Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00269 003759 21002910 na godz. na dobę w sumie
Miłość jest, ale źle zrobiona, bo w różu - ebook/pdf
Miłość jest, ale źle zrobiona, bo w różu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 87
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3167-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Miłość...' to krótki i przejmujący zapis kilku dni z życia chłopaka, w którego świecie kończy się sporo: miłość, młodość i pewna epoka. Tematem nie jest tu bynajmniej tytułowa miłość w różu. Bohater szuka ucieczki od rzeczywistości, chce 'BYĆ już poza tą linijką', nie wie jednak jeszcze, co to dla niego oznacza. Po śmierci dotychczasowego świata pojawi się inny, lepszy lub gorszy. Od kogo to zależy?

Adam Mikołaj Zdeb (ur. 6 grudnia 1984 r.) - magister filologii germańskiej UW. Lubi Jelinek i porządek na półce z kremami.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

0. pro mowa pro forma pisz bez capsa jak blu!nierca. my l, #e s!owo pisane to relikt utarty. potykaj si$ o tekst ten. upadaj i podno si$. raz. dwa. trzy. kyrie elejson. kryjesz ty. adam. 7 1. zorganizowano casting na cz!owieka. mam 22 lata i wystarczy prosz! opowiedzie nam co# o sobie. mam 22 lata i wystarczy. mama mówi z!oty ch!opak o z!otym sercu. kiedy zamykam oczy, widz$ zamkni$te oczy, dzi$ki czemu mam ciekawe spojrzenie na powiek$ od strony rewersu. wiecznie szukam pracy, bo nie ma ko!aczy. kapitalizm drobno ustrój. m!odo pozbawiony z!udze wpycham sobie brudne r czki do buzi. kapitalnie spryskuj$ wymiocinami sztuczne kwiatki w butonierkach markowych garniturów. pluj$ na listy z krzywo odci ni$tymi ustami. krwist pomadk . do krwi mnie rozkrwawiaj . krew mnie zalewa. jestem czerwonym zalewem zegrzy skim. stop to nie tak, #e ja nie chc$ kocha’! stop umie’ kocha’ raczej! play jestem jak austriacki cukierek hassliebe w wersji polskiej. rezygnuj$ jeszcze bardziej si$ staraj c. si$ siebie szarpa’ ze sob , by w scenie fina!owej rozszarpa’ si$ na organy. wtedy nie mie’ do tego g!owy, #eby si$ drogo sprzeda’. resztki mi$sa, kawa! p$ta. moje w!asne poddawanie si$, #eby walczy’. ogie krzepnie. blask ciemnieje. nie ma ju# si! ani zalet, ani wad. jest si$ cz!owiekiem bez w!a ciwo ci. to nie ta epoka. dumnym krokiem z niej wykraczam. przekraczam si$. przez epok$ jak przez skakank$ przeskakuj$. czasem na ni nadepn$, czasem napluj$. epokowy ból przechodzi mi od stóp do g!ów. cierp cia!o jak #e chcia!o. cierpienie. za sekund kilka wyczerpi$ si$ jak cierpki pomara czowy d#em ze s!oika. straci!em grunt pod stopami. zyska!em gust nad gustami. zalewam nowe fundamenty. zbieram materia!y budowlane. ocieplam si$ styropianem w zimowe dni. adoruj$ si$ sam jak 8 palec. b$d$ zdrapk z ogromn wygran . zdrapi$ si$ milimetr po milimetrze. mam zasady. na przyk!ad nie wchodz$ drugi raz do tego samego b!ota, bo mam bardzo !adny, czysty, a co najwa#niejsze mi!y w dotyku profil na fejsbuku… a co to jest fejsbuku??? tak si$ mówi w miejscowniku. mi si$ przynajmniej wydaje. mo#e si$ wydawa’. macie mo#e koncentrat? bo jako skoncentrowa’ si$ nie mog$. s!ów skondensowa’ nie potrafi$. jestem niepoczytalny jak mój blog. nie da si$ go nawet czyta’. zerwa!em z dytyrambiczn potoczno ci mowy. zerwa!em si$ z zaj$’ pozalekcyjnych. nie, niestety koncentratu nie mamy. dzi!kujemy za odpowied$. niech pan nam lepiej powie czym si! pan zajmuje. robi$ wypieki okoliczno ciowe na twarzy. nastawiam piekarnik na 250°C na opcj$ grill, #eby policzki si$ dobrze opiek!y. pod !ó#kiem chowam przepisy gotuj z adamem w obawie, #e je przeczytasz i skopiujesz, pragn c by’ smacznym i szalonym ksero obtoczonym jajkiem i gorycz . pij$ kawk$, bo jaki taki oklap!y jestem. kiedy si$ sko czy w domu cukier, id$ do spo!em po nowy. mam kas$ na ton$ cukru. ton$ w cukrze. prze#ywam to. we wtorki i w pi tki studiuj$ na uw. pojawiam si$ i znikam. fatalna morgana. wtedy zabieram sobie g!os. rozdaj$ przechodniom pstryczki w nos, bo mam nieodparte przez nic i nikogo wra#enie, #e ka#dy swój za wysoko nosi. to tak jakby torebk$ sobie m!oda panna na g!ow$ za!o#y!a, bo to przecie# szaneeelll! powieki rewersem widz$ jak ona my li: hejka hej hej hej hejka! deszczyk troszk! dzi# zapierdala i si! przez to troch! na bu$ce rozmaza!am, ale to nic nie szkodzi przecie , bo… bo… bo... wa ne, e szaneeelll! 9 nagle ukaza! mi si$ billboard z trafnym copy: no brain no pain. dziwi mnie tylko, #e szanelll nie jest wodoodporna. pstryczek w nos i w dupk$ kop! t$skni$ za pesto z suszonymi pomidorami. zup norwesk na drugie danie. posypan kolendr . lubi$ dobrze zje ’. wie#e kwiaty te#. niezapominajki najbardziej. zapomnie’ trudno. to ciekawe. a jakie ma pan zainteresowania? szerokie. prêt-à-porter cia!a. haute couture duszy. esemesy za pó! grosza i du#o darmowych minut do przemilczenia przez telefon. aran#acja wn$trzno ci. szukanie dziury w ca!ym. pomuzykuj mi kochanie, czyli konkursy typu x factor i jaka to melodia. karaoke. melodyczny wariant egzystencjalny. na parkiecie zgrabnie si$ ruszam, do rytmu rzecz jasna. czekam na zjawiska para pa ram. to arcyciekawe. a teraz pobawimy si! w skojarzenia. pytanie: co#/kto# nad panem? obraz wi$tej rodziny wisi nad moim pos!aniem. nade mn mieszka s siad epileptyk. prawie codziennie przy niadaniu przygrywa mi ca!ym cia!em do p!atków z mlekiem. tynk z sufitu miejscowo odpada. dzi$ki temu mam w mleku wi$ksza ilo ’ musli tropikalnych zupe!nie za darmo. ach to b!ahostki! a co# wi!kszego nad panem? ci wielcy, których tak ma!o. polskie drapacze chmur, czyli co z kategorii opowiedz mi ziom jak brzydki jest twój blok. pa!ac kultury niczym warszawska mantra. niebo o #elazistym posmaku hemoglobiny i barwie suszonych moreli. 10 a teraz pytanie podchwytliwe: co#/kto# pod panem? ci mali, których tak du#o. kie!kuj ce ziemniaki i szczury w piwnicy. cmentarz niespe!nionych idei. drewniany parkiet czekaj cy na wielki powrót odkurzacza. na parkiecie zdj$cia podeptane butem i koty, które si$ urodzi!y z nadmiaru roztocza domowego. kiedy wieci s!o ce to w!asny cie . gdzieniegdzie zielona trawa lub ciep!y piasek. ale to tylko w wakacje. mam racj$? tak tak, do# ju s!yszeli#my. pan jest ciekawy, ale czas min ! oraz wyczerpali#my ju pul! pyta’. skontaktujemy si! z panem, je#li si! w ogóle odezwiemy, bo je eli chc! pan wiedzie , czy wygra! pan casting na cz!owieka, to musi pan sobie najpierw u#wiadomi , e to nie jest takie !atwe, bo cz!owiek nie jest wcale !atwy. czasem u#wiadomienie sobie tej prawdy zajmuje naszym kandydatom ca!e ycie. niemniej jednak prosimy y , czekaj c na telefon. mamy pana namiary i wymiary. re yser patrzy z góry. a teraz graj muzyczko graj! zaczynamy show. bo bez show nie ma wow! 11 2. sk!adam ci bro! do stóp. zastrzel si ! jest roda. 6 grudnia. dzie moich urodzin. popo!udnie. samo centrum miasta. samo #ycie. mam 22 lata i wystarczy. ubrany w ciuchy firmy babcia- wydzierga!a-mi-na-urodziny-blezerek-i-szaliczek-z-mi!o ci™ wybra!em si$ na spacer z my l o kupnie czego mnie rozweselaj cego. mo#e gazu. co krok przystaj$ z wra#enia przed kolorowymi wystawami galerii w centrum. nie robi na mnie dobrego wra#enia. g!o no, bo na g!os, wy miewam miernot$ emocjonaln eksponowan za ci gn cymi si$ kilometrami szybami. przeci$tno ’ za kilka monet. bia!o-czerwone maski ludzkie na ka#d okazj$ schodz w ekspresowym tempie, w rytm muzyki dudni cej ze sklepowych g!o ników zawieszonych w ka#dym rogu. korporacyjne agencje reklamowe, odpowiedzialne za specjalnie przygotowan kampani$ outdoorow produktu maska wi$tego miko!aja pod k tem nadchodz cych wielkimi krokami wi t bo#ego nawrócenia zbi!y niew tpliwie kokosy. maska wi$tego miko!aja to produkt, który w miejsce wystaj cych oczek oferuje bia!e pomponiki. wszystko po to, aby móg! cieszy’ si$ z !askotania powiek puchem wi tecznym. nie ma szans na SALE, bo szale stwo kupowania trwa i tylko patrze’ jak nic nie zostanie na plastikowych mordach manekinów. plastikiem kart visa ogo!acaj je ja nie pa stwo ze sztuczno ci. u wiadamiam sobie wiat z plastiku. seksi-pleksi. wiat z napisem: tylko odpady plastikowe. tu si$ wrzuca pleksi! wyobra#am sobie ziemi$ zawini$t przez jakiego wistaka w sreberko. tak tak... zupe!nie takie niewinne sreberko, jakie ma na stanie fioletowa czekolada prosto z alp, tak puszysta, #e ho ho! zamykam kubki smakowe. nigdy nie 12 próbowa!em, ale wydaje mi si$, #e nie lubi$ konsumowa’ fekaliów, ani tych z plastiku ani tych sreberkowych. pech chcia!, #e oczu zamkn ’ nie zd #y!em. spojrzenia od strony rewersu w! czy’. na awersie jak na tacy podano mi sklepow pstrokacizn$. mam awersj$. razi mnie. wali po oczach d!ugimi wiat!ami. zrazi!em si$ i mam nabyty uraz. wol$ wiat za zamkni$tymi powiekami. eko. potkn !em si$ o walaj c si$ po chodniku, czerwon czapk$ wi$tego miko!aja. dok!adniej rzecz ujmuj c: o puszysty pompon. a teraz to ju# lec$ na koci !eb. kolano spotyka si$ z brukiem. zupe!nie jak w randce w ciemno, kiedy spotyka si$ nie to, co by si$ akurat chcia!o. si!a grawitacji jest silna. powoduje, #e ulica dotyka mojego kolana ostro i ochoczo, a# krew sika na jednego z przechodniów. s!ysz$ czyj miech. nagle przera!liwy okrzyk: id$ mi z tym p!ynnym wirusem krwistym! stereo mam. chcia!bym unikn ’ niesmaku. niestety nie potrafi$. s!owa mi dzi nie smakuj . za du#o w nich ziarenek goryczy. otaczam si$ skorup cynizmu. moj krew pompuje serce twardsze ni# ze spi#u. umywam od tego r$ce! prys! czar zakupów, a wszystko przez unosz c si$ w cz steczkach O2 spo!eczn dysleksj$ emocjonaln . mia!em ochot$ na co bardzo nie w konwencji wi t, na co urodzinowego, czyli zaskakuj cego. nic mnie ju# chyba nie zaskoczy. pfff! a# tu nagle starsza kobiecina ze wsi na mej drodze staje. drog$ mi zachodzi. oto ona z zawi zan na g!owie chust w ludowe wzory niechlujny straganik z kwiatami na marsza!kowskiej rozstawi!a i widocznie ka#demu przechodz cemu obok m$#czy!nie w parad$ wej ’ zamierza!a, by wie#o ’ i dos!ownie kwiecisto ’ swych produktów zachwala’: panie one #wie ute’kie i d!ugo oj d!ugo one panu postoj . uwierzy!em jej na s!owo. chciwie z!apa!em bukiet, terminala nie mia!a, wi$c wyj !em gotówk$ i nios$ go ju# dumnie. dumnie, a co! bo kto by nie chcia! za siódemaka d!ugoletnio ci kupi’. i to na urodziny! no kto? ja, ale tak mi przykro, #e 13 ona tu stoi na zimnie sama jak ja id$… id$ niby bez celu, a jednak do domu. nudz$ si$ szybko. zaczynam mi$tosi’ w wychud!ych palcach niebieskie g!ówki chabru. gram w kocha-lubi-szanuje. sam id$. droga powrotna do domu sk!ada mi w dniu mych urodzin najszczersze #yczenia wiecznej samotno ci. id$, by biec, by zaparzy’ gor c herbat$ i powoli dolewa’ do niej mleka, zanim jeszcze wyjmie si$ torebk$ z niebieskim nadrukiem earl grey. wszystko po to, aby poczu’ si$ tak angielsko, zrobi’ sobie takie T time. si$ zmarz!o i zimne palce. nieoczekiwanie co zabola!o. co w pi$t$ uwiera. co si$ przesuwa. natenczas palucha atakuje. ju# wyja niam, bo podejrzewam: a co to? a kto to? pojawi! si$ mianowicie egzystencjalny problem kamyków zbieranych w dzieci stwie. schylam si$ i sprawdzam co w bucie siedzi. wpad! mi akurat do buta opal ognisty i uwiera mnie w stop$ ogniem i opala mojego ko lawego palucha. te moje kamyki nale# ce do poka!nej kolekcji lat dzieci$cych ró#ni si$ od siebie stanowczo. ka#dy z nich ma inny charakter. ka#dy stara si$ wyczu’ nastrój swojego w!a ciciela i zgadn ’ próbuje, gdzie i kiedy najlepiej spa ’, wpa ’, si$ wkra ’ ma. raz bursztyn wpad! na kaw$, chyba latte to by!a z piank puszyst . czasem opal szlachetny wpadnie jak w kompot liwka. czasem agat na nastroju hu tawk$. nie powiem – ci$#ko mi wtedy na duszy i w ogóle na wszystkim nielekko. najgorzej bywa jednak wtedy, kiedy szlachetny betonowy kamie (odlew serca, który zrobi! mi kardiochirurg jak mia!em 12 lat) spada na nog$ z wysoko ci balkonu drugiego pi$tra, bo nie mo#na chodzi’ wtedy na spacery. ale dzi szcz$ cie w nieszcz$ ciu – opal ognisty do buta wpad! troszk$ poparzy’. zamiast sztucznych kwiatów mam wie#e i buta w r$ce. bomba w bombonierce! 14 tak sobie mi, tak nijak, a zgnito bije serce sam si! nosz! wysoko – i po co to? ten wokó! szum? id! m!odszy, #mielszy, nios! bomb! w bombonierce. tym co tu tu za mn w bramie – bum bum bum! dochodz$. do bloku z betonu, w którym nie ma wolnej mi!o ci. mieszkali my razem, ale wyprowadzi!a si$ ode mnie. mieszkam teraz z erosem. serce jest wytrzebione. eros ukrywa w swoim ko!czanie tasak z telezakupów mango. mieszkam. przemieszkuj$ sobie ten zimny wieczór jak si$ da. imbirowa herbata z plastrem pomara czy. earl grey nie ma. nie ma po angielsku. mleka nie ma. nie ma !at. siorbi$, bo gor ca. siadam przy biurku à la ludwik szesnasty. otwieram mechanicznie laptopa. uruchamiam procesor. z$by o z$by strzelaj z zimna. importowana herbata przegrywa na finiszu z polsk zim . linux gra muzyczk$ znan nawet laikom komputerowym, lepo korzystaj cym z mydl cych oczy okien windows. ten d#ingiel niesie jednak w jaki niewyja niony sposób nadziej$. na lepsze #ycie, na szcz$ cie, na niewybrakowane towary z internetu, na nowe zaproszenia do znajomo ci, na wiat!o ’, na boga, na maila od nieznajomych, na spam od samej paris hilton, na gadu gadu. na chorob$ ci inne rodki. nie mog$ jednak wyj ’ z klimatu czarnych chmur przeciekaj cych jak paj$czyna, w któr nalewa si$ wody jak w hamak, #eby zrobi’ sobie !ó#ko wodne. wyj ’ ze skorupy cynizmu nie potrafi$. palce mnie wierzbi . proza #ycia. # daj ode mnie poezji. nadziei po beznadziei na wynos. zapakowa’? na zapas. # daj puszczenia si$ smutno w sie’. rozgadania si$ smutno na czacie. w ko cu zapisania wierszem pustki wirtualnej kartki. zamazania jej faktur znaków o kolorze automatycznym. stukam kursyw napr$dce czarne my li bia!ym wierszem. stuk puk... 15 wszystko jest ró owym nic przez ma!e n dialogi uczucia monologi ! cznie z nami to klej ce si! nic mizerny ma!y ró owy klej cy balon z gumy balonowej na ko’cu musia! wystrzeli nam w twarz odkocha!em si! ju wi!c ch!tnie bym si! zakocha! mam chusteczk! haftowan co ma cztery rogi rzuc! j pod nogi komu# kto przytuli i ju nie pu#ci udusi ale nie wypu#ci nie, to nie b!dziesz ty postanawiam si$ upokorzy’ do granic mo#liwo ci. za pomoc autostrady telekomunikacyjnej zastawiam sid!a w internetowym wiecie marze i oczekiwa . gram w urodzinow samotno ’ w sieci. zarzucam urodzinowe sieci. stuk puk... jest tam kto? chore serce oddam w dobre r!ce r!ce, które lecz naucz mnie kwiatów najlepiej na wieki wieków zamiast poruchaj pokochaj 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Miłość jest, ale źle zrobiona, bo w różu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: