Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00192 002827 21511899 na godz. na dobę w sumie
Północ przeciw Południu. Część 1 - ebook/pdf
Północ przeciw Południu. Część 1 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 256
Wydawca: Jamakasz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-66268-52-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-17%), audiobook).

Jesteśmy w 1862 roku. Wojna secesyjna, która trwa od dziesięciu miesięcy, wydaje się oszczędzać stan Florydy, chociaż jest sygnalizowane zbliżanie się oddziałów Nordystów. James Burbank, bogaty gospodarz z okolic Jacksonville, nie ukrywa jego abolicyjnych przekonań, co ściąga na niego nienawiść Texara, Hiszpana o wątpliwej przeszłości. Podejrzewany o różne akty rozboje nigdy nie zostaje skazany, ponieważ zawsze dostarcza niezbite alibi. Z powodu wyzwania Burbank ogłasza uwolnienie swoich niewolników. Texar, który obalił władze { miasta, decyduje wtedy, by wypędzać nowo wyzwolonych. Atakuje oraz podpala plantację i korzysta z zamieszania, by porwać Dianę, córkę Burbanka i jego mamka, Zermah. Gilbert, starszy syn Burbanka, oficer marynarki federalnej, powraca potajemnie chcąc zobaczyć swoich rodziców. Odjeżdżając, zostaje schwytany przez Południowców podczas gdy Marsowi, jego służącemu, udaje się uciec i dotrzeć do kanonierek Nordystów. Młodzieniec i ojciec oskarżeni o szpiegostwo mają zostać rozstrzelani następnego, jeżeli okręty federalne, zablokowane przez barierę na rzece, nie zdążą na czas zdobyć portu. Podczas nocy opatrznościowa burza pozwala kanonierkom przeskoczyć przeszkodę. Burbankowie zostają uwolnieni, a z kolei zamknięty Texar, oskarżony o porwanie dziecka, ma się znaleźć przed trybunałem. Ale łotr jeszcze raz przedstawi alibi, że jest które całkowicie niewinny i Burbank musi uwolnić człowieka, który więzi jego córkę w nieznanym miejscu. Rzeczywiście, Diana i jej mamka były zostały zabrane w głąb bagien Everglades, do tajnej kryjówki Texara. W tym miejscu Zermah przypadkowo niewiarygodną machinację: Texar ma brata bliźniaka i, dzięki temu doskonałemu podobieństwu, może sobie tworzyć niepodważalne alibi. Odważna Metyska ucieka z dziewczynką, ale jeden z dwóch braci ją ściga. Podczas gdy udaje się mu je schwytać, przybycie Burbanka w towarzystwie marynarzy z obozu Północy odwraca sytuację. Postanowiony i oskarżony o zbrodnie wojenne, Texar staje przed plutonem egzekucyjnym. Wtedy dołącza jego brat bierze część odpowiedzialności na siebie. Dwaj mężczyźni, trzymając się za ręce, zostają rozstrzelani. Po powrocie na plantację rodzina Burbanków przedsięweźmie działania, by podnieść ją z ruiny, a Gilbert poślubi Alice Stannard, jego przyjaciółkę z dzieciństwa.

Seria wydawnicza 'Biblioteka Andrzeja' zawiera ponad 55 powieści Juliusza Verne'a i z każdym miesiącem się rozrasta. Publikowane są w niej tłumaczenia utworów dotąd niewydanych, bądź takich, których przekład pochodzący z XIX lub XX wieku był niekompletny. Powoli wprowadzane są także utwory należące do kanonu twórczości wielkiego Francuza. Wszystkie wydania są nowymi tłumaczeniami i zostały wzbogacone o komplet ilustracji pochodzących z XIX-wiecznych wydań francuskich i przypisy. Patronem serii jest Polskie Towarzystwo Juliusza Verne'a.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Juliusz Verne PÓŁNOC PRZECIW POŁUDNIU Juliusz Verne PÓŁNOC PRZECIW POŁUDNIU część pierwsza Przełożył i przypisami opatrzył Andrzej Zydorczak Siedemdziesiąta ósma publikacja elektroniczna wydawnictwa JAMAKASZ Tytuł oryginału francuskiego: Nord contre Sud © Copyright for the Polish translation by Andrzej Zydorczak, 2020 85 ilustracji, w tym 9 kolorowych i mapka: Léon Benett (zaczerpnięte z XIX-wiecznego wydania francuskiego) Redakcja i korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk Konwersja do formatów cyfrowych: Mateusz Nizianty Patron serii „Biblioteka Andrzeja”: Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a Wydanie I © Wydawca: JAMAKASZ Ruda Śląska 2020 ISBN 978-83-66268-51-7 (całość) ISBN 978-83-66268-52-4 (część pierwsza) Wstęp Wojna secesyjna to jeden z ulubionych tematów Juliusza Verne’a. Okre- ślenie „ulubiony” na pierwszy rzut oka nie jest może zbyt fortunne, jako że krwawy konflikt zbrojny jest zawsze wydarzeniem tragicznym, niemniej jednak pisarz sięgał po ten wątek nie ze względu na jego walory polityczne czy bata- listyczne, lecz ze względu na kontekst historiozoficzno-społeczny. Pozwalał mu on opowiedzieć się po jednej, tej właściwej, stronie, czyli w tym wypadku sprzeciwiającej się niewolnictwu Północy. Od sceny z wojny domowej w Sta- nach Zjednoczonych zaczyna się „Tajemnicza wyspa”, jej bohaterowie są mniej lub bardziej w nią zaangażowani, a czarnoskóry Nab przez całą powieść jest znakiem owego zderzenia dwóch poglądów na stosunek ludzi z kręgu cywiliza- cji europejskiej do swych afrykańskich braci w człowieczeństwie. Tak ich po- strzegają zwolennicy Północy, gdy tymczasem dla tradycjonalistów z Południa to ciągle jedynie darmowa siła robocza. O ile w „Tajemniczej wyspie” wojna secesyjna jest tylko tłem, o tyle w po- wieści „Północ przeciw Południu” stanowi oś fabularną. Akcja dzieje się na Flo- rydzie, a głównym bohaterem jest, a jakże, zwolennik Północy. Jest on wprawdzie właścicielem niewolników, jednak pragnie skończyć z procederem ich wykorzysty- wania i obdarzyć ich wolnością. Chce zmyć z siebie grzech ucisku i wyzysku, zerwać z niechlubną przeszłością i dołączyć do nowoczesnego nurtu społe- czeństwa, hołdującemu wartościom humanistycznym. Jest on swego rodzaju porte-parole autora, który również był zwolennikiem abolicjonizmu. Przebija to z wielu jego powieści. Bez przesady można powiedzieć, że twórczością zmywał grzech swych przodków ze strony matki, którzy byli handlarzami niewolni- ków. Jego rodzinne miasto Nantes było ważnym portem przeładunkowym na drodze „hebanu” z Afryki do Nowego Świata. Dziś przypomina o tym pomnik nad brzegiem Loary. Verne pisał „Północ przeciw Południu” w szczególnym okresie swego ży- cia, po tym, jak w krótkim czasie spadło nań wiele nieszczęść – został postrzelony przez swego bratanka Gastona, zmarł jego wieloletni wydawca Pierre-Jules Het- zel, a następnie odeszła jego ukochana matka Sophie. Nie mógł nawet wziąć udziału w jej pogrzebie. Był przykuty do łóżka i tylko nawyk ciężkiej i regu- larnej pracy oraz zobowiązanie do pisania dwóch tomów rocznie nie pozwalały mu popaść w rozpacz. Pomagała mu też kojąca ból morfina, na cześć której napi- sał wiersz. W takim stanie targające nim uczucia były szczególnie pobudzone, co znajdowało odbicie w warstwie emocjonalnej utworów. Powieść „Północ przeciw Południu” powstała więc jako wyrazisty manifest poglądów pisarza, ale też pisanie jej było dlań rodzajem pocieszeniem. Na skrzydłach wyobraźni przenosił się przecież do Stanów Zjednoczonych Ameryki, które tak kochał i po- dziwiał. Widział w nich nie tylko lokomotywę rozwoju i postępu, ale też ojczyznę wolności, której przypieczętowaniem miało być właśnie zniesienie będącego hańbą dla ludzkości niewolnictwa. Choć książka powstała dwie dekady po wojnie secesyjnej i nie wszystkie ideały, jakie jej przyświecały, dało się wprowadzić w życie, w południowych stanach nadal panowała ostra segregacja rasowa, co miało się zmienić dopiero wiele dziesięcioleci później, to jednak Verne nie stracił wiary, że żołnierze Północy i ci, którzy ich wspierali, odnieśli nie tylko militar- ne, ale przede wszystkim moralne zwycięstwo. Poza odniesieniami społecznymi w „Północy przeciw Południu” znajdujemy także wszystko to, co charakterystyczne dla twórczości Czarodzieja z Nantes – wyraziście nakreślonych bohaterów, wartką akcję oraz dużą dawkę wiedzy geograficznej. Powieść tę możemy zaliczyć jeszcze do tych dojrzałych, naj- pełniej ukształtowanych utworów z serii „Nadzwyczajne Podróże”. Późniejsze nosiły już piętno schyłkowości i przesycone były coraz większą dawką pesy- mizmu. Czytelnicy francuscy śledzili losy bohaterów powieści o wojnie secesyjnej na łamach „Magasin d’Éducation et de Récréation” od 1 stycznia do 1 grudnia 1887 roku. Jednocześnie w maju i listopadzie tego roku ukazały się samodzielne tomy (pierwszy i drugi) bez ilustracji, natomiast w okresie przedgwiazdkowym do księgarń trafiła okazała edycja (dwa tomy w jednym woluminie) z 85 rycinami Léona Benetta. Nad Wisłą szybko zainteresowano się tym utworem. Już na przełomie 1887 i 1888 roku wyszedł on w formie książkowej, w anonimowym przekładzie nakła- dem redakcji „Wędrowca”. W 1890 roku opublikowano go też we Lwowie jako tom 5. biblioteczki „Małego Światka”, pod tytułem „Domowa wojna”. Tłuma- czem był tajemniczy H. L. W 1924 roku po powieść tę znowu sięgnął wydawca z Warszawy („Argus”). Nie wiemy, kto opracował ów przekład pod tytułem „Walka Północy z Południem”. Potem była bardzo długa przerwa i dopiero w 1990 roku Wydawnictwo „Śląsk” wypuściło „Północ kontra Południe” w tłumaczeniu Bożeny Sęk. Dwadzieścia lat później polski oddział grupy Ha- chette odświeżył tekst z „Wędrowca” w serii „Najsłynniejsze Powieści Histo- ryczne”, zmieniając tytuł na „Wojna Północy z Południem, zaś sześć lat później wydał go w serii „Niezwykłe Podróże Juliusza Verne’a” (tom 28. i 29.), opatru- jąc ilustracjami Benetta i tytułem „Północ kontra Południe”. Każda z powyższych edycji miała liczne wady i braki, dlatego obecna, zawiera- jąca pełne tłumaczenie Andrzeja Zydorczaka i komplet oryginalnych XIX-wiecznych rycin, wieńczy drogę tego dzieła od francuskiego autora do polskiego czytelnika. dr Krzysztof Czubaszek prezes Polskiego Towarzystwa Juliusza Verne’a CZĘŚĆ PIERWSZA Rozdział I Na pokładzie steam-boatu1 „Shannon” lorydę, która została dołączona do wielkiej federacji amerykań- F skiej w roku 18192, kilka lat później podniesiono do rangi stanu3. Dzięki temu przyłączeniu obszar republiki powiększył się o sześć- dziesiąt siedem tysięcy mil4 kwadratowych. Jednak gwiazda florydzka świeci tylko drugorzędnym blaskiem na firmamencie pośród trzy- dziestu siedmiu gwiazd5, jakie widnieją na fladze Stanów Zjedno- czonych Ameryki. Floryda jest jedynie wąskim i nizinnym pasem ziemi. Jej nie- wielka szerokość nie pozwala rzekom, które ją nawadniają – oprócz St. Johns River6 – zyskać większych rozmiarów. Przy tak niewiel- kiej różnicy poziomów nurt rzeki nie ma niezbędnej pochyłości, by mógł stać się szybszy. Na powierzchni stanu nie ma żadnych gór (są jedynie niewiele bluffs, czyli wzgórza), tak licznych w centralnych i północnych regionach Unii. Jeśli chodzi o kształt, to można ją po- równać do ogona bobra moczącego się w oceanie, między Atlanty- kiem na wschodzie a Zatoką Meksykańską na zachodzie. Zatem Floryda nie ma żadnego sąsiada oprócz Georgii, której granica od północy styka się z jej granicą. Właśnie ta granica tworzy międzymorze7 łączące półwysep z kontynentem. 1 Steam-boat (ang.) – statek parowy. 2 Floryda została kupiona od Hiszpanii. 3 Floryda została przyjęta do Unii 3 marca 1845 roku jako 27. stan. 4 Mila – tu: angielska mila lądowa, równa 1609 m. 5 Na początku 1862 roku na fladze amerykańskiej znajdowały się 34 gwiazdy. 6 St. Johns River – u J. Verne’a: Saint-John; najdłuższa i najważniejsza rzeka stanu Floryda, długość ok. 500 km, powierzchnia dorzecza blisko 23 tys. km²; jedna z nielicz- nych rzek tego kraju o kierunku przepływu południe–północ; najważniejsze miej- scowości leżące w jej pobliżu: Sanford, Orlando, Palatka, De Land i Jacksonville. 7 Międzymorze (przesmyk, istm) – wąski pas lądu łączący dwa większe obszary lądo- we, oddzielający od siebie dwa morza lub oceany. ~ 12 ~ W sumie Floryda wygląda jak odrębna kraina, nawet dziwaczna, ze swymi mieszkańcami w połowie Hiszpanami, w połowie Ame- rykanami oraz Indianami Seminolami1, bardzo różniącymi się od ich pobratymców z Far Westu2. Jeżeli jest ona sucha, piaszczysta, pra- wie cała obrzeżona piaskowymi wydmami powstającymi z odsepów3 ciągnących się od Atlantyku na południowym wybrzeżu, to na obszarze północnych równin jej urodzajność jest zdumiewająca. Flora jest tam wspaniała, dorodna i bardzo urozmaicona. Bez wątpienia wyni- ka to z tego, że ta jej część jest zraszana wodami St. Johns. Ta rzeka toczy się z południa na północ szerokim łożyskiem na przestrzeni dwustu pięćdziesięciu mil, z których sto siedem, aż do Jeziora Geor- ge’a4, nadaje się do żeglugi. Jej długość, której brakuje ciekom płyną- cym równoleżnikowo, wynika właśnie z kierunku biegu. Rzekę tę wzbogacają liczne rios5, mieszając z nią swe wody w głębi mnogich zatoczek położonych po obu jej brzegach. Zatem St. Johns jest główną arterią tej krainy, ożywia ją swymi wodami, tą krwią, która płynie w ziemskich żyłach. Siódmego lutego 1862 roku steam-boat „Shannon” spływał w dół rzeki St. Johns. O czwartej po południu miał zawinąć do małego portu w miasteczku Picolata, odwiedziwszy już wcześniej przystanie i roz- maite forty hrabstw St. Johns i Putnam. Kilka mil dalej miał wpły- nąć na teren hrabstwa Duval, ciągnącego się aż do hrabstwa Nassau, odgraniczonego przez rzekę, od której wzięło swą nazwę. Sama Picolata nie ma wielkiego znaczenia, ale jej okolice obfi- tują w plantacje indygo6, ryżowiska, pola krzaków bawełny, uprawy 1 Seminolowie – Indianie Ameryki Północnej; ok. 1 tys. mieszka na dawnym teryto- rium plemiennym na Florydzie, większość w rezerwacie w Oklahomie; byli ludem rolniczym, osiadłym. 2 Far West (ang. Daleki Zachód) – w XIX i na początku XX wieku określenie za- chodniej części Stanów Zjednoczonych, zajmowanej przez osadników; w języku polskim częściej stosowana jest nazwa „Dziki Zachód”. 3 Odsep (przysep) – zamulisko, nanos aluwialny. 4 Jezioro George’a (Jezioro Welaka) – płytkie słonawe jezioro w stanie Floryda, poło- żone na rzece St. Johns. 5 Rios (hiszp.) – rzeki, strumienie. 6 Indygo – ciemnobłękitny barwnik występujący w postaci związanej jako glikozyd w liściach indygowca farbiarskiego (Indigofera tinctoria), niskiego krzewu z rodzi- ~ 13 ~ trzciny cukrowej i olbrzymie lasy cyprysowe. Dlatego też okolica w dość szerokim promieniu jest mocno zaludniona. Poza tym jej poło- żenie sprzyja relacjom handlowym i ruchowi pasażerskiemu. Jest to miejsce wsiadania pasażerów z St. Augustine1, jednego z głównych miast wschodniej Florydy, leżącego około dwunastu mil na tej części wybrzeża oceanicznego, które osłania długa wyspa Anastasia2. Mia- steczko z miastem łączy niemal prosta droga. Tego dnia w okolicy przystani Picolata zgromadziła się większa liczba podróżnych niż zwykle. Przyjechali z St. Augustine w kilku szybko poruszających się ośmioosobowych pojazdach, zwanych sta- ges, zaprzężonych w cztery czy sześć mułów, które galopują jak wście- kłe po drodze wiodącej przez bagna. Było ważne, żeby się nie spóźnić na przypłynięcie steam-boatu, jeżeli nie chcieli czekać przynajm- niej czterdzieści osiem godzin, zanim statek będzie mógł wrócić do miast, miasteczek, fortów lub wiosek położonych w dole rzeki. Fak- tycznie, „Shannon” nie obsługuje codziennie obu brzegów St. Johns, a wówczas był jedynym statkiem zapewnianiającym transport. Trzeba więc było być w Picolacie w chwili, gdy przybijał do przystani. Dlate- go też pojazdy już godzinę wcześniej dostarczyły swój kontyngent pasażerów. W tym momencie na nabrzeżu pomostowym Picolaty zgroma- dziło się ich około pięćdziesięciu. Czekali, rozmawiając z pewnym ożywieniem. Można było zauważyć, że dzielili się na dwie grupy, niezbyt skłonne, by się połączyć. Czyżby chodziło o jakiś poważny interes, a może o rywalizację polityczną, która przyciągnęła ich do St. Augustine? W każdym razie można było stwierdzić, że nie było między nimi żadnego porozumienia. Przybyli jako wrogowie i takimi też wracali. Było to widać po gniewnych spojrzeniach, jakie mię- ny bobowatych, pochodzącego zapewne z zachodniej Afryki, uprawianego głównie na Półwyspie Indyjskim. 1 St. Augustine – miasto w Stanach Zjednoczonych, w stanie Floryda, w hrabstwie St. Johns, założone w roku 1565; najstarsza europejska osada w kontynentalnej części USA, przez 235 lat polityczna i militarna stolica hiszpańskiej prowincji Floryda. 2 Anastasia – wyspa barierowa u wschodnich wybrzeży Florydy; długość 14 mil, szerokość ok. 1 mili. ~ 14 ~ dzy sobą wymieniali, po odległości, w jakiej stały od siebie dwie gromady, po kilku ostrych słowach, których prowokacyjny sens nie uchodził niczyjej uwadze. Tymczasem w powietrzu rozległy się długie gwizdki dochodzą- ce z góry rzeki. Wkrótce na zakolu rzeki przy prawym brzegu, jakieś pół mili powyżej Picolaty ukazał się „Shannon”. Gęste kłęby dymu wylatującego z jego dwóch kominów otoczyły wierzchołki wielkich drzew na przeciwległym brzegu, poruszane morskim wiatrem. Ru- choma bryła szybko zwiększała rozmiary. Pływ1 zmienił kierunek. Prąd przypływu, który od trzech czy czterech godzin opóźniał sta- tek, przechodząc w odpływ, teraz go wspierał, odprowadzając wody St. Johns ku jej ujściu. Wreszcie rozległ się dźwięk dzwonu okrętowego. Koła łopatko- we, młócąc powierzchnię rzeki w przeciwnym kierunku, zatrzyma- ły „Shannona”, który ustawił się przy pomoście, rzucając cumy. Podróżni z pewnym pośpiechem natychmiast zaczęli wsiadać na statek. Jedna z grupek weszła na pokład jako pierwsza, ta druga zaś wcale nie starała się jej wyprzedzić. To niewątpliwie oznaczało, że czekano na jednego lub więcej spóźnionych pasażerów, którym mógł- by umknąć parowiec, ponieważ paru mężczyzn odeszło aż na nabrze- że Picolaty, ku miejscu, gdzie zaczynała się droga do St. Augustine. Stamtąd, najwyraźniej zniecierpliwieni, spoglądali na wschód. Był ku temu słuszny powód, gdyż kapitan „Shannona”, stojąc na mostku kapitańskim, wołał: – Wsiadać! Wsiadać! – Jeszcze kilka minut – odezwał się ktoś z drugiej grupki, pozo- stającej na pomoście. – Panowie, nie mogę czekać! – Kilka minut! – Nie! Ani jednej! – Tylko momencik! – Niemożliwe! Mamy odpływ i ryzykuję, że na mierzei przy Jack- sonville woda będzie zbyt niska! 1 Pływy – okresowe zmiany poziomu wód (przypływy i odpływy), następujące po sobie co ok. 6 lub 12 godzin wskutek przyciągania Księżyca. – Jest Texar…! Jest Texar! ~ 16 ~ – Poza tym – odezwał się jeden z podróżnych – nie ma żadnej przyczyny, byśmy się musieli podporządkowywać kaprysom maru- derów! Mężczyzna, który rzucił tę uwagę, należał do pierwszej grupy, już usadowionej na rufówce1 „Shannona”. – Ja też tak uważam, panie Burbank – odparł kapitan. – Przede wszystkim obowiązek… Dalej, panowie, wsiadajcie albo wydam komendę do rzucenia cum! Marynarze już zaczynali się szykować do odepchnięcia steam- -boatu od pomostu przy silnych dźwiękach parowego gwizdka. Ma- newr ten przerwały okrzyki z brzegu: – Jest Texar…! Jest Texar! Na zakręcie nabrzeża w Picolacie ukazał się pędzący szybko po- wóz. Cztery muły, które wchodziły w skład zaprzęgu, zatrzymały się przy otworze trapowym2. Z pojazdu wysiadł jeden człowiek. Ci jego towarzysze, którzy pobiegli aż do drogi, szybko do niego dołączyli, po czym wszyscy wsiedli na statek. – Jeszcze chwila, Texar, a już byś nie odpłynął, co bardzo by ci nie pasowało! – rzekł jeden z nich. – Zgadza się! Dopiero za dwa dni mógłbyś powrócić do… do- kąd…? Dowiemy się, jeśli zechcesz nam to powiedzieć! – dodał inny. – Gdyby kapitan posłuchał tego bezczelnego Jamesa Burbanka – dorzucił trzeci – „Shannon” byłby ćwierć mili poniżej Picolaty! Texar razem ze swymi przyjaciółmi wszedł na nadbudówkę znaj- dującą się na dziobie. Spojrzał jedynie na Burbanka, od którego dzielił go tylko mostek kapitański. Chociaż nie powiedział ani słowa, to spojrzenie, jakie rzucił, wystarczyło, by zrozumieć, że między tymi dwoma mężczyznami istniała jakaś nieprzeparta nienawiść. Jeśli chodzi o Jamesa Burbanka, to po tym, jak popatrzył Texa- rowi prosto w oczy, odwrócił się do niego plecami i poszedł usiąść w tylnej części rufówki, gdzie jego towarzysze już zajęli mu miejsce. 1 Rufówka – nadbudówka w rufowej (tylnej) części statku, rozciągająca się na całą szerokość pokładu. 2 Otwór trapowy – zamykany otwór w nadburciu statku, przez który wchodzi się na trap, to jest rodzaj schodków. ~ 17 ~ – Burbank nie jest zadowolony! – rzekł jeden z kompanów Texa- ra. – To zupełnie zrozumiałe. Jego kłamstwa na nic się zdały, gdyż recorder1 sprawiedliwie ocenił jego fałszywe zeznania… – Ale nie jego samego – odparł Texar – a sprawiedliwym wyro- kiem sam się zajmę! Tymczasem „Shannon” rzucił cumy. Dziób, odepchnięty długimi bosakami, wsunął się w prąd rzeki. Następnie, pchany potężnymi kołami, którym z pomocą przychodził odpływ, szybko podążał mię- dzy brzegami St. Johns. Wiadomo, czym są te statki parowe świadczące usługi na ame- rykańskich rzekach. To prawdziwe wielopiętrowe domy, na których szczycie znajdują się rozległe tarasy, a nad nimi jeszcze dwa komi- ny maszyny parowej usytuowane przy pomoście oraz maszty fla- gowe i linki tentów2. Na rzece Hudson, i tak samo na Missisipi, te steam-boats, rodzaj wodnych pałaców, mogłyby pomieścić ludność całego miasteczka. Jednak potrzeby St. Johns i miasta Floryda nie były tak wielkie. „Shannon” był zaledwie pływającym hotelem, cho- ciaż rozkład wewnętrzny i zewnętrzny miał identyczny jak na „Ken- tucky” czy „Dean Richmond”. Pogoda była wspaniała. Cudownie błękitne niebo pokrywało je- dynie kilka lekkich chmurek widniejących na horyzoncie. Na tej sze- rokości geograficznej, czyli na trzydziestym równoleżniku, miesiąc luty jest prawie zawsze taki ciepły w Nowym Świecie3, jak w Sta- rym Świecie na obrzeżach pustyni Sahara. Jednakże słaby wietrzyk od morza nieco łagodził warunki klimatyczne, które mogłyby być zbyt uciążliwe. Dlatego też przeważająca część pasażerów „Shan- nona” pozostawała na nadbudówkach, by móc pooddychać inten- sywnymi zapachami, jakie wiatr przynosił z nadbrzeżnych lasów. Skośnie padające promienie słońca nie mogły ich dosięgnąć pod 1 Recorder (ang.) – sędzia, sędzia karny. 2 Tent – płótno lub brezent rozpinane nad pokładem statku, stanowiące dach chronią- cy przed słońcem lub deszczem. 3 Nowy Świat – tak nazywano odkrytą przez Kolumba w 1492 roku Amerykę, w odróż- nieniu od Starego Świata, tj. Europy, Azji i Afryki. ~ 18 ~ tentami, z powodu prędkości steam-boatu wzburzonymi jak indiań- skie punki1. Texar i jego pięciu czy sześciu towarzyszy, którzy razem z nim wsiedli na statek, uznali, że dobrze byłoby zejść do pomieszczeń di- ning-roomu2. Tam, jako ludzie lubiący wypić, mający gardła przy- zwyczajone do silnych trunków podawanych w amerykańskich barach, opróżniali całe szklanki dżinu, wódki i whisky3 Burbon. Byli to w sumie ludzie dość prymitywni, pozbawieni ogłady, grubiańscy w mowie, ubrani raczej w skóry niż w tkaniny, przyzwyczajeni żyć raczej w lasach niż we florydzkich miastach. Texar wydawał się mieć nad nimi przewagę, niewątpliwie zarówno ze względu na jego gwał- towny charakter, jak i w tym samym stopniu z powodu swej pozycji lub majątku. Dlatego też, jeżeli Texar nic nie mówił, to jego zwolenni- cy także milczeli, a czas wolny od rozmów pożytkowali na picie. Tymczasem Texar, przerzuciwszy szybko wzrokiem jeden z dzien- ników rozłożonych na stołach dining-roomu, odrzucił go na bok i po- wiedział: – Wszystkie są już stare! – Tak też myślę – rzekł jeden z jego towarzyszy. – Numer, który jest datowany trzy dni temu! – A w ciągu trzech dni dzieje się tyle rzeczy od czasu, gdy blisko nas toczy się walka! – dodał inny. – Jak wygląda sytuacja na wojnie? – zapytał Texar. – Jeśli chodzi o to, co nas szczególnie dotyczy, Texar, oto jak ma- ją się sprawy: rząd federalny, jak się mówi, zajmuje się przygoto- wywaniem ekspedycji przeciw Florydzie. Zatem niedługo należy się spodziewać najazdu nordystów4! – To pewne? 1 J. Verne’owi zapewne chodziło o charakterystyczne fryzury, jakie nosili Irokezi, zwane od nazwy plemienia „irokezami”. 2 Dining room (ang.) – jadalnia. 3 Dżin – wódka gatunkowa o smaku i zapachu jałowcowym; whisky – rodzaj wódki popularny w krajach anglosaskich. 4 Nordyści – zwolennicy Unii w czasie wojny secesyjnej, zwani też unionistami, aboli- cjonistami i federalistami. ~ 19 ~ – Nie wiem, ale takie wieści krążyły w Savannah1, a potwier- dzono mi to także w St. Augustine. – Ech, niech więc przychodzą ci federaliści, skoro roszczą sobie pretensje, by nas sobie podporządkować! – wykrzyknął Texar, ak- centując swoją groźbę uderzeniem pięści w stół tak gwałtownym, że na blacie aż podskoczyły szklanki i butelki. – Tak! Niech przy- chodzą! Zobaczy się, czy właściciele niewolników pozwolą się ogoło- cić tym złodziejom abolicjonistom! Ta odpowiedź Texara wyjaśniłaby dwie rzeczy każdemu, kto nie byłby zorientowany w wydarzeniach, których teatrem stała się wów- czas Ameryka. Po pierwsze, że wojna secesyjna, faktycznie rozpoczę- ta od wystrzału armatniego oddanego na Fort Sumter2 dwunastego3 kwietnia 1861 roku, była wtedy w swym najostrzejszym okresie, ponieważ rozciągała się prawie po same krańce stanów Południa. Po drugie, że Texar, zwolennik niewolnictwa, był jednego zdania z olbrzymią większością ludności terenów, na których niewolnictwo obowiązywało. Właśnie teraz na pokładzie „Shannona” znajdowało się naprzeciw siebie kilku przedstawicieli obu stronnictw. Z jednej strony – zgodnie z rozmaitym nazewnictwem, jakie narodziło się podczas tych długich walk – nordyści, przeciwnicy niewolnictwa, abolicjoniści albo federaliści, a z drugiej: południowcy, zwolennicy niewolnictwa, secesjoniści lub konfederaci. Godzinę później Texar i jego ludzie, bardziej niż dostatecznie upo- jeni, wstali od stołów, by wejść na górny pokład „Shannona”. Statek już minął położoną na prawym brzegu małą zatoczkę Trent i Zatoczkę Sześciu Mil, które doprowadzają wody rzeki: jedna aż do skraju gęstego lasku cyprysowego, druga do rozległych bagien zwanych „Dwanaście Mil”, co wskazuje na ich powierzchnię. 1 Savannah – miasto w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, w stanie Georgia, położone nad rzeką Savannah, niedaleko jej ujścia do Atlantyku. 2 Fort Sumter – budowla wojskowa broniąca wejścia do portu Charleston; zaatako- wana przez wojska konfederatów 12 kwietnia 1861 roku i zdobyta następnego dnia, co stało się początkiem wojny secesyjnej. 3 Dwunastego – u J. Verne’a: jedenastego. ~ 20 ~ Steam-boat płynął wówczas między dwoma szeregami wspania- łych drzew: tulipanowców, magnolii, sosen, cyprysów, dębów zie- lonych, juk1 i wielu innych, bardzo okazałych, których pnie znikały pod niedającą się rozplątać siecią azalii i drakulusów2. Czasami u wejść do zatoczek, których wody zasilają bagniste równiny hrabstw St. Johns i Duval, atmosferę wypełniał silny zapach piżma. Nie po- chodził jednak z tych krzewów, których emanacje są tak przenikli- we w tym klimacie, ale od mnóstwa aligatorów3, które przy hałasie, jaki powodował płynący „Shannon”, umykały w wysokie trawy. Były tam też ptaki wszelkich rodzajów: dzięcioły, czaple, jakamary, bąki, gołębie o białych łebkach, żurawie, przedrzeźniacze północne4 i sto 1 Tulipanowiec amerykański (Liriodendron tulipifera) – jeden z dwóch gatunków tulipanowca; okazałe drzewo zrzucające liście na zimę; w swej ojczyźnie należy do najwyższych drzew liściastych, często wystaje ponad poziom dębów, klonów i in- nych drzew, z którymi współtworzy lasy; rośnie szybko, osiąga wiek 200-300 lat; magnolie – drzewa lub krzewy z rodziny mangoliowatych (Magnoliaceae), o du- żych białych kwiatach, często hodowane jako rośliny ozdobne; dąb zielony (dąb ostrolistny, Quercus ilex) – zimozielone drzewo liściaste z rodziny bukowatych; pochodzi z terenów wokół Morza Śródziemnego; juka – roślina z rodziny agawo- watych, rosnąca w Ameryce Północnej i Środkowej na terenach suchych; ma twar- de, długie, ostro zakończone liście. 2 Rododendrony (różaneczniki, azalie) – rodzaj (Rododendron) z rodziny wrzosowa- tych, krzewy lub małe drzewa o dużych ozdobnych kwiatach przeważnie różowych; występuje głównie w Azji, najczęściej w górach; drakunkulus zwyczajny (smocza lilia, Dracunculus vulgaris) – gatunek rośliny zielnej należący do rodziny obraz- kowatych, pochodzi z Bałkanów, Wysp Egejskich i południowo-zachodniej Turcji, introdukowany w USA; wysokość do 200 cm, przeciętnie lub bardzo rozrosła, ro- śnie samotnie lub tworzy kępy. 3 Aligator amerykański (Alligator mississippiensis) – gatunek krokodyla z rodziny aligatorowatych (Alligatoridae); zamieszkuje tereny podmokłe w południowo- -wschodniej części Stanów Zjednoczonych; zimuje na lądzie w wygrzebanych przez siebie norach w pobliżu wody; średnia długość 1,8-3,7 m, choć rekordowy osobnik mierzył ok. 5,8 m. 4 Jakamary (złotopióry, złotki, Jacamerops) – rodzaj ptaków z rodziny złotopiórów (złotek, jakamarów, Galbulidae), zamieszkujący polany w tropikalnych lasach deszczo- wych, zarośla na obrzeżach lasów i brzegi zbiorników wodnych porośnięte drzewami i krzakami; długość ciała 12-30 cm, ciało smukłe, krótkie nogi i skrzydła, długi ogon, duża głowa o długim, cienkim dziobie; poluje na owady, które łapie w locie; wy- stępuje od Ameryki południowej po Meksyk; bąk amerykański (Botaurus lentigi- nosus) – gatunek ptaka z rodziny czaplowatych (Ardeidae); żyje skrycie i samotnie; długość ciała 70-80 cm, rozpiętość skrzydeł 110-120 cm; zasiedla słone lub słod- ~ 21 ~ innych rozmaitej wielkości i upierzenia, podczas gdy przedrzeźniacz ciemny1 swym głosem brzuchomówcy naśladował wszystkie dźwięki – nawet krzyk indyka, brzmiący jak dźwięki miedzianej trąbki, który da się usłyszeć z odległości czterech do pięciu mil. W chwili gdy Texar przeskakiwał ostatni stopień zejściówki2, by zająć miejsce na nadbudówce, do salonu schodziła jakaś kobie- ta. Kiedy jednak zobaczyła przed sobą tego człowieka, cofnęła się. Była to Mulatka pozostająca na służbie u rodziny Burbanków. Nie- spodziane pojawienie się zaprzysięgłego wroga jej pana wywołało w niej nieprzezwyciężony odruch wstrętu. Nie zwracając uwagi na złe spojrzenie, jakie rzucił na nią Texar, odskoczyła w bok. Wtedy on, wzruszywszy ramionami, odwrócił się ku swoim towarzyszom. – Ależ to jest Zermah! – wykrzyknął. – Jedna z niewolnic tego Jamesa Burbanka, który twierdzi, że nie jest zwolennikiem niewol- nictwa! Zermah nic nie powiedziała. Gdy wejście na nadbudówkę było już wolne, zeszła do głównego salonu „Shannona”, nie wydając się przywiązywać najmniejszego znaczenia do tego, co zaszło. Jeśli chodzi o Texara, to skierował się na dziób steam-boatu. Tam, po zapaleniu cygara, nie zajmując się swymi towarzyszami, którzy za nim postępowali, zaczął obserwować z pewną uwagą lewy brzeg rzeki St. Johns znajdujący się na granicy hrabstwa Putnam. W tym samym czasie na rufie „Shannona” także rozmawiano o sprawach wojennych. Po odejściu Zermah James Burbank pozo- kowodne mokradła Ameryki Północnej; zimuje w Ameryce Południowej po Ame- rykę Środkową; przedrzeźniacze północne (Mimus polyglottos) – ptaki z rodziny przedrzeźniaczy, występują w południowej części Ameryki Północnej, wielkości kosa (do 28 cm długości), owadożerne, ciemnoszare z jasnym brzuchem, chętnie naśladują głosy innych gatunków. 1 Przedrzeźniacz ciemny (Dumetella carolinensis) – ptak z rodziny przedrzeźniaczy, występujący w Stanach Zjednoczonych na wschód od Gór Skalistych, wędrowny, upierzenie ciemnoszare z czarną czapeczką, wielkości wilgi (do 23 cm długości) z długim ogonem, wszystkożerny, wydaje głosy podobne do kocich, stąd użyta w oryginale angielska nazwa catbird (koci ptak). 2 Zejściówka – na statku każde zejście prowadzące pod pokład, wyposażone w schody lub drabinę; otwór zejściówki jest chroniony wodoszczelnymi drzwiami, a na mniej- szych jednostkach przesuwnymi lub obrotowymi klapami. ~ 22 ~ stał tylko z dwoma swymi przyjaciółmi, którzy towarzyszyli mu do St. Augustine. Jednym z nich był jego szwagier, pan Edward Carrol, drugim mieszkający w Jacksonville Florydczyk, pan Walter Stan- nard. Oni także z pewnym ożywieniem rozmawiali o krwawej wal- ce, której wynik był dla Stanów Zjednoczonych kwestią życia lub śmierci. Ale jak zobaczymy, James Burbank, oceniając jej rezultaty, uważał inaczej niż Texar. – Chcę jak najszybciej powrócić do Camdless Bay – powiedział. – Wyjechaliśmy dwa dni temu, więc może nadeszły jakieś wieści z wojny. Może Du Pont i Sherman1 stali się już panami Port Royal2 i wysp Karoliny Południowej? – W każdym razie powinno to wkrótce nastąpić – odparł Edward Carrol – i byłbym bardzo zdziwiony, gdyby prezydent Lincoln3 nie przesunął działań wojennych aż na Florydę. – Najwyższy czas! – ciągnął James Burbank. – Tak, już czas, by narzucić wolę Unii wszystkim tym południowcom i Georgii, i Flory- dy, którzy uważają, że są zbyt daleko, by mogli zostać nią dotknięci! Widzicie, do jakiego stopnia bezczelności może to doprowadzić ludzi takich jak Texar! Czując poparcie tutejszych zwolenników niewol- nictwa, podżega ich przeciwko nam, ludziom z Północy, których poło- żenie, coraz trudniejsze, musi znosić skutki wojny! – Masz rację, James – zgodził się Edward Carrol. – Jest bardzo ważne, by Floryda jak najszybciej wróciła pod władzę rządu w Wa- szyngtonie. Tak! Pragnę, aby armia federalna przyszła zaprowadzić tu prawo, albo będziemy zmuszeni porzucić nasze plantacje. 1 Samuel Francis Du Pont (1803-1865) – u J. Verne’a: Dupont; admirał Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, członek wybitnej rodziny Du Pont; w wojnie secesyjnej odegrał ważną rolę w skutecznej blokadzie Unii, ale został kontrower- syjnie oskarżony o nieudany atak na Charleston w Południowej Karolinie w kwiet- niu 1863 roku; William Tecumseh Sherman (1820-1891) – amerykański generał, podczas wojny secesyjnej (1861-1865) jeden z dowódców wojsk Unii, od marca 1864 naczelny dowódca frontu południowo-zachodniego; od maja do grudnia prowadził kampanię w Georgii (zdobył m.in. Atlantę i Savannah), następnie w obu Karolinach; w latach 1869-1884 naczelny dowódca armii USA. 2 Port Royal – miasto w Stanach Zjednoczonych, w stanie Karolina Południowa, w hrabstwie Beaufort. 3 Abraham Lincoln (1809-1865) – prezydent USA od 1860, zginął w zamachu. – Ależ to jest Zermah! – wykrzyknął. – Jedna z niewolnic tego Jamesa Burbanka, który twierdzi, że nie jest zwolennikiem niewolnictwa! ~ 24 ~ – To tylko kwestia kilku dni, mój drogi panie Burbank – powie- dział Walter Stannard. – Przedwczoraj, kiedy opuszczałem Jacksonvil- le, umysły ludzi zaczynały się niepokoić projektami przypisywanymi komodorowi1 Du Pontowi, który zamierza wpłynąć przesmykami na St. Johns. To dostarczyło pretekstu, by grozić tym, którzy nie myślą tak samo jak zwolennicy niewolnictwa. Obawiam się, że wkrótce zaczną się rozruchy, które doprowadzą do obalenia władz miasta na korzyść osobników najgorszego rodzaju. – Wcale mnie to nie dziwi – odparł James Burbank. – Dlatego możemy spodziewać się trudnych dni podczas zbliżania się armii federalnej! Nie ma jednak możliwości, by tego uniknąć. – Zresztą cóż możemy zrobić? – mówił dalej Walter Stannard. – Jeżeli znajdzie się w Jacksonville i w innych punktach Florydy kilku odważnych osadników, którzy w kwestii niewolnictwa myślą tak sa- mo jak my, to nie są na tyle liczni, by przeciwstawić się wybrykom secesjonistów. Jeśli chcemy zachować nasze bezpieczeństwo, to mu- simy liczyć jedynie na przybycie federalistów i jeszcze należałoby sobie życzyć, by ich interwencja była zdecydowana i jak najszyb- ciej przeprowadzona. – Tak…! Niech w końcu przybędą i niech nas uwolnią od tych paskudnych łotrów! – zawołał James Burbank. Wkrótce zobaczymy, czy ludzie z Północy, których rodzinne ko- neksje lub majątki zmuszały do życia pośród zwolenników niewol- nictwa, przystosowania się do zwyczajów tej krainy, mieli prawo przemawiać takim językiem i wszystkiego się obawiać. Prawdą było to, co James Burbank i jego przyjaciele myśleli o wojnie. Rząd federalny przygotowywał ekspedycję w celu podpo- rządkowania sobie Florydy. Chodziło nie tyle o zawładnięcie stanem czy zajęcie go przez wojsko, ile o to, by zamknąć wszystkie trasy przemytnikom, których zajęcie polegało na przełamywaniu bloka- dy morskiej po to, by wywozić miejscowe produkty, a sprowadzać broń i amunicję. Z tego powodu „Shannon” nie ryzykował już ob- 1 Komodor – oficer marynarki wojennej w stopniu komandora, dowodzący zespołem okrętów. ~ 25 ~ sługiwania południowych wybrzeży Georgii, która wówczas znaj- dowała się w rękach nordystów. Zachowując ostrożność, zatrzymy- wał się na granicy, nieco poza ujściem rzeki St. Johns, na północ od Wyspy Amelii1, w porcie Fernandina, skąd biegnie linia kolejowa do Cedar Keys2, która ukośnie przecina półwysep florydzki i do- chodzi do Zatoki Meksykańskiej. Powyżej Wyspy Amelii i rio St. Marys3 „Shannon” ryzykował, że może zostać przechwycony przez okręty federalne, które nieustannie dozorowały tę część wybrzeża. Wynika z tego, że pasażerami steam-boatu byli przeważnie ci Flo- rydczycy, których sprawy nie zmuszały do udawania się poza gra- nice Florydy. Wszyscy mieszkali w miastach, miasteczkach albo wioskach położonych nad brzegami St. Johns lub dopływami tej rzeki, a przeważnie w St. Augustine i Jacksonville. W tych różnych miejscowościach mogli wysiadać na pomosty umieszczone na przy- stani albo też na drewniane mola, owe piers4, zbudowane na angiel- ską modłę, co uwalniało ich od używania rzecznych łodzi. Tymczasem jeden z pasażerów steam-boatu zamierzał opuścić go na środku rzeki. Jego zamiarem było, nie czekając, aż „Shannon” zatrzyma się przy którejś objętych regulaminem przystani, wysiąść w miejscu, gdzie nie było widać żadnej wsi ani pojedynczego do- mu czy nawet myśliwskiego lub rybackiego szałasu. Tym pasażerem był Texar. Około szóstej wieczorem na „Shannonie” rozległy się trzy ostre gwizdki. Jego koła prawie natychmiast się zatrzymały, a sam statek pozwalał się znosić prądowi, który w tej części rzeki był bardzo słaby. Statek znajdował się wówczas na wysokości Czarnej Zatoki. Ta zatoka jest głębokim wcięciem wydrążonym w lewym brzegu rzeki, do której w głębi wpada małe rio bez nazwy, przepływające 1 Wyspa Amelii (ang. Amelia Island) – wyspa w ciągu wysp barierowych u wschod- nich wybrzeży USA, najdalej na północ wysunięta wyspa Florydy. 2 Cedar Keys – miasteczko położone na wysepce należącej do archipelagu Florida Keys. 3 St. Marys – u J. Verne’a: Saint-Mary; rzeka w USA, tworząca część granicy między stanami Georgia a Floryda, o długości 203 km. 4 Pier (ang.) – molo, nabrzeże. ~ 26 ~ u stóp Fort Heilman1, położonego prawie na granicy hrabstw Put- nam i Duval. Jej wąski wlot prawie całkowicie znika pod sklepie- niem gęstych gałęzi, których liście plączą się ze sobą niby wątek bardzo gęstej tkaniny. Ta ponura laguna jest, że tak powiem, nieznana miejscowym ludziom. Nikt nigdy nie próbował się tam dostać i dlate- go też nikt nie wiedział, że służyła Texarowi za schronienie. Wynika to z tego, że brzeg St. Johns na wysokości wlotu do Czarnej Zatoki wydaje się ciągnąć nieprzerwaną linią w każdym swoim punkcie. Dlatego nocą, która tutaj zapada bardzo szybko, trzeba było bardzo dobrze znać tę ciemną zatokę, by wpływać w nią łodzią. Po pierwszych gwizdkach „Shannona” natychmiast odpowie- dział trzykrotnie powtórzony okrzyk. Blask ognia, który przebły- skiwał między wysokimi trawami na brzegu, zaraz zaczął się prze- suwać, co wskazywało, że posuwała się tam łódka, chcąc dobić do burty steam-boatu. Był to tylko skif2 – mała łódka z kory, którą można było prowa- dzić i kierować przy użyciu zwykłego pagaja3. Wkrótce ten skif zna- lazł się w odległości około pół kabla4 od „Shannona”. Texar przeszedł wówczas do wyjścia trapowego przy przedniej nadbudówce i tworząc ze swych rąk tubę, zawołał: – Ahoj! – Ahoj! – odpowiedziano mu. – To ty, Squambo? – Tak, panie! – Przybij! 1 Fort Heilman – fort nazwany na cześć podpułkownika Breveta Juliusa F. Heilmana, zbudowany w połowie lat 30. XIX wieku w miejscu, gdzie łączą się północne i połu- dniowe rozgałęzienia Czarnej Zatoki; była to tymczasowa drewniana palisada uży- wana podczas pierwszej wojny z Seminolami (1816-1819) jako warsztat kwatermi- strzowski i magazyn; wokół palisady gromadziły się chaty z bali w małej wiosce Garey’s Ferry; po zakończeniu wojen z Indianami (1858) fort został opuszczony. 2 Skif – u J. Verne’a: squif; mała lekka łódka. 3 Pagaj – krótkie wiosło z jednym piórem, trzymane oburącz, używane bez korzysta- nia z dulki. 4 Kabel – jednostka długości, tu 1/10 mili morskiej, czyli 185,2 m. Był to Indianin o czarnych włosach, goły do pasa – silny mężczyzna, o ile można było sądzić po torsie. ~ 28 ~ Skif przybił do burty. W świetle latarni okrętowej zawieszonej na końcu dziobnicy1 można było zobaczyć człowieka, który nim manewrował. Był to Indianin o czarnych włosach, goły do pasa – silny mężczyzna, o ile można było sądzić po torsie, który ukazał się w świetle latarni okrętowej. W tym momencie Texar odwrócił się do swych towarzyszy i uści- snął im dłonie, rzuciwszy znaczącym tonem „do zobaczenia”. Na- stępnie, posławszy jeszcze groźne spojrzenie panu Burbankowi, zszedł po trapie umieszczonym za osłoną koła bakburty2 i dołączył do Indianina Squambo. Po kilku obrotach kół steam-boatu oddalił się od skifu, a nikt z przebywających na pokładzie nawet nie podejrze- wał, że to lekkie czółno zniknie pod ciemnymi gąszczami brzegu. – Jednego łotra mniej na pokładzie! – odezwał się wówczas Edward Carrol, nie przejmując się tym, że może zostać usłyszany przez to- warzyszy Texara. – Tak – odparł James Burbank – a jednocześnie niebezpiecznego złoczyńcy. Jeśli chodzi o mnie, to nie mam w tym względzie żad- nych wątpliwości, chociaż nikczemnik zawsze umiał się wykręcić swoim naprawdę niewytłumaczalnym alibi! – W każdym razie – rzekł pan Stannard – jeśli dzisiejszej nocy w okolicy Jacksonville zostanie popełniona jakaś zbrodnia, nie będzie można go o nią oskarżać, skoro przed chwilą opuścił „Shannona”! – Wcale tego nie rozumiem! – oświadczył James Burbank. – Gdyby mi powiedziano, że widziano go kradnącego lub mordującego w chwili, gdy teraz rozmawiamy o pięćdziesiąt mil dalej na półno- cy Florydy, nie byłbym tym zdziwiony! Prawdą jest, że gdyby zdo- łał udowodnić, że nie był sprawcą tej zbrodni, to po tym, co już się stało, zupełnie by mnie to nie zaskoczyło! Ale za dużo zajmujemy się tym człowiekiem. Wracasz do Jacksonville, Stannard? – Jeszcze dzisiaj wieczorem. – Twoja córka czeka tam na ciebie? 1 Dziobnica (stewa przednia) – element konstrukcyjny statku łączący jego obie burty i będący przedłużeniem stępki i części dziobowej statku 2 Bakburta – lewa, patrząc w stronę dziobu, burta statku. – Już jestem, Dy…! Już jestem! ~ 30 ~ – Tak, i chcę ją jak najszybciej zobaczyć. – Rozumiem to – odparł James Burbank. – A kiedy masz zamiar przyjechać do nas, do Camdless Bay? – Za kilka dni. – Przyjeżdżaj tak szybko, jak to tylko będzie możliwe, mój drogi Walterze. Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy w przededniu bardzo ważnych wydarzeń, które jeszcze pogorszy zbliżanie się wojska fede- ralnego. Dlatego zastanawiam się, czy ty i twoja córka nie byliby- ście bezpieczniejsi w naszym domostwie Castle House1 niż w tym mieście, gdzie południowcy są zdolni popełniać wszelakie ekscesy! – Zgoda, ale czyż ja nie pochodzę z Południa, mój drogi panie – Bez żadnych wątpliwości, Stannard, ale myślisz i działasz, jak- Burbank? byś był z Północy! Godzinę później „Shannon” popędzany odpływem morza, który stawał się coraz szybszy, minął małą wioskę Mandarin, położoną na zielonym wierzchołku wysokiego wzgórza. Następnie, jakieś pięć do sześciu mil poniżej zatrzymał się przy prawym brzegu rzeki. Tam był zbudowany peron załadunkowy, do którego cumowały statki, by zabrać ładunek. Nieco wyżej wznosił się elegancki pier, lekka drew- niana kładka, zawieszona na dwóch stalowych linach. Było to na- brzeże Camdless Bay. Na samym krańcu pier czekało dwóch Murzynów zaopatrzo- nych w latarnie, ponieważ już zapadła ciemna noc. James Burbank pożegnał się z panem Stannardem i w towarzy- stwie Edwarda Carrola zszedł na kładkę. Za nim szła Metyska Zermah, która odpowiedziała na dobiega- jący z daleka dziecięcy głosik: – Już jestem, Dy…! Już jestem! – A tatuś…? – Tatuś także! Latarnie okrętowe się oddaliły i „Shannon” ponownie ruszył w dalszą drogę, kierując się na ukos ku lewemu brzegowi. Trzy mile 1 Castle House (ang.) – zamek, dom zamkowy. ~ 31 ~ od Camdless Bay zatrzymał się przy pomoście w Jacksonville, by tam wysadzić na brzeg większość pasażerów. Walter Stannard zszedł z pokładu razem z trzema lub czterema ludźmi, od których odłączył się Texar półtorej godziny wcześniej, kiedy to Indianin zabrał go na swój skif. Na pokładzie steam-boatu nie pozostało więcej jak pół tuzina podróżnych: jedni zdążali do Pablo, małego miasteczka zbudowanego niedaleko latarni morskiej, która wznosi się przy ujściu St. Johns, inni udawali się na wyspę Talbot, położoną na morzu przy wejściu na szlaki wodne o tej samej nazwie, wreszcie ostatni chcieli się dostać się do portu Fernandina. Tak więc „Shannon” nadal młócił kołami wodę rzeki i bez żadnych incyden- tów udało mu się pokonać mielizny. Godzinę później zniknął za zakrę- tem w zatoce Trout, gdzie St. Johns miesza już swe niespokojne wody z dużymi falami Oceanu Atlantyckiego. Rozdział II Camdless Bay amdless Bay – tak nazywała się plantacja należąca do Jamesa C Burbanka. Właśnie tam bogaty osadnik żył z całą swoją ro- dziną. Posiadłość Camdless Bay wzięła swą nazwę od jednej z zatok na St. Johns, otwierającej się nieco w górę rzeki od Jacksonville i na przeciwnym brzegu. Ze względu na małą odległość łatwo było się komunikować z tym florydzkim miastem. Dobra łódź, wiatr z pół- nocy lub południa, korzystanie z odpływu morza, by tam dopłynąć, lub z przypływu, by powrócić – to wszystko wystarczało, by w ciągu niecałej godziny pokonać odległość trzech mil oddzielających Cam- dless Bay od tego głównego miasta hrabstwa Duval. James Burbank miał jedną z najpiękniejszych posiadłości w kraju. Sam był bogaty, pochodził z zamożnej rodziny, a jego majątek uzu- pełniały dodatkowo wielkie nieruchomości znajdujące się w stanie New Jersey, który graniczy ze stanem Nowy Jork. Miejsce to, usytuowane na prawym brzegu St. Johns, zostało bar- dzo trafnie wybrane, by stworzyć tu plantację o znacznej wartości. Ręka ludzka nie musiała niczego dodawać do tak korzystnego po- łożenia ofiarowanego przez samą naturę. Teren sam z siebie zaspo- kajał wszelkie potrzeby rozległej eksploatacji. Dlatego też plantacja Camdless Bay, kierowana przez człowieka inteligentnego, energiczne- go, w sile wieku, dobrze wspomaganego przez jego ludzi i któremu nie brakowało funduszy, była w doskonałym stanie pełnego rozkwitu. Obwód dwanaście mil, powierzchnia cztery tysiące akrów1 – takie były rozmiary tej plantacji. Chociaż w południowych stanach Unii istniały jeszcze większe, to jednak żadna z nich nie była lepiej zago- 1 Akr – jednostka miary powierzchni gruntów używana w krajach anglosaskich, równa 4046,86 m2, czyli ok. 0,4 ha. ~ 33 ~ spodarowana. Dom mieszkalny, budynki gospodarskie, stajnie, obory, pomieszczenia dla niewolników, magazyny przeznaczone do składo- wania płodów ziemi, hale przystosowane do ich obróbki, warsztaty i fabryczki, żelazne kolejki biegnące z peryferii plantacji ku małemu portowi przeładunkowemu, drogi służące do zwózek – z praktycz- nego punktu widzenia wszystko to było wspaniale urządzone. Już na pierwszy rzut oka było widoczne, że wszystkie te przemyślane i po- rządnie wykonane prace były zasługą Amerykanina z Północy. Z Cam- dless Bay mogły rywalizować jedynie plantacje z obu Karolin czy też Wirginii. Ponadto grunty plantacji zbudowane były z high hum- mock, bardzo żyznej gleby, wykorzystywanej głównie do uprawy zbóż, low hummock, odpowiedniej do uprawy kawowców i drzew kakaowych, oraz marshs, rodzaju słonawych sawann, które najlepiej nadają się na ryżowiska i pola trzciny cukrowej. Jak wiadomo, bawełna z Georgii i z Florydy jest wysoko oceniana na różnych rynkach Europy i Ameryki dzięki długości jej włókien i dobrej jakości. Dlatego też pola bawełny, z ich krzewami regular- nie rozmieszczonymi w prostych liniach, delikatnie zielonymi liśćmi, kwiatami o żółtej przybladłej barwie, jak u kwiatów malw, stanowi- ły jeden z ważniejszych dochodów plantacji. W czasie zbiorów te poletka o powierzchni jednego do półtora akra, pokrywały się sza- łasami, w których mieszkali w tym czasie niewolnicy – kobiety i dzie- ci – zobowiązani zbierać torebki i opróżniać je z kłaczków bawełny, co jest bardzo delikatną robotą, gdyż absolutnie nie można uszko- dzić włókien. Następnie ta bawełna, wysuszona na słońcu, oczysz- czona przez skręcanie za pomocą zębatych kół i wałów, zbita pod prasą hydrauliczną, ułożona w bele ściągnięte żelaznymi obręczami, była magazynowana i gotowa do wysyłki. Żaglowce oraz parowce mogły odbierać ładunek złożony z bel bawełny bezpośrednio w por- cie Camdless Bay. Obok krzewów bawełny James Burbank uprawiał także rozległe pola kawowców i trzciny cukrowej. Tu widać było połacie tysiąca do tysiąca dwustu drzew kawowych, wysokich na piętnaście do dwu- ~ 34 ~ dziestu stóp1, z kwiatów podobnych do jaśminów hiszpańskich2, a których owoce o wielkości małej wiśni zawierają dwa ziarenka – wystarczy je tylko wyciągnąć i wysuszyć. Tam ukazywały się jakby łąki, można by powiedzieć: moczary, najeżone tysiącami długich trzcin, wysokich na dziewięć do osiemnastu stóp, których czuby kołysały się jak kity będącego w ruchu oddziału kawalerii. W Camdless Bay przedmiotem szczególnej troski były zbiory trzciny cukrowej, dające cukier w postaci płynu, który rafinerie, w stanach Południa technicznie mocno zaawansowane, przerabiały na cukier rafinowany; oprócz tego, jako produkty uboczne, otrzymuje się tam syropy służące do wyrobu tafii3 lub rumu oraz wino trzcinowe, czyli mieszaninę likieru sacha- rynowego z sokiem ananasów i pomarańczy. Chociaż mniej ważna w porównaniu z uprawami krzewów bawełny, to jednak ta dziedzi- na przynosiła duże zyski. Kilka pól drzew kakaowych, kukurydzy4, ignamów, batatów5, zboża indyjskiego6, tytoniu, dwieście do trzystu akrów ryżowisk składało obfity haracz, przynosząc duże korzyści plantacji Jamesa Burbanka. Jednak gospodarz prowadził jeszcze inną eksploatację, która do- starczała zysków co najmniej w takiej samej wielkości jak przemysł bawełniany. Było to karczowanie niewyczerpywalnych lasów, które pokrywały ziemię plantacji. Nie mówiąc już o plonach drzew cyna- 1 Stopa – miara długości; tu: stopa angielska równa 0,3048 m. 2 Jaśmin hiszpański – inna nazwa jaśminu wielkokwiatowego (Jasminum grandiflo- rum), gatunku rośliny z rodziny oliwkowatych. 3 Tafia – rum produkowany z trzciny cukrowej prymitywnymi metodami, niepodda- wany leżakowaniu. 4 Ignam (pochrzyn, jams, Dioscorea) – pnąca roślina zielna z klasy jednoliściennych; ponad 600 gatunków (głównie bylin) na obszarach międzyzwrotnikowych i pod- zwrotnikowych, niektóre tamże uprawiane; bulwy głównie podziemne (do 2 m dłu- gości i 18 kg wagi), po ugotowaniu lub upieczeniu stanowią podstawowe pożywie- nie skrobiowe w wielu krajach; po wysuszeniu dostarczają mączki skrobiowej. 5 Batat (właśc. wilec ziemniaczany, patat, słodki ziemniak; Ipomea batatas) – płożąca się bylina z rodziny powojowatych (Convolvulaceae); pochodzi z Ameryki Środko- wej; uprawiana w strefie międzyzwrotnikowej dla jadalnych, potężnych bulw (do 5 kg). 6 Zboże indyjskie – chodzi tu o pszenicę okrągłoziarnową (Triticum sphaerococcum); jej kłos jest biały, piramidalny, średnio zbity, ma długość 5-6 cm i ostki; roślina charakteryzuje się bardzo silnym nalotem woskowym na pochwie liścia. W tym czasie niewolnicy – kobiety i dzieci – zobowiązani zbierać torebki i opróżniać je z kłaczków bawełny, co jest bardzo delikatną robotą. ~ 36 ~ monowych, pieprzowych, pomarańczowych, cytrynowych, oliwko- wych, figowych, mangowcach oraz chlebowcach1 czy zbiorach pra- wie wszystkich europejskich drzew owocowych, które bardzo do- brze zaaklimatyzowały się na Florydzie, uzyskiwano jeszcze zy- ski z ciągłego regularnego wycinania lasów. Jakież istniało tam bogac- two kampeszynów2, gazumas, wiązów meksykańskich3, obecnie tak szeroko wykorzystywanych, baobabów4, drzew koralowych o łodygach i kwiatach czerwonych jak krew5, kasztanowców pavia o żółtych kwiatach6, orzechów czarnych7, dębów zielonych, sosen 1 Mangowiec (mango, magnusodrzew, Magnifera) – drzewo owocowe, rodzaj z rodzi- ny nanerczowatych (Anacardiaceae), rośnie w Indiach i Malezji; uprawiane dla smacznych owoców – zielonawych, czerwonawych lub żółtych pestkowców o smaku brzoskwini; nasiona są mielone na mąkę, drewno służy jako budulec; chlebowiec (drzewo chlebowe, Artocarpus altilis) – gatunek rośliny z rodziny morwowatych; pochodzi z wysp Moluki i Nowa Gwinea, uprawiany na obszarze Malezji, Poline- zji, we wschodniej Afryce, w Brazylii i na Antylach; jego owoce (do 2 kg) i nasiona są jadalne, zawierają sporo tłuszczu; można je spożywać na surowo lub po ugoto- waniu, prażeniu, pieczeniu, mogą być także kiszone. 2 Kampeszyn (drzewo kampeszowe, Haematoxylon campechianum) – cierniste drzewo (wysokość do 15 m) z rodziny brezylkowatych; występuje w Ameryce Środko- wej i na Antylach w stanie dzikim oraz jako drzewo uprawne; plantacje spotykane również w tropikalnych rejonach Azji; używane do produkcji luksusowych mebli. 3 Wiąz meksykański (Ulmus mexicana) – gatunek z rodziny wiązowatych (Ulma- ceae); drzewo o wysokości do 20 m; występuje naturalnie na obszarze od środko- wej części Meksyku po Panamę. 4 Baobab (Adansonia digitata) – długowieczne drzewo rosnące na sawannach pod- zwrotnikowej Afryki, w Australii i na Madagaskarze; wysokość do 25 m, obwód pnia do 45 m, owoce jadalne, duże, w kształcie ogórka. 5 Drzewo koralowe (koralodrzew, erytrina, Erythrina) – rodzaj z rodziny bobowatych (motylkowatych); ok. 110 gatunków drzew i krzewów występujących w strefie tropikalnej; liście trójlistkowe; kwiaty czerwone i pomarańczowe, okazałe, zebrane w grona, zapylane przez ptaki; owoc – strąk; czerwone nasiona przypominające korale, używane na ozdoby; drewno lekkie, służy do wyrobu m.in. łodzi. 6 Kasztanowiec pawia (Aesculus pavia) – gatunek z rodziny mydleńcowatych po- chodzący ze wschodnich terenów Ameryki Północnej, krzew lub małe drzewko o wysokości do 8 m; pień o gładkiej korze, liście duże, dłoniaste, jesienią przebar- wiają się na czerwono; kwiaty czerwone, zebrane w luźne wiechy; J. Verne opisuje odmianę Aesculus pavia var. flavescens, pochodzącą z Teksasu. 7 Orzech czarny (Juglans nigra) – gatunek drzewa z rodziny orzechowatych, wystę- puje w środkowej i wschodniej części USA, wysokość do 35 m, kora ciemnoszara, stąd nazwa, jadalne orzechy i ciemne drewno cenione za twardość i trwałość. ~ 37 ~ długoigielnych1, dostarczających doskonałego budulca na szkielety i omasztowanie statków, pachir wodnych2, których ziarna pod wpły- wem południowego słońca wybuchają jak petardy, sosen pinii3, tuli- panowców, jodeł, cedrów, a zwłaszcza cyprysów, drzew tak bardzo rozpowszechnionych na powierzchni półwyspu, że tworzą lasy, które ciągną się na sześćdziesiąt do stu mil. James Burbank musiał zbu- dować kilka dużych tartaków w różnych punktach plantacji. Jazy4 ustawione na kilku rios będących dopływami St. Johns zmieniały ich spokojny nurt w małe wodospady, dawały siłę mechaniczną nie- zbędną do cięcia belek, dyli albo desek, które co roku mogła wywo- zić setka statków, wypełniając nimi po brzegi ładownie. Oprócz tego należy wspomnieć o rozległych i żyznych łąkach, dających pokarm koniom, mułom i licznemu bydłu i których plony zaspokajały wszelkie potrzeby rolnicze. Jeśli chodzi o rozmaite gatunki ptaków zamieszkujących lasy albo biegających po równinach, to z trudem można byłoby sobie wyob- razić, jak szybko mnożyły się w Camdless Bay – zresztą podobnie jak na całej Florydzie. Powyżej lasów szybowały orły o białych gło- wach, wielkiej rozpiętości skrzydeł, których piski przypominały fanfa- rę graną na pękniętej trąbce, sępy o niezwyczajnej drapieżności oraz 1 Sosna długoigielna (Pinus palustris) – gatunek drzewa iglastego z rodziny sosnowa- tych (Pinaceae) pochodzące z południowych obszarów USA, występuje od wschodnie- go Teksasu do południowej Wirginii i północnej Florydy; korona zaokrąglona, wy- sokość 30-35 m, średnica 0,7 m; w przeszłości odnotowano okazy o wysokości 47 m i średnicy 1,2 m. 2 Pachira wodna (Pachira aquatica) – gatunek rośliny z rodziny wełniakowatych pochodzącej z tropikalnych obszarów Ameryki; jej stanowiska naturalne to tereny okresowo zalewane; wysokość do 20 m, nasiona, zwane orzechami saba, są jadalne na surowo, gotowane lub pieczone. 3 Sosna pinia (pinia, Pinus pinea) – gatunek drzewa z rodziny sosnowatych występu- jący na północnym wybrzeżu Morza Śródziemnego i na południowym wybrzeżu Morza Czarnego; korona gęsta, szeroka, starsze okazy przybierają pokrój paraso- lowaty. 4 Jaz – budowla hydrotechniczna postawiona w poprzek rzeki lub kanału, piętrząca wodę dla utrzymania stałego poziomu rzeki w celach żeglugowych lub (w ograni- czonym zakresie) zabezpieczenia przed powodzią, zaopatrywania w wodę i do ce- lów energetycznych. ~ 38 ~ wielkie bąki1 o dziobach spiczastych jak bagnety. Na brzegu rzeki, między wysokimi nabrzeżnymi trzcinami, pod plątaniną gigantycz- nych bambusów żyły różowe i czerwone flamingi2, ibisy3 tak cał- kowicie białe, że można by pomyśleć, iż wzleciały z jakiegoś egip- skiego monolitu, kolosalnych rozmiarów pelikany, miriady4 rybitw, wszelkiego rodzaju jaskółki morskie, czaple zielone5 z czubem i zie- lonym upierzeniem, bekaśnice6 o purpurowym piórach, brunatnym puchu, nakrapiane białymi cętkami, jakamary, zimorodki7 połysku- jące złotymi refleksami, cały świat nurów8, kurek wodnych9, kaczek 1 Bąk zwyczajny (Botaurus stellaris) – gatunek dużego wędrownego ptaka wodnego z rodziny czaplowatych (Ardeidae); zamieszkuje północną część Eurazji i Afrykę południową; żywi się płazami, rybami i innymi zwierzętami wodnymi. 2 Flamingi (Phoenicopteridae) – rodzina ptaków brodzących z rzędów flamingowych, występuje na całym świecie (poza Australią) w strefie klimatu ciepłego i gorącego, żywi się roślinami i drobnymi zwierzętami, ubarwienie od białego przez różowe do czerwonego (kolor zawdzięczają astaksantynie, barwnikowi zawartemu w skorupia- kach będących ich pożywieniem), niebieskie występują bardzo rzadko. 3 Ibis (ibis czczony, Threskiornis aethiopicus) – gatunek dużego ptaka z rodziny ibisowatych; zamieszkuje Afrykę na południe od Sahary, Madagaskar i Irak; daw- niej występował w Egipcie, był czczony przez starożytnych Egipcjan i często mu- mifikowany jako symbol boga Thota. 4 Miriada – grecki liczebnik główny, oznaczający liczbę 10 000; używany też do określe- nia wielkiej liczby. 5 Jaskółki morskie – nazwa nadawana czasami rybitwom rzecznym (Sterne hirudo), gatunkowi średniego ptaka wędrownego z rodziny mewowatych (Laridae), za- mieszkującego większość Eurazji i Ameryki Północnej oraz północną i północno- zachodnią Afrykę; czapla zielona (Butorides virescens) – gatunek średniego ptaka wędrownego z rodziny czaplowatych (Ardeidae); zasiedla Amerykę Północną i Środkową; długość ciała 35-48 cm. 6 Bekaśnica (Aramus guarauna) – gatunek dużego ptaka, będącego jedynym przed- stawicielem rodziny bekaśnic (Aramidae) z rzędu żurawiowych (Gruiformes); za- mieszkuje strefę międzyzwrotnikową Ameryki – od Meksyku i Florydy przez Ka- raiby po Argentynę; długość do 70 cm, rozpiętość skrzydeł do 100 cm. 7 Zimorodki (Alcedininae) – podrodzina kosmopolitycznych ptaków z rzędu krasko- wych z około 82 gatunkami; gniazdo budują na dnie korytarzy kopanych w urwi- stych brzegach w pobliżu wody; żywią się głównie rybami; w Polsce występuje zimorodek zwyczajny. 8 Nury (Gaviiformes) – rząd ptaków wodnych, głównie morskich, do którego należą cztery gatunki; doskonale pływają i nurkują; odżywiają się głównie rybami; zamiesz- kują północną Eurazję i północną Amerykę. 9 Kurka wodna (Gallinula chloropus) – kosmopolityczny średni ptak z rodziny chru- ścielowatych; waga do 0,4 kg. ~ 39 ~ widgeon1, należących do gatunku gwiżdżących, cyranki2, siewki3, nie licząc już petreli4, nawałników5, brzytwodziobów6, kruków morskich7, mew, faetonów8, którym wystarczył nagły podmuch wiatru, by zapo- lować na rzece St. Johns, a czasami nawet ptaszorów9, czyli ryb latających, które są dobrą zdobyczą dla smakoszy. Na łąkach roiło się od kszyków, biegusów, kulików, szlamników dużych10, sułtanek 1 Widgeon – angielska nazwa świstuna (Anas penelope), ptaka z rodziny kaczkowa- tych (Anatidae); długość do 50 cm; upierzenie głównie brązowo-szare, brzuch bia- ły, lusterko zielone; w czasie lotu, przy ruchu skrzydeł wydaje charakterystyczny świst; głównie owadożerny; zamieszkuje jeziora i bagna północnej Eurazji, w Pol- sce nieliczny, wędrowny; łowny. 2 Cyranki (Anas querquedula) – średnie wędrowne ptaki wodne z rodziny kaczkowa- tych, zamieszkujące niemal całą Eurazję. 3 Siewki (Pluvialinae) – monotypowa podrodzina ptaków z rodziny sieweczkowatych (Charadriidae); obejmuje gatunki występujące w Eurazji i Ameryce Północnej. 4 Petrele (burzykowate, Procellariidae, Puffinidae) – rodzina ptaków morskich z rzędu rurkonosych obejmująca 72 gatunki (mi.in. petrel olbrzymi, fulmar, burzyk żółto- dzioby); ich długie, wąskie skrzydła o rozpiętości u niektórych gatunków do 200 cm pozwalają na długotrwałe szybowanie nad wodami; występują na całym globie. 5 Nawałniki (nawałnikowate, Hydrobatidae) – monotypowa rodzina ptaków pela- gicznych z rzędu rurkonosych (Procellariiformes); obejmuje gatunki występujące na otwartych wodach oceanów północnej półkuli; długość ciała 13-27 cm; masa 14-112 g; rozpiętość skrzydeł 32-57 cm. 6 Brzytwodzioby (Rynchopinae) – monotypowa podrodzina ptaków z rodziny me- wowatych (Laridae); obejmuje gatunki zamieszkujące nadmorskie i nadrzeczne bagna, ujścia i rozlewiska rzek w Ameryce Północnej, Środkowej i Południowej, Afryce i południowo-wschodniej Azji; długość ciała 36-46 cm; masa 111-374 g; rozpiętość skrzydeł 101-127 cm. 7 Kruki morskie – pospolita nazwa kormoranów (Phalacrocoracidae), rodziny ptaków z rzędu pełnopłetwych; 40 gatunków, mocna budowa ciała, dziób zakończony ha- kowato, upierzenie ciemne z metalicznym połyskiem, u niektórych na głowie czub; doskonale latają, pływają i nurkują; głównie rybożerne; zamieszkują wybrzeża mórz i jezior całego świata; dostarczają guana (Peru i Chile). 8 Faetony (Phaethontidae) – rodzina ptaków z rzędu pełnopłetwych; trzy gatunki; upierzenie białe, długi ogon i skrzydła, dziób jasnoczerwony, palce nóg spięte błoną pławną; żywią się drobnymi zwierzętami wodnymi; tryb życia wędrowny; gro- madnie zamieszkują wyspy mórz tropikalnych. 9 Ptaszor (Exocoetus volitans) – gatunek ryby z rodziny ptaszorowatych (Exocoeti- dae); długość
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Północ przeciw Południu. Część 1
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: