Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00175 003301 20997900 na godz. na dobę w sumie
Wyspa bez dostępu do morza - ebook/pdf
Wyspa bez dostępu do morza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 150
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-368-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
W świecie wysoko rozwiniętej cywilizacji wiedzie niezmącony żywot doskonała rodzina Santorów. Senior klanu, najlepiej prezentujący się laureat w dziejach Nagrody Nobla stoi na straży doskonałości kodu genetycznego i sprawnie działającego rodzinnego mechanizmu. Uważnie kreuje nie tylko literackie światy, ale także ten domowy, modelując najbliższe otoczenie zgodnie ze swymi zamierzeniami. W świecie, w którym nobliści sprzedają się lepiej niż gwiazdy telewizyjne Santorowie nie mogą narzekać na brak prosperity. Tymczasem okazuje się, że za idyllę płaci się wysoką cenę i nawet spec od kreowania wydarzeń staje bezradny wobec mechanizmów medialnej potęgi. W niepokojąco realistycznej antyutopii Krystyna Lubelska przedstawia groteskową satyrę na świat owładnięty dążeniem do perfekcji, wpisując się w nurt krytyki cywilizacji medialnej.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

KRYSTYNA LUBELSKA WYSPA BEZ DOST(cid:265)PU DO MORZA WYDAWNICTWO NOWY (cid:285)WIAT WARSZAWA 2010 „Bez waszej siły i wsparcia nie zaszłabym dalej ni(cid:298) na drug(cid:261) stron(cid:266) ulicy”. (Aleksander Santor „Jeszcze jedno (cid:298)ycie”) Dla moich Kochanych Przyjaciół ROZDZIAŁ I Dzie(cid:276) urodzin Klary nadszedł przez nikogo niezauwa(cid:298)ony. Nikt nie wr(cid:266)czył jej prezentu ani nie (cid:298)yczył szcz(cid:266)(cid:286)liwej przyszło(cid:286)ci. W rodzinie Santorów nie wypadało si(cid:266) starzeć, wi(cid:266)c celebrowanie daty urodzin było traktowane jako uleganie mieszcza(cid:276)skim konwenansom, t(cid:266)pe i małoduszne poddawanie si(cid:266) rytmowi kalendarza. Czas mijał, ale to była wył(cid:261)cznie jego sprawa, nie było (cid:298)adnego powodu, aby si(cid:266) w ni(cid:261) anga(cid:298)ować. Klara jednak wyłamywała si(cid:266) z obowi(cid:261)zuj(cid:261)cej w rodzinie konwencji. Od dziecka czuła si(cid:266) najdojrzalsza spo(cid:286)ród wszystkich jej członków, a w niektórych sprawach nawet znacznie starsza od dziadka, do którego nigdy nie zwróciłaby si(cid:266) zreszt(cid:261) „dziadku”, ani wówczas kiedy była mał(cid:261) dziewczynk(cid:261), ani teraz, kiedy wła(cid:286)nie sko(cid:276)czyła dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć lat, a senior dwa lata temu przekroczył sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)tk(cid:266). Al – tak nazywano Aleksandra Santora, z upływem lat nie pochylił si(cid:266) ani o centymetr, nie brakowało mu ani jednego z(cid:266)ba, a bujna czupryna nadal podkre(cid:286)lała regularny, niezwiotczały owal twarzy. Drobne bruzdy wokół nosa i ust, które innym dodawały lat, jego rysom przydawały tylko szlachetno(cid:286)ci. Wszyscy zdumiewali si(cid:266) młodzie(cid:276)czym wygl(cid:261)dem Ala, nawet i on sam odczuwał niekiedy zdziwienie, gdy w jakim(cid:286) przypadkowym lustrze dostrzegał własne odbicie. Nie przekroczył jeszcze progu staro(cid:286)ci, ale zdawał sobie spraw(cid:266), (cid:298)e ju(cid:298) niedługo, wedle wszelkich praw biologii, powinien znale(cid:296)ć si(cid:266) w jej sflaczałych obj(cid:266)ciach. Ka(cid:298)dego ranka przy porannej toalecie uwa(cid:298)nie wpatrywał si(cid:266) w powi(cid:266)kszaj(cid:261)ce lustro, poszukuj(cid:261)c u siebie oznak upływu czasu, ale ich nie znajdował. Na razie nie, jeszcze nie, mruczał wówczas pyszałkowato z siebie zadowolony. Czasem jednak ogarniała go panika na my(cid:286)l o tym, (cid:298)e zakamuflowane w gł(cid:266)bi komórek skóry zmarszczki i starcze plamy nagle wyjd(cid:261) na wierzch i pewnego poranka ujawni(cid:261) przed (cid:286)wiatem prawdziw(cid:261) twarz wielkiego pisarza. Na razie jednak prezentował si(cid:266) lepiej od swojego zadbanego i doskonale zakonserwowanego pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)cioletniego zi(cid:266)cia, Erwina, ojca Klary. Jego (cid:298)ona, czterdziestotrzyletnia Anais, miała skór(cid:266) gładk(cid:261) jak alabaster. Odziedziczyła j(cid:261) po Alu; ona tak(cid:298)e nie zwracała si(cid:266) inaczej do swojego ojca, jak tylko po imieniu. Cz(cid:266)sto wybuchała perlistym (cid:286)miechem, z którego tryskało udawane samozadowolenie. Od momentu bowiem, kiedy sko(cid:276)czyła dwadzie(cid:286)cia lat, Anais coraz bardziej desperacko w(cid:261)tpiła w swoj(cid:261) urod(cid:266). Kiedy ju(cid:298) nic si(cid:266) nie da zrobić, a policzki obwisn(cid:261) mi jak spanielce, obiecywała sobie Anais, wtedy po prostu odejd(cid:266), popełni(cid:266) samobójstwo. Ju(cid:298) teraz nie znajdowała (cid:298)adnej cz(cid:266)(cid:286)ci ciała, któr(cid:261) mogłaby pozostawić własnemu losowi. Ostatnio odkryła, (cid:298)e jej mał(cid:298)owiny uszne zacz(cid:266)ły zwisać niczym przywi(cid:266)dłe płatki ró(cid:298)owej magnolii. W ten sposób mał(cid:298)owiny uszne stały si(cid:266) dwudziest(cid:261) pi(cid:261)t(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) ciała Anais, która została wpisana na list(cid:266) organów podlegaj(cid:261)cych obowi(cid:261)zkowej, codziennej piel(cid:266)gnacji. Jej córka, Klara, nie poddawała si(cid:266) władzy kosmetycznych rytuałów. Nawet w czasach, gdy jako nastolatka cierpiała na tr(cid:261)dzik młodzie(cid:276)czy, stanowczo odmawiała poddawania si(cid:266) wszelkim upi(cid:266)kszaj(cid:261)cym zabiegom. Kryła si(cid:266) wówczas po k(cid:261)tach, zamykała si(cid:266) w łazience, gdzie wyciskała z nudów pryszcze, popłakuj(cid:261)c z powodu ich upartego trwania na twarzy. Albo pogr(cid:261)(cid:298)ywszy si(cid:266) w lekturze, godzinami tkwiła w swoim pokoju, gdy(cid:298) za wszelk(cid:261) cen(cid:266) pragn(cid:266)ła uciec od prze(cid:286)laduj(cid:261)cego j(cid:261) obrazu własnego odbicia w lustrze. Unikała tak(cid:298)e wspólnych posiłków, bo dr(cid:266)czyło j(cid:261) pot(cid:266)pienie maluj(cid:261)ce si(cid:266) w oczach członków rodziny, z których nikt nigdy nie miał (cid:298)adnych problemów z cer(cid:261). Nawet teraz, gdy od dawna przestała być nastolatk(cid:261), a pryszcze ju(cid:298) znikły z jej twarzy, Klara rzadko pojawiała si(cid:266) w jadalni. Wybierała raczej samotno(cid:286)ć, po to, aby w spokoju pochłaniać zbyt du(cid:298)e porcje niezdrowego, zbyt obfitego i słodkiego jedzenia. W nielicznych za(cid:286) momentach, gdy zasiadała z rodzin(cid:261) w jadalni, zazwyczaj jakim(cid:286) niezgrabnym ruchem tr(cid:261)cała szklank(cid:266) z wod(cid:261) lub kieliszek z winem. Zupa tryskała z jej ły(cid:298)ki niczym male(cid:276)ka Niagara, a gdy kroiła mi(cid:266)so na talerzu, spod no(cid:298)a wydobywał si(cid:266) metaliczny d(cid:296)wi(cid:266)k. Niech(cid:266)tne spojrzenia współbiesiadników zawisały na niej wówczas niczym nietoperze u powały. Jedynie Al nie unosił głowy znad talerza, ograniczaj(cid:261)c si(cid:266) wył(cid:261)cznie do wydania ostrzegawczego syku, który Klar(cid:266) parali(cid:298)ował, jakby natkn(cid:266)ła si(cid:266) na (cid:298)mij(cid:266). W takich chwilach jasno u(cid:286)wiadamiała sobie, jak bardzo jej obecno(cid:286)ć psuje doskonało(cid:286)ć rodzinnego obrazu, który niczym mistrzowskimi poci(cid:261)gni(cid:266)ciami p(cid:266)dzla tworzył Aleksander Santor. Pi(cid:266)kno było w jego domu obowi(cid:261)zkowe. Senior uznawał si(cid:266) za wysublimowanego estet(cid:266), choć w niektórych, zwłaszcza jego pó(cid:296)nych ksi(cid:261)(cid:298)kach roiło si(cid:266) od brzydoty, rozbebeszonych ciał, rozkładaj(cid:261)cych si(cid:266) zwłok, mi(cid:266)saków Kaposiego wywołanych AIDS, zaropiałych oczu, zarzyganych i zasranych postaci, bohaterów dotkni(cid:266)tych ró(cid:298)nymi schorzeniami od czarnej ospy, egzem, nowotworów, alergii, wykrzywiaj(cid:261)cych skolioz, do ptasiej grypy wł(cid:261)cznie. W rzeczywisto(cid:286)ci jednak ani on, ani inni Santorowie nie stykali si(cid:266) z obrzydliwymi aspektami egzystencji. Płyn(cid:266)li dot(cid:261)d przez (cid:298)ycie bez przeszkód, niby przez spokojn(cid:261) rzek(cid:266), szcz(cid:266)(cid:286)liwie omijaj(cid:261)c muliste dna i bagniste brzegi. Jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, (cid:298)e czas spokoju dla klanu Santorów niebawem si(cid:266) sko(cid:276)czy, a ich los całkiem si(cid:266) odmieni. * Uroda Santorów stanowiła doskonały chwyt promocyjny, który pomna(cid:298)ał sprzeda(cid:298) ksi(cid:261)(cid:298)ek wielkiego pisarza. Santorowie pojawiali si(cid:266) na fotografiach w tysi(cid:261)cach konfiguracji, uj(cid:266)ć i póz, ale nigdy bez Ala; bez niego zdj(cid:266)cie nie miałoby (cid:298)adnego sensu; pozbawione centralnej postaci, w nikim nie wzbudziłoby (cid:298)adnego zainteresowania. Od piwnic po strych walały si(cid:266) w domu wielkiego Santora sterty ilustrowanych magazynów z ró(cid:298)nych lat, z czarno-białymi, a pó(cid:296)niej kolorowymi zdj(cid:266)ciami na błyszcz(cid:261)cych okładach: Al na pla(cid:298)y z pierwsz(cid:261) (cid:298)on(cid:261), Sandr(cid:261) i malutk(cid:261) Anais w ramionach. Al z nowo po(cid:286)lubion(cid:261) drug(cid:261) (cid:298)on(cid:261) podczas spotkania ze (cid:286)wie(cid:298)o wybranym prezydentem. I z trzeci(cid:261) połowic(cid:261), aktork(cid:261), a tak(cid:298)e czwart(cid:261), był(cid:261) Miss World, której odebrano tytuł za romans z Santorem, a on, aby jej to zrekompensować, natychmiast si(cid:266) dziewczynie o(cid:286)wiadczył. I upami(cid:266)tnione na kliszy niedawne, bo zaledwie sprzed kilku miesi(cid:266)cy spotkanie po latach z Helen Horn, dawn(cid:261) kochank(cid:261), która cieszyła si(cid:266) obecnie zasłu(cid:298)on(cid:261) karier(cid:261) słynnej wró(cid:298)bitki. Zdj(cid:266)cie ukazywało niestar(cid:261) jeszcze kobiet(cid:266) o pi(cid:266)knych, bujnych i starannie uczesanych, ale dziwnie nie pasuj(cid:261)cych do jej podniszczonego ju(cid:298) oblicza włosach, siedz(cid:261)c(cid:261) przy niewielkim stoliku. Naprzeciw niej skupiony, ze wzrokiem wlepionym w karty tarota, tkwił Al o twarzy dojrzałego młodzie(cid:276)ca. (cid:297)aden fotograf nie uwiecznił jednak grymasu, jaki w par(cid:266) chwil pó(cid:296)niej pojawił si(cid:266) na obliczu Santora, gdy w oczach wró(cid:298)ki wyczytał nagłe przera(cid:298)enie. – Co tam widzisz? – zapytał wówczas zaniepokojony, a zarazem w(cid:286)ciekły na siebie, bo poddał si(cid:266) idiotycznemu obrz(cid:266)dowi, podczas którego Helena na krótk(cid:261) chwil(cid:266) zyskała nad nim absolutn(cid:261) władz(cid:266). Czekał z niepokojem na jej słowa, tak jak ona niegdy(cid:286) na jego wykr(cid:266)ty, gdy noc sp(cid:266)dził poza domem. Opu(cid:286)cił Helen(cid:266) z dnia na dzie(cid:276), niczego nie wyja(cid:286)niaj(cid:261)c, bo jej (cid:286)lepe przywi(cid:261)zanie przestało być podniecaj(cid:261)ce, a zwyczajnie zacz(cid:266)ło go nu(cid:298)yć. W porzuconej eks-kochance nie było jednak ch(cid:266)ci odwetu, tylko l(cid:266)k przed tym, co wyczytała z układu kart. Jednym ruchem r(cid:266)ki zgarn(cid:266)ła wówczas tali(cid:266) ze stołu. – Id(cid:296) ju(cid:298) – wyszeptała – mam nast(cid:266)pnych klientów. Mimo nalega(cid:276) i pró(cid:286)b Ala, nie chciała powiedzieć ani słowa wi(cid:266)cej, wi(cid:266)c w ko(cid:276)cu wyniósł si(cid:266) z jej niewielkiego, dusznego gabinetu, zawiedziony i rozzłoszczony. Teraz jednak, ilekroć wspomniał ostatni(cid:261) wizyt(cid:266) u Heleny, zawsze odczuwał dreszcz, jakby wprost z przytulnego pokoju znalazł si(cid:266) w zimnej, zat(cid:266)chłej piwnicy. Albo inna fotografia: Santor z synem Aramem, pochodz(cid:261)cym z jego trzeciego mał(cid:298)e(cid:276)stwa, z utalentowan(cid:261) aktork(cid:261) i znan(cid:261) pi(cid:266)kno(cid:286)ci(cid:261) Izabel(cid:261) Kowalski, która grała wówczas dziewczyn(cid:266) asa wywiadu w jednym z najbardziej kasowych filmów stulecia. Zdj(cid:266)ć ojca z Aramem, gdy ten był małym chłopcem, s(cid:261) setki. Z tego okresu mo(cid:298)na odnale(cid:296)ć zaledwie dwie, mo(cid:298)e trzy fotki słynnego pisarza z Klar(cid:261), przewa(cid:298)nie wstydliwie kryj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) za dorosłymi. Wnuczka, tylko pół roku młodsza od syna, niezgrabnie stoj(cid:261)ca na cienkich nó(cid:298)kach, z brzuszkiem wypychaj(cid:261)cym jej sukienk(cid:266) i rzadkimi blond włosami zwi(cid:261)zanymi przesadnie wielk(cid:261) kokard(cid:261), nie spełniała wysokich kryteriów urody, jakie Al stawiał ka(cid:298)demu członkowi klanu, który pojawiał si(cid:266) wraz z nim na wspólnym zdj(cid:266)ciu. Aram, w przeciwie(cid:276)stwie do Klary, był pi(cid:266)kny. Skóra, jak powiadali ludzie, zdj(cid:266)ta z Aleksandra Santora. Im jednak chłopiec był starszy, tym cz(cid:266)(cid:286)ciej ojciec, przebywaj(cid:261)c w jego towarzystwie, unikał obiektywów. Młodo(cid:286)ć i niezwykła, z ka(cid:298)dym rokiem rozkwitaj(cid:261)ca uroda syna stanowiły wyzwanie, z którym coraz cz(cid:266)(cid:286)ciej obawiał si(cid:266) zmierzyć. – Có(cid:298) z tego – (cid:298)artował Al w gronie najbli(cid:298)szych przyjaciół – (cid:298)e wygl(cid:261)dam jak jego starszy brat, skoro mam zamiar pozostać młodszym. Syn z wła(cid:286)ciw(cid:261) sobie bystro(cid:286)ci(cid:261) zauwa(cid:298)ał fakt, (cid:298)e choć senior si(cid:266) nie starzał, on sam zbyt szybko dorastał, wobec tego z rozmysłem krył si(cid:266) w cieniu ojca. Podczas pozowania dla mediów do rodzinnych zdj(cid:266)ć, nakładał ciemne okulary i ustawiał si(cid:266) w drugim rz(cid:266)dzie, jak najdalej od obiektywu. Od kiedy dorósł, Aram rzadko opuszczał swój pokój, obstawiony niczym dziecinnymi zabawkami, najnowszymi urz(cid:261)dzeniami elektronicznymi. Doskonale znał si(cid:266) na komputerach. Zdobył tytuł World Master Mind in Computer Science, co oznaczało mniej wi(cid:266)cej tyle, ile dyplom doktora honoris causa, zdobyty na uniwersytecie. Zdarzało si(cid:266), (cid:298)e pracował tak(cid:298)e dla ojca, na jego wyra(cid:296)ne (cid:298)(cid:261)danie. Wymy(cid:286)lał coraz to nowej generacji programy ułatwiaj(cid:261)ce nie tyle pisanie, pod tym wzgl(cid:266)dem Al był samowystarczalnym geniuszem, ile usprawniaj(cid:261)ce sprzeda(cid:298) dzieł wielkiego pisarza. Przede wszystkim jednak po(cid:286)wi(cid:266)cał si(cid:266) swojej pasji, czyli wymy(cid:286)laniu idealnie odzwierciedlaj(cid:261)cych realne (cid:298)ycie, komputerowych gier. Godzinami tkwił w swoim pokoju, prawie nie miał przyjaciół, ani mimo swoich dwudziestu pi(cid:266)ciu lat, stałej dziewczyny. Bli(cid:298)sze kontakty utrzymywał tylko z Klar(cid:261), stanowili par(cid:266) z(cid:298)yt(cid:261) jak rodze(cid:276)stwo. Ł(cid:261)czyło ich rozczarowanie, jakie oboje sprawili seniorowi. Al podobnie jak nie lubił wyj(cid:261)tkowej urody syna, nie pochwalał te(cid:298) jej braku u Klary. Dziewczyna, gdy tylko min(cid:266)ły kłopoty z cer(cid:261), nadmiernie si(cid:266) zaokr(cid:261)gliła. Była pierwsz(cid:261) osob(cid:261) z nadwag(cid:261) w rodzinie, w której nikt nie miał kłopotów z regularnym wypró(cid:298)nieniem, a procesy przemiany materii u jej członków odbywały si(cid:266) wedle podr(cid:266)cznikowych zalece(cid:276). Senior wiele razy rozmawiał z Klar(cid:261) na temat jej oburzaj(cid:261)cej sylwetki, nieprzystaj(cid:261)cej do obowi(cid:261)zuj(cid:261)cych w rodzinie standardów. Podsuwał Klarze ksi(cid:261)(cid:298)ki dotycz(cid:261)ce racjonalnego (cid:298)ywienia, wielokrotnie podkre(cid:286)laj(cid:261)c fakt, (cid:298)e ludzie grubi (tego przymiotnika nie wypowiadał, tylko wypluwał jak pestk(cid:266), która utkwiła mi(cid:266)dzy z(cid:266)bami) zanadto sobie folguj(cid:261). Słabo(cid:286)ć ducha, udowadniał, objawia si(cid:266) w niemo(cid:298)no(cid:286)ci odmówienia sobie deseru albo dodatkowej porcji chleba czy zupy. Otyło(cid:286)ć, kontynuował, pukaj(cid:261)c palcem w pulchne i całkiem apetyczne rami(cid:266) Klary, wpływa na szybko(cid:286)ć operacji my(cid:286)lowych, bo krew u człowieka wiecznie sytego wolniej dopływa do mózgu. Podczas gdy ty, powtarzał, doznajesz rozkoszy trawienia, neurony w twoim mózgu padaj(cid:261) z głodu. W tym momencie przed oczami Klary jawił si(cid:266) obraz jej własnego mózgu, w którym wskutek awarii, niczym we wn(cid:266)trzu niesprawnego komputera, jedno ł(cid:261)cze po drugim przestaje działać. Kiedy jej intelekt wskutek przejedzenia (cid:298)ało(cid:286)nie przygasał, umysł seniora rozbłyskał niczym (cid:286)wi(cid:261)teczna choinka. Jego tyrady na temat skutków ob(cid:298)arstwa były godne natychmiastowego zapisania, skrzyły si(cid:266) dowcipem i pełnymi finezji frazami. Wysłuchuj(cid:261)c ich, Klara miała ochot(cid:266) natychmiast zapa(cid:286)ć si(cid:266) pod ziemi(cid:266), a pó(cid:296)niej prze(cid:298)ywała trudne do zwalczenia ataki depresji, wywołane marnym obrazem własnej osoby, jaki nosiła w duszy. Al jej jednak nie oszcz(cid:266)dzał, za ka(cid:298)dym razem wyrzucaj(cid:261)c, (cid:298)e beztroskim post(cid:266)powaniem psuje doskonało(cid:286)ć kodu genetycznego, w jaki równie(cid:298) dzi(cid:266)ki jego seksualnym wysiłkom została wyposa(cid:298)ona. W gabinecie pisarza wisiał oprawiony w pozłacan(cid:261), antyczn(cid:261) ram(cid:266), genotyp Aleksandra Santora, sporz(cid:261)dzony, jak podkre(cid:286)lał, przez sław(cid:266) w dziedzinie genetyki, a namalowany u progu staro(cid:286)ci przez jednego z najwybitniejszych malarzy minionego stulecia. – Czy widzieli(cid:286)cie kiedy(cid:286) podobne arcydzieło? – pytał pisarz ka(cid:298)dego, kto dost(cid:261)pił zaszczytu przekroczenia progu jego sanktuarium. Go(cid:286)cie, patrz(cid:261)c na obraz, kiwali z podziwem głowami i kontemplowali, jak sam go nazywał, boski ła(cid:276)cuch, który uczynił z Santora najlepszego pisarza epoki. – Gdybym przesun(cid:261)ł ten gen bardziej w dół – pokazywał miejsce, w które akurat trafił jego palec – byłbym szympansem, a bardziej w prawo – (cid:286)wini(cid:261). (cid:297)artami na własny temat wprawiał go(cid:286)ci w zakłopotanie, a sam (cid:286)wietnie bawił si(cid:266) ich za(cid:298)enowaniem. Lubił obezwładniać innych dystansem do własnej doskonało(cid:286)ci. Aleksander Santor był bowiem nie tylko wybitnym pisarzem, który zadebiutował w wieku dwudziestu lat, od razu wydaj(cid:261)c młodzie(cid:276)cze arcydzieło, a potem z sukcesem zarabiał na coraz bardziej poczytnych i szeroko tłumaczonych na (cid:286)wiecie powie(cid:286)ciach, esejach, dramatach, a nawet scenariuszach filmowych, ale tak(cid:298)e, a mo(cid:298)e przede wszystkim, cieszył si(cid:266) od dziesi(cid:266)ciu lat tytułem noblisty. Nagrod(cid:266) otrzymał w wieku pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu dwóch lat, jako jeden z najmłodszych, a z pewno(cid:286)ci(cid:261) najlepiej si(cid:266) prezentuj(cid:261)cych, laureatów w dziedzinie literatury. Dostał te(cid:298), choć starał si(cid:266) w wywiadach bagatelizować ten fakt, czek na dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć milionów dolarów. Gdy tylko pieni(cid:261)dze z wielkiej nagrody znalazły si(cid:266) na jego koncie, Al na terenie oddalonym kilkadziesi(cid:261)t kilometrów od miasta kupił zabytkow(cid:261), wal(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) rezydencj(cid:266), która nale(cid:298)ała w dawnych czasach do jednego z fabrykantów, słu(cid:298)(cid:261)c mu za letni pałacyk. Polecił odrestaurować fasad(cid:266) oraz wn(cid:266)trza budynku wedle konwencji obowi(cid:261)zuj(cid:261)cej w pocz(cid:261)tkach XX wieku, w jakiej obiekt został zbudowany. Jednocze(cid:286)nie nakazał budynek wyposa(cid:298)yć w nowoczesne rozwi(cid:261)zania. Al bowiem z uwag(cid:261) obserwował post(cid:266)p w ka(cid:298)dej dziedzinie (cid:298)ycia i za wszelk(cid:261) cen(cid:266) starał si(cid:266), aby nigdy nie wzbudził w nim najmniejszego choćby odruchu niech(cid:266)ci, odrazy, pot(cid:266)pienia. Dbał o to, aby nie ulegać (cid:298)adnym postarzaj(cid:261)cym uprzedzeniom. * Gdy tylko dom został uko(cid:276)czony, na wyra(cid:296)ne (cid:298)yczenie seniora zamieszkał w nim cały rodzinny klan, w sumie jedena(cid:286)cie osób. Ich liczba, choć min(cid:266)ło dziesi(cid:266)ć długich lat od zasiedlenia rezydencji, szcz(cid:266)(cid:286)liwie si(cid:266) nie zmieniła. Przez ten czas wymieniały si(cid:266) tylko kobiety u boku Ala, a(cid:298) wreszcie trzy lata temu pi(cid:261)t(cid:261) pani(cid:261) Santorow(cid:261) została trzydzie(cid:286)ci pi(cid:266)ć lat młodsza od m(cid:266)(cid:298)a Cynthia. Zajmował wraz z ni(cid:261) frontow(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć domu, urz(cid:261)dzon(cid:261) za spraw(cid:261) dziewczyny nowoczesnymi meblami z ekologicznych materiałów (półki ze specjalnie spreparowanej słomy, krzesła z drewnianej kory, kamienny stół, zasłony z falowanej tektury). Cynthia była bowiem w czasach studenckich oddan(cid:261) działaczk(cid:261) organizacji Green Bees. Niedawno jednak zrezygnowała z członkostwa, poniewa(cid:298) statut organizacji zabraniał noszenia futer, w których prezentowała si(cid:266) wyj(cid:261)tkowo szykownie. W odnowionej rezydencji ka(cid:298)dy z lokatorów otrzymał przestronny apartament. Anais z m(cid:266)(cid:298)em zamieszkali w lewym skrzydle na pi(cid:266)trze, a po przeciwnej stronie korytarza swój pokój miał ich siedemnastoletni obecnie syn Hubert, zwany Hubem. Jego siostra Klara zajmowała du(cid:298)y pokój z balkonem oraz łazienk(cid:261), od północnej strony, wi(cid:266)c sło(cid:276)ce prawie tam nie zagl(cid:261)dało. Nawet w bardzo ciepłe dni panował w nim lekki chłód. Aram okupował poddasze, gdzie tkwił przy komputerze, oddalony od (cid:286)wiata, za stale zamkni(cid:266)tymi drzwiami. Osobisty sekretarz pisarza, Kajetan Och wraz ze swoim partnerem Jackiem mieli do dyspozycji kilkadziesi(cid:261)t metrów wydzielonej powierzchni, która stanowiła odr(cid:266)bne mieszkanie: dwa du(cid:298)e pokoje z kuchni(cid:261) i łazienk(cid:261). Wej(cid:286)cie do tego lokum znajdowało si(cid:266) równie(cid:298) na zewn(cid:261)trz domu, gdzie na drzwiach wisiała tabliczka z ich nazwiskami. Najbardziej oddalon(cid:261) od głównego skrzydła cz(cid:266)(cid:286)ć rezydencji zajmowały dwie kobiety. Nie miały wielkich wymaga(cid:276) co do urz(cid:261)dzania wn(cid:266)trz, zdecydowały si(cid:266), jak (cid:298)artobliwie mówił Aram, na przymusowy eklektyzm. Do ich pokojów wstawiono całkiem jeszcze porz(cid:261)dne, ale ju(cid:298) niechciane przez innych domowników meble. Zreszt(cid:261) nie mogło być ich za wiele, konieczna była wolna przestrze(cid:276). Sandra, pierwsza (cid:298)ona Ala, a zarazem matka Anais, jeszcze w trakcie rozwodu z pisarzem zachorowała na łagodn(cid:261) odmian(cid:266) stwardnienia rozsianego, a obecnie w stanach pogorszenia si(cid:266) choroby poruszała si(cid:266) na wózku inwalidzkim. Sandra była w domu Santora wieloletni(cid:261) ju(cid:298) rezydentk(cid:261), pełniła tak(cid:298)e rol(cid:266) doradczyni pisarza. Opiekowała si(cid:266) ni(cid:261), jednocze(cid:286)nie wykonuj(cid:261)c funkcj(cid:266) prowadz(cid:261)cej dom, czterdziestoletnia Marija, któr(cid:261) Al dwadzie(cid:286)cia lat wcze(cid:286)niej przywiózł z swojej pierwszej podró(cid:298)y do słonecznej Italii. Podczas wizyty w tamtym kraju, zachwycił si(cid:266) egzotyczn(cid:261) urod(cid:261) tamtejszych kobiet oraz walorami (cid:286)ródziemnomorskiej kuchni. Marija za(cid:286) ł(cid:261)czyła poniek(cid:261)d jedno i drugie, gdy(cid:298) była tak(cid:298)e znakomit(cid:261) kuchark(cid:261). Obie jej zalety podnosił jeszcze fakt, (cid:298)e kobieta była niema. Doskonale słyszała, ale wskutek uszkodzenia nerwu głosowego podczas operacji tarczycy, nie mogła wypowiedzieć ani słowa. Kontaktowała si(cid:266) z domownikami j(cid:266)zykiem migowym. Z Sandr(cid:261) ł(cid:261)czyła j(cid:261) subtelna przyja(cid:296)(cid:276) oraz niewygasła ze strony obu kobiet miło(cid:286)ć do Ala oraz wdzi(cid:266)czno(cid:286)ć, (cid:298)e pozwalał im ci(cid:261)gle pozostawać w kr(cid:266)gu swojej osoby. Niezwykły rodzinny dom Aleksandra Santora był pokazywany w tysi(cid:261)cach filmów, reporta(cid:298)y, migawek. Pisarz umiał dawkować swoje wyst(cid:266)py, nie zawsze od razu godził si(cid:266) na spotkania z dziennikarzami, pozwalał si(cid:266) prosić, a jego osobisty sekretarz wielokrotnie w imieniu swojego szefa odmawiał, zanim w ko(cid:276)cu wyraził zgod(cid:266) na nagranie lub rozmow(cid:266). Zyskiwał w ten sposób wdzi(cid:266)czno(cid:286)ć wyró(cid:298)nionego (cid:298)urnalisty, który znajduj(cid:261)c si(cid:266) w ko(cid:276)cu przed obliczem pisarza, prowadził z nim wywiad niemal na kolanach. Jednak wielki pisarz po paru minutach rozmowy ocieplał atmosfer(cid:266) paroma miłymi słowami, anegdot(cid:261), (cid:298)artem, bo nie chciał być odbierany jako nad(cid:266)ty bufon, wolał pracować na opini(cid:266) „równego”, mimo swojej niepodwa(cid:298)alnej wielko(cid:286)ci, go(cid:286)cia. Taki wizerunek pisarza podobał si(cid:266) jego przyjacielowi i wydawcy, Karolowi Agatowi, który cz(cid:266)sto powtarzał, (cid:298)e w dzisiejszych czasach tłum pragnie idola- kumpla, a nie wywy(cid:298)szaj(cid:261)cego si(cid:266) guru. Musisz, podpowiadał, pokazywać si(cid:266) jak najcz(cid:266)(cid:286)ciej, a sprzedawać atrakcyjnie i nie za drogo. Klara od najmłodszych lat bezgranicznie podziwiała Aleksandra. Zwykle dla dziewczynek wzorem m(cid:266)(cid:298)czyzny staje si(cid:266) ojciec, ale własny rodzic, który przyj(cid:261)ł nazwisko (cid:298)ony i dzi(cid:266)ki temu zabiegowi stał si(cid:266) przed laty kolejnym pełnoprawnym członkiem klanu, wydawał si(cid:266) Klarze znacznie mniej godny uwielbienia od seniora. Erwin Marat-Santor kr(cid:266)cił mało kasowe filmy, w których ani akcja ani fabuła nie odgrywały istotnej roli. Liczyła si(cid:266) jedynie artystyczna strona przedsi(cid:266)wzi(cid:266)cia, zazwyczaj niedoceniana przez widzów i niezmiennie chwalona przez krytyków. Dzi(cid:266)ki pieni(cid:261)dzom seniora, Erwin mógł lekcewa(cid:298)yć fakt, (cid:298)e choć na premierach filmów (zawsze swoj(cid:261) obecno(cid:286)ci(cid:261) u(cid:286)wietniał je Al) zbierała si(cid:266) cała (cid:286)mietanka towarzyska, kiedy dzieła znalazły si(cid:266) ju(cid:298) w kinach, publiczno(cid:286)ć nie dopisywała. Nie peszyło to Erwina, który miał si(cid:266) za wybitnego, tyle (cid:298)e zapoznanego re(cid:298)ysera. W opinii Erwina, klan Santorów działał jak dobrze naoliwiona machina tylko dzi(cid:266)ki staremu, który nie lubił wprawdzie sprzeciwu, do zbyt wielu spraw si(cid:266) wtr(cid:261)cał, ale starał si(cid:266) spełniać ambicje i zachcianki członków klanu, w zamian wymagaj(cid:261)c jedynie posłusze(cid:276)stwa. Santorowie (cid:298)yli wi(cid:266)c, podsumowywał Erwin w swoich oracjach po(cid:286)wi(cid:266)conych pisarzowi, pod rz(cid:261)dami o(cid:286)wieconego władcy, którego pragnienia i post(cid:266)pki były dla poddanych jasne i przewidywalne. Al niezmiernie rzadko zaskakiwał nieoczekiwanymi decyzjami. Z ostatnim takim przypadkiem rodzina spotkała si(cid:266) dokładnie dziesi(cid:266)ć lat wcze(cid:286)niej, w dniu pi(cid:266)tnastych, tak(cid:298)e przez nikogo nie obchodzonych, urodzin Klary. * Wtedy, ku zdumieniu wszystkich, a najbardziej samej dziewczyny pisarz wybrał wła(cid:286)nie j(cid:261), aby towarzyszyła mu w ceremonii odebrania nagrody Nobla z r(cid:261)k szwedzkiej pary królewskiej. To był jej dobry okres, pryszcze znajdowały si(cid:266) w fazie schodz(cid:261)cej, a jeszcze nie zd(cid:261)(cid:298)yła przytyć, nadal miała dziewcz(cid:266)c(cid:261), smukł(cid:261) sylwetk(cid:266). Nie była specjalnie ładna, ale nastolatki rzadko bywaj(cid:261) naprawd(cid:266) urodziwe. Nikomu z członków klanu nie przyszło nawet do głowy, (cid:298)e Al w ten sposób wyró(cid:298)ni wła(cid:286)nie Klar(cid:266), choć było oczywiste, (cid:298)e kto(cid:286) z rodziny b(cid:266)dzie musiał z nim pojechać. Czwarta sprawa rozwodowa seniora była w toku, a on sam znajdował si(cid:266) w fazie nieustannej zmiany kochanek; (cid:298)adnej z nich nie wypadało zabrać do Sztokholmu. Anais buszowała ju(cid:298) po sklepach w poszukiwaniu odpowiednich kreacji, gdy senior oznajmił, (cid:298)e do Szwecji pojedzie z nim Klara. Obie si(cid:266) rozszlochały, dziewczyna i jej matka, ale (cid:298)adna z nich, ani te(cid:298) nikt inny, nie mieli odwagi zapytać: dlaczego akurat Klara, na któr(cid:261) nigdy nie zwracał wi(cid:266)kszej uwagi, ma towarzyszyć laureatowi. Pytanie o Arama jako ewentualnego kandydata do wyjazdu tak(cid:298)e wisiało w powietrzu, ale nikt nie o(cid:286)mielił si(cid:266) go zadać. Syna ani przez chwil(cid:266) pisarz nie brał w swoich wyjazdowych planach pod uwag(cid:266). Chłopak miał niepokoj(cid:261)cy wdzi(cid:266)k, którym, je(cid:286)li chciał, potrafił zauroczyć ka(cid:298)dego. Był te(cid:298) bardzo inteligentny, a nauczyciele mówili o nim, (cid:298)e jest wr(cid:266)cz utalentowany. Opublikował cichcem tomik wierszy. Nie były zbyt wiele warte, jak to poezje nastolatka, ale na krótk(cid:261) chwil(cid:266) zaniepokoiły Ala, bo miały w sobie trudn(cid:261) do zdefiniowania magi(cid:266). Nie pragn(cid:261)ł mieć rywala we własnym domu, wobec tego bezlito(cid:286)nie i w obecno(cid:286)ci wszystkich członków klanu wykpił tomik, pastwi(cid:261)c si(cid:266) nad nieudolnym doborem słów i kiepskimi rymami. Aram zniósł prze(cid:286)miewki ojca ze spokojem, który go jeszcze bardziej zaniepokoił, bo dobrze wiedział, (cid:298)e tylko prawdziwy i przekonany o własnym talencie artysta w ten sposób znosi krytyk(cid:266). W gł(cid:266)bi duszy w(cid:261)tpił czy taki szczeniak potrafi ocenić skal(cid:266) własnych zdolno(cid:286)ci. W(cid:286)cibscy dziennikarze mogliby jednak całkiem niepotrzebnie wyci(cid:261)gn(cid:261)ć poezje syna na (cid:286)wiatło dzienne. Zacz(cid:266)liby wówczas wypisywać swoim zwyczajem brednie o Aramie jako godnym nast(cid:266)pcy ojca. Mogliby uznać, (cid:298)e on otrzymuj(cid:261)c Nobla, wie(cid:276)czy karier(cid:266), któr(cid:261) mo(cid:298)e w tym samym miejscu rozpocz(cid:261)ć jego potomek. Na wielkim Santorze postawiliby krzy(cid:298)yk, zacz(cid:266)liby go traktować jak starca, a on zaledwie przekroczył pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tk(cid:266), prezentował si(cid:266) jak czterdziestolatek i nie byłby zdolny z godno(cid:286)ci(cid:261) przyj(cid:261)ć detronizacji. Cała sprawa zreszt(cid:261) okazała si(cid:266) burz(cid:261) w szklance wody. Od tamtego czasu, mimo (cid:298)e upłyn(cid:266)ła cała dekada, Aram nie opublikował ju(cid:298) niczego wi(cid:266)cej, ani nawet, senior był o tym absolutnie przekonany, w ogóle nie pisał. * Do Sztokholmu, po odbiór nagrody, senior wraz z Klar(cid:261) udali si(cid:266) na tydzie(cid:276), wrócili za(cid:286) po trzech miesi(cid:261)cach. Obywatele kraju, z którego pochodził nowo pasowany noblista pragn(cid:266)li go uczcić, a pisarz, choć dni od uroczysto(cid:286)ci wr(cid:266)czenia nagrody nieubłaganie mijały, nie pojawiał si(cid:266) z powrotem w ojczy(cid:296)nie. Nikt nie potrafił nawet powiedzieć, gdzie aktualnie si(cid:266) znajduje. „Aleksander Santor po latach wyczerpuj(cid:261)cej pracy – brzmiał oficjalny komunikat nadany w ko(cid:276)cu przez Kajetana Ocha, który sam nie wiedział co ma my(cid:286)leć o eskapadzie szefa – a tak(cid:298)e wielkiego, choć pozytywnego stresu, jakim było uczynienie go laureatem najwa(cid:298)niejszej na (cid:286)wiecie nagrody literackiej, udał si(cid:266) na zasłu(cid:298)ony urlop. W podró(cid:298)y towarzyszy mu wnuczka Klara Santor”. Pewnego zimowego poranka oboje, Klara i Al, powrócili bez (cid:298)adnych wcze(cid:286)niejszych zapowiedzi. Cicho otworzyli drzwi dawnego domu pisarza, znajduj(cid:261)cego si(cid:266) wówczas przy przytulnej uliczce Miasta, wstawili baga(cid:298)e do długiego przedpokoju, a potem przeszli do salonu, gdzie usiedli przy herbacianym stoliku, prosz(cid:261)c o (cid:286)niadanie. Mimo niecierpliwych nalega(cid:276) rodziny, która niemal natychmiast pojawiła si(cid:266) na miejscu, Senior nie miał zamiaru odpowiadać na (cid:298)adne irytuj(cid:261)ce pytania. Przejrzał poczt(cid:266), odbył kilka telefonów, poprosił o recenzje swojej ostatnio wydanej ksi(cid:261)(cid:298)ki oraz wycinki artykułów, które ukazały si(cid:266) przed, w trakcie i po ceremonii wr(cid:266)czenia Nobla, zabrał te(cid:298) DVD z nagraniem uroczysto(cid:286)ci i udał si(cid:266) do gabinetu, aby przejrzeć cały materiał, a nast(cid:266)pnie omówić z sekretarzem wszystkie niezr(cid:266)czno(cid:286)ci i potkni(cid:266)cia. Pragn(cid:261)ł te(cid:298) zastanowić si(cid:266) wraz z nim nad tym, w jaki sposób naprawić nadszarpni(cid:266)ty nieodpowiedzialn(cid:261) podró(cid:298)(cid:261) wizerunek pisarza oddanego ojczy(cid:296)nie i rodakom. Zanim jednak pisarz opu(cid:286)cił pokój, stoj(cid:261)c ju(cid:298) w progu odwrócił si(cid:266), mrugn(cid:261)ł do Klary porozumiewawczo i poło(cid:298)ył palec na ustach. Poczuła si(cid:266) wtedy najwa(cid:298)niejszym członkiem klanu. Poł(cid:261)czyła j(cid:261) z seniorem wspólna tajemnica – takiego wyró(cid:298)nienia nie dzielił z ni(cid:261) (cid:298)aden z domowników. Kiedy laureat zamkn(cid:261)ł za sob(cid:261) drzwi gabinetu, obecni rzucili si(cid:266) do Klary z pytaniami, ale ona w milczeniu znosiła wszelkie indagacje. – Podró(cid:298)owali(cid:286)my – odpowiedziała w ko(cid:276)cu, gdy zirytowani rodzice zarzucili jej szczeniack(cid:261) arogancj(cid:266). Po paru dniach domownicy znudzili si(cid:266) pytaniami, na które nie otrzymywali odpowiedzi. (cid:297)ycie powoli wróciło do normy, i w ko(cid:276)cu wszyscy zapomnieli o tej dziwacznej podró(cid:298)y. Wszyscy oprócz Klary, bo ona mimo mijaj(cid:261)cych od tamtego wydarzenia lat, wci(cid:261)(cid:298) powracała my(cid:286)lami do niezwykłej wyprawy, która niekiedy zdawała si(cid:266) Klarze nierzeczywista, jakby przeczytała o niej w której(cid:286) z ksi(cid:261)(cid:298)ek seniora, za(cid:286) ludzie, których wówczas spotkała, wydawali si(cid:266) bohaterami najbardziej fantastycznych opowie(cid:286)ci jego autorstwa. * Nigdy dot(cid:261)d z nikim nie rozmawiała na temat tamtej podró(cid:298)y, jednak w dniu swoich dwudziestych pi(cid:261)tych urodzin uznała, (cid:298)e wreszcie nadszedł czas, aby sko(cid:276)czyć z dyskrecj(cid:261), zwolnić si(cid:266) z sekretu, do którego Al przed laty zobowi(cid:261)zał j(cid:261) jednym gestem. Po dziesi(cid:266)ciu latach nast(cid:266)puje, rozgrzeszała si(cid:266) w my(cid:286)lach, przedawnienie nawet zbrodni, wi(cid:266)c dziwaczne tajemnice podlegaj(cid:261) mu tym bardziej. Nie miała odwagi, (cid:298)eby na ten temat porozmawiać z seniorem, który zreszt(cid:261) sprawiał wra(cid:298)enie, jakby w ogóle nie pami(cid:266)tał, (cid:298)e kiedykolwiek we dwoje wyprawili si(cid:266) na kraniec (cid:286)wiata. Nigdy nawet drobn(cid:261) aluzj(cid:261) nie nawi(cid:261)zał do wspólnej podró(cid:298)y. A j(cid:261) ta sprawa dr(cid:266)czyła od lat. Cicho zapukała do drzwi pokoju Arama. Przed sob(cid:261) niosła na talerzyku wielki kawał urodzinowego tortu, który w sekrecie przed reszt(cid:261) rodziny kupiła w najlepszej cukierni w mie(cid:286)cie i co gorsza ponad połow(cid:266) zjadła w zupełnej samotno(cid:286)ci. Było jej niedobrze, w ustach czuła nadmiern(cid:261) słodycz poł(cid:261)czon(cid:261) z pal(cid:261)c(cid:261) zgag(cid:261); miała wra(cid:298)enie, jakby od rana przybyło jej kilka kilogramów. Na malutkim ekranie wmontowanym w blat biurka Aram sprawdził, kto próbuje si(cid:266) do niego dostać. Nie znosił niepo(cid:298)(cid:261)danych go(cid:286)ci, a seniora całkowicie udało mu si(cid:266) zniech(cid:266)cić do odwiedzin. Przed Aleksandrem Santorem wszystkie drzwi stały otworem, tylko własny syn kazał mu czekać w progu. Pocz(cid:261)tkowo pisarz si(cid:266) zło(cid:286)cił, a(cid:298) w ko(cid:276)cu przywykł do omijania wielkim łukiem pokoju syna, na którym niby memento wy(cid:286)wietlał si(cid:266) napis: „Go(cid:286)ciu, apage”. Ujrzawszy na ekranie Klar(cid:266), Aram nacisn(cid:261)ł mały przycisk pod biurkiem i drzwi otworzyły si(cid:266) automatycznie. Klara weszła, postawiła talerzyk z tortem na biurku, a sama usiadła na fotelu. Jak zwykle pochylony nad klawiatur(cid:261) komputera Aram dał znak, (cid:298)e jej słucha. Nawet nie zapytał, pomy(cid:286)lała Klara roz(cid:298)alona, z jakiego powodu przyniosłam ten tort. Westchn(cid:266)ła i przez dług(cid:261) chwil(cid:266) nie wypowiedziała ani słowa. Fascynował j(cid:261) widok palców Arama wystukuj(cid:261)cych, niczym dłonie telegrafisty, kolejne wyrazy, które trafiały w internetow(cid:261) przestrze(cid:276) jak ryby do sieci na egzotycznych łowiskach. Potem zapatrzyła si(cid:266) na urodziwy, ale przezroczy(cid:286)cie blady i mizerny profil chłopaka. Kładł si(cid:266) spać po północy, a od wczesnego ranka znów zasiadał w tym samym miejscu, przed komputerem. Prawie nie wychodził z domu. Rzadko te(cid:298) miał sprawy do pozostałych domowników, ale je(cid:286)li to si(cid:266) zdarzało, wysyłał do nich elektroniczne komunikaty. Al si(cid:266) w(cid:286)ciekł, kiedy ostatnio dostał od syna gratulacje z powodu jakiej(cid:286) nagrody, przesłane poczt(cid:261) e-mailow(cid:261). Doł(cid:261)czona była do nich animowana kartka, na której bohaterka zekranizowanej najsłynniejszej ksi(cid:261)(cid:298)ki Santora, nieszcz(cid:266)(cid:286)liwa Eris z bukietem kwiatów w dłoniach, dygaj(cid:261)c mówi: „Wszystkiego najlepszego, Mistrzu. Dzi(cid:266)ki ci za to, (cid:298)e mnie stworzyłe(cid:286)”. Al zwrotn(cid:261) poczt(cid:261) przesłał błyskawiczn(cid:261) ripost(cid:266): „(cid:297)ałuj(cid:266), (cid:298)e stworzyłem takiego cyfrowego dupka jak ty, mój synu, mimo to dzi(cid:266)kuj(cid:266) ci za (cid:298)yczenia. PS. Otwarcie kartki zaj(cid:266)ło osiem sekund mojego bezcennego czasu. Nast(cid:266)pnym razem oszcz(cid:266)d(cid:296) mi tego rodzaju dowodów pami(cid:266)ci”. Klara liczyła na rozmow(cid:266) z Aramem. Uwa(cid:298)ała, (cid:298)e b(cid:266)dzie mógł jej pomóc w zinterpretowaniu znaczenia tamtej podró(cid:298)y, która nie dawała jej spokoju. Wiedziała, (cid:298)e on patrzy na (cid:286)wiat trze(cid:296)wo, ale zarazem potrafi być marzycielem i fantast(cid:261). Lubił obserwować gwiazdy. Nie fatygował si(cid:266) jednak wychodzeniem z domu i spogl(cid:261)daniem w niebo. Klikaj(cid:261)c w klawiatur(cid:266) otwierał na ekranie map(cid:266) niebieskich przestworzy i patrzył, jak zmieniaj(cid:261) si(cid:266) one zgodnie z rytmem dnia i pór roku. Niekiedy koncentrował si(cid:266) na (cid:286)ledzeniu p(cid:266)dz(cid:261)cej na o(cid:286)lep komety, albo przygl(cid:261)dał si(cid:266) ksi(cid:266)(cid:298)ycom Saturna lub czerwieni Marsa. Kiedy indziej obserwował Ziemi(cid:266), która niczym t(cid:266)czowa mydlana ba(cid:276)ka zawisła we wszech(cid:286)wiecie, mo(cid:298)e tylko po to, aby pewnego dnia si(cid:266) rozprysn(cid:261)ć na tysi(cid:261)ce drobnych cz(cid:261)steczek. – Jak chcesz, to opowiem ci, jak było wtedy w Sztokholmie, kiedy odbierali(cid:286)my Nobla i co działo si(cid:266) potem, kiedy pojechali(cid:286)my z Alem dalej i nie było nas przez kilka miesi(cid:266)cy – jednym tchem wyrecytowała Klara, jakby powtarzała fraz(cid:266) z białego wiersza. – To było tak dawno temu. S(cid:261)dzisz, (cid:298)e taki news mnie zainteresuje? – zapytał Aram ze zdziwieniem, unosz(cid:261)c głow(cid:266) znad klawiatury komputera. Odwrócił si(cid:266) i spojrzał na ni(cid:261). Przez sekund(cid:266) miała wra(cid:298)enie, (cid:298)e niebiesko(cid:286)ć jego spojrzenia nadała kolor całemu pomieszczeniu. – Kolejna miłosna eskapada seniora – dodał Aram ironicznie. – To nie było tylko to. Mo(cid:298)e nawet wcale nie to. – Zdziwiłbym si(cid:266), gdyby było to cokolwiek innego – odparł z pełnymi ustami, bo odgryzł wielki kawał tortu. Lepkie palce wytarł w d(cid:298)insy i niecierpliwie odkr(cid:266)cił si(cid:266) na fotelu w stron(cid:266) komputera. Znów poczuła, (cid:298)e ogarnia j(cid:261) osamotnienie. Członkowie jej rodziny mieszkali w rezydencji niby na wspólnej wyspie, ale ka(cid:298)dy z nich odpowiadał wył(cid:261)cznie za własne terytorium, interesował si(cid:266) jedynie swoimi sprawami. Tacy jak ona, intruzi, tylko zakłócali im spokój. – Jak ty to robisz, (cid:298)e tyle jesz, a mimo to jeste(cid:286) chudy ? – zapytała wreszcie stoj(cid:261)c ju(cid:298) od dłu(cid:298)szej chwili w progu, bo nie chciała wyj(cid:286)ć bez słowa. Mógłby pomy(cid:286)leć, (cid:298)e jest na niego obra(cid:298)ona. – To kwestia genetyki – rzucił przez rami(cid:266), dalej pochylony nad klawiatur(cid:261). Słowa Arama wywołały w dziewczynie jeszcze wi(cid:266)ksze rozgoryczenie. J(cid:261) zawiodły nawet własne geny! W dniu, kiedy ko(cid:276)czyła dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć lat, nieodwołalnie przekraczaj(cid:261)c próg dorosło(cid:286)ci, zostawili j(cid:261) sam(cid:261). Nikogo nie obchodziła. Przez ćwierć wieku, my(cid:286)lała roz(cid:298)alona, powinnam była ju(cid:298) do tego przywykn(cid:261)ć. (cid:297)yła z nimi pod jednym dachem, a nawet nie wiedzieli o niej najwa(cid:298)niejszego. Chowała przed nimi swoje sekrety. Niech tak zostanie. No wi(cid:266)c, nie opowiedziała Aramowi historii podró(cid:298)y. Wróciła do siebie i usiadła na wielkiej, antycznej sofie w stylu art deco. Lubiła ten mebel, gdy(cid:298) jej zwalista postać wobec ogromu mebla wydawała si(cid:266) krucha. Teraz jednak ani jednej my(cid:286)li nie po(cid:286)wi(cid:266)ciła własnemu, tak bardzo gn(cid:266)bi(cid:261)cemu j(cid:261) wygl(cid:261)dowi. Raz jeszcze tylko spróbowała odtworzyć ci(cid:261)g wydarze(cid:276) z tamtej dziwnej wyprawy, sprzed długich dziesi(cid:266)ciu lat. * Obraz Meks mocno utkwił jej w pami(cid:266)ci. Wiele razy próbowała j(cid:261) namalować, ale spod p(cid:266)dzla umykała fascynuj(cid:261)ca siła, jak(cid:261) ta kobieta była obdarzona. Meks miała kruczoczarne włosy do ramion, tylko nad czołem widać było szerokie pasmo siwizny. Na twarzy ciemnej, niby spalonej wieloletni(cid:261) opalenizn(cid:261), zaznaczały si(cid:266) wzdłu(cid:298) nosa dwie gł(cid:266)bokie, ciemniejsze od koloru skóry bruzdy, które przecinały oba policzki. Była niewysoka, do(cid:286)ć kr(cid:266)pa; opalone, niezbyt szczupłe nogi miała krzywe. Poruszała si(cid:266) na nich szybko i energicznie, chwiej(cid:261)c si(cid:266) jak przywi(cid:266)dły kwiat gn(cid:261)cy si(cid:266) zgodnie z podmuchami wiatru. W tej pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)cioczteroletniej, na pierwszy rzut oka nieinteresuj(cid:261)cej kobiecie, tkwiło dziwne pi(cid:266)kno, które Klara zapami(cid:266)tała, ale nie umiała go odtworzyć na papierze. Mo(cid:298)e gnie(cid:296)dziło si(cid:266) w czarnych, niby wyło(cid:298)onych aksamitem (cid:296)renicach, albo w gestach, kiedy jej ciało, niby w rytm muzyki, poruszało si(cid:266) w takt wypowiadanych przez ni(cid:261) słów. Meks sprawiała wra(cid:298)enie, jakby przez cały czas była w ruchu; nawet kiedy siedziała, wykonywała mnóstwo pi(cid:266)knych i niepotrzebnych gestów. Jest niespokojna, pomy(cid:286)lała Klara, gdy zobaczyli j(cid:261) po raz pierwszy. „Wygl(cid:261)da jak tancerka katahalli”, szepn(cid:261)ł wówczas Al. Nie była jednak Hindusk(cid:261), ani Kreolk(cid:261), mo(cid:298)e Meksykank(cid:261). Na to ostatnie pochodzenie wskazywał fakt, (cid:298)e kazała si(cid:266) nazywać Meks, a naprawd(cid:266) miała na imi(cid:266) Klementyna. Niewiele mówiła o sobie, nie zwierzała si(cid:266), nie powracała, jak inni ludzie, do wspomnie(cid:276). Przyjechała do Sztokoholmu, aby wspólnie, wraz siedemdziesi(cid:266)ciopi(cid:266)cioletnim m(cid:266)(cid:298)em, odebrać nagrod(cid:266) Nobla w dziedzinie genetyki. Była studentk(cid:261), asystentk(cid:261), najbli(cid:298)sz(cid:261) współpracownic(cid:261) m(cid:266)(cid:298)a. Dawno ju(cid:298) otrzymała tytuł profesorski, a wielu kolegów po fachu uwa(cid:298)ało j(cid:261) za zdolniejsz(cid:261), a z pewno(cid:286)ci(cid:261) bardziej ambitn(cid:261) od m(cid:266)(cid:298)a. Na oko, mimo ró(cid:298)nicy wieku, oboje stanowili całkiem zgran(cid:261) par(cid:266). M(cid:261)(cid:298) Meks okazał si(cid:266) pogodnym starszym panem, który podczas licznych bankietów, wydawanych ku czci noblistów, ch(cid:266)tnie wypijał sporo drinków, a nast(cid:266)pnie zasypiał w krze(cid:286)le. Wygl(cid:261)dał wówczas jak chuda mumia z dorysowanym sztucznym u(cid:286)miechem na ustach. Na trze(cid:296)wo był łagodny i skory do (cid:286)miechu. Lubił (cid:298)artować na temat dziedziny nauki, któr(cid:261) si(cid:266) zajmował. Sam układał dowcipy w rodzaju: „Gen z genem spotykaj(cid:261) si(cid:266) na bankiecie. Do kogo jeste(cid:286) podobny? – pyta jeden drugiego”. Potem laureat mru(cid:298)ył oko i trz(cid:261)sł si(cid:266) od hamowanego chichotu, bo pragn(cid:261)ł przede wszystkim usłyszeć, jak z jego (cid:298)artu (cid:286)miej(cid:261) si(cid:266) inni. Klara darzyła profesora, w przeciwie(cid:276)stwie do jego (cid:298)ony, wielk(cid:261) sympati(cid:261). Dra(cid:298)niło j(cid:261), (cid:298)e Meks rzuciła si(cid:266) na Ala, jak pirania na swoj(cid:261) zdobycz, ju(cid:298) podczas pierwszego cocktailu, wydanego na cze(cid:286)ć noblistów przed ceremoni(cid:261) wr(cid:266)czenia nagród. Irytowały j(cid:261) kokieteryjne miny, które kobieta przybierała na widok pisarza, zdaniem Klary w ogóle nie przystaj(cid:261)ce do jej zaawansowanego wieku. Sam pisarz te(cid:298) nie był zachwycony uwodzicielskim zachowaniem Meks. – Dla mnie jest za stara – mówił, wzruszaj(cid:261)c ramionami. – Jest prawie w twoim wieku. Tylko dwa lata starsza. Przypadkiem zauwa(cid:298)yłam dat(cid:266) jej urodzenia, kiedy podpisywała jaki(cid:286) papier. Przyznasz, (cid:298)e nie jest to du(cid:298)a ró(cid:298)nica. Jeste(cid:286)cie niemal rówie(cid:286)nikami – przypominała Klara, choć w duchu nie mogła odmówić Alowi racji. Przy Meks prezentował si(cid:266) jak młodzian. – Tym bardziej do mnie nie pasuje – odpowiadał, wykrzywiaj(cid:261)c si(cid:266) z niesmakiem. Jednak zainteresowanie pisarza t(cid:261) egzotyczn(cid:261) kobiet(cid:261) rosło w miar(cid:266), jak j(cid:261) bli(cid:298)ej poznawał, a ona ci(cid:261)gle znajdowała pretekst, aby pojawiać si(cid:266) w pobli(cid:298)u. Kr(cid:261)(cid:298)yła wokół Santora niczym satelita, nieustannie znajduj(cid:261)c si(cid:266) w jego orbicie. Odkryła wy(cid:286)mienity sposób, aby przyci(cid:261)gn(cid:261)ć uwag(cid:266) pisarza, znała przecie(cid:298) niemal wszystkie jego ksi(cid:261)(cid:298)ki. Z zapałem o nich rozprawiała, wydobywaj(cid:261)c na (cid:286)wiatło dzienne nowe, zaskakuj(cid:261)ce nawet dla niego tre(cid:286)ci i znaczenia. Schlebiała mu, podziwiała jego styl, j(cid:266)zyk, celne dowcipy i pointy, a przy okazji tak(cid:298)e niezwykł(cid:261) urod(cid:266), młodzie(cid:276)cz(cid:261) sylwetk(cid:266) i osobisty czar autora. Ta egzotyczna kobieta w pochlebstwach przekraczała wszelk(cid:261) miar(cid:266), ale senior zdawał si(cid:266) tego nie zauwa(cid:298)ać. A nawet przeciwnie, jak spragniony derwisz na kropl(cid:266) wody, tak on rzucał si(cid:266) na ka(cid:298)dy komplement, przełykał go i czekał a(cid:298) skapnie nast(cid:266)pny i jeszcze jeden, i znów. Wydawało si(cid:266), (cid:298)e nigdy si(cid:266) nie napije, nigdy nie zaspokoi dr(cid:266)cz(cid:261)cego go pragnienia. Nic dziwnego, (cid:298)e nie tylko coraz ch(cid:266)tniej przebywał w towarzystwie Meks, ale nawet zacz(cid:261)ł go poszukiwać. Tym bardziej, (cid:298)e wiek noblistów oraz ich (cid:298)on oscylował, jak powiadał pisarz do Klary, wyra(cid:296)nie zdegustowany tym faktem, znacznie powy(cid:298)ej dopuszczalnej (cid:298)yciowej (cid:286)redniej. On i Meks traktowani byli przez s(cid:266)dziwe grono jak dwoje smarkaczy, którym trzeba pozwolić na wspóln(cid:261) zabaw(cid:266), aby nie zanudzili si(cid:266) na (cid:286)mierć. Nieustannie wi(cid:266)c przebywali razem, prowadz(cid:261)c długie i skomplikowane rozmowy, których Klara wcale nie miała ochoty podsłuchiwać, choć niestety cz(cid:266)sto im towarzyszyła, bo absolutnie nie wiedziała, co ma ze sob(cid:261) zrobić. Objadała si(cid:266) słodyczami, skrycie popijała szampana i tak lekko nieprzytomna z przejedzenia i przepicia snuła si(cid:266) za Alem i Meks po ró(cid:298)nych bankietowych salach. Pławiła si(cid:266) w ponurej nudzie celebry, pomi(cid:266)dzy najsławniejszymi nazwiskami (cid:286)wiata, z przera(cid:298)eniem obserwuj(cid:261)c starcze oblicza ich wła(cid:286)cicieli: załzawione oczy, mlaskaj(cid:261)ce j(cid:266)zyki, (cid:286)lini(cid:261)ce si(cid:266) usta, łysiny, zmarszczki. Po diabła, my(cid:286)lała, te nagrody, skoro s(cid:261) starzy, niedługo umr(cid:261), a zachowuj(cid:261) si(cid:266) tak, jakby wcale o tym nie wiedzieli. Ich oczekiwanie na zaszczyty wydawało si(cid:266) Klarze wyj(cid:261)tkowo nie na miejscu. Przed sob(cid:261) mieli tylko staro(cid:286)ć, kilka, mo(cid:298)e kilkana(cid:286)cie lat do prze(cid:298)ycia, podczas gdy przed ni(cid:261) dopiero otwierało si(cid:266) (cid:298)ycie. Młodo(cid:286)ć to był atut, którym mogła grać, pewna, (cid:298)e nigdy nie przegra nawet z najwi(cid:266)kszym umysłem (cid:286)wiata. Z satysfakcj(cid:261) patrzyła, jak utytułowani starcy pochylali si(cid:266) nad ni(cid:261), gdy tylko wyraziła jak(cid:261)(cid:286) niewa(cid:298)n(cid:261) my(cid:286)l, obserwowała namaszczenie z jakim słuchali jej głupich uwag, połechtani, (cid:298)e okazuje im zainteresowanie. Czuła si(cid:266) niezmiernie atrakcyjna, rozdzielała łaski, ale gdzie(cid:286) w gł(cid:266)bi duszy prze(cid:286)ladowało j(cid:261) uczucie, (cid:298)e została obrana królow(cid:261) na balu truposzy. Odczuwała wi(cid:266)c gł(cid:266)boki smutek na przemian z euforycznymi stanami rado(cid:286)ci i pewno(cid:286)ci siebie. Rozchwiana psychika nastolatki domagała si(cid:266) odpowiedzi na wiele pyta(cid:276), bo niby kiepski pływak rzucony na szerok(cid:261) wod(cid:261) rozpaczliwie poszukiwała jakiej(cid:286) gał(cid:266)zi, której mo(cid:298)na by si(cid:266) uchwycić, aby w ogóle nie pogr(cid:261)(cid:298)yć si(cid:266) w otchłani. Ale oni byli zbyt m(cid:261)drzy, zbyt sławni, zbyt wyj(cid:261)tkowi, my(cid:286)lała, aby chcieli powa(cid:298)nie zastanawiać si(cid:266) nad odpowiedziami na dziecinne pytania, które zaprz(cid:261)tały jej głow(cid:266). Nie podejrzewała, (cid:298)e i oni mogliby si(cid:266) okazać bezradni wobec najprostszych egzystencjalnych problemów, które j(cid:261) nurtowały. Pewnego popołudnia Klara siedziała na wysokim stołku przy barze, czuj(cid:261)c na sobie uwa(cid:298)ne spojrzenie kelnera. Zastanawiała si(cid:266), jak dyskretnie podw(cid:266)dzić nast(cid:266)pny kieliszek szampana. Senior oddalił si(cid:266) na chwil(cid:266), wi(cid:266)c została sama z Meks, która natychmiast wykorzystuj(cid:261)c nadarzaj(cid:261)cy si(cid:266) moment, zapytała: – Masz kochanka? – Dopiero niedawno sko(cid:276)czyłam pi(cid:266)tna(cid:286)cie lat – wyj(cid:261)kała Klara, czuj(cid:261)c, (cid:298)e jej twarz oblewa purpurowy rumieniec. – I co z tego? – czarne (cid:296)renice kobiety rozszerzyły si(cid:266). – Ju(cid:298) mogłaby(cid:286) urodzić pierwsze dziecko. Od jak dawna miesi(cid:261)czkujesz? – A ty masz dzieci? – Klara nie miała zamiaru odpowiadać na ostatnie pytanie Meks, wolała udać, (cid:298)e go nie dosłyszała. – Nie mam, dopiero nad tym pracuj(cid:266). – Jak to? – policzki Klary znów si(cid:266) zarumieniły. Doskonale wiedziała, (cid:298)e Meks jest ju(cid:298) za stara na posiadanie potomstwa. – Zdarzaj(cid:261) si(cid:266) na tym (cid:286)wiecie rzeczy o których si(cid:266) filozofom nie (cid:286)niło – nachyliła si(cid:266) kobieta do dziewczynki, uszczypn(cid:266)ła j(cid:261) w policzek, a z jej (cid:296)renic pociekła smoła. – Nigdy nie my(cid:286)l schematami. Bierz przykład z Aleksandra, on jest w stanie uwierzyć, (cid:298)e wszystko jest mo(cid:298)liwe. Na tym polega geniusz, na w(cid:261)tpieniu, ale i na wierze. Ja jestem taka sama jak Aleksander, tyle, (cid:298)e pracuj(cid:266) w innej dziedzinie. Rozumiesz, mała? – Uwa(cid:298)asz si(cid:266) za geniusza? – zapytała Klara, z trudem zdobywaj(cid:261)c si(cid:266) na ironi(cid:266). – Bez w(cid:261)tpienia – odparła Meks, wydymaj(cid:261)c usta. Podczas głównej ceremonii rozdania nagród Nobla, Klara niebotycznie dumna z seniora, rozszlochała si(cid:266) ze wzruszenia. Potem nast(cid:261)piło kilka bankietów, gdzie wypiła mnóstwo szampana. Gdy ju(cid:298) spakowani, mieli zgodnie z planem wracać do kraju, senior nieoczekiwanie dał si(cid:266) namówić Meks, aby wraz z ni(cid:261) i jej m(cid:266)(cid:298)em wybrać si(cid:266) w dalek(cid:261) i wyj(cid:261)tkow(cid:261) podró(cid:298). Al zawsze lubił ruch, nowe miejsca, niecodzienne sytuacje, wi(cid:266)c był zachwycony perspektyw(cid:261) bliskiej przygody. Klara tak(cid:298)e odniosła si(cid:266) do tej propozycji z entuzjazmem, bo oznaczała ona dodatkowe wakacje, a Klara nie znosiła swojej szkoły. W ten sposób, kalkulowała, uda jej si(cid:266) co najmniej opu(cid:286)cić semestralny sprawdzian z matematyki. Meks, spodziewaj(cid:261)c si(cid:266) widać oporu z jej strony, była tak zachwycona szybk(cid:261) zgod(cid:261) dziewczyny na wspóln(cid:261) wypraw(cid:266), (cid:298)e a(cid:298) j(cid:261) pocałowała. Jednocze(cid:286)nie powiedziała, jak to ona potrafiła, co(cid:286) niesamowitego: – Bez ciebie cała ta podró(cid:298) nie miałaby sensu – tak brzmiały jej słowa. – Tak czy inaczej musiałaby(cid:286) nam towarzyszyć, ale skoro mog(cid:266) si(cid:266) obej(cid:286)ć si(cid:266) bez stosowania (cid:286)rodków przymusu, to tym lepiej. Gdy wypowiadała to zdanie, jej dłonie przed oczami Klary wykonywały dziwaczne gesty, jakby chciała j(cid:261) zaczarować. Podró(cid:298) do miejsca przeznaczenia trwała siedemdziesi(cid:261)t osiem godzin. Przesiadali si(cid:266) z samolotu na samolot, niczym złoczy(cid:276)cy uciekaj(cid:261)cy przed próbuj(cid:261)cymi ich pochwycić stró(cid:298)ami prawa. Jedn(cid:261) noc w oczekiwaniu na czarterowy samolot, l(cid:261)duj(cid:261)cy tu tylko raz w tygodniu, sp(cid:266)dzili na wyspie, według Klary wygl(cid:261)daj(cid:261)cej jak male(cid:276)ka, obca planeta, która przypadkiem spadła na Ziemi(cid:266). Ze skalistego podło(cid:298)a wyrastały drobne szarozielone ro(cid:286)liny, o dziwacznych, niby secesyjnych kształtach. Wielkie kielichy czerwonych kwiatów, których mnóstwo rosło na wyspie, wewn(cid:261)trz były płomienno(cid:298)ółte. W sło(cid:276)cu, podkre(cid:286)laj(cid:261)cym jeszcze ich barw(cid:266), wyspa stawała si(cid:266) niemal słoneczn(cid:261) kopi(cid:261). Zaledwie blask dnia zaczynał przygasać, kwiatowe kielichy błyskawiczne si(cid:266) zamykały, wzbijaj(cid:261)c w zachodz(cid:261)cych promieniach prawdziw(cid:261) łun(cid:266) – wtedy wyspa płon(cid:266)ła niczym wielkie ognisko. Nie było na niej (cid:298)adnych zwierz(cid:261)t, owadów, ani ptaków. Panował wyj(cid:261)tkowo przyjazny mikroklimat: powietrze było krystalicznie, temperatura idealna, a cisza stanowiła subtelne tło dla szumu morza. Noc sp(cid:266)dzili wówczas na pla(cid:298)y, w towarzystwie wysokich, kamiennych postaci, które rozbudziły (cid:298)yw(cid:261) wyobra(cid:296)ni(cid:266) dziewczyny. Miała wra(cid:298)enie, (cid:298)e szare figury, zwrócone twarzami w stron(cid:266) morza, wypatruj(cid:261) jakiego(cid:286) posła(cid:276)ca, który przywróci im (cid:298)ycie. Le(cid:298)(cid:261)c w (cid:286)piworze przygl(cid:261)dała si(cid:266) im, snuj(cid:261)c fantazje o tym, sk(cid:261)d si(cid:266) te pos(cid:261)gi wzi(cid:266)ły, ale wkrótce, bardzo zm(cid:266)czona, zasn(cid:266)ła. Gdy obudziła si(cid:266) na chwil(cid:266), nad pla(cid:298)(cid:261) trwał niebieskawy przed(cid:286)wit. Roz(cid:286)wietlała go wisz(cid:261)ca nisko nad horyzontem olbrzymia gwiazda. Jej białe (cid:286)wiatło było niewiarygodnie intensywne, wydawało si(cid:266), (cid:298)e zieje zimnym, pulsuj(cid:261)cym ogniem. Najdziwniejsze jednak było to, (cid:298)e kamienne figury stoj(cid:261)ce na pla(cid:298)y odbijały ró(cid:298)nymi kolorami t(cid:266)czy ten przecie(cid:298) bezbarwny blask. Mi(cid:266)dzy nimi a niby-gwiazd(cid:261) odbywał si(cid:266) fascynuj(cid:261)cy, ale kompletnie niezrozumiały dla obserwatorów (cid:286)wietlny spektakl. Na chwil(cid:266) oderwała wzrok od kolorowego widowiska, bo Klara instynktownie wyczuła, (cid:298)e nie jest z tym widokiem sam na sam. Towarzyszył jej stary profesor, który nieruchomo stoj(cid:261)c nieopodal (cid:286)piwora, wygl(cid:261)dał niemal jak jedna z postaci wykutych w kamieniu. Po jego twarzy płyn(cid:266)ły łzy. Gdy zauwa(cid:298)ył, (cid:298)e Klara na niego patrzy, nie próbował ukryć, (cid:298)e płacze. Podniósł tylko r(cid:266)k(cid:266) i potoczył ni(cid:261) dookoła, jakby podkre(cid:286)laj(cid:261)c niepoj(cid:266)ty widok, jaki roztaczał si(cid:266) przed ich oczami. Wtedy Klara te(cid:298) si(cid:266) rozpłakała. Nastolatk(cid:266) i noblist(cid:266) poł(cid:261)czyło niewyobra(cid:298)alne poczucie ignorancji i zagubienia. Gdy Klara otarła zapłakane oczy i jeszcze zapragn(cid:266)ła przyjrzeć si(cid:266) widokowi, okazało si(cid:266), (cid:298)e nad pla(cid:298)(cid:261) ju(cid:298) całkiem si(cid:266) rozwidniło. Sło(cid:276)ce, wychylaj(cid:261)ce si(cid:266) zza horyzontu, opromieniało sylwetki figur (cid:298)ółtawoczerwonawym blaskiem, ale w tym widoku nie było ju(cid:298) niczego niezwykłego ani tajemniczego, powtarzał si(cid:266) pewnie na wyspie o wschodzie ka(cid:298)dego dnia. Po dziesi(cid:266)ciu latach, jakie upłyn(cid:266)ły od tamtych krótkich chwil, które tak silnie zapisały si(cid:266) w jej pami(cid:266)ci, nadal szukała w sobie potwierdzenia, (cid:298)e one naprawd(cid:266) si(cid:266) zdarzyły, (cid:298)e była ich naocznym (cid:286)wiadkiem. A mo(cid:298)e, tego nie mogła wykluczyć, (cid:286)niło si(cid:266) jej to wszystko, kiedy (cid:286)wit, wstaj(cid:261)c nad wysp(cid:261), roz(cid:286)wietlił pla(cid:298)(cid:266) jasn(cid:261) po(cid:286)wiat(cid:261), a blask wkradł si(cid:266) pod wpółprzymkni(cid:266)te powieki, gdy spała lekko niby na jawie, kołysana bryz(cid:261) wiej(cid:261)c(cid:261) wprost od morza. ROZDZIAŁ II W trzy miesi(cid:261)ce po dwudziestych pi(cid:261)tych, przez nikogo nie celebrowanych urodzinach Klary, w rezydencji Santorów zaplanowano wyj(cid:261)tkowo uroczyste wydarzenie – (cid:286)lub Kajetana Ocha i jego partnera, Jacka. Jedwabna sukienka, specjalnie na t(cid:266) okazj(cid:266) kupiona przez Klar(cid:266) w eleganckim butiku, układała si(cid:266) na figurze dziewczyny lepiej, ni(cid:298) mogła sobie to wyobrazić. Nie obciskała sylwetki niby przylegaj(cid:261)ca folia, tylko mi(cid:266)kko okrywała ciało, maskowała niedoskonało(cid:286)ci, nie wydobywaj(cid:261)c ich na (cid:286)wiatło dzienne, tak jak si(cid:266) to zdarzało do tej pory, gdy tylko próbowała nało(cid:298)yć bardziej eleganck(cid:261) sukienk(cid:266). Dziewczyna z powodzeniem wykonała swój sze(cid:286)ciotygodniowy plan, schudła cztery i pół kilograma, wi(cid:266)c spotkała j(cid:261) zasłu(cid:298)ona nagroda. Profesjonalny makija(cid:298), jaki Klara po raz pierwszy w (cid:298)yciu pozwoliła sobie zrobić, uwypuklił ładny kształt ust, powi(cid:266)kszył zbyt małe oczy, jednocze(cid:286)nie podkre(cid:286)laj(cid:261)c ich migdałowy kształt, roz(cid:286)wietlił skór(cid:266) na czole i policzkach. Nadal nie była pi(cid:266)kna, ale ju(cid:298) bli(cid:298)sza powszechnie obowi(cid:261)zuj(cid:261)cemu ideałowi urody. Gdyby była wy(cid:298)sza, miała dłu(cid:298)sze nogi, całkiem równe z(cid:266)by i mniej wyrazisty podbródek, mogłaby aspirować do tytułu Miss (cid:285)wiata. Obecny wygl(cid:261)d, my(cid:286)lała samokrytycznie, dawał jej w najlepszym razie szans(cid:266) na wygran(cid:261) w konkursie pa(cid:276) z grupy C (otyło(cid:286)ć, nadci(cid:286)nienie, cellulitis), kobiet z którymi ucz(cid:266)szczała zazwyczaj na basen. Trener pływania proponował wprawdzie Klarze, aby zmieniła grup(cid:266) na młodsz(cid:261), ale odmawiała. Czuła si(cid:266) (cid:286)wietnie w(cid:286)ród kobiet po czterdziestce, dla których wiek stanowił problem, który za cen(cid:266) morderczych ćwicze(cid:276) próbowały zwalczyć. A ona była w(cid:286)ród nich najmłodsza. Poprawiało jej to samopoczucie na tyle, (cid:298)e nie stała przez pół godziny w szatni, aby pokonać l(cid:266)k przed publicznym pokazaniem si(cid:266) w kostiumie k(cid:261)pielowym. Jej ciało, inaczej ni(cid:298) u innych kobiet z grupy C, ci(cid:261)gle jeszcze było j(cid:266)drne i gładkie. Dzi(cid:286) tak(cid:298)e, co przez chwil(cid:266) sprawiło jej pewn(cid:261) satysfakcj(cid:266), nie miała konkurencji. Na tym (cid:286)lubie była jedyn(cid:261) druhn(cid:261). Zamiast podtrzymywać welon, co zazwyczaj było obowi(cid:261)zkiem druhen, miała nie(cid:286)ć tradycyjn(cid:261) (cid:286)lubn(cid:261) wi(cid:261)zank(cid:266) za nietradycyjn(cid:261) par(cid:261) młodych. Przyszli nowo(cid:298)e(cid:276)cy zgodnie bowiem odmówili trzymania jej w dłoniach podczas ceremonii. – Ludzie nie znaj(cid:261)cy si(cid:266) na rzeczy – wyja(cid:286)nił Kajetan Och – mogliby doj(cid:286)ć do wniosku, (cid:298)e jeden z nas, ten z wi(cid:261)zank(cid:261), jest pann(cid:261) młod(cid:261), ergo w naszym zwi(cid:261)zku pełni rol(cid:266) kobiety. Nie mamy zamiaru utrzymywać opinii publicznej w bł(cid:266)dnym, a zarazem krety(cid:276)skim pogl(cid:261)dzie, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:261)c gejami, przestajemy być m(cid:
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wyspa bez dostępu do morza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: