Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00602 013109 21062962 na godz. na dobę w sumie
Źródło Mamerkusa - ebook/pdf
Źródło Mamerkusa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 359
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-362-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Hrabia Alderney, uczestnik pierwszej krucjaty, na starość spisuje dzieje swej pełnej przygód, trzyletniej podróży z Aragonii do Palestyny w końcu XI wieku. Otrzymujemy „Imię róży” i „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” w jednym – wielki fresk powieściowy, przekrój przez dzieje, idee, warstwy społeczne, geografię Śródziemnomorza i języki oraz geniusz i szaleństwo człowieka. Są tu ogromne sceny batalistyczne i cicha intymność, widzimy wielmożów i żebraków, pobożnych pustelników i zbójów (nierzadko w tej samej osobie).
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

LESZEK BIAŁY (cid:295)RÓDŁO MAMERKUSA WYDAWNICTWO NOWY (cid:285)WIAT Warszawa 2009 Pisaniu wielu ksi(cid:261)g nie ma ko(cid:276)ca... (Ksi(cid:266)ga Koheleta 12, 12-13) I Doszedłszy do wieku, w którym – jak mawiał mój Yusuf – zdrowie wystarczy mi za chorob(cid:266), chciałbym utrwalić na pi(cid:286)mie wszystko, co przypadło mi w udziale, zanim moje ciało stanie si(cid:266) pastwiskiem dla robaków, a sprawy, których byłem (cid:286)wiadkiem, pokryje kurz niepami(cid:266)ci lub rdza przeinacze(cid:276). A gdyby mi kto(cid:286) zarzucił, (cid:298)e i ja, chc(cid:261)c ocalić przed (cid:298)arłocznym czasem czyny i słowa ludzi, których dane mi było spotkać, nie zawsze spisuj(cid:266) je do(cid:286)ć dokładnie, odpowiem, (cid:298)e po tylu latach czyni(cid:266) to poniek(cid:261)d z konieczno(cid:286)ci, lecz staram si(cid:266) je odtwarzać najwierniej jak umiem, z nadziej(cid:261), (cid:298)e prawda nie dozna z tego powodu zbyt wielkiego gwałtu. Podobno na staro(cid:286)ć stałem si(cid:266) serdeczny jak Abraham, łagodny jak Moj(cid:298)esz, cierpliwy jak Hiob, pokorny jak Jeremiasz, a przecie(cid:298) ci(cid:261)gle si(cid:266) frasuj(cid:266), czy ujrz(cid:266) tak(cid:298)e to górne Jeruzalem, o którym powiadaj(cid:261), (cid:298)e wznosi si(cid:266) w niebie. Bo choć nigdy nie skłamał Ten, co je obiecał, istnieje wszak nie tylko ono i jego wieczne szcz(cid:266)(cid:286)cie, ale tak(cid:298)e ogie(cid:276) nieugaszony, i robak, który nigdy nie (cid:286)pi, i otchła(cid:276), i ciemno(cid:286)ć, i zgrzytanie z(cid:266)bów, i nie maj(cid:261)ce kresu m(cid:266)czarnie. Dlatego, zadowolony z tego, co mi podarowano, i pogodzony z tym, co mi odj(cid:266)to, (cid:298)ałuj(cid:266) jedynie za moje grzechy i modl(cid:266) si(cid:266) codziennie o to, aby, kiedy ogarn(cid:261) mnie bóle (cid:286)mierci, kiedy moje serce stanie si(cid:266) jak wosk, kiedy moja cera nabierze barwy ołowiu, kiedy moja stygn(cid:261)ca r(cid:266)ka nie b(cid:266)dzie ju(cid:298) w stanie utrzymać ukochanego Krzy(cid:298)a i kiedy wreszcie stan(cid:266) przed moim Panem i zadr(cid:298)(cid:266) na widok Jego majestatu, nie odrzucono mnie sprzed Jego oblicza i pozwolono mi zostać z Nim na zawsze. Oby, zgodnie ze słowami „przeszli(cid:286)my przez ogie(cid:276) i wod(cid:266), ale Ty nam zesłałe(cid:286) wytchnienie”1, tym, którzy przeszli dla Niego przez to pierwsze, nie posk(cid:261)piono równie(cid:298) tego drugiego, i oby nie uznano nas za plewy, które wiatr porywa z ziemi, ani za krople, co wypadły z dzbana. * Nie sposób wymkn(cid:261)ć si(cid:266) z r(cid:266)ki Boga i unikn(cid:261)ć Jego dopustów. Przekonałem si(cid:266) o tym, kiedy po trzech latach wojaczki przyjrzałem si(cid:266) sobie w kawałku zdobycznego lustra i spostrzegłszy, jak bardzo przerzedziły si(cid:266) i posiwiały moje włosy, powzi(cid:261)łem stanowczy zamiar powrotu w rodzinne strony. Wprawdzie powietrze w moim kraju nie było tak (cid:286)wietliste, sło(cid:276)ce nie tak pal(cid:261)ce, wino pijano w nim tylko od (cid:286)wi(cid:266)ta i to jedynie na ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)cym dworze, za(cid:286) noc(cid:261) łatwiej było usłyszeć wilka ni(cid:298) cykad(cid:266), ale, po pierwsze, i tam toczono ci(cid:261)głe wojny, a po drugie – nawet gdyby jakim(cid:286) cudem miało ich kiedy(cid:286) zabrakn(cid:261)ć – miałem w ojczy(cid:296)nie spłacheć ziemi odziedziczonej po przodkach, za(cid:286) ziemia ta, oddana na czas mojej nieobecno(cid:286)ci w zastaw klasztorowi, gdzie przebywała moja siostra, od dawna potrzebowała nie tyle pana, ile dziedzica. Patrz(cid:261)c w lustro, zrozumiałem, (cid:298)e czas ju(cid:298) najwy(cid:298)szy wracać, poszukać w s(cid:261)siedztwie jakiej(cid:286) gospodarnej panny i pomy(cid:286)leć wreszcie o przedłu(cid:298)eniu rodu. Do powrotu zach(cid:266)cała mnie tak(cid:298)e mizeria łupów, które nie były mi całkiem oboj(cid:266)tne. Od trzech lat brałem udział w walkach o Huesk(cid:266), najwi(cid:266)ksze miasto jakie widziałem w (cid:298)yciu. Wraz z innymi wspinałem si(cid:266) i spadałem z jego pot(cid:266)(cid:298)nych murów, odpierałem niezliczone wypady jego obro(cid:276)ców i przez połow(cid:266) tego czasu sztywniałem z zimna, a przez drug(cid:261) sma(cid:298)yłem si(cid:266) (cid:298)ywcem w mojej kolczudze. Byłem dwukrotnie ranny i widziałem (cid:286)mierć wielu dzielnych rycerzy, w tym samego króla Sancha Ramíreza, trafionego przez sarace(cid:276)skiego kusznika w jedyne miejsce nieosłoni(cid:266)te (cid:298)elazem – dokładnie pod pach(cid:266) – kiedy uniósł na chwil(cid:266) r(cid:266)k(cid:266), (cid:298)eby nam pokazać, gdzie powinni(cid:286)my zaatakować. W dodatku, odk(cid:261)d, zgodnie z prawidłami sztuki wojennej spalili(cid:286)my wszystkie pola, wyci(cid:266)li(cid:286)my wszystkie sady i zatruli(cid:286)my wi(cid:266)kszo(cid:286)ć studzien w promieniu jednego dnia konnej jazdy, wielokrotnie cierpiałem głód i pragnienie, a przecie(cid:298) nadal byłem tak samo ubogi jak w dniu, kiedy zachwycony widokiem dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu dziewi(cid:266)ciu wie(cid:298) Hueski postanowiłem przył(cid:261)czyć si(cid:266) do obl(cid:266)(cid:298)enia. Je(cid:286)li nie liczyć paru pier(cid:286)cieni i trzech woreczków srebrnych monet pokrytych niezrozumiałymi zawijasami, po trzech latach zmaga(cid:276) i znojów miałem w sakwach tylko niewielki czarno-czerwony dywanik, złoty rozpylacz do wody ró(cid:298)anej ozdobiony wizerunkami jakich(cid:286) zwierz(cid:261)t przypominaj(cid:261)cych kozy, srebrny talerz w kształcie ryby, rze(cid:296)biony róg do picia z ko(cid:286)ci słoniowej, sztylet nabijany turkusami oraz drobiazg, który podobał mi si(cid:266) najbardziej – zielon(cid:261), niemal przezroczyst(cid:261) szat(cid:266), troch(cid:266) wprawdzie rozdart(cid:261) i poplamion(cid:261) krwi(cid:261), ale za to przetykan(cid:261) złot(cid:261) nici(cid:261) i l(cid:298)ejsz(cid:261) chyba od ptasiego pióra. Zwa(cid:298)ywszy rzecz dokładnie, zapytałem mojego giermka Tito, czy pojedzie ze mn(cid:261). Był to młody miejscowy chłopak, który po ucieczce z niewoli przystał do mnie na słu(cid:298)b(cid:266) za wikt i dziesi(cid:266)ć dirhamów miesi(cid:266)cznie. – A co z przysi(cid:266)g(cid:261), jak(cid:261) zło(cid:298)yli(cid:286)my don Sanchowi, (cid:298)e nie odst(cid:261)pimy od obl(cid:266)(cid:298)enia, póki nie zdob(cid:266)dziemy miasta? – odparł bez entuzjazmu. – Ja jej nie składałem – powiedziałem zgodnie z prawd(cid:261), jako (cid:298)e w dniu zaprzysi(cid:266)(cid:298)enia byłem na pogrzebie przyjaciela w nieodległym Alquézar. – Ja te(cid:298) nie – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) półg(cid:266)bkiem. – Ale i tak wol(cid:266) Saracenów. Wiedziałem, (cid:298)e niewierni porwali cał(cid:261) jego rodzin(cid:266), za co poprzysi(cid:261)gł m(cid:286)cić si(cid:266) do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia, tote(cid:298) nie nalegałem, tylko przycisn(cid:261)łem go mocno do serca, po czym dałem mu na pami(cid:261)tk(cid:266) talerz w kształcie ryby i poleciłem spakować moje rzeczy. Przypuszczałem, (cid:298)e tak(cid:298)e na północy nie brakuje ju(cid:298) (cid:286)wie(cid:298)ej trawy i zamierzałem wyruszyć w drog(cid:266) nast(cid:266)pnego dnia. Najpierw do Composteli, (cid:298)eby poprosić (cid:285)wi(cid:266)tego Jakuba o dobr(cid:261) (cid:298)on(cid:266) i co najmniej jednego udanego syna, a potem, prosto jak strzelił, do domu. Tymczasem znów si(cid:266) okazało, (cid:298)e na tym (cid:286)wiecie nie da si(cid:266) niczego zaplanować. Kiedy pod wieczór, jak co dzie(cid:276), obchodzili(cid:286)my mury z oprawn(cid:261) w srebro skrzyni(cid:261) zawieraj(cid:261)c(cid:261) relikwie (cid:285)wi(cid:266)tego Wiktoriana, spod wie(cid:298)y zwanej Alquibla wypadli znienacka obro(cid:276)cy i zaatakowali nas gwałtownie. W pierwszym starciu stracili(cid:286)my wi(cid:266)cej ludzi ni(cid:298) przy niejednym szturmie i zostali(cid:286)my przyparci do rzeki, tocz(cid:261)cej przez wi(cid:266)kszo(cid:286)ć roku bardzo mało wody, lecz teraz wezbranej po marcowych deszczach. Tam to, poło(cid:298)ywszy trupem dwóch Maurów, zauwa(cid:298)yłem k(cid:261)tem oka, (cid:298)e po(cid:286)rodku nurtu, zanurzony do połowy w wodzie, obija si(cid:266) o kamienie relikwiarz ze szcz(cid:261)tkami (cid:285)wi(cid:266)tego, porzucony w popłochu przez zakonników. I byłby si(cid:266) ów skarb dostał niechybnie w r(cid:266)ce pogan, gdyby nie rycerz zwany El Latino – powszechnie nielubiany w naszym obozie, bo nie uczestnicz(cid:261)cy nigdy w naszych biesiadach i pijatykach przy ognisku – który, stoj(cid:261)c krzepko na wielkim głazie wystaj(cid:261)cym z wody, ci(cid:261)ł w głow(cid:266) ka(cid:298)dego Maura, jaki si(cid:266) do(cid:276) zbli(cid:298)ył. Saraceni szyli do niego z łuków i ciskali we(cid:276) włóczniami, ale on, choć wygl(cid:261)dał ju(cid:298) całkiem jak (cid:285)wi(cid:266)ty Sebastian, wci(cid:261)(cid:298) trwał na skale i bronił im przyst(cid:266)pu do (cid:286)wi(cid:266)tych relikwii. Nie czekaj(cid:261)c, a(cid:298) nadejdzie pomoc z drugiego brzegu, rzuciłem si(cid:266) natychmiast w wod(cid:266) i z okrzykiem: „Panie, wytrwaj jeszcze troch(cid:266)!”, omin(cid:261)łem łukiem atakuj(cid:261)cych, po czym dopłyn(cid:261)łem do starego mruka z boku. Kiedy jednak próbowałem wspi(cid:261)ć si(cid:266) na zajmowany przez niego głaz, El Latino odepchn(cid:261)ł mnie nog(cid:261) i zawołał: – Gdzie mi si(cid:266) tu pl(cid:261)czesz, ciuro?! Ju(cid:298) ci(cid:266) tu nie ma! Poniewa(cid:298) nauczono mnie znosić obelgi, ale nie pozwalać, (cid:298)eby mi kto(cid:286) rozkazywał, nie dałem za wygran(cid:261) i znów zacz(cid:261)łem wdrapywać si(cid:266) na kamie(cid:276). A kiedy El Latino znowu próbował mnie z niego str(cid:261)cić, wczepiłem si(cid:266) w jego łydk(cid:266) i niechc(cid:261)cy poci(cid:261)gn(cid:261)łem go za sob(cid:261) w wod(cid:266), przy okazji ratuj(cid:261)c mu chyba (cid:298)ycie. Saraceni jeszcze raz zasypali nas pociskami, nurt zakr(cid:266)cił nami i pchn(cid:261)ł nas na skał(cid:266), i zaraz potem ujrzałem Raj Ziemski. Miejsce to, poło(cid:298)one daleko na Wschodzie, na wysokiej górze, gdzie nie si(cid:266)gn(cid:266)ły wody Potopu, było rozległ(cid:261) równin(cid:261) opasan(cid:261) murem ze szczerego złota i pier(cid:286)cieniem ognia. Tryskało w nim cudowne (cid:295)ródło daj(cid:261)ce pocz(cid:261)tek czterem rzekom, a zwały si(cid:266) one, jak kto(cid:286) mi zaraz podpowiedział: Piszon, Gichon, Chiddekel i Perat. Ich wody niosły ze sob(cid:261) gał(cid:266)zie drzew oliwnych, cyprysów, imbiru, go(cid:296)dzików, mirtu i aloesu, nar(cid:266)cza ró(cid:298)nobarwnych kwiatów i (cid:298)ywe ptaki w gniazdach – jedne białe jak (cid:286)nieg, inne czerwone jak karbunkuł albo zielone jak trawa, jeszcze inne bł(cid:266)kitne jak niebo – a tak(cid:298)e mnóstwo owoców, które oboj(cid:266)tnie jak przekrojone, zawsze podsuwaj(cid:261) oczom zbawczy znak Krzy(cid:298)a. Powietrze w tym miejscu było niezwykle przejrzyste i panowała tam bardzo przyjemna ciepłota. Poniewa(cid:298) w Raju nie istniały pory roku, nie znano tam tak(cid:298)e (cid:286)niegu, burz, gradu, gwałtownych wichrów, zimowych mrozów, wiosennych roztopów, letnich upałów ani jesiennej słoty. Nie było tam równie(cid:298) w(cid:266)(cid:298)y, szczurów, (cid:298)ab, much, komarów i jadowitych paj(cid:261)ków. Za to wsz(cid:266)dzie widziało si(cid:266) rozmaite drzewa i kwiaty, których nikt nigdy nie siał ani nie sadził. Drzewa rosły przynajmniej tak wysoko jak nasze topole i codziennie rodziły inne owoce o wybornym smaku. Nigdy nie wi(cid:266)dn(cid:261)ce kwiaty zachwycały barwami i upajały sw(cid:261) woni(cid:261), za(cid:286) moje ulubione ró(cid:298)e w ogóle nie miały kolców. Pomi(cid:266)dzy drzewami, na bujnych ł(cid:261)kach, pasły si(cid:266) wolne od strachu jelenie i jednoro(cid:298)ce, podczas gdy ich nowo narodzone potomstwo ssało z ufno(cid:286)ci(cid:261) mleko nied(cid:296)wiedzicy. Pies (cid:298)ył tam w przyja(cid:296)ni z kotem, wilk legał obok ko(cid:296)l(cid:266)cia, za(cid:286) lew piastował w łapach niewinne jagni(cid:261)tko. Jak daleko mogłem si(cid:266)gn(cid:261)ć okiem, (cid:298)yzna ziemia skrzyła si(cid:266) bryłami złota i srebra oraz mnóstwem szlachetnych kamieni – diamentów, szmaragdów, rubinów, jaspisów, agatów, topazów, berylów i ametystów – ale najpi(cid:266)kniejsze było to, (cid:298)e w tym cudownym przybytku nie znano w ogóle (cid:286)mierci, chorób, staro(cid:286)ci, zbrodni, spro(cid:286)no(cid:286)ci, zdrady ani smutku, i (cid:298)e ka(cid:298)dy, kto czego(cid:286) potrzebował, dostawał to zaraz za darmo. Tote(cid:298) wszyscy mieszkaj(cid:261)cy tam (cid:286)wi(cid:266)ci, m(cid:266)czennicy i dusze sprawiedliwe – w(cid:286)ród których, jak zauwa(cid:298)yłem, rej wodzili Adam i Ewa oraz Henoch i Eliasz, a zwłaszcza (cid:285)wi(cid:266)ty Dyzmas, Dobry Łotr, dzi(cid:266)ki któremu, po czterech tysi(cid:261)cach lat zamkni(cid:266)cia na głucho, wrota Raju otworzyły si(cid:266) dla nas ponownie – wygl(cid:261)dali na niezmiernie zadowolonych. W oczekiwaniu na wskrzeszenie ciał i ostateczne wst(cid:261)pienie do Królestwa Niebieskiego jedni modlili si(cid:266), drudzy odpoczywali, inni przechadzali si(cid:266) bez celu, jeszcze inni (cid:286)piewali w chórze albo wiedli skoczne tany na wiecznie zielonej murawie, za(cid:286) słodkie d(cid:296)wi(cid:266)ki towarzysz(cid:261)cej temu muzyki niosły si(cid:266) szeroko po całym Domu (cid:285)wiatło(cid:286)ci. Niestety, ledwie zd(cid:261)(cid:298)yłem uprosić kilkoro z obecnych, (cid:298)eby zechcieli pomodlić si(cid:266) tak(cid:298)e za mnie i za mojego jeszcze nie spłodzonego, ale ju(cid:298) umiłowanego syna, kiedy niespodziewanie przyszło mi wrócić na ziemi(cid:266). Tu okazało si(cid:266), (cid:298)e zostałem uratowany i – w nagrod(cid:266) za m(cid:266)stwo, z jakim stan(cid:261)łem w obronie (cid:285)wi(cid:266)tego Wiktoriana – umieszczono mnie razem z El Latino w tej samej celi pobliskiego opactwa kanoników regularnych w Montearagón, słu(cid:298)(cid:261)cego za lazaret tylko wielkim panom. Kiedy przyszedłem do siebie, stary wojak, podziurawiony jak rzeszoto, le(cid:298)ał wci(cid:261)(cid:298) bez czucia niczym kłoda, za(cid:286) przy mojej pryczy siedział mój giermek Tito. – Chwała Bogu w Trójcy Jedynemu! – wykrzykn(cid:261)ł widz(cid:261)c, (cid:298)e otwieram oczy. – Nareszcie! Jak si(cid:266) czujesz, panie? – Przed chwil(cid:261) czułem si(cid:266) znacznie lepiej – stwierdziłem zgodnie z prawd(cid:261). – Czy to ty mnie wyłowiłe(cid:286)? – Mi(cid:266)dzy innymi – przytakn(cid:261)ł, lecz wydał mi si(cid:266) czego(cid:286) markotny. – Co ci jest? – zapytałem. – Czy(cid:298)by(cid:286) tego (cid:298)ałował? – Bo(cid:298)e uchowaj, tylko kiedy ci(cid:266) ratowali(cid:286)my, kto(cid:286)... ukradł jedn(cid:261) z twoich sakw – poinformował ze wzrokiem wbitym w ziemi(cid:266). – Nie mo(cid:298)e być! – j(cid:266)kn(cid:261)łem. – Któr(cid:261)? – T(cid:266) z rozpylaczem i rogiem – opu(cid:286)cił głow(cid:266) jeszcze ni(cid:298)ej. Poderwałem si(cid:266) z pryczy, ale z bólu zaraz opadłem na ni(cid:261) z powrotem, tote(cid:298) wycedziłem tylko przez z(cid:266)by: – Choć jestem pewny, (cid:298)e człowiek sprawiedliwy posiada skarby całej ziemi, chciałbym wiedzieć, który skurwysyn to zrobił?! – Je(cid:286)li go znajd(cid:266), poder(cid:298)n(cid:266) mu gardło – obiecał ponuro Tito. Kiwn(cid:261)łem głow(cid:261) na znak zgody, po czym zapytałem zrezygnowany: – A co z reszt(cid:261)? Jak (cid:285)wi(cid:266)ty? – Dzi(cid:266)ki Bogu, bezpieczny. A twoje rzeczy oddałem na przechowanie opatowi. – I dobrze(cid:286) uczynił – pochwaliłem go. – Zaopiekuj si(cid:266) jeszcze ko(cid:276)mi, zapłac(cid:266). – Zrobi(cid:266) to za darmo. Byle(cid:286) wyzdrowiał, panie. – Dzi(cid:266)kuj(cid:266). Tylko przep(cid:266)d(cid:296) je czasem po polu, (cid:298)eby mi si(cid:266) nie zapasły jak smoki – poprosiłem go na po(cid:298)egnanie. Poniesiona strata doskwierała mi znacznie bardziej ni(cid:298) rany, jakie mi zadano. Z pocz(cid:261)tku my(cid:286)lałem bowiem, (cid:298)e oprócz złamanej i wło(cid:298)onej w łupki nogi, a tak(cid:298)e paru dziur po strzałach, nic szczególnego mi nie dolega. Dopiero wizyta opata Szymona u(cid:286)wiadomiła mi bole(cid:286)nie, jak wielk(cid:261) marno(cid:286)ci(cid:261) jest srebro i złoto całego (cid:286)wiata! Otó(cid:298) na pytanie, kiedy b(cid:266)d(cid:266) mógł ruszyć w rodzinne strony, gdzie pilno mi si(cid:266) o(cid:298)enić i spłodzić upragnionego dziedzica, ów zacny m(cid:261)(cid:298) odparł dziwnie stropiony i bynajmniej nie od razu: – Nikt nie mo(cid:298)e wej(cid:286)ć do Królestwa Niebieskiego nie wypróbowany. – Co chcesz przez to powiedzieć, ojcze? – zapytałem zdziwiony. – Tylko to, (cid:298)e ciało nale(cid:298)y do (cid:286)wiata, a wszystko, co nale(cid:298)y do (cid:286)wiata, kocha te(cid:298) okazje do grzechu. Dlatego, je(cid:286)li zdarzy si(cid:266) nam ponie(cid:286)ć jaki(cid:286) uszczerbek na ciele, powinni(cid:286)my przyj(cid:261)ć to z rado(cid:286)ci(cid:261) i dzi(cid:266)kować Bogu, (cid:298)e uwolnił nas w ten sposób od niektórych pokus – odpowiedział uprzejmie, ale takim tonem, jakby chciał mnie pocieszyć. – Mów troch(cid:266) ja(cid:286)niej, ojcze – poprosiłem – bo od ran rozum mi si(cid:266) chyba nadwer(cid:266)(cid:298)ył. – Mniejsza o twój rozum, a nawet o nog(cid:266) – tym razem pozwolił sobie na pewn(cid:261) obcesowo(cid:286)ć. – Wygl(cid:261)da bowiem na to, (cid:298)e najwi(cid:266)ksz(cid:261) szkod(cid:266) poniósł od strzały twój członek płodz(cid:261)cy. Odruchowo si(cid:266)gn(cid:261)łem poni(cid:298)ej brzucha, lecz byłem tak szczelnie owini(cid:266)ty płótnem, (cid:298)e nie udało mi si(cid:266) niczego stwierdzić. Widz(cid:261)c mój gest, opat pokr(cid:266)cił głow(cid:261). – Nie, niczego ci nie brakuje. W(cid:261)tpliwe tylko, (cid:298)eby moc wróciła. – Na rany Chrystusa! A moje mał(cid:298)e(cid:276)stwo?! Mój syn?! – zawołałem z przera(cid:298)eniem. – Mał(cid:298)e(cid:276)stwo? – wzruszył ramionami. – Na (cid:286)wi(cid:266)tego Wiktoriana, którego(cid:286) tak dzielnie bronił, có(cid:298) ci po mał(cid:298)e(cid:276)stwie? Czy(cid:298)by(cid:286) nie wiedział, (cid:298)e pod pewnymi wzgl(cid:266)dami nie ró(cid:298)ni si(cid:266) ono niczym od nierz(cid:261)du, a jego główna warto(cid:286)ć polega na tym, (cid:298)e rodz(cid:261) si(cid:266) z niego dziewice? Niechaj si(cid:266) (cid:298)eni(cid:261) ci, którym zale(cid:298)y na nocnych obłapiankach i którym nie przeszkadza popiskiwanie dzieci. Rozumny człowiek w ogóle nie tyka kobiet, za(cid:286) w kwestii potomstwa zawsze pami(cid:266)ta o tym, (cid:298)e nikt bardziej nie paskudzi w domu, ni(cid:298) myszy, goł(cid:266)bie i dzieci. – Nie kpij sobie ze mnie, ojcze! Jak(cid:298)e mam (cid:298)yć bez kobiet?! – chwyciłem si(cid:266) za głow(cid:266). – Jako(cid:286) mo(cid:298)na, wierz mi. Wytłumacz sobie, (cid:298)e kobieta to najniebezpieczniejsza ze wszystkich pułapek, jakie czyhaj(cid:261) na nas na tym (cid:286)wiecie. Prawdziwa furtka do piekła i smok jadowitszy od salamandry. W ko(cid:276)cu, naszego praojca Adama nie namówił do grzechu diabeł, tylko jego własna (cid:298)ona. I dlatego jest bardzo w(cid:261)tpliwe, (cid:298)eby jaka(cid:286) kobieta mogła podobać si(cid:266) Bogu. Widz(cid:261)c, (cid:298)e go wcale nie słucham, przerwał, popatrzył na mnie z politowaniem, a potem, machn(cid:261)wszy r(cid:266)k(cid:261), dodał na odchodnym: – Zreszt(cid:261), wszystko w r(cid:266)ku Boga. Czasem dopuszcza na ludzi cierpienia, aby zacz(cid:266)li Go szukać tym ch(cid:266)tniej i mocniej. Oby tak było i w twoim przypadku. W jak(cid:261)(cid:298) rozpacz wtr(cid:261)ciły mnie jego słowa! Słyszałem wprawdzie nieraz, (cid:298)e człowiek jest traw(cid:261), a wszelka wspaniało(cid:286)ć człowieka jest jak kwiat tej trawy, słyszałem tak(cid:298)e, (cid:298)e wszyscy zestarzejemy si(cid:266) niczym szata, po czym stocz(cid:261) nas mole, a jednak wydało mi si(cid:266) okrutn(cid:261) niesprawiedliwo(cid:286)ci(cid:261), (cid:298)e musiało si(cid:266) to przytrafić akurat mnie, tak szybko, po tylu zasługach i na dodatek w chwili, kiedy postanowiłem wreszcie zadbać o ci(cid:261)gło(cid:286)ć mojego rodu! Jakby tego było mało, ów, z powodu którego zło(cid:298)yłem tak wielk(cid:261) ofiar(cid:266) (nie zapomniałem mu jego zniewagi!), wci(cid:261)(cid:298) le(cid:298)ał nieprzytomny i nawet nie mogłem wyrównać z nim rachunków. Kiedy po kilku dniach zdj(cid:266)to mi cz(cid:266)(cid:286)ć banda(cid:298)y i odzyskałem swobod(cid:266) ruchów, natychmiast poddałem uszkodzone miejsce pieczołowitym ogl(cid:266)dzinom i rozmaitym, wyczerpuj(cid:261)cym próbom. Na pozór wszystko było w porz(cid:261)dku, a jednak na pró(cid:298)no si(cid:266)gałem pami(cid:266)ci(cid:261) do lubych chwil z przeszło(cid:286)ci i daremnie wyobra(cid:298)ałem sobie moj(cid:261) przyszł(cid:261) mał(cid:298)onk(cid:266) pod postaci(cid:261) najurodziwszej z niewiast. Jakby na potwierdzenie słów uczonych w Pi(cid:286)mie, surowo przeciwstawiaj(cid:261)cych skłonno(cid:286)ci ciała d(cid:261)(cid:298)eniom nie(cid:286)miertelnej duszy, to, co jest ciałem o wiele bardziej ni(cid:298) cała jego reszta, niezmiennie ci(cid:261)(cid:298)yło ku ziemi, wskazuj(cid:261)c wymownie na proch, z którego powstało i w który si(cid:266) kiedy(cid:286) obróci. Mimo to nie ustawałem w moich wysiłkach, a(cid:298) którego(cid:286) razu zaskoczyła mnie przy nich klasztorna posługaczka, Saracenka przynosz(cid:261)ca nam posiłki i sprz(cid:261)taj(cid:261)ca nasze pomieszczenie. Nie zd(cid:261)(cid:298)yłem nawet okryć si(cid:266) derk(cid:261), kiedy, przyjrzawszy mi si(cid:266) przez chwil(cid:266) zza czarnej zasłony zakrywaj(cid:261)cej jej twarz, parskn(cid:266)ła (cid:286)miechem, po czym wybiegła z celi jak oparzona. Rozgniewany na siebie i na ni(cid:261), nie potrafiłem powstrzymać si(cid:266) od zło(cid:286)liwo(cid:286)ci, gdy nast(cid:266)pnego dnia zajrzała do nas ponownie. Zwłaszcza, (cid:298)e tym razem długo i gło(cid:286)no pukała, po czym skłoniła mi si(cid:266) w progu z wyra(cid:296)n(cid:261) przesad(cid:261). – Wejd(cid:296) – rzekłem kwa(cid:286)no na jej widok. – Rozumiesz po chrze(cid:286)cija(cid:276)sku? Skin(cid:266)ła potakuj(cid:261)co głow(cid:261). – Jak masz na imi(cid:266)? – Subh. – A zatem powiedz mi, Subh, czy to prawda, (cid:298)e wy, Saracenki, dlatego zasłaniacie sobie twarze, (cid:298)e wszystkie jeste(cid:286)cie nadzwyczaj szkaradne? – Mo(cid:298)liwe, ale z pewno(cid:286)ci(cid:261) nie a(cid:298) tak bardzo, jak wasze kobiety – odparła bez namysłu. – Inaczej wy, chrze(cid:286)cijanie, nie woleliby(cid:286)cie radzić sobie bez nich. Cios był zadany tak celnie, (cid:298)e zawstydzony, postanowiłem si(cid:266) usprawiedliwić. – Wybacz, wła(cid:286)ciwie nie chciałem ci(cid:266) urazić. Zostałem paskudnie zraniony. – Wiem – odpowiedziała. – Ja te(cid:298) nie chciałam ci(cid:266) urazić. Kaleczyła niemiłosiernie wyrazy, ale w jej głosie zabrzmiało co(cid:286) tak mi(cid:266)kkiego, (cid:298)e przyjrzałem si(cid:266) jej uwa(cid:298)nie. Choć z całej jej spowitej w czer(cid:276) postaci widziałem jedynie oczy, nie wiedzieć czemu pomy(cid:286)lałem sobie, (cid:298)e musi być niebrzydka. – Usi(cid:261)d(cid:296) – wskazałem jej miejsce w nogach pryczy. – Sk(cid:261)d si(cid:266) tu wzi(cid:266)ła(cid:286)? Zakłopotana przysiadła na brze(cid:298)ku pryczy. – Dostałam si(cid:266) do niewoli, kiedy uciekłam od m(cid:266)(cid:298)a – wyja(cid:286)niła przeci(cid:261)gaj(cid:261)c poszczególne słowa. – Uciekła(cid:286) od m(cid:266)(cid:298)a? A to dlaczego? – zainteresowałem si(cid:266). – Dlatego, (cid:298)e go zdradziłam, a on si(cid:266) o tym dowiedział – odrzekła hardo, ju(cid:298) bez owego przeci(cid:261)gania chrze(cid:286)cija(cid:276)skich sylab. – Zdradziła(cid:286) m(cid:266)(cid:298)a?! – uniosłem brwi do góry. – Tak, i to z chrze(cid:286)cijaninem jak ty, niech go Allah oszpeci! – To ciekawe – skrzywiłem si(cid:266). – Czy mo(cid:298)esz mi o tym powiedzieć co(cid:286) wi(cid:266)cej? Westchn(cid:266)ła, lecz kiwn(cid:266)ła głow(cid:261) na znak zgody. – Wyszłam za m(cid:261)(cid:298) za rycerza, który przybył do Al-Andalus z Yusfem Ibn Tashfinem i był jego chor(cid:261)(cid:298)ym w bitwie pod Zallaqah. Mojego m(cid:266)(cid:298)a, wci(cid:261)(cid:298) zaj(cid:266)tego wojn(cid:261), prawie nigdy nie było w domu, wi(cid:266)c całymi miesi(cid:261)cami skazana byłam jedynie na towarzystwo innych (cid:298)on, przyjaciółek i słu(cid:298)by. Nale(cid:298)ał do niej tak(cid:298)e pewien chrze(cid:286)cija(cid:276)ski rycerz imieniem Rodrigo, opiekuj(cid:261)cy si(cid:266) w niewoli naszymi sokołami, który zapłon(cid:261)ł do mnie gwałtown(cid:261) i zakazan(cid:261) miło(cid:286)ci(cid:261). Przy rzadkich okazjach, kiedy mógł si(cid:266) do mnie zbli(cid:298)yć, szeptał mi czułe słowa i przysi(cid:266)gał zrobić wszystko w zamian za najdrobniejszy dowód przychylno(cid:286)ci z mojej strony. Kiedy(cid:286) posun(cid:261)ł si(cid:266) nawet do tego, (cid:298)e obiecał mi przej(cid:286)ć na nasz(cid:261) wiar(cid:266), je(cid:286)li oka(cid:298)(cid:266) si(cid:266) dla niego choć troch(cid:266) łaskawsza... – A to łajdak! Dlaczego nie doniosła(cid:286) na niego od razu starszemu nad słu(cid:298)b(cid:261)? – Bo był młody i bardzo przystojny. Jednak szybko przekonałam si(cid:266), (cid:298)e popełniłam bł(cid:261)d. Którego(cid:286) dnia, nie wiem jak, zmylił czujno(cid:286)ć eunuchów strzeg(cid:261)cych naszego haremu i wpadł do mnie z wielkim kuchennym no(cid:298)em. Przystawił go sobie do serca i zawołał: „Subh, moja kochana Subh, je(cid:286)li nie chcesz, (cid:298)ebym z miło(cid:286)ci do ciebie zaraz si(cid:266) przebił, nie b(cid:261)d(cid:296) z kamienia i odsło(cid:276) na chwil(cid:266) twoj(cid:261) twarz!”. Wygl(cid:261)dał tak, jakby do reszty postradał rozum, wi(cid:266)c zrobiło mi si(cid:266) go (cid:298)al. Pomy(cid:286)lałam, (cid:298)e mo(cid:298)e lepiej popełnić grzech, ni(cid:298) pozwolić, (cid:298)eby si(cid:266) zabił z mojego powodu, tote(cid:298), choć z oci(cid:261)ganiem, spełniłam jego pro(cid:286)b(cid:266). – Nie powinna(cid:286) była tego robić – zauwa(cid:298)yłem z przygan(cid:261). – Niechby si(cid:266) bydlak zabił. Co było dalej? – Padł przede mn(cid:261) na kolana i wykrzykn(cid:261)ł: „Pani! Jeste(cid:286) najpi(cid:266)kniejsz(cid:261) kobiet(cid:261), jak(cid:261) widziałem w (cid:298)yciu! Błagam ci(cid:266), nie b(cid:261)d(cid:296) sk(cid:261)pa i odsło(cid:276) co(cid:286) jeszcze!”. Tego było ju(cid:298) za wiele, wi(cid:266)c kazałam mu si(cid:266) wynosić i odwróciłam si(cid:266), (cid:298)eby przej(cid:286)ć do s(cid:261)siedniej sali. A wtedy ten łajdak z piekła rodem podskoczył do mnie i ugryzł mnie z całej siły w po(cid:286)ladek! Miałam na sobie tylko lekk(cid:261) atłasow(cid:261) spódnic(cid:266), tote(cid:298) wbił we mnie wszystkie z(cid:266)by! Nim zd(cid:261)(cid:298)yłam krzykn(cid:261)ć, znikn(cid:261)ł zapominaj(cid:261)c o no(cid:298)u. Tak(cid:298)e i tym razem nie wydałam go w r(cid:266)ce kata, lecz los mnie za to pokarał, bo w dwa dni pó(cid:296)niej mój m(cid:261)(cid:298) powrócił ze zwyci(cid:266)skiej wyprawy przeciwko Umarowi Al-Aftasowi, władcy Badajoz. Miałam nadziej(cid:266), (cid:298)e wieczorem wezwie do siebie jak(cid:261)(cid:286) inn(cid:261) (cid:298)on(cid:266), ale on, na moje nieszcz(cid:266)(cid:286)cie, wła(cid:286)nie mnie kochał najbardziej... – Po tym co usłyszałem, wcale mu si(cid:266) nie dziwi(cid:266). – Dzi(cid:266)kuj(cid:266), panie. Długo okrywał mnie pieszczotami i pocałunkami, a(cid:298) wreszcie nast(cid:261)piło to, co musiało nast(cid:261)pić. Jego r(cid:266)ce nagle znieruchomiały, a on, wpatruj(cid:261)c si(cid:266) w moje po(cid:286)ladki, krzykn(cid:261)ł przera(cid:296)liwie: „Na Allaha! Widz(cid:266) dwie głowy dojrzałe do (cid:286)ci(cid:266)cia!”. Na nic zdały si(cid:266) moje tłumaczenia i błagania, na nic moje płacze i przysi(cid:266)gi! Surowy i podejrzliwy jak wszyscy Lemtunowie, dopatrzył si(cid:266) zdrady i jeszcze tej samej nocy kazał (cid:286)ci(cid:261)ć Rodriga. – Słusznie, te(cid:298) bym tak zrobił. A co z tob(cid:261), pani? – Ze mn(cid:261)? Zamkn(cid:261)ł mnie w moim pokoju, odkładaj(cid:261)c decyzj(cid:266) do rana. Ja za(cid:286) wolałam na ni(cid:261) nie czekać i skoczyłam z balkonu, po czym wydostałam si(cid:266) z naszej posiadło(cid:286)ci przez słabo strze(cid:298)ony ogród. Przy skoku skr(cid:266)ciłam nog(cid:266), lecz tym razem miałam troch(cid:266) szcz(cid:266)(cid:286)cia, bo tu(cid:298) za naszym maj(cid:261)tkiem wpadłam w r(cid:266)ce rabusiów, którzy sprzedali mnie do tego klasztoru – wyja(cid:286)niła ze smutkiem. Po tych słowach chwyciłem j(cid:261) za r(cid:266)ce i powiedziałem z przej(cid:266)ciem: – Pani, od pierwszej chwili, kiedy ci(cid:266) ujrzałem, byłem pewny, (cid:298)e musisz być niezwykle pi(cid:266)kna! Teraz widz(cid:266), (cid:298)e nie brak ci tak(cid:298)e rozumu. Wielka szkoda, (cid:298)e po tak przykrej przygodzie zapewne nie zechcesz pokazać mi swojej twarzy, pierwszej przyczyny twojego nieszcz(cid:266)(cid:286)cia! – Twarzy?! O nie, przenigdy! – cofn(cid:266)ła r(cid:266)ce z przera(cid:298)eniem, lecz zaraz dodała pojednawczo: – Ale je(cid:286)li ci na tym zale(cid:298)y, mog(cid:266) ci pokazać jego przyczyn(cid:266) drug(cid:261). Po czym, nie czekaj(cid:261)c na moj(cid:261) decyzj(cid:266), wstała, odwróciła si(cid:266) i uniosła powoli swoj(cid:261) czarn(cid:261) spódnic(cid:266). Prawd(cid:266) rzekłszy, poczułem si(cid:266) rozczarowany. Miała w(cid:261)sk(cid:261) kibić i niezbyt wysklepione po(cid:286)ladki, przypominaj(cid:261)ce kształtem odwrócony owoc figowca, mnie za(cid:286) zawsze podobały si(cid:266) najbardziej nasze kobiety o du(cid:298)o ja(cid:286)niejszej cerze i znacznie obfitszych kształtach. Mimo to, widz(cid:261)c, (cid:298)e ju(cid:298) zamierza si(cid:266) zasłonić, gwałtownie przeciw temu zaprotestowałem. – Chwileczk(cid:266)! A gdzie jest rana, któr(cid:261) zadał ci Rodrigo? – Ju(cid:298) si(cid:266) zabli(cid:296)niła. Tylko tutaj – dotkn(cid:266)ła palcem prawego po(cid:286)ladka – pozostał jeszcze niewielki (cid:286)lad. – Musisz si(cid:266) bardziej zbli(cid:298)yć, bo tak nic nie widz(cid:266) – poprosiłem. Wtedy podeszła do mojej pryczy, poło(cid:298)yła si(cid:266) i nieco uniosła biodra. Z bliska wydała mi si(cid:266) o wiele ładniejsza. Przyjrzałem si(cid:266) z uwag(cid:261) wskazanemu miejscu, lecz nie dostrzegłem w nim nic oprócz zwykłego pieprzyka. Pogładziłem zatem tym czulej jego okolice i rzekłem: – Zaiste, pi(cid:266)knie si(cid:266) wygoiło. Byłbym zreszt(cid:261) niepocieszony, gdyby było inaczej. A potem obróciłem j(cid:261) delikatnie na bok i odchyliłem jej udo. Domek Wenus, tak jak lubiłem, miała całkiem wygolony. Widok obłej szczeliny, z lekka ju(cid:298) rozchylonej i zaró(cid:298)owionej, poruszył jak zawsze moje serce, ale inaczej ni(cid:298) zwykle – nic wi(cid:266)cej. Długo wodziłem palcem wzdłu(cid:298) jej brzegów, raz po raz zanurzałem go w niej, to gł(cid:266)biej, to płyciej, a(cid:298) w ko(cid:276)cu, kiedy Subh, przysun(cid:261)wszy si(cid:266) do mnie jeszcze bli(cid:298)ej, własnor(cid:266)cznie poszerzyła j(cid:261) i zaokr(cid:261)gliła, ucałowałem to miejsce ze szczer(cid:261) ochot(cid:261). Nie maj(cid:261)c wcze(cid:286)niej do czynienia z Saracenkami, nie przypuszczałem nawet, (cid:298)e kobieta mo(cid:298)e tak pi(cid:266)knie pachnieć, tote(cid:298) w (cid:286)lad za pierwszym pocałunkiem zło(cid:298)yłem w tym miejscu drugi, trzeci i kolejne, a mimo to moje serce, choć przepojone wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261), pozostawało nadal straszliwie samotne. Subh musiała to wyczuć, bo nagle szepn(cid:266)ła: – Pozwól, (cid:298)e ci pomog(cid:266) – po czym, odsun(cid:261)wszy derk(cid:266), któr(cid:261) byłem nakryty, przesłoniła siebie i moje l(cid:266)d(cid:296)wia swym czarnym hid(cid:298)abem. W pierwszej chwili, kiedy poczułem si(cid:266) w jej ustach, przepełniła mnie nie tylko nieznana mi dot(cid:261)d błogo(cid:286)ć, ale – co wa(cid:298)niejsze – tak(cid:298)e uzasadniona, jak mi si(cid:266) zdawało, nadzieja. W drugiej zrozumiałem, (cid:298)e nadzieja ta była płonna, za(cid:286) trzeciej w ogóle nie było, poniewa(cid:298) za naszymi plecami rozległ si(cid:266) chrapliwy głos: – Gdziekolwiek jestem, w niebie czy w piekle, dajcie mi wody! Subh skoczyła jak oparzona, i to tak nieszcz(cid:266)(cid:286)liwie, (cid:298)e nast(cid:261)piła przy tym na moj(cid:261) złaman(cid:261) nog(cid:266), a nast(cid:266)pnie znikła, jakby si(cid:266) rozpłyn(cid:266)ła w powietrzu! Mdlej(cid:261)c z bólu, odwróciłem si(cid:266) w stron(cid:266) pryczy zajmowanej przez El Latino, który wsparty na łokciu, musiał obserwować nas ju(cid:298) od dłu(cid:298)szego czasu, i wycedziłem przez z(cid:266)by: – Panie, masz paskudny zwyczaj mieszania mi szyków w najmniej stosownej chwili! Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e wystarczy ci równie(cid:298) odwagi, by za to zapłacić. – Pó(cid:296)niej – burkn(cid:261)ł w odpowiedzi. – Teraz chc(cid:266) tylko wody. Chc(cid:261)c nie chc(cid:261)c poku(cid:286)tykałem do niego z dzbankiem, a on pił i pił wielkimi haustami, po czym obtarł z zadowoleniem spieczone usta i natychmiast zapadł ponownie w sen. Nie obudził si(cid:266) z niego przez kilka nast(cid:266)pnych dni, podczas których Subh nie pojawiła si(cid:266) ani razu. Badaj(cid:261)cy go medyk kr(cid:266)cił z niedowierzaniem głow(cid:261), kln(cid:261)c si(cid:266) na wszystkie (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ci, (cid:298)e jeszcze nigdy nie widział, (cid:298)eby kto(cid:286), kto według całej jego wiedzy, powinien był ju(cid:298) dawno umrzeć, miał si(cid:266) z dnia na dzie(cid:276) coraz lepiej, i to na dobitk(cid:266) bez jedzenia, picia i przyjmowania jakichkolwiek medykamentów! Ja równie(cid:298) cieszyłem si(cid:266) z powrotu do zdrowia El Latino, poniewa(cid:298) przysi(cid:266)głem mu zemst(cid:266), a przecie(cid:298) nie mogłem bić si(cid:266) z nieboszczykiem. Dlatego, kiedy znów si(cid:266) obudził, jeszcze zdrowszy i bardziej rze(cid:286)ki, i za(cid:298)(cid:261)dał wielkim głosem wieczerzy, odczekałem, a(cid:298) nasyci głód, po czym zwróciłem si(cid:266) do niego najuprzejmiej, jak umiałem: – Ciesz(cid:266) si(cid:266), panie, (cid:298)e masz si(cid:266) ju(cid:298) całkiem dobrze, i (cid:298)e wedle wszelkich znaków na niebie i na ziemi, opu(cid:286)cisz ten lazaret szybciej ode mnie. (cid:297)ycz(cid:266) ci z całego serca, aby(cid:286) doszedł do pełni sił jak najszybciej, bo kiedy zro(cid:286)nie si(cid:266) moja noga, chciałbym stan(cid:261)ć z tob(cid:261) do walki, pieszej albo konnej, na t(cid:266)pe b(cid:261)d(cid:296) na ostre, na (cid:286)mierć lub na (cid:298)ycie, jak ci tam b(cid:266)dzie wygodniej. El Latino spojrzał na mnie uwa(cid:298)nie i stwierdził z uznaniem: – Ale(cid:298) jeste(cid:286) zawzi(cid:266)ty, chłopcze! Bardzo to lubi(cid:266), lecz niestety musz(cid:266) ci odmówić. Wtedy, wrz(cid:261)c z oburzenia, zawołałem: – Nie nazywaj mnie chłopcem, tchórzu! – A ty mnie tchórzem, chłopcze – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266). – Dla mnie jeste(cid:286) i pozostaniesz chłopcem, czy to ci si(cid:266) podoba, czy nie. Jednak walczyć z tob(cid:261) nie zamierzam. Po pierwsze dlatego, (cid:298)e chciałe(cid:286) mi pomóc, a po drugie, bo nie masz ze mn(cid:261) (cid:298)adnych szans. – To si(cid:266) jeszcze oka(cid:298)e! – rzuciłem wyzywaj(cid:261)co. – Nic si(cid:266) nie oka(cid:298)e. Uprawiam to rzemiosło troch(cid:266) dłu(cid:298)ej od ciebie. Wiesz, co ci powiem, chłopcze? Zamiast my(cid:286)leć o zem(cid:286)cie, zdob(cid:261)d(cid:296) lepiej od braciszków dzban dobrego wina. Napijemy si(cid:266) na zgod(cid:266), a potem opowiem ci co(cid:286), co opowiadam tylko takim jak ty, to znaczy takim, którym wydaje si(cid:266), (cid:298)e uratowali mi (cid:298)ycie. Ostatnim, pod Toledo, był niejaki Herluin, je(cid:286)li dobrze pami(cid:266)tam. Stwierdzeniem, (cid:298)e tylko mi si(cid:266) wydaje, jakobym uratował mu (cid:298)ycie, zaciekawił mnie na tyle, (cid:298)e odło(cid:298)yłem gniew na pó(cid:296)niej i zdobyłem rzeczony dzban wina. El Latino najpierw ulał z niego kilka kropel na ziemi(cid:266), potem wychylił duszkiem dobre pół kwarty za nasze zdrowie, a wreszcie przekazał go w moje r(cid:266)ce i rozparty wygodnie na swojej pryczy, rzekł: – Nazywam si(cid:266) Mamerkus Camillinus i pochodz(cid:266) z plebejskiego, acz starego i szacownego rodu. Urodziłem si(cid:266) w roku 761 od zało(cid:298)enia Miasta, to znaczy ósmym od przyj(cid:286)cia na (cid:286)wiat naszego Pana Jezusa Chrystusa. – Kpisz czy o drog(cid:266) pytasz? – przerwałem mu drwi(cid:261)cym tonem i sam poci(cid:261)gn(cid:261)łem z dzbana solidny łyk. – Musiałby(cid:286) mieć dzisiaj tysi(cid:261)c lat z okładem. – Prawie tysi(cid:261)c dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t. I co z tego? Nie czy(cid:276)my słonia z muchy. Czy(cid:298)by(cid:286) nie wiedział, (cid:298)e Noe (cid:298)ył dziewi(cid:266)ćset pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t lat, a Matuzalem jeszcze wi(cid:266)cej, bo dziewi(cid:266)ćset sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t dziewi(cid:266)ć? A mo(cid:298)e w to nie wierzysz? – spojrzał na mnie badawczo. – Jako ochrzczony mam obowi(cid:261)zek czynić to wszystko i w to wszystko wierzyć, co czyni i czego naucza (cid:285)wi(cid:266)ta Matka Nasza, Ko(cid:286)ciół Rzymski – odparłem uroczy(cid:286)cie. – Wi(cid:266)c i z tym nie powiniene(cid:286) mieć trudno(cid:286)ci – skwitował lekcewa(cid:298)(cid:261)co. – Lepiej mi nie przerywaj albo nigdy nie sko(cid:276)czymy. – W porz(cid:261)dku, spróbuj(cid:266) trzymać j(cid:266)zyk za z(cid:266)bami – obiecałem. – A zatem, chłopcze, jak ju(cid:298) powiedziałem, urodziłem si(cid:266) w roku 761 ab Urbe condita, czyli ósmym od narodzin naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dziesi(cid:266)ć miesi(cid:266)cy wcze(cid:286)niej ojciec mój Rufus, po pi(cid:266)tnastu latach nienagannej słu(cid:298)by, uzyskał urlop na załatwienie spraw spadkowych w rodzinnym Lavinium, gdzie trafił akurat na (cid:286)wi(cid:266)to Libera. – A co to za jeden? – Bóg płodno(cid:286)ci i kiełkowania. Corocznie podczas jego (cid:286)wi(cid:261)t obwo(cid:298)ono po całej okolicy wielki członek m(cid:266)ski wykonany z drewna, aby w ko(cid:276)cu zło(cid:298)yć go z nale(cid:298)n(cid:261) czci(cid:261) na forum mojego ojczystego miasta, zało(cid:298)onego, jak wiadomo, przez samego Eneasza. W najwa(cid:298)niejszym dniu obrz(cid:266)dów, kiedy to dla zapewnienia polom urodzaju, najszacowniejsza z miejscowych matron musiała przystroić ów członek kwietnym wiankiem, mój ojciec zwrócił uwag(cid:266) na pewn(cid:261) dziewczyn(cid:266) - moj(cid:261) przyszł(cid:261) matk(cid:266) - która, jako jedyna spo(cid:286)ród zebranych, w trakcie tej ceremonii zasłaniała sobie twarz welonem. Od razu si(cid:266) w niej zakochał, jeszcze szybciej o(cid:298)enił i zanim nadszedł termin powrotu pod sztandary, spłodził z ni(cid:261) czym pr(cid:266)dzej wymarzonego od dawna syna. – Nawet nie wiesz, jak mu zazdroszcz(cid:266)! – westchn(cid:261)łem z kolejnym łykiem wina. – Nie ma czego, chłopcze, nie ma czego – zauwa(cid:298)ył ze smutkiem El Latino, a potem ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej: – Mo(cid:298)e kierowały nim złe przeczucia, mo(cid:298)e dostrzegł złowró(cid:298)bne znaki w locie czy wn(cid:266)trzno(cid:286)ciach ptaków, do(cid:286)ć jak ci powiem, (cid:298)e w rok pó(cid:296)niej zgin(cid:261)ł wraz z całym XIX legionem z r(cid:266)ki Cherusków dowodzonych przez zdrajc(cid:266) Arminiusza. Jak opowiadał mojej matce pewien weteran, który dotarł pó(cid:296)niej na miejsce bitwy z Germanikiem, barbarzy(cid:276)cy zło(cid:298)yli na le(cid:286)nych ołtarzach, w ofierze swoim bo(cid:298)kom, wszystkich uj(cid:266)tych (cid:298)ywcem trybunów i setników, a ich czaszki poprzybijali do drzew ćwiekami ku naszej przestrodze. Czy taki wła(cid:286)nie koniec spotkał mojego ojca, który na par(cid:266) miesi(cid:266)cy przed t(cid:261) kl(cid:266)sk(cid:261) miał pecha dosłu(cid:298)yć si(cid:266) godno(cid:286)ci starszego centuriona drugiej kohorty, czy te(cid:298) fortuna okazała si(cid:266) dla niego łaskawsza i zgin(cid:261)ł z broni(cid:261) w r(cid:266)ku, tego nie dowiedzieli(cid:286)my si(cid:266) nigdy. – Jaki Arminiusz? Jaki Germanik? – zapytałem, ale spostrzegłszy, (cid:298)e El Latino rozkłada r(cid:266)ce i wznosi wzrok ku niebu, jakby oczekiwał stamt(cid:261)d wsparcia i pomocy, odwołałem natychmiast moje pytania i pozwoliłem, (cid:298)eby mówił dalej. – Ów weteran, nasz s(cid:261)siad, wr(cid:266)czył mojej matce zawini(cid:261)tko przywiezione z Germanii. Była to ludzka czaszka z widniej(cid:261)c(cid:261) po(cid:286)rodku czoła dziur(cid:261) po barbarzy(cid:276)skim bretnalu, okutana w kawałek zbutwiałego (cid:298)ołnierskiego płaszcza i objedzona do ostatniego włókienka ciała przez germa(cid:276)skie mrówki. Matka wyprawiła jej uroczysty pogrzeb i odt(cid:261)d, choć nie było (cid:298)adnych rozs(cid:261)dnych podstaw aby wierzyć, (cid:298)e to wła(cid:286)nie mój ojciec powrócił w ten sposób na łono rodziny, składała na t(cid:266) czaszk(cid:266) najpowa(cid:298)niejsze, przepisane zwyczajem przysi(cid:266)gi. W rodzinie mojego ojca wszyscy zdrowi na ciele i umy(cid:286)le m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni od pokole(cid:276) słu(cid:298)yli w wojsku. (cid:297)al po stracie (cid:286)wie(cid:298)o po(cid:286)lubionego mał(cid:298)onka, jak te(cid:298) wynikaj(cid:261)ce st(cid:261)d tym wi(cid:266)ksze przywi(cid:261)zanie do mnie sprawiły, (cid:298)e moja matka powzi(cid:266)ła stanowcz(cid:261) decyzj(cid:266) zerwania z t(cid:261) tradycj(cid:261). Z tego powodu w dzieci(cid:276)stwie i młodo(cid:286)ci, inaczej ni(cid:298) wszyscy moi przodkowie, a tak(cid:298)e rówie(cid:286)ni mi kuzyni i przyjaciele, nie wprawiałem si(cid:266) w zapasach, szermierce czy w walce na pi(cid:266)(cid:286)ci, nie brałem te(cid:298) udziału w zawodach strzeleckich ani nie nauczyłem si(cid:266) dobrze je(cid:296)dzić konno, a o powo(cid:298)eniu rydwanem nie (cid:286)miałem w domu nawet pisn(cid:261)ć. Matka zabraniała mi równie(cid:298) bawić si(cid:266) w podbijanie prowincji czy w walki gladiatorów i patrzyła krzywym okiem nawet na najzwyklejsze wyprawy do palestry lub cyrku. Za to za pieni(cid:261)dze dziadka Senniusza, swego ojca, sprawiła mi preceptora Greka, który uczył mnie retoryki i literatury w obu j(cid:266)zykach, jak równie(cid:298) opłacała mi lekcje filozofii i prawa. Marzyła, biedaczka, (cid:298)e zostan(cid:266) wzi(cid:266)tym retorem albo adwokatem... Ale, ale, czy aby rozumiesz takie słowa, jak „gladiator”, „palestra”, „preceptor”, „adwokat”, a zwłaszcza „filozofia”? – Oczywi(cid:286)cie – skłamałem bez mrugni(cid:266)cia okiem. – Mów dalej, Mamerkusie. – To dobrze. Tak wi(cid:266)c, kiedy raz dałem sobie wytłumaczyć, (cid:298)e laury zdobyte na niwie poezji b(cid:261)d(cid:296) prawa przynosz(cid:261) obywatelowi nie mniejszy zaszczyt ni(cid:298) krew przelana w słu(cid:298)bie ojczyzny, uprawiałem gorliwie poletko Apollina, ćwiczyłem si(cid:266) w sztuce krasomówczej i bez szczególnego obrzydzenia wertowałem kodeksy praw. Przyszło(cid:286)ć zapowiadała si(cid:266) całkiem nie(cid:296)le. Ju(cid:298) w chwili przywdziania togi m(cid:266)skiej mogłem poszczycić si(cid:266) wydaniem zbiorku okoliczno(cid:286)ciowych epigramów, obdarzonych (cid:298)yczliw(cid:261) uwag(cid:261) kilku znajomych literatów, a tak(cid:298)e daleko posuni(cid:266)t(cid:261) prac(cid:261) nad komentarzem do ustaw Oppijskich. Przeniosłem si(cid:266) do Rzymu, gdzie za pieni(cid:261)dze dziadka Senniusza wynaj(cid:261)łem mieszkanie na Eskwilinie, tu(cid:298) przy bramie Prenesty(cid:276)skiej. Wkrótce potem sprzedałem te(cid:298) pewnemu senatorowi, za pi(cid:266)ćset sestercji, mow(cid:266) przeciwko zbytkowi, któr(cid:261) ów wygłosił pó(cid:296)niej z wielkim powodzeniem w senacie. Po tych sukcesach nabrałem przekonania, (cid:298)e z czasem dorównam jako orator wzi(cid:266)temu krasomówcy Kwintusowi Hateriuszowi, za(cid:286) pod wzgl(cid:266)dem znajomo(cid:286)ci prawa samemu Kapitonowi Atejuszowi, za(cid:298)ywaj(cid:261)cemu podówczas sławy najt(cid:266)(cid:298)szego z jurystów. Przez nast(cid:266)pne lata oddawałem si(cid:266) studiom i pracy ze zdwojonym zapałem. Nie trwoniłem czasu na bezczynno(cid:286)ć ani nie przedkładałem nigdy przyjemno(cid:286)ci nad po(cid:298)ytek. Rychło uko(cid:276)czyłem i ogłosiłem komentarz do ustaw Oppijskich, zyskałem tak(cid:298)e kolejnych klientów na układane przez siebie oracje. Zacz(cid:261)łem równie(cid:298) wyst(cid:266)pować w s(cid:261)dzie i (cid:298)eby poprawić dykcj(cid:266), wzorem Demostenesa godzinami ćwiczyłem moje mowy z kamieniami w ustach. Zaniedbałem jedynie poezj(cid:266), poniewa(cid:298) w natłoku codziennych zaj(cid:266)ć nie byłem w stanie po(cid:286)wi(cid:266)cić Muzom tyle czasu i uwagi, ile powinien im oddać ka(cid:298)dy, kto chce liczyć w zamian na ich łaskawo(cid:286)ć. Brak czasu nie pozwolił mi tak(cid:298)e zało(cid:298)yć rodziny. Odkładałem t(cid:266) rzecz na pó(cid:296)niej, na por(cid:266), gdy zdob(cid:266)d(cid:266) odpowiedni(cid:261) pozycj(cid:266) w (cid:286)wiatku licz(cid:261)cych si(cid:266) retorów. Tymczasem, przyci(cid:286)ni(cid:266)ty potrzeb(cid:261), zadowalałem si(cid:266) zwykł(cid:261) rozpust(cid:261), chocia(cid:298) – mówi(cid:266) to po to, (cid:298)eby ci(cid:266) uspokoić, skoro ju(cid:298) musimy le(cid:298)eć w tej samej celi – do dzi(cid:286) poczytuj(cid:266) sobie za chwał(cid:266), (cid:298)e, być mo(cid:298)e z wrodzonego umiaru, nigdy nie zasmakowałem w grzechach przeciwnych naturze. – Tego by jeszcze brakowało! – prze(cid:298)egnałem si(cid:266) na wszelki wypadek. – Ta sama stateczno(cid:286)ć, która kazała mi odnosić si(cid:266) wstrzemi(cid:266)(cid:296)liwie do porywów ciała, sprawiała równie(cid:298), (cid:298)e nie interesowałem si(cid:266) zbytnio polityk(cid:261). Rzecz jasna, wiedziałem jak wszyscy o zbrodniach Sejana, słyszałem jak wszyscy o okrucie(cid:276)stwach i łajdactwach cezara, jakich dopuszczał si(cid:266) w swej samotni na dzikiej Kaprei, jak prawie wszyscy opłakiwałem los Germanika i jego rodziny, ale nade wszystko – te(cid:298) jak niemal wszyscy - bałem si(cid:266) wszechobecnych donosicieli, którzy sztuk(cid:266) przywodzenia innych do zguby wznie(cid:286)li w owe lata na istne wy(cid:298)yny. Tote(cid:298) cz(cid:266)sto powiadałem sobie: Po có(cid:298) wspominać ohydne morderstwa, zbrodnie tyrana? Niechaj bogowie mu za nie zapłac(cid:261) i jego rodowi!2 A zreszt(cid:261), doktryna moich mistrzów nauczyła mnie, (cid:298)e w teatrze (cid:286)wiata ka(cid:298)dy ma do odegrania swoj(cid:261) własn(cid:261) rol(cid:266), i jedyne co naprawd(cid:266) mo(cid:298)e, to zagrać j(cid:261) jak najlepiej, nie ogl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) zbytnio na cał(cid:261) reszt(cid:266), na któr(cid:261) najcz(cid:266)(cid:286)ciej i tak nie ma (cid:298)adnego wpływu. Dlatego, kiedy rozeszła si(cid:266) pogłoska, (cid:298)e Tyberiusz nie (cid:298)yje, zakłuty mieczami, otruty czy te(cid:298) zaduszony poduszkami na swojej Kaprei, z pocz(cid:261)tku w to nie wierzyłem, wietrz(cid:261)c w tym jaki(cid:286) nowy podst(cid:266)p nikczemnego starca, pó(cid:296)niej za(cid:286), gdy rzecz si(cid:266) potwierdziła, starałem si(cid:266) nie okazywać zbyt jawnie rozpieraj(cid:261)cej mnie rado(cid:286)ci. Lud tymczasem tak bardzo si(cid:266) ucieszył z jego (cid:286)mierci, (cid:298)e biegał jak szalony po całym Rzymie, wznosz(cid:261)c nieprawomy(cid:286)lne okrzyki i gło(cid:286)no wiwatuj(cid:261)c. Jedni wołali: „Tyberiusz do Tybru!”, drudzy wzywali senat, by przekl(cid:261)ł jego pami(cid:266)ć albo błagali Jowisza, by str(cid:261)cił go do najni(cid:298)szej cz(cid:266)(cid:286)ci Tartaru, jeszcze inni grozili trupowi Skał(cid:261) Tarpejsk(cid:261) b(cid:261)d(cid:296) Schodami Gemo(cid:276)skimi. Szczególne wzburzenie obywateli wywołało stracenie z wyroku cezara – ju(cid:298) po oficjalnym ogłoszeniu jego (cid:286)mierci – kilku wi(cid:266)(cid:296)niów. To po(cid:286)miertne okrucie(cid:276)stwo tyrana rozsierdziło tak(cid:298)e mnie i to wła(cid:286)nie ono wytr(cid:261)ciło mnie ostatecznie z kolein pow(cid:286)ci(cid:261)gliwo(cid:286)ci przystoj(cid:261)cej filozofowi, za jakiego si(cid:266) wówczas uwa(cid:298)ałem. Jakby co(cid:286) we mnie p(cid:266)kło, jakby została przerwana we mnie jaka(cid:286) wewn(cid:266)trzna tama, szalałem ze szcz(cid:266)(cid:286)cia wraz z całym ludem, kiedy ogłoszono władc(cid:261) młodego Gajusza. Trzeba ci bowiem wiedzieć, (cid:298)e obj(cid:266)cie tronu przez tego młodzie(cid:276)ca spełniło najgor(cid:266)tsze pragnienie wi(cid:266)kszo(cid:286)ci moich rodaków, szczególnie za(cid:286) (cid:298)ołnierzy, znaj(cid:261)cych go jeszcze z czasów, gdy w (cid:298)arcie obozowym zyskał przydomek Kaliguli – co w moim ojczystym j(cid:266)zyku znaczy „Bucik” – poniewa(cid:298) wychowywany od najmłodszych lat po(cid:286)ród wojska nosił jako pachol(cid:266) podkute sandały zwykłego legionisty. Kochano go równie(cid:298) dla jego ojca Germanika i całego (cid:286)wietnego, a prawie ju(cid:298) wygasłego rodu, z którego si(cid:266) wywodził. Wi(cid:266)c kiedy kroczył z Kampanii za zwłokami Tyberiusza, wsz(cid:266)dzie honorowano go ołtarzami i łukami tryumfalnymi, wsz(cid:266)dzie obsypywano go kwieciem, wsz(cid:266)dzie wieszano girlandy i festony, wsz(cid:266)dzie składano mu ofiary, wsz(cid:266)dzie palono na jego cze(cid:286)ć pochodnie i urz(cid:261)dzano dla niego wystawne uczty. Wsz(cid:266)dzie te(cid:298) witały go wielkie tłumy, obwołuj(cid:261)ce go swoim „słoneczkiem”, „gwiazdeczk(cid:261)”, „syneczkiem”, „chłopaczkiem”, „pieszczotk(cid:261)”, „kochasiem” albo „pupilkiem”. A kiedy niedługo potem ci(cid:266)(cid:298)ko zachorował, jeszcze wi(cid:266)ksze tłumy nocowały w rozpaczy wokół Palatynu, zanosz(cid:261)c błaganie do bogów o jego jak najszybsze wyzdrowienie. W(cid:286)ród tych ogromnych tłumów byłem i ja. I ja, choć na co dzie(cid:276) niezbyt przykładałem si(cid:266) do wypełniania obowi(cid:261)zków religijnych, uwa(cid:298)aj(cid:261)c, (cid:298)e przyzwoitemu człowiekowi i dobremu obywatelowi wystarczy, je(cid:286)li od czasu do czasu we(cid:296)mie udział w oficjalnych obrz(cid:266)dach, przez cał(cid:261) tamt(cid:261) pami(cid:266)tn(cid:261) noc modliłem si(cid:266), (cid:286)piewałem nabo(cid:298)ne pie(cid:286)ni, składałem ofiary i paliłem kadzidła przed pos(cid:261)giem uwielbianego cezara. A kiedy jeszcze nad ranem niektórzy z obecnych pocz(cid:266)li składać (cid:286)luby, publicznie wymieniaj(cid:261)c swoje nazwiska, (cid:298)e za jego wyzdrowienie gotowi s(cid:261) oddać własne (cid:298)ycie lub potykać si(cid:266) z broni(cid:261) w r(cid:266)ku jako zawodnicy, tak(cid:298)e i ja, porwany ogólnym entuzjazmem i urzeczony podniosłym pi(cid:266)knem owej chwili, uczyniłem bez wahania to samo, zapominaj(cid:261)c o wrodzonym umiarkowaniu i nabytej uporczyw(cid:261) prac(cid:261) postawie filozofa. Co gorsza, zapomniałem równie(cid:298) o tym, (cid:298)e w dobie powszechnego zepsucia obyczajów jest równie nierozs(cid:261)dne brzydzić si(cid:266) pochlebstwem, jak i w nim przesadzić. Cezar bowiem wkrótce wyzdrowiał, a ja przekonałem si(cid:266) na własnej skórze, jak niebezpieczne bywaj(cid:261) miło(cid:286)ci ludu. Pami(cid:266)tam, (cid:298)e siedziałem wła(cid:286)nie przy pieczonej koszatce i dyktowałem oracj(cid:266), w której rozwa(cid:298)ałem kwesti(cid:266), czy nasze sprawy tocz(cid:261) si(cid:266) z woli przeznaczenia i przedwiecznej konieczno(cid:286)ci, czy te(cid:298) raczej według (cid:286)lepego trafu – najwi(cid:266)ksi m(cid:266)drcy nie byli bowiem co do tego zgodni – dochodz(cid:261)c akurat do miejsca, gdzie chciałem przedstawić dowody na to, (cid:298)e bogowie wcale o nas nie dbaj(cid:261), wskutek czego wszelkie dole i niedole przypadaj(cid:261) w udziale, równie niedorzecznie i bez (cid:298)adnej winy czy zasługi tak dobrym, jak i złym, kiedy nagle rozległo si(cid:266) pukanie do moich drzwi. I zanim mój niewolnik Otho zebrał si(cid:266), by je otworzyć, do (cid:286)rodka wpadł garbaty Cestiusz, wła(cid:286)ciciel insuli, w której wynajmowałem mieszkanie, wskazał na mnie palcem, po czym za(cid:286)miał si(cid:266) szyderczo i wyskoczył na korytarz z t(cid:261) sam(cid:261) chy(cid:298)o(cid:286)ci(cid:261), z jak(cid:261) si(cid:266) był pojawił. Zaintrygowany podszedłem do drzwi. Stał w nich – pochylaj(cid:261)c z lekka głow(cid:266), gdy(cid:298) inaczej by si(cid:266) tam nie zmie(cid:286)cił – centurion pretorianów miejskiej kohorty. Zapi(cid:266)ty pod brod(cid:261) hełm wskazywał, (cid:298)e jest na słu(cid:298)bie. Przez w(cid:261)ski prze(cid:286)wit mi(cid:266)dzy jego zwalist(cid:261) postaci(cid:261) a framug(cid:261) dostrzegłem sylwetki jeszcze dwóch (cid:298)ołnierzy. Byłem tak zdumiony, (cid:298)e nie potrafiłem wydobyć z siebie głosu. W tej sytuacji centurion odezwał si(cid:266) pierwszy, wci(cid:261)(cid:298) zasapany z wysiłku: – Jak mo(cid:298)na, kurwa, mieszkać na szóstym pi(cid:266)trze?! – Czasami nie ma innego wyj(cid:286)cia – usprawiedliwiłem si(cid:266) skromnie. – O co chodzi? – Mamerkus Camillus? – zapytał bardziej urz(cid:266)dowym tonem. – Camillinus – sprostowałem. Ale on tylko machn(cid:261)ł r(cid:266)k(cid:261) i dał znak jednemu z podwładnych, który odhaczył co(cid:286) rylcem na woskowanej tabliczce. – No to idziemy – rzekł bez dalszych ceregieli. Jako wolno urodzony obywatel, za(cid:298)(cid:261)dałem wyja(cid:286)nie(cid:276) i otrzymałem je: – (cid:285)lubowałe(cid:286), jak wielu innych, walczyć za zdrowie cezara. Musisz być miły bogom, bo raczyli ci(cid:266) wysłuchać. Cezar wyzdrowiał, a teraz (cid:298)yczy sobie, (cid:298)eby dopełniono (cid:286)lubów. Próbowałem co(cid:286) powiedzieć, ale oni nie mieli ochoty tego słuchać, tylko zwlekli mnie po schodach na ulic(cid:266), gdzie pod stra(cid:298)(cid:261) (cid:298)ołnierzy czekała ju(cid:298) grupka podobnych do mnie nieszcz(cid:266)(cid:286)ników. Wszyscy zatrzymani byli równie przera(cid:298)eni jak ja, przy czym jeden z nich, nale(cid:298)(cid:261)cy – jak wniosłem ze stroju – do stanu rycerskiego, wykrzykiwał raz po raz, (cid:298)e jest niewinny. (cid:297)e za(cid:286) o przeprowadzanych aresztowaniach ju(cid:298) si(cid:266) rozeszła Wie(cid:286)ć, która jest najszybszym ze wszystkich w (cid:286)wiecie dopustów,3 ludzie, których mijali(cid:286)my po drodze, chowali si(cid:266) na nasz widok w bramach lub znikali po(cid:286)piesznie w najbli(cid:298)szych zaułkach, choć nie brakowało równie(cid:298) i takich, którzy s(cid:261)dz(cid:261)c, (cid:298)e oto p(cid:266)dzi si(cid:266) do wi(cid:266)zienia jakich(cid:286) zwykłych przest(cid:266)pców, gło(cid:286)no nam złorzeczyli, wygra(cid:298)ali pi(cid:266)(cid:286)ciami, a nawet ciskali w nas kamieniami i wszystkim, co mieli akurat pod r(cid:266)k(cid:261). Jednak wi(cid:266)kszo(cid:286)ć moich towarzyszy bardziej dr(cid:266)czyło pytanie, dok(cid:261)d nas prowadz(cid:261), i czy – je(cid:286)li rzeczywi(cid:286)cie przyjdzie nam wyst(cid:261)pić na arenie – b(cid:266)dziemy walczyć na zwykłych igrzyskach, gdzie przynajmniej najmłodsi i najsprawniejsi z nas mogli liczyć na łut szcz(cid:266)(cid:286)cia, czy te(cid:298), nie daj Bo(cid:298)e, na tak zwanych munera sine missione... – A có(cid:298) to takiego, u diabła? – przerwałem mu zaciekawiony. – Walka, której nie sposób wygrać. Bo kiedy pokonasz jednego przeciwnika, natychmiast stawiaj(cid:261) przed tob(cid:261) drugiego, a kiedy zwyci(cid:266)(cid:298)ysz i tego, ju(cid:298) czeka na ciebie nast(cid:266)pny. Musisz walczyć dot(cid:261)d, a(cid:298) który(cid:286) ci(cid:266) zabije. A je(cid:286)li jakim(cid:286) cudem prze(cid:298)yjesz ich wszystkich, na koniec kładziesz głow(cid:266) pod topór kata. – I jak było w twoim przypadku? – zapytałem. – Na szcz(cid:266)(cid:286)cie chodziło o zwykł(cid:261) hoplomachi(cid:266), choć to okazało si(cid:266) du(cid:298)o pó(cid:296)niej. Zreszt(cid:261), ja si(cid:266) nad tym nie zastanawiałem. Przez cał(cid:261) drog(cid:266) do koszar gladiatorów, dok(cid:261)d nas zaprowadzono, głównie przeklinałem krwio(cid:298)erczo(cid:286)ć ró(cid:298)nych bogów i półbogów domagaj(cid:261)cych si(cid:266) ofiar z ludzi, a jeszcze bardziej moje własne nieopanowanie. A kiedy ju(cid:298) na miejscu powiedziano nam, (cid:298)e z woli cezara dopełnimy naszych (cid:286)lubów za cztery tygodnie, wraz z kilkoma innymi wi(cid:266)(cid:296)niami, w(cid:286)ród których był równie(cid:298) wspomniany ekwita, odmówiłem udziału w zaj(cid:266)ciach z szermierki i od tej pory my(cid:286)lałem ju(cid:298) tylko o nieuchronnej (cid:286)mierci, (cid:298)eby si(cid:266) z ni(cid:261) jako(cid:286) oswoić. Na (cid:286)mierć nie ma ziół w ogrodach – mówiłem sobie – a droga do Tartaru jest jedna dla wszystkich. I trafi do niego ka(cid:298)dy, albowiem natura nie tworzy niczego na wieczno(cid:286)ć. (cid:285)miertelni s(cid:261) nie tylko ludzie, (cid:298)yj(cid:261)cy niewiele dłu(cid:298)ej ni(cid:298) j(cid:266)tki nad Tybrem, ale tak(cid:298)e domy i (cid:286)wi(cid:261)tynie, miasta i pa(cid:276)stwa, góry i rzeki, morza i ziemia, a nawet niebo, sło(cid:276)ce i gwiazdy. Wszystko, co powstało z łaski przychylnego Losu, zginie te(cid:298) kiedy(cid:286) z jego niełaski, tyle (cid:298)e jedno troch(cid:266) wcze(cid:286)niej, drugie nieco pó(cid:296)niej. Za(cid:286) mi(cid:266)dzy „troch(cid:266) wcze(cid:286)niej” a „nieco pó(cid:296)niej” nie ma w istocie wi(cid:266)kszej ró(cid:298)nicy. Kto to zrozumie, nie ma si(cid:266) czego l(cid:266)kać. Bać si(cid:266) nie mo(cid:298)e zwłaszcza filozof, który w przeciwie(cid:276)stwie do prostego ludu nie jest na tyle głupi, ani tak (cid:298)ałosny, (cid:298)eby marzyła mu si(cid:266) nie(cid:286)miertelno(cid:286)ć. To on przede wszystkim powinien wiedzieć, (cid:298)e nale(cid:298)y cieszyć si(cid:266) t(cid:261) ilo(cid:286)ci(cid:261) czasu, jaka została nam przeznaczona, byle tylko spo(cid:298)ytkować j(cid:261) do ko(cid:276)ca, po czym trzeba ust(cid:261)pić miejsca innym. Nawet aktor, aby odczuwać satysfakcj(cid:266) i podobać si(cid:266) publiczno(cid:286)ci, nie musi być na scenie przez cał(cid:261) sztuk(cid:266). Je(cid:286)li zagra dobrze swoj(cid:261) rol(cid:266) i tak dostanie oklaski. Na koniec pocieszałem si(cid:266) znanym sofizmatem Epikura, (cid:298)e tak naprawd(cid:266) (cid:286)mierć nas nie dotyczy, bo dopóki my jeste(cid:286)my, jej przecie(cid:298) nie ma, a kiedy ona si(cid:266) pojawia, nie ma z kolei nas. Szkopuł w tym, (cid:298)e w mojej sytuacji „troch(cid:266) wcze(cid:286)niej” i „nieco pó(cid:296)niej” dzieliła prawdziwa przepa(cid:286)ć, nie s(cid:261)dziłem tak(cid:298)e, abym zdołał spo(cid:298)ytkować do ko(cid:276)ca t(cid:266) niewielk(cid:261) ilo(cid:286)ć czasu, jaka została mi przeznaczona. W dodatku, jako aktor na scenie (cid:286)wiata wcale nie byłem pewny ko(cid:276)cowych oklasków, za(cid:286) mówienie o tym, (cid:298)e (cid:286)mierć nas nie dotyczy, brzmi zabawnie tylko dopóty, dopóki nie zajrzy nam ona w oczy. Dlatego im cz(cid:266)(cid:286)ciej powtarzałem sobie te argumenty, im dłu(cid:298)ej wałkowałem je w my(cid:286)lach w t(cid:266) i we w t(cid:266), im bezlito(cid:286)niej kpiłem sobie z (cid:298)ycia pozbawionego gł(cid:266)bszego sensu, im okrutniej szydziłem z mrzonek gminu o nie(cid:286)miertelno(cid:286)ci i z jego wulgarnej ch(cid:266)ci prze(cid:298)ycia za wszelk(cid:261) cen(cid:266) choćby jednego dnia wi(cid:266)cej, im gor(cid:266)cej apelowałem do rozumu i powagi filozofa, tym bardziej bałem si(cid:266) i tym rozpaczliwiej pragn(cid:261)łem (cid:298)yć! (cid:297)yć w biedzie i poniewierce, (cid:298)yć w chłodzie, głodzie i niewoli, (cid:298)yć bez zdrowia, szcz(cid:266)(cid:286)cia i nadziei, ale (cid:298)yć, po prostu (cid:298)yć! Wkrótce doszedłem do tego, (cid:298)e patrzyłem z zazdro(cid:286)ci(cid:261) na szczury w naszych koszarach, z których ka(cid:298)dy prze(cid:298)ył ju(cid:298) niejednego pana, i zamiast filozofii miałem w głowie jedynie wiersze, jakie Horacy wło(cid:298)ył w usta Mecenasa: Uczy(cid:276)(cid:298)e mnie kalek(cid:261), ni r(cid:261)k, ni nóg nie maj(cid:261)cym; Przypraw mi garb wypukły, wybij te(cid:298) (cid:286)liskie me z(cid:266)by. Byleby (cid:298)ycie zostało! Ze wszystkim tym dobrze mi b(cid:266)dzie.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Źródło Mamerkusa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: