Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00227 003687 20995799 na godz. na dobę w sumie
Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii aktora-sieci Bruno Latoura - ebook/pdf
Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii aktora-sieci Bruno Latoura - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 408
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1558-4 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Teoria aktora-sieci to jedna z najbardziej zaskakujących i nowatorskich koncepcji, jakie pojawiły się w humanistyce i naukach społecznych na przełomie wieków. W przeciągu ok. trzydziestu lat swego istnienia rozwinęła się i wychodząc od badania nauki w laboratoriach przechodziła do coraz to innych obszarów, zaś jej przedstawiciele - B. Latour, M. Callon, J. Law - uzyskali szerokie, międzynarodowe uznanie.

Książka Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii aktora-sieci Bruno Latoura jest pierwszą monografią w języku polskim poświęconą tej koncepcji. Można ją czytać jako wprowadzenie do teorii aktora-sieci wiodącej od zagadnień epistemologicznych do teorii społecznej i filozofii polityki. Jednakże jest ona także próbą uczynienia z teorii aktora-sieci spójnego stanowiska filozoficznego, które przekształca nasze myślenie o praktykach poznawczych, o świecie społecznym i problemach politycznych.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

K R Z Y S Z T O F A B R I S Z E W S K I POZNANIE, ZBIOROWOŒÆ, POLITYKA ANALIZA TEORII AKTORA-SIECI BRUNO LATOURA Teoria aktora-sieci to jedna z najbardziej zaskakuj¹- cych i nowatorskich koncepcji, jakie pojawi³y siê w hu- manistyce i naukach spo³ecznych na prze³omie wieków. W przeci¹gu oko³o trzydziestu lat swego istnienia rozwi- nê³a siê i wychodz¹c od badania nauki w laboratoriach przechodzi³a do coraz to innych obszarów, zaœ jej przed- stawiciele – B. Latour, M. Callon, J. Law – uzyskali szero- kie, miêdzynarodowe uznanie. Ksi¹¿ka Poznanie, zbiorowoœæ, polityka. Analiza teorii aktora-sieci Bruno Latoura jest pierwsz¹ monografi¹ w jêzyku polskim poœwiêcon¹ tej koncepcji. Mo¿na j¹ czytaæ jako wprowadzenie do teorii aktora-sieci wiod¹ce od zagadnieñ epistemologicznych do teorii spo³ecznej i filozofii polityki. Jednak¿e jest ona tak¿e prób¹ uczy- nienia z teorii aktora-sieci spójnego stanowiska filozo- ficznego, które przekszta³ca nasze myœlenie o praktykach poznawczych, o œwiecie spo³ecznym i problemach po- litycznych. Krzysztof Abriszewski – pracuje w Instytucie Filozofii Uni- wersytetu Miko³aja Kopernika w Toruniu. Publikowa³ prace poœwiêcone m.in. teorii aktora-sieci, niedualizuj¹cemu sposobowi mówienia, etyce dalekiego zasiêgu i kulturowym funkcjom filozofii. Realizowa³ projekt interdyscyplinarnych badañ nad inflacj¹ informacyjn¹ i dominacj¹ czasu szybkiego w kulturze wspó³czesnej. Uczestnik inicjatywy Forum Huma- nistycznego (www.forhum.umk.pl) wi¹¿¹cego badaczy z ró¿- nych dyscyplin akademickich. T³umacz tekstów R. Rorty ego, S. Fisha, H. Putnama i B. Latoura. 43,00 zł z VAT ISBN 97883-242-1700-7 71 K R Z Y S Z T O F A B R I S Z E W S K I P O Z N A N I E , Z B I O R O W O Œ Æ , P O L I T Y K A www.universitas.com.pl 9 788324 217007 UNIVERSITAS Książkę tę dedykuję pamięci mojej Mamy oraz mojej żonie – Paulince. Wstęp Co to jest ANT i dlaczego nie wszystkiego w tej książce jest tyle samo? Jeden ze swych tekstów z roku 1999 Bruno Latour, główny bohater niniejszej pracy, otwiera następująco: Rozpocznę od tego, iż powiem, że cztery rzeczy nie działają, jeśli chodzi o teorię aktora-sieci; słowo „aktor”, słowo „sieć”, słowo „teoria” i łącznik! Cztery gwoździe do trumny (Latour 1999d: 15). Dlaczego zatem i jak pisać o czymś, co, wydawałoby się, już nie działa? Rzecz jednak jest bardziej złożona, ponieważ obec- nie pewne metafory, które dotychczas były mniej kłopotliwe, okazują się nie tak nośne i trafne jak kiedyś. Łatwo w takim razie wziąć teorię Aktora-sieci za coś, czym w żadnym razie nie jest. Lecz po kolei. Wstęp Teoria Aktora-sieci rozwija się od około trzydziestu lat, tj. mniej więcej od końca lat siedemdziesiątych w obrębie pola badawczego, które najczęściej określa się mianem studiów nad Nauką i technologią. Jej rodowód jest francuski, ale, by tak rzec, urzędowym językiem w większym stopniu stał się angiel- ski. przyczyna tego leży w tym, iż teoria Aktora-sieci wyra- stała z socjologii wiedzy: z socjologii nauki w wydaniu szkoły Edynburskiej oraz z nurtów refleksyjnych w naukach społecz- nych, których reprezentantem najbliższym interesującej nas te- orii jest steve Woolgar (por. jego wspólną z Bruno Latourem książkę – Latour i Woolgar 1979, czy udział w dyskusji wokół ANt i nieco bardziej tradycyjnej socjologii wiedzy naukowej: por. przede wszystkim Callon i Latour 1992, Collins i Yearley 1992, Collins i Yearley 1992a, Woolgar 1992, oraz inne teksty w tej książce, pickering 1992), choć przede wszystkim z nurtu tak zwanej etnografii (lub antropologii) laboratorium. Właśnie ta tradycja w badaniu nauki okazuje się bliższa badaczom z krę- gu teorii Aktora-sieci niż nurt epistemologii francuskiej (por. Bowker i Latour 1987), co automatycznie powoduje, że domyśl- nym odbiorcą prac z zakresu teorii Aktora-sieci stali się uczeni i w ogóle czytelnicy anglosascy lub przynajmniej posługujący się językiem angielskim. powszechnie znana jest pod swoją angiel- ską nazwą „Actor-Network theory” i równie szeroko występuje pod postacią skrótu „ANt”. Od tego momentu ja również będę się nim posługiwał. Interesujące wydaje się obecne „umocowa- nie” dyscyplinarne ANt w obrębie Akademii. W toku swego rozwoju teoria ta nawiązywała kontakt z różnymi naukami tak, iż w tej chwili rozpościera się na pograniczu filozofii, socjolo- gii, antropologii kulturowej i semiotyki, a od indywidualnych upodobań badacza zależy to, czego w przypadku konkretnego tekstu będzie więcej. Najważniejsze są tutaj trzy osoby: Bruno Latour, Michel Callon i John Law2. Niezależnie jednak od nich ANt rozrasta się o wielu nowych badaczy – odbyło się już kilka  Krótkie przedstawienie nurtu etnografii laboratorium czytelnik odnajdzie w Knorr-Cetina 1983 oraz Knorr-Cetina 1995.  Istnieją też prace, w których jako główni przedstawiciele ANt są poda- wani Bruno Latour i Michel serres (Bingham i thrift 2000: 281). ten ostatni  Co to jest ANT i dlaczego nie wszystkiego w tej książce jest tyle samo? warsztatów z zakresu ANt skierowanych głównie do młodych zainteresowanych, John Law prowadzi stronę internetową po- święconą ANt, pojawiła się także tematyczna grupa dyskusyjna w Internecie. spośród mniej znanych badaczy warto wymienić przede wszystkim Geoffreya Bowkera, Annemarie Mol, susan Leigh star i Vicki singleton. W mojej pracy jednak obecny bę- dzie niemal wyłącznie Bruno Latour. Jego wersję ANt uznaję za kanoniczną, a przede wszystkim za najbardziej interesują- cą i zaangażowaną filozoficznie. Zarówno Michel Callon, jak i John Law wydają się bardziej przywiązani do socjologii, choć u tego ostatniego widać większą skłonność do łączenia dorobku i metod ANt z tradycją tej nauki. Różnice między głównymi badaczami bywają bardzo drobne. Znalazłem w zasadzie jedną niezbyt istotną grupę różnic pomiędzy Latourem i Lawem. Bar- dziej uwagę przyciąga przywiązanie do odmiennych pojęć oraz inna stylistyka i temperament literacki. pozostańmy jednak przy różnicach pojęciowych. Bruno Latour z całej trójki „ojców” wydaje się najbardziej pod tym względem „roztrzepany”, ponieważ u niego właśnie galeria po- jęć jest najobfitsza. Co ciekawe, nie chodzi wcale o rozbudowa- nie jednego aparatu teoretycznego, a o nieustanne poszukiwanie synonimów. pod tym względem zarówno Michel Callon, bodaj- że wynalazca określenia „aktor-sieć”, jak i John Law wydają się bardziej stateczni. sam Latour jak najbardziej świadomie wprowadza i porzuca kolejne określenia usiłując z jednej strony dobrze przekazać strukturę myślową, którą tworzą, a z drugiej, radykalnie zaznaczyć odmienność od innych tradycji, szkół, paradygmatów i teorii. temu drugiemu ma na przykład słu- żyć wprowadzenie określenia „zbiorowość” (collective), aby podkreślić istotną różnicę wobec pojęcia „społeczeństwo”. tak więc u Latoura znajdziemy na przykład takie kategorie, jak: quasi-obiekt, aktor-sieć, forma życia, praktyka eksperymental- na, sojusznicy, zbiorowe rzeczy, entelechia, aktant, sieć, mo- dalność (Latour 1992: 286), irredukcje, monada, próba siły, francuski filozof jest zaliczany do strukturalizmu, który niewątpliwie bardzo inspirował tego pierwszego.  0 Wstęp próba słabości (Latour 1988: 151–236), translacja, mediacja, delegacja i wiele innych. Można zaryzykować tezę, że nie jest specjalnie istotne samo pojęcie jako takie, ale to, o jaką struk- turę myślową chodzi. tym sposobem dochodzimy do problemu ze słowami „sieć”, „aktor” i „teoria” i łącznikiem. Kłopot z „siecią” bierze się z rozwoju Internetu. teraz każdy mówiąc o sieci ma na myśli błyskawiczne przekazywanie danych bez jakiejkolwiek modyfi- kacji do niemal dowolnego punktu na naszym globie. tymcza- sem pierwotnie, na gruncie ANt, termin ten bliski był Deleu- zjańskiemu kłączu (rhizome) i oznaczał coś wręcz przeciwnego: serię transformacji czy translacji (Latour 1999d: 15). Kłopot z „aktorem” połączonym z „siecią” łącznikiem polega z kolei na tym, że łatwo zasugerować się obrazem kogoś poruszającego się po gęstwinie nitek sieci. po dwakroć to nieprawda. Aktor nie musi być kimś, aktor to tylko coś lub ktoś, co/kto dzia- ła. Aby uniknąć tego nieporozumienia, badacze z kręgu ANt dość często posługiwali się słowem „aktant”. sęk w tym, że to ostatnie brzmi dziwnie, obco i odpychająco dla kolegów z nauk społecznych. ponadto aktor nie miał się poruszać po sieci. sieć to zestaw relacji pomiędzy aktorami, ale zestaw dynamiczny. Niektóre relacje utrwalają się, inne nie. Wystarczająco silnie utrwalone relacje, jak mówi się w ANt – zamknięte w czarnej skrzynce, stworzą nowego aktora. toteż aktor także jest siecią. Oba słowa na dwa sposoby określają to samo (Latour 1999d: 19). Krytyka niejednokrotnie omijała ten ważny szczegół, kon- centrując się to na zawartości jednej strony łącznika, to drugiej, jakby była między nimi zasadnicza różnica (Latour 1999d: 16). Znacznie lepiej jest myśleć o sieci jako odpowiedzi na tradycyj- ne pytanie teoretyków społecznych: „co powoduje, że trzyma- my się razem?”, a o aktorach jako o lokalnych zagęszczeniach sieci. przy czym sieć składa się ze wszystkich możliwych rela- cji. I tak też docieramy do słówka „teoria”, które znów zwodzi nas na manowce. ANt różni się znacznie od innych teorii „spo- łecznych”, ponieważ różnice sięgają najbardziej podstawowych rozstrzygnięć filozoficznych, przede wszystkim – ontologicz- nych. ANt uparcie zajmuje się relacjami, a nie esencjami. Do Co to jest ANT i dlaczego nie wszystkiego w tej książce jest tyle samo? tego nie wydaje się, aby stanowiła teorię w takim znaczeniu, w jakim posługuje się tym słowem metodologia nauki. przede wszystkim nie bardzo można odpowiedzieć na pytanie: „czego ANt jest teorią?”. Dlatego właśnie Latour zgadza się z Micha- elem Lynchem, gdy ten powiada, iż adekwatniejszym określe- niem byłaby, zamiast teoria Aktora-sieci, nazwa „ontologia aktanta-rhizomu” (Latour 1999d: 19). Niemniej w tej chwili to właśnie ta nazwa, a nie jakaś inna znajduje się w obiegu i, na dodatek, brzmi znacznie przyjaźniej niż jej proponowana alter- natywa3. Nawet jeśli mój wybór pojęć w niniejszej pracy (czyli posługiwanie się „aktorem” i „siecią”) jest arbitralny, to uspra- wiedliwia mnie fakt, że jak dotąd nie istnieje żadna faktycznie funkcjonująca alternatywa dla tej nazwy. Krótko mówiąc, jeśli nawet nazwa zacznie zanikać, to obecnie sam obszar teoretycz- ny ma się dobrze i wydaje się, że w przyszłości będzie się mie- wał coraz lepiej. W niektórych miejscach odwołuję się do innych autorów niż Latour. Często dyktowała to troska o to, by wszystko przed- stawić jak najczytelniej. Niekiedy inni autorzy, wraz ze swą nieco odmienną perspektywą, szybciej lub bardziej trafiali mi do przekonania, bardzo często znakomicie uzupełniali wywód autora Science in Action. Andrzej Zybertowicz w książce Przemoc i poznanie podzie- lił poznanie na cztery typy: 1. odtwarzanie treści doświadczenia społecznego, 2. odkrywanie zawartości istniejących gier kultu- rowych, 3. redefiniowanie gier kulturowych, 4. projektowanie nowych obszarów doświadczenia kulturowego (Zybertowicz 1995: 127–151). Moja praca, jak wierzę, stanowi mieszankę drugiego i trzeciego. W dużym stopniu dokonuję sprawozdania i prezentacji tego, czym jest ANt, czyli odkrywam zawartość istniejących gier kulturowych na użytek własny i czytelnika. po części jednak, posługując się ANt jako narzędziem, sta-  Dla porządku powinienem wspomnieć o jeszcze jednym określeniu, które w literaturze można odnaleźć zaledwie w kilku miejscach: „socjologia translacji” (np. Brown i Capdevila 1999, Callon 1986). Wobec wspomnia- nych różnorakich powiązań ANt w obrębie Akademii, niewątpliwie jest ona zbyt wąska. Być może dlatego właśnie się nie przyjęła.   Wstęp ram się dokonać redefinicji gry kulturowej, jaką jest filozofia. Moją prezentację ANt podporządkowuję przede wszystkim dwóm działom filozofii: epistemologii i teorii społecznej. Usiłu- ję przez to pokazać, że użycie ANt w odniesieniu do pewnych tradycyjnych problemów filozoficznych z zakresu tych dziedzin dramatycznie je przekształci (na swój sposób proponuję także rozwiązania niektórych z tych problemów). Mówiąc krótko, poprzez użycie ANt zmieni się sama filozofia. Można więc na moją pracę spojrzeć poprzez metaforę wirusa komputerowego: raz wpuszczony do wnętrza systemu – filozofii, zmienia krok po kroku całość. Chyba że zostanie usunięty czy zlikwidowany przez programy antywirusowe. Do dwóch powyższych dziedzin dodaję szczyptę filozofii polityki, ponieważ wiąże się ona bez- pośrednio z wywodami z tamtych dwóch zakresów. stąd właśnie tytuł całej pracy: „poznanie, zbiorowość, po- lityka”. Ma on wskazywać na te trzy dziedziny: epistemologię, filozofię społeczną i filozofię polityki. toteż, w innym ujęciu, moja praca, w zamierzeniu przynajmniej, stanowi typową ro- botę filozoficzną, badanie powiązań pomiędzy trzema pojęciami w obrębie jakiejś określonej teorii. Jak to często w takich przy- padkach bywa, pojęcia te okazują się złożone i uwikłane w zma- gania z pojęciami alternatywnymi, a jeszcze częściej z odmien- nymi ich rozumieniami. Z tego wzięły się dyrektywy badawcze, by „wkopywać się” w głąb pojęć oraz by od czasu do czasu kontrastować je z innymi ich użyciami bądź innymi pojęciami. Kierunek refleksji w pierwszej części pracy nadawały naczel- ne problemy epistemologiczne takie jak: pytanie o odniesienie dyskursu naukowego, akumulację wiedzy, jej matematyzację, zagadnienie wiedzy pewnej, problemy z odkrywaniem i konstru- owaniem, rola natury, pytanie o związki praktyk poznawczych, czyli nauki z ich kontekstem, o relacje między wiedzą i mniema- niem, i między tym, co racjonalne i irracjonalne, kwestia faktów twardych i miękkich oraz, last but not least, problem prawdy. Nakreślony przez nie kontekst pozwala przemieścić się w stronę teorii społecznej i filozofii polityki, gdzie pod lupę wzięte zostają relacje między naturą i kulturą, pytanie o zbiorowość, to, jak się tworzy i co utrzymuje ją w całości (zagadnienie „kleju” społecz-   Co to jest ANT i dlaczego nie wszystkiego w tej książce jest tyle samo? nego), jak wygląda jej dynamika, w jaki sposób się strukturyzuje na większe i mniejsze całości i jak powstaje rozdźwięk między mikro- i makro-aktorami, nowoczesność i jej okolice, wreszcie pytanie, jakie to wszystko ma konsekwencje na płaszczyźnie po- litycznej. Kompozycję całej pracy usiłowałem tworzyć także z my- ślą o czytelniku (ale czy to się udało?) pod względem łatwości i trudności lektury. W pierwszych partiach celowo stosuję roz- budowane przykłady, dłużej je omawiam, powtarzam się nieco i używam raczej niewielu pojęć typowych dla ANt, by pozwolić czytającemu wniknąć do wnętrza tekstu. Dalej jednak zagęsz- czam pojęcia i zaczynam wykorzystywać określenia zastępcze. Wszystko to może tworzyć wrażenie pewnej nierównomierno- ści – jednym tematom poświęcam więcej miejsca, innym zaś mniej. Jednakże wersja optymalna – dużo miejsca na wszystko – mogłaby być nużąca, a przede wszystkim zbyt długa. problem z przedstawieniem oraz stosowaniem ANt polega na tym, iż jest to domknięta struktura i właściwie każde miejsce rozpoczęcia wprowadzenia w nią będzie równie dobre i złe, jak każde inne. Dlatego często może okazywać się, że najlepsze uzupełnienie dla bieżącego wywodu czytelnik odnajdzie akurat w innym miejscu mojego tekstu. Kłopot z pisaniem tego typu to kłopot przełożenia struktury na ciągłą narrację. Wygląda on mniej więcej tak jak dylemat, jak przełożyć trójwymiarowe fi- gury geometryczne na płaszczyznę. Z niektórymi udaje się to bez trudności, z innymi, takimi jak kula, przeżywa się horror, na przykład wtedy, gdy chcemy od podstaw skonstruować glo- bus. peter F. strawson napisał kiedyś, że „nie ma płytkiego wejścia do filozoficznego basenu” (strawson 1994: 5). Otóż do ANt takiego wejścia chyba też nie ma, ale usiłuję je, przynaj- mniej w początkach tej pracy, budować. Nawet jeśli to zejście nie okaże się prowizoryczne, to ktoś patrzący na resztę basenu, kto nie potrzebuje żadnych ułatwionych zejść, by filozoficz- nie nurkować, może się dziwić: dlaczego ten basen taki płytki w tym jednym miejscu? Z powyższymi zagadnieniami wiąże się to, co określiłbym mianem kwestii skali. Czytelnik może mieć bowiem wątpliwo-   4 Wstęp ści, czy na pewno praca, w której rozdział o prawdzie zamyka się w pięciu czy siedmiu stronach, wygląda poważnie filozoficznie? podobnie z innymi kwestiami: kilka stron na temat akumulacji wiedzy i matematyzacji? I tak można wymieniać dalej. Inaczej zarzuty te sformułować można tak: czy da się w ogóle powie- dzieć coś sensownego i niebanalnego na któryś z tych tematów na przestrzeni kilku stron, jeśli powstają grube książki tylko jednemu takiemu tematowi poświęcone? Innymi słowy: czy ist- nieje jakiekolwiek uzasadnienie dla dociekań na takim poziomie ogólności, skoro, wydawałoby się, potrafimy być dużo bardziej szczegółowi, a kto wie, może i bardziej precyzyjni? Zarzut to poważny, bo potraktowany radykalnie, poda- je w wątpliwość całą pracę. Jego zbicie rozpocznę od rzeczy oczywistej – filozofia jest działalnością (a być może nauką, ale tej drażliwej kwestii nie chcę tu poruszać) operującą na struktu- rach pojęciowych. Oznacza to, że za zupełnie normalne należy uznać badanie, które w ramach jakiegoś z grubsza nakreślone- go rusztowania usiłuje rozgryźć i opisać jakąś substrukturę, na przykład w obrębie fenomenologii Husserla rozważyć zagad- nienie czasu. Analogicznie, za równie normalną i uzasadnioną należy uznać pracę, której autor zastanawia się, czy daną struk- turę można rozszerzyć o takie pojęcie, albo takie, albo jeszcze inne. podobnie będzie wtedy, gdy ów autor zapyta się, czy tę strukturę można w sposób usprawiedliwiony sprowadzić do ja- kiejś innej, czyli na przykład dokonać redukcji lub przejść na poziom bardziej ogólny. A jeśli już jesteśmy przy takim taso- waniu pojęć, to w tym samym trybie przecież toczyć się będą rozważania koncentrujące się na pytaniach: a co się stanie, jeśli zamiast tych pojęć wstawimy inne? Jakie będą skutki połączenia tego z tym? Jestem przekonany, że wszystko to mieści się swo- bodnie w obrębie filozofii, a nawet więcej, że te zabiegi, które koncentrują się na eksperymentowaniu oraz badaniu przemian i zaskakujących połączeń, mają dla filozofii olbrzymie znacze- nie. Wróćmy do zarzutu. Jeśli jakaś struktura pojęciowa jest duża, szeroko przyjęta, akceptowana i opracowywana od jakie- goś czasu, to siłą rzeczy wymusza ona bądź rozbudowane prace szczegółowe, bądź też śmiałe i błyskotliwe syntezy. Jeśli jednak Co to jest ANT i dlaczego nie wszystkiego w tej książce jest tyle samo? 5 interesująca struktura jest niewielka i konkuruje z inną, znacz- nie większą strukturą, to siłą rzeczy dyrektywy badawcze będą wyglądać inaczej. Wtedy badacze skoncentrują się na odróżnia- niu się od konkurencji i rozwijaniu punkt po punkcie tego, co dopiero rozpoczęte oraz na wykazywaniu możliwości takiego rozwoju. Jeszcze raz podkreślam, w filozofii jest miejsce na takie różnorakie gry, wszak historia filozofii dobitnie uczy nas, że można konstruować najrozmaitsze, acz sensowne i spójne budowle pojęciowe. Mniej lub bardziej znajduję się w takiej sytuacji. Rzecz nie w tym, że mówię niewiele o prawdzie i innych filozoficznych zagadnieniach, lecz, że mówię nieco inaczej, niż to zwykle ma miejsce. stosuję w zasadzie cztery chwyty odróżniające. pierw- szy to narzędzie błyskotliwie wypracowane przez Josefa Mitte- rera (Mitterer 1996, Mitterer 2004) opierające się na prostym rozróżnieniu między dualizującym sposobem mówienia i niedu- alizującym sposobem mówienia4. Owa błyskotliwość polega na znakomitym wykazaniu, jak szerokie spektrum dociekań filozo- ficznych wpisuje się w dualizujący sposób mówienia. Niestety, kłopot w tym, że Mitterer chyba sam nie dostrzegł tego, jakie możliwości otwiera przed nim niedualizujący sposób mówienia i rozwinął go w bardzo ubogiej wersji. Wspierając się na Mitte- rerze pokazuję, że stosując jego podział można do dualizującego sposobu mówienia zaliczyć zarówno realizm, jak i konstrukty- wizm, a przykład niedualizującego sposobu mówienia odnaleźć w ANt. Z tego wywodzę drugi chwyt odróżniający – staram się pokazać, iż ANt różni się zarówno od realizmu, jak i kon- struktywizmu. Oba pojmuję tak, jak przedstawił je Andrzej Zy- bertowicz w Przemocy i poznaniu (1995: 58–157)5, choć mam 4 pojęcia te omawiam dalej w tekście. 5 Odwołanie się do tej koncepcji posiada pewną dodatkową zaletę. Mia- nowicie wydaje się, że rekonstrukcja konstruktywizmu przedstawiona w Prze- mocy i poznaniu wiąże dwie odmienne ścieżki konstruktywistyczne – autopoie- tyczną (Maturany, Vareli, von Glasersfelda, von Foerstera i Luhmanna) oraz wywodzącą się ze studiów nad nauką (szkoła Edynburska, szkoła z Bath). Z kolei w pracach Latoura odnajdziemy polemikę z tymi ostatnimi stanowi- skami, zaś „Aneks” w Tamtej stronie filozofii Josefa Mitterera został poświę- cony krytyce radykalnego konstruktywizmu Humberto Maturany. 6 Wstęp świadomość, że stanowiska te występują w wielu odmianach6. tutaj winien jestem istotne zastrzeżenie. Choć czytelnik, idąc tropem mojej argumentacji, może mieć wrażenie, że po pro- stu odrzucam oba modele na rzecz ANt7, to zaznaczam, iż ma to charakter roboczy, metodologiczny. po pierwsze, ponieważ moje odwołania służą budowaniu kontrastu dla pełniejszego wy- dobycia konturów ANt. po drugie, bo wydaje się, że zarówno realizm, jak i konstruktywizm stanowią modele na tyle domknię- te, pisze zresztą o tym Zybertowicz, iż na ich najogólniejszym poziomie nie sposób znaleźć poza nimi jakiegoś zewnętrznego argumentu, który zbiłby cały model. Odwołuję się raz jeszcze do praw filozofa – rzecz w badaniu powiązań i różnic między pojęciami. Natomiast wybór modelu do prowadzenia konkret- nych dociekań, pragmatystycznie, pozostawiam temu, do jakich prowadzą one konsekwencji. Mam pewne wątpliwości, którym jednakże nie pozwoliłem pojawić się w dalszej części pracy, i jak się wydaje są one dość charakterystyczne dla ANt, bo odwołują się do pojęcia translacji. Wydaje mi się, że w pewnych zakre- sach można dokonywać wzajemnych przekładów w obrębie tych trzech modeli. Jedną z takich możliwości zrealizował Zyberto- wicz, wcielając pewne elementy z Latoura w obręb konstrukty- wizmu (Zybertowicz 1995: por. zwłaszcza 310–312 i 321–322). Dlaczego nie poszedłem drogą wątpliwości i translacji w mojej pracy? Z tych samych powodów, jakie już podałem – najpierw 6 Dokonuję także jednej drobnej zmiany: realizmem nazywam to, co Zy- bertowicz określa jako obiektywistyczny model poznania. Zmiana jednakże jest dopuszczalna, gdyż jak zauważa autor, model ten ma wiele określeń, w tym to wybrane przeze mnie (Zybertowicz 1995: 58). ponadto tym właś- nie pojęciem, tj. „realizmem”, posługuje się paweł Zeidler w książce Spór o status poznawczy teorii (Zeidler 1993) przeciwstawiając go antyrealizmowi. Niewątpliwie obie te książki, obok Antyrealizmu semantycznego Tadeusza szubki, należą do najważniejszych w interesującej nas tu dziedzinie, jakie ukazały się w piśmiennictwie polskim, a to wystarczająco usprawiedliwia wy- korzystanie takich, a nie innych pojęć przeze mnie.  przy czym w głównym toku wywodów zawężam rozumienie antyreali- zmu (czyli tutaj konstruktywizmu) w stosunku do tego, jak określa go paweł Zeidler, ponieważ jego rozumienie jest na tyle szerokie, iż w jego duchu także ANt byłoby przykładem modelu antyrealistycznego. Antyrealizmem dla nie- go jest bowiem wszystko to, co nie jest realizmem (Zeidler 1993: 6 i 19). Co to jest ANT i dlaczego nie wszystkiego w tej książce jest tyle samo? musiałbym przedstawić ANt, by następnie dokonywać przekła- dów. Mówiąc inaczej, jest to droga jeszcze możliwa do zrealizo- wania, bo pierwszy krok, czyli nakreślenie modelu ANt, został zrobiony. trzeci chwyt odróżniający to powoływanie się na różne przekonania istniejące w ramach filozoficznego dyskursu. po- dobnie, jak wyżej, nie rozwijam ich, nie zgłębiam i nie analizu- ję, bo służą tylko właśnie tworzeniu kontrastu. Wreszcie czwar- ty chwyt odróżniający polega na błyskawicznym i skrótowym nakreśleniu historii epistemologii z perspektywy ANt, czemu poświęcam następny rozdział. Bardziej w nim chodzi o tę per- spektywę niż rzeczoną historię. Jak widać, po czterech chwytach odróżniających i sposobie przedstawienia ANt, stronię tu od krytycznej prezentacji, czy też analizy krytycznej, mimo iż podtytuł brzmi: „Analiza teorii Aktora-sieci”. Zacznijmy od analizy. stosuję ją w mojej pracy w sposób następujący: po rozmontowaniu na elementy ANt, ustawiam je po kolei, składam i obserwuję, jak będą działać. Krótko mówiąc, zaczynam od analizy, by to, co rozłożone, po- woli syntetyzować. Nie jest to typowa analiza, która zwyczajo- wo, jako analiza krytyczna, składa się z omówienia i krytyki. powód takiej postawy wywodzi się z odrzucenia pojęcia krytyki przez ANt. Być może idę tutaj zbyt daleko, gdyż sam Latour krytykę przede wszystkim widzi w perspektywie Modernizmu i podziału natura – kultura. Jednakże mój tok myślenia wygląda tu następująco: krytyka oznacza „cofnąć się, zobaczyć i zbadać podstawy po to, by wyjaśnić ich rolę (i ewentualnie ocenić)”. Nie widzę w tym ruchu do przodu, a jedynie nieskończone drep- tanie w miejscu, które ponadto ma obsesję na punkcie metafi- zycznych fundamentów, tego, co, choć niejawne, rządzi tym, co jawne i obecne. Z duchem ANt jednakże zgadza się ruch do przodu, skupiający się na łączeniu i stabilizowaniu kolejnych relacji, by w rezultacie zbudować większą całość. Nie wiem, czy w oczach czytelnika jestem usprawiedliwiony, ale mam pewność, że filozofia zna i akceptuje różnorodne metodologie. Jestem czytelnikowi winien jeszcze wyjaśnienia techniczne dotyczące nawiasów stosowanych przeze mnie w cytatach i od-   Wstęp syłaczach bibliograficznych. Odsyłacze zamykam w nawiasach zwykłych, np. tak: (Latour 1986). Moje uzupełnienia cytatów, konieczne po wydobyciu ich z kontekstu, umieszczam w takich samych nawiasach, ale dodaję po myślniku moje inicjały: (trze- cia metafora innowacji – K.A.). podobnie wygląda też sytuacja, gdy mając wątpliwości co do własnego przekładu bądź fragmen- tu tekstu, dodaję go w nawiasie. Jednakże w takim wypadku ob- cojęzyczne słowa zapisane zostaną kursywą, np. w ten sposób: (collective). Jedyny wyjątek od reguły kursywy w przypadku ob- cych wyrazów stanowi umieszczenie ich w cudzysłowie. Czasa- mi także posługuję się nawiasem kwadratowym. Dzieje się tak w dwóch przypadkach. Zawsze w cytatach zamykam w takich klamrach słowo dodane od siebie przy tłumaczeniu, niezbędne w moim mniemaniu do stworzenia całości sensownej grama- tycznie. Może to przyjąć taką postać: [czyli]. Drugi przypadek, bardzo rzadki, to sytuacja nagromadzenia się nawiasów obok siebie. Wtedy urozmaicam nawiasy o nawias kwadratowy, aby nie uzyskać na przykład czegoś takiego: „))” lub takiego: „)(”. poza tym wszystkie wtrącenia moje bądź cytowanych autorów znajdują się w normalnych nawiasach i są łatwe do odróżnienia od wszystkich powyższych zabiegów.   ROZDZIAŁ 1 Historia epistemologii niczym opowieść science fiction Zanim okaże się, czym ANt jest i co na temat poznania mówi, należałoby ustalić, czym z pewnością nie jest i jakim poglądom filozoficznym się sprzeciwia. Odpowiedź na kwestię ostatnią wydaje się krótka: sprzeciwia się niemal całej episte- mologii, która jawi się osobom badającym naukę („science students”) niczym opowieść science fiction; notabene Latour przywołuje w tym kontekście nawet powieść Curta siodmaka Donovan’s Brain. Okazją do skonstatowania przez Latoura problematyczności epistemologii staje się pytanie zadane mu przez pewnego na- ukowca: „czy wierzy pan w rzeczywistość?” (Latour 1999: 1). „Ależ oczywiście!” odpowiada ten, a jednocześnie, sugerując się powagą sytuacji, zaczyna zastanawiać się, jak mogło dojść do zadania tego pytania. W jakich warunkach można wierzyć 0 Rozdział 1 lub nie wierzyć w rzeczywistość? Kiedy staje się ona problema- tyczna? spojrzenie na historię filozofii przypomina o Kartezju- szu, który odróżniając umysł – substancję myślącą, od świata – substancji rozciągłej, pytał o to, w jaki sposób ten pierw- szy może uzyskać absolutną pewność, znacznie silniejszą niż pewność względna. Daje on początek dziwnej historii – ustala relację między człowiekiem a światem jako sytuację oglądania zewnętrznego świata przez umysł zamknięty w słoju (Latour 1999: 4). Kartezjusz ratuje jednak kontakt ze światem i pew- ność absolutną dzięki wprowadzeniu do gry Boga. W geście zbijającym hipotezę złośliwego demona i zapewniającym o do- broci boskiej ukazuje, że pewność w naszym kontakcie ze świa- tem gwarantuje Bóg. Kontakt umysłu w słoju z zewnętrznym światem potrzebuje pośrednictwa Boga. toteż Latour zauważa, iż sformułowanie pytania o rzeczywistość eksponującego wiarę w nią było w takim razie jak najbardziej na miejscu (Latour 1999: 4). Nie wszyscy filozofowie uznali takie nadkładanie drogi za dobry pomysł. Empiryści brytyjscy usiłowali znaleźć skrót wio- dący wprost od rzeczywistości do człowieka, pytali o kontakt bezpośredni (Latour 1999: 4–5), o bezpośrednie przesyłanie do umysłów informacji, które pozwalały wytwarzać stabilny obraz świata. W istocie szli jednak tą samą drogą – nadal chodziło o zewnętrzny świat i umysł w słoju. tylko ich otoczenie uleg- ło wymianie – Boga zastąpiono czystymi impresjami, częścio- wo ukształtowany rozum zamienił się w tabula rasa. Zdaniem Latoura rezultat tej zmiany przypomina zastąpienie sprawnie działającego telewizora przez źle nastrojony, w którym nawet na krótką chwilę nie udaje się uchwycić stabilnego, wyraźnego obrazu. Rozwiązanie, które nadeszło, było katastrofalne! Wraz z Kantem świat zniknął na dobre, a pozostało tylko naczynie z umysłem, który produkował rzeczywistość sam z siebie. Ze- wnętrzny świat zaś, usunięty z pola widzenia, w całej tej pro- dukcji uczestniczył minimalnie, ale w sposób decydujący. Świat skurczył się do rzeczy samych w sobie (których istnienie zostało Historia epistemologii niczym opowieść science fiction jedynie założone), niemal cały przekaz telewizyjny – by nadal odwoływać się do tej metafory – umysł wysyłał sam sobie. tu- taj musimy porzucić absolutną pewność – wszak umysł może buszować tylko w pewnych granicach tej konstrukcji – ale mo- żemy zachować, jak byśmy dziś powiedzieli, lokalną pewność, jeśli pozostaniemy w ograniczonej sferze nauki. Kant wynalazł ten koszmar rodem z science fiction pod nazwą „Rewolucji Ko- pernikańskiej”: obecnie zewnętrzny świat obraca się wokół umysłu w słoju, który dyktuje większość praw tego świata, praw, które wydobył sam z siebie bez niczyjej pomocy. teraz sparaliżowany despota zawładnął rzeczywistoś- cią (the world of reality). Filozofię tę uznano, osobliwie, za najgłębszą ze wszystkich, bowiem za jednym zamachem zdołała porzucić poszukiwanie ab- solutnej pewności i je utrzymać pod szyldem „uniwersalnych a priori”, [był to] zręczny ruch, który ukrył zagubioną ścieżkę jeszcze głębiej w gąszczu (Latour 1999: 6). Kant – powiada dalej Latour – wynalazł pewną formę kon- struktywizmu, w której choć umysł w słoju sam wszystko budu- je, to czyni to przy niejakich ograniczeniach – to, co ów umysł poznał, musi być uniwersalne, ale samo poznanie z kolei musi mieć charakter eksperymentalny. Długo jednak nie trwało, gdy uznano, iż transcendentalne ego jest fikcją, że to zbyt słaby kandydat na kreatora rzeczywistości (nawet tylko tej widzialnej), zastąpiono je więc społeczeństwem. teraz grupa i to, co się z nią wiązało – uprzedzenia, kategorie, stereotypy, tradycje, paradygmaty itp. – odpowiadało za obraz świata. Jeśli – zdaniem Latoura – wraz z Kantem sprawy przy- brały zły obrót, to teraz zrobiło się jeszcze gorzej, z czterech powodów. po pierwsze, zewnętrzny świat oddalił się jeszcze bardziej, postawienie na pierwszym miejscu świato-poglądu – że naciąg- nę nieco znaczenie tego słowa – zaowocowało zupełną utra- tą świata. „Nic ze świata nie mogło przejść przez tyle etapów pośrednich i dotrzeć do umysłu jednostki” (Latour 1999: 7). po drugie, owo społeczeństwo było jedynie zbiorem umysłów w słojach. Nie od rzeczy będzie przypomnieć uwagę Zygmunta   Rozdział 1 Baumana wygłoszoną przy zupełnie innej okazji, która zaskaku- je podobieństwem konstatacji: Człowiek socjologów jest utkany z myśli i uczuć. Delikatność materii czyni go zwiewnym, nieważkim; jak prądy powietrzne meteorologów, nie wiado- mo, w jaką stronę się zwróci (...). Człowiek socjologów jest zaiste wolny jak powietrze (...). składa się przecież z osobowości, postaw, poglądów na to, co dobre, a co złe, co ładne, a co brzydkie, co prawdziwe, a co wymyślo- ne; z wiedzy, wierzeń, opinii, upodobań, marzeń, wyobrażeń, preferencji, wartości, jakim hołduje, sympatii i antypatii, smaku artystycznego i zasad moralnych (...) (Bauman 1995: 67). po trzecie, zastąpienie jednego Ego przez wielość kultur za- groziło – zdaniem Latoura – jedynemu pozytywnemu elemento- wi u Kanta (Latour 1999: 7), to jest uniwersalności apriorycz- nych kategorii, które ofiarowały chociaż namiastkę absolutnej pewności. Jedno wspólne więzienie przetrzymujące umysły w słojach przemieniło się w wiele nieporównywalnych, nie- współmiernych więzień. tym sposobem nie tylko umysł został odłączony od świata, ale ponadto umysły zostały poodłączane od siebie nawzajem. po czwarte wreszcie, ostatni krok wpro- wadził do gry to, co Latour nazywa strachem przed prawem tłu- mu (the fear of mob rule), obawą, że „rzeczywistość zależy od tego, co tłum uważa za stosowne w danym momencie” (Latour 1999: 7) – ten wątek będzie jeszcze rozwijany w rozdziałach poświęconych polityce. Kolejne etapy tej historii przynoszą w końcu, można by rzec, „trzeźwe” próby znalezienia wyjścia z tej sytuacji, próby – trzeba dodać – nieudane. pierwsza z nich to fenomenologia, której częściowo udaje się przywrócić umysłowi ciało związane ze światem. Cóż z tego jednak, skoro sukces jest połowiczny? Okazuje się bowiem, iż świat rzeczywisty, jeśli wolno tak po- wiedzieć, świat, w którym operuje nauka, odsunięto na bok. ten dramatyczny podział zupełnie nie rozwiązuje sytuacji. Więcej nawet, moim zdaniem (Latour o tym nie wspomina) w krótkim czasie doprowadza do zasadniczego nieporozumienia, które kul- minuje się w słowach Heideggera, iż „nauka nie myśli” (o czym Latour wspomina).   Historia epistemologii niczym opowieść science fiction Druga próba odwołuje się do Darwina. Jeśli mamy skończyć z tym fantastycznym pomysłem odizolowanego od świata umy- słu, to dlaczego nie zrobić tego na całego – człowiek jako orga- nizm walczący o przetrwanie i zmagający się z naturą. Niestety cały kłopot w tym, iż natura, którą tu widzimy, to natura rozu- miana w kontekście umysłu w słoju przyglądającego się świa- tu. Jest ona bowiem postrzegana jako nieludzka, przyczynowa, pewna, obiektywna, zimna, jednomyślna, absolutna itd. (Latour 1999: 10). Nic z tych rzeczy! Nie sposób połączyć różnych wizji natury w nauce w jedną homogeniczną całość – powiada Latour – w przeciwnym wypadku musielibyśmy „zignorować zbyt wie- le kontrowersji, zbyt wiele historii, zbyt wiele ślepych uliczek” (Latour 1999: 10). takie podejście wymusiłoby porzucenie „ludzkiej historii nauki” na rzecz „uśrednionej ortodoksji kilku neurofilozofów” (Latour 1999: 10).   ROZDZIAŁ 2 Relacja epistemologiczna 1. WYpRAWA DO AMAZONII Wspomniana w tytule wędrówka podąża śladem relacji epi- stemologicznej, która pojmowana jest tu jako układ, „w którym istnieją osobne względem siebie, częściowo przynajmniej nie- zależne: podmiot, przedmiot i wiedza (język)” (Zybertowicz 1995: 73). Wadliwość tego sposobu myślenia rozpoczyna się – to po pierwsze – od osobliwego odłączenia człowieka od świata i pozostawienia mu jedynie możliwości patrzenia, wy- niesionego wkrótce do modelu relacji epistemologicznej (La- tour 1999: 1–23). po drugie, relacja epistemologiczna zakłada tworzenie całych poziomów ontologicznych, które są od siebie odseparowane dość arbitralnie. po trzecie, jej problematycz- 6 Rozdział 2 ność wymusza kolejne rozwiązania oparte na asymetrycznym przyznawaniu możliwości działania: w jednym przypadku to podmioty są aktywne, a rzeczywistość zewnętrzna jest bierna, w innym odwrotnie. po czwarte, zmuszeni jesteśmy w każdej wersji rozwiązania uznać którąś z ontologicznych dziedzin za gotową i względnie przynajmniej niezmienną. stosunkowo ła- two pogodzić się z tym, jeśli chodzi o naturę, trudniej rozpa- trując ludzi, a Latour nie godzi się ani na jedno, ani na drugie. Jakie jest w takim razie jego rozwiązanie? Jak on widzi kwestię relacji epistemologicznej? Uważa, że aby odpowiedzieć na pytanie, „w jaki sposób pa- kujemy świat w słowa?”, należy bliżej przyjrzeć się praktykom, które wytwarzają informacje na temat stanów rzeczy, czyli, krótko mówiąc – badaniom naukowym. Nie wszystkie jednak przypadki pozwolą nam tu wgłębić się w problem równie do- brze, bowiem jeśli wybierzemy się po prostu do laboratorium, to spotkamy przyrodę czy „zewnętrzny świat” już trochę spre- parowany, wszak w laboratorium panują warunki... laboratoryj- ne. W takim razie należy pójść dalej i znaleźć sytuację, w której nauka styka się z „przyrodą nagą”. Latour wykorzystuje jako okazję wyprawę badawczą do lasów Amazonii szukającą od- powiedzi na pytanie, czy las się kurczy na korzyść sawanny, czy też odwrotnie, las rozrasta się kosztem sawanny. Wyprawa składa się z przyrodoznawców (botanika, gleboznawców) i filo- zofa, który usiłuje rozwikłać zagadkę odniesienia przedmioto- wego dyskursu naukowego, czyli Bruno Latoura. Właściwie natychmiast okazuje się, że relacja między la- sem i sawanną a tekstami naukowymi nie jest taka prosta, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie zachodzi wcale sytuacja, w której podmiot poznający kontempluje poznawany przedmiot, następnie rezultat tej kontemplacji przelewa na papier i publi- kuje, dostrajając się w międzyczasie do świata tak skutecznie, że pojawia się relacja gwarantująca prawdziwość. W żadnym  Cudzysłowy w tym przypadku, wcześniej oraz później nakazują tylko ostrożność. słowa, które się w nich pojawiają i intencja, która je podyktowała są łatwe do odczytania, ale trzeba uważać, by zbyt pochopnie nie zamienić ich w pełnoprawne pojęcia. Relacja epistemologiczna miejscu nie odbywa się ten wielki przeskok pomiędzy rzeczami i słowami. Musimy teraz wraz z Latourem prześledzić kolejne etapy prowadzenia badań. Zaczyna się od rzeczywistej granicy między lasami a sawan- ną ciągnącej się setki kilometrów, o której wiedza ma zostać zdobyta i pod której adresem – jak się czasami powiada – kie- rujemy pytanie (zob. pozycja nr 1 w tabeli 1, poniżej). Olbrzy- miego obszaru w większości nietkniętego przez człowieka nie sposób zbadać w całości nawet dysponując znaczącymi dotacja- mi badań naukowych. Grupa składa się z pięciu osób (4+1), toteż, aby poradzić sobie w tych okolicznościach i nie zgubić się w zupełnej głuszy, trzeba odwołać się do zdobyczy kartografii. Mapa pozwala odwrócić równowagę sił – teraz nie tyle „krajo- braz” panuje nad człowiekiem, ile człowiek nad krajobrazem, omiatając jednym spojrzeniem rozłożoną przed nim mapę (La- tour 1999: 29). przy okazji Latour zauważa, że analogicznie radzi sobie ze światem właściciel restauracji, w której wyprawa się zatrzymuje, gdy ten numeruje stoliki i zarządza posługując się tak skonstruowaną reprezentacją terenu. Zdaniem Latoura mamy tutaj coś charakterystycznego dla zdobywania wiedzy – przechodzimy od ignorancji do pewności (dzięki mapie nie gubimy się na obcym terytorium), od słabości do siły (nie błądzimy na oślep tracąc siły, a przeciwnie – możemy „podbijać” nowe tereny), od podrzędności do dominacji (to już nie teren panuje nad nami, ale my nad nim) (Latour 1999: 30). Kolejny krok naśladuje działania kartografów: należy po- dzielić olbrzymi obszar badanej granicy na kwadraty, nakłada- jąc nań siatkę współrzędnych kartezjańskich, następnie wybrać kwadrat. Okazuje się, że wybrany kwadrat został już uprzed- nio oznakowany dla potrzeb nauki, a rośliny ponumerowane (nr 2 w tabeli 1). teraz każda roślina – tymczasem śledzimy działania botanika – reprezentuje tysiące roślin ciągnących się wzdłuż całej granicy lasu i sawanny, a pobrana jako próbka bę- dzie w stanie reprezentować je nie tylko w tym miejscu, gdzie rośnie, ale w dowolnym innym, do którego zabierze ją badacz. W tym momencie, odwołując się do łacińskiego referre, Latour pyta: „czy odniesienie (referent) to jest to, co wskazuję palcem   Rozdział 2 poza dyskursem, czy też to, co na powrót sprowadzam do wnę- trza dyskursu?” (Latour 1999: 32). Dlaczego? Otóż dlatego, że na następnym etapie (odpowiednio nr 3a, 3b i 3c w tabeli 1), kiedy badacz wraz z próbkami znajduje się u siebie w gabinecie, może nimi manipulować równie łatwo, jakby to były jedynie notatki. Zasuszone rośliny są gromadzone w teczkach i układane w szafce podzielonej na rzędy i kolumny – ponowne spotkanie z siatką kartezjańską (nr 3a). szafka pełni podwójną funkcję: przechowuje cenne materiały oraz pozwala je wstępnie poklasyfikować (Latour 1999: 54). Jednak klasyfi- kowanie próbek wiąże się z ich analizowaniem i porównywa- niem, do czego przydaje się inny mebel, to jest stół (nr 3b). próbki rozłożone na stole można dowolnie zestawiać, układać, przesuwać i zamieniać. Użycie stołu daje możliwość zobacze- nia takich układów roślin, jakich nie zobaczymy w naturze, ich zestawianie pozwoli bez najmniejszego kłopotu poszukiwać po- dobieństw i różnic. Jak powiada autor Pasteurisation of France, „przy takim karcianym stoliku, mając w ręku tyle atutów, każdy naukowiec staje się strukturalistą”, klasyfikowane rośliny same podpowiadają ogólne wzorce i ukazują miejsca czekające na wy- pełnienie. Na tym etapie „botanik dowiaduje się nowych rzeczy, zmieniając się przez to, ale i rośliny ulegają tu zmianie (...). Obszar wzajemnego oddziaływania pomiędzy lasem a sawan- ną staje się hybrydyczną mieszanką naukowca, botaniki i lasu” (Latour 1999: 39). pozostaje jednak pewien kłopot, mianowicie badacza zalewają w tej chwili olbrzymie ilości danych – stosy teczek z próbkami, setki samych próbek, krótko mówiąc, poja- wia się niebezpieczeństwo utonięcia w informacjach, niebezpie- czeństwo napotkane na samym początku wyprawy, stykając się z nieznanym terenem, który nad nami górował. Wszystko było- by w najlepszym porządku – analizowanie próbek rozłożonych na stole mogłoby posuwać się do przodu, podobnie jak wstępne i bardziej zaawansowane klasyfikowanie z użyciem szafek, jed- nak najpierw trzeba zapanować nad tym z wolna zagrażającym nam chaosem. Co należy zrobić? to samo, co robiliśmy na po- czątku – znaleźć reprezentacje. W tym miejscu musimy prze- rwać wędrówkę z botaniką, bo okazuje się, że nie wystarczy ona   Relacja epistemologiczna do udzielenia odpowiedzi na postawione na początku pytanie: czy las amazoński rozrasta się, czy kurczy? Wracamy do momentu organizowania przestrzeni za pomocą kartezjańskich współrzędnych, tylko że tym razem zamiast prze- strzeni, która zamyka rośliny, parcelujemy grunt (nr 2’). Kiedy to już jest zrobione, można zabrać się do części właściwej, czyli do próbkowania gleby. także tutaj musi panować porządek, gromadzenie danych winno odbywać się według pewnych reguł, które pozwolą zdobyte próbki sortować i analizować. Nawier- canie odbywa się od krańców ku środkowi danej linii, a odle- głość między otworami należy oznaczać i mierzyć. służy temu instrument o nazwie topofil Chaix™ (nr 3’a). pobrane próbki gleby zostają następnie zapakowane do oznakowanych plastiko- wych woreczków (nr 3’b), z których z kolei każdy otrzymuje opis: koordynaty położenia i numer odwiertu, czas i głębokość pobrania oraz dane jakościowe określane poprzez smakowanie próbek przez badaczy. Umysł w naczyniu, bohater poprzednie- go podrozdziału, nie byłby zdolny do zrobienia tego wszystkie- go mając do dyspozycji jedynie krytyczne spojrzenie i sprawnie działający rozum. Zdobywanie wiedzy jest nieodłącznie powią- zane z różnymi umiejętnościami, czy to podczas badania lasu, czy podczas uzyskiwania rozmaitych substancji bądź organów ze zwierząt w laboratorium. podobnie jak wcześniej rośliny, tak teraz kawałki gleby reprezentują znacznie większe jej ilości, po- dobnie jak wcześniej, zdobycze łatwiej transportować i o wiele prościej nimi manipulować, wreszcie podobnie jak wcześniej, „nakłaniając” próbki do współpracy z nauką, pozbawia się je ich lokalnego kontekstu. Zgromadzone kawałki ziemi w opisanych plastikowych wo- reczkach zostają zapakowane do pedokomparatora (pedocompa- rator) – walizki przypominającej budową omawianą już szafę (nr 4’). Zawiera ona rzędy i kolumny przegródek, w których umieszcza się woreczki. są to „puste formy skryte za zjawiska- mi, zanim same zjawiska się pojawią, właśnie po to, aby się po- jawiły” (Latour 1999: 49). W pedokomparatorze „próbka ziemi zachowuje całą materialność gleby (...), lecz staje się znakiem, przyjmuje formę kodu geometrycznego (...)” (Latour 1999: 49).   0 Rozdział 2 podobnie jak w przypadku stołu, tak i tutaj, wypełniając puste przegródki, odnajdujemy wzorzec skrywający się za pojedyn- czymi obiektami i zjawiskami i otrzymujemy wskazania, dzięki wolnym miejscom, czego szukać dalej. puste miejsca organizują pracę badacza, a pedokomparator pozwala zobaczyć wszystko naraz; obie te cechy przywodzą na myśl tablicę Mendelejewa. W jaki sposób pedokomparator (lub tablica Mendelejewa) kieruje działaniami naukowca? po pierwsze, poprzez puste miejsca wyznacza kierunek poszukiwań, podpowiada, czego jeszcze nie znamy. po drugie, dzięki zebraniu wszystkiego w jednym miejscu – wspomniana możliwość ogarnięcia całości jednym spojrzeniem – nakłania do przechodzenia od poszcze- gólnych przypadków zawartych w poszczególnych przegród- kach czy okienkach do zależności, tendencji, wzrastających i malejących rozbieżności itp. Czy dzięki temu dowiadujemy się czegoś nowego? Czy nasza wiedza rośnie? Ależ oczywi- ście, dlatego Latour zauważa, że „wynalazek prawie zawsze bierze się z nowego sposobu radzenia sobie (the new handle) oferowanego przez nowy przekład2 lub nowe przemieszczenie” (Latour 1999: 53). toteż „naturalną” koleją rzeczy, mając już wszystkie próbki posortowane i poukładane w pedokomparato- rze, badacz przystępuje do szkicowania diagramu odwzorowu- jącego ułożenie próbek. Dzięki inskrypcji przechodzi on w tym miejscu od hybrydy ziemi/znaku/szuflady do rysunku na papie- rze tworząc diagram (nr 5’). Mając gotowy diagram, całą masę danych oraz olbrzymie ilości „dowodów” badacz zabiera się za pisanie tekstu, który zrelacjonuje jego działania w terenie (nr 6’). Ale czy to na pew- no koniec podróży z gleboznawcami i botanikami w lasy Ama- zonii? Otóż nie, ponieważ na jednym z etapów otworzyła się jeszcze inna możliwość (w rzeczywistości wykorzystana – nie można sobie pozwolić na ignorowanie jakichkolwiek informacji ani też sposobów ich zdobywania). Istnieje sposób, by zebrane w pedokomparatorze próbki przetworzyć raz jeszcze, nim zabie- rzemy się za określanie tendencji i rysowanie wykresów. Można  pojęcie przekładu lub translacji – ang. translation – omawiam dalej. Relacja epistemologiczna odwołać się do kodu Munsella, który przypisuje każdej barwie określoną sekwencję liter i cyfr (nr 5’’). praktycznie jest to bar- dzo łatwe, książka z kodem składa się ze stron wypełnionych kolorowymi prostokątami sąsiadujących z okrągłymi otworami. Wystarczy próbkę ziemi umieścić w otworze i porównać jej bar- wę oraz odcień z tymi z książki. W rezultacie zamiast ciężkiej walizki z próbkami (pedokomparator) wystarczy gęsto zapisana kartka papieru. Dzieje się tutaj coś bardzo ciekawego. Nastę- puje przejście od tego, co lokalne (pedokomparator wypełniony woreczkami z ziemią) do tego, co uniwersalne dzięki zuniwer- salizowanym normom zamkniętym w kodzie Munsella (Latour 1999: 58–61). Danymi z kartki papieru łatwiej też manipulować niż danymi z posortowanych próbek, wykorzystując inne nauki – łatwiej wymieniać między teoriami kod barwy niż całą próbkę. Ale jednocześnie łatwiej wymieniać całą próbkę niż granicę mię- dzy sawanną a lasem ciągnącą się przez setki kilometrów. Kolejny krok już poznaliśmy. Jest to przejście od szeregu numerów określających próbki do ogólnej tendencji (nr 6’’), by następnie tendencję przenieść w postaci krzywej do układu współrzędnych (nr 7’’). Diagram czy wykres pokazuje nam rze- czy pierwotnie dla nas niewidoczne, choć w retrospekcji mamy wrażenie, że wszystko to już tam czekało gotowe. Diagram jest skonstruowany – poprzez kolejne kroki przetworzeń geome- trycznych, i wynaleziony – bez ingerencji badacza nie pojawił- by się, choć jednocześnie na pewnym szczeblu wydaje się sam być wpisany w stan rzeczy (Latour 1999: 67). Zwróćmy uwagę, że na tym etapie udaje nam się uzyskać zmatematyzowaną przyrodę – nie oznacza to oczywiście, że dzieje się to wyłącznie tutaj ani że właśnie w tym stadium jest coś jakościowo odmiennego. Chcę tylko podkreślić, że ciąg transformacji, czy też translacji, jaki przeszliśmy dotychczas, doprowadza nas do momentu, gdy pochylając się nad kartką papieru zauważamy, iż już związaliśmy się z matematyką. Aż kusi, by w tym miejscu zadać stare pytanie ontologiczne, sta- wiane w filozofii już od czasu pitagorejczyków: czy świat jest ładem matematycznym? Lub w formie nieco nowszej: czy ma- tematyka jest językiem, w jakim napisano księgę natury? Na   Rozdział 2 a l l e s n u M u d o k ą c o m o p a z y b e l g o d u r o l o k u r e m u n d o e i c ś j e z r p . ’ ’ 6 i j c n e d n e t j e n l ó g o m a r g a i d y w o c i k z s y z s w r e i p . ’ ’ 7 y w o k u a n t r o p a r . ’ ’ 8 o g e w o k u a n u ł u k y t r a t s k e t . ’ 6 e z r o t a r a p m o k o d e p w k e b ó r p w r a b e i n a d a ł k e z r p . ’ ’ 5 k e b ó r p e i n e ż o ł u e c ą j u w o r o z w d o y m a r g a i d . ’ 5 e w o i c ś o k a j e n a d , a i n a r b e z ć ś o k o b ę ł g i s a z c , u t r e i w d o r e m u n , a i n e ż o ł o p y t a n y d r o o k – ) y b e l g k e b ó r p h c y n a r b o p e i n a w o k a m s ( k e b ó r p e i n a w o k d ą z r o p i e i n e z d a m o r g z . ’ 4 e z r o t a r a p m o k o d e p w y b e l g ) ? y w o k u a n ł u k y t r a . 4 ( h c y n d ę z r ł ó p s w h c i k s ń a j z e t r a k e i n a d a ł k a n – a n n i l ś o r e i n a w o r e m u n ; n e r e t a n h c y n d ę z r ł ó p s w h c i k s ń a j z e t r a k e z r a z s b o m y n a r b y w i m e i z i n h c z r e i w o p a j c a z y r t e m o e g . ’ 2 e i n a d a ł k a n , i n e z r t s e z r p e i n a w o z i n a g r o . 2 o d w ó c ń o k d o – y b e l g e i n a w o k b ó r p . a ’ 3 k e ł ó p i m a n m u l o k i i m a d ę z r z a k f a z s . a 3 ń e l ś e r k o e c b ó r p j e d ż a k e i n a w a d a n . c ’ 3 k e b ó r p i c a t s o p w h c y n o z d a m o r g z w ó k z c e r o w h c y n a d i c ś o l i h c i m y z r b l o e i n a w o k u d e r . c 3 . p t i , ) ™ x i a h C l fi o p o t ( a k d o r ś h c y w o k i t s a l p h c y n a w y w o k a n z o o d e n a w o k a p ą s y b e l g i k b ó r p . b ’ 3 i m a k b ó r p e i n a w o l u p i n a m – ł ó t s . b 3 w ó k i n l e i z e i n a w o g e r g e s – n i l ś o r z e z r p ę i s a c ą n g ą i c i i n o z a m A i m a s a l a ą n n a w a s y z d ę i m a c i n a r g a n l a r u t a n . 1 w ó r t e m o l i k i k t e s a i d a t s e n j e l o k , i i n o z a m A o d a w a r p y w – o g e w o k u a n u s r u k s y d e i n e i s e i n d O . 1 a l e b a t   Relacja epistemologiczna odpowiedź jednak przyjdzie jeszcze nieco poczekać, ponieważ nie wszystko w tych pytaniach jest wystarczająco jasne. Jak bowiem rozumieć „księgę natury” w kontekście naszych roz- ważań o odniesieniu, lub szerzej – w kontekście teorii Aktora- sieci? Jak pojmować metaforę jej napisania – realistycznie jako „samonapisania”, bądź napisania przez stwórcę, czy konstruk- tywistycznie jako pisania w trakcie badania? Kim jest autor? przyrodą, Bogiem, naukowcem, społecznością naukowców, kulturą? Wszystko to wymaga wyjaśnienia, dlatego pozwolę so- bie potrzymać czytelnika w niepewności, zanim udzielę takiej odpowiedzi, jaka wynika z tych rozważań. Na końcu wreszcie badacz pisze raport (nr 8’’). „tekst na- ukowy jest różny od wszystkich innych form narracji. Mówi on o odniesieniu obecnym w tym tekście, w formie odmiennej niż proza: [w formie] wykresu, diagramu, równania, mapy czy szkicu. poprzez mobilizowanie swego własnego wewnętrznego odniesienia tekst naukowy niesie w sobie swą weryfikację” (La- tour 1999: 56). podsumowując tę całą opowieść, można zbudować odpo- wiednią tabelkę – por. tabela 1. powyższe rozważania dotyczyły pytania o „pakowanie rze- czy w słowa” i roztrząsały je przyglądając się bliżej pracy przy- rodoznawców. Można jednak zadać dwa pytania, których La- tour nie stawia – czy w naukach społecznych rzecz wygląda tak samo, czy inaczej? I jak to wszystko wygląda w filozofii? Zanim zabierzemy się za wyciąganie wniosków, rozważmy najpierw te pytania. 2. NAUKI spOŁECZNE Czytając w Pandora’s Hope o kolejnych transformacjach (translacjach) i o tym, co się w międzyczasie gubi, ale też zy-   4 Rozdział 2 skuje, przypomniałem sobie badania ankietowe, w których bra- łem udział jako początkujący student socjologii. Wciąż powta- rzano nam, iż kodując dane zebrane w ankietach, zwłaszcza te w pytaniach otwartych, tracimy część informacji. Następnie, przechodząc do szkicowania zależności między zmiennymi, ponownie tracimy część informacji. W pierwszym przypadku dlatego, że nie da się wszystkich niuansów odpowiedzi respon- denta przełożyć na kreski w tabelce, a nawet gdyby udało się to zrobić, to nadal nie byłoby potrzeby kodować indywidualności rozmówcy (który przecież ma pozostać anonimowy), nie zna- lazłoby się bowiem żadne miejsce, w którym mogłaby ona wy- płynąć w innej postaci niż jako szum towarzyszący informacjom ważnym. W drugim przypadku dlatego, że mając do dyspozycji kilkanaście czy kilkadziesiąt zmiennych, nawet nie będziemy się starać, by w ostatecznym raporcie wspominać o związkach, które nie wydają się istotne statystycznie, ani też o niewiążą- cych się z głównymi pytaniami przeprowadzanych badań. postarajmy się jednak nieco uporządkować te kwestie i spo- sobem Latoura zapytać nie tylko o to, co traci się w kolejnych przekładach, ale też co się zyskuje. Innymi słowy, zapytajmy teraz, jak „pakujemy społeczeństwo w słowa”. Badania, o których myślę, opatrzone były tytułem „postawy polityczne polaków”. szczególne zainteresowanie wzbudzały osoby, które nie wzięły udziału w głosowaniu podczas wybo- rów do sejmu i senatu. Aby dowiedzieć się czegoś o całym społeczeństwie polskim (nr i w tabeli 2), należy je nieco przy- gotować. Całe społeczeństwo nadmiernie przerasta wielkością nawet najliczniejszą grupę badaczy. poza tym badacze społecz- ni nie zawsze zgadzają się, czy taki twór jak społeczeństwo rzeczywiście istnieje. Ci, którzy nie wierzą w społeczeństwo (tak jak można nie wierzyć w duchy albo w UFO), tym bardziej nie zechcą całego społeczeństwa badać, jak bowiem badać coś, czego nie ma? Cóż, owe spory ontologiczne znikają wobec jed- ności metody działania wszystkich zainteresowanych. pozwolę sobie tylko zaznaczyć, że do tych problemów ontologicznych powrócę w drugiej części pracy argumentując, iż niekoniecznie zmuszeni jesteśmy przyjmować ontologiczny holizm lub indy- Relacja epistemologiczna 5 widualizm i akceptować jakąś wersję podziału na mikro- i ma- krostruktury społeczne. Wracając do metody, ktoś, kto chce, by jego badania społeczeństwa były traktowane poważnie, winien zadbać o właściwe metody przekładu, winien zatroszczyć się o to, by badana próbka była reprezentatywna. Aby wybrać próbkę, musimy zacząć podobnie, jak czynili to gleboznawcy i botanicy w poprzednim podrozdziale – mu- simy podzielić obszar, czyli społeczeństwo polskie na mniej- sze jednostki. Badacze społeczni wiedzą, że porządny podział wyodrębni nam trzy typy obszarów – duże miasta, miasteczka oraz wsie (nr ii w tabeli 2). teraz sprawa nam się skompliko- wała, ponieważ mamy inną liczbę dużych miast, inną miaste- czek, a jeszcze inną wsi. Co więcej, musimy szybko sprawdzić, jaki procent całej populacji mieszka w miastach, jaki w mia- steczkach, a jaki na wsi, w przeciwnym wypadku całe badania nic w istocie nie powiedzą. Jeśli procent mieszkańców dużych miast w całej populacji wynosi powiedzmy 40 , a my z czystej wygody wyjdziemy jedynie przed gmach uczelni i zrobimy całe badania łapiąc przechodniów na chodniku, to oznaczać to bę- dzie, iż nasza próbka reprezentuje tylko to 40 . Mimo iż pod- liczając całość ankiet będziemy mówić o 100 . Nie ma wyj- ścia, narażając się na niewygody podróżowania, musimy albo naśladować w próbce relacje procentowe z całej populacji, albo poszczególne ilości odpowiednio przeliczyć. sytuacja wygląda podobnie w przypadku płci, wieku czy wykształcenia. Zakładam jednak, że to wszystko już zostało wzięte pod uwagę. Co dalej? Losowanie, czyli zbieramy wiedzę o tym, kto i gdzie odpowie na pytania z ankiety (nr iii). Osobną kwe- stią, choć interesującą, wydaje się właśnie źródło, z którego ta wiedza „przedustawna” pochodzi – czy są to listy z komisji wyborczych, czy dane z urzędu meldunkowego. Chyba znaleź- liśmy się w takim samym położeniu jak omawiana wcześniej wyprawa badawcza, gdy natknęła się na ponumerowane rośliny w amazońskim lesie. podobnie tutaj, pierwsze działania podjęto już dawno. Jak mówi Latour, „jedna nauka zawsze skrywa na- stępną” (Latour 1999: 32). Faktycznie, badacz nigdy nie działa w próżni naukowej. przynajmniej nie dziś, „światy”, o których 6 Rozdział 2 wiedzę gromadzimy, już wcześniej, zanim jeszcze zaczęliśmy badanie, posiadały związki z nauką, a dokładniej – powstały przy dużym udziale nauki (proszę czytelnika o wybaczenie mi tego banału, ale jak się okazuje, przypomina on o sobie właśnie wtedy, kiedy chciałoby się sprawdzić, jak nauka zmaga się ze światem „w formie czystej”). pora na kolejny krok. ten, który jako student socjologii mogłem wziąć na siebie po krótkim przeszkoleniu (na którym uczono nas między innymi, że trzeba jak ognia wystrzegać się jakiegokolwiek sugerowania odpowiedzi respondentom). Krótko mówiąc, należy teraz spakować do torby puste formularze ankiet i kartki z adresami, by następnie udać się na rozmowy (nr iv). prowadząc z respondentami dialog uregulowany zwyczajowymi grzecznościami i regułami ankietowania, wypełnialiśmy krok po kroku formularze zakreślając właściwe odpowiedzi wtedy, gdy należało je wybrać albo zapisując odpowiedź, gdy trafiało się pytanie otwarte. po kilku dniach każdy wypełnił zadanie i miał stosik ankiet zawierających wiedzę o postawach politycznych polaków. Udało się w ten sposób przejść sporą część drogi dokonując serii translacji. Najpierw całe społeczeństwo i wszystkie posta- wy polityczne upakowaliśmy w różne zbiory, później, ponie- waż było ich zbyt dużo, każdą z nich zamknęliśmy w możliwej do odwiedzenia w kilka wieczorów grupce osób. Zaczęliśmy od kontrowersyjnego tworu ontologicznego, tj. od społeczeństwa, który udało się przetransformować w nie mniej zagadkowe ka- tegorie społeczne (mieszkańcy miast, kobiety, osoby pomiędzy 41 a 50 rokiem życia itp.), które z kolei przełożyliśmy na kilka- naście czy kilkadziesiąt konkretnych osób, których istnienie nie wydawało się już tak sporne. Następna transformacja równała się przejściu od rozmowy z człowiekiem z krwi i kości do zapi- sanej kartki papieru. Wreszcie wypełnione ankiety zanoszę do sztabu badań, czyli miejsca, które Latour określa jako centrum kalkulacyjne. teraz, podobnie jak w analogicznej sytuacji w przykładzie z Amazoni
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii aktora-sieci Bruno Latoura
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: