- chu opisywania rozziewu między mową i myśleniem, ale tak- że między językiem i rzeczywistością oraz świadomością i rze- czywistością, mogłaby uzyskać rangę obiektywności, a przez to niemożliwej do zredukowania sygnatury cierpienia. Oświecenie, dające nadzieję na wyzwolenie się jednostki z tego, co kontyn- gentne, odsłania swoją odwrotną, negatywną stronę: świadomość w pełni obecna, gotowa do rozpoznania i podporządkowania so- bie całej rzeczywistości, przechodzi na pozycje mitu, zrodzonego z tego samego języka, który miał wcześniej ów mit unieważnić. Innymi słowy, pełna obecność i czyste poznanie, unieruchomio- ne w ramach tożsamości, stają się fantazmatami, dzięki którym jednostka może konstruować sama siebie jako podmiot, i z któ- rych w rezultacie może tworzyć mityczną narrację o własnej au- tonomii. Tożsamość podmiotu i mit stanowią więc nierozłączną, niemożliwą do ostatecznej separacji parę opozycji, bezustannie wchodzących w dialektyczną relację, której nie można unieważ- nić jakimkolwiek elementem syntezy. Więcej: tożsamość oka- zuje się jedynie funkcją tego, co zmienne i nietożsame. Moż- na więc powiedzieć, że subiektywność jest nie tylko związana z tym, co negatywne z perspektywy możliwości obecności sensu (a więc języka), lecz również odkrywa element negatywny w po- dium Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych, przeł. T. Komen- dant, Gdańsk 2006.  M. Horkheimer, T. W. Adorno, dz. cyt., s. 64. Podmiot jako rozdarcie  zornie pewnej tożsamości wiedzy, która byłaby w zamierzeniu rezultatem poprawnego używania pojęć
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Literatura świadomości. Samuel Beckett-podmiot-negatywność
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: