Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00166 007967 21079560 na godz. na dobę w sumie
Ścianka działowa - ebook/pdf
Ścianka działowa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 241
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-315-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Izabela Sowa, autorka topowej literatury dla kobiet, powraca słodko-gorzką powieścią, w której nie ma łatwych rozwiązań tak jak nie ma oczywistych odpowiedzi na podstawowe pytania. Dionizy Fiotroń wiedzie wygodne i uporządkowane życie do momentu, gdy zaczyna podejrzewać żonę o romans. Nie mając konkretnych dowodów w ręku, za to niezmąconą pewność, że coś się zmieniło, decyduje się na prywatne śledztwo. Nietypowe sprawy wymagają niekonwencjonalnych rozwiązań. W ten oto sposób Fiotroń trafia na trop tajemniczej Brzytwy, która obiecuje pomoc w rozwiązaniu sprawy w zamian za … jeden tydzień jego życia! Czy metody ostrej i bezkompromisowej Brzytwy dadzą pożądane rezultaty? Na ile prób wystawiony zostanie racjonalizm i spokój Dionizego Fiotronia? Te i dziesiątki innych pytań pojawiają się w głowie czytelnika, który towarzyszy Fiotroniowi na torze przeszkód, jakim staje się próba rozwikłania tajemniczego zachowania jego żony. Okazuje się, że Brzytwa nie należy do detektywów w typie Sherlocka Holmesa, a jej działania daleko odbiegają od tradycyjnych metod zbierania dowodów. Wspólnie spędzony tydzień rzuca nowe światło na wiele niepozornych spraw, stając się dla Fiotronia przebudzeniem z bardzo aktywnego letargu. Zajmująca fabuła, pełna błyskotliwego humoru i celnych obserwacji jest dla autorki punktem wyjścia do głębszej refleksji, podanej w sposób subtelny i lekki. “Ścianka działowa” to nie tylko zajmująco opowiedziana historia pewnego małżeńskiego śledztwa, ale również swoisty drogowskaz pełni życia. Fiotroń – przedstawiciel rodzącej się klasy średniej, perfekcyjnie zarządzający własnym czasem, którego grafik łączy karierę zawodową z kursami rozwoju duszy i wewnętrznej detoksyzacji – żyje realizując kolejne zadania. Zapomina gdzieś po drodze, że kiedyś obiecał sobie nie rozmienić życia na drobne. Wartością powieści Sowy jest styl wyróżniający się ciepłem, ironią i przenikliwością. Izabela Sowa jest pisarką wielowymiarową, dającą czytelnikom jednocześnie doskonałą rozrywkę i ważne przemyślenia, skłaniające do zadumy.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 2 Prosz(cid:266) wybaczyć, (cid:298)e brak mi sił o ciebie walczyć. I tak ju(cid:298) jest, (cid:298)e drogo płaci ten, który wybrał nic nie tracić. CZESŁAW MOZIL „TESCO VALUE” W SAM RAZ 3 4 © Copyright by Izabela Sowa, 2008 www.izasowa.pl © Copyright by Wydawnictwo Nowy (cid:285)wiat, 2008 Obraz na okładce: Adam (cid:285)wiergul Projekt okładki i stron tytułowych: Agnieszka Herman Redakcja: Katarzyna Kowalska ISBN 978-83-7386-315-6 Wydanie I Warszawa 2008 Wydawnictwo Nowy (cid:285)wiat ul. Kopernika 30, 00-336 Warszawa tel. (22) 826 25 43, faks (22) 826 25 47 INTERNET: www.nowy-swiat.pl BLOG: blog.nowy-swiat.pl KLUB CZYTELNIKÓW: klub.nowy-swiat.pl E-MAIL: wydawnictwo@nowy-swiat.pl 5 – W Huci tłuk(cid:261) po nerach, (cid:298)eby (cid:286)ladu nie było, na Kurwanowie zdradzaj(cid:261). Jad(cid:261) na Bagry i po krzakach takie rzeczy... – baba od zielebców chwyciła si(cid:266) za gło- w(cid:266). – Strach wymawiać. To którego dać ogóra, kocha- niutka? Dama z yorkiem w roli łasiczki wskazała interesuj(cid:261)- cy j(cid:261) okaz. Siedemna(cid:286)cie centymetrów, (cid:286)rednica pi(cid:266)ć, (cid:298)adnych przebarwie(cid:276). Prawdziwy David Beckham; im- ponuj(cid:261)cy nawet dla do(cid:286)wiadczonej w siekaniu mizerii damy. – Ten mo(cid:298)e być – szepn(cid:266)ła, delikatnie si(cid:266) zarumie- niwszy. – I jeszcze p(cid:266)czek szklarniowych rzodkiewek. – Dobry wybór! – pochwaliła baba i wróciła do po- nurej wyliczanki. – Chłopy z Grzegórzek znowu(cid:298), to ci maj(cid:261) trzy r(cid:266)ce, jedna przy dupie do (cid:286)ciskania gotów- ki... – Zostaj(cid:261) jeszcze dwie – zauwa(cid:298)ył emeryt z Grzegó- rzek, nerwowo naci(cid:261)gaj(cid:261)c na po(cid:286)ladki oldskulow(cid:261) wia- trówk(cid:266) po wnuczku gimnazjali(cid:286)cie. 6 – Obie lewe! – hukn(cid:266)ła baba, si(cid:266)gaj(cid:261)c po gitana, dla relaksu. – Tylko im dono(cid:286), a to, a tamto. Obsługa ful- serwis na okr(cid:261)gło i jeszcze pilnuj, czy ci z domu nie wy- krada kryształów, (cid:298)eby powymieniać na pornusy. – A nie my(cid:286)lała pani o cudzoziemcach? – Gdzie tam! Jeszcze gorsi! Jeden taki Holender van Co(cid:286)tam to ci swoj(cid:261) (cid:298)on(cid:266) w chlewiku trzymał i tuczył (cid:298)ółtym serem. Sple(cid:286)niałym! A pietruszki, pani kocha- na, nie chcesz? Policz(cid:266) dwie za jedn(cid:261). Ju(cid:298) pakuj(cid:266)! – Znowu Niemce to perwersy – wtr(cid:261)ciła s(cid:261)siadka baby, handluj(cid:261)ca niedojrzałymi cytrusami. – Tylko do Tajlandii je(cid:298)d(cid:298)(cid:261), na seksturystyk(cid:266). Z dziećmi, (cid:298)ółtymi – zni(cid:298)yła głos – jak ten, prosz(cid:266) ja ciebie, młody poma- ra(cid:276)cz. – Co(cid:286) takiego – zmartwiła si(cid:266) dama z łasiczk(cid:261). – To jeszcze cztery pomidorki, ale czerwie(cid:276)sze. – Zaraz zwa(cid:298)ymy, kochaniutka. O Anglikach bym marnego słowa nie rzekła, (cid:298)eby tak nie pili. Ale pij(cid:261) – gorzko ci(cid:261)gn(cid:266)ła baba, woln(cid:261) od papierosa dłoni(cid:261) podli- czaj(cid:261)c nale(cid:298)no(cid:286)ć. – Dlatego postanowiłam: koniec z fa- cetami. Raz na zawsze. – Chciałbym wiedzieć, kiedy był pocz(cid:261)tek – szepn(cid:261)ł do siebie emeryt. – A có(cid:298) to Pana tak indaguje! Przyjdzie taki i zacze- pia niewinn(cid:261) kobit(cid:266). Dlatego chłopstwa nie znosz(cid:266). Jak robali! I b(cid:266)d(cid:266) t(cid:266)pić, t(cid:266)pić bez lito(cid:286)ci! * 7 Znakomicie! Teraz podejdzie i zapyta, gdzie mógłby znale(cid:296)ć Brzytw(cid:266). A je(cid:286)li baba wyjmie swoj(cid:261) i chla(cid:286)nie Fiotronia po d(cid:298)insach, odcinaj(cid:261)c dorodne (cid:286)liwki jego j(cid:261)der? Mo(cid:298)e lepiej wycofać si(cid:266) zawczasu, nie ryzyku- j(cid:261)c rodowych klejnotów? Ale przecie(cid:298) wiedział, co go czeka. Marian–mów mi Lans–Debe(cid:286)ciak, stary kumpel i szefunio w jednym, ostrzegał, jak b(cid:266)dzie. – Najpierw podchody niczym na koloniach dla szó- stoklasistów. Głupie zadania i dziwne sztuczki niegod- ne czasu prawdziwego m(cid:266)(cid:298)czyzny. Ale kiedy wresz- cie dotrzesz do Brzytwy – bezwiednie potarł kciukiem krótk(cid:261) lini(cid:266) serca przecinaj(cid:261)c(cid:261) wn(cid:266)trze jego zadbanej dyrektorskiej dłoni – có(cid:298), b(cid:266)dzie bolało. – (cid:297)ałujesz? – Nie miałem wyboru. Jeszcze tydzie(cid:276), dwa i nor- malnie bym si(cid:266) wyko(cid:276)czył. – Z powodu kota? – zdumiał si(cid:266) Fiotro(cid:276). Debe(cid:286)ciak wspomniał mu kiedy(cid:286), (cid:298)e sprawa dotyczyła łaciatego dachowca, którym opiekował si(cid:266) pod nieobecno(cid:286)ć ku- zynki. A mo(cid:298)e to ona opiekowała si(cid:266) kotem Debe(cid:286)ciaka, Fiotro(cid:276) sam ju(cid:298) nie wie. – Słuchaj, stary, i tak wychlapałem Ci za du(cid:298)o. Gdy- by nie to, (cid:298)e w pierwszej klasie oddałe(cid:286) mi swoje lego, a we wrze(cid:286)niu... – Debe(cid:286)ciak zawiesił głos, zastanawia- 8 j(cid:261)c si(cid:266), czy warto poruszać tamten, w gruncie rzeczy błahy incydent w Sarmackich Wywczasach. Debe(cid:286)ciak przebierał nogami ju(cid:298) od maja. (cid:297)e „ko- niecznie musimy si(cid:266) wybrać, stary koniu”, (cid:298)e po to wła(cid:286)nie wrócił ze Szwecji, chocia(cid:298) tyle mu płacili na placówce. Jeszcze kilka lat, a byłby bogaty jak troll. Ale koniec leniuchowania, pora wstać z wygodnego fotela Ektorp, szable w dło(cid:276), na ko(cid:276) i do boju! – Przy okazji przepłuczemy z(cid:261)b m(cid:261)dro(cid:286)ci dobr(cid:261) polsk(cid:261) wódk(cid:261), nie ryzykuj(cid:261)c, (cid:298)e nam wypatrosz(cid:261) portfele – oznajmił Debe(cid:286)ciak. Co prawda ostatni(cid:261) ósemk(cid:266) stracił tu(cid:298) po obro- nie licencjatu, ale od czego wyobra(cid:296)nia. Zreszt(cid:261) wó- dzia to tylko rozgrzewka. Naprawd(cid:266) chodzi o zdro- we Polaków siekanie. Tak długo rozmi(cid:266)kczał gliniasty opór podwładnego i kumpla opowie(cid:286)ciami o atrak- cjach czekaj(cid:261)cych ich spragnione pałasze, (cid:298)e raz kozie (cid:286)mierć, Fiotro(cid:276) uległ. Pójdzie, zgoda, ale tylko w cha- rakterze (cid:298)yczliwego obserwatora, zastrzegł natych- miast. – Rozumiesz chyba, (cid:298)e w mojej sytuacji. (cid:297)ona... – Co tam (cid:298)ona. A duchy te(cid:286)ciów? W(cid:286)cibscy s(cid:261)sie- dzi? Oburzona opinia publiczna? Media szukaj(cid:261)ce ta- niej sensacji? I nade wszystko własne odbicie w lu- strze! – Debe(cid:286)ciak zrobił przera(cid:298)on(cid:261) min(cid:266). – Dlatego masz u mnie sto punktów za odwag(cid:266), stary. Oraz 9 gwarancj(cid:266) nietykalno(cid:286)ci. No chyba (cid:298)e zmienisz zda- nie. Wtedy b(cid:266)dzie si(cid:266) działo! Nazajutrz wyszukali dwie smocze jamy w okoli- cach Bronowic. – Jedna to za mało, tyle we mnie (cid:298)aru – przekony- wał Debe(cid:286)ciak, klepi(cid:261)c si(cid:266) po rozporku. Na pierwszy ogie(cid:276) poszły Sarmackie Wywczasy, gdzie zaoferowano szerszy wachlarz, niekoniecznie wykwintnych, rozrywek. A po wszystkim bigos. Albo (cid:298)ur, je(cid:286)li kto chciał uzupełnić poziom utraconych w bo- jach soków. Wkroczyli witani mrocznym u(cid:286)miechem kartofl a odzianego w ochroniarski uniform A.D. 1612. Z korytarzyka o(cid:286)wietlonego ła(cid:276)cuchem lampek styli- zowanych na łojowe (cid:286)wieczki wypłyn(cid:266)ła wła(cid:286)cicielka Wywczasów, bujna karawela w przebraniu Podstoli- ny. Oba kostiumy wypo(cid:298)yczono przed laty z teatralnej garderoby. Po miesi(cid:261)cu wła(cid:286)ciciel upomniał si(cid:266) o ich zwrot, ale krótka rozmowa z kartofl em przekonała go, by uznać stroje za drobny podarunek, na powita- nie w (cid:286)wiecie show biznesu! W zamian otrzymał za- proszenie na sobotnie igraszki w staropolskim jacuzzi (z pi(cid:266)ć dziesi(cid:266)cioprocentow(cid:261) zni(cid:298)k(cid:261) na masa(cid:298) królo- wej Marysie(cid:276)ki). O dziwo, nie skorzystał do dzi(cid:286). – Witamy Wielmo(cid:298)nych Panów! Zapraszamy na pokoje! – ćwierkała Podstolina, mrugaj(cid:261)c fi ranami sztucznych rz(cid:266)s. – Sikorki ju(cid:298) czekaj(cid:261) w bł(cid:266)kitnym sa- lonie. 10 – No, stary – szepn(cid:261)ł Debe(cid:286)ciak, podkr(cid:266)ciwszy wy- imaginowanego w(cid:261)sa. – Pora chwycić byka za jaja i pokazać. – Chwycim, a jak(cid:298)e chwycim – zapewniła Pod- stolina, prowadz(cid:261)c ich do salonu. – I (cid:286)ci(cid:286)niem tak, (cid:298)e nam wszystkim poka(cid:298)e. Ale najpierw powitalna wó- deczka. Rozlano stolnika. Po trzeciej setce Podstolina uzna- ła, (cid:298)e najwy(cid:298)szy czas przedstawić sikorki. – A oto prawdziwa mistrzyni buzdyganu – wska- zała mocno nadkruszon(cid:261) tu i tam szatynk(cid:266). – Do- (cid:286)wiadczona jak sama Ewa Pierdolonka. Nie da si(cid:266) ukryć, pomy(cid:286)lał Fiotro(cid:276), z przera(cid:298)eniem obserwuj(cid:261)c mistrzyni(cid:266) kr(cid:261)(cid:298)(cid:261)c(cid:261) dookoła ich d(cid:298)insów marki Diesel. Czyj buzdygan wybierze? Niech to b(cid:266)- dzie Debe(cid:286)ciak, niech b(cid:266)dzie, zaklinał los, bohatersko si(cid:266) u(cid:286)miechaj(cid:261)c. Los dał si(cid:266) uprosić; mistrzyni obrała wła(cid:286)ciwy cel. Ledwie jednak chwyciła ofi ar(cid:266) za rozpa- lony do biało(cid:286)ci rozporek, stał si(cid:266) cud. Jak za dotkni(cid:266)- ciem czarodziejskiej ró(cid:298)d(cid:298)ki Debe(cid:286)ciak rozpłyn(cid:261)ł si(cid:266) w powietrzu, zostawiaj(cid:261)c po sobie subteln(cid:261) smu(cid:298)k(cid:266) najnowszego kenzo. I Fiotronia zmienionego w brył(cid:266) boche(cid:276)skiej soli. Sekund(cid:266) pó(cid:296)niej usłyszeli odje(cid:298)d(cid:298)a- j(cid:261)c(cid:261) z piskiem beemk(cid:266). Fiotro(cid:276) natychmiast odzyskał swobod(cid:266) ruchów, ui(cid:286)cił rachunek (sto zeta plus eks- tra za staropolskie powitanie) i (cid:286)wi(cid:276)skim truchtem podreptał do tramwaju. Nigdy nie wspominali tamtej 11 sobotniej wyprawy. Debe(cid:286)ciak, zgodnie z wyznawan(cid:261) od przedszkola zasad(cid:261), (cid:298)e tłumacz(cid:261) si(cid:266) tylko niewinni. Fiotro(cid:276) za(cid:286) z obawy, by nie stracić ciepłej posadki. Był przecie(cid:298) (cid:286)wiadkiem... nie, nie chodzi wcale o rejtera- d(cid:266), a o to, co si(cid:266) zdarzyło kilka sekund wcze(cid:286)niej. Kie- dy Pierdolonka dokonała słusznego wyboru, Fiotro(cid:276), odetchn(cid:261)wszy z ulg(cid:261), zwrócił lekko głow(cid:266) w stron(cid:266) Lansa. Mo(cid:298)e chciał mu pogratulować albo dodać otu- chy, sam ju(cid:298) nie pami(cid:266)ta. Nagle dostrzegł spojrzenie Debe(cid:286)ciaka i skamieniał. W jasnobł(cid:266)kitnych, pustych na ogół, oczach kolegi Dionizy dostrzegł rozpacz bła- zna, który dotarł na kraw(cid:266)d(cid:296) przepa(cid:286)ci i u(cid:286)wiadomił sobie, (cid:298)e nic nie ma ju(cid:298) sensu, (cid:298)adne gierki, wygłupy ani smocze jamy. A skoro nie, czy warto ci(cid:261)gn(cid:261)ć t(cid:266) fars(cid:266)? Nie skacz, krzykn(cid:261)ł w my(cid:286)lach Fiotro(cid:276). Debe(cid:286)- ciak podniósł znu(cid:298)on(cid:261) twarz i nagle zrozumiał, (cid:298)e Fio- tro(cid:276) wie. Usiłował si(cid:266) napr(cid:266)dce u(cid:286)miechn(cid:261)ć, co przy- pominało nieudolne próby wci(cid:261)gni(cid:266)cia przyciasnych slipów jedn(cid:261) (t(cid:261) rzadziej u(cid:298)ywan(cid:261)) dłoni(cid:261), a chwil(cid:266) pó(cid:296)niej znikł, zostawiaj(cid:261)c po sobie subteln(cid:261) smu(cid:298)k(cid:266) najnowszego kenzo. Nazajutrz udawał radosnego jak zawsze, ale Fio- tro(cid:276) nie dał si(cid:266) zwie(cid:286)ć pozorom. Z do(cid:286)wiadczenia wie- dział, (cid:298)e nic tak nie niszczy przyja(cid:296)ni jak dług wdzi(cid:266)cz- no(cid:286)ci zaci(cid:261)gni(cid:266)ty u własnego bossa. Nawet je(cid:286)li to kumpel z piaskownicy. Na szcz(cid:266)(cid:286)cie Debe(cid:286)ciak sta- n(cid:261)ł na wysoko(cid:286)ci zadania, pół roku pó(cid:296)niej spłacaj(cid:261)c 12 wszystko wraz z odsetkami. Kiedy tylko nadarzyła si(cid:266) okazja, podsun(cid:261)ł Fiotroniowi odpowiedni kluczyk. Uczciwie przy tym ostrzegaj(cid:261)c, (cid:298)e b(cid:266)dzie szarpało. – Ale jest lepsza ni(cid:298) toyota Hilux! I dlatego warto wybrać si(cid:266) na jazd(cid:266) próbn(cid:261). Pierwsz(cid:261) i jedyn(cid:261), powtarzał sobie Fiotro(cid:276), usiłuj(cid:261)c dotrzeć do tej, która miała mu pomóc. Która na pewno mu pomo(cid:298)e, o ile tylko on, Dionizy F. spełni wszystkie warunki. Na razie przeszedł trzy próby i miał wra(cid:298)enie, (cid:298)e tuła si(cid:266) po gigantycznym urz(cid:266)dzie miasta, odsyła- ny z pokoju do pokoju przez zirytowane jego pytania- mi urz(cid:266)dniczki. (cid:297)eby chocia(cid:298) wiedział, jak owa Brzytwa wygl(cid:261)da. Mo(cid:298)e to ułatwiłoby poszukiwania. – Wypatrywałby(cid:286) jej na ulicy? – zarechotał Debe(cid:286)- ciak, zaraz jednak spowa(cid:298)niał i gładz(cid:261)c si(cid:266) po centrum dowodzenia, usiłował znale(cid:296)ć odpowiednie słowa opi- suj(cid:261)ce aparycj(cid:266) poszukiwanej. – Wi(cid:266)c, mocno uprasz- czaj(cid:261)c, stary, to powiedzmy... wła(cid:286)nie czerwona toyota Hilux. Toporna, bez wdzi(cid:266)ku, trz(cid:266)sie jak diabli, ale za- wiezie ci(cid:266) a(cid:298) na skraj piekła. Zreszt(cid:261) sam si(cid:266) przeko- nasz, kiedy ju(cid:298) przekr(cid:266)cisz kluczyk w stacyjce. * – Słucham – niecierpliwiła si(cid:266) baba, odpalaj(cid:261)c od s(cid:261)siadki kolejnego papierosa. – Pan (cid:298)yczy.... 13 – Kilogram sycylijskich pomidorów, cztery (cid:286)wie(cid:298)e fi gi, pi(cid:266)ć dojrzałych limonek, awokado, sporego bakła- (cid:298)ana i litrowy słoik miodu spadziowego – wyrzucił jed- nym tchem Dionizy. A niech tam, trudno. Trzeba jako(cid:286) wkupić si(cid:266) w łaski informatora. Przy okazji zaskoczy (cid:298)on(cid:266), zwłaszcza miodem, na który s(cid:261) oboje uczuleni. Bez słowa si(cid:266)gn(cid:266)ła po słój. Ani cienia sympatii, o szacunku nale(cid:298)nym kluczowemu klientowi nie wspo- minaj(cid:261)c. A przecie(cid:298) tak si(cid:266) starał babie zaimponować wybieraj(cid:261)c produkty z najwy(cid:298)szej półki. Nawet rottwei- ler dałby si(cid:266) zmi(cid:266)kczyć, ale nie ona. Musiałby j(cid:261) popie(cid:286)- cić sam David Copperfi eld. A i to ukradkiem, stosuj(cid:261)c sobie tylko wiadome sztuczki. – Co(cid:286) jeszcze? – Owszem. Poprosz(cid:266) paczk(cid:266) suszonych bananów, czosnek nied(cid:296)wiedzi, dwa pomelo, (cid:286)wie(cid:298)y rozmaryn, du(cid:298)y p(cid:266)czek koperku i wskazówk(cid:266), jak dotrzeć do... do Brzytwy – wydukał wreszcie, zasłoniwszy grubym port- felem okolice j(cid:261)der. – Do Brzytwy? Polki znaczy? To najlepiej przez chrzestn(cid:261). – A do tej chrzestnej jak? – Cicho, wła(cid:286)nie my(cid:286)l(cid:266). – Baba wzi(cid:266)ła gł(cid:266)bokiego macha, przymru(cid:298)aj(cid:261)c lewe oko. – Pójdziesz pan na bus, co leci spod kerfura przy Zakopiance, i poczekasz na kurs do My(cid:286)lenic. Wypatruj pan takiej wysokiej, smag- ławej, z ogromnym afro. 14 – Na głowie? – Na kolanach. – Baba przewróciła oczyma. – Wia- domo gdzie, tylko wam, chłopom jedno w głowie. – Przepraszam – b(cid:261)kn(cid:261)ł, kul(cid:261)c si(cid:266) za gór(cid:261) cytryn. – Wi(cid:266)c ta chrzestna, zapami(cid:266)taj pan, wysoka, smag- ła, z afro NA GŁOWIE, zwykle bierze ostatni kurs po Januszku. Podejdziesz pan do niej, kupisz bilet do My- (cid:286)lenic, normalny, nie ulgowy, i dopiero wtedy zapytasz o Brzytw(cid:266). W tej kolejno(cid:286)ci. – Dobrze. – Na trasie powie, co dalej. No, to razem dziewi(cid:266)ć- dziesi(cid:261)t cztery, dwadzie(cid:286)cia siedem. Niech b(cid:266)dzie dzie- wi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t cztery – oznajmiła tonem królowej podpi- suj(cid:261)cej pierwszy w tym roku akt ułaskawienia. – Naprawd(cid:266) dzi(cid:266)kuj(cid:266). Z całego serca. – Fiotro(cid:276) wr(cid:266)- czył pieni(cid:261)dze i ju(cid:298) miał ruszyć z kopyta, kiedy baba osadziła go jednym ostrym „zara”. – Tak? – zapytał z trwog(cid:261) w głosie. – Zakupów (cid:298)e(cid:286) pan zapomniał. To s(cid:261) wła(cid:286)nie chło- py. Bez głowy, nie dziwota, (cid:298)e jaja rz(cid:261)dz(cid:261). * Mógłby, rzecz jasna, polemizować w kwestii jaj, ale po co? Walka z chamem nie ma (cid:298)adnego sensu, bo ten najpierw sprowadzi nas do swojego poziomu, a potem rozło(cid:298)y na łopatki, wykorzystuj(cid:261)c przewag(cid:266) wielu lat 15 do(cid:286)wiadczenia. Dlatego Fiotro(cid:276) zrobi to co dla higie- ny psychicznej najlepsze: potraktuje bab(cid:266) od zielebców przedmiotowo jak informatork(cid:266) w grze komputero- wej. Uzyska odpowiednie wskazówki, zapłaci, ile trzeba i wskoczy na wy(cid:298)szy poziom. Najwa(cid:298)niejsze to patrzeć w przyszło(cid:286)ć i robić swoje. Dzi(cid:266)ki temu mo(cid:298)na osi(cid:261)g- n(cid:261)ć naprawd(cid:266) wiele. On i Szarlota s(cid:261) tego (cid:298)ywym do- wodem. Potrafi li planować. W ostatni dzie(cid:276) wakacji ju(cid:298) wiedzieli, gdzie pojad(cid:261) zim(cid:261) na narty. W noworoczny poranek, na lekkim kacu, obmy(cid:286)lali szczegóły nast(cid:266)p- nego Sylwestra, tu(cid:298) przed Zaduszkami robili wiosenne porz(cid:261)dki. Ostatnio jednak... dziwna sprawa, bo kiedy spytał Szarlot(cid:266), co z Mikołajem, odburkn(cid:266)ła, (cid:298)e jest za du(cid:298)a na dziecinne igraszki. Wprawdzie zaraz dodała, (cid:298)e mog(cid:261) sobie sprawić akwarium, ale w jej głosie nie było dawnego entuzjazmu. Wła(cid:286)nie dlatego Dionizy tkwi te- raz we mgle, pi(cid:261)t(cid:261) noc z rz(cid:266)du wyczekuj(cid:261)c na chrzestn(cid:261) Brzytwy. Czy j(cid:261) rozpozna? No raczej; niewiele kobiet prowadzi busy, zwłaszcza o tak pó(cid:296)nej porze. Spor(cid:261) na- dziej(cid:266) pokładał te(cid:298) w afro. Takiej fryzury, na głowie czy gdzie indziej trudno dzi(cid:286) nie zauwa(cid:298)yć. O, co(cid:286) jedzie, za- raz b(cid:266)dzie wiadomo, czy czeka go kolejna noc we mgle. Bus zahamował ostro, Fiotro(cid:276) natychmiast podbiegł, szarpn(cid:261)ł za drzwiczki i zerkn(cid:261)ł. Bingo! Wgramolił si(cid:266) wi(cid:266)c do (cid:286)rodka, z trudem przedzieraj(cid:261)c si(cid:266) przez siaty z zakupami i g(cid:266)stwin(cid:266) afryka(cid:276)skiego buszu. Jednak to nie fryzura chrzestnej zrobiła na nim najwi(cid:266)ksze wra- 16 (cid:298)enie, a w(cid:261)sy. Ciemne i nad podziw, rzekłby(cid:286) po m(cid:266)sku, obfi te. Fiotro(cid:276) przypomniał sobie teraz, (cid:298)e kiedy ju(cid:298) odchodził z zakupami, baba napomkn(cid:266)ła o w(cid:261)sie. Spo- dziewał si(cid:266) jednak kilku włosków wyrastaj(cid:261)cych w k(cid:261)- cikach ust. Ot, zwykły postklimakteryjny dodatek to- warzysz(cid:261)cy zwi(cid:266)dłej szyi i przyciasnemu spodnium. Ale nie czego(cid:286) równie... dosadnego! Zrozumiałby jeszcze frywolny chaplinowski w(cid:261)sik u girlsy ta(cid:276)cz(cid:261)cej w noc- nym klubie stylizowanym na przedwojenne niemieckie kabarety. Ale nie w(cid:261)s marszałka u pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciolatki z ogromnym afro na głowie. To naprawd(cid:266) zanadto... I jeszcze te zapachy. Fiotro(cid:276), jako wierny u(cid:298)ytkownik mondeo, nie miał poj(cid:266)cia, czym pachnie podmiejski bus, wypełniony czynnikiem ludzkim po godzinach. Tanie piwo, niekoniecznie (cid:286)wie(cid:298)y pot, papierosy bez fi ltra, biała kiełbasa z grilla i całodzienne zm(cid:266)czenie. Wymieszane w proporcjach – 6:4:7:3:11. Wła(cid:286)nie miał zemdleć, kiedy chrzestna ocuciła go jednym celnym py- taniem: „dok(cid:261)d”. – Jeden do My(cid:286)lenic, prosz(cid:266) – wyszeptał. – Siedemna(cid:286)cie. Drobnymi, bo nie mam wydać. – Chciałbym te(cid:298) zapytać, jak dotrzeć do Brzytwy. – Do Polki znaczy? – odezwał si(cid:266) kto(cid:286) z tyłu. – To najlepij bez ogródek przy... – Zamknie dziób, bo z pojazdu wyrzuc(cid:266) – warkn(cid:266)ła chrzestna. – Ju(cid:298) nic nie mówi(cid:266), szefowo. Buzia na kłódk(cid:266)! 17 Chrzestna bez słowa wr(cid:266)czyła Fiotroniowi wydruk z kasy fi skalnej (erzac biletu), wrzuciła do odtwarza- cza płytk(cid:266) z najwi(cid:266)kszymi przebojami Abby i pomkn(cid:266)li drog(cid:261) na Zakopane, tu i tam wypluwaj(cid:261)c kolejnego pa- sa(cid:298)era. Wreszcie, kiedy zostali sami, chrzestna (cid:286)ciszyła muzyk(cid:266) i przygładziwszy w(cid:261)s, podała kolejn(cid:261) wskazów- k(cid:266). Tym razem numer telefonu, zapisany na wymi(cid:266)to- szonym bilecie do kina. Dzisiaj kocham, jutro ta(cid:276)cz(cid:266), odczytał Fiotro(cid:276) nie bez trudu. I nie bez zdziwienia. Kto by pomy(cid:286)lał, (cid:298)e chrzestna lubi ckliwe bollywoodz- kie musicale. – To mojego byłego. Telefon oczywi(cid:286)cie – wyja(cid:286)ni- ła, widz(cid:261)c min(cid:266) Fiotronia. – Ma z Polk(cid:261) stały kontakt, przez ksi(cid:261)(cid:298)ki. Ci(cid:261)gle tylko lataj(cid:261) do biblioteki. A potem jak te dwa mole! Rano, wieczór, a nawet w nocy! Ja to tam nie mam głowy do czytania – mrukn(cid:266)ła wzgar- dliwie, potrz(cid:261)saj(cid:261)c plastikowymi lokami. – Aha, tylko niech b(cid:266)dzie sob(cid:261) i powie wprost, (cid:298)e chodzi o Brzytw(cid:266). (cid:297)adnych przebieranek za szalonego antykwariusza. Mój były zaraz to odkryje i po rozmowie. Straszny z niego cykor, boi si(cid:266) własnego cienia – dodała tonem, który miał tłumaczyć wszystko. – Wi(cid:266)c tylko szczero(cid:286)ć. Pewnie były i tak rzuci słuchawk(cid:261) ze dwa razy, ale wte- dy wcale si(cid:266) nie zra(cid:298)ać, tylko próbować znowu par(cid:266) dni pó(cid:296)niej. A(cid:298) trafi na swoje pi(cid:266)ć minut. Podjechała do pustego przystanku. – Tu go wyrzuc(cid:266), bo dalej nie ma sensu. Zaraz b(cid:266)- dzie przelotowy z Zakopanego. 18 – A je(cid:286)li ju(cid:298) jechał? By(cid:286)my min(cid:266)li po drodze. Ale gdyby stał si(cid:266) ten cud, (cid:298)e nie przyjedzie, łapać okazje. – Póki s(cid:261) – mrugn(cid:266)ła znacz(cid:261)co. – Polecam TIR-y. Bior(cid:261), co stoi. Je(cid:286)li stoi. No to powodzenia! Gdyby wiedział, (cid:298)e b(cid:266)dzie łapać okazj(cid:266) o dziesi(cid:261)tej w nocy! Chyba nigdy nie zdecydowałby si(cid:266) na t(cid:266) podró(cid:298). Trwałby dalej w dotychczasowym układzie, z dr(cid:298)eniem oczekuj(cid:261)c na kolejny fałszywy krok. A je(cid:286)li (cid:298)aden by nie nast(cid:261)pił (wszak oboje z Szarlot(cid:261) s(cid:261) tacy ostro(cid:298)ni), a on by czekał i czekał, i czekał w niesko(cid:276)czono(cid:286)ć? Potwor- ne! Dlatego stoi tu na deszczu, wypatruj(cid:261)c ch(cid:266)tnego TIR-a. Przynajmniej ma złudzenie wzgl(cid:266)dnej kontro- li. A gdyby, przyszło mu nagle do głowy, gdyby tak po- rozmawiać z (cid:298)on(cid:261). Usiedliby sobie wygodnie na tarasie, s(cid:261)cz(cid:261)c popołudniow(cid:261) frappe. Zacz(cid:261)łby od fi li(cid:298)anki Ro- senthala, potem poruszył spraw(cid:266) czerwonego swetra. Chocia(cid:298), zawahał si(cid:266), mo(cid:298)e nie warto do tego wracać. Przecie(cid:298) nic wielkiego si(cid:266) nie stało. Zaabsorbowana po- szukiwaniem kolczyków z bł(cid:266)kitnymi perłami Szarlota nie zauwa(cid:298)yła, (cid:298)e jej m(cid:261)(cid:298) ma na sobie sweter z kasz- miru. Jej ulubiony designerski raglan, który przywiozła mu z konferencji w Londynie. Jak mogła nie zauwa(cid:298)yć? Jak mogła przeoczyć zmysłowy odcie(cid:276) karmazynowej czerwieni zwanej przez specjalistów działu marketin- gu Ferrari rosso-corsa? Ona, która zamawiała sencz(cid:266) w be(cid:298)owym imbryku tylko wtedy, je(cid:286)li miała dopaso- 19 wany kolorem strój i lakier na paznokciach? A jednak przeoczyła. Kiedy zapytał, co ma wło(cid:298)yć, rzuciła tylko rosso-corsa, nie podnosz(cid:261)c oczu znad szufl adki. – Przecie(cid:298) mam go na sobie. – W jego głosie nie było irytacji, raczej zdziwienie. Szarlota omiotła czujnym wzrokiem tors m(cid:266)(cid:298)a, na- tychmiast dodaj(cid:261)c: – Faktycznie, zupełnie nie zauwa(cid:298)yłam w tym po- (cid:286)piechu. Przecie(cid:298) wiesz, mój drogi, jak nie cierpi(cid:266) si(cid:266) spó(cid:296)niać do kina, a tu tyle szykowania. No i jeszcze bio- met dzi(cid:286) taki niekorzystny. – Wi(cid:266)c wszystko w porz(cid:261)d- ku? Wszystko byłoby w porz(cid:261)dku, gdyby nie pewien dro- biazg. Kiedy bowiem Szarlota odwróciła głow(cid:266), Fiotro(cid:276) dostrzegł w oczach (cid:298)ony co(cid:286), czego wcale si(cid:266) nie spo- dziewał. * – Nie kupuj(cid:266) (cid:298)adnych ksi(cid:261)(cid:298)ek, gazet, starych map ani komiksów. Jestem wtórnym analfabet(cid:261) na rencie – usłyszał Fiotro(cid:276), a zaraz potem trzask odkładanej słu- chawki. Nawet nie zd(cid:261)(cid:298)ył wyja(cid:286)nić, (cid:298)e dzwoni w całkiem in- nej sprawie. Chrzestna wspomniała wprawdzie, (cid:298)e jej były m(cid:261)(cid:298) bardzo si(cid:266) boi (cid:286)wiata, ale taka reakcja za- krawała na paranoj(cid:266). Najwyra(cid:296)niej w samotno(cid:286)ci l(cid:266)ki 20 chrzestnego uległy, niecudownemu wcale, pomno(cid:298)e- niu. Có(cid:298), b(cid:266)dzie próbować do oporu, jak Szarlota z fi - li(cid:298)ank(cid:261) Rosenthala. Wypatrzyła „Smak letnich dni” na Allegro. Prze- czytawszy opis porcelanowego cude(cid:276)ka, natych- miast wzi(cid:266)ła udział w licytacji, przegrywaj(cid:261)c do- słownie w ostatniej sekundzie. Podj(cid:266)ła jeszcze cztery próby, wszystkie chybione, co tylko zaostrzyło jej ape- tyt. Oczywi(cid:286)cie mogłaby podbić cen(cid:266) tak, (cid:298)eby nikt nie odwa(cid:298)ył si(cid:266) licytować dalej, ale to zupełnie nie w jej stylu. Je(cid:286)li bowiem Szarlota Fiotro(cid:276) ma ochot(cid:266) co(cid:286) zdobyć, walczy uczciwie, bez uciekania si(cid:266) do tanich (choć drogich w praktyce) sztuczek. Przez najbli(cid:298)sze tygodnie trenowała refl eks, licytuj(cid:261)c drobiazgi, a kie- dy była ju(cid:298) gotowa, przyst(cid:261)piła do gry wła(cid:286)ciwej i w ostatniej sekundzie przebiła ofert(cid:266) o jedena(cid:286)cie gro- szy. Zwyci(cid:266)stwo miało miejsce w Dzie(cid:276) (cid:285)wi(cid:266)tego Mi- kołaja, uznali zatem oboje, (cid:298)e to niezwykły prezent. Co prawda kosztował Szarlot(cid:266) trzysta dziewi(cid:266)ć złotych i równowarto(cid:286)ć dwudziestu siedmiu próbek unikato- wych perfum Rosine (rekwizyty treningowe, które bez (cid:298)alu podarowała te(cid:286)ciowej), ale było warto. „Smak letnich dni” stan(cid:261)ł na honorowym miejscu, zdobi(cid:261)c ich kredensik art déco. 21 I nagle zdarzył si(cid:266) wypadek. Fiotro(cid:276) wszedłszy bez pukania do sypialni, zastał (cid:298)on(cid:266) nad skorupami fi li- (cid:298)anki. – Jak to si(cid:266) stało? – zapytał wstrz(cid:261)(cid:286)ni(cid:266)ty. – (cid:285)cierałam kurze now(cid:261) miotełk(cid:261) i zbyt mocno si(cid:266) zamachn(cid:266)łam. – Dr(cid:298)(cid:261)cymi dło(cid:276)mi usiłowała zebrać porcelanowe okruchy. – Ach, w sumie to nic takiego. Bzdura. Ju(cid:298) od jesieni my(cid:286)lałam o zmianie ekspozycji. Czy(cid:298)by si(cid:266) przesłyszał? Przecie(cid:298) zawsze mu powta- rzała, (cid:298)e w jej rodzinie szanuje si(cid:266) przeszło(cid:286)ć, nawet zakonserwowan(cid:261) w postaci posrebrzanej ły(cid:298)eczki. A tu prosz(cid:266): bzdura. Teraz poczuł, (cid:298)e musi si(cid:266) (cid:286)pieszyć. Zaraz po kola- cji wymkn(cid:261)ł si(cid:266) do pobliskiego automatu, by wystu- kać numer chrzestnego Brzytwy. Siedemna(cid:286)cie długich sygnałów i to wszystko. Potem kolejne próby, wreszcie, tydzie(cid:276) pó(cid:296)niej, chrzestny podniósł słuchawk(cid:266) tylko po to, by od razu wyrecytować zwyczajow(cid:261) (jak si(cid:266) pó(cid:296)niej okazało) formułk(cid:266). (cid:297)adnych ksi(cid:261)(cid:298)ek, map, komiksów, wtórny analfabetyzm, renta. O dziwo, dodał jeszcze „do widzenia”, a zaraz potem si(cid:266) rozł(cid:261)czył, doprowa- dzaj(cid:261)c Dionizego do szewskiej pasji. Po trzech podej- (cid:286)ciach Fiotro(cid:276) pomy(cid:286)lał, (cid:298)e musi być równie wytrwały jak Szarlota. B(cid:266)dzie dzwonił dot(cid:261)d, dopóki nie nawi(cid:261)- (cid:298)e satysfakcjonuj(cid:261)cego kontaktu. Co godzin(cid:266), co kwa- drans, codziennie.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ścianka działowa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: